jak nauczyć kogoś oszczędzania?

15.01.13, 23:21
Napisze wprost- moj maz nie umie oszczedzac. Gada o tym co chwile ale nic z tego nie wychodzi i zaczna mi to bardzo przeszkadzac.

Przedstawię Wam nasza sytuacje: mieszkamy za granicą, mamy 1 dziecko, pracuje tylko mąz, ja od pol roku nie mam zadnych dochodow, odkad skonczyl mi sie platny urlop macierzynki. Do pracy nie moglam wrocic, bo pracodawca nie zgodzil sie na pol etatu. Powodzi sie nam powiedzmy srednio- nie martwie sie czy bede miala za co zaplacic rachunki, ale odłozyc tez zbytnio nie ma z czego.

Nie mam na razie mozliwosci podjecia normalnej pracy, bo nie mam z kim zostawic dziecka. Na żlobek mnie nie stac, nikogo do pomocy. Ale od kwietnia sie to zmieni i najprawdopodobniej zaczne znow pracowac. [ tak gwoli wyjasnienia, dlaczego nie znajde sobie jakiejs roboty]

Jedyna opcja aby miec wiecej pieniedzy to oszczedzanie. Niestety oszczedzam tylko ja. Wyroslam w rodzinie, w ktorej pieniedzy zawsze brakowało, a mimo to dalismy rade. Oszczedzanie mam wiec we krwi i dla mnie to nie problem zaplanowac zakupy wczesniej, kupic taniej, wykorzystac kupony np na mleko dla małej. A moj mąż? On jedzie do jakiegos marketu- bierze wszystko jak leci, nie patrzy na ceny, albo kupuje cos " bo była promocja". Albo- dostalismy zaproszenie na impreze u znajomych, wiadomo, ze bedzie trzeba kupic wodke. Ja bym pomyslala juz o tym w tygodniu- jezdzi sie tu i tam i przeciez mozna zajechac do sklepu z niskimi cenami alkoholi, a nie w sobote kupowac flaszke w osiedlowym sklepie, gdzie jest powalająca przebitka. To samo mamy z oszczedzaniem na pradzie/ gazie itp.
Ja gasze po sobie [ i po nim] swiatlo, wylaczam tryb stand-by, myje naczynia z korkiem w zlewie, pluczę zimną lub tylko lekko ciepłą wodą. On natomiast potrafi puscic wodę i isc po garnek z resztkami jedzenie, wyrzucic te resztki i dopiero dojsc do zlewu [ woda oczywiscie nie zakrecona]

Szlag mnie trafia, bo nie oczekuje przeciez od niego, ze bedzie zbieral butelki, grzebal po smietnikach czy siedział po ciemku całymi dniami... chodzi mi o małe sprawy, ktore po wcieleniu w zycie mogą nam naprawdę podreperowac domowy budżet.

Dodam tylko, ze nie jestem jakąś maniaczką co żaluje grosza na wszysko- zaakceptowalam pomysł kupienia PS3, bo mąż o tym marzył i moglismy sobie na niego pozwolic. Nie powiedzialam, ze dla mnie to strata kasy, choc tak uwazam [ ja sama z siebie nigdy bym takiego sprzetu nie kupila], chcial kupic dobry tv- kupilismy po przeanalizowaniu ile mozemy za niego dać [ mi by wystarczył tanszy model].

Nie wiem jak do niego dotrzeć, bo niby on wie, ze powinnismy oszczedzac. Nie szasta tez pieniedzmi na prawo i lewo, tylko wg mnie wydaje je w bardzo glupi sposob. przykladowo-Kupilismy komputer- doplacal ekstra pieniadze za przesylke by dotarlo to do niego na drugi dzien, a nie za 3 dni. Kiedys wyrzucil fileciki z piersi z kurczaka bo "kto to bedzie jadł" - zamarłam jak mi o tym powiedział!]
Nie wiem czy dam rade go tego oduczyc... Bo jak zmienic czyjes podejscie do swiata? Jak mam sprawic, zeby zaczal myslec, ze mała zmiana w zachowaniu naprawde moze tak wiele odmienic?
Jest wsrod Was ktos, kto nauczyl sie zyc oszczednie? Da sie tak w ogole?
    • bluelilu Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 08:31
      ---Może Ty rób zakupy skoro , on nie potrafi ich zrobić tak jak potrzeba.
      ---Mogłabyś pokazać mu na tabeli, ile dane rzeczy kosztują w promocji , a ile w normalnej i ile dzięki rozważnym zakupom jesteście w stanie zaoszczędzić na przykład miesięcznie, rocznie.
      -
    • mama_trzech Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 08:32
      Wydaje mi się, że nauczyć oszczędzania to można, ale dziecko smile Dorosły albo sam będzie chciał, albo nie i tyle. Moje życie też na początku nie miało wiele wspólnego z oszczędzaniem, ale w końcu wkurzylo mnie że pieniądze przeciekają mi przez palce, że ciągle starcza tylko do pierwszego i to byl pozytywny impuls do zmiany. Między innymi dlatego trafiłam na to forum - "kopalnię wiedzy" jak ktoś kiedyś napisał. Męża też "nakręciłam" i "nakręcam" codziennie - z tym, że jednak większym rozrzutnikiem jednak jestem ja - gdy przestaję się pilnować wink Ja dowodzę też domowym budżetem, rozdzielam kasę co na co i ile - to ode mnie zależy ile przepuścimy, a ile odłożymy. Był taki okres, że mąż zwracał mi uwagę, że można inaczej gospodarować, ale ja raczej brałam to za zwykłe marudzenie i napewno nie przyznałabym mu wtedy NIGDY racji. Duzo czasu minęło od tamtej sytuacji (czytaj dużo gotówki z porfela przepadło ;P) zanim sama sobie uświadomiłam, że to co mówi jest prawdą. Podsumowując, myślę że
      z małżonkiem możesz oczywiście rozmawiać, ale skoro nie ma świadomości w kwestii oszędzania i nie ma zamiaru jej nabyć - na jego miejscu wzięłabym to za zwykłe zrzędzenie uncertain
      • niebieska_kotka Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 08:40
        Dokladnie tak samo pomyslalamsmile Wszelkie Twoje utyskiwania maz odbierze jako gderanie i czepianie sie. Z facetem trzeba logicznie "kawa na lawe" pismem obrazkowymwink Usiadzcie razem przy stole wytlumacz mu, ze zyjac i wydajac rozsadnie, bedzie wiecej kasy na Wasze przyjemnosci, po czym zacznjcie razem spisywac wydatki i sprawdzac promocje. Wciagnie go takie "polowanie"wink
      • mama_trzech Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 08:42
        Dodam, że mówię na własnym przykładzie osoby nie nauczonej w dzieciństwie co to znaczy oszczędzać i do czego to jest wogóle potrzebne smile Bliższa mi była raczej idea "jak mam to wydam".
        • dorota_11 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 09:36
          Dobrze jest okreslić cel - na co oszczędzamy. A u mnie poskutkowało zestawienie wydatków na remont kuchni - ile wydaliśmy, ile mogliśmy wydać na te same sprzęty nie kupując ich okazyjnie. To była bardzo duża różnica. Potem zrobiłam takie zestawienie z miesięcznych wydatków konsumpcyjnych. To było pracochłonne ale efekt był - cyfry przemówiły do męża skuteczniej niż moje gderanie. Co ciekawsze, w moim domu rodzinnym nie było zwyczaju oszczędzania, a u męza w domu zawsze było skromnie. No ale cóż, życie nas szybciutko uczy oszczędzania.
    • deszcz.ryb Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 10:06
      Pozwól, że zapytam: chcesz mieć więcej pieniędzy. Na co? Bo z tego, co piszesz, wynika, że dobrze wam się żyje, pieniędzy wystarcza, nie macie określonego celu, na który mielibyście zbierać. Więc po co ci te pieniądze?

      Po przeczytaniu twojego posta mam wrażenie, że się czepiasz, w niektórych przypadkach - bardzo. Sama piszesz, że zostałaś wychowana tak, żeby oszczędzać wszystko, i to było zrozumiałe, bo nie mieliście pieniędzy. Natomiast teraz macie pieniądze, a ty z przyzwyczajenia próbujesz oszczędzać.

      Twój mąż nie szasta pieniędzmi [sama to napisałaś]. On je wydaje na przyjemności. Nie wydaje ich głupio - to nic dziwnego, że chciał mieć nowy komputer jak najszybciej. Macie po prostu inne priorytety. I jednak trochę skąpisz - ty byś sobie nie kupiła tak drogiego sprzętu, jak PS3. Dlaczego? Czy nie kupiłabyś, nawet, kiedy byś bardzo chciała/potrzebowała i byłoby cię STAĆ?

      Kupcie zmywarkę - odpadną wam kłótnie o to zmywanie [swoją drogą ty też dziwnie zmywasz, naczynia należy myć w gorącej wodzie, żeby zszedł z nich cały tłuszcz]. Ustal z mężem, że ty robisz zakupy, niech ci co miesiąc przelewa na nie pieniądze. Możesz zrobić tą tabelkę porównawczą, ale nie wróżę jej wielkiego powodzenia.

      Pogadaj z mężem, że chcesz oszczędzać na przyszłość, i ustalcie, że po wypłacie on przelewa jakąś kwotę na konto oszczędnościowe [jak ty znajdziesz pracę, to rób to samo] - najlepiej niech sobie ustawi stały przelew.

      No i jednak zaciśnij zęby i nie czepiaj się za bardzo, bo ja nic nagannego w postępowaniu twojego męża nie widzę. wink Gość po prostu korzysta z życia - stać go, więc dlaczego nie?
      • papaziu Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 11:08
        >Pozwól, że zapytam: chcesz mieć więcej pieniędzy. Na co?

        mamy konkretny cel oszczedzania- DOM. obecne mieszkanie wynajmujemy, a chcemy miec cos wlasnego. I nie jest to jedynie moja potrzeba, maz takze uwaza, ze trzeba na dom uzbierac. Dla mnie to wystarczajacy powod, aby nie wydawac glupio pieniedzy.

        Napisalam, ze nie szasta pieniedzmi, owszem, ale wydaje je w sposob bardzo nieprzemyslany. Dla mnie placenie ekstra kasy za wczesniejsza przesylke jest bezsensu, skoro molg pojechac do sklepu stacjonarnego [ bardzo blisko domu] i dostac sprzet od reki tego samego dnia. Dodam, ze mielismy calkiem sprawnego laptopa i nie było tak, ze zostalismy "odcieci od swiata" i trzeba bylo zakupic nowy komputer.

        A pleja bym sama nie kupila bo go nie potrzebuje. Nie gram w gry, filmy ogladam na laptopie, nie korzystam z dostepnych tam aplikacji. Gdybym potrzebowala to bym sama pewnie zaproponowała jego zakup. Wiedzialam, ze posiadanie ps to jedno z męża marzen i kupilismy, bez jakiegokolwiek marudzenia z mojej strony.

        Dla mnie oszczedzanie to nie jest odmawianie sobie wszelkich przyjemnosci tylko rozsadne wydawanie pieniedzy. Nikt mi chyba nie powie, ze wyrzucanie pelnowatrosciowego kawalka miesa tylko dlatego ze jest mały to nie jest marnotrastwo.


        chcialabym po prostu, zeby mąz robil zakupy z glową i nauczyl sie bardziej szanowac pieniadze.
        ale jak ktos wyzej napisal- oszczedzania mozna nauczyc dziecko, nie doroslego chlopa. jesli on tego sam nie zrozumie to na nic moje proby wkrecania go w oszczedzanie.
        • deszcz.ryb Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 11:15
          > Napisalam, ze nie szasta pieniedzmi, owszem, ale wydaje je w sposob bardzo niep
          > rzemyslany. Dla mnie placenie ekstra kasy za wczesniejsza przesylke jest bezsen
          > su, skoro molg pojechac do sklepu stacjonarnego [ bardzo blisko domu] i dostac
          > sprzet od reki tego samego dnia.

          Hm, a może w związku z tym, że mąż kupił laptopa w intenecie, to zapłacił za niego o wiele mniej? Więc i ta przesyłka się zamortyzowała?

          > A pleja bym sama nie kupila bo go nie potrzebuje. Nie gram w gry, filmy ogladam
          > na laptopie, nie korzystam z dostepnych tam aplikacji. Gdybym potrzebowala to
          > bym sama pewnie zaproponowała jego zakup.

          No nie pleja, ale może chciałabyś mieć jakiś superwypasiony robot kuchenny? Albo jakiś superdrogi zestaw do makijażu? Coś, co nie jest konieczne, ale sprawia ci przyjemność? Kupiłabyś sobie?

          > Dla mnie oszczedzanie to nie jest odmawianie sobie wszelkich przyjemnosci tylko
          > rozsadne wydawanie pieniedzy. Nikt mi chyba nie powie, ze wyrzucanie pelnowatr
          > osciowego kawalka miesa tylko dlatego ze jest mały to nie jest marnotrastwo.

          No jasne, że jest marnotrawstwo. Ale co byś zrobiła z tą resztką, dałoby się ją w ogóle jakoś sensownie przetworzyć? Najlepiej jakbyś miała zwierzątko, które by ci robiło porządek z takimi resztkami. wink
        • mama_dorota Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 11:35
          > ale jak ktos wyzej napisal- oszczedzania mozna nauczyc dziecko, nie doroslego
          > chlopa. jesli on tego sam nie zrozumie to na nic moje proby wkrecania go w oszc
          > zedzanie.

          Ja myślę, że nie jest aż tak źle. Wyczuwam wyraźnie gorycz w twoich postach, chyba coś musiało się właśnie wydarzyć. Postaraj się na razie sama oszczędzać nawet na zakupach, ale odkładaj tyle ile m/w on by nie myśląc wiele przepuścił. I pokaż mu to po 2-3 miesiącach, pytając czy odczuł różnicę. Przekonasz go, ale na pewno konkretami i łagodnie, bo jeśli sytuacja z oszczędzaniem będzie powodowała napięcia, to szkoda zachodu. Lepiej nie oszczędzać, ale żyć w zgodzie i spokojnie poczekać na pracę dla ciebie.
    • mama_dorota Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 10:14
      U nas było podobnie. Moim rodzicom nie brakowało, ale zawsze coś odkładali, a potem starali się, żeby starczało tego, co przeznaczali na dany miesiąc.

      To co zadziałało u mnie i sprawdza się od kilku lat, to odłożenie zaraz po wypłacie określonej kwoty i włożenie jej na rachunek, do której nie mam karty bankomatowej, jest też w innym banku. W razie potrzeby mogę stamtąd przelać pieniądze na ważną rzecz, ale nie pod wpływem impulsu, bo transakcja potrwa pół dnia do jednego. Mąż wie o rachunku, ale początkowo nawet o nim nie pamiętał zbytnio, a czasem tylko się dziwił, gdy mu mówiłam, co się uzbierało. Po kilku razach, gdy doświadczył, jak się ten rachunek przydaje zaczął myśleć o tym, że jak ma nadwyżkę, to można coś tam dorzucić.

      Ważne jest to, aby nie myśleć, że muszę oszczędzić ile się da. Najlepiej zacząć od 10% dochodu, ale jak uważasz, że to jest za dużo, to nawet 5% i jak to nie będzie mocno odczuwalne, to zwiększać po trochu albo wykorzystać podwyżkę i potraktować ją tak, jakby jej nie było i całą resztę odkładać.

      A przy okazji jak najwcześniej ucz oszczędzać dziecko. Mój syn chyba już mnie przerósł w swojej umiejętności ograniczania się. Początkowo otrzymane kieszonkowe przepuszczał już tego samego dnia, ale po kilku latach (w wieku 12 l.) zbierając na nowy dysk do komputera nie wydał ani grosza z kieszonkowego, które dostał na obóz, nie mówiąc o dokładaniu wszystkich innych otrzymywanych czy zarobionych pieniędzy.
    • brytyjka Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 10:18
      Myślę, że nauczyć na siłę się nie da. Ani też od razu. Złe nawyki hoduje się kilkanaście, kilkadziesiąt lat i zmiana - nawet mimo chęci i zapału - nie dokona się w momencie, gdy postanowi się zacząć oszczędzać. Trudno tego oczekiwać.

      Możesz oczywiście denerwować się i stwierdzać "ja to zrobię lepiej" (co pewnie jest prawdą, z tego, co piszesz). Ale w ten sposób cała odpowiedzialność za stan Waszych oszczędności spadnie na Ciebie, co według mnie jest mocno obciążające i stresujące.

      Może spróbuj metody małych kroków i pokazywania na przykładach? Podejrzewam, że Twój mąż nie zdaje sobie sprawy z wielu rzeczy, nie przywykł do patrzenia na ceny (w tym ceny za kilogram/litr), nie ma "oszczędnościowych" nawyków.

      Przed zakupami wspólnie sporządźcie listę zakupów. Poproś, żeby dorzucił swoje pomysły, sam zajrzał do szafek/łazienki etc, czego może Wam brakować, czy macie jakieś imprezy w ciągu najbliższych dwóch tygodni i w związku z tym trzeba coś dokupić etc. Polecam robienie zakupów razem. Na początku może zajmować to więcej czasu, niż gdybyś zrobiła je sama, ale pomyśl o tym, jako inwestycji – masz szansę pokazywać mu, co chcesz, żebyście kupowali, a do tego masz wgląd w skład wózka i możesz zapobiec niepotrzebnym zakupom. Mąż pomoże Ci w wybieraniu i ważeniu warzyw i owoców, możesz też poprosić go o niektóre pozycje z listy zaznaczając kryteria, którymi ma się kierować (np. weź proszę dwie puszki ciecierzycy, tylko takie większe i o najniższej cenie w przeliczeniu na kilogram). Gdy zdarzy się wpadka, spróbuj po prostu spytać „Dlaczego to kupiłeś?”, wysłuchać odpowiedzi, a potem wyjaśnić, jak następnym razem można dokonać korzystniejszego wyboru.

      Jak zaczynałam robić wspólne zakupy z moim A. (choć zaznaczam, że to trochę inny przypadek, niż Twój mąż), to miałam takie zapędy, żeby wybierać sama itd., bo on może wybrać za drogie/nieładne etc, ale szybko zorientowałam się, że nie chcę brać na siebie takiego obciążenia. Przecież nic się nie stanie, jak on pójdzie po pietruszkę czy marchew, a ja skupię się na wybraniu ładnych pomidorów itd. Pokazywałam mu, jak czasem tańsza pozornie rzecz jest de facto droższa (cena/kg) i widzę, że teraz już to zauważa – wcześniej po prostu nie zwracał na to uwagi.

      Staraj się dawać wskazówki, a nie strofować. Pamiętaj, że wypracowanie nowych nawyków zajmuje sporo czasu. Wymaga to cierpliwości i zrozumienia, ale przede wszystkim autentycznej chęci zmiany nawyków u Twojego męża. Małymi krokami, powoli. Jestem dobrej myśli!
      • deszcz.ryb Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 10:36
        Szczerze mówiąc to dajesz rady, jakby ten mąż był sześciolatkiem, a nie dorosłym, myślącym facetem. To takie upupianie faceta "ja wiem lepiej, a jego trzeba pilnować, bo jeszcze kupi kurczaka za parę złotych więcej, co będzie TRAGEDIĄ. Ma być tak, jak JA chcę, a dorosły facet nie ma prawa do decyzji". Dziwne to jakieś. No i masz bardzo dziwny dobór słownictwa: "jak zdarzy się wpadka". Odpieluchowujesz tego męża, czy co? wink

        A cóż takiego się stanie, jeżeli mąż weźmie np. droższą mąkę? NIC. Autorka wątku nie musi oszczędzać za każdą cenę, stać ją na tę droższą mąkę. A ty tu proponujesz permanentną inwigilację i dokładne omawianie każdego zakupu. Zwariować można przez coś takiego. Owszem, można od czasu do czasu powiedzieć: weź kawę X, a nie Y, bo X jest tańsza, ale nie przy każdym produkcie i nie na każdych zakupach.
        • brytyjka Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 11:18
          Nie widzę upupiania w tym, co napisałam. Taki zarzut wydaje mi się absurdalny. Czytałaś, co napisała autorka wątku? Opisała swoją konkretną sytuację życiową i swoje w związku z nią rozterki, a ja się do tego ustosunkowałam.

          "ja wiem lepiej, a jego trzeba pilnować, bo jeszcze kupi kurczaka za parę złotych więcej, co będzie TRAGEDIĄ. Ma być tak, jak JA chcę, a dorosły facet nie ma prawa do decyzji".

          Te słowa nijak się ma do tego, co napisałam i chyba skierowane powinny być do autorki wątku. Według mnie kupno trochę droższego kurczaka nie jest tragedią. Papaziu za to napisała wyraźnie, że cholera ją bierze, gdy jej mąż kupi coś nieodpowiedniego albo, co więcej, gdy <sam nie pomyśli w sposób, jaki myśli ona> (przykład z flaszką).

          Podobnie z drugim akapitem tekstu: pytanie, co się stanie, gdy mąż weźmie droższą mąkę, też raczej do autorki wątku, która pisze, że chce oszczędzać z mężem. Omawianie każdego zakupu? Mówiłam, żeby na początku robić zakupy razem - jakim cudem oznacza to permanentną inwigilację?? Nie chodzi o prowadzenie za rączkę i traktowanie jak bobasa, ale o raz czy drugi zwrócenie na coś uwagi. Kilkanaście lat temu nie miałam pojęcia, że można np. porównywać etykiety produktów. Nie zwracałam na to uwagi. Ktoś mi podpowiedział raz, ktoś inny przypomniał o tym drugi raz. Nie oznacza to, że teraz śledzę wszystko z lupką, ale po prostu mam świadomość, że warto to czasem zrobić.

          Pytanie brzmiało: jak nauczyć kogoś oszczędzania. Podkreślałam, że na siłę się nie da. Mąż to dorosły facet. Robienie afer za kupienie czegoś w promocji to nie jest droga do celu. Jeśli nie będzie chciał oszczędzać, nie będzie. Nie widzę tu odmawiania facetowi prawa do decyzji czy wolności.
          • deszcz.ryb Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 11:29
            Tak opisałaś te wspólne zakupy, jakby ten mąż naprawdę miał 6 lat i trzeba go było prowadzać za rączkę. wink

            >Pa
            > paziu za to napisała wyraźnie, że cholera ją bierze, gdy jej mąż kupi coś nieod
            > powiedniego albo, co więcej, gdy <sam nie pomyśli w sposób, jaki myśli ona&
            > #62; (przykład z flaszką).

            No właśnie - a dlaczego jej mąż ma myśleć, jak ona? Może podchodzi zdrowiej do całej sytuacji i uważa, że są w tak dobrej sytuacji majątkowej, że nic się nie stanie, jak raz na jakiś czas kupi bardzo drogą wódkę?

            Najlepszym sposobem jest jednak odkładanie z pensji na konto oszczędnościowe natychmiast, jak dostanie się pensję określonej sumy pieniędzy.
            • mama_dorota Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 11:37
              Droga koleżanko. Co ty właściwie robisz na forum OSZCZĘDZAMY? Przekonujesz ludzi do tego, że jeśli starcza od pierwszego do pierwszego, to oszczędzać nie trzeba?
              • deszcz.ryb Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 12:26
                > Droga koleżanko. Co ty właściwie robisz na forum OSZCZĘDZAMY? Przekonujesz ludz
                > i do tego, że jeśli starcza od pierwszego do pierwszego, to oszczędzać nie trze
                > ba?

                Absolutnie nie. Chodzi mi tylko o to, że oszczędzać też trzeba z głową. No bo popatrz: są w niezłej sytuacji majątkowej, wystarcza im i na jedzenie, i na rachunki, i nawet na zachcianki [PS3, telewizor itp.].

                Tymczasem autorka wątku czepia się jakichś niezbyt ważnych i niezbyt wielkich wydatków: kupienia droższej wódki [bo można było gdzieś podjechać i kupić taniej - zastanawiam się, czy rzeczywiście byłoby taniej, biorąc pod uwagę ceny benzyny], droższej dostawy komputera [bo trzeba było kupić w sklepie, byłoby taniej - a może wcale nie? może kupno kompa przez internet zamortyzowało tą droższą dostawę?], mycia naczyń pod bieżącą wodą, zostawiania urządzeń elektrycznych na stand-by, kupowania wielu rzeczy w sklepach [z tym się akurat zgadzam], wyrzucenia małego kawałka mięsa [no ale co można by było z niego zrobić? wink].

                Takie uciążliwe oszczędzanie ma rzeczywiście sens w przypadku rodziny, która rzeczywiście MUSI oszczędzać [bo inaczej nie będzie miała na jedzenie, bo nie zapłaci rachunków itp.]. Natomiast moim zdaniem w rodzinie, której się nieźle powodzi, niekoniecznie trzeba toczyć o to aż takie boje. Bo naprawdę bardzo uciążliwe jest zmywanie naczyń w stojącej wodzie, później spłukiwanie ich zimną i ciągłe rozmyślanie nad tym, czy nie dałoby się czegoś kupić gdzieś taniej.I tak dalej.

                Oszczędzanie jest ważne i ma sens, ale nie może przesłonić wszystkiego, a już na pewno nie powinno być przyczyną kłótni [tym bardziej, że w tym przypadku nie ma potrzeby oszczędzania na wszystkim].

                Już pisałam, że ja bym radziła odkładanie na początku miesiąca pewnej kwoty na koncie oszczędnościowym. I kupienie zmywarki, odpadną kłótnie o zmywanie.
                • linn_linn Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 12:50
                  Wlasnego domu nie maja, a chca kupic.
                • mama_dorota Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 13:00
                  Być może się mylę, ale mam wrażenie, że czytasz dość wybiórczo. Zupełnie inaczej odczytałam jej wpisy. Pisała, że wódkę można było kupić taniej przy okazji, gdyby się o tym wcześniej pamiętało, nie miała też nic przeciwko kupowaniu przez internet, tylko przeciwko zamawianiu przesyłki ekspresowej za telewizor, zamiast ekonomicznej. Moim zdaniem jej przykłady są dość racjonalne. Stand by to dla mnie akurat za dużo, niewiele daje wyłączanie go, najwyżej wyłącznik się uszkodzi.

                  Wiem z własnego doświadczenia, ze mieliśmy czas, gdy nie sposób było oszczędzać. Sukcesem było to, że starczało, ale przegapiliśmy ze 2 lata, kiedy zrobiło się luźniej (dzieci skończyły przedszkole). Owszem, trzeba sobie umieć i na luz pozwolić, ale obudził mnie z tej błogiej nieświadomości pan sprzedający jakieś fundusze. Nic od niego nie kupiliśmy, ale dotarło do nas, że nie mamy pojęcia zupełnie gdzie nam przepada 300 zł. Natychmiast zaczęłam je odkładać co miesiąc (przelew już firmy idzie na inny rachunek), którą to kwotę stopniowo wg rozwoju sytuacji można było zwiększać i tak się zbiera konkretna kwota.

                  Naprawdę 200-300 zł na samym tylko racjonalizowaniu zakupów to nie jest ofiara, a kwota roczna dla rodziny która nie ma żadnych oszczędności całkiem sensowna. Na dom się nie uzbiera, ale na jakąś zaliczkę lub dokumenty tak.

                  W tym, co autorka pisze o mężu niepokoi mnie jedno - impulsywność. Powstrzymuje się przed rozrzutnością, ale potrafi wydać do dna, bo ma. Pod wpływem takiego impulsu kobieta kupuje sukienkę, a mężczyzna - motocykl, jacht itp.
                  • deszcz.ryb Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 13:42
                    > Być może się mylę, ale mam wrażenie, że czytasz dość wybiórczo. Zupełnie inacze
                    > j odczytałam jej wpisy. Pisała, że wódkę można było kupić taniej przy okazji, g
                    > dyby się o tym wcześniej pamiętało

                    No to czemu sama nie kupiła, a truła mężowi? Jeżeli jej na tym aż tak strasznie zależało, to mogła kupić. [ale już pisałam, że to raczej pozorna oszczędność, bo trzeba stracić czas i pieniądze na benzynę, podjeżdżając do sklepu, więc czynność raczej bez sensu]

                    >nie miała też nic przeciwko kupowaniu przez
                    > internet, tylko przeciwko zamawianiu przesyłki ekspresowej za telewizor, zamia
                    > st ekonomicznej.

                    Ta przesyłka ekspresowa była za komputer, kupiony w internecie, nie za telewizor. I autorka twierdziła, że taniej byłoby podjechać do sklepu i kupić. A otóż nie - nie dość, że tracisz czas i benzynę [jak w przypadku tej wódki], to jeszcze przy zakupie w internecie ten komputer wychodzi kilkaset złotych TANIEJ niż w sklepie stacjonarnym. Więc równie dobrze można sobie zafundować tę przesyłkę ekspresową, bo to się zamortyzuje.

                    I tak jest w każdym przypadku - moim zdaniem autorka czepia się o pierdoły, a przestrzeganie "jej" zasad jest nie dość, że upierdliwe, to jeszcze daje NIEWIELE oszczędności.

                    >ale dotarło do nas, że nie mamy pojęcia zu
                    > pełnie gdzie nam przepada 300 zł. Natychmiast zaczęłam je odkładać co miesiąc (
                    > przelew już firmy idzie na inny rachunek), którą to kwotę stopniowo wg rozwoju
                    > sytuacji można było zwiększać i tak się zbiera konkretna kwota.

                    W tej chwili CZWARTY raz piszę o tym, że lepiej założyć sobie konto oszczędnościowe i przelewać tam co miesiąc jakąś kwotę, niż nudzić męża o takie głupoty.
                • araceli Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 13:40
                  deszcz.ryb napisała:
                  > Absolutnie nie. Chodzi mi tylko o to, że oszczędzać też trzeba z głową. No bo p
                  > opatrz: są w niezłej sytuacji majątkowej, wystarcza im i na jedzenie, i na rach
                  > unki, i nawet na zachcianki [PS3, telewizor itp.].

                  'Z głową' to właśnie oszczędzać tam gdzie nam nie zbywa - zakręcać wodę jak się nie używa, wyłączać światło, kupić wódkę na prezent wcześniej w tańszym sklepie. Życie nie traci na jakości a pieniądze same się oszczędzają. Ziarnko do ziarnka...
                  • deszcz.ryb Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 13:46
                    > 'Z głową' to właśnie oszczędzać tam gdzie nam nie zbywa - zakręcać wodę jak się
                    > nie używa, wyłączać światło, kupić wódkę na prezent wcześniej w tańszym sklepi
                    > e. Życie nie traci na jakości a pieniądze same się oszczędzają. Ziarnko do ziar
                    > nka...

                    No właśnie życie jednak traci na jakości. Poczytaj, co napisałam o tej wódce w innym poście, bo mi się nie chce powtarzać.

                    Poza tym zgadzam się z Verdaną - są dwa typy ludzi - jedni lubią takie ciułanie, inni nie. I nie da się przekonać jednych do drugiego.
                    • araceli Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 13:51
                      deszcz.ryb napisała:
                      > No właśnie życie jednak traci na jakości. Poczytaj, co napisałam o tej wódce w
                      > innym poście, bo mi się nie chce powtarzać.

                      Rzeczywiście - straszna strata jakości życia jak się gasi światło w pokoju, w którym się nie przebywa big_grin O kupnie wódki było mówione w kontekście 'przy innych zakupach' więc argument z benzyną trafiony kulą w płot.

                      > Poza tym zgadzam się z Verdaną - są dwa typy ludzi - jedni lubią takie ciułanie
                      > , inni nie. I nie da się przekonać jednych do drugiego.

                      A może te typy to - ci wydający z głową i ci, którym kasa przecieka przez palce?
                      • verdana Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 17.01.13, 23:17
                        Nie - moze to tacy, co kochają mieć pieniądze ponad wszystko i tacy, którzy uwazają, zę pieniadze są także po to, by ułatwić i uprzyjemnić sobie życie.
                        • araceli Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 11:52
                          verdana napisała:
                          > Nie - moze to tacy, co kochają mieć pieniądze ponad wszystko i tacy, którzy uwa
                          > zają, zę pieniadze są także po to, by ułatwić i uprzyjemnić sobie życie.

                          Po raz enty w tej dyskusji, bo chyba niektórzy dalej nie rozumieją. 'Uprzyjemnianie' sobie życia to palenie światła tam gdzie się nie przebywa, odkręcanie wody i wychodzenie z kuchni/łazienki? 'Przyjemniejsza' jest dokładnie ta sama wódka tylko kupiona drożej i ze stratą czasu?
                          • verdana Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 19.01.13, 15:07
                            Nie, kupienie wódki w najbliższym sklepie, a nie absolutna konieczność pamiętania zawsze i o wszystkim i wyrzuty sumienia, ze się ni kupiło w dalszym sklepie o pare groszy taniej.
                            • araceli Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 19.01.13, 15:22
                              verdana napisała:
                              > Nie, kupienie wódki w najbliższym sklepie, a nie absolutna konieczność pamiętan
                              > ia zawsze i o wszystkim i wyrzuty sumienia, ze się ni kupiło w dalszym sklepie
                              > o pare groszy taniej.

                              Czyli odnosisz się do swoich wyobrażeń i na ich temat się wypowiadasz bo nijak się to ma do tego co pisze autorka wątku.
            • brytyjka Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 11:53
              Myślę, że w wielu rzeczach się zgadzamy smile
              Zmieniać komuś myślenie - nie. Szczerze pogadać, wspólnie zdecydować, że chcemy odkładać i wzajemne wspieranie się w tym - tak.

              Zarówno autorka wątku, jak i mąż deklarują, że chcą oszczędzać. Myślę, że to bardzo subiektywne odczucie, na co kogo kiedy stać. Każdy ma swoje sposoby, które się sprawdzają. Są warunki, w których odkładanie na konto oszczędnościowe wystarczy, a są takie, w których potrzeba dodatkowo racjonalizacji wydatków. Zwłaszcza, gdy odkłada się na na duży cel.

    • brytyjka Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 10:32
      Jeszcze jedna rzecz: czy macie konto oszczędnościowe? Jeśli tak, to zachęcam do "zapłacenia najpierw sobie", czyli zaraz po otrzymaniu wypłaty do przelania tam np. 10% jako oszczędności. Dzięki temu jest szansa, że te pieniądze nie zostaną przejedzone. Rada powtarzana tu dość często, ale jest genialna w swej prostocie i skuteczności.
    • jamesonwhiskey Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 10:36
      a ja mam wrazenie ze masz za duzo czasu i sie czepiasz
    • agatazieba Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 10:45
      Mój narzeczony nauczył się myśleć na zakupach, robiąc je ze mną. Trwało to jakieś 4 lata, ale teraz już sobie świetnie radzi, grzeszy głównie na makaronie, bo każdego chciałby spróbować. Wiem, że z dzieckiem wspólne zakupy nie są najłatwiejsze, jednakże uważam, ze to może w przyszłości zaprocentować. W końcu nie wiecie co was czeka, teraz wam wystarcza, ale różne rzeczy nas w życiu spotykają.

      Łatwiej jest nauczyć oszczędzania w jednym miejscu, od gaszenia światła na przykład, bo z podanych przez ciebie przykładów, to jest najprostsze.

      Łatwiej jest oszczędzać na konkret, mnie oszczędzanie na wszelki wypadek średnio wychodzi.
    • 987ania Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 11:44
      Może tak jest że Ty nie wiesz dokładnie ile on zarabia? Może ma więcej, dlatego wydaje. Ja też próbowałam nauczyć oszczędzania chłopa, niestety udało mi się tylko kilka nawyków zmienić. Skoro on sobie nie żałuje, więc dlaczego Ty masz wiecznie oszczędzać?
    • d.d.00 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 12:55
      papaziu napisał(a):

      >On natomiast potraf
      > i puscic wodę i isc po garnek z resztkami jedzenie, wyrzucic te resztki i dopie
      > ro dojsc do zlewu [ woda oczywiscie nie zakrecona]
      >
      >
      A to nie tylko on tak potrafi, uwierz tongue_out
      • verdana Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 13:15
        To nie jest kwestia oszczędzania, tylko dwóch podejść do życia. Jedna stona uznaje, zę najwaqzniejsze jest zaoszczędzić pieniądze, wyrzec sie jak największej ilości przyjemności i oszczędzać nawet grosze - ale kosztem stałego pamiętania o wszystkim i dodatkowej pracy i czasu. Lepiej jechać do sklepu, niz zamówić, bo kazdy grosz jest wazny.
        Druga strona cenio wygodę, ceni przyjemność, pewną dozę spontaniczności i własny czas. Oszczędzanie czasu jest nie mniej wazne niż pieniędzy.
        Nie da się w zaden sposób przerobić typu drugiego na pierwszy. Po prostu. Jesli nie głoduję, zdecydowanie wolę oszczęzić godzinę, niż parę złotych. Jesli ktoś mnie będzie skłaniał, albo zmuszał do marnotrwastwa czasu dla groszowych oszczędności - nie tylko sie nie poddam, ale zastanowiłabym sie nad sensem trwania w związku.
        Gaszenie światła, zakrecanie wody - to jest coś, o co mozna prosić. Ale nic ponadto.
        • araceli Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 13:57
          verdana napisała:
          > To nie jest kwestia oszczędzania, tylko dwóch podejść do życia. Jedna stona uzn
          > aje, zę najwaqzniejsze jest zaoszczędzić pieniądze, wyrzec sie jak największej
          > ilości przyjemności i oszczędzać nawet grosze - ale kosztem stałego pamiętania
          > o wszystkim i dodatkowej pracy i czasu. Lepiej jechać do sklepu, niz zamówić, b
          > o kazdy grosz jest wazny.
          > Druga strona cenio wygodę, ceni przyjemność, pewną dozę spontaniczności i własn
          > y czas. Oszczędzanie czasu jest nie mniej wazne niż pieniędzy.

          Myślę, że kompletnie nie zrumieniałaś autorki! To co piszesz nijak ma się do jej wypowiedzi.

          Ona przecież nie pisze o wyrzekaniu się przyjemności. Czy wódka kupiona w osiedlowym sklepie drożej da więcej przyjemności niż ta sama wódka kupiona w markecie? Argument z czasem też jest nietrafiony - kupienie przy okazji innych zakupów w markecie właśnie czas oszczędza. Spontaniczność? Taaa... szczególnie te nerwy jak się robi na ostatnią chwilę i akurat okaże się, że sklep na który liczyliśmy jest zamknięty (wiem coś o tym jak przekonałam się, że stacje benzynowe o północy zamykają się na zamknięcie dnia wink ).

          Autorka pisze o oszczędzaniu bez wyrzekania się pewnego poziomu życia i bez straty czasu.
    • kio-ko Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 13:23
      roztrwoń całą wypłatę, Oznajmij to mężowi. Potem daj mu na talerzu kawałek chleba i to wszystko. i tak do wypłaty. Nauczyłby się raz dwa oszczędności.
      • jamesonwhiskey Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 18:16
        > roztrwoń całą wypłatę, Oznajmij to mężowi. Potem daj mu na talerzu kawałek chl
        > eba i to wszystko. i tak do wypłaty.


        ewentualnie w kolejnym miesiacu dzielni stanela by po zupe dla bezdomnych
    • linn_linn Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 13:49
      "Powodzi sie nam powiedzmy srednio- nie martwie sie czy bede miala za co zaplacic rachunki, ale odłozyc tez zbytnio nie ma z czego."
      Warto zwrocic uwage na te czesc postu. Wiele osob odczytalo to jako "Powodzi sie nam powiedzmy srednio". Poza tym nawet wtedy, gdy dzis powodzi sie komus srednio nie znaczy to, ze jutro czy za rok nadal tak bedzie. Przykladow na to jest ostatnio az nazbyt wiele: nie tylko na tym forum.
      Wracajac do cytatu, ja widze tu raczej zycie z dnia na dzien i autorka watku doskonale zdaje sobie z tego sprawe. Chcialaby to zmienic i nie widze powodu, aby przekonywac ja, ze skoro ma na jedzenie, to wszystko jest ok.
      Samemu mozna nauczyc sie oszczedzac i na poczatku nie jest to latwe. Nauczyc kogos to zadanie o wiele trudniejsze. Konkretne cele to chyba to, co moze zadzialac.


    • papaziu Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 14:00
      muszę sie troche wytłumaczyc, bo z toku rozmow wychodze na skrajna wariatkę.

      przyklady w kupnem tv i ps są sprzsed kilku lat, gdy mielismy troche wiecej pieniedzy. obecnie zyjemy na styk. Mamy troche oszczednosci i w razie niespodziewanych wydatkow narszarpujemy tą kwotę. Mimo wszystko staram się tego unikac jak ognia. Formą konta oszczednosciowego jest moje konto [ mamy dwa, oba darmowe], na ktore zbieramy gratisowe pieniazki lub to co sie uda zaoszczedzic.

      Moj mąż co chwile podejmuje temat oszczedzania, ale ewidentnie tego nie robi. To byl jego pomysl, aby wylaczac niepotrzebnie właczone sprzety. Tak samo czasami proponuje, abysmy sprobowali za jakas tam kwote przezyc np tydzien [ spokojnie by sie dało] po czym idzie do sklepu i kupuje rzeczy, ktore mamy w zapasie, albo wraca tez z jakas zabawką dla córki [ nagle poczul potrzebe kupienia czegos dziecku]. Powiedzcie mi gdzie tu sens?

      wiem ile zarabia, bo mam wglad do jego konta, poza tym sam mi mowi ile ma jeszcze na koncie bo co tydzien przychodzi mu rozliczenie na komorke.

      co sie tyczy:
      kupna wodki- wcale nie kaze mu jechac na koniec miasta, czesto jest tak, ze w tygodniu robimy zakupy w sklepie gdzie sa tansze alkohole [ w tym jest dostepna poska wodka]. wracamy do domu po czym on mnie informuje ze jestesmy zaproszeni do znajomych...

      wyrzucenia miesa- maz przez jakis czas wyrzucał dobre kawałki miesa z piersi z kurczaka [fileciki- to wcale nie są jakies odpady, skrawki czy tez czesci uboczne kurczaka. mam na mysli tu miesien piersiowy mniejszy [ zeby nie bylo niedomowien] Wy je wyrzucacie?! z 2 piersi mamy 2 male kotlety dla mnie lub dla dziecka. nie wiem skad oburzenie, ze czepiam się marnowania jedzenia.

      - mojego rzekomego marudzenia- nie truję męzowi w nieskonczonosc ze cos za drogo kupil, albo ze wydal za wiele pieniedzy na koperek. szlag mnie trafia, ale wiem ze zrzędzenie niewiele da, wiec tylko mowie przykladowo " to dlaczego nie kupilismy tej wodki dzisiaj na zakupach". nie krzyczę, nie rozliczam z kazdego grosza. PS uzywa raz na miesiac albo i rzadziej i ani razu nie uslyszal ode mnie ze byla to strata kasy.

      - zakupu miksera czy innego potrzebnego sprzetu- jasne ze kupie jesli mi cos jest potrzebne.

      - zakupu komputera przez internet- w sklepie stacjonarnym kosztowal tyle samo. maz jednak stwierdzil, ze NA PEWNO juz wykupiony i trzeba sie spieszyc bo taaaka okazja. ostatecznie przesykla nie przyszła wcale szybciej, czekal wiec na komputer 3 dni.

      moje pytanie brzmialo jak NAUCZYC meza oszczednosci, a nie jak go do tego zmusić.

      Na tym fomum znalazłam duzo ciekawych porad i z wielu skorzystam.
      a na pytanie po co oszczedzac skoro wystarcza nam do pierwszego odpowiadam ze chce zabezpieczyc przyszlosc nasza i corki. nie pragnę ciułać kazdego grosika, ale poprzez zmiane podejscia do zakupow zaoszczedzic mozna na poczatku nieduze kwoty, ale w skali roku przelozyc sie to moze na niezła sumke.

      a moj mąz duzo gada a mało robi. Moze rzeczywiscie musi nas przycisnac tak, by nie wystarczylo na jedzenie, albo oplaty. Moze wtedy zrozumie, ze od samego gadania niewiele nam na koncie przybedzie.
      • linn_linn Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 14:06
        Nie przejmuj sie, nie wychodzisz. Po prostu niektorzy nie czytaja dokladnie tego, co napisalas. Czesc byc moze wyznaja filozofie zycia "jakos to bedzie". Zdecydowana wiekszosc zrozumiala o co chodzi.
        • papaziu Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 14:14
          dzieki, naprawde nie chcialam wyjsc na psychopatkę. w mojej rodzinie dziadek byl "mistrzem" oszczedzania- liczył kazdy grosik, nie wydawal na nic i zmuszal babcie do takiego trybu zycia. Wiem ,ze takie podejscie do zycia to nic przyjemnego i dlatego nie znecam sie psychicznie w tej kwestii nad mezem. Toleruję jego zachowanie, choc nie podoba mi się to. Jak czytam niektore historie, ze małzenstwo potrafi razem działac w sferze oszczedzania i dobrze im to wychodzi to tez tak bym chciala ze swoim mezem. Tym bardziej, ze chęci są, tylko wykonanie z jego strony to kompletna porazkauncertain

          Napisze jeszcze tylko, ze np gdy zgasze swiatlo w pokoju gdzie nie przebywamy to on mowi- o super, po co ma się świecić,nie? Wiec z jegu punktu widzenia nie zadreczam rodziny nadmiernym oszczedzaniem. On widzi potrzebe, tylko nie jest nauczony wcielenia tego w zycie.
      • araceli Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 14:13
        papaziu napisał(a):
        > muszę sie troche wytłumaczyc, bo z toku rozmow wychodze na skrajna wariatkę.

        Nie przejmuj się wink

        > moje pytanie brzmialo jak NAUCZYC meza oszczednosci, a nie jak go do tego zmusić.

        Ja proponuję kilka rzeczy:

        Pierwsze: Postarać się spisać przykłady 'niegospodarności' z ostatniego czasu i oszacować ile by się udało zaoszczędzić.

        Drugie: Spróbować ustalić jakieś zasady. Na przykład: Ustalić, że zakupy robicie 1-2x w tygodniu i tylko z wcześniej ustaloną listą. Na początku na pewno będzie ciężko ale potem nawyki wchodzą w krew.

        Trzecie: Spisywać dokładnie wydatki i zaznaczać obszary, gdzie można jeszcze coś poprawić.

        Z doświadczenia wiem, że najlepszym motywatorem są wymierne wyniki (zaoszczędzona kwota).
      • brytyjka Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 14:36
        Nie wychodzisz smile Spytanie o radę na forum wymaga odwagi. Tak to już jest, że na forum każdy koncentruje się na innym elemencie wypowiedzi. Zawsze trafią się osoby, które wyolbrzymią nieistotne z Twojego punktu widzenia rzeczy albo przyczepią się skrótu myślowego. Dla mnie było jasne, że oboje z mężem chcecie oszczędzać i celem jest racjonalizacja wydatków. Wiecie, dlaczego to ważne, Twojemu mężowi tylko ciążą stare nawyki. Jestem przekonana, że można to zmienić, tak jak pisałam wcześniej - powoli i małymi krokami.
        A może podrzucisz mu to forum albo jakieś blogi o oszczędzaniu do podczytywania?
      • nvv Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 14:41
        > muszę sie troche wytłumaczyc, bo z toku rozmow wychodze na skrajna wariatkę.

        Ja to widzę zupełnie inaczej, ten wątek ukazuje jedynie zaburzenia u kilku komentujących osób (m.in. negatywistyczne, pasywno-agresywne). Ciesze się, że araceli przystępuje do celnych merytorycznych kontr-ataków spisując często to co ja bym napisał gdybym był w nastroju do kopania się z koniami. big_grin

        Wracając jednak do tematu, to nie widzę żadnej łatwej odpowiedzi na Twoje pytanie. Myślę, że jednak trochę różnych pomysłów się znajdzie.
        Pozytywna motywacja marchewką wydaje mi się dobrym pomysłem: wyznaczenie sobie jakiegoś wspólnego celu z mężem (takiego który by i jego (a może nawet głównie jego!) motywował, który by on chciał osiągnąć, a wymaga odłożonych $$$, tzn. nie dacie rady kupić dopóki nie odłożycie). Na początek małego, no nie wiem
      • deszcz.ryb Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 15:16
        > muszę sie troche wytłumaczyc, bo z toku rozmow wychodze na skrajna wariatkę.
        >
        > przyklady w kupnem tv i ps są sprzsed kilku lat, gdy mielismy troche wiecej pie
        > niedzy. obecnie zyjemy na styk.

        Nikt ci przecież nie napisał, że wychodzisz na wariatkę. To, co teraz napisałaś, zupełnie zmienia twoją sytuację. Bo np. ja po twoich pierwszych kilku postach uznałam, że żyjecie spokojnie, starcza wam na wszystko, nawet na te zachcianki. Teraz, kiedy wytłumaczyłaś dokładniej, przyznaję ci całkowicie rację. I przepraszam za złą ocenę sytuacji.
        • yoko0202 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 17.01.13, 12:39
          jednak moim zdaniem nawet w sytuacji, gdy wcale nie żyjemy na styk, nie musimy się martwić i na wszystko nam starcza, zachowania takie jak wywalanie jedzenia, wsłuchiwanie się w szum lecącej wody z kranu w celu nieznanym i niezwiązanym z korzystaniem z tej wody, marnowanie prądu, kupowanie drożej tego, co spokojnie można kupić taniej bez wyprawy na drugą stronę miasta, i wiele podobnych - to nie jest korzystanie z życia i bezstresowe funkcjonowanie, tylko bezsensowne marnowanie ciężko zarobionych pieniędzy, i tyle.

    • hela_mela Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 15:08
      Na pewno ciężko zmienić czyjś sposób myślenia. Prawda jest taka, że człowiek się zmienia wtedy, kiedy musi. Można próbować na różne sposoby.
      Na przykład przy kranie przykleić dużą kartkę z drukowanym napisem "Nie marnuję wody" - cokolwiek.
      Odnośnie wódki, to troszkę nie rozumiem problemu. Czy często zdarza się taka potrzeba, czy to tylko przypadek. Czy koniecznie trzeba było przynieść wódkę? Czy nie można było przyjść z czymś innym. Jeśli nie można było to może warto zawsze mieć gdzieś schowaną flachę z taniego sklepu.
      Pomysł z odkładaniem kasy na obok i nie dotykaniem jej jest dobry. Ale trzeba jej nie tykać. No chyba, że mąż straci pracę.
      Jedni potrafią oszczędzać inni wydawać. Ci drudzy muszą ryzykować i brać kredyt na 100% wartości lub wynajmować.
      • anula36 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 17:22
        Skoro chcecie oszczedzac na dom to ja bym meza troche podjarala ta wizjasmile Skoro mogl tak strasznie zapragnac gierki czy kompa, to realne- poogladac z nim projekty domow w necie, czy domy na sprzedaz, zapytac ktory mu sie podoba, podpytac jakie by chcial wyposazenie itp.
        a potem wydrukowac ten ktory najbardziej mu sie podoba i powiesic w widocznym miejscu, zeby mial codzienny kontakt z celem oszczedzaniasmile
        • zosiaonline Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 18:52
          Przeczytałam dyskusję i rzuciła mi się w oczy jedna, dosyć wyraźna kwestia - taka ogromna nieporadność dorosłego człowieka, gdy trzeba go "uczyć" podstawowych spraw, niemal uczyć życia... Przepraszam, że piszę to w tym konkretnym wątku, ale niekiedy zastanawiam się, "gdzie ci mężczyźni"...
          Mąż w liceum nie jest, ale może pomoże mu przeliczenie, ile rocznie możecie zaoszczędzić jedynie z rozwagą robiąc zakupy wink Symulacje działają na studentów (wyobraźnia), to pewnie i na dorosłego faceta podziałają (?).

          trzymaj się!
          Zośka
          • jacues Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 19:48
            oszczędzają bogaci i nam się opłaci.
            ucz chłopa oszczędzać bo dziecko rośnie i nie nauczysz dziecka oszczędzania, jeśli tato będzie rozrzutny. oszczędność to bardzo pozytywna i pożądana cecha, bez względu na to, ile masz pieniędzy na koncie.
          • verdana Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 21:43
            Byż może maż woli swobodniejsze życie, niz ten dom?
    • ginalina A co ja mogę zaproponować? 16.01.13, 21:23

      Pracę z wizją smile

      Wizją własnego domu i terminu, w którym wprowadzacie sie do niego. Jaki to dom? Gdzie sie znajduje? Ile kosztuje? Co musi sie zdarzyć, byscie wprowadzili się do niego? Gotówka czy kredyt? Ile wkładu własnego, a ile kredytu? Jeśli określiliście termin, to ile musicie odkładać miesięcznie, by ta wizja się ziściła?

      Jeśli nie będziecie oszczędzać systematycznie, to kiedy zrealizujecie marzenie o domu?

      Teraz sprawdź, jaką kwotę Twoim zdaniem możecie odłożyć miesięcznie. Czyli sprawdzić także, ile możecie wydawać, natomiast pamiętaj, by nie podchodzić do tego ze skrajnym minimalizmem. Zanim mąż nauczy się racjonalizować wydatki, trochę czasu minie, więc na początku będą większe.

      Zakupy: Chodź z nim, i to przez dłuższy czas. Najlepiej do tych samych sklepów, by zapamiętał, które produkty kupujesz i gdzie leżą smile będzie mu potem łatwiej trafić. W kwestii wódki - jako przykład - zrób czasem zapas, kup na wszelki wypadek. Nagrodź męża czasem za oszczędzanie, czyli pozwól na kupno czegoś innego niż zazwyczaj lub droższego. Czeka Cię praca u podstaw, ale za to satysfakcja będzie duża.

      Proponuję jeszcze nie korzystać podczas zakupów z karty, płącić tylko gotówką, poza tym dawaj mężowi listę zakupów i ilość pieniędzy, która Twoim zdaniem wystarcza spokojnie na zakupy.

      A w ogóle dobrze Cię rozumiem, bo wszystkie przykłady, które podałaś, u mojego M były w pełnym rozkwicie big_grin. Parę rzeczy udało sie!! To zakupy spożywcze i ubraniowe. Ale w kwestii garnka... Patelnię myje w ilości wody, którą zużywa zmywarka - w 2 cyklach big_grin. To wcale nie jest śmieszne i wkurza mnie strasznie, bo miesięcznie zużywamy na 4 osoby chyba ze 13 m3 wody... Więc wytykam mu to, tak jak kupno zbędnych pierdół (czytaj samochód terenowy, który kupił bez mojej wiedzy i który stoi nieużywany od ponad pół roku: bo za dużo pali, bo czeka na kupca, bo ma rozładowany akumulator...)

      • verdana Re: A co ja mogę zaproponować? 16.01.13, 21:43
        Tak, pozwól mężowi, abyu coć sobie kupił. Czyli - uznaj, że to Ty podejmujesz decyzje, a mąż może - jak dziecko - czaeem dostać coś w nagrodę, zę jest grzeczny.Sam wydać na siebie niczego nie moze, nie moze też zdecydować, co i za ile jest mu potrzebne. Nie moze w sklepie kupić nic ponad to, co ma na liście - nie on decyduje co będzie jadł, ma podporzadkować sie poleceniom szefa.
        Domu nie bedzie, małżeństwo rozleci sie wczęsniej.
        • ginalina Czepiasz się :-) 16.01.13, 21:57
          Pozwól => nie sprzeciwiaj się.

          Przecież wiadomo, że nauczanie męża to proces delikatny i czasochłonny smile A gdy sobie czegoś odmówi, to i nagrodzić sie za rezultaty powinien, bo inaczej motywacja mu spadnie. smile

          • zosiaonline Re: Czepiasz się :-) 16.01.13, 22:01
            > Pozwól => nie sprzeciwiaj się.
            >
            > Przecież wiadomo, że nauczanie męża to proces delikatny i czasochłonny smile A gd
            > y sobie czegoś odmówi, to i nagrodzić sie za rezultaty powinien, bo ina
            > czej motywacja mu spadnie. smile

            Przeczytałam i....za nic nie mogę przestać się śmiać big_grin Dziękismile)))) Można jako temat projektu zadać algorytm uczenia się sieci neuronowej "męża" big_grin
          • papaziu Re: Czepiasz się :-) 16.01.13, 22:44
            nic dodac, nic ująć big_grin
        • araceli Re: A co ja mogę zaproponować? 16.01.13, 22:09
          verdana napisała:
          > Tak, pozwól mężowi, abyu coć sobie kupił. Czyli - uznaj, że to Ty podejmujesz d
          > ecyzje, a mąż może - jak dziecko - czaeem dostać coś w nagrodę, zę jest grzeczn
          > y.Sam wydać na siebie niczego nie moze, nie moze też zdecydować, co i za ile je
          > st mu potrzebne. Nie moze w sklepie kupić nic ponad to, co ma na liście - nie o
          > n decyduje co będzie jadł, ma podporzadkować sie poleceniom szefa.
          > Domu nie bedzie, małżeństwo rozleci sie wczęsniej.

          Mąż autorki wątku chce oszczędzać tyle, że mu nie wychodzi. Jak nie wychodzi to powinien się zdać na kogoś, komu wychodzi. Taka naczelna zasada - ucz się od lepszych od siebie. Więc nie rób z gościa biednego, uciskanego misia. nie da się być szczupłym i żreć czekolady big_grin
    • papaziu Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 22:41
      dzieki za dobre rady, na pewno bede probowac wcielac je w zycie. Latwo mi zapewne nie bedzie, ale bede sie starac.

      Najgorsze, ze zdalam sobie sprawe, ze u meza w rodzinie to normalne zyc bez zabezpieczenia finansowego. Jego rodzice wydawali i wydaja na bieząco, brat to samo...

      Nie chcę skonczyć jak oni.
      • zuzanna56 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 17.01.13, 08:38
        papaziu napisał(a):


        > Najgorsze, ze zdalam sobie sprawe, ze u meza w rodzinie to normalne zyc bez zab
        > ezpieczenia finansowego. Jego rodzice wydawali i wydaja na bieząco, brat to samo...


        A jak na tym wychodzą? Może nie jest tak źle, nic sie cięzkiego nie wydarzyło, żadna choroba czy strata pracy? Może ma taki przykład i widzi, ze oni sa szczęśliwi, spełniają swoje zachcianki, kupuja fajne rzeczy?

        Nie znaczy to, że popieram taka postawę, wręcz przeciwnie. Ale znam sporo ludzi, którzy wydaja wszystko, biora kredyty na wyjazdy, na samochód, na meble, zadłużają sie na lata, choc mało zarabiają. Taki typ.

        U nas na szczęście w tym względzie sie zgadzamy, chyba zostalismy tego nauczeni w domach rodzinnych.
        • papaziu Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 17.01.13, 23:05
          tesciowie to taki typ ludzi, ktorzy uczepili się chyba sposobu zycia " na biedaka". Uwazam, ze przy racjonalnym wydawaniu pieniedzy stac ich by bylo na bardzo duzo [ oboje pracują, do tego tesciu ma emeryture] . Ale oni wolą miec pelny pakiet tv cyfrowej, 2 tel stacjonarne [+ oczywiscie komorki] oboje palą i jako osoby na poziomie chleb smarują TYLKO masłem. Nie czepiałabym gdyby ich bylo na to wszystko stac, ale ciagle biadolą, ze nie maja na to i na tamto, mieszkanie wymaga remontu, ubierają sie zazwyczaj w lumpeksach, bo nie maja pieniedzy na markowe ciuchy itp.

          Zyją ponad stan, nie kryjąc się jednoczesnie z faktem, ze nie brakuje im co miesiac pieniedzy.

          Kiedys tesciowa przyleciala do nas bez grosza przy duszy [bo przeciez nie ma], a bagaz wypelniony wagonami fajek, bo ona bez papierosa nie przezyje ani godziny.
          Nie wymagam oczywiscie, zeby sponsorowala mi cokolwiek, ale tłumaczenia, ze nie ma pieniedzy, podczas gdy zakupila papierosow za ponad 200zl na tygodniowy pobyt to dla mnie przesada.
          • angazetka Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 10:47
            > jako osoby na poziomie chleb smarują TYLKO masłem.

            Chyba nie rozumiem...
            • papaziu Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 14:04
              oj, troche źle to ujęlam. Chodzilo mi, ze nie zjedza kanapki z magraryną [ albo tylko w wyjatkowych okolicznosciach- jak sa w gosciach czy na wyjezdzie] , bo oni musza miec z masłem. Niewazne, ze potem nakladaja np. pasztet.

              Wedlug ich toku myslenia magraryna jest dla nizin spolecznych. Oni smarują chleb masłem, bo "masło to masło". Tak chyba tylko dla zasady. Nieraz mowia, ze jakby smarowali tansza margaryna to by duzo zaoszczedzili, no ale przeciez "nie upadna tak nisko".

              Nie chodzi tu, ze im margaryna nie smakuje, tylko, ze masło jest dla nich jednym z wyznacznikow zycia na bogato. Dla mnie to kompletnie niezrozumiale i co tu duzo mowic- głupie.
              • black_halo Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 20.01.13, 15:56
                Ja nawet w czasach finansowej posuchy jadlam maslo i to wcale nie te najtansze. To nie jest jakies straszne widzimisie i jesli ktos nie jest w sytuaccji, w ktorej te pare zlotych robi roznice to imho niewarto oszczedzac. A jesli robi to kanapki i tak sa najdrozsza opcja wiecej lepiej robic owsianke na wodzie niz jesc dmuchany chleb z supermarketu z margaryna.
              • gogologog Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 20.01.13, 23:12
                > Wedlug ich toku myslenia magraryna jest dla nizin spolecznych. Oni smarują chl
                > eb masłem, bo "masło to masło".

                I maja racje.
              • angazetka Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 09:49
                Masz jednak problem - ze sobą. Wnikanie, kto czym smaruje chleb i przeżywanie tego faktu nie jest normalne. Ludzie mają prawo do nieużywania margaryny - która jest mniej smaczna i mniej zdrowa od masła. To nie zbytek.
                • zooba Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 12:53
                  Niekoniecznie autorka ma problem ze sobą. Rozumiem ją, też znam osoby, które uważają tę przykładową margarynę za jedzenie dla plebsu, oni tak nisko jeszcze nie upadli. Snobowanie się na wyrafinowanych konsumentów masła jest moim zdaniem lekko śmieszne. Ci sami ludzie nie kupią w Biedronie, bo dla plebsu, nie pojadą pod namiot, bo to dla biedoty na dorobku itd.
                  Faktem jest, że nic nam do tego, jak swoje pieniądze wydają. Jednak autorka wątku chciała pokazać podejście do pieniędzy i wydatków teściów, żeby unaocznić skąd mężowski brak nawyków oszczędnościowych. Tyle i tylko tyle.
                • papaziu Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 13:01
                  Mam wrazenie, ze niektorzy nie czytaja moich postow do konca. Przeciez wyraznie napisalam, ze smarowanie chleba masłem w przypadku tesciow nie ma na celu zaspokajanie wymagajacych kubkow smakowych , tylko ubzdurali sobie kiedys, ze masłem smaruja ludzie bogaci, a margaryna jest dla ubogich. Oni sie za takich uwazają, wiec kupują masło, mimo, ze mogliby zadowolic sie czyms innym. I na siłe probują wmowic innym, ze tak trzeba. Jak im mąz powiedzał, ze jemu bardziej margaryna pasuje, bo sie lepiej rozsmarowuje to skwitowali tekstem " nie tak cie wychowalismy" [ jakkolwiek glupio to brzmi w tej sytuacji].

                  Daleko mi do zagladania komus do lodowki i komentowania jej zawartosci, ale temat masla pojawia sie zawsze gdy u nich jestesmy. Masło jest drogie i jesli je kupujesz [ niewazne czy lubisz czy nie] to jestes czlowiekiem na poziomie- to jest myslenie moich tesciow. I tyle w temacie.
                  • linn_linn Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 13:36
                    Maslo czy margaryna to glownie problem zdrowia, mniej kieszeni. Ja akurat wybralam trzecia frakkcje, oliwna, ale gdybym juz musiala czyms bulke posmarowac, to maslem / bez wzgledu na cene /.
                  • nvv Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 14:05
                    > Mam wrazenie, ze niektorzy nie czytaja moich postow do konca.

                    Dobre masz wrażenie
      • brytyjka Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 17.01.13, 09:56
        > Najgorsze, ze zdalam sobie sprawe, ze u meza w rodzinie to normalne zyc bez zab
        > ezpieczenia finansowego. Jego rodzice wydawali i wydaja na bieząco, brat to sam
        > o...
        > Nie chcę skonczyć jak oni.

        Nie do końca wierzę, że to się ma we krwi - bardziej widzę tu wzorce/nawyki wyniesione z domu. Fajnie, że Twój mąż ma świadomość, że zabezpieczenie finansowe jest ważne i chce zacząć oszczędzać. To już całkiem sporo smile
        • mama_dorota Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 17.01.13, 10:09
          > Fajnie, że Twój mąż ma świadomość, że zabezpieczenie finansowe
          > jest ważne i chce zacząć oszczędzać. To już całkiem sporo smile

          Dokładnie! A jak zaczyna być widać efekty, to wciąga jak nie wiem. Ale nie można przesadzać, no chyba że w sytuacjach wyjątkowych, gdy trzeba zacisnąć pasa bo brakuje albo chcemy dozbierać trochę szybciej. Ja myślę, że będzie dobrze, poradzicie sobie.

          I pamiętaj, że każdy czasem o czymś zapomina albo z chwilowego lenistwa pójdzie na skróty i wyda więcej, nawet ten oszczędny. Tym się różni oszczędny od skąpca wg mnie.
          • papaziu Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 17.01.13, 23:20

            > I pamiętaj, że każdy czasem o czymś zapomina albo z chwilowego lenistwa pójdzie
            > na skróty i wyda więcej, nawet ten oszczędny. Tym się różni oszczędny od skąpc
            > a wg mnie.

            Ja jestem wlasnie takim typem- na codzien probuje oszczedzac eliminujac niepotrzebne wydatki, ale jesli się spiesze, to zakupy robie w najblizszym mi sklepie, przeplacac, ale oszczedzajac na czasie, ktory w danej sytuacji jest dla mnie wazniejszy niz pieniadze.

            Nieraz myje rowniez naczynia pod biezacą wodą, zapomne zgasic swiatlo... ale nigdy swiadomie nie zostawiam zapalonej zarowki gdy wiem, ze nie bede w danym pomieszczeniu przebywac. Oszczedzanie nie jest moim jedynem zajeciem w zyciu, ale pelni dosc wazna rolę.

            Chcialabym więc aby mąż wziął się za oszczędzanie ze mną i robił cos konkretnego w tym kierunku.
            • zooba Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 10:46
              A może powiedz mężowi, że wygląda na to, że przy waszych nikłych oszczędnościach i obecnych wydatkach będziecie musieli podarować sobie marzenie o domu i zaczynasz się rozglądać za malutkim mieszkankiem. Coś za coś. Albo żyjemy na luzie, albo zbieramy na dom.
    • gogologog Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 16.01.13, 22:52
      > Oszczedzanie mam wiec we krwi i dla mnie to nie problem zaplanowac za
      > kupy wczesniej, kupic taniej,

      O to dokladnie chodzi, ma sie to we krwi i taki styl albo nie.
      Mam to szczescie ze u nas oboje wyznajemy ten sam styl. Kasa jest, nawet jakby wiecej mimo kryzysu i coraz wyzszych kosztow stalych, a kupka ciagle rosnie. Raz bardziej, raz wolniej. Ale mamy podejscie ze juz w zasadzie wszystko mamy. Nikt nikogo nie pilnuje.
      Lubie jak ktos tak sie czasem patrzy z politowaniem ze jezdzimy nie najbardziej topowymi autami, albo ze nasze komorki sa ciagle niedotykowe wink Moze to juz PESEL daje znac o sobie..
      Nic sobie jakos strasznie nie odmawiamy, wakacje, jedzenie, zdrowie, kultura, edukacja dzieci - wszystko na spokojnie ale bez szalenstw. Gdyby tylko odpuscic te swoista dyscypline to kupka stopnialaby raz dwa i tez odliczalibysmy dni do wyplaty.
      • johana75 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 17.01.13, 11:05
        Dobrze rozumiem autorkę wątku. Ja jestem do ciebie podobna, oszczędzam na wszystkim na czym sie da. Znaczy to tyle że na zapas ZAWSZE kupuje jak cos jest taniej. Robię zakupy w tańszych sklepach, typu Lidl, Aldi, produkty wyszukuje tańsze, ale takie które nam smakują. Za to sprzęty np. laptop czy AGD kupuje dobrej jakości.Mój partner jest lekko oszczędny...nie moge narzekać, ale np. ciagle tłumacze jemu aby rano nie palił 4 halofenów pod szafkami kuchennymi jako oświetlenia kuchni (tj. oświetlenie potrzebne jesli się cos tam robi) a główne jest energooszczędne, ale nie pomaga. Wode oszczędza. Zakupy...hmmm nieza bardzo, ostatnio przyniósł mi słoik miodu za 50zł...bo wrzosowy i lepszy...no nie wiem ale uważam że nas na taki luksus nie stać i się posprzeczaliśmy. Normalnie kupuje taki słoik za połowę od przyjaciółki ojca...na zakupy chodzi tylko w miejsca które ja znam i wiem jakie ceny tam sa.
        jak jest sam w domu z dzieckiem to zawsze ma za mało pieniędzy na jedzenie (ostatnio zostawiłam mu 300 zł na 11 dni dla 2 os. zobaczymy czy mu starczy...
        Oszczędzamy na większe mieszkanie...

        Jesli Wy oszczedzacie na dom to nie bedzie łatwo z takim podejściem, próbuj go zmienic w tej kwestii, choc łatwo ci nie bedzie....powodzenia! smile
        • linn_linn Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 17.01.13, 12:32
          Ja oszczedzam na wielu rzeczach, ale do miodow mam slabosc smile Do tego stopnia, ze musialam sobie postawic szlaban na nowe zakupy do momentu skosnsumowania kolekcji. Trzymam sie tego konsekwentnie, ale na wrzosowy pewnie bym sie skusila.
        • pannagosia Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 08:39

          > jak jest sam w domu z dzieckiem to zawsze ma za mało pieniędzy na jedzenie (ostatnio zostawiłam mu 300 zł na 11 dni dla 2 os. zobaczymy czy mu starczy...



          johana 75
          zostawiłaś mu? a to on nie ma własnych pieniędzy? piszesz jak o dziecku
          • johana75 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 20.01.13, 08:39
            ma swoje ale wydaje na fajki i swoje potrzebne rzeczy typu okulary itp. To nie jest duża kwota. Więc zostawiam mu pieniądze (no zarobione przeze mnie).
            Jego pieniądze się nie trzymają, więc ja muszę tym wszystkim zarządzać, co mnie czasami wkurw....
            Oszczędny jest w domu (światło, woda itp.), a jeśli chodzi o kase to niestety wydaje na pierdoły własnie...tu cos słodkiego tam lody tutaj wyjazdy tam i siam, bo nudno z dzieckiem w domu....itp
    • yoko0202 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 17.01.13, 12:33
      przyznaję się bez bicia, że nauczyłam się oszczędzać dopiero jak mi kiedyś bida do gara zajrzała.

      obecnie stopa życiowa mocno mi się podniosła, ale nabrałam pewnych nawyków, których twardo się trzymam
      nie, nie odejmuję sobie od pyska, często kupuję sporo rzeczy droższych, dobrej jakości, sprawiam sobie drobne przyjemności itp., ale na pewno nie marnuję kasy - czyli pilnuję gaszenia świateł, zakręcania kranów, nie wyrzucam jedzenia, jeżeli coś takiego samego lub podobnego mogę niedaleko kupić taniej, to na pewno nie kupię drożej, na bieżąco sprawdzam oferty operatorów i obniżam rachunki itp itd.

      mam pytanie - czy zapisujecie wydatki?
      bo jak kiedyś zaczęłam zapisywać dosłownie każdą złotówkę, to mi w końcu kapcie spadły, jak sobie tak uświadomiłam ile pieniędzy wyrzucam w błoto.
      może zacznijcie prowadzić wspólnie taki zeszyt, czy arkusz kalk. w kompie - po pierwsze zapisując absolutnie każde zakupy i wydatki, a po drugie na bieżąco kontrolując i komentując w tymże zeszycie, czy ten wydatek w ogóle miał sens.
      jako wydatki kompletnie niepotrzebne odnotowujesz np.: wszelkie zakupy z promocji typu kolejny korkociąg bo był ładny i niedrogi, wszystkie produkty z marketu których nie było na danej liście zakupów; orientacyjną wartość wywalonego jedzenia; piątego prawie takiego samego różowego konika dla córki; przepłacone koszty wysyłki (kurier zamiast poczty, o ile dana rzecz nie jest Wam bardzo pilnie potrzebna); różne prowizje i opłaty np. bankowe (o ile występują, wciąż w niektórych bankach płaci się za wypłatę z innego bankomatu, za niektóre przelewy, za dodatkowe karty do konta itp.); + jakąś orientacyjną kwotę za wiecznie lecącą wodę, włączone światło, tkwiące w kontaktach ładowarki itp itd.
      Uwierz, naprawdę można się mocno zdziwić, a jeszcze jak się taką sumę z jednego miesiąca pomnoży przez 12 miesięcy, to przeżywa się niezły szok bo często wychodzi na to, że w sumie w jednym roku w błoto może pójść równowartość prawie jednej pensji.
      może to przekonałoby Twojego męża smile
      • papaziu Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 17.01.13, 23:10
        prowadzilam kiedys taki zeszyt, gdzie spisywalam wszystkie nasze wydatki. Robilam tak chyba przez 4 miesiace, ale przestalam, bo maz byl tym zupelnie nie zaintersowany. dla niego informacja, ze na to wydalismy tyle, a na to tyle byla po prostu sucha liczbąuncertain Ja sie zastanawialam jak mozna ciąc wydatki na glupoty, a on [ jak sie potem okazalo] czasami nie przynosil mi paragonow, albo podawal kwoty z pamieci.

        naprawde coraz czesciej nachodzi mi pytanie po co on mo w ogole mowi o oszczedzaniu skoro ma to gleboko gdzieś. przeciez to dorosły chlop jest, nie bede z nim jak z dzieckiem postepowac i karac [?], miec pretensje, ze przeczy samemu sobie. to przeciez bez sensu.
        • linn_linn Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 08:28
          "dla niego informacja, ze na to wydalismy tyle, a na to tyle byla po prostu sucha liczbą"

          Prawdopodobnie w ogole nie przeklada tego na pieniadze, a juz na pewno nie na prace potrzebna do ich zarobienia / czasem dobrze jest policzuc ile godzin pracowalismy na to czy tamto: warto bylo? /. Mowi, ze chce oszczedzac, ale to chyba sygnal tylko dla Ciebie. To Ty masz oszczedzac, a on bedzie wydawal jak dotad. Mysle, ze zadanie masz trudne.
        • brytyjka Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 20.01.13, 00:57
          Tak jak już kilka osób mówiło, przestawienie się na racjonalizację wydatków zajmuje sporo czasu, ale nie jest niemożliwe.
          Jasne, że nie ma go co traktować protekcjonalnie, jak dziecko. Może pogadajcie szczerze o tym wszystkim, o czym tu piszesz? Widać, jak ważne jest dla Ciebie Wasze bezpieczeństwo finansowe i przyszłość. Być może nie do końca potrafi sobie wyobrazić taki bezpośredni związek z codziennymi drobiazgami z jego punktu widzenia, a Waszym marzeniem o domu czy zabezpieczeniu na przyszłość. Może nie zdaje sobie sprawy, o ile więcej mielibyście na koncie, racjonalizując wydatki.
    • an.16 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 17.01.13, 21:05
      Nie nauczysz, tak ma i tyle. Mój też tak ma i mimo moich rad, narzekań, złości nic się w tej kwestii nie zmieniło od 20 lat. A co dziwniejsze, ja pochodzę z zamożniejszego domu niż on. To nie ma nic do rzeczy.
    • ofelia1982 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 10:02
      Ja nie rozumiem bronienia męża w tym wątku. Nie mają zabezpieczenia finansowego, mają dziecko (=członek rodziny, którego tzreba utrzymywać jeszcze przez kilkanaście lat, a do pracy nie pójdzie na razie), marzą o domu, mąż gada o oszczędzaniu, jednocześnie kupując PS3 i nie zważając na pieniądze. I gadki o tym, że ona chce traktować męża jak dziecko - może w kwestii finansowej on JEST dzieckiem? Nie widzę wartości dodanej w tym, by mu pozwalać robić tak jak robi i patzreć jak popełnia błędy..
      Mówicie, że może nie każdy ma taką potrzebę ciągłego oszczędzania jak on i dopóki nie śpią pod mostem to nie warto się spinać..Jestem odmiennego zdania - uważam, że często ma się pieniądze poprzez gospodarność, a nie przez ogromne zarobk. Niewiele osób ma tak wysokie zarobki, by móc żyć luksusowo - ale dzięki swojej gospodarności jeżdżą na wakacje, żyją na przyjemnym poziomie, są w stanie wychować godnie dzieci etc..
      Mnie stać na wiele rzeczy, mogłabym zlać kupowanie w Biedronce czy gaszenie światła - ale dlaczego miałabym pozwolić by pieniądze mi przeciekały przez palce? Gaszenie światła w pokojach, gdzie nie jestem czy zakręcanie wody jak z niej przez chwile nie korzystam jest dla mnie już tak naturalnym odruchem, ze już przestałam o tym myśleć..Jeżeli chcę coś kupić - to wybieram tam gdzie taniej i tak, poświęcę chwilę by poszukać opcji na necie i poczekam kilka dni na dostawę - przecież nie jestem zwierzęciem, że nie mogę się opanować i musze mieć coś tu i teraz (oprócz oczywiście rzeczy pilnych jak np. leki, pożywienie etc.). Uważam, że to jest właśnie gospodarność i szacunek do pieniędzy, które się ma - i w pełni popieram autorkę wątku, że trzeba spróbowac zmienić u męża złe nawyki (to są tylko nawyki).
      A co do kwestii JAK to zrobić - nie będę oryginalna. Moim zdaniem zestawienie i pokazanie mu ile małe różnice ważą w skali miesiąca. Ja byłam takim typem jak Twój mąż kilka lat temu (może nie aż tak, ale nie porównywałam cen, robiłam nieprzemyślane zakupy etc.). I w pewnym moemcie stwierdziłam, że zobaczę na co wydawałam pieniądze przez cały ubiegły rok. Zrobiłam zrzuty z konta, tabelkę i...padłam. To, ile wydałam na ciuchy (kupując jednocześnie tanie rzeczy - wypady do centrów handlowych 2-3 razy w tyg po "bluzeczkę za 60zł") - MASAKRA. Za tę kase miałabym kilka świetnych rzeczy. To ile wydałam na kawę na meiście w drodze do pracy, kanapkę kupowaną u Pana Kanapki zamiast braną z domu - w skali roku to są setki złotych! nie widziałam tego w codziennym funkcjonowaniu. Dopiero jak to podsumowałam.
      Zrób zestawienie dla męża, tu nie chodzi o traktowanie go jak dziecko tylko o uświadomienie czegoś, czego on nie widzi po prostu.
      Powiem Ci jeszcze coś - mój mąż też ma podobnie jak Twój. Niby oszczędza, popiera zakupy przez neta, porównywanie cen i zakupy w dyskontach, ale jak go wysyłam na zakupy to kupi pierwszą lepszą rzecz z danej kategorii bez sprawdzenia cen etc. I ja go troszkę skorygowałam tym, że mu zawsze mówię jak coś przyniesie nierozsądnego i opkazuję mu co jakiś czas moje tabelki i wykresy - i ile mamy kasy, ile w lokatach, jak nam pracują (co miesiąc mamy juz łądną "wypłatę" z odsetek bankowych). To go motywuje - widzi efekty oszczędzania w postaci tego, ze te pieniadze przybywają, pracuja, zbliżają nas do celu (spłata kredytów).
      • linn_linn Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 10:36
        Chyba kazdy byl takim / albo prawie kazdy: niewielu chyba rodzi sie z zacieciem do gospodarnosci, oszczedzania itp. /. Forum ma tytul Oszczedzamy i slowo oszczedzac jest tu powszechne. Mysle jednak, ze jest troche mylace: bardziej niz o oszczedzanie chodzi o racjonalne gospodarowanie dochodami, a to kazdemu dobrze zrobi. Nawet tym, ktorzy uwazaja, ze jakosc to bedzie, na jedzenie starcza itp. Moze im przede wszystkim.
        • ofelia1982 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 10:47
          Dokładnie. Posiadanie pieniędzy nie znaczy, ze mamy zacząć je przepalać na prawo i lewo i dopiero się spinać jak nie mamy co do garnka włożyć. Oprócz kwestii finansowej dla mnie to też ma związek z próbą ograniczenia nadmiernej konsumpcji, bycia minimalistą (w rozsądnych granicach!) - czyli ogólnie podejścia do życia...
      • malwi.2 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 11:11
        .Jestem odmiennego zdania - uważ
        > am, że często ma się pieniądze poprzez gospodarność, a nie przez ogromne
        > zarobk. Niewiele osób ma tak wysokie zarobki, by móc żyć luksusowo - ale dzięk
        > i swojej gospodarności jeżdżą na wakacje, żyją na przyjemnym poziomie, są w sta
        > nie wychować godnie dzieci etc..


        zgadzam się z tym
      • keepsmiling3 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 11.02.13, 22:39
        zgadzam się z Tobą. nadal poszukuję jak podreperować budżet domowy, ale oszczędzanie zaczęłam od zakupów. przeczytałam artykuł na czas na finanse jak się przygotować do zakupów - niby każdy wie, a rzadko kiedy masz czas na zakupy, robisz je zgodnie z listą, itp., dodatkowo założyłam lokatę i to okazało się być strzałem w dziesiątkę, bo przecież nie wypłacę pieniążków tylko po to żeby stracić odsetki, to mobilizuje i sprawia, że mniej wydajesz, przynajmniej w moim wypadku
    • jamesonwhiskey Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 11:45
      mysle ze przy zyciu na styk oszczedzanie to bedzie drastyczny spadek poziomu zycia ktory i tak za wysoki nie jest a same oszczednosci to beda w efekcie jakies grosze
      pojdziesz do roboty zaczniecie oszczedzac wiecej a w obecnehj sytuacji zarzynanie sie
      jest zupelnie bez sensu
      • araceli Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 11:56
        jamesonwhiskey napisał:
        > pojdziesz do roboty zaczniecie oszczedzac wiecej a w obecnehj sytuacji
        > zarzynanie sie jest zupelnie bez sensu

        Pójdzie to roboty i pieniądze magicznie rozejdą się tak samo jak rozchodzą teraz bo stare nawyki zostaną a nawet się pogłębią (bo więcej kasy jest).

        Gospodarność to nie 'zarzynanie' się.
      • linn_linn Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 12:03
        Zyja na styk / albo prawie / nie dlatego, ze dochody sa bardzo niskie, ale dlatego, ze pieniadze sie rozchodza. Nie mylmy skutkow z przyczynami.
        • papaziu Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 18.01.13, 13:56
          dokladnie tak jest. jasne, ze przydaloby sie wiecej kasy, ale wiele rodzin ma mniejsze dochody i dają radę spokojnie za to przezyc. I my też dajemy, tylko, ze ja jestem zdania, że moglibysmy odkladac troche grosza co miesiac, nie zmniejszając komfortu naszego zycia. Wystarczyłoby tylko trochę checi ze strony meza.
          • mojemieszkanie24 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 19.01.13, 14:53
            Mi się nie wydaje, że tu chodzi o oszczędzanie tylko MARNOWANIE pieniędzy. Nie zgasza światła, woda się leje godzinami - to jest marnowanie pieniędzy, ktore można wykorzystać na przyjemności.

            Ja jakoś super oszczędna nie jestem, staram się ale nie zawsze wychodzi. Mój partner miał podobnie jak ty - u nas punktem zapalnym było jedzenie, którego kupowało się bardzo dużo a potem trzeba było wyrzucać, bo były po terminie. Do teraz jakoś nie mogę zniesc tego, że on sobie ,,wybiera" produkty, ktore chce zjeść np. obiad to ziemniaki+ schabowy- surówka niekoniecznie, bo on woli mięso ( na początku z uporem maniaka surówkę robiłam i on jej nie jadł wiec teraz robie dla siebie a on ewentualnie dostanie łyżeczkę surowki na spróbowanie). Wszytsko jest kwestią dogadania i wyjasnienia pewnych spraw jednakże uważam, że doroslego człowieka z nieoszczędnego nie zmienisz w oszczędnego. Możesz ewentualnie zmienić to, by nie marnował pieniędzy.

            Coś w tym jest, ze ludzie którym brakowało pieniędzy mają zawsze takie przekonanie, że muszą oszczędzać ( mimo, że nie muszą). U mnie w rodzinie było różnie- rodzice prowadzili własną dziłalność i pewnego dnia firmę okradziono ( w sumie straty to 500 tysięcy). Katastrofa. To byl tragiczny rok, gdzie rodzice szarpali się z policją/ prawnikami, by chociaż częsc odzyskać. Pamietam, ze przez rok nieraz mama musiała kombinować co do garnka włożyć, zbiliżała się zima a my nie mieliśmy butów ale tata bardzo się starał wszytsko nam zapewnic i jakoś mu się udawało ( może dlatego, ze w jego domu rodzinnym wszytskiego brakowało potrafił kombinować ? nie wiem). Jakoś przeżyliśmy ale to mnie nauczyło, ze w ciągu jednego dnia mozna stracić wszytsko i zawsze staram się mieć jakies pieniędze na koncie ( w razie mojej choroby, śmierci czy niespodziewanego wydatku).

            Poszłam na studia to utrzymywalam się sama chociaż mój tata kiedyś powiedział, że wszytsko sprzeda żebym tylko ja skończyła studia( jeżeli bedzie taka potrzeba). Bylo ciężko ale dalam radę.

            Podejrzewam, że mężowi autorki wątku nigdy nic nie brakowało w życiu dlatego teraz ma takie podejście do pieniędzy.
            • olewka100procent Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 20.01.13, 15:40
              jakbym czytała o moim mężu .. i z tą wodą i zakupami . Ja staram się oszczędzać, on też chce , często patrząc na stan konta pada słowo oszczędzanie, i na tym się kończy. I wbrew temu co tu niektórzy piszą, mój mąż pochodzi z biednej rodziny, ja ze średniej, ale rodzice zawsze oszczędzali, na tyle, że wybudowali parterowy domek pod miastem, nie biorąc przy tym żadnych kredytów. wracając do złych nawyków męża to np. to, że mając pracowniczy autobus, który dowozi go do pracy on jeździ czasami samochodem dla samego widzimisie, co jest dla mnie całkiem niepotrzebnym kosztem
    • malwi.2 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 09:35
      mój mąż po kilku miesiącach mojego oszczędzania zobaczył efekty (na koncie) to sie przyłącza po woli, aczkolwiek nigdy specjalnie rozrzutny nie był

      namawiałam go kilka miesięcy temu, by robił jedna zakupy tygodniowe w oddalonym kawałeczek od nas hipermarkecie, on wolał supermarket osiedlowy (drogi), dałam spokój, ale jak ostatnio znalazł sie w tym hipermarkecie przez przypadek - porównał ceny (na szczęście pamietał niektóre, bo sam robi duzo zakupów) sam zaproponował, że w czwartki bedzie robił duże zakupy w tymże hipermarkecie

      oszczędzaj, pokazuj mu jak oszczedzać, napominaj, może sie przyłączy
    • papaziu Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 13:51
      A ja doszłam do wniosku, ze maz stał sie strasznym egositą. On chyba zdaje sobie sprawe, ze ja nie pozwolę, by nam kiedykolwiek na chleb zabrakło. Jakis czas temu mialam mozliwosc pracowac przez kilka tygodni, co podreperowalo dosc znacznie nasz owczesny budżet. Dzieki temu uzbierało się pieniedzy by przezyc spokojnie swieta BN.
      Gdy bralismy slub to maz miał zadluzenie w banku + karte kredytowa do splacenia. Wszystko splacilismy, potem trzeba bylo pomoc jego rodzicom to znow bylo na minusie [ jak sie okazalo- pozyczka bezzwrotna, bo przeciez oni nie mają z czego oddac]. Ponownie wyszlismy na prostą, bez szkody na zyciu towarzyskim, poziomie zycia i dotychczasowych przyjemnosciach. Ale ja kazde gratisowe pieniadze odkladalam [ zwrot z podatku, za benzyne, trzynastki, premie itp]. Potem sie wkurzylam, kazalam zamknac konto, wyjechalismy do anglii i niestety okazalo się, ze mezowi wyniesione z domu rodzinnego nawyki pozostały. On chyba liczy na to, ze zawsze bedzie ktos kto nam pomoze, tak jak jego rodzicom. Odda cos za darmo, albo bezinteresownie pomoze.

      Nie interesuje go oszczedzanie. Wszystko jest na mojej glowie, a że potrafie gospodarowac pieniedzmi w dość rozsadny sposob, to po co on ma sie meczyc? Powie mi tylko to co chce usłyszec: " ale fajnie, ze zaoszczedzilismy tyle i tyle na tych zakupach", " dobrze, ze sie ta ryba nie zmarnowała" , "ale malo za prad!"itp. On szczesliwy i ja "zadowolona" bo przeciez sie chlop stara,nie. A że są to tylko puste slowa to juz druga strona medaluuncertain

      • nvv Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 14:19
        Jeśli tak faktycznie jest, to cóż
        • mama_dorota Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 16:59
          Gospodarność to ważna sprawa, ale miłość jest ważniejsza. Tak jak nvv napisał, kochaj go jakim jest. Człowiek, gdy czuje, że coś musi, często z uporu pozostanie bez zmian. Tylko w dobrej relacji jest szansa na zmiany. Z twoich postów wieje goryczą. Oszczędzanie nie może być ważniejsze od miłości. Od niegospodarności rodziców można się odciąć, ale na co dzień ile zyskasz, tyle zyskasz. Jeśli twój mąż nie jest od czegokolwiek uzależniony, szanuje ciebie, a tylko nie potrafi oszczędzać, to jest dobrym facetem. Pamiętaj o tym.
          • nvv Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 17:23
            też prawda, mądre słowa, miłość do faceta przede wszystkim, pieniądze to
          • araceli Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 17:31
            mama_dorota napisała:
            > Gospodarność to ważna sprawa, ale miłość jest ważniejsza. Tak jak nvv napisał,
            > kochaj go jakim jest.

            Czyli nieś kobieto swój krzyż uncertain Ja chyba z innej bajki jestem bo dla mnie szacunek w związku oznacza z goła co innego.
            • zosiaonline Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 18:32
              Przeczytałam posty papaziu i...dodam swoje przysłowiowe trzy grosze wink Tak to chyba jest z tymi relacjami międzyludzkimi (a szczególnie z małżeństwamismile.

              papaziu, mój mąż (i na pewno ja!) jest uosobieniem wszystkich możliwych wad męskich, które nawarstwiają się z biegiem czasu (podobnie jak i moje). Jest też niesamowitym mężczyzną, a to zawsze fascynuje kobietę. Jest jednym z najinteligentniejszych mężczyzn jakich znam, a jednocześnie strasznym głuptasem (ile razy można powtarzać te same błędy?) tongue_out. Jest uparty, niepohamowany furiat i piekielnie nieprzewidywalny. Jest jednocześnie wspaniałym, cudownym, wrażliwym człowiekiem. Jest najlepszym i najgorszym mężem, jakiego mogłam sobie wymarzyć. Najchętniej bym go czasem wstawiła do kątawink. Przez niego umrę ładnych parę lat wcześniejwink. Zabraknie mi papieru by spisać wszystkie numery, które mi wyciął. Ale jest mężczyzną mojego życia. Kocham go nad życie. Z jego wadami, których nie cierpię, ale ich nie zmienię, bo to nie jest moje zadanie.

              Kiedy ostatnio jechaliśmy samochodem, on za kierownicą, przez 10 minut odtwarzałam jego zachowanie z ostatniej podroży do Szwajcarii (niestety spędziłam w niej 500 km za kierownicą). Po 10 minutach wpadł w irytację, wysiadł na pół godziny z samochodu i powiedział, że nie pojedzie dalej, póki nie przestanęwink. Obiecaliśmy sobie, że oboje nie będziemy. Cóż, pożyjemy zobaczymy.

              Jedno wiem na pewno - nie kocha się jakiegoś fałszywego wyobrażenia o człowieku, tylko konkretnego osobnika, takiego jakim jest.

              Głowa do góry! smile Życie jest mimo wszystko naprawdę piękne....
              pozdrawiam,
              Zośka
              • nvv Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 19:07
                tyle mądrych słów, Zosiu, że aż nie wiem z której strony zacząć komentować wink

                pociesznie musieliście wyglądać tak przedrzeźniająć się
                • malwi.2 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 19:42
                  można dać siebie na "pierwszy ogień", tzn jako pierwsza osoba w związku nie ciągnąc liny w swoja stronę ale przyznac sie do jakiegoś błedu, wtedy rozpocznie się taki zwyczaj, że nie "ja jestem idealny, to ty wszystko spieprz...asz", tylko ze "ja coś rozbię źle, bije sie w pierś, chce to zmienić"

                  wtedy drugiej osobie, tez bedzie łatwiej przyznawać się do błędów, a nie w nieskonczonosc utrzymywac: że ja to wtedy dobrze zrobiłem, że nie masz się o co czepiać

                  u nas to funkcjonowało na początku.. no własnie, dawno temu, jakiś czas temu zauważyłam, ze już nie funkcjonuje, musimy znów to w zycie wprowadzić, to ułatwia relacje


                  ale wątek meandruje....
                  • nvv Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 20:17
                    > można dać siebie na "pierwszy ogień", [...]

                    nigdy w życiu!

                    żartuje oczywiście. smile Twój sposób jest dobry, wręcz niezbędne bym powiedział jest przyznawanie się do winy. tylko trudno w praktyce zauważać swoje błędy i jeszcze się besztać przed partnerem w momencie gdy w naszym umyślę błędy partnera są dużo większe sad ale tu nie ma żadnych łatwych sposobów. mój związek wpadł właśnie w takie błędne koło: że to niby ja jestem idealny, a ona niedobra, kiedy ja nigdy w życiu za idealnego się nie uważałem i nie uważam, mam mnóstwo wad i popełniam błędy
                    • zosiaonline Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 20:26
                      nvv, znowu wywołujesz mnie do tablicy, choć starałam się nie rozrabiać zbyt mocno wink

                      Trudno jest odpowiedzieć na Twoje pytanie jednoznacznie, bo nie zależy ono jedynie od jednej sytuacji. Najważniejsze: mamy prawo być sobą i postępować tak, jak chcemy, jeśli to nie jest dla nikogo krzywdą. Jeśli rzecz dotyczy dwóch osób - musi być kompromis. Jeśli jest kompromis - mamy prawo domagać się jego wypełnienia. Ale Ty to dobrze wiesz smile
                      Zwykle tak jest, że kobiety mają skłonność do reagowania słowem, a mężczyźni czynem (wybaczcie, takie moje spostrzeżenie). I zwykle ta kobieca reakcja jest po fakcie. Jak w przypadku papaziu. Myślę, że tu z kolei najważniejsze jest nie to, co teraz się wydarzyło (autorka pisze, że „bo przeciez sie chlop stara”wink, ale wcześniejsze sytuacje.
                      "Nie interesuje go oszczedzanie. Wszystko jest na mojej glowie, a że potrafie gospodarowac pieniedzmi w dość rozsadny sposob, to po co on ma sie meczyc? ". Czy zwyczajnie ustępuje, czy powiedziała kiedyś wyraźnie, że to ostatni raz, a potem ma być po jej myśli (lub dokładnie tak jak ustalili)? Chodzi mi o to, czy on zdaje sobie sprawę z tego, że żona ma tego dość. Czasem tak bywa, że przez długi czas przygryzamy wargi i nie reagujemy na coś co nas bardzo denerwuje, aż kiedyś wybuchamy. A druga osoba w ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego, co się w nas dzieje. Niektórzy potrafią się domyślać, wyczuć. Innym trzeba to bardzo wyraźnie powiedzieć. Jeśli taka bardzo stanowcza rozmowa już była, było przypomnienie wielu sytuacji, w których zrobiła coś samowolnie pomimo uzgodnień, jeśli było to przypomniane przed zaistniałą sytuacją, to choć świat się nie zawalił, to autorka ma prawo kazać mężowi dorosnąć i brać odpowiedzialność za jego „grzechy zakupowe”. Nie może ciągle się poddawać, potulnie zgadzać na wszystko. Ma prawo do szacunku, a dotrzymywanie uzgodnień jest okazaniem szacunku osobie, z którą się uzgadniało. W którymś momencie trzeba okazać stanowczość. To tak jak z dzieckiem: jeśli nasze wcześniejsze "groźby" (jeśli tego nie zrobisz, to...) nigdy nie są spełniane, to dziecko nigdy nie nauczy się być posłuszne (pracowite, prawdomówne, cokolwiek). Dziecko musi widzieć, że słowo rodzica ma jakąś wartość. Niestety, niektórzy pozostają dziećmi bardzo długo i skoro nie nauczyli się tego wcześniej, trzeba uczyć ich teraz.

                      Żądanie poniesienia konsekwencji w podobnych sytuacjach tylko pozornie wydaje się "odrzuceniem" (niby brak miłości, która WSZYSTKO wybacza). Ono - oprócz zadowolenia siebie, spokoju psychicznego i poczucia stabilizacji finansowej (do czego autorka też ma prawo, nie odbierajmy jej tego, nie musi być męczennicą) jest także dobre dla jej męża. Uczy odpowiedzialności, a tego powinien nauczyć się każdy człowiek. Miłość to jedno, ale wymaganie szacunku to drugie. Miłość każe wybaczać, ale wybaczenie nie polega na tym, że ktoś robi sobie co chce i mu się na to pozwala. Autorka ma prawo to przerwać, wymagać, żądać. Nie ma tylko prawa poniżać, dręczyć, wyśmiewać. Musi być kiedyś ten pierwszy raz, kiedy ktoś poniesie konsekwencje swojego zachowania. Ale jeśli wiele razy my "pozwalała" na co innego bez konsekwencji, to wydaje mi się, że powinna PRZED daną sytuacją powiedzieć ("zagrozić"), że teraz nie przyjmujesz żadnych nieuzgodnionych zmian, a jeśli będą - będzie musiał to odkręcić. Bo skoro to jest "dziecko", to trzeba jak dziecku. Wszelkie trwanie w złości najbardziej niszczy autorkę. Sprawa ciągle rośnie i za jakiś czas stanie się wielka i nie do przebaczenia.
                      Nie wiem co bym w tej sytuacji sama zrobiła. Gdyby mi na tej relacji nie zależało bardzo BARDZO, gdybym nie miała siły już tego znosić i bałabym się, że kiedyś wybuchnę i zrobię większą krzywdę, gdybym wcześniej już wyraźnie zagroziła konsekwencjami itp. to pewnie kazałabym „mu” to zmienić licząc się, że to koniec naszego związku. Jednak jeśli to jest mąż, dzieci i człowiek tego nie chce, bo kocha i nie widzi siebie w innej rzeczywistości, to jednak bym po raz ostatni zostawiła tę sprawę i zapowiedziała że to ostatni raz. I nie dlatego, że nie mamy prawa walczyć o swoje, ale dlatego, że tu za bardzo grają emocje. Emocje nie powinny być na pierwszym miejscu, bo one miną, a wtedy zostajemy tylko ze swoją decyzją. Można mieć potem kacasmile
                      • nvv Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 20:42
                        Aż mnie głowa już rozbolała od tego myślenia o tych związkowych problemach, itd.
                        Powiem Wam, kochani, że życie singla nie jest takie złe, z nikim teraz żadnych kompromisów, żadnych kłótni, cisza, spokój, luz-bluz. Zen.
                        A Wy się tam męczcie z partnerami i główcie się jak te wszystkie problemy składać, jak coś powiedzieć aby nie urazić, jak ciągnąć linę aby nie przeciągnąć za bardzo na swoją stronę, aby nie urwać, itp. tongue_out

                        Ale fajna dyskusja, może jeszcze wrócę do niej jak dojdę do siebie. ;P
                    • mama_dorota Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 21:36
                      Bo pytanie chyba zasadnicze jest takie:
                      chodzi o to, żeby zaoszczędzić, czy aby mąż zmienił swoje nawyki?

                      Niby to samo, a jednak chyba nie. Najpierw myślałam, że chodzi o oszczędzanie, ale nie spotkałam ze strony podchwycenia sprawdzonych pomysłów, za to przybywa skarg na męża.
            • malwi.2 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 19:33
              miłość miłością, ale jak nie ma co do garnka włożyć to miłość pryska

              jak się związek buduje na miłości jedynie to szybki rozwód można przewidywać
              • zosiaonline Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 21:01
                Figlarne forum, a potomek mi nadal nie zasypia....wink
                • malwi.2 Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 22:07
                  Oooo mój też długo walczył ze snem, ale właśnie padł smile
            • mama_dorota Re: jak nauczyć kogoś oszczędzania? 21.01.13, 21:30
              Chyba źle się wyraziłam. Myślę, że trzeba znaleźć jakieś rozwiązanie, które tej miłości nie zabije. Ja swoje znalazłam. Umówiliśmy się, że odkładam co miesiąc określoną kwotę ze swojej wypłaty i ona jest nie do ruszenia, chyba że razem uzgodnimy, że na coś trzeba wziąć trochę pieniędzy i to mi wystarcza. Nie chodzę i nie pilnuję nikogo na każdym kroku. Każdy musi mieć wolność. Wtedy musi starczyć to, co zostaje.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja