marcelina4
05.07.13, 18:10
witajcie! pewnie juz o tym było, ale proszę podnieście jakoś na duchu

mam jakis kryzys, uszła ze mnie para, nie mam juz siły i ochoty na walkę z finansami, nie jest to walka o codzienny byt, ale o oszczędzanie na konkretny cel
od ponad dwóch lat powoli, systematycznie i własciwie z dużym zaangażowaniem oszczędzam, po pierwsze na solidny remont mieszkania, po drugie na tzw. poduszkę finansową
po okresie kompletnej euforii, zapału przyszła jakaś taka rezygnacja

niby teoria opanowana, wydatki doprowadzone do porządku, żadnych problemów finansowych, jakiś nie spodziewanych wydatków, czyli stabilna dobra sytuacja, a jednak zapału zabrakło
zaczęło mnie męczyć to planowanie wydatków, pilnowanie dyscypliny wydatkowej, racjonalizowanie każdego wydatku i ciągłe myślenie kupić, nie kupić? potrzebne, czy nie potrzebne?
wydawało mi się, że oszczędzanie stało się już dobrym nawykiem, że weszło w krew i stało się codziennością, a jednak nie, od dwóch miesięcy nie odłożyłam nic i nie było po drodze zawirowań, dużych nie planowanych wydatków, po prostu jakoś nagle przestało mi zależeć
najgorsze jest to, że z łatwością wydałam to, co mogłabym spokojnie odłożyć i nie kupiłam nic konkretnego, ot zwyczajnie kasa rozeszła się nie wiadomo gdzie, na bzdury, rzeczy nie potrzebne
niby mówi się, że czasem trzeba sobie odpuścić, żeby nabrać dystansu i powrócić do sprawy z dawnym zapałem, ale ja jakoś tego nie czuję i martwi mnie to, martwi mnie łatwość z jaką sobie odpuściłam
co to jest? jakiś syndrom wypalenia? walnęło mi na dekiel, czy co innego?
kurcze, no jak się znowu spiąć i postawić do pionu? proszę o jakieś sugestie ( a jak trzeba to i kopa w tyłek tez przyjmę z wdzięcznością )
dzięki, pozdrawiam!