Problem z mieszkaniem...

11.07.13, 23:26
Zaglądam tutaj często, ale mało piszę...
Mój problem to mieszkanie które kupiłam kilka lat temu. Niby tanio ale za to z menelami jako sąsiadami, większość tutaj nie pracuje żyje z MOPS, alkoholicy, jedni handlują tytoniem (sprzedają go gimnazjalistą) inni maja pozabierane dzieci niektórzy sa w ośrodkach dla trudnej młodzieży i własnie z nimi jest największy problem, bo we wakacje wypuszczani sa do domu, przesiadują na klatce pala papierosy i pija alkohol dewastuja klatkę. Mój mąż zwraca im uwagę za to mamy często napchane pakuły w rurze wydechowej samochodu. Ja staram sie nie oddzywać bo jestem strasznie nerwowa, często nie moge spac w nocy bo myśle o tym wszystkim ( ja kupiłam to mieszkanie ) więc to moja wina...maz mi tego nie wypomina, ale wiem że źle zrobiłam.
Policja ma wszystko w pośladkach więc nawet juz nie dzwonie, bo jak jest rozróba to oni centralnie podjeżdżają pod budynek i wszystko się uspokaja.
Sa wykupione tylko 4 mieszkania reszta jest gminna ok 15 mieszkań.
Mam kredyt na nie w złotówkach, ok 50 tys. do spłaty , mieszkanie jest warte ok 140 tys. ja sprzedałabym je nawet za 120 tys. ( 45 m2)
Nie chciałabym brać mieszkania na kredyt na 200-250 tys., bo tyle musiałabym wydać na lepsze i wieksze. Boje się tak wysokiego kredytu.
Nasz dochód to ok 6 tys. na rodzine 2+1
Oszczedności mam ok 90 tys. Oszczedzam ok 20 tys. rocznie, nie jest źle z pieniędzmi ale potrzebujemy tez wiekszego mieszkania. Boje sie kredytu bo czasy niepewne, ale nerwy mnie zjedzą i nie chce żeby dziecko dorastało w takim klimacie bo często kłóce się z mężem o to że on im zwraca uwagę , wiem że on dobrze robi, ale to odbija się na naszym aucie (jest stare więc się nie boje) , dziwie się jeszcze że go nie porysowali, lub nie polali mi drzwi farbą, sasiadce z dołu próbowali podpalic drzwi bo tez ich wyganiała (przychodza te inni tutaj do tych meliniarzy).
Kochani poradźcie co zrobić, pisma ze skargami nic nie dają, policja ma to w nosie, nie wiem czy mam iśc do jakiegoś burmistrza czy to cos da?
No i poradźcie w sparawch finansowych. Nie wiem czy to mieszkanie się sprzeda...cieńko to widzę...nie wiem co zrobie jakbym miała kupic inne, nie stac mnie aby utrzymywac dwa...wynająć? mam super wyremontowane....wszystko o kant tyłka rozbić...wszystko na nic uncertain
Jestem załamana, dzisiaj mam doła totalnego wiec chciałam sie też wygadać...przepraszam...
    • crises Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 09:37
      Sprężyć się finansowo i kupić inne - czego byś nie zrobiła, sytuacja się nie poprawi, zapomnij.

      Ja podjęłam decyzję o wyprowadzce z bloku z powodów o wiele mniej palących, jakbym miała menelstwo na klatce schodowej, nie zastanawiałabym ani sekundy.

      Pozostaje jeno moralny problem wciśnięcia komuś takiego grzyba.
    • agnieszka_mmm Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 09:40
      Masz 50 tys do spłaty a zaoszczędziliście 90 tys, to nie rozumiem. Nie lepiej spłacić kredyt, sprzedać mieszkanie i ewentualnie wynająć inne na jakiś czas? Odkładać i kupić większe. Wydaje mi się, że to lepsze rozwiązanie niż choroba psychiczna, której możecie się nabawić z nerwicy. Pomyśl o tym, że masz małe dziecko. A jak jej/mu coś zrobią?
    • alba27 Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 09:51
      To co zrobiłabym odrazu to wystawiła mieszkanie na sprzedaż, jak znajdziesz kupca to zaznaczysz, że potrzebujesz 1-2 miesiące na znalezienie nowego mieszkania i załatwienie kredytu. Sprzedaj to mieszkanie nawet jakbyś miała zejść z ceny.
      Ni wiem czy dobrze liczę : 120 dostaniecie za mieszkanie (może więcej ale załóżmy mniej optymistyczną wersję), macie 90 oszczędności, czyli razem210 , trzeba odjąć 50tys które pozostało wam do spłaty i pozostaje 160 tys, czyli nie jest źle zwłaszcza że dochody pozwalają na to aby coś odłożyć. Nie wiem po ile chodza mieszkania w twoim mieście ale mając 160 wkładu własnego kredyt chyba ni ebędzie porażający, możecie przecież go nadpłacać.
      • joasiek75 Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 15:59
        Jesli je sprzedam to nie byłoby takiego problemu z kupnem nastepnego, nawet mam jedno na oku i niedługo wyjaśni się co z nim. Nie chcę przeprowadzać się do wynajmowanego bo mieszkałam 11 lat na wynajmowanym i mam dość. Najgorsze sa te miesiace letni bo przyjeżdżaja te gnojki z zakładu wychowawczego wiec teraz nie mogę wystawic tego mieszkania, bo odstraszę potencjalnego kupca...
        Kredytu specjalnie nie spłaciłam bo zakładam opcję z wynajmem w razie niemożności sprzedaży tego mieszkania.
        Nowe mieszkani ma mieć ok 80 m2 z balkonem i w dobrej cenie, wiec znalazłam takie, sprawdziłam klatka czysta, mieszkaja starsze osoby, wieczorem menelstwa nie ma.Mam nadzieje że kupno sie uda bo sa małe komplikacje...ale o tym za tydzień napisze dokładniej
    • jamesonwhiskey Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 10:51
      nie wiadomo co to za miasto wiec mozna se tu dyskutowac o niczym
      ale jak chcesz sprzedac taka mine w bloku socjalnym to upust musi byc solidny
      chyba ze znajdzie sie jakis najemca idiota to wtedy wynajac samemu sie przeprowadzic gdzie indziej
      a na przyszlosc w nieruchomosciach lokalizacja to numer jeden innepierdly sam niej wazne
    • mama_dorota Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 10:51
      My z mężem wynajmowaliśmy przez rok mieszkanie w podobnym otoczeniu, choć zdaje się, że jednak było trochę lepiej. Do naszego starego samochodu mieliśmy w tym czasie 7 włamań.

      To były 2 pokoje, 45 m2, więc dla młodego małżeństwa całkiem niezłe warunki, ale mimo że byłam w ciąży bez żadnego żalu przeprowadziliśmy się do 27-metrowej sutereny.

      Szkoda życia, stać was na zmianę i powinniście się do tego przymierzyć. Nawet jeśli nie wyjdzie od razu, to co wam szkodzi, aby ogłoszenie sobie wisiało na jakiś portalu. A dziecko z kim się będzie bawić na podwórku, gdy dorośnie do wieku, kiedy może wychodzić samodzielnie?
      • joasiek75 Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 16:10
        Nie mielismy nigdy włamania do piwnicy, czy tez do samochodu, az się dziwię. Ogólnie to jesli im uwagi nie zwrócisz to możesz mieszkac spokojnie. Mieszka tytaj tez pani która pracuje w Banku, ale ona przychodzi późnym popołudniem i stara się nie zauważać tego i jej sie nie czepiają, a mój mąż nie potrafi przejśc koło nich bez zrobienia awantury, dlatego mamy taką sytuację....ja wiem że on ma rację, ale przez to kłócimy sie tez czesto, bo ja chce tutaj spokojnie mieszkać do czasu wyprowadzki a on twierdzi że jak zdewastują klatke to w ogóle tego mieszkania nie sprzedamy no i ma rację...eh...ciężko...

        > Szkoda życia, stać was na zmianę i powinniście się do tego przymierzyć. Nawet j
        > eśli nie wyjdzie od razu, to co wam szkodzi, aby ogłoszenie sobie wisiało na ja
        > kiś portalu. A dziecko z kim się będzie bawić na podwórku, gdy dorośnie do wiek
        > u, kiedy może wychodzić samodzielnie?
        Syn moze juz samodzielnie wychodzić, tutaj ogólnie nie ma podwórka, mieszkanie jest prawie w centrum i naokoło sa sklepy i normalni ludzie...
        On wychodzi do kolegów z klasy pograc w piłkę na boisku lub bawi sie u nich na podwórku, z tymi tutaj się nie zadaje.
        dzisiaj własnie dostałam telefon że prawdopodobnie wyjasni sie sytuacja z upatrzonym mieszkaniam w nast. tyg.(wczoraj byłam załamana bo myslalam że nic z tego) wtedy bedzie nas stać na kupno mieszkania tamtego, a to mogłoby zostac na wynajem, chociaż najchętniej pozbyłabym się go jak najszybciej. Mam zamiar pójśc do burmistrza jeszcze w tej sprawie, byl moim nauczycielem , ale nie wiem czy to cos da...
        • mama_dorota Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 17:39
          Mąż ma rację i nie ma. Ma rację, że nie powinni chuliganić, ale nie ma, bo te jego awantury dają skutek odwrotny. A co ci burmistrz pomoże? Wyrzuci ich z mieszkań? No chyba, że są jakieś plany na przesiedlenia, to może towarzystwo się po mieście rozparceluje. Gdzieniegdzie takie programy są realizowane.
          • z17 Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 19:44
            Oto kolejne kroki do wykonania - w następującej kolejności:

            1. Jeśli obecne mieszkanie ma być na pewno sprzedane, to musisz do końca spłacić kredyt. Nikt nie kupi tak fatalnego mieszkania obciążonego jeszcze hipoteką na rzecz banku (to jest jednak duża upierdliwość dla nabywcy przy kupnie, bo musi się rozliczyć zarówno ze sprzedającym, jak i z bankiem).

            2. No więc wydajesz 50.000 PLN ze swoich oszczędności na spłatę kredytu (zostaje 40.000 PLN na koncie) i zaczynasz forsownie sprzedawać mieszkanie. Najlepiej jest znaleźć gdzieś w pobliżu karteczkę o treści "kupię mieszkanie w tym budynku" - takie karteczki przyklejają na drzwiach od klatek schodowych małe lokalne agencje nieruchomości, które są bardzo skuteczne. Oprócz tego oczywiście możesz to wstawić do internetu i do wielkich agencji. Ale jeśli jest to tak fatalna lokalizacja i sąsiedztwo, to standardową drogą potencjalnych nabywców znaleźć będzie trudno.

            3. Jeśli znajdzie się nabywca (o to będzie najtrudniej i może to potrwać nawet pół roku i dłużej), podpisujesz z nim umowę przedwstępną i inkasujesz zadatek rzędu 20 tys. zł (to jest gwarancja na Twoją rzecz, bo jeśli kupujący się wycofa, to mu ta kasa przepadnie). Negocjujesz czas, w którym nabywca wpłaci resztę pieniędzy (miesiąc? dwa?) i czas, w którym Ty masz się wyprowadzić (standardowo 7-14 dni od chwili wpływu całej sumy za mieszkanie na konto).

            4. Jak już masz w garści umowę przedwstępną na sprzedaż starego lokum, możesz zająć się kupnem nowego mieszkania. Jeśli jest to rynek wtórny, no to odpada mozolne i czasochłonne doprowadzanie go do stanu używalności z tzw. stanu developerskiego. Podpisujesz zatem umowę na nie, wiedząc, kiedy Ci wpłyną pieniądze ze sprzedaży starego mieszkania (możesz dograć terminy), dodajesz do tego owe 40.000 PLN, no i wyliczasz, ile potrzeba Ci jeszcze kredytu, aby starczyło na całość.

            5. Z umową przedwstępną na nowe mieszkanie w garści i z dokonanymi wyliczeniami, idziesz do dobrego biura pośrednictwa kredytowego i zaczynasz starać się o kredyt hipoteczny na brakującą kwotę. Na załatwienie tego kredytu trzeba liczyć do 2 miesięcy (najkrócej trwa to miesiąc) i musisz ten czas uwzględnić w umowie kupna nowego mieszkania.

            Z tego co piszesz, zabierasz się do sprawy od dupy strony, bo zaczęłaś od szukania nowego pasującego wam lokalu. To błąd i zupełnie złe działanie. Wpierw trzeba podpisać umowę na sprzedaż starego mieszkania, a dopiero potem należy zacząć szukać kolejnego. W tej kolejności, jaką Ty zrobiłaś, będziesz musiała wziąć wielgachny kredyt hipoteczny (który nie wiadomo czy w ogóle wam dadzą), a następnie wcześniej spłacić lwią jego część, gdy uda się sprzedać stare mieszkanie. Wyjdzie drogo i będzie nerwowo , a do tego b. trudno jest wynegocjować z bankiem brak prowizji za wcześniejszą spłatę części kredytu hipotecznego.
            • z17 Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 19:51
              Aha, zapomniałem dodać ważną rzecz. Oczywiście, w tym scenariuszu, który napisałem, nie da się zgrać tego w ten sposób, że przeprowadzasz się z jednego mieszkania wprost do drugiego. Musisz sobie wykombinować tymczasowe lokum na miesiąc -półtora , najlepiej gdzieś przy rodzinie. Nie będzie to wcale trudne, bo rzeczy ze starego mieszkania spakowane w kartony plus meble wywozisz do magazynu firmy przeprowadzkowej, gdzie sobie ten miesiąc czekają w spokoju, aż je przewieziesz do mieszkania nowego. Także zwalasz się rodzinie na kark tylko z najpotrzebniejszymi rzeczami w walizce, a nie z całym majdanem.

              Ps. Wszystko co napisałem ćwiczyłem na sobie więc - da się.
              • joasiek75 Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 23:23
                z17 napisała:

                > Aha, zapomniałem dodać ważną rzecz. Oczywiście, w tym scenariuszu, który napisa
                > łem, nie da się zgrać tego w ten sposób, że przeprowadzasz się z jednego mieszk
                > ania wprost do drugiego. Musisz sobie wykombinować tymczasowe lokum na miesiąc
                > -półtora , najlepiej gdzieś przy rodzinie. Nie będzie to wcale trudne, bo rzecz
                > y ze starego mieszkania spakowane w kartony plus meble wywozisz do magazynu fir
                > my przeprowadzkowej, gdzie sobie ten miesiąc czekają w spokoju, aż je przewiezi
                > esz do mieszkania nowego. Także zwalasz się rodzinie na kark tylko z najpotrzeb
                > niejszymi rzeczami w walizce, a nie z całym majdanem.
                >
                > Ps. Wszystko co napisałem ćwiczyłem na sobie więc - da się.

                Nie mamy komu zwalic sie na głowę pozostaje tylko wynajem ewentualny, brałam na to poprawke bo jabym sprzedala to moge pójśc na 2 miesiące na wynajem na czas remontu tego mieszkania co mam na oku...
                Byłam załamana bo myslłam że z tym mieszkaniem nic nie wyjdzie, ale sa widoki jeszcze na nie wiec trzymajcie kciukismile
                Mieszkania za 250 tys + remont nie biore pod uwagę bo mnie na nie nie stać, a tyle musiałabym zapłacić za mieszkanie w nowym budownictwie ok 80m2 .Nowe w stanie deweloperskim to koszt 4200 zł/m2
            • joasiek75 Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 23:19
              Ogólnie to wiem jak to działa, kupno mieszkania ...
              Ad 1 spłata kredytu to żaden problem do kupującego mieszkanie, po prostu przelewa pieniądze na 2 konta a bank wypisuje sie z hipoteki i tyle. Nie spłace tego kredytu bo jesli go nie sprzedam to wynajmę, a lepiej opłaca mi sie brac mniejszy kredyt na nowe mieszkanie, bo stary kredyt jest b. tani, teraz takiego nie dostanę juz sie dowiadywałam.

              Ad 2. nie moge zacząc sprzedazy obecnego mieszkania do końca lata, musze czekac az te gnojki pojada do zakładów wychowawczych we wrzesniu, bo odstrasza mi potencjalnego kupca.

              Ad 3. Mam zamiar tak zrobić.

              Ad 4. Nie chcę mieszkania wyremontowanego przez kogoś i tutaj zdania nie zmienie, nie chce mieszkac byle jak, wiec szukam mieszkania do remontu i w przyszłym tygodniu wyjasni mi się sprawa mieszkania za ok 120 tys + - 50 tys na remont. Więc kredyt bym dostała, moge czekac na kupca i wynajmowac w miedzyczasie.

              W tej kolejności, jaką Ty zrobiłaś, będziesz musiała wziąć w
              > ielgachny kredyt hipoteczny (który nie wiadomo czy w ogóle wam dadzą), a następ
              > nie wcześniej spłacić lwią jego część, gdy uda się sprzedać stare mieszkanie. W
              > yjdzie drogo i będzie nerwowo , a do tego b. trudno jest wynegocjować z bankiem
              > brak prowizji za wcześniejszą spłatę części kredytu hipotecznego.

              Moge spłacić 30 % bez prowizji a po 3 latach całośc wiec nie jest źle w BOŚ banku.
              • tiszantul Re: Problem z mieszkaniem... 12.07.13, 23:46
                > Ad 1 spłata kredytu to żaden problem do kupującego mieszkanie, po prostu przelewa pieniądze na 2 konta a bank wypisuje sie z hipoteki i tyle

                będzie trudno wytłumaczyć kupującemu, dlaczego przy obecnej podaży ma kupować mieszkanie z patologicznym sąsiedztwem i jeszcze mieć jakieś problemy z hipoteką

                > Ad 2. nie moge zacząc sprzedazy obecnego mieszkania do końca lata, musze czekac az te gnojki pojada do zakładów wychowawczych we wrzesniu, bo odstrasza mi potencjalnego kupca.

                Trzymamy kciuki, żebyś szybko znalazła naiwniaka. Najlepiej rodzinę z małymi dziećmi i kredytem, ale się przyszłym latem zdziwią, co nie?
                • z17 Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 15:18
                  tiszantul napisała:

                  > będzie trudno wytłumaczyć kupującemu, dlaczego przy obecnej podaży ma kupować m
                  > ieszkanie z patologicznym sąsiedztwem i jeszcze mieć jakieś problemy z hipoteką

                  Dokładnie o to mi chodziło. Ludzie chcą mieć święty spokój, jeśli mieszkanie jest super atrakcyjne, owszem ewentualnie mogą bujać się jeszcze z wpisem na hipotece, ale to nie zupełnie działa w przypadku, gdy lokal jest hmmm...... powiedzmy, że nienadzwyczajny.

                  Autorka wątku pisze, że to "żaden problem, bo kupujący po prostu przelewa pieniądze na dwa konta, a bank wypisuje się z hipoteki". No, tak to jest tylko w teorii. Kupujący będzie po pierwsze żądał dokumentacji z banku, że kredyt spłacany jest regularnie (za takie zaświadczenia bank będzie zdzierał jak za zboże), po drugie, może podejrzewać, że są jakieś inne trupy w szafie np niepłacony czynsz i rachunki - będzie to sprawdzał dużo bardziej upierdliwie niż zwykle. Poza tym, zwolnienie hipoteki przez bank TRWA !!!! To nie jest hop siup, tralala la ! Rzecz się ciągnie... A co jeśli kupujący kupuje nie za gotówkę, tylko też chce się posiłkować kredytem? Czy zdajesz sobie sprawę, jakie WTEDY robią się z tego kombinerki? (pomijam śladowo prawdopodobną sytuację, gdy kredyt spłacany i kredyt brany pochodzą z tego samego banku). Ludzie naprawdę unikają kupna lokali z wpisem na hipotece. Zwłaszcza przy tak ogromnej podaży, jak w dzisiejszych czasach.
                • joasiek75 Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 21:34
                  > Trzymamy kciuki, żebyś szybko znalazła naiwniaka. Najlepiej rodzinę z małymi dz
                  > iećmi i kredytem, ale się przyszłym latem zdziwią, co nie?

                  No widzisz tak samo jak poprzedni własciciele znaleźli naiwniaka, czyli mnie, niestety...jak to żydek mawiał:"przyjdzie głupi i kupi"
              • agnieszka_mmm Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 08:17
                hmm zastanów się z tym mieszkaniem wśród starszych ludzi.. Nie chce Cię straszyć ale znajomi kupili wymarzone mieszkanie w bloku, gdzie mieszkali sami starsi ludzie. Wydawało się, że będzie cisza i spokój ale tylko się wydawało. Starsi mieszkańcy nie pracują, siedzą w domu cały czas i wszystko im przeszkadza. Nie chce generalizować bo może być inaczej ale przemyśl to. Ci moi znajomi od dnia przeprowadzki mieli cały czas jakieś problemy z mieszkańcami. Nie mogli nawet obejrzeć telewizji bo ci dzwonili do straży miejskiej (??!!), że zakłócają porządek, ciszę nocną. Wtrącali się, wścibiali nos cały czas. Znajoma opowiadała, że gdy szła klatką to miała wrażenie, że wszyscy sąsiedzi stoją pod drzwiami i ją obserwują. Tym bardziej, że masz małe dziecko, które będzie biegać po mieszkaniu, rzucać zabawkami itpsmile Oczywiście mam nadzieję, że Twoi przyszli mieszkańcy będą inni
                • agnieszka_mmm Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 08:20
                  Przperaszam, dopiero doczytałam, że syn jest już starszy ale tak czy siak będzie generował jakieś hałasy
                • beverly1985 Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 12:21
                  Starsi m
                  > ieszkańcy nie pracują, siedzą w domu cały czas i wszystko im przeszkadza.

                  Tak bywa, nie zawsze tak jest, ale bywa.
                  Odwiedzam swoja starsza ciotkę i ona wielokrotnie dzwonila do administracji budynki, ze przeszkadzaja jej dzieci. Co robią?- grają w pilke na podwórku, smieją sie głosno, biegają. Dzieci jest sztuk 6, wszystkie z jednej rodziny, spędzają czas na podworku, bo w mieszkaniu nie mają miejsca.

                  Wybadaj tam sasiadów- czy ktoś ma dzieci? Jesli wypatryzsz jakąs mame z dzieckiem to zagadaj ją, jak się meiszka.
                • joasiek75 Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 21:32
                  agnieszka_mmm napisała:

                  > hmm zastanów się z tym mieszkaniem wśród starszych ludzi.. Nie chce Cię straszy
                  > ć ale znajomi kupili wymarzone mieszkanie w bloku, gdzie mieszkali sami starsi
                  > ludzie. Wydawało się, że będzie cisza i spokój ale tylko się wydawało. Starsi m
                  > ieszkańcy nie pracują, siedzą w domu cały czas i wszystko im przeszkadza. Nie c
                  > hce generalizować bo może być inaczej ale przemyśl to. Ci moi znajomi od dnia p
                  > rzeprowadzki mieli cały czas jakieś problemy z mieszkańcami. Nie mogli nawet ob
                  > ejrzeć telewizji bo ci dzwonili do straży miejskiej (??!!), że zakłócają porząd
                  > ek, ciszę nocną. Wtrącali się, wścibiali nos cały czas. Znajoma opowiadała, że
                  > gdy szła klatką to miała wrażenie, że wszyscy sąsiedzi stoją pod drzwiami i ją
                  > obserwują. Tym bardziej, że masz małe dziecko, które będzie biegać po mieszkani
                  > u, rzucać zabawkami itpsmile Oczywiście mam nadzieję, że Twoi przyszli mieszkańcy
                  > będą inni


                  Ha ha smile Teraz to mnie pocieszyłas bo wychodzi na to że i tak źle i tak niedobrze. Nastolatki źle...staruszki źle, najlepiej wybudowac dom na który mnie nie stac w danym mieście, a na wsi nie chce mieszkać...eh...
        • stef63 Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 12:36
          joasiek75 napisała:

          > Nie mielismy nigdy włamania do piwnicy, czy tez do samochodu, az się dziwię. Ogólnie to jesli im uwagi nie zwrócisz to możesz mieszkac spokojnie. Mieszka tuta j tez pani która pracuje w Banku, ale ona przychodzi późnym popołudniem i stara się nie zauważać tego i jej sie nie czepiają, a mój mąż nie potrafi przejśc koło nich bez zrobienia awantury, dlatego mamy taką sytuację....ja wiem że on ma rację, ale przez to kłócimy sie tez czesto, bo ja chce tutaj spokojnie mieszkać do czasu wyprowadzki a on twierdzi że jak zdewastują klatke to w ogóle tego mieszkania nie sprzedamy no i ma rację...eh...ciężko...


          Szkoda, że takich ludzi jak Twój mąż jest tak mało. Większośc woli udawac, że nie widzi i nie słyszy.
          Jest ogólne przyzwolenie na wandalizm, smykarstwo, zakłócanie ciszy nocnej, itd.
          Faktem jest też, że zwykli, porządni ludzie nie maja oparcia w prawie, w policji czy straży miejskiej. Służbom i instytucjom powołanym do chronienie porządnych ludzi i porządku, a utrzymywanym z naszych podatków wszystko zwisa. Każdy chce miec święty spokój, a łobuzeria się cieszy i panoszy.
          Brakuje mi też w blokach (budynkach wielorodzinnych) instytucji dozorcy, który by przypilnował mieszkań w budynku, miał oko na porządek i bezpieczeństwo na klatce, naprawił to i owo.
          • anula36 Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 13:39
            Tak bywa, nie zawsze tak jest, ale bywa.
            Odwiedzam swoja starsza ciotkę i ona wielokrotnie dzwonila do administracji budynki, ze przeszkadzaja jej dzieci. Co robią?- grają w pilke na podwórku, smieją sie głosno, biegają. Dzieci jest sztuk 6, wszystkie z jednej rodziny, spędzają czas na podworku, bo w mieszkaniu nie mają miejsca.

            Ta ciotka to chyba u mnie zamieszkujesmile Moi sasiedzi np potrafili w niewybradny sposob zbesztac mloda mame,ze jej synowi zdarza sie przebiec po mieszkaniu bez pantofli, czyli za glosno! I to przeszkadza sasiadom z lewa i prawa! Nota bene osobie mieszkajace dokladnie pod owym biegaczem czyli mnie jakos najmniej to przeszkadza.
            • joasiek75 Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 21:37
              > Ta ciotka to chyba u mnie zamieszkujesmile Moi sasiedzi np potrafili w niewybradn
              > y sposob zbesztac mloda mame,ze jej synowi zdarza sie przebiec po mieszkaniu be
              > z pantofli, czyli za glosno! I to przeszkadza sasiadom z lewa i prawa! Nota ben
              > e osobie mieszkajace dokladnie pod owym biegaczem czyli mnie jakos najmniej to
              > przeszkadza.

              Jak widać zawsze sa jakieś zgrzyty ze sąsiadami, mój syn jest raczej z tych spokojnych w pilke w domu nie gra...ale nigdy nie wiadomo...
              • agnieszka_mmm Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 21:39
                Nie chciałam Cię straszyć smile po prostu uczulić na takie problemy. Sama zawsze myślałam, że najlepiej mieszkać wśród starszych ludzi, bo cicho, bo spokojnie ale sytuacja znajomych dała dużo do myśleniasmile Oczywiście u Ciebie może być inaczej. Ale żeby nie było jak nie urok to... smile
                • joasiek75 Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 21:43
                  agnieszka_mmm napisała:

                  > Nie chciałam Cię straszyć smile po prostu uczulić na takie problemy. Sama zawsze m
                  > yślałam, że najlepiej mieszkać wśród starszych ludzi, bo cicho, bo spokojnie al
                  > e sytuacja znajomych dała dużo do myśleniasmile Oczywiście u Ciebie może być inacz
                  > ej. Ale żeby nie było jak nie urok to... smile
                  Rozumiem wink
                  tam sa 2 klatki, w jednej mieszkaja strsi ludzie z synem 20 latkiem, w drugiej równiez młodzi z dziećmi. Mieszkania oczywiście sie stykają...zapytam jak bede w pobliżu...
          • joasiek75 Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 21:41
            > Szkoda, że takich ludzi jak Twój mąż jest tak mało. Większośc woli udawac, że n
            > ie widzi i nie słyszy.
            > Jest ogólne przyzwolenie na wandalizm, smykarstwo, zakłócanie ciszy nocnej, itd
            > .
            > Faktem jest też, że zwykli, porządni ludzie nie maja oparcia w prawie, w policj
            > i czy straży miejskiej. Służbom i instytucjom powołanym do chronienie porządnyc
            > h ludzi i porządku, a utrzymywanym z naszych podatków wszystko zwisa. Każdy chc
            > e miec święty spokój, a łobuzeria się cieszy i panoszy.
            > Brakuje mi też w blokach (budynkach wielorodzinnych) instytucji dozorcy, który
            > by przypilnował mieszkań w budynku, miał oko na porządek i bezpieczeństwo na kl
            > atce, naprawił to i owo.

            No wlasnie ja to wiem ze on ma rację, ale ja chciałabym miec światy spokój.
            Ale dzisiaj jedna ze sasiadek wyrzuciła taką gówniarę z naszej klatki która przyszła z budynku obok i ona sobie wróciła i petowała na nowa podłoge i ja widząc to tak sie wkurzylam że wypiep...ją z klatki ...czasami takie cos pomaga... wink
    • beverly1985 Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 22:03
      jak to sie stało, ze kupilaś mieszkanie w menelni?
      • joasiek75 Re: Problem z mieszkaniem... 13.07.13, 22:26
        Nie wiedziałam tak dokładnie. Zresztą ci co teraz najwięcej przeszkadzają i dewastują wprowadzili się 3 lata temu. Jest jeszcze jedna rodzinka która handluje tytoniem, ale ci sa mniej uciążliwi i ci mieszkaja tutaj cały czas, ogólnie nie ma rozrób w nocy, zdarzają się sporadycznie, kiedyś dzwoniłam na Policje teraz wkładam stopery. Jednej" rodzince" zabrali dziecko i to jest min. męża zasluga, a i tak trwało to 2 lata. Matka notoryczna alkoholiczka ( czasami awanturowała się ze swoim konkubentem na klatce) dziecko latało samopas na mrozie i chłodzi glodne, sąsiad mieszkający pod ta rodzinka też dzwonił na policję bo słyszał jego płacz czesto u nas nie było słychać. Inni to tacy drobni pijaczkowie którzy czasami pija na klatce, ale juz nie piją bo sie boją mojego męża"kapusia".
        • naturella Re: Problem z mieszkaniem... 14.07.13, 12:58
          Nie przesadzajcie tak z tymi trudnościami i kombinacjami przy sprzedaży mieszkania z kredytem hipotecznym. Sprzedawalam takie, dodatkowo kupujący kupował rownież na kredyt.

          Nie było z tym żadnego problemu, potrzebne jest zaświadczenie z banku, jaka jest wysokość kredytu i ze bank zwolni hipoteke po całkowitej spłacie, podany numer konta. Potem kupujący stara sie o swoj kredyt, po podpisaniu aktu notarialnego jego bank robi dwa przelewy - na konto kredytowe, a to co zostanie na konto sprzedającego. Potem z banku przychodza papiery o zwolnieniu hipoteki. Tak czy siak kupujący musi wpisać swoj kredyt do hipoteki więc robi to za jednym zamachem.

          Dla ludzi info o kredycie hipotecznym jest czymś zupełnie normalnym.
          • joasiek75 Re: Problem z mieszkaniem... 14.07.13, 18:35
            Dokładnie tak jak naqpisałaś, ja też kupowałam mieszkanie z kredytem i na kredyt i nie było żadnego problemu, tak wiec nie mam zamiaru go spłacac bo jast b. tani, wole wczesniej spłacić ten nowy jeśli kupie to mieszkanie, a tamto bedzie sie spłacało z najmu...
            • naturella Re: Problem z mieszkaniem... 14.07.13, 20:03
              Tylko z tym wynajmem forumowicze maja trochę racji, jeśli wynajmujacy nie zdzierzy menelstwa to pewnie po miesiącu Ci ucieknie. Chyba ze obnizysz cenę wynajmu i uprzedzisz chętnych...
              • joasiek75 Re: Problem z mieszkaniem... 14.07.13, 20:16
                naturella napisała:

                > Tylko z tym wynajmem forumowicze maja trochę racji, jeśli wynajmujacy nie zdzie
                > rzy menelstwa to pewnie po miesiącu Ci ucieknie. Chyba ze obnizysz cenę wynajmu
                > i uprzedzisz chętnych...

                Będę próbowała cos robić, najpierw sprzedać , potem wynająć no i bede walczyc o wyeksmitowanie tych najgorszych. Za moich czasów jedna rodzinę przeprowadzili wiec może nękanie ADM-u cos da chociaż to walka z wiatrakami...czasami...ewentualnie zostaje program typu ekspres reporterów, czy interwencja... zobaczymy...
Pełna wersja