papaziu
15.01.13, 23:21
Napisze wprost- moj maz nie umie oszczedzac. Gada o tym co chwile ale nic z tego nie wychodzi i zaczna mi to bardzo przeszkadzac.
Przedstawię Wam nasza sytuacje: mieszkamy za granicą, mamy 1 dziecko, pracuje tylko mąz, ja od pol roku nie mam zadnych dochodow, odkad skonczyl mi sie platny urlop macierzynki. Do pracy nie moglam wrocic, bo pracodawca nie zgodzil sie na pol etatu. Powodzi sie nam powiedzmy srednio- nie martwie sie czy bede miala za co zaplacic rachunki, ale odłozyc tez zbytnio nie ma z czego.
Nie mam na razie mozliwosci podjecia normalnej pracy, bo nie mam z kim zostawic dziecka. Na żlobek mnie nie stac, nikogo do pomocy. Ale od kwietnia sie to zmieni i najprawdopodobniej zaczne znow pracowac. [ tak gwoli wyjasnienia, dlaczego nie znajde sobie jakiejs roboty]
Jedyna opcja aby miec wiecej pieniedzy to oszczedzanie. Niestety oszczedzam tylko ja. Wyroslam w rodzinie, w ktorej pieniedzy zawsze brakowało, a mimo to dalismy rade. Oszczedzanie mam wiec we krwi i dla mnie to nie problem zaplanowac zakupy wczesniej, kupic taniej, wykorzystac kupony np na mleko dla małej. A moj mąż? On jedzie do jakiegos marketu- bierze wszystko jak leci, nie patrzy na ceny, albo kupuje cos " bo była promocja". Albo- dostalismy zaproszenie na impreze u znajomych, wiadomo, ze bedzie trzeba kupic wodke. Ja bym pomyslala juz o tym w tygodniu- jezdzi sie tu i tam i przeciez mozna zajechac do sklepu z niskimi cenami alkoholi, a nie w sobote kupowac flaszke w osiedlowym sklepie, gdzie jest powalająca przebitka. To samo mamy z oszczedzaniem na pradzie/ gazie itp.
Ja gasze po sobie [ i po nim] swiatlo, wylaczam tryb stand-by, myje naczynia z korkiem w zlewie, pluczę zimną lub tylko lekko ciepłą wodą. On natomiast potrafi puscic wodę i isc po garnek z resztkami jedzenie, wyrzucic te resztki i dopiero dojsc do zlewu [ woda oczywiscie nie zakrecona]
Szlag mnie trafia, bo nie oczekuje przeciez od niego, ze bedzie zbieral butelki, grzebal po smietnikach czy siedział po ciemku całymi dniami... chodzi mi o małe sprawy, ktore po wcieleniu w zycie mogą nam naprawdę podreperowac domowy budżet.
Dodam tylko, ze nie jestem jakąś maniaczką co żaluje grosza na wszysko- zaakceptowalam pomysł kupienia PS3, bo mąż o tym marzył i moglismy sobie na niego pozwolic. Nie powiedzialam, ze dla mnie to strata kasy, choc tak uwazam [ ja sama z siebie nigdy bym takiego sprzetu nie kupila], chcial kupic dobry tv- kupilismy po przeanalizowaniu ile mozemy za niego dać [ mi by wystarczył tanszy model].
Nie wiem jak do niego dotrzeć, bo niby on wie, ze powinnismy oszczedzac. Nie szasta tez pieniedzmi na prawo i lewo, tylko wg mnie wydaje je w bardzo glupi sposob. przykladowo-Kupilismy komputer- doplacal ekstra pieniadze za przesylke by dotarlo to do niego na drugi dzien, a nie za 3 dni. Kiedys wyrzucil fileciki z piersi z kurczaka bo "kto to bedzie jadł" - zamarłam jak mi o tym powiedział!]
Nie wiem czy dam rade go tego oduczyc... Bo jak zmienic czyjes podejscie do swiata? Jak mam sprawic, zeby zaczal myslec, ze mała zmiana w zachowaniu naprawde moze tak wiele odmienic?
Jest wsrod Was ktos, kto nauczyl sie zyc oszczednie? Da sie tak w ogole?