ambinek
10.08.13, 13:29
Witam i pozdrawiam wszystkich na wstępie.
Czytam forum od paru lat dzięki Wam naprostowałam parę nawyków finansowych. Dziś pierwszy raz piszę i proszę Was o poradę i spojrzenie z dystansem i realizmem na taki oto problem. Mamy z mężem trochę gotówki i marzenie o podróży dookoła świata, nie mamy mieszkania, a te również chcielibyśmy mieć. Wiem, dużo chcemy
Dylemat przed którym stoimy to jakie podjąć decyzje w związku z mieszkaniem, kredytem i planowaną długą nieobecnością w Polsce. Obecnie mieszkamy i pracujemy w Warszawie, docelowo myślimy o powrocie i założeniu rodziny w moim rodzinnym mieście. Kwota, którą na ten moment dysponujemy na wkład własny, to ok. 80-100tyś. Kredyt chcemy na 20lat. Na ten moment mamy możliwość zrobienia jeszcze trochę oszczędności, ale nie chcielibyśmy zostać bez żadnych zaskórniaków.
Warianty, które rozważamy to: zakup mieszkania w mieście rodzinnym w zielonej i moim zdaniem bardzo ładnej dzielnicy, blisko spacerem do centrum, uniwersytetu, parku itp. Plus jest taki, że moja rodzina na miejscu, może doglądać mieszkania (notarialne upoważnienie rodziców do załatwiania wszelkich spraw naszych). Rodzice wyrazili na to zgodę. Sporo znajomych i przyjaciół, którzy pomogliby znaleźć najemców, jakby ci, których my znajdziemy przed wyjazdem się wyprowadzali.
Opcja pierwsza 2 pokoje 180-200tyś – zysk z najmu ok 1000zł, rata na ten moment ok.650
Opcja druga 3 pokoje 200-260tyś – zysk z najmu ok. 1500zł, rata na ten moment ok. 1150
Opcja trzecia kawalerka w Warszawie – 250tyś – zysk z najmu ok. 1400zł rata ok. 1150 (tu, gdzie mieszkamy obecnie - okolica cicha, zielona, bezpieczna, niska, zabytkowa zabudowa, szkoły, przedszkola, sklepy, knajpki itp. kilka minut do centrum, rewelacyjne połączenia ze wszystkimi dzielnicami). Moglibyśmy w niej mieszkać do czasu wyjazdu i nie wydawać na najem 1700 co miesiąc. Tu wydaje mi się, że z najmem będzie najmniejszy problem, ale jakby co, to rodzice mają 200km. Przyjaciele tu na miejscu mogliby pomóc z pilnowaniem mieszkania, ale wszystkie sprawy formalne pod naszą nieobecność musieliby załatwić rodzice.
A po zakupie mieszkania dalej odkładać, sprzedać większość tego, co da się sprzedać i zostawić parę ulubionych książek i ciuchów, do których chce się wracać.
Opcja czwarta trzymać kasę na lokatach i po prostu jechać – spokój z kredytem. Minus jest taki, że po jakimś czasie nie mamy ani kasy, ani mieszkania choćby na spółkę z bankiem, ani pracy. Za to przez dłuższy czas możemy bezstresowo podróżować.
Planowany czas wyjazdu połowa przyszłego roku. Zdajemy sobie sprawę, że nasze pomysły są ryzykowne (przestój w najmie, kredyt przy jednoczesnym braku pracy, możliwość zachorowania na malarię czy dostania w łeb, bo się znaleźliśmy w złym miejscu i czasie) Prędzej zrezygnujemy z zakupu mieszkania niż z wyjazdu.
Proszę spójrzcie na to chłodnym okiem i podzielcie się refleksjami.