malamazi
06.08.13, 12:24
Witam,
Jesteśmy młodym małżeństwem, które znalazło się w trochę mało komfortowej sytuacji. Otóż mój mąż stracił prace z dnia na dzień. Dotychczasowe oszczędności jakie udało się nam zebrać przez okres narzeczeństwa przeznaczyliśmy na ślub i wykupienie partycypacji na mieszkanie + urządzenie go. No a teraz powstała taka mało ciekawa sytuacja.
Zarabiam 2,5 tys. na rękę. Tysiąc złotych kosztuje nas mieszkanie tj. czynsz (tbs) + prąd + gaz + telewizja. Abonament telefoniczny to moje 25 zł miesięcznie + 70 zł. miesięcznie męża. Mamy też dużego psa, koszt jego karmy to 150 zł. miesięcznie. Na 'utrzymaniu' mamy też 10 letni samochód, jednakże użytkujemy go jedynie w weekendy na jakieś niedalekie wypady nad wodę, podjechanie do sklepu na zakupy itp. Dojazdy do pracy kosztują mnie komunikacją miejską miesięcznie 100 zł.
Powiem szczerze, że jako młoda gospodyni domu pieniądze na jedzenie jakoś przelewają mi się przez palce tj. nie potrafię określić dokładnie ile wydajemy na jedzenie. Stołujemy się w domu, tj. obiady są przygotowane w domu, do pracy też zabieram ze sobą kanapki. Nie prowadzimy jakiegoś rozrywkowego życia

nasz czas wolny od dwóch miesięcy wypełnia w pełni pies, czyli głównie spacery itd. Czasem, spotkamy się ze znajomymi w jakimś pubie, ale nie jest to częściej jak raz, dwa razy w miesiącu, czasem zamówimy sobie coś na wynos do jedzenia itd. Mimo wszystko ta kasa się nam jakoś rozpływa....
Chciałabym doprowadzić do takiego stanu, by zamykać się przy tego typu opłatach w 2 tys. zł. tj by odkładać te 500 zł na konto oszczędnościowe co miesiąc. Niestety z pracą męża jest krucho, b. mało ofert i obawiam się, że jego okres bezrobocia się przedłuży.
Czy jest to w ogóle możliwe? Przy moim planie musielibyśmy się zmieścić w kwocie 500 zł za jedzenie.... zastanawiam się czy jest tu ktoś kto dysponuje taką kwotą na jedzenie dla dwóch osób i jaką taktykę prowadzi - czy planowanie posiłków na tydzień i zakupy tygodniowe są dobrym pomysłem?