grouse1
29.09.13, 20:02
Pytanie całkiem dosłowne

Wciąż zastanawiam się dlaczego niektórzy z was mieszczą się z 700 zł/mc na jedzenie, a moja rodzina wciąż zamyka się w 1600 choć cudów nie jemy. Dziś zgadałam się z koleżanką i chyba znam odpowiedź. W mojej lodówce w chwili obecnej mam:
- 30 jajek
- 3 rodzaje wędlin, paczkowane po 20 dkg
- parówki 500 dkg
- ser biały
- 6 serków homogenizowanych
- 2 kostki margaryny do smażenia
- 2 masła
- 6 jogurtów
- 2 puszki tuńczyka
- sałatka własnoręcznie zrobiona
- warzywa - 4 pomidory, 2 ogórki, 2 cukinie, kalafior, cebula, sałata, 2 papryki.
- ser zółty w kostce szt. 2
- 2 dżemy
- do tego 2 ketchupy, musztarda, majonez, przecier pomidorowy, suszone pomidory i sałatka ogórkowa w słoiku.
Koleżanka za to robi zakupy codziennie, w ilości do zjedzenia w ciągu dnia lub dwóch. U mnie większość leży, nie ukrywam, że część za jakiś czas wyrzucę, bo się zepsuje.
Czyżby tu tkwił mój błąd??? Kupuję rzeczy różnorodne, bo nie wiem na co będziemy mieć ochotę, a nie mam czasu codziennie być w sklepie.
Poradźcie, bo zaczyna mnie wkurzać to, że przejadam kupę kasy, nie jedząc przecież frykasów.