Na wszelki wypadek

23.02.13, 17:26
Oszczędzacie, bo za pół roku czy rok możecie stracić pracę, albo jest groźba, ze zarobli spadną? Ja tak. Wobec tego, ze część pracy jest na umowę czasową, zawsze boję się, ze nie przedłużą - a gdy prawdopodobieństwo czegoś takiego wzrasta, zaczynam ciąć wydatki.
Ale pow ielu, wielu latach zaczynam także miec dosyć. Stale żyję na znacznie nizszym poziomie, niz bym mogła, rezygnuję z rzeczy, na których mi zalezy - na przykład w tym roku z wyjazdu do Londynu. Mam nieco większe poczucie bezpieczeństwa i o wiele mniej radości z życia.
Zastanawiam sie, czy nie przestać być osobą rozsądną i nie zacząć wydawać pieniędzy, póki je mam. Bo teraz nie wydaję jak mam - na wszelki wypadek, a jak będę miała mniej, to nie wydam tym bardziej. I koło się zamyka.
    • linn_linn Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 17:43
      Wydac teraz i pozyczyc w razie czego potem? Zreszta jest juz podobny watek. No i musisz z tego Londynu rezygnowac?
      • verdana Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 17:48
        Oczywiście, ze nie muszę, na tym polega problem. Mogę w tej chwili wydać te pieniądze z palcem w nosiesmile Ale gdy sobie myślę, ze w przyszłym roku teoretycznie mogą mi w jednym miejscu nie przedłużyć umowy, a trzeba będzie płacić za studia syna - to nie jestem w stanie wydać pieniędzy na swój wyjazd.
        • linn_linn Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 18:15
          Jednak pojedz: zgodnie z rada nizej.
          • asianarciarka Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 18:59
            Do przyszłego roku to mogą w jednym miejscu nie przełużyć umowy, a w 2 innych miejscach zawrzeć nowe umowy. Do tej pory to już o wydatku na Londyn zapomnisz. Oczywiście, że warto miec oszczędności. Ale jednoczesnie w dzisiejszych czsach nie ma czegoś takiego jak pewność pracy (poza nielicznymi wyjątkami).
    • manahmanah77 Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 18:03
      Nie dostaniesz jedynie słusznej odpowiedzi. Są tacy, dla których jakiekolwiek zbędne wydatki to objaw braku rozsądku, są tacy, dla których jakiekolwiek oszczędzanie nie ma sensu.

      Mogę tylko powiedzieć, że ja odkładam pieniądze wyłącznie celowo. Odkąd cele są zrealizowane (znaczy, mam odłożone tyle, ile zaplanowałem) to zamiast pompować je do nierealnych rozmiarów, nadmiarowe środki przeznaczam na to, co doraźnie wydaje się dobrym pomysłem, sprawia radość itp. Jeśli za mocne przykręcanie śrubki wywołuje u Ciebie bunt, spróbuj jak ja.
      Z wyjazdu do Londynu bym nie rezygnował na pewno! A syn w razie czego może sam popracować, postarać się o kredyt studencki, uśmiechnąć do dziadków (jeśli ma) - opcje są różne, niekonieczne związane z Twoimi wyrzeczeniami.
      • verdana Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 18:34
        Nie, naprawdę uznać, ze syn ma na pierwszym roku zarobić na studia, bo ja chcę do Londynu - to dla mnie absurd. Nie mówiąc już o braniu od dziadków.
        Jeśli pojadę, to na studia starczy, ale być moze kosztem innych wyrzeczeń.
        • manahmanah77 Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 18:38
          Ależ ja nie chcę Ci "przy okazji" wypominać, że syn ma się sam utrzymywać i zarabiać na studia.

          Wcale nie ma, jeśli Ci to pasuje, to mu pomagaj - ja np. mam taki zamiar (choć nie mam zamiaru kupować dzieciom mieszkań).

          Chciałem tylko wskazać na to, że nawet jeśli tfu, odpukać, zmniejszy Ci się dochód, to są różne wyjścia z sytuacji, a nie tylko siąść, płakać i wymawiać sobie, że gdyby nie ten Londyn, gdyby nie Londyn...
    • marzeka1 Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 18:07
      W sumie wiele lat mnie to hamowało podobnie jak Verdanę, byłam "tą rozsądną"- ale od jakiegoś czasu (od 2 lat żyję bez żadnego kredytu)- robię sobie przyjemności- lepsze kosmetyki, pyszne jedzenie; ale i tak z tyłu głowy "pamiętaj, syn od października zaczyna studia" big_grin
      Na razie rozwiązała to tak: wydajemy na przyjemności, ale zawsze odkładamy, a moglibyśmy odkładać więcej, ale wtedy pozbawilibyśmy się przyjemności.
      • asianarciarka Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 18:54
        Jeśli chodzi o te studia to pytanie podstawowe brzmi - studia w miejscu zamieszkania czy zwiazane z wyprowadzką?
        Bo jeśli w miejscu zamieszkania i niezwiazane z koniecznością jakiejś inwestycji na wstępie (jakieś artystyczne/architektura itp.) to nie widzę konieczności jakiegoś specjalnego długotrwałego oszczędzania. Bo wtedy w stosunku do LO to różnica "na wejsciu" jest minimalna.

        Poza tym wydaje mi się, że taki normalny wyjazd do Londynu (z w miarę tanim spaniem i lotem tanimi liniami) nie będzie kosztował więcej niż maturzysta mógłby sobie zarobić np. przez 2mce długich wakacji między LO a studiami - gdyby się okazało, że sytuacja rodziny istotnie się pogorszyła.
        • verdana Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 23:49
          Studia na miejscu, ale drogie.
          To nie chodzi tylko o Londyn i studia, ale o to, ze budzi sie u mnie jakaś świadomość, ze trzeba oszczędzać i nie można swobodnie wydawać pieniędzy.
    • koronka2012 Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 18:42
      A dlaczego nie pomyślisz, że jak ci odpadną dodatkowe zlecenia, to różnicę mógłby pokryć mąż, żebyście nie musieli zaciskać pasa? czemu tylko ty zaprzątasz sobie głowę podwyższaniem stopy życiowej i rezygnujesz z czegoś, co jest dla ciebie ważne?

      Mam podobnie, tzn. jakieś dziwne poczucie winy jak wydaję większe pieniądze. tymczasem życie jest jedno, niepostrzeżenie upływa i trzeba z niego korzystać póki można.

      Od pewnego czasu uczę się mozolnie robić sobie przyjemności - małe i duże. Zaplecze finansowe mam wystarczające na dłuższy czas, staram się go nie naruszać, ale też nie odmawiam sobie w imię tego, co może się zdarzyć. To jest błędne koło, złapałam się na myśli, że przecież nigdy nie będę miała dość kasy żeby przestać się bać "czarnej godziny". Ale czy mamy żyć pod dyktando najgorszego scenariusza???
      • marzeka1 Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 18:50
        "To jest błędne koło, złapałam się na myśli, że przecież nigdy nie będę miała dość kasy żeby przestać się bać "czarnej godziny". Ale czy mamy żyć pod dyktando najgorszego scenariusza???"

        - miałam to samo smile ba, moja mama została wdową, gdy miała 40 lat i w okolicy 40 na dodatek miałam czarne myśli, że mnie to też spotka i jak ja sobie poradzę jako wdowa z 2 synami- starszno-śmieszne jak patrzę z perspektywy.
        Dla mnie ratunkiem stało się właśnie robienie sobie przyjemności, bo oszalałabym, gdybym tylko skupiała, ze na oszczędzaniu, bo "przyjdzie ta godzina".
        • anula36 Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 20:20
          Ja z kolei mam odwrotnie, rozsadna bylam za mlodu, a teraz wlos siwieje, karta kredytowa szalejesmile
          • agusiaki Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 21:44
            Podoba mi się Twoje podejście smile

            Umartwiać to się będziemy na starość - powiedziała ta, która właśnie zapisała się na drogie studia podyplomowe a umowa też tylko na rok wink
      • verdana Re: Na wszelki wypadek 23.02.13, 23:50
        Nie, mąż nie zarobi więcej, to ja raczej jestem od tego, aby utrzymywać rodzinę. Po prostu tak jest, mnie łatwiej zarobić , co nie znaczy, ze pracuję więcej.
        • alfa36 Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 00:15
          Taka swiadomość obudziła się rownież w moim mężu. To pewnie nie jest dobre, a z drugiej strony to poduszki finansowej nie mamy (mamy nowy dom, wciąż cos dokupujemy/robimy) a to co mamy ponad wydajemy na wyjazdy (ale bez szalenstw). No i M powiedział stop, albo wczasy rodzinne albo nasza wycieczka... akurat też do Londynu. Ta wycieczka bardzo okazyjna (spore dofinansowanie z pracy) i z żalem, ale jednak odpusciłam. Tym bardziej, ze chcę zwyczajnie nieco posiedziec w swoim domu (wczasy i wycieczka rowna się cały urlop poza domem).
        • koronka2012 Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 13:16
          Każdy może dorobić jak trzeba.

          Trochę to dziwne, że teraz to kobiety czują powinność szukania dodatkowej pracy, żeby polepszyć byt rodzinie. Nawet jak łatwiej dorobić kobiecie - czy facet ma się czuć zwolniony z myślenia co zrobić żeby starczyło? jakoś to tak zabrzmiało, jakby był tylko jeden scenariusz - albo kobieta dorobi, albo trzeba będzie zacisnąć pasa.
          • verdana Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 13:26
            Bo tak własnie jest. Mnie łatwiej znaleźć pracę i jestem lepiej opłacana. Nie widze nic w tym dziwnego, ze kobieta czuje się odpowiedzialna za utrzymanie, skoro ma lepsze możliwości dorabiania. Płeć nie ma tu nic do rzeczy.
            Facet pracuje dłużej, też dorabia, ale nie mam zamiaru dla pieniędzy zajeździć faceta tak, aby pracował 24 godziny na dobę.
    • marianna1970 Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 08:04
      Oszczędzanie nie równa się obniżeniu poziomu życia, jeżeli dla kogoś sensem życia jest kupowanie kolejnego gadżetu, grata do domu wydawanie pieniędzy to dziekuję teraz panuję cywilizacja konsumpcji Dla mnie oszczędzanie jest kupowaniem sobie wolności finansowej brakiem życia w strachu że cię zwolnią że zabraknie ci pieniędzy
      • verdana Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 09:19
        Oszczędzanie nie jest obniżeniem poziomu życia dla ludzi bardzo dobrze zarabiających, których stać na wszystko i mają już wszystko. Dla których oszczędzanie, to jest niekupowanie kolejnego gadżetu, a nie rezygnacja z wakacji na przykład, z teatru, czy w skrajnym wypadku - z kupowanie rzeczy potrzebnych, acz niekoniecznych - lepszego jedzenia, nowego ubrania, mebli, które się rozwalają.
        Chyba nie bardzo rozumiesz, co oznacza termin "oszczedzanie".
        • katja75live Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 13:44
          Verdena, Twoj problem nie jest 'dziwny'' i odosobniony. Powiem Ci z perspektywy kogos, komu sie poziom zycia obnizyl. Ja cale lata oszczedzalam, bo zeby bylo na czarna godzine, nie umialam wydawac, niby mnie nie bylo potrzebne etc. Pozniej sie rozwiodlam, oszczednosci pozwolily mnie na usamodzielnienie sie, kupno mieszkania (zfinansowane w wiekszej czesci z wlasnych srodkow ) i paradoksalnie, zamiast sie cieszyc bo ''dobrze ze oszczedzalam", zaluje ze wtedy gdy mialam srodki to nie umialam z nich korzystac.
          Teraz juz wiem, ze prawdopodobnie dlugo, albo nigdy nie bedzie mnie stac na wiele rzeczy, ktore wtedy z latwoscia moglam zfinansowac, drogie wyjazy, ubrania z najwyzszej polki itp. Takze zajule, ze jak mnie bylo na to stac, to z tego nie korzystalam.
          Teraz sklaniam sie raczej za tym, aby mimo wszystko nie odkladac fajnych spraw na potem, bo to potem moze nigdy nie nadejsc. Jakis trzeba znalesc ''zloty srodek'', ale generalnie raczej korzystac z zycia, niz odkladac na czarna godzine.
          • verdana Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 16:48
            No własnie, coraz bardziej skłaniam się do przyznania Ci racji. Tym bardziej, ze ja już nie jestem taka młoda, więc jeśli nie zdecyduję się zrobić czegoś teraz, to nie mam juz całego życia przed sobą.
            I na tym to własnie polega - że stale oszczędzając "na wszelki wypadek" traci sie jednoczesnie wiele fajnych spraw, bo kiedy wypadek nadejdzie, to pieniędzy też nie przeznaczy się na nic przyjemnego.
      • manahmanah77 Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 15:01
        Zauważ, że nawet jeśli nie obniżasz poziomu życia, to go też nie podwyższasz, a na to właśnie mogłyby pójść pieniądze przelewane na lokatę.

        Oszczędności naszych babć często brały się  tego, że ubrań nie kupowały, sprzęty domowe i meble jeszcze od czasów wesela, a w łazience mydło "Biały Jeleń". Im to wystarczało, bo miały inne oczekiwania od życia. Ja nie chcę wpaść w te tory i za dwadzieścia lat obudzić się z wypchanym kontem i poziomem życia A.D. 2010.
        • mlodyniedowziecia Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 18:19
          Tak, bo najbogatszy jest ten, który nie ma pragnień.
          Tylko, że teraz trochę inny świat ( czy nasze babcie jeździły do Londynu). Sprzęty były też trwalsze bo obliczone na pokolenia, a nie do następnej zmiany gustów trendseterów.
          Poza tym nasze babcie nie miały pragnień jak już były babciami, wcześniej po prostu nielicznych było stać na ciągle zmiany w wystroju domu, podróże samochody itp.
          Verdano. Jak się już nazbiera to warto trochę poluzować i zaszaleć. Ja mając podobne problemy co Ty, rozwiązałem to tak. Nie sprawiam sobie przyjemności ot tak sobie, ale razem z innymi - wyjazd na narty z dziećmi. Ciągle zresztą łatwiej mi wydać 1000 na nowe narty dla dziecka niż dla siebie.
          Drugi sposób to nagrody. Kupię sobie coś, gdy zrobię lub osiągnę coś ważnego (np. gdy spłacę kredyt hipoteczny na letni dom to kupię sobie sportowy samochód, jak zdam kolejny certyfikat to pojadę na miesiąc do Francji). Takie przyjemności połączone z zarządzaniem poprzez cele.
          Wtedy mi nie szkoda bo wiem, że zasłużyłem.
          Zawsze też mam przed oczami słowa pewnej starszej pani skierowane do wnuczki - weź te norki, wprawdzie dopiero co je kupiłam, ale czuje że nie cieszą mnie tak jak cieszyłyby gdybym miała 20 lat.
          • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 18:31
            A, do Londynu to ja też miałam z dziecięciemsmile
            Słow astarszej pani - bezcenne. Tyle, ze to ja już jestem starsza paniąsmile
          • black_halo Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 09:25
            > Poza tym nasze babcie nie miały pragnień jak już były babciami, wcześniej po pr
            > ostu nielicznych było stać na ciągle zmiany w wystroju domu, podróże samochody
            > itp.

            Pragnienia mojej babci: rower, zeby dojechac do pracy bo mieszkala na wsi, 2 km od miasta i ciezko bylo isc przez snieg z dwojka malych dzieci. Dostac material na sukienke, bo stare sie powycieraly i nie ma czegos porzadniejszego do kosciola. Zeby wystarczylo na buty dla dzieci. Pozniej: zeby podlaczyli telefon.
    • johana75 Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 08:43
      Ja do tej pory oszczędzałam. Nie dziele kasy na różne cele mam w jednym worku, a jak potrzeba to biorę. W zeszłym roku byłam w Irlandii (sama bez rodziny) stwierdziłam że mi sie należy w końcu to ja na nia zarabiam...w 90%
      Więc jestem za tym abyś pojechała do Londynu.
      W tym roku moga moje oszczędności zmalez do 0 słownie ZERO, a to dlatego że mam zamiar kupic wieksze mieszkanie i całośc rezerwy finansowej (no moze zostawie skromne 10 tys.) przeznaczyć na remont mieszkania. Mogłabym dalej gnieździć sie w 47m2, ale stwierdziłam że życie mam jedno.Jak nie teraz to kiedy? Boje się tej decyzji, bo zostane praktycznie bez pieniedzy...
      Znowu bedę musiała odnowić poduszke finansową, co wiąże się z oszczędzaniem, a moje auto jest sare więc dochodzi jeszcze zakup nowszego auta (dla wygody, bo w sumie nie potrzebuje).
      Jesli chodzi o pracę to moja jest dośc stabilna, myślę że na jesień powinnam dostac podwyżke (bo się dokształcam) zobaczymy. Pracuje za ganicą, a nie w Pl. umowe mam na stałe, chociaz tutaj to oznacza tyle ze mam 1 miesiąc wypowiedzenia i muszą podac przyczynę zwolnienia a ja moge się z nia niezgodzić ;p
    • coralin Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 11:54
      Też żyję na niższym poziomie niż bym mogła, ale nie rezygnuję z rzeczy, na których mi zależy. Lekką ręką wydaję na drogie podróże, kompletnie nie sprawia mi przyjemności kupowanie ciuchów. W efekcie coraz częściej te zakupy przedmiotów to udowadnianie, że sobie na nie nie skąpię, bo nie skąpię, ale są mi te rzeczy niepotrzebne.
    • wyihdia Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 18:04
      Złotym środkiem może być bufor na czas w którym pozostaniesz bez zarobku, przecież nie stracisz pracy na zawsze. Pompowanie go do niebotycznych rozmiarów mija się z celem i zabije radość życia.

      Jeśli masz taki bufor jedź do Londynu bez żadnych wyrzutów sumienia.
      • verdana Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 18:52
        Ależ ja nie stracę pracy - staracę najwyżej dodatkową pracę. Gdybym miała w perspektywie utratę pracy, to w ogóle nie myślałabym o jakichkolwiek zbędnych wydatkach. Bufor mam, oczywiście, ale problem w tym, ze jest to bufor na "przezycie", a nie na przyjemności. Nie jestem w stanie wyzbyć się takiego myślenia.
        • incredibilmente Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 19:08
          Verdano,
          ale dlaczego Wy jako rodzice bierzecie na siebie finansowanie studiów syna w całości?
          Syn po maturze będzie miał przecież 3 mce wolnego - dlaczego więc nie miałby przez co najmniej 2 mce zarabiać na swoje potrzeby?
          Pamiętaj, że masz prawo do swoich przyjemności i cieszenia się życiem; zamierzam zacząć myśleć o sobie po 80-tce?smile
          A synowi dobrze zrobi, jeśli pomyśli o zarobieniu na część swoich wydatków.
          Nie jestem za matczynym poświęcaniem się dla dobra dzieci - popieram zdroworozsądkowe pomaganie dzieciom, ale i wymaganie od nich odpowiedzialności.
          • verdana Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 22:13
            Na pewno nie na pierwszym roku. Uwazam, ze na pierwszym roku student może sobie dorabiać, a aby opłacić studia i mieć coś dla siebie, syn musiałby znależć pracę albo dobrze płatną, albo bardzo absorbującą. Wtedy po prostu studia tracą sens.
            Może i zarobi coś w wakacje, ale raczej na swoje wydatki na studiach,a nie na studia.
            Nie mówiąć juz o tym, ze w przypadku Polski i dzisiejszych warunków, uwważam, ze rodzice, których na to stać, raczej powinni finansować studia, a nie uznać, ze to fanaberia.
        • wyihdia Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 21:00
          A więc bufor na przeżycie już masz i nadwyżkę możesz bez oporu wydać czy zainwestować. Życie jest jedno, ja tam jestem za Londynem.
          • kklekss Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 21:53
            Wybacz, że to napiszę ,ale nie nadeszła dla ciebie jeszcze czarna godzina i jedz do tego Londynu.Biedna nie jesteś i nie marudz i nie użalaj sie nad sobą.
            • verdana Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 22:14
              Toteż o to chodzi, ze nie nadeszła, świetnie o tym wiem, a jakoś nie mogę sie zdobyć na wiekszy wydatek!
              • miedzymorze Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 23:20
                To podziel ten wydatek przez wszystkie lata kiedy nie wydatkowałaś na siebie i się okaże, że wcale taki duży nie jest. Jeśli czujesz że masz dosyć niewydawania, to pojedź, zanim wpędzisz się w rozgoryczenie i matkopolskie poświęcenie. A jak studia są faktycznie takim dużym obciążeniem finansowym dla rodziny, to może jednak niech syn wybierze inne ? Albo syn może iść na rok do pracy, żeby wszystkim było łatwiej. W kamasze go już nie wezmą wink

                pozdr,
                mi
          • levivia Re: Na wszelki wypadek 24.02.13, 22:15
            Chyba pierwszy raz tu piszę, ale dylemat tak bardzo znany że zdecydowałam się udzielić smile
            W życiu sporo oszczędzałam na wszystkim poza podróżami. Nie żałuję! pierrwsze mieszkanie kupiłam i sprzedałam nie do końca wykończone. smile Fryzjer, kosmetyczka, super restauracje nigdy mnie nie pociągały. Świat się od tego nie zawalił, mieszkanie było zawsze czyste, to najważniejsze.
            Moją ambicją jednak było nie branie lub branie jak najmniejszych kredytów /zaczynaliśmy z męzem od zera, bez żadnej pomocy. W pewnym momencie, po ur się dziecka i w związku z pracą kredyt na większe mieszkanie w lepszym miejscu był koniecznością......
            Gryzłam się wtedy, że "co jeśli czarna godzina nastąpi"
            I wtedy mój kolega, któremu niestety życie przyniosło najczarniejszą możliwą godzinę w postaci choroby dziecka i wszystkiego, co za tym idzie powiedział, że nie żałuje kredytów, bo dzięki niemu spędzili wspaniale parę lat. A teraz zapowiadają się cięzkie dni. Ale zawszepamięta jak może jeszcze być i co widział w życiu.

            Ja ciągle walczę ze sobą. Czy nadpłacić kredyt, żeby niedajboze dziecku go nie zostawić jakby niedajboze to czy tamto itd. Czy zabrać dziecko na wakacje dziś i niech zna nas roześmianych a nie zmęczonych ciągła pracą... Dużo łatwiej było mi decydować, gdy byłam tylko ja i mój mąż i nie trzeba było myśleć o przyszłości dziecka. Teraz ciągle odzywa się we mnie matka Polkasmile
            Rzpisałam się i ni epomogłam w decyzji pewniesmilesmile Pozdrawiam.
            • skarbonka-bez-dna Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 08:47
              jedź Verdano, jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że przepuścisz tam majątek, no chyba że w wydatkach musisz uwzględnić podarki dla rodziny królewskiej;P

              Mam tylko pytanie o studia - skoro syn idzie na pierwszy rok to miałby szanse na bezpłatne chyba? Nie dostanie się? W to też mi się nie chce wierzyć;P A jeśli są wątpliwości to może warto teraz inwestować w korki? Albo poszukać odpowiednika kierunku na państwowej uczelni jeśli to prywatna ma byc... no chyba, że to jakieś polsko -japońskie grafiki, to faktycznie da Ci po kieszeni;/
              • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 09:03
                Ależ ten Londyn to tylko symbol - zreszztą dla mnie to spory wydatek, nie da się ukryć.
                Syn nie dostanie się na państwowe studia na 80%. W korki inwestujemy, oczywiście, ale akurat tam jest sporo chętnych, a syn nie jest dobry w wypełnianiu testów, a z matematyki jest denny. Nie ze swojej winy. Jakby się nie uczył teraz, to grosza bym nie dała, ale naprawde sie stara, jest inteligentny, ale dysleksja mu jednak przeszkadza.
                Jesli mam płacić za prywatne studia, to za renomowaną uczelnię, a nie za uczelnię, gdzie się udaje, ze sie studiujesmile
                • to-wlasnie-ja Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 10:41
                  Jedz do Londynu. Potraktuj te wycieczke tez jako forme terapii , przelamanie sie w mysleniu- wydaje kase , a jak nie przedluza umowy? Pomysl- wowczas poszukam innego miejsca pracy i juz.
                  W zyciu oprocz tony rozsadku- to masz, liczy sie tez gram szalenstwa . Pozwol sobie na to.
                  • triss_merigold6 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 11:12
                    Zasugerowałabym przerzucenie myślenia czy mnie na to stać i co będzie, gdy... na dorosłe dzieci.
                    • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 11:40
                      Dorosłe same się o siebie troszczą. A przerzucenie myślenia na 18-latka "czy będę mógł studiować, jesli rodzice nie zapłacą" jakoś mi nie leży. Wydaje mi się, ze jednak, skoro mnie stać, to mam moralny obowiązek zapewnienia chętnemu młodemu człowiekowi możliwości studiowania.
                      • black_halo Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 12:25
                        Nie dostac sie dzisiaj na uczelnie panstwowa to jest duza sztuka. Twoj syn jest z rocznika nizu, na wielu wydzialach obleganych 10 lat temu dzisiaj jest drugi nabor. Moja siostra oblala za pierwszym podejsciem podstawowa matematyke (sic!) a za drugim miala chyba 45% wiec tyle co nic. W drugiej rekrutacji dostala sie na zarzadzanie i ekonomie, rok pozniej zaczela jeszcze socjologie. Z zarzadzania zrezygnowala, teraz robi studia drugiego stopnia finanse i bankowosc na UW. Nie miej tez zludzen, ze na Kozminskim czy cos w tym stylu czlowiek sie uczy wiecej niz w wyzszej szkole gier i zabaw w koziej wolce. Uczy sie ten kto chce sie uczyc a ten kto nie chce to po prostu bedzie mial dyplom bo zaplacil.

                        Za czasow studenckich trudnilam sie pisaniem egzaminow za leniwych studentow na uczelni prywatnej; niby renomowanej. Jak zobaczylam zestaw zadan na egzamin z matematyki to musialam naprawde ostro ze soba walczyc zeby nie parsknac smiechem, my podobne zadania mielismy na wejsciowkach. Wejsciowka to takie cos do czego czlowiek musi sie sam przygotowac przed zajeciami. Np. po wykladzie przyjsc na cwiczenia i wiedziec jak pomnozyc macierze. I zaliczyc wejsciowke.
                        • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 12:30
                          Akurat na ten wydział jest nadal tłok. I dostać sie trudno. Owszem, dostać sie na cokolwiek jest latwo, tylko po co studiować cokolwiek, tylko dlatego, zę są miejsca?
                          Koźmiński jest b. dobrą uczelnią, nawet profesorowie SGH przyznają po cichu, ze być moze lepszą niż SGH, nie mówiąc juz o tym, ze jest jedną z niewielu uczelni o międzynarodowej renomie i 90% zatrudnieniu absolwentów. I naprawdę, w dobrej uczelni człowiek nauczy się wiecej niz w podrzednej, gdzie wszyscy, łącznie z kadrą, olewają zajęcia.
                          Ps. Syn nie wybiera sie do Koźmińskiego.
                          • malwi.2 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 12:50
                            Owszem, dostać sie
                            > na cokolwiek jest latwo, tylko po co studiować cokolwiek, tylko dlatego, zę są
                            > miejsca?

                            popieram

                            pamiętam, że za moich czasów bardzo oblegane były studia z psychologii - kilkanascie osób na miejsce
                            wierze, że sa kierunki, gdzie tłum chetnych jest ogromny, i niekoniecznie ci co sie dostają na nie to są to ludzie co mają do tego powołanie/zdolności, ale dostają sie dlatego, że sa to studia na topie a oni sa geniuszami

                            • astrum-on-line Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 13:05
                              A o tych psychologów teraz się pracodawcy wręcz zabijają. Zresztą od wielu lat.
                              • z17 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 13:58
                                astrum-on-line napisała:

                                > A o tych psychologów teraz się pracodawcy wręcz zabijają. Zresztą od wielu lat.

                                To żart, czy Ty tak na poważnie?

                                Tłumy walą na kierunki, po których niekoniecznie jest praca i kasa. Czasem jest wręcz dokładnie przeciwnie, czego dowodem nieustająca fascynacja studiowaniem dziennikarstwa. Czym to się kończy można sobie przeczytać tutaj
                                • astrum-on-line Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 21:28
                                  myślałam że ironię czuć na kilometr.....
                                  • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 21:33
                                    W tej chwili nie ma żadnych studiów, po których można byc pewnym pracy. Młodzi znajomi inżynierowie szukają pracy tak samo jak młodzi znajomi socjologowie.
                                    Jeszcze parę lat temu radzono zarzadzanie i prawo. I ludzie poszli, bo sadzili, zę to dobre kierunki. I co?
                                    Więc już lepiej iść na to, co człowieka interesuje.
                                    • astrum-on-line Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 21:40
                                      Więc już lepiej iść na to, co człowieka interesuje.

                                      A owszem. Ale zastanowić się nad ładowaniem w to kasy.
                                      • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 22:08
                                        Kasę ładuję w wykształcenie, nie naukę zawodu.
                                        • astrum-on-line Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 03:40
                                          Kasę ładuję w wykształcenie, nie naukę zawodu

                                          Raczej w hobby.

                                          A inwestowanie w wykształcenie a nie naukę zawodu to taki ładny dziewiętnastowieczny mit który ma się dalej bardzo dobrze. Patrząc na moich znajomych to lepiej radzą sobie ci którzy mieli ciekawe hobby, poznali świat i umieli pogadać z ludźmi i nauczyli się czegoś konkretnego niż ci którzy studiowali dla zdobycia wykształcenia.
                          • z17 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 13:52
                            verdana napisała:

                            > Koźmiński jest b. dobrą uczelnią, nawet profesorowie SGH przyznają po cichu, ze
                            > być moze lepszą niż SGH, nie mówiąc juz o tym, ze jest jedną z niewielu uczeln
                            > i o międzynarodowej renomie i 90% zatrudnieniu absolwentów.

                            Niestety to nieprawda. Ale przynajmniej pijar mają skuteczny.
                            • ofelia1982 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 22:40
                              Jako absolwentka SGH muszę się zgodzićtongue_out
                              Sorry, ale poziom na mojej uczelni (mówię tylko o studiach dziennych) to naprawdę co innego niż Koźmiński, bez jaj
                      • malwi.2 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 13:05
                        Wydaje mi się,
                        > ze jednak, skoro mnie stać, to mam moralny obowiązek zapewnienia chętnemu młod
                        > emu człowiekowi możliwości studiowania.

                        mam wrażenie, że niektórzy boja sie pomagac finansowo studiujacym dzieciom, bo wydaje im sie ze przez to doprowadzą do tego, że dziecko bedzie mało samodzielne w przyszłości, ale według mnie samodzielności, zaradności to sie młody człowiek uczy całe swoje młode życie (podstawówka, liceum) a nie podczas studiów pokazując, ze sam na siebie zarobi i to czy sie pomaga finansowo na studiach czy nie nie ma juz dużego znaczenia

                        jak sie w dziecko od najmłodszych lat wierzy to ono sobie w zyciu poradzi - tak mi się wydaje
                      • kosheen4 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 13:13
                        verdana napisała:

                        > Dorosłe same się o siebie troszczą. A przerzucenie myślenia na 18-latka "czy bę
                        > dę mógł studiować, jesli rodzice nie zapłacą" jakoś mi nie leży. Wydaje mi się,
                        > ze jednak, skoro mnie stać, to mam moralny obowiązek zapewnienia chętnemu młod
                        > emu człowiekowi możliwości studiowania.

                        cóż, jeśli pewnego dnia nie nastąpi cud i nie nabędziesz w jakiś sposób szczypty zdrowego egoizmu, do usranej śmierci będziesz leżała pod moralnym obowiązkiem zapewnienia materialnego wsparcia potomkom na płatnych studiach a potem w nieopłacanej/nieopłacalnej pracy i innym tam mężom, wnukom i prawnukom, których potrzeby zawsze będziesz racjonalizować i realizować.
                        • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 14:52
                          Nie zapewniam już wsparcia starszym potomkom. Czy zdrowy egoizm polega na tym, ze mówię "Synu, miałam ochote na dziecko, to urodziłam, ale o studiach zapomnij, bo mi się odeciało na ciebie lożyć"?
                          • kosheen4 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 17:11
                            verdana napisała:

                            > Nie zapewniam już wsparcia starszym potomkom. Czy zdrowy egoizm polega na tym,
                            > ze mówię "Synu, miałam ochote na dziecko, to urodziłam, ale o studiach zapomnij
                            > , bo mi się odeciało na ciebie lożyć"?

                            od urodzenia do rozpoczęcia studiów mija cirka dwadzieścia lat, więc ten dramatyczny chwyt erystyczny jest jak dla mnie odrobinę nietrafiony.

                            nie jest dla mnie normą przechodzenie do porządku dziennego nad faktem wzięcia przez jedną osobę na głowę ciężaru utrzymania domu - na pewno nie w sytuacji, w której równocześnie ta osoba odczuwa dyskomfort i nie może się przełamać psychicznie żeby jechać do tego swojego Londynu, Paryża czy innej Genewy.
                            nie jest dla mnie normą zakładanie jednoosobowego parasola ochronnego nad rodziną kosztem żyłowania się przez lata.

                            a w sytuacji kiedy jakaś dysfunkcja uniemożliwia dostanie się na bezpłatne studia - tak, uważam że niczym strasznym nie jest zaplanowanie finansowania np. połowy edukacji, oraz udzielenie dziecku pomocy w zaplanowaniu dalszego opłacania. niestrudzenie przynosisz do domu wielkie i tłuste ryby, odrzucając możliwość żeby dziecko mogło chwycić za wędkę.
                            • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 18:34
                              Po pierwsze nie jednoosobowego, bo czcigodny małżonek pracuje, łoży i td.
                              Po drugie, oczywiście, że dziecię pewnie do pracy pójdzie na wyższych latach, tak jak poszły starsze, ale wątpię, czy sfinansuje za to studia. Znając zarobki moich studentów starczają akurat na typowo studenckie wydatki, nie na wydatki+czesne.
                            • mlodyniedowziecia Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 18:57
                              Moi rodzice od zawsze mieli podejście - jak dzieci studiują, to niech studiują, a nie robią tysiąc innych rzeczy (mam trójkę rodzeństwa). W związku z tym pracowaliśmy jak syn Verdany na przyjemności. Studia skończyliśmy wszyscy i nie należymy jak sądzę do specjalnych obiboków. Znam tymczasem sporo osób, które rozpoczynając pracę na serio i pełnoetatową (od wyższej szkoły lansu i bansu do SGH), po pół roku rzucały studia.
                              Wsparcie rodziców, w tym także finansowe, jest dla 18 latka niezmiernie ważne, bo każdy nastolatek potrzebuje pewności i świadomości, że istńieje ktoś, na kogo zawsze może liczyć.
                              Co do jednoosobowego wzięcia na głowę domu. Kiedyś pracował tylko facet i nikt się nie dziwił. Teraz coraz częściej jest tak, że to kobieta zarabia dobrze. Sporo zależy od wykształcenia i specjalności (pewnie więcej zarobi black_halo zjadająca macierze na śniadanie niż przeciętny abolwent kulturoznawstwa ) liczba godzin pracy ma tu często niewielkie znaczenie (bo jeden zarabia 200 zł za godzinę a inny 10).
                              Wydaje mi się, że warto się zgodzić iż nie wysokość poborów określa człowieka, ale inne cechy.
                        • malwi.2 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 19:01
                          ja czasem odnoszę wrażenie, ze na egoistów wyrastają nie te dzieci którym się pomagało w miarę możliwości, uwzględniając potrzeby, marzenia każdego członka rodziny, ale te które każda pomoc finansową od rodziców uzyskiwały z wielka łaską

                          bo dawanie, pomaganie uczy dawania, pomagania, całkiem to możliwe, ze Verdana dzis z Londynu zrezygnuje, a za 5 lat ten Londyn zafunduje jej syn z wdzięczności
                          • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 19:09
                            Ja w ogóle jednej rzeczy nie rozumiem. Rodzi człowiek dziecko dla własnej przyjemności, jak by na to nie patrzeć. I nie jest , do cholery, żadnym poświęceniem ani rozpuszczaniem dziecka łozenie na jego wykształcenie o ile nas na to stać. Jest po prostu mpewnym kosztem naszego wyboru życiowego.
                            Jak kogoś nie stać, to nie jestem za tym, aby sobie żyły wypruwać. Ale wykształcenie jest jedną z tych rzeczy, która jednak po prostu dziecku - chętnemu oczywiście - się nalezy w normalnej rodzinie. Nie jako specjalny dar szlachetnych rodziców, czy padającej na pysk matki, ale jako coś normalnego.
                            I jesli mam wybierać to , co JA wolę - to wolę syna na wymarzonych studiach niz wycieczkę.
                            • magutkowa Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 19:43
                              Jak nie ma noża na gardle to dzieckowa praca już na I roku może źle się skończyć. To czas na wdrożenie się, na nauczenie się uczenia samodzielnie i w dodatku bywają egzaminy-killery odsiewające (na tych obleganych kierunkach). BTW - jak się przyłoży na I roku, to ma stypendium od kolejnego, a teraz ma to się zmienić na jeszcze bardziej korzystny wariant.

                              Ale... czy braliście pod uwagę inny scenariusz - taki, że Młody się nie dostanie w tym roku na państwową uczelnię, więc spróbuje w kolejnym? Dawniej tak było, startowało się po 2 lub więcej razy. Ten czas może wykorzystać na innym, pokrewnym, mniej obleganym (państwowym) kierunku, gdzie po pierwsze też może być sporo rozwijających zajęć, a po drugie może coś potrzebnego zdać/zaliczyć i później mieć lżej. Strata 1 roku wydaje się pewnie czymś strasznym, jednak znam kilka przypadków, gdy ktoś stracił nawet i dwa, bo poszedł na wymarzone studia, które okazały się zupełnie niezgodne z wyobrażeniem i trzeba było zaczynać od nowa.

                              A co do zasadniczego tematu - jak nadejdzie ten moment, że stracisz drugą pracę okaże się, że jest coś innego. Albo wcale jej nie stracisz. Nie dość, że odkładasz na czarną godzinę, to sobie już ją wizualizujesz smile Ewidentnie zły dzień i tyle.

                              PS. To mój pierwszy post, dlatego taki długi wink Czytam Was już chyba z 5 lat.
                              • triss_merigold6 To może inaczej 25.02.13, 20:31
                                To może inaczej: nie mam nic przeciwko utrzymywaniu dziennych studentów pierwszych lat przez rodziców, obie z siostrą to miałyśmy zapewnione jako rzecz oczywistą. Natomiast mam mnóstwo przeciwko utrzymywaniu studentów za cenę dziadowania przez matkę. Kiedy my z siostrą byłyśmy na studiach moja matka nie pracowała, nie musiała i nie musiała odmawiać sobie wakacji czy kupna czegoś dla własnej przyjemności.

                                Verdano, poczytaj sama siebie i swoje posty na tym forum. Ciągle oszczędzasz, tyrasz w kilku miejscach, opisujesz swoje mieszkanie jako jakąś ruinę, kupujesz najtańsze buty, wyparłaś całkowicie jakiekolwiek potrzeby kobieco-estetyczne (fryzjer, jakieś zabiegi, ładne rzeczy, kosmetyki) i to wszystko w imię zapewnienia dzieciom edukacji.
                                Halo, edukacja dzieci tak, ale nie takim kosztem. Nie kosztem rezygnowania z własnych rzadkich przyjemności przez mocno dorosłą kobietę. Niech tatuś dzieciątek i same dzieci też pomyślą czy grają fair i czy aby na pewno studiowanie to jedyna rzecz do jakiej powinny się poczuwać.
                                Nie wyraziłabym zgody na płatne drogie studia i spoczywanie przez syna/córkę całkowicie na moim utrzymaniu, a w każdym razie nie po pierwszym roku studiów. Pierwszy rok mogłabym płacić, ale nie dłużej. Albo zarabia na studia w wakacje albo na swoje koszty utrzymania. Nie z biedy, tylko dlatego, że to IMO demoralizujące i demotywujące, zwłaszcza jeśli odbywa się to za cenę ponadnormatywnego wysiłku matki.
                                • verdana Re: To może inaczej 25.02.13, 21:09
                                  Mieszkanie jest ruiną, bo nienawidze inwestować w mieszkanie - po prostu. Jak mam kupić mebel to dostaję drgawek nerwowych. Jak mam kupić komputer drgawek nie dostaję, idę i kupuję. Po prostu.
                                  Nienawidzę zabiegów kosmetycznych, kosmetyków jako takich, fryzjera. Ubrania owszem, bardzo bym lubiła, gdybym mogła dostać coś na mój rozmiar. Jak dostaję, to kupuję. Nie będę sie maltretowała pójsciem do kosmetyczki, skoro to jawi mi się nie jako wyrzucanie kasy, ale jako zły sen. Mogę owszem, sporo dopłacić, zeby nie iśćsmile
                                  Do czego, Twoim zdaniem, powinien sie poczuwać 18-latek w III licealnej? Do zapewnienia mi srodków do zycia?
                                  Możesz nie wyrażać zgody na drogie studia, wolno Ci. Ja nie wyrazam zgody na płacenie za studia, na które syn będzie chodził w przerwie miedzy zajęciami i starał sie zaliczyć jak najtańszym kosztem, bo przecież z pracy do biblioteki nie puszczą. Praca - oczywiście, tak, ale raczej nie na pierwszym roku, a jesli juz - to taka, która nie przeszkodzi w studiach. Czy naprawdę sadzisz, ze teraz student pierwszego roku moze zarobić na swoje utrzymanie? Ciekawe, znam mnostwo studentów i zarabiają na swoje wydatki - nie na utrzymanie, bo to mało realne. No, chyba, ze się uważa, ze studia to zdobywanie papierka, ale wtedy taniej kupić na bazarze.
                          • kosheen4 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 19:40
                            > bo dawanie, pomaganie uczy dawania, pomagania, całkiem to możliwe, ze Verdana d
                            > zis z Londynu zrezygnuje, a za 5 lat ten Londyn zafunduje jej syn z wdzięcznośc
                            > i

                            cóż, z tym akurat może być pewien problem, ze względu na fakt że verdana hołduje raczej modelowi inteligenckiego dziadowania, w myśl którego pobieranie wykształcenia dla zyskania możliwości lepszych zarobków szybciej to rzecz raczej niegodna. nie chodzi o to, żeby dziecina po studiach miała z marszu lepszy start w (materialną) przyszłość, bo mamusia weźmie piąty etat i dorobi, a dziecku urabiać się po łokcie nie pozwoli, skoro dziecko chce zajmować się swoją dziedziną bardziej hobbystycznie niż zarobkowo. oczywiście, dziecko perspektywy zarobku ma, i za kilka lat zacznie zarabiać przyzwoicie - przy dobrych wiatrach stanie się to wtedy, kiedy samo będzie miało własną rodzinę - da capo al fine.

                            wnioskując po danych jakie autorka wątku udostępnia regularnie, Londyn (Paryż, Rzym, Compostela, sanatorium w Ciechocinku) będzie musiał obejść się bez wizyty verdany. chociaż może się mylę, a wręcz myliłabym się z przyjemnością.
                          • koronka2012 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 20:54
                            malwi.2 napisała:

                            > bo dawanie, pomaganie uczy dawania, pomagania, całkiem to możliwe, ze Verdana d
                            > zis z Londynu zrezygnuje, a za 5 lat ten Londyn zafunduje jej syn z wdzięczności

                            jest dokładnie odwrotnie - dawanie i pomaganie uczy jedynie brania i oczekiwania. Dzieci nie uczą się przez czyste naśladownictwo, ktoś kogo nie nauczono dawać, pozostanie biorcą do końca życia.

                            szczególnie jeśli ma się obraz matki, która latami nie sygnalizowała, że ma jakieś WŁASNE potrzeby. Verdana chciałaby jechać z dziecięciem - cool, ale skoro nie styka kasy, to czemu by nie miała jechać - o zgrozo - sama???? wyrwa w budżecie byłaby znacznie mniejsza i do przełknięcia.

                            Może kiedyś syn zafunduje - ale jak ktoś słusznie zauważył wyżej - to kwestia podejścia samej Verdany, zawsze znajdzie się ważniejszy wydatek - jak nie studia syna, to prywatne przedszkole wnuczki, czy kurs dla zięcia, whatever. Nie umiemy jako kobiety zadbać o siebie, to mamy liczyć na to, że ktoś inny zadba, skoro same nie potrafimy?
                            • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 21:01
                              Bzdura. Ja mam własne potrzeby, ale one absolutnie nie uwzględniają mebli, kosmetyków i fryzjera. Nawet, jak wygram milion w totka, to nadal nie kupię sobie kosmetyków i do fryzjera nie pójdę.
                              Pojechalabym sama, gdybym miała ochotę, ale nie mam. Syna bym zabrała jako przewodnika i tłumacza, mój angielski jest raczej prymitywny. A jak nie syna, to mężśa, jakoś nie mam ochoty na samotny wyjazd - po prostu. To juz wolę z kimś, ale taniej.
                              Zwracam też niesmiało uwagę, zę mam już dwoje starszych, którzy kasy nie ciągną, żyją na własny rachunek.
                              Zadbanie o siebie typu "Ja będę wydawała na siebie w perspektywie możliwego kryzysu finansowego, a ty nie studiuj" jest moim zdaniem czystym egoizmem. Gdybym miała wybierać miedzy kupieniem synowi samochodu, czy sfinansowaniem drogich wakacji, a własnym wyjazdem, to bym się nie wahała. Ale studia to inna sprawa.
                              • z17 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 22:56
                                verdana napisała:

                                > Bzdura. Ja mam własne potrzeby, ale one absolutnie nie uwzględniają mebli, kosm
                                > etyków i fryzjera. Nawet, jak wygram milion w totka, to nadal nie kupię sobie k
                                > osmetyków i do fryzjera nie pójdę.
                                > Pojechalabym sama, gdybym miała ochotę, ale nie mam.

                                Nie zgodzisz się ze mną -niestety i wielka szkoda- ale to jest klasyczny mechanizm wyparcia naturalnych potrzeb, za sprawą skutecznie otumaniającej ideologii rodzicielskiego cierpiętnictwa, którą wmawiasz sobie od lat.

                                Nie uwierzę, że 20 lat temu Twoje potrzeby też nie uwzględniały kosmetyków, fryzjera, mebli i podróży.

                                Jak już spełnisz swoją edukacyjną powinność, wszystkie dzieci się usamodzielnią, a Tobie zostanie trochę grosza (wszystko razem zakrawa na cud, no ale litościwie przyjmijmy, że się spełni) - to też oznajmisz zdecydowanym tonem dokładnie to samo. "Zrobiłabym to i tamto, ale nie mam ochoty". Założę się przy tym, że jeszcze będziesz oczekiwała za tę postawę oklasków.

                                Mnie Twoja postawa bardzo smuci. "Żywe cienie" - była kiedyś taka piosenka Bajmu. Ty jesteś właśnie takim żywym cieniem samej siebie sprzed lat, tylko już nawet nie jesteś w stanie tego dostrzec.
                                • astrum-on-line Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 03:36
                                  Za x lat dzieci dalej mogą potrzebować pomocy. Bo będą studiować na studiach doktoranckich, podyplomowych, rozwijać się. Oczywiście, będą zarabiać, ale mama i tak będzie wspomagać. Do tego pojawią się wnuki które też będą miały potrzeby.

                                  Przykro mi, ale nie wierzę, że może być kobieta (dobrze zarabiająca) która nie ma prawie żadnych potrzeb. Nie potrzebuje ciuchów, kosmetyków, fryzjera, kosmetyczki ani ładnie urządzonego mieszkania. Albo nie ma na to pieniędzy więc twierdzi że nie potrzebuje, albo wpadła w depresję i ma w nosie swój wygląd albo wypiera się swoich potrzeb a pieniądze idą gdzie indziej.
                                  • paszczakowna1 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 08:38
                                    > Przykro mi, ale nie wierzę, że może być kobieta (dobrze zarabiająca) która nie
                                    > ma prawie żadnych potrzeb. Nie potrzebuje ciuchów, kosmetyków, fryzjera, kosmet
                                    > yczki ani ładnie urządzonego mieszkania. Albo nie ma na to pieniędzy więc twier
                                    > dzi że nie potrzebuje, albo wpadła w depresję i ma w nosie swój wygląd albo wyp
                                    > iera się swoich potrzeb a pieniądze idą gdzie indziej.

                                    Albo ma potrzeby inne. Ludzie są różni. Kobiety też ludzie. Kosmos, prawda?

                                    Ja też wyżej wymienionych rzeczy nie potrzebuję. Potrzebuję książek, własnego pokoju, do którego mogę zamknąć drzwi (w związku z tym dużego mieszkania) i określonej ilości wolnego czasu. Verdana, podejrzewam, potrzebuje książek, komputera, gier (ja nie gram, więc nawet tego nie potrzebuję, a komputery mam służbowe), i określonej ilości wolnego czasu.

                                    A koncepcja, że zapewnienie dziecku wykształcenia zgodnego z zamiłowaniami jest psuciem go i niepotrzebnym wydawaniem pieniędzy mnie powala. Naiwnie myślałam, że to standard w niepatologicznych rodzinach.
                                    • black_halo Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 09:15
                                      > Albo ma potrzeby inne. Ludzie są różni. Kobiety też ludzie. Kosmos, prawda?

                                      Prawda ale i tak nie ma co sie oszukiwac. Przez wiele lat mialam takie podejscie jak verdana a jestem chyba sporo mlodsza skoro ona ma dzieci juz pod doktoracie, strzelam, ze o polowe. Dorabialam ideologie do ubierania sie w second handach, niechodzenia do fryzjera, niekupowania lakieru do paznokci itd. Ale prawda byma taka, ze po prostu stawialam potrzeby innych ponad swoje. Prosty przyklad - byl czas kiedy pracowalam tylko doroywczo doksztalcajac sie na pelny etat. Przyszly swieta, dzieciow w rodzinie 7 sztuk - no i co? Zamiast kupic tansze prezenty to sie szarpnelam i wydalam mnostwo kasy na prezenty dla dzieci i rodziny a sobie pozalowalam nowego swetra z przeceny za 15 euro bo wydawal mi sie zbytkiem.
                                      • verdana Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 13:28
                                        Ależ ja naprawdę mam INNE potrzeby. I nie żałuję sobie na książki, i-booka, komputer, gry, luksusową kawę, a nie Jacobsa, czy śniadania na miescie.
                                        A kosmetyków nienawidzę - nawet podarowane stoją i się psują. Za to lakierów do paznokci mam całą półkę.
                                        Dzieci SĄ na doktoranckich, utrzymują się - o dziwo - same.
                                        • z17 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 14:25
                                          verdana napisała:

                                          > Dzieci SĄ na doktoranckich, utrzymują się - o dziwo - same.

                                          Do emerytury składek mają okrągłe ZERO. Zatrudnienie na uczelni po doktoranckich graniczy z cudem, a nawet jeśli, to cieć na parkingu zarabia więcej niż młody doktor. Ja mam tytuły, utrzymuję się Bogu dzięki z czego innego i szczerze odradzam komukolwiek pakowanie się w naukowe bzdury. Przynajmniej w Polsce. Dzieci na doktoranckich to niestety powód do zmartwienia, a nie do dumy.

                                          > Ależ ja naprawdę mam INNE potrzeby. I nie żałuję sobie na książki, i-booka, kom
                                          > puter, gry, luksusową kawę, a nie Jacobsa, czy śniadania na miescie.
                                          > A kosmetyków nienawidzę - nawet podarowane stoją i się psują. Za to lakierów do
                                          > paznokci mam całą półkę.

                                          No cóż, jeśli tak, to ok.
                                          • momas Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 14:32
                                            Eeee... naukowe bzdury tez mogą dochód przynosic. I to calkiem niezły smile
                                            Wszystko zalezy od kierunku.
                                            Mozna pracować x lat, byc skazanym na wyginięcie niemal (dziedzina uznana za nierokującą) - a tu nagle bach! Jedno odkrycie i - sytuacja zmienia sie o 180 stopni smile
                                            Tez tak bywa smile
                                            • triss_merigold6 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 14:38
                                              Tak, wszystko zależy od kierunku i sprawności w zabieganiu o granty i postdoki. Średnio to widzę u osób po studiach wybitnie humanistycznych, z taką sobie znajomością języków obcych i nie wyjeżdżających na żadne stypendia zagraniczne, nie biorących udziału w międzynarodowej wymianie naukowej..
                                              Znam ludzi, którzy mają ogromną satysfakcję naukową, dużą swobodę w prowadzeniu badań, cudowne zaplecze i bardzo przyzwoite pieniądze. Tak się składa niestety, że zrobili (zrobiły, bo to kobiety) doktoraty z nauk doświadczalnych w Polsce i szybko zakręciły się w innych krajach.
                                              • z17 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 15:23
                                                Miałem na myśli humanistów w Polsce. Nauki doświadczalne i udział w międzynarodowej wymianie naukowej to inna bajka. Na szczęście.
                                          • verdana Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 14:43
                                            Jesli pracują, to chyba jednak do emerytury coś mają....
                                            • z17 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 15:26
                                              Ze studiów doktoranckich do emerytury nie mają nic. Z pracy dodatkowej na umowy zlecenia do 26 r.ż. i z pracy na umowy o dzieło również nic.
                                              • verdana Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 15:45
                                                Ktyórego słowa nie rozumiesz w zdaniu "oni pracują"?
                                                • z17 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 17:41
                                                  Doktorant pracuje, bo zazwyczaj jako tania siła robocza jest wrabiany w prowadzenie zajęć ze studentami. Można też pracować na umowie zleceniu i na umowie o dzieło, a także na rzekomej jednoosobowej działalności gospodarczej. Sam tak miewałem wielokrotnie. Także zwrot "oni pracują" nie musi koniecznie oznaczać pracy na etacie czy oskładkowanym zleceniu.
                                      • malwi.2 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 13:45
                                        tez miałam taki moment, gdzie potrzeby innych stawiałam wyżej niz swoje, albo swoje odkładałam na potem, albo wypierałam, po trzydziestce zaczęło mi przechodzić, nie wiem czemu, może dlatego, że podobno po 30 przychodza pierwsze podsumowania, może ze mi sie dzicko urodziło, a moze ze sytucja finasowa sie pogorszyła a jak była dobra nie korzystałam, a moze, że dostrzegłam upływ czasu

                                        i staram się teraz więcej myslec o sobie, tez w sensie materialnym, mimo, ze finansowo gorzej niz 5 lat temu, moje potrzeby materialne są teraz dużo wyżej stawiane niz wtedy, gdy mogłam je spełniac bez problemu, bo trzeba z życia korzystać, ale też o jakims zabezpieczeniu na przyszłośc mysleć

                                        dla mnie taka granica, że można troche poluzować oszczedzanie to zabezpieczenie na 6 miesiecy zycia, ja na miejscu Veradny bym poleciała do tego Londynu, bo pewnie jakieś oszczedności ma, przyjemności dostarczają checi do zycia

                                        dla mnie to normalne utrzymywanie dziecka podczas studiow dziennych, ale fajnie jak dziecko w tym czasie potrafi zarobic na swoje przyjemności (o ile studia pozwalają), utrzymywac na doktoracie nie wybrażam sobie za bardzo, ja myslę, ze to juz taki wiek, gdy człowiek jest juz na tyle dojrzały, że to dla niego byłoby niezręczne ciągnąc pieniądze od rodzicow


                                        ja będę starła się pomóc mojemu synowi dopóki będzie studiował (o ile będzie chciał studiowac), ale na pewno nie kosztem wielkich wyrzeczeń, z reszta mam nadzieję, ze on tę granicę, za którą te wyrzeczenia z mojej strony mogłyby się pojawić, bedzie dostrzegał
                                • verdana Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 13:22
                                  Moje potrzeby NIGDY nie uwzględniały mebli, kosmetyków, fryzjera (podróże tak, ale podróże uwzgledniają do dziś). Dowód - hm, do ślubu uczesałam sie sama i poszłam nieumalowana. Nie jesteś w stanie uwierzyć, że nożna nie lubić czegoś, co Ty lubisz? Że wszystkie kobioety kochają kosmetyki i fryzjera? Cóż, może nie jestem kobietą.
                                  Nie oczekuję za postawę oklasków, przeciwnie, ten post miał na celu pokazać, zę oszcżędzanie może w pewnym momencie stać sie zwyczajnie głupie i ze czasem nalezy się przemóc i wydawać.
                            • triss_merigold6 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 21:04
                              Tu dzieci już zostały nauczone, że matka pracuje w kilku miejscach jednocześnie po to, żeby mogły realizować swoje zachcianki edukacyjne, które nijak nie przekładają się na późniejsze dochody i stabilizację materialną.
                              Nauczony został też ojciec dzieci, że żona całą odpowiedzialność finansową za byt rodziny bierze na siebie. Qrde, normalny mąż i ojciec już dawno by strzelił pięścią w stół i dobitnie sprzeciwił temu, żeby jego żona pracowała non stop i oglądała niemalże każdą złotówkę, bo dorosłym chłopom nie chce się popracować ciężej w wakacje i zarobić na te prywatne studia.
                              • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 21:13
                                Moje dzieci zarabiają na siebie, jak napisałam wczesniej. Ja ich nie utrzymuję, chyba, ze uwazasz, ze powinnam kazać im zwracać za obiady, na których co pewien czas bywają.
                                Ojciec dzieci niczego nie został nauczony. Pracuje i zarabia, tyle, ze mniej niż ja. Ja nie jestem biedną konbieciną, która uważa, ze najwazniejszą cechą faceta jest to, aby ją utrzymywał na wysokim poziomie. Wiesz, rozumiem, ze Ty widzisz w facecie portfel przede wszystkim, bo to Cie kręci, ale mnie naprawdę kręci co innego. Na przyklad alkoholicy mnie nie kręcą.
                                I myslisz sie - nie oglądam kazdej złotówki, tylko nie wydaję na byle co, jesli zbliża się ewentualny kryzys.
                              • verdana Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 13:26
                                Triss, wybacz, ale Ty nigdy nie dorabiałaś, prawda? Zawsze pracowałas w jednym miejscu, zadnych kursów nie prowadziłaś, aby dorobić? Nie uwazasz aby, ze Twój ex powinien wziąć dodaykową pracę na kolejne kursy i wakacje dla dziecięcia, które ma lat osiem i niczego takiego naprawdę nie potrzebuje?
                                Nie Ty masz normalnego ex, z którym chcesz prawować sioę o dodatkowr 200 zł na dziecko, bo nie ma ochoty na nie łożyć, i obecnego partnera, przy którym oddałaś do żłobka półroczne dziecko, bo jakoś nie rpzynoswił dosyć kasy, abyś mogła sama zająć sie niemowlęciem?
                                O czym Ty mówisz - mój maż, w przeciwieństwie do Twoich łoży i na dom i na dzieci.
                                Na prywatne studia jeszcze nikt nie zarobił w wakacje w kryzysie, o czym chyba świetnie wiesz.
                • momas Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 17:42
                  Piszesz o matematyce. Czy to ma związek z wymarzonym kierunkiem studiów? Czy chodzi o maturę?
                  Jezeli miałby się nie dostać na wymarzony kierunek studiów ze względu na matematykę - to studia na prywatnej uczelni na analogicznym kierunku chyba nie mają sensu. No, ale chyba jesteście na tyle rozsądni, że to wiecie...
                  Piszę to z pozycji osoby, która ma doczynienia z osobami, nie zdającymi sobie z tego sprawy. sad
                  • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 17:51
                    Chodzi o ZDANIE matury z matematykismile Na 30 %. Nie, nie jest debilem. Ma tylko problemy z liczeniem, jak to dyslektyk. Ze zrozumieniem nie.
                    Na studiach będzie tylko statystyka, jego siostra, równie "zdolna" z matematyki statystykę zaliczyła na 5 na jednym wydziale, na drugim tylko na 3, ale za to jako jedna z 10% roku.
                    • momas Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 18:07
                      Nie zakładam, że jest debilem. smileRozumiem, że mozna mieć uzdolnienia w innych kierunkach.
                      • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 18:35
                        Ja czasem mam wątpliwości. Biorac pod uwagę, że moja córka nie umie odczytać godziny na zegarku (syn też nie) i podzielić 18 przez 9(to syn umie) . No, ale ona nie miała matury z matematyki...
                        • zuzanna56 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 19:05
                          Ja też nie musiałam zdawać matury z matematyki i bardzo się z tego cieszyłam smile

                          Co do tematu postu i twoich dylematów - dobrze cię rozumiem bo często też tam mam. Ale jedź koniecznie smile
                        • triss_merigold6 Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 20:18
                          Kaman, jeśli ktoś dziś po liceum nie potrafi zdać matury na poziomie 30% mimo korepetycji i przykładania się do nauki, to jego hm... potencjał intelektualny niekoniecznie pasuje do wyższego wykształcenia. No chyba, że studia bardzo niewymagające, ale wtedy argument o ich wygórowanej cenie jest dziwny.
                          Jeśli masz na myśli studia na SWPS, to tam przyjmują teraz jak leci - mąż znajomej jest adiunktem i m.in. rekrutuje, odgórny prikaz brzmi brać wszystkich. I absolwenci mają identyczne problemy z pracą, jak absolwenci innych humanistycznych kierunków.
                          • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 21:19
                            Triss, zaczynam się zastanawiać, co cię tak wq... Fakt, ze sie zastanawiam nad wydatkami w perspektywie (zresztą mało prawdopodobnej) utraty części dochodów? Co Cię tak strasznie denerwuje w dosyć normalnym zachowaniu - opłaceniu studiów własnemu dziecku?
                            Jesteś tak agresywna, ze zaczynam sie zastanawiać, o co Ci naprawdę chodzi? Bo na pewno nie o mnie, bo ja sobie żyję całkiem dobrze, stosunkowo dostatnio i z kochającym mężem.
                            • manahmanah77 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 08:47
                              Triss reaguje agresją na każdą postawę życiową w jej przekonaniu godzącą w jej sposób na życie. Nie dogadasz się Verdana, nie ma szans - jej się wydaje, że model, w którym to kobieta finansuje rodzinę jest dla niej zagrożeniem i lepiej tak dla zasady wyśmiać i potępić, bo a nuż się przyjmie.

                              Przyznać się na internecie, że się żyje po swojemu to spore ryzyko - zawsze się znajdzie armia zelotów, którzy udowodnią, że nawet jeśli to ci wychodzi na zdrowie, to dlatego, że jesteś zmanipulowana, lub w ostateczności idiotka.

                              Żyj jak chcesz, wydawaj na co chcesz i bądź dumna z relacji z mężem, z dziećmi, z ich dokonań. Ja ci poradzę, żebyś nie fiksowała się na oszczędzaniu (bo o tym chyba był pierwszy post, a nie o tym, czy koniecznie ten Londyn) ale to tylko mój punkt widzenia, który już rozwinąłem poprzednio.
                              • verdana Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 13:29
                                O, któś zrozumiał, o czym była mowasmile Dzieki, o to chodzi - aby nie fiksować na oszczędzaniu i tyle.
                        • miedzymorze Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 20:55
                          verdana napisała:

                          > Ja czasem mam wątpliwości. Biorac pod uwagę, że moja córka nie umie odczytać go
                          > dziny na zegarku (syn też nie) i podzielić 18 przez 9(to syn umie) .

                          Dobrze, że ta matura z matematyki jest.

                          pozdr,
                          mi
                          • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 21:16
                            Tak, dobrze , że jest, bo mojej córce matura na pewno sie nie należała . Tępa jest niemożebnie.
                            Moze dlatego jej blog wygrał dziś w konkursie na Bloga Blogerów.
                            A nie ma siły, 30% na maturze by z matematyki nie dostała, bo ma za mały potencjał intelektualny do studiowania, a dwa dyplomy kupiła zapewne na bazarze. Za moje pieniądze.
                            • amused.to.death Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 21:54
                              Verdano, zwierz popkulturalny to twoja córka?
                              Weszłam kiedyś z twojego linka i od tamtej pory uwiebiam - świetnie mi się czyta i na tematy, które bardzo lubię. Dawno już żaden blog mi tak nie podpasowałsmile))
                              Co prawda odlajkowałam ją na fb, bo produkuje ogromne ilości postów, ale z drugiej strony dzięki takiej produkcji, wiem, że na bloga mogę zaglądać regularnie bo zawsze coś będziesmile
                              • verdana Re: Na wszelki wypadek 25.02.13, 22:09
                                Własna, osobista i nieznająca się na zegarku, który notabene jest nagrodą głównąsmile
                          • kklekss Re:Verdano 25.02.13, 21:21
                            A rób co chcesz ze swoja forsą i nie męcz już nikogo swoimi racjami.Niech syn idzie na te studia i koniec , kropka.
                            • kklekss Re:Verdano 25.02.13, 21:23
                              To co , mamy teraz wychwalac twoje dzieci, że studia skonczyły .
                              • verdana Re:Verdano 25.02.13, 21:25
                                Nie o tym chyba był wątek.
                                Wątek był, o ile sobie przypominam o tym, ze czasem oszczędzanie za bardzo wchodzi człowiekowi w krew.
                                Ciekawe, dlaczego niektórych to tak zezłościło właśnie na wątku "Oszczędzanie". Może dlatego, że to prawda?
                                • kklekss Re:Verdano 25.02.13, 21:35
                                  To skup sie na tym , a nie o osiągnieciach swoich dzieci.
                                  • verdana Re:Verdano 25.02.13, 21:45
                                    Zazdrosna?
                                    • kosheen4 Re:Verdano 25.02.13, 21:51
                                      verdana napisała:

                                      > Zazdrosna?

                                      przepraszam bardzo, ale - o co? o nudnawego bloga, problemy z dzieleniem czy nieznajomość zegarka?
                                      fakt, w pewnym sensie można pozazdrościć twoim dzieciom, ale krótkodystansowo.
                                      • verdana Re:Verdano 25.02.13, 21:52
                                        Własnie, pytanie, o co?
                                        • kklekss Re:Verdano 25.02.13, 22:14
                                          Nie, nie zazdrosna , tak sobie czytam z nudów.
                                          • troll_only Re:Verdano 25.02.13, 22:38
                                            zgodze sie jak rzadko z Trissmile - wypierasz swoje potrzeby w imie racji wyzszej niekoniecznie slusznej w kazdym wypadku - stac cie, zeby wyslac na drogi oboz jezykowydo Londynu syna, (ktory zreszta niezbyt przykladal sie do oplaconych w kraju lekcji angielskiego) a nie stac cie (mentalnie) zeby bez wahania zafundowac sobie (zapierniczajacej na kilku etatach i odmawiajacej sobie prawie wszystkiego), starszej kobiecie kilku dni wakacji za granicą) - gdzies sie moim zdaniem w swoich prorytetach pogubiłas Verdano - nie masz 20 lat i duzo czasu na zwiedzanie i podrozowanie po swiecie, jedz i korzystaj z zycia poki masz jeszcze na to siły - weź ze sobą męża i niech dzieciak wie ze matka tez ma jakies potrzeby ( inne niz tylko inwestowanie w niego)
                                            • ofelia1982 Re:Verdano 25.02.13, 22:46
                                              Ja się zgadzam z trollem (wiem, brzmi dziwnie). Teraz to sa studia syna, potem będą kolonie wnuczki etc..
                                              • guderianka Re:Verdano 26.02.13, 08:22
                                                Postawa verdany jest mi bliska. Może dlatego, że rzadko chadam do fryzjera w ogóle do kosmetyczki. MUszę się zastanowić nad jak to było...."wypieraniem swoich potrzeb". Bo potrzeby innych muszą być moimi, tak samo jak "Słowacki wielkim poetą był". tongue_out
                                                Ja pierniczę co za logika..

                                                Tak, oszczędzanie wchodzi w krew. U nas najpierw było sposobem na przeżycie a teraz sposobem bycia. Nie dziadujemy ale potrafimy sobie odmówić pewnych nazwijmy to małokonstruktywnych zachcianek by było na bardziej konstruktywne. Odbywa się to bezboleśnie bo wiadomo jaki jest cel i że można go łatwo osiągnąć. Łatwo jest rozhulać kasę na przyjemności. A potem płacz gdy nadejdzie coś nieprzewidzianego. W poprzednim miesiącu budżet zaplanowany był na stałe wydatki bez niespodzianek, w tym miesiącu czeka nas zakup materaca przeciwodleżynowegov,stoliczka do łóżka, basenu, masy opatrunków. I są na to pieniądze m.in. dlatego, że nie zostały rozhulane wcześniej, są i bezboleśnie i uszczerbku dla innych będą wydane
                                                e
                                                • volta2 Re:Verdano 26.02.13, 08:52
                                                  ależ gryzą gardełko... i to verdaniesmile

                                                  no cóż, mnie niepracującej się obrywa za lenistwo, bo przecież kobieta może przestać pracować tylko wtedy jak ma oszczędności i dla pięciu pokoleń naprzód byt zabezpieczony, jak się nie urabia po łokcie - gardło gryzą

                                                  jak verdana zabezpiecza ten byt swojemu jedemu pokoleniu - to też źle. no kto to słyszał, by się tak urabiać po łokcie dla dzieci.(litościwie kobita przemilczała, że mieszkanie córce kupiła, to dopiero chamówa, tak zabezpieczyć latorośl)

                                                  a oczywiście chodzi o to, by nikt nie miał za dobrze, cokolwiek to znaczy... niezależnie od wątku.

                                                  co do meritum - ja bym do londynu poleciała i doskonale rozumiem, że potrzebne jest do tego towarzystwo. po to by mieć z kim przeżywać radochę - ale że tu większość widzi tylko koniec własnego nosa, to nie rozumie, że ktoś woli nie jechać wcale, niż jechać samemu(bo taniej)
                                                  • ofelia1982 Re:Verdano 26.02.13, 12:02
                                                    No ale dziewczyny, verdana zapytala o opinię i ją ma.
                                                    Większość uważa, że czasem trzeba pomysleć o sobie i to NIE JEST równoznaczne z rozhulaniem całej kasy. Nikt jej nie radzi latać po Europie co miesiąc - tylko raz na jakiś czas jesli już tak bardzo chce (a chce) - to trzeba przestac liczyć i powiedzieć "a co mi tam!".
                                                    Inaczej nigdy do tego Londynu nie poleci - bo teraz to są studia syna, a potem rower dla wnuczki, kolonie wnuka..
                                                  • z17 Re:Verdano 26.02.13, 13:08
                                                    volta2 napisała:

                                                    > jak verdana zabezpiecza ten byt swojemu jedemu pokoleniu - to też źle. no kto
                                                    > to słyszał, by się tak urabiać po łokcie dla dzieci.(litościwie kobita przemilc
                                                    > zała, że mieszkanie córce kupiła, to dopiero chamówa, tak zabezpieczyć latorośl
                                                    > )

                                                    A skąd się bierze pokolenie Bamboccioni? Właśnie z takich postaw pokolenia rodziców. Mam do czynienia z takimi młodymi ludźmi i kontakt z nimi jest przerażający.
                                                  • triss_merigold6 To nie Bamboccioni 26.02.13, 13:13
                                                    To nie Bamboccioni tylko borejkowszyzna.
                                                    Akurat kupno mieszkań dla dzieci uważam za bardzo dobrą inwestycję, dającą dzieciom ogromną swobodę odnośnie wyboru pracy i zakładania rodziny.
                                                    Za błąd natomiast uważam przedłużanie niemalże do trzydziestki okresu w którym dziecko ma się tylko uczyć i nie konfrontować z realiami rynkowymi.
                                                  • z17 Re: To nie Bamboccioni 26.02.13, 14:04
                                                    Wiadomo, że lepiej mieć mieszkanie na start niż kopać się z koniem.

                                                    Mam jednak przykłady, gdy:

                                                    1) Synek siedzi w kupionym i umeblowanym przez mamusię mieszkaniu i nie ma na jedzenie. Mamusia płaci czynsz i opłaty, drze się coby synek poszedł do roboty, a tenże synek żebrze wśród rodziny i znajomych o "pożyczki" rzędu 50 złotych. Synek lat 31.

                                                    2) Mieszkanie kupione na synka. Synek bierze ślub z pewną Panią. Pani postanawia zamienić mieszkanie na większe, po czym pojawia się "mały problem", że trzeba w ciągu 3 dni dopłacić 150 tys zł, których Pani nie ma. Tatuś synka klnie i rzuca przedmiotami, ale dopłaca. Za 3 lata okazuje się, że pod nowe mieszkanie Pani wzięła pożyczkę hipoteczną, której nie spłaca, a pieniądze przetraciła (synek znowu dał pełnomocnictwo). Tatuś znowu klnie i spłaca. Obecnie Pani chodzi po mieście i opowiada, że sprzedaje to mieszkanie, bo chce kupić segment pod miastem. Jednocześnie Pani nie pracuje i bierze zasiłki z opieki społecznej. Tatuś odgraża się, że tym razem nie obchodzi go to wcale, choćby i Pani skończyła pod mostem. Sęk w tym, że coby mieć skuteczne argumenty na teścia ("Twoje wnuczki głodują" itp.), Pani w międzyczasie urodziła jeszcze 3 dzieci. Synek w tym przypadku lat 33.

                                                    Mam mnóstwo podobnych przykładów, kiedy to robienie dobrze progeniturze wychodzi bokiem, a efektem są pasożyty żerujące na pokoleniu rodziców. Najstarszy przypadek zależny w 100% od tatusia miał lat 42, żonę i dziecko. Dnie spędzał wraz z żoną na grach komputerowych.
                    • black_halo Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 09:20
                      Sorry, ale zeby nie zdac na 30% procent matury z matematyki w tych czasach to naprawde trzeba miec jakies pwazne problemy z mozgiem. To jest matematyka na poziomie 7-8 klasy dawnej podstawowki, podstawowke konczyl kazdy a w wiekszosci wymagania byly wtedy takie, zeby klasowki zaliczac od 50% w gore.
                      • anula36 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 09:32
                        Zastanawiam sie, czy nie przestać być osobą rozsądną i nie zacząć wydawać pieniędzy, póki je mam


                        czy 100 postow w tym watku wplynelo jakos na decyzje? czy wciaz sie wazy?
                        • black_halo Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 09:43
                          > Zastanawiam sie, czy nie przestać być osobą rozsądną i nie zacząć wydawać pieni
                          > ędzy, póki je mam

                          Jesli ma sie jakies oszczednosci, powiedzmy na te 3 miesiace zycia bez dochodow to mozna sobie troche poluzowac i zaczac wydawac na zbytki oszczedzajac nieco wolniej.

                          Rodzice meza mojej przyjaciolki oszczedzali cale zycie. Pracowal tylko maz, niggdzie nie jezdzili, na swieta nikogo nie zapraszali bo trzeba prezenty. W wieku 70 lat maz mial wylew, zaraz drugi i przez dobre 11 lat byl roslina. Okazalo sie, ze ci ludzie maja 200 tys euro oszczednosci, ktorych nawet nie wydali na polepszenie opieki. 82 letnia dzisiaj tesciowa mojej kolezanki porusza sie z balkonikiem i codziennie powtarza synowej i synowi, zeby korzystali z zycia poki moga bo za oszczednosci na starosc nie kupic wspomnien z mlodosci.
                          • ofelia1982 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 12:07
                            Strasznie smutne historiasad
                            Ale chyba warto właśnie wyciągnać z niej wnioski..
                          • z17 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 12:55
                            black_halo napisała:

                            > Rodzice meza mojej przyjaciolki oszczedzali cale zycie. Pracowal tylko maz, nig
                            > gdzie nie jezdzili, na swieta nikogo nie zapraszali bo trzeba prezenty. W wieku
                            > 70 lat maz mial wylew, zaraz drugi i przez dobre 11 lat byl roslina. Okazalo s
                            > ie, ze ci ludzie maja 200 tys euro oszczednosci, ktorych nawet nie wydali na po
                            > lepszenie opieki.

                            To są częste historie. Najciekawsze jest jednak to, co się później dzieje z tymi gromadzonymi MOZOLNIE I PRZEZ CAŁE ŻYCIE pieniędzmi. Oto mały przykład. W mojej rodzinie była daleka ciotka, wybitna przedstawicielka środowisk artystycznych, pod koniec życia izolowała się od świata. Po jej śmierci okazało się, że żyjąc b. skromnie zgromadziła ok. miliona złotych, który przypadł jej bratu, również wiekowemu, z którym nie utrzymywała przez całe życie kontaktów. Brat był niezamożny, parę lat wcześniej poznał w sanatorium jakąś grubą babę z dzieckiem, no i wpadł mu ten spadek. Dysponentem pieniędzy stała się oczywiście owa przypadkowa kobieta, która przeznaczyła je na siebie i swoje kilkunastoletnie dziecko. Moje otwarte pytanie - czy warto szczypać się całe życie po to, aby później robić dobrze ludziom których nigdy nie widziało się na oczy??? Do tego często marnej konduity?

                            > 82 letnia dzisiaj tesciowa mojej kolezanki porusza sie z balk
                            > onikiem i codziennie powtarza synowej i synowi, zeby korzystali z zycia poki mo
                            > ga bo za oszczednosci na starosc nie kupic wspomnien z mlodosci.

                            Mam cztery dychy z okładem i niedawno pierwszy raz w życiu byłem na Malediwach. Odniosłem wrażenie, że zrobiłem to w ostatniej chwili, bo to jest romantyczne miejsce dla młodych i zakochanych. Mamuśka z dzieckiem, rozkoszna rodzinka czy stary grzyb na emeryturze nie mają tam czego szukać. Nie wszystko w życiu da się przełożyć na później. Często nie ma już czego przekładać, bo czas na pewne rzeczy bezpowrotnie minął. Verdana , sądząc z tonu jej wypowiedzi jest już osobą straconą, ale warto o tym pisać, żeby inni patologicznie oszczędzający opamiętali się zawczasu.
                      • triss_merigold6 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 12:05
                        Zawsze można poprawiać maturę z danego przedmiotu i to kilka razy, a potem ponownie aplikować na dany kierunek na dzienne z zaliczeniem pierwszego roku. Przejście z dziennych na wieczorowe dla bardzo dobrych studentów było wykonalne w latach 90-tych, kiedy jednak tych miejsc było zdecydowanie mniej. Teraz w dobie niżu i bicia się uczelni o studentów, powinno być wykonalne tym bardziej.
    • nisar Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 11:20
      Powiem tak: doskonale rozumiem, że Verdanę nie kręci kupowanie ciuchów czy sprzętów domowych, bo różne osoby lubią wydawać pieniądze na różne rzeczy i niekoniecznie musi to być zrozumiałe dla innych.
      Natomiast prawdę mówiąc jak czytam Verdanę to zazwyczaj czuję się bardzo złą matką. Bo nie rozumiem sytuacji, w której matka (bynajmniej nie trzydziestoletnia) zasuwa na paru etatach "bo syn się nie dostanie na studia dzienne i trzeba będzie płacić za prywatne". O ile wiem, na różne kierunki studiów brane są pod uwagę wyniki z różnych przedmiotów, więc nawet jeśli syn jest kiepski z matematyki, to zakładam że wybrał kierunek, który tej matematyki nie uwzględnia przy rekrutacji? W czym więc problem? Albo jest ogólnie słaby i nie nadaje się na studia i wówczas nie należy go na te studia pchać, albo też nie przykłada się do nauki tak jak by mógł i wówczas powinien wziąć odpowiedzialność za opłatę za swoje studia. Trzeciej możliwości na razie nie widzę, ale nie wykluczam że jest smile i może stanowi wyjaśnienie tej sytuacji. Ja uczciwie powiedziałam córce tak: jesteś zdolna, dajemy ci wszelkie możliwości żebyś się uczyła i zdała dobrze maturę żeby dostać się na studia, jeśli ci się nie uda, sorry ale musisz wziąć to na klatę i tak zorganizować sobie swoją rzeczywistość, żeby nas dodatkowo nie obciążać kosztami. Jeśli zdecydujesz się poprawiać za rok maturę - musisz iść do pracy, żeby zarobić na wszystko poza "wiktem i opierunkiem". Jeśli zdecydujesz się iść na studia płatne, musisz zarobić na opłatę. Ja konsekwencji twojego niedostania na studia ponosić nie będę BO NIE CHCĘ. Bo oznaczałoby to np. rezygnację z wyjazdu na wakacje czy wyjścia do teatru, a akurat na tym mi zależy i nie widzę powodu, żeby sobie tego odmawiać.
      Tak samo w przypadku Verdany: to że nie kupuje sobie kosmetyków za kilkaset złotych miesięcznie bo nie chce, nie robi na mnie wrażenia. To że w imię opłaty za studia syna miałaby rezygnować z wyjazdu, na który ma wielką ochotę uważam za nie fair wobec samej siebie.
      • black_halo Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 11:43
        Ja uczciwie powiedziałam córce tak: je
        > steś zdolna, dajemy ci wszelkie możliwości żebyś się uczyła i zdała dobrze matu
        > rę żeby dostać się na studia, jeśli ci się nie uda, sorry ale musisz wziąć to n
        > a klatę i tak zorganizować sobie swoją rzeczywistość, żeby nas dodatkowo nie ob
        > ciążać kosztami.

        Moi rodzice powiedzieli dokladnie tak samo: beda mnie utrzymywac dopoki nie skoncze studiow dziennych na uczelni w moim miescie, studia w innym - nawet wymarzone nie wchodza w gre bo jest jeszcze siostra, ktora tez musi jesc, ubrac sie i chodzic do szkoly, rodzice tez nie beda sie odzywiac kartoflami. Jesli chce to moge isc na zaoczne do pracy, jesli nie chce isc na studia to moge isc do szkoly pomaturalnej albo od razu do pracy. Traumy nie mam, studia wybieralam pod katem tego co mnie interesuje - nauki scisle i potencjalnych mozliwosci pracy czyli wyszla mi politechnika. Po zastanowieniu zrezygnowalam z matematyki i chemii - jakos nie widzialo mi sie uczyc w szkole.

        Po 6 latach od skonczeniua studiow przychylam sie do opinii, ze jak ktos chce to zajdzie daleko a jak ktos nie chce to nic nie da kupa forsy wpakowana w edukacje. Dodaje, ze w szkole nie mialam zadnych korkow, zadnych kursow przygotowawczych o matury, jedynie dodatkowy kurs z matematyki przed egzaminem na informatyke, na ktora sie dostalam a potem rzucilam po pierwszym roku bo na mechanicznym podobalo mi sie bardziej.
        • triss_merigold6 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 12:02
          Identycznie było u mnie i u znakomitej większości znajomych. Moja przyjaciółka po pierwszym roku studiów zmieniała kierunek na inny, oczywiście wtedy były egzaminy. Rodzice powiedzieli wprost: dostaniesz się to super, nie dostaniesz - idziesz do pracy i ewentualnie studiuj zaocznie czy wieczorowo.
          Jednocześnie właściwie wszyscy zaczęliśmy jakoś dorabiać tuż po maturze albo po pierwszym roku. Niekoniecznie były to prace fajne i ambitne, ale dawały własne pieniądze. Kolega studiujący prawo niemal całe wakacje pracował w Ikei, dziewczyny w pubach i kawiarniach itd. i nikomu korona z głowy nie spadła ani nie przeszkodziło to w ukończeniu studiów w terminie.
      • ofelia1982 Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 12:12
        Podpisuję się 4 kończynami pod postem nisar.
    • momas Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 13:10
      Trochę się pogubiłam. Piszesz, ze nie dostanie się na panstwowe studia? Dlaczego (wiem, ze matematyka nie jest tego powodem)/ Dlaczego zle oceniasz szanse na dostanie sie na ten kierunek na uczelni państwowej?Czy masz pewnosc, nie dając szans na dostanie sie na studia panstwowe, da sobie radę na prywatnych?
      Piszesz, tez, ze finansujesz kształcenie, nie zdobycie zawodu.
      Czy po studiach, wysoko oplaconych,będąc swietnie wykształconym ma szanse na pracę?
      No, bo jezeli sfinansujesz doskonale wykształcenie, które nie pomoze zdobyc pracy, to obawiam sie, ze dylematy dotycząc oszczedzania kosztem wlasnych marzen/pragnien pozostaną...
      Uprzedzam, ze wiem, ze doskonale wykształcony filozof np ma szanse znaleźć pracę, gdzie jego potencjal bedzie wykorzystany niemal wszędzie, bo dobre wykszatałcenie daje pewną elastyczność - ale obawiam sie, ze bardziej odnosiło sie to do początku lat 90-tych...

      Uwazam tez, ze absolwent liceum ogólnokształcącego powinien być wykształcony ogólnie, z rozszerzeniem na profil klasy. I jestem przeciwniczką stwierdzenia, ze bycie uczniem klasy humanistycznej upowaznia do nieznajomości wzoru chemicznego soli kuchennej Moze o zwiazkach kompleksowych, czy rachunku różniczkowym można było nie słyszczec, ale wiedzę ogólną trzeba . W koncu liceum jest ogólnokształcące. Ale to tak na marginesie.
      (Wiem , jestem bardzo zacofana w swoich poglądach tongue_out)

      Wydaje mi się, ze duzo zalezy od postawy potencjalnego studenta...
      Czy reprezentuje on postawę typu wisi mi i powiewa,
      czy postawę - no należy mi się! Czy tez zdaje sobie sprawę, ze jednak studia prywatne stanowią pewien problem finansowy..
    • lilyrush Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 13:16
      Verdana- ja jestem takim dzieckiem co rodzice go utrzymywali w czasie studiów i to było tez dla nich normlane smile
      Acz ogólnie w domy było bardzo biednie a studia były darmowe. Pracowałam w czasie wakacji, a w czasie roku akademickiego oddawałam na jedzenie stypendium naukowe
      I za to, ze moi rodzice mnie wtedy karmili i oprali jestem im najbardziej wdzięczna. Nigdy nie oczekiwałam niczego materialnego.
      Po studiach to praca szukała mnie, w tej chwili zdecydowanie nie muszę oszczędzać i jak trzeba to rodziców wspomagam. I powoli wychodzę z "genu biedy"- ze trzeba oszczędzać i odkładać, a nie wydawać na zbytki. Doszłam do kupienia sobie butów za 250 zl, jeśli mi sie podobają. I ostatnio nawet przepościłam tysiaka na nowego kota wink
      Moj syn chodzi do zerówki- na razie nie ma dylematów z płatnymi studiami- a jak dorośnie to pewnie wszystkie beda płatne.
      Jedz do tego Londynu, czas ucieka i to jedyne czego nie za sie zaoszczędzić, ani zdobyć nadprogramowo!
      • verdana Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 13:35
        Dziękismile
        Syn zdaje oczywiście na studia państwowe, jeśli się nie dostanie -pójdzie na prywatne. Po prostu. Dla mnie to jest raczej normalne, mam trochę znajomych, którzy mniej-wiecej tak powiedzieli dziecku "Albo państwowe, albo praca". Efekt - zadne z dzieci studiów nie skończyło, bo oczywiście dostali sie na państwowe, tylko nie na ten kierunek, jaki chcieli, ale na to, na co było najłatwiej sie dostać.
        Dla mnie sfinansowanie studiów nie jest rozpuszczaniem młodego człowieka, tylko rzeczą normalną. Nienormalne jest finansowanie kolejny raz zawalonego roku, czy wszystkich zachcianek.
        Ciekawe, ile z osób przeciwnych finansowaniu studiów zapłaciło za prywatne gimnazja czy licea.
        • to-wlasnie-ja Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 14:01
          Watek zszedl chyba troche na inny temat niz poczatkowy. Przyznam, ze w koncu sie troche pogubilam. Wiec jak to w koncu jest? Najpierw piszesz Verdano -"Mogę w tej chwili wydać te pieniądze z palcem w nosie Ale gdy sobie myślę, ze w przyszłym roku teoretycznie mogą mi w jednym miejscu nie przedłużyć umowy, a trzeba będzie płacić za studia syna - to nie jestem w stanie wydać pieniędzy na swój wyjazd." Potem , ze "Jeśli pojadę, to na studia starczy, ale być moze kosztem innych wyrzeczeń.", jeszcze dalej -" Pojechalabym sama, gdybym miała ochotę, ale nie mam. Syna bym zabrała jako przewodnika i tłumacza, mój angielski jest raczej prymitywny. A jak nie syna, to mężśa, jakoś nie mam ochoty na samotny wyjazd - po prostu.", "To nie chodzi tylko o Londyn i studia, ale o to, ze budzi sie u mnie jakaś świadomość, ze trzeba oszczędzać i nie można swobodnie wydawać pieniędzy."
          I wreszcie na koniec- "ten post miał na celu pokazać, zę oszcżędzanie może w pewnym momencie stać sie zwyczajnie głupie i ze czasem nalezy się przemóc i wydawać." KOMU mial pokazac? Pojedziesz do tego symbolicznego Londynu, czy bedzie jak w watku o smietanie?
          • verdana Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 14:45
            Bo o tym jest wątek - ze mogę wydać pieniadze, a mam opory bo - a nuż stracę pracę, a nuć (tu prawdopodobny nuż) będzie synowi trzeba studia opłacić.
            To nie jest wątek "Jestem biedna i albo syn, albo ja". To jest wątek o tym, że można się zapętlić w przezorności i zdrowym rozsądku.
            A komu miał pokazać? Czy ja wiem? Może tym, którzy są rozsądni i zapoboegliwi?
            • to-wlasnie-ja Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 15:08
              Hm...to moze zrobmy tak. Ty jedz i wroc do tego watku opisujac wrazenia. To bylaby dopiero inspiracja dla zapetlonych i opornych .Bo teraz to nie obraz sie, ale troche jak gadal slepy o kolorach, nie sadzisz?
            • jamesonwhiskey Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 15:34
              > można się zapętlić w przezorności i zdrowym rozsądku.

              mozna , ale nie wszyscy umieja wydac i potem latami tego nie zalowac i nie roztrzasac ile to sie kasy bez sensu wydalo a teraz by sie przydalo
        • nisar Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 15:01
          Cóż, istnieje mnóstwo młodych ludzi, którzy muszą zarabiać na studiach, obojętnie czy państwowych czy prywatnych, bo ich rodziców nie stać na finansowanie tego przedsięwzięcia. Gdyby było tak jak piszesz, to ci ludzie nie mieliby szans na skończenie studiów, po prostu. Finansowanie studiów jest ok pod warunkiem, że nie odbywa się kosztem pozostałych domowników. A jeśli mieliby oni (ci domownicy) znacząco obniżyć standard swojego życia z tego powodu, to dla mnie jest to nie w porządku.
          Ja nie mam możliwości - nie obniżając i to znacząco - standardu życia naszego i młodszego syna, finansować córce studiów prywatnych w całości (czyli: opłata za studia, utrzymanie i pozostałe zwykłe wydatki młodego człowieka). I dlatego tego nie zrobię.
          • verdana Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 15:49
            Toteż ja sądzę, ze nie nalezy zapewniać studiów jednemu dziecku kosztem innych dzieci. Ani kosztem bardzo znaczącego obniżenia poziomu zycia. Mówie o sytuacji, gdy zapłacić rodzina może bez większych wyrzeczeń. Jesli nie - trudno.
            Ja mam do czynienia z tym mnóstwem mlodych ludzi i spora część z nich na studia tak naprawdę nie ma czasu. Stale slyszę, zę nie mogą się zwolnić na egzamin czy na seminarium. Studiują tylko dla papierka, byle jak. Rozumiem i nawet się nie czepiam, ale po co wtedy studia? Nie liczę już tego, ile musza zapłacić za poprawki , powtórki i nie napisanie magisterium w terminie.
            • nisar Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 20:13
              Dokładnie.
              Sądzę też, że praca na studiach nie powinna wykraczać poza "dorabianie sobie", jeśli natomiast jest już konieczność utrzymania się (a nierzadko także założonej już rodziny) to studia siłą rzeczy spadają na dalsze miejsce w hierarchii ważności, ilości poświęcanego czasu i po prostu zaangażowania.
              Co innego zarobić na czesne (czyli powiedzmy ten tysiąc złotych miesięcznie), co innego zarobić na czesne, czynsz, jedzenie i pieluchy oraz mm.
              Z drugiej strony o pracę dla absolwentów jest na tyle trudno, że doprawdy rozumiem że wysuwa się ona na pierwsze miejsce, jeśli już studentowi uda się dostać do dobrej firmy.
        • black_halo Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 15:26
          > Syn zdaje oczywiście na studia państwowe, jeśli się nie dostanie -pójdzie na pr
          > ywatne. Po prostu. Dla mnie to jest raczej normalne, mam trochę znajomych, któr
          > zy mniej-wiecej tak powiedzieli dziecku "Albo państwowe, albo praca". Efekt - z
          > adne z dzieci studiów nie skończyło, bo oczywiście dostali sie na państwowe, ty
          > lko nie na ten kierunek, jaki chcieli, ale na to, na co było najłatwiej sie dos
          > tać.

          W 2002 roku najlatwiej bylo sie dostac na rozne kierunki na politechnikach, niestety te z ktorych najlatwiej sie wylatuje i to juz po pierwszym semestrze. Jednakze kto chcial ten sie dostal na co chcial, komu sie nie powiodlo a by facetem to szedl przezimowac na mechanice czy innym budownictwie i zdawal drugie raz a niektorym spodobaly sie studia, o ktorych wcale nie mysleli. Wiekszosc moich znajomych studia skonczyla, nie skonczyli tylko ci co bardzo nie chcieli jak np. kolega, ktory studiowal trzeci rok na drugim roku. Albo tacy co nie wiedzieli co chca w zyciu robic.
    • pani_replay Re: Na wszelki wypadek 26.02.13, 21:56
      Na bazie tego wątku, zapętlenia się w oszczędzanie, kupiłam dziś bilety do Portugalii. Jakoś też mi szkoda kasy na siebie, a życie jest jedno i trzeba się rozpieszczać (czasami i w umiarze). Verdano, pojedź do Londynu. Masz poduszkę bezpieczeństwa, nie warto aż do przesady martwić się na zapas. Pozdrawiam!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja