Dodaj do ulubionych

W mojej kuchni nic się nie marnuje

14.03.05, 13:08
Nowy watek = nowe pomysły i rady tudzież barwne historie rodzinne wink
Piszcie kochane jak wykorzystujecie jedzonko, z którym nie ma co zrobić, nie
piszę tutaj tylko o ziemniakach pozostałych z obiadu, bo temat zapiekanek czy
odsmażanych ziemniaczków pewnie kazdy ma już opracowany, chodzi o pomysły jak
wykorzystać coś co się zwykle kiedyś(kiedy się nie musiało oszczędzać...)
wyrzucało.
Na początek:

- jeśli zostanie mi choćby kawałek ciasta - nikt już go nie chce jeść, a jest
to ciasto typu babka to suszę na beton, ścieram na tarce na najmniejszych
otworach i siup do puszki, gdy piekę kolejne ciasto - wysypuję tym formę,
dzięki czemu oszczędzam bułkę tartą, mimo, iż nie jest to wydatek, bułkę też
robię sama - jeśli jakies pieczywo zostanie, bułki suszę z premedytacją
(przydają się do mielonych).
- jabłka - czasem kilka zostaje - choćby dwa zapomniane w koszyku - których
też już nikt nie chce bo zaczynają się marszczyć, wtedy obieram - skórki
suszę a z jabłek - albo tez suszę, albo smażę taką niby marmoladkę - papkę z
cynamonem i cukrem - to jest chwila a na śniadanko do tosta jak znalazł.
- butle po wodzie - 5 litrowe:
patent mojej teściowej - kisimy w nich ogórki na zimę, normalnie tak jak w
słoikach, tylko w butli, zakręcamy, odstawiamy i np. przy okazji większych
imprez typu święta - taki baniaczek idzie w chwilę, a nawet tak na codzień -
zupa ogórkowa, ogórki na kanapkę, w łapke itd. aż się skończą, zalewę
przecedzam, zlewam do butelek po Kubusiu , wstawiam do lodówki (może długo
postać w lodówce)i dolewam do zupy ogórkowej. Butla to też oszczędność
słoików, których ja akurat nie zbieram.

Nie jest to może rewelacja, ale zawsze coś, może macie inne ciekawe pomysły?
Obserwuj wątek
    • ninka25 Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 14.03.05, 16:45
      Staram się żeby w mojej też się nic nie marnowało.
      Ciasta robię rzadko, ale pomysł z jabłkami uważam za rewelacyjny... Często
      niestety zostają mi jakieś pozostałości jabłkowe, które się marszczą i nikt ich
      nie chce zjeść.
      Co do mnie: u mnie nic się nie marnuje, bo po prostu wszystko zużywam i nie mam
      pojęcia, jak to robię smile Nigdy nie zdarza się, żeby zazieleniła mi się wędlina
      czy coś takiego smile Zdarza się, że ser lekko podsycha, wtedy robię z niego
      zapiekankę i już.
      moje teściowa natomiast zesmaża wszystkie resztki po wędlinach, które jej
      zostaną, i dodaje je do kapuśniaku czy bigosu. Ale ona jest najbardziej
      rozrzutną osobą na świecie, więc wątek oszczędności jej nie dotyczy... 4000
      miesięcznie na życie to chyba dużo, nie ???
      Moja mam ma ciekawy sposób utylizacji kefiru czy jogurtu, takiego w dużych
      opakowaniach, który się przeterminuje o dzień czy dwa: robi z niego racuszki:
      dodaje mąki, jajko i 1 łyżeczkę sody, i 1 cukier waniliowy, I już.
      Jak sobie coś przypomnę to dopiszę smile
      pozdr.
    • pokonewka Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 14.03.05, 16:46
      U mnie czesto niestety zostaje pieczywo, mimo najszczerszych checi, wiec bulki
      tartej mialabym za duzo. W zwiazku z tym czesto robie takie zupy - gotuje rozne
      warzywa (ziemniaki, cebula - podsmazona lub nie, kalafior, groch) z kostka
      rosolowa i kilkoma kromkami suchego chleba, potem wszystko miksuje i
      przyprawiam. Wychodzi zupa tak sycaca, ze maz nawet drugiego dania juz jesc nie
      chce smile)
    • elizas2 Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 14.03.05, 19:18
      Ja tez (wstyd sie przyznac) kiedys wywalalam a to resztki makaronu, a to
      ziemniaków z obiadu. Ale od jakiegos czasu juz nie! I własnie ostatnio z
      tych "koncóweczek" zrobiłam sałatke: makaron, pół puszki fasolki konserwowej,
      pół jajka, wędlina, do tego dodałam jeszcze świezy szczypiorek i grzanki
      usmażyłam.Wyszło, pycha. A co najważniejsze mężowi smakowało, i się nie kapnął,
      że to z "końcóweczek" smile
    • kropka.nad.zet a u mnie 17.03.05, 08:27
      po prostu kupujemy tyle, żeby zjeść bez zmuszania się

      jabłka: na sztuki (np. po 6 dla mnie i dla męża), nie na kilogramy; w tym
      przypadku zauwazyłam, że kiedy proszę o 4-6 sztuk pani w zieleniaku wybiera, a
      kiedy prosi się o 2 kilogramy, bierze ze skrzynki jak leci i często trafiają
      się obite
      ziemniaki: gotuję na obiad tylko tyle, żeby zjeść, tzn. dla męża 3, dla mnie 2
      pieczywo: nie kupujemy na raz kilku rodzajów, nawet gdyby nie wiem jak
      apetycznie wyglądały
      czasem jednak widzę, że nie zjemy na czas jakiegoś kawałka, wtedy nie czekam,
      aż spleśnieje, lecz kroję go na kromki lub mniejsze cząstki i zamrażam. potem
      wykorzystuję jako grzanki

      a ostatnio zrobiłam ciasto z ciastek smile

      miałam w domu jakieś stare suche pierniki - nie do ugryzienia
      pokruszyłam, zalałam szklanką mleka, dodałam mąkę, olej, jajka, dżem, cukier,
      proszek do pieczenia, zmiksowałam - palce lizać, szczególnie jak trochę obeschło
    • jagoda85 Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 19.04.05, 11:58
      babkę można zamrozić jak i inne ciasta, chlebek też, poporcjować i do
      zamrażarki. Jak zostanie ciosto z pierogów, to też do zamrożenia, a tak wogóle
      to pierogi z ciasta mrożonego są o wiele smaczniejsze jak ze świeżego. jakieś
      resztki warzyw też mroże, żeby nie wyschły lub zepsuły się, potem do zupy jak
      znalazł. Resztki zup też mrożę. Wszystko się przydaje.
        • mmartaw Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 21.05.05, 22:32
          Kiedy z obiadu zostanie trochę risotta z warzywami, na następny dzień
          uzupełniam samym ryżem i smażonymi parówkami: niby też risotto ale inne.
          Ja także mrożę chleb w porcjach i wyjmuję w razie potrzeby - zawsze jest świeży
          Czasem zostaną 3 kotlety mielone - za mało na porządny obiad - następnego dnia
          robię ciasto "kopytkowe", rozdrabniam mięso widelcem i przyrządzam pyszne
          podłużne kluseczki z mięsem.
          Jeśli zostaną 3 naleśniki, 6 pierogów - zamrażam - jest awaryjny obiad dla
          córki kiedy musimy zostać dłużej w pracy
          Z czerstwej kromki chleba robię grzanki do zup-kremów: kroję w kostkę i smażę
          na patelni są chrupiące, pachnące - nie takie jak ze sklepu
        • multumesc Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 18.08.06, 13:28
          anonim001 napisała:

          > gotowane mieso z zup, ktorego moja rodzina nie zjada, zamrażam. Potem
          > wykorzystuję do krokietów, gołąbków i do bigosu.

          Tę metodę klika dziesięcioleci temu spopularyzował film "Zaklęte rewiry".
          Zamiast wyrzucać resztki niezjedzone resztki ze steków wprawny szef kuchni
          przygotowywał zrzay palce lizać, a co ważniejsze goście się "nie skapnęli"
      • cz.malgosia Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 08.07.09, 18:52
        Ja z miesa z rosolu robie zimne "nóżki", inaczej galaretki miesne czy jak kto
        zwal. Do miesa wkroje jeszcze troche marchewki (tej z rosolu) zalewam lekko
        rozcienczonym rosolem z zelatyna.
        Co prawda lubie gotowane mieso i moglabym je tak po prostu zjesc, ale robiac w/w
        galaretki mam konkretna potrawe. smile
        Pozdrawiam!
    • morgana_le_fay Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 24.05.05, 09:44
      Ale mi zaimponowałyście! No! no!


      Ja biję się w piersi, że jako "odkurzacza" do resztek używam własnego psa. On
      to uwielbia! Czerstwe pieczywo wożę na wieś dla kur sąsiadki.

      Co drugi rok mam kilka do kilkunastu ton jabłek. Z tymi to sobie poczynam!
      Wino, dżemy, przeciery, musy, chutneye, zaopatrzenie dla rodziny i sąsiadów
      itd. Resztę zjadają bobry z rzeki. To chyba nie zmarnowanie? W końcu
      stworzenia boże - niech się pożywią...

      A na świeże pomysły jabłkowe czekam nieustannie.

      morgana,
      • puniaa Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 24.05.05, 13:21
        Droga Morgano, cieszę sie, że Cię tutaj spotkałam - a nie na tej stronie hien
        (wiesz o czym mówię- i dzięki za takt i kulturę w tamtych wypowiedziach). Mam
        dla ciebie przepis na wykorzystanie dużej ilości jabłek, zazdroszcze Ci takiej
        ilości, choć wyobrazam sobie , że zagospodarowanie tego wymaga niemało pracy i
        czasu. Ja niestety musze zawsze jabłka do przetworów gdzieś "kombinować", żeby
        było taniej (brak własnego kawałka ziemi) a niestety z kupnych przetwory nie są
        tak dobre zwłaszcza w W-wie. Ale do rzeczy: jabłka rozgotowuję, nawet całe,
        przecieram dodaję dużo cukru i prażę. Kiedy będzie gęsta paćka rozsmarowuję na
        czymś płaskim - taca,deski i in. na grubość palca. Po obsuszeniu ( nie lepi się
        po dotknięciu) kroję w małą kratkę, obsypuję cukrem pudrem i jeszcze podsuszam
        te kosteczki. Potem do słoików i sa super "cukiereczki". Do masy gotującej się
        mozna dodać co kto lubi - skorkę cytrynowa, pomarańczową, wanilię, cynamon itp.
    • framberg Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 29.09.05, 21:46
      Chciałby zwrócić uwagę na rzecz chyba coraz częściej pomijaną - ogród. Jestem
      przeciwnikiem tyrania na grządkach ale są takie rzeczy, które same rosną.
      Szczypiorek znalazłem w trawie, w miejscu od czterech lat będącym trawnikiem.
      Na swojej grządce rośnie od kilku lat bez doglądania, ogórecznik rozmnaża się
      chyba sam. Tymianek, oregano, lubczyk, rozmaryn rosną w kępach z roku na rok
      coraz wiekszych. Sałatę, koper, rzodkiewkę, pietruszkę i buraczki sieję co rok -
      wydatek rzędu jednego pęczka pietruszki a jemy cały rok (w dwie osoby, buraki
      dorzucam do jedzenia psów). Warzywa w sklepach są tanie ale dodatkową zaletą
      własnych jest brak chemii w uprawie, to że nie trzeba nigdzie po nie iść, to że
      są świeżutkie. Świeże zioła to naprawdę zupełnie inna kuchnia - doszedłem do
      wniosku, że mieszkając w mieście nie miałem pojęcia co mogą zdziałać przyprawy.
    • linkaa3 Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 30.09.05, 10:26
      W mojej sie marnuje ale coraz rzadziej. Z reguly gotuje wiecej i 1/3 zamrazam,
      a ze gotuje na 2 dni, to mam 3 obiady.

      Bije sie w piersi, ze wczoraj 3 gotowane ziemniaki wyrzucilam. Moja wina. ALe
      nie mialam na nie pomyslu. Nienawidze marnowania.

      Musze sie zmobilizowac do robienia bulki tartej, choc zamiast niej do
      wysypywania form do ciasta uzywam otrab pszennych.

      Sloiczki po gotowych obiadach dla dzieci wykorzystuje pozniej do mrozenia
      koperku na przyklad lub buraczkow dla dzieci (akurat porcja na 1 obiad). Sa
      rowniez super do dzemow, bo mala porcja i zostanie zjedzona zanim sie zepsuje.
        • marta.uparta Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 07.11.08, 23:11
          te-res-ka napisała:

          > U mnie największy problem to zupy ,najczęściej gotuje za dużo i po
          dwóch dniach
          >
          > nikt już jej nie chce. Wtedy po prostu wlewam w litrowe słoiki
          gorąca zupkę i
          > wekuję, po miesiącu jak rodzinka już zapomni smaku ,zupka jak
          znalazł .

          Ja ten problem zniwelowałam gotując zupę w małym garnku. Wychodzi
          tyle, że akurat jest na dwa dni i finito. I walczę z moim mężem,
          który czasem postanawia nagotowac jakiejś grochówy czy kapuśniaku i
          oczywiście czyni to w największym garze jaki jest w domu, a potem je
          to sam, bo ja zup nie lubię,a syn zje jeden talerz i ma dosyć.
    • nisar Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 19.06.06, 09:45
      1. Gotowane ziemniaki - w całości - sałatka ziemniaczana (ogórek kiszony,
      jajko, parówki, majonez, cebulka) lub śledziowa; - tłuczone - 1/4 objętości
      ziemniaków mąki kartoflanej + łyżka mleka proszkowanego = kluski śląskie
      2. Jeśli gotuję czystą zupę - warzywa kroję i robię sałatkę jarzynową
      3. Gotowane mięso - obieram z kości, wkładam do pojemnika i mrożę. Jak się
      uzbiera, przesmażam z cebulką i np. pieczarkami, robię farsz do krokietów,
      również lubię taki farsz zamiast wędliny na chlebek.
      4. Żółty ser jeśli zeschnięty - odświeżam chwilę w mleku, ścieram, dodaję do
      zapiekanki.
      5. Biały ser - mrożę.
      6. Zbyt miękkie pomidory - rozduszam, przecieram, dodaję do zupy albo sosu

      Nie mam pomysłu na "przerobienie" świeżych warzyw, może ktoś coś podpowie?
    • martina.15 Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 19.06.06, 14:29
      smietana to jest wyzwanie smile
      ogolnie ostatnio kupuje dwa mniejsze pojemniki zamiast jednego duzego, bo co z
      tego ze duzy pojemnik jest tanszy jak polowe trzeba wywlic. oczywiscie reagowac
      trzeba szybko. biore ziola do potraw wloskich kamisu- obowiazkowa w mojej
      kuchni, troche szynki chociaz bez musu i czosnek- bardzo szybki i dobry sos do
      makaronu. tylko mozna go jesc wtedy kiedy nie mamy sie z nikim spotkac smile

      owoce, warzywa i swieze ziola zamrazamy- super pomyslem jest zamrozenie koperku
      czy pietruszki- posiekanych w foremkach do kostek lodu, zalane woda. wtedy mozna
      taka kostke praktycznie wrzucic do zupy.

      mamy thermomix, wiec ogolnie owoce i warzywa sa szybko przerabiane. sok z
      kawalkiem buraka, surowki ze wszystkim (ostatnio dodajemy ser zolty i jajko)...
      • pstosia Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 15.10.06, 13:21
        cala zimesmile moj tata tak tak robi! jak dla mnie to takie ogorki z baniaczkow sa
        lepsze niz ze sloikowsmile ja na studia zawsze zabieram ze dwa baniaczkismile tylko
        trzeba trzymac w jakims chlodnym miejscu - w piwnicy czy na balkonie. po
        otworzeniu, jak jakies ogorki nie zostana zjedzone od razu, to wkladamy je do
        sloikow i do lodowki. jemy na biezacosmile
        minusem tego sposobu kiszenia jest to, ze nie wszystkie ogorki wejda do baniaka
        - otwor jest mniejszy niz w sloikach!
    • rena.ndg Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 22.06.06, 23:47
      Fajny wątek Można podłapać dużo pomysłow.jednak nie odwarzyłaby się kisić
      ogórków w plastikowych butlach.Jest już udowodnione ,że "chemia" z plastkiku
      przechodzi nawet do wody w niej przechowywanej,dlatego też nie wolno w takich
      plastkiwych opakowaniach sprzedawać produktów dla dzieci.A ile tej chemii musi
      przejśc do ogórków i wody z nich.
      Staram się oszczedzać/sytuacja finansowa sama mnie zusza/ ale oszczędzam też
      zdrowie,szczególnie po chorobie mojego męża/rak jelita/.
      My nie kupujemy w ogóle wody pitnej.mamy filtr do wody i dzięki temu zdrową
      wodę ile dusza zapragnie. A dzięki tej wodzie zdrowe i soki i zupy.
      Dzisiaj został mi z obiadu kalafior a wczoraj trzy ziemniaki.
      Jutro na obiad bedzie zapiekanka z tegoż kalafiora,żiemniaków,resztek
      makaronu,sera i jaj.
      Do tego ogórki małosolne.Pycha.
      Ale pomysł z mrożeniem kromek chleba kupuję.Jest świetny, tylko z czego będę
      robiła bulkę tartą?
    • stworzenje Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 09.10.06, 19:37
      ja robie tak zeby stopniowo zjadac wszsytko,nic sie nam nie marnuje,naprawde
      rzadko sie cos zepsuje,bo ogolnie nie moge jak ludzie wywalaja ot tak jedzenie,a
      inni gloduja, mam takie poczucie ze jak sie jedzenia nie szanuje to kiedys moze
      sie to obrocic na zla strone...
    • veevaa Chleb 16.10.06, 17:24
      Nie wiem, czy juz bylo...
      Kiedy chleb u nas sie podeschnie (ale nie uda mu sie splesniec), robimy
      jajko-grznki, tzn. rozbijam jajko (jak na kotlety schabowe), dodaje odrobine
      soli, duzo przypraw: bazylii, czosnku, papryki, obtaczam chelebek i smaze na
      patelni. Bardzo dobresmile
    • angelea974 Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 04.05.07, 23:36
      Nigdy nie wyrzucam jedzenia - wszelkie resztki zjada nasz wszystkożerny pies
      rasy "duży wiecznie głodny mieszaniec". Wędliny - klasyka, mrożę a jak
      nadejdzie pora to lądują w bigosie, jakieś zupie (b. dobrze pasuje np. zurek
      lub grochowa), leczo lub fasolce po bretońsku. Mam ogródek, więc robię mnóstwo
      ogórków kiszonych, mrożę na zimę szczypior i natkę pietruszki. W niewielkiej
      skrzynce wysypanej żwirkiem zimują buraczki (moja mam zrobiła całe mnostwo
      tartych buraczków w słoikach, ale na to już nie miałam siły). Z "dziwnych"
      troszkę zapomnianych dżemów (zwykle własnej roboty lub mi sprezentowanych - nie
      kupuję) robię kompot lub dodaję do ciasta pt. "murzynek z marmoladą". Najgorzej
      z "zapomniałymi" paluszkami - nawet pies za nimi nie przepada. No chyba, że
      pokruszę i namoczę mu w mleku, wink)))))
    • douchee Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 06.11.07, 08:32
      Robię up, bo wątek świetny, a aż na siódmą stronę spadł! Sama wyrzucam sporo resztek, ale postanowiliśmy z mężem zacząć oszczędzać od 1 listopada (o tym w innym wątku może napiszęwink ), więc wertuję forum, a tu takie wspaniałości, nawet kulinarne!

      Wracając do tematu, jest tu przepis na chleb w jajku - my robimy jeszcze inaczej, gdyż chleb mieszamy z jajkiem, obsmażamy z jednej strony, przekładamy na drugą i na tą już usmażoną kładziemy np. plasterek wędliny, ser, pomidor (w sezonie) i/lub ogórek kiszony, posypujemy przyprawą do kurczaka lub gyros smile Świetny sposób na resztki wyżej wymionionych produktów, a grzanki są tak pyszne, że ... mmm
      • moniskap Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 06.11.07, 11:26
        ja tez z starego chleba robie albo ,,chlep w jajku,,, smaze sam chleb na masle i
        na wierzch klade plasterek sera lub jem go z cukrem.Cos w formie pizzy tez robie
        z podsuszonego chleba.
        Jak zostaja mi ziemniaki to albo podsmarzam je w plasterkach na drogi dzien albo
        robie z nich kluski slaskie lub kopytka.Czasem tez robie placuszki
        jablkowo-ziemniaczane .
        www.osesek.pl/obiad-dania-bezmiesne/placki-z-ziemniakow-i-jablek-po-18-miesiacu.html
        • bacia14 Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 07.11.07, 14:32
          Super wątek,
          ja zawsze z ziemniaków pozostałych po obiedzie robię kopytka, lub
          placki z dzemem
          zioła-mrożę w małych pojemniczkach
          małe ilości pozostałości z obiadów też mrożę i mam awaryjne dania na
          1 lub 2 osoby
          bułka tarta zawsze z odzysku
          mieso z zupy zawsze na krokiety
          makaron i ryż na zapiekanki
          generalnie staram sie od razu po ugotowaniu potrawy ocenić jej ilość
          i zamrażam wszystko co nie zjemy jednego dnia
          tym sposobem w zamrażalce mam zawsze duży wyybór różnych dań do
          przygotowania "na już"
          z serów robię sos do spagetti-szczególnie z pleśniaków
          z wędlin zapiekankę z makaronem np.
          • b-b1 Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 09.11.07, 19:05
            Często zostaje mi mieso z obiadu (kawałek nózki z kurczaka, albo schabowy, albo
            pieczeń)-bo zjadalnośc miesa przez dzieci jest minimalna...Wstawiam do lodówki i
            następnego dnia robię na kolacje bardzo prosta pizze i zamiast wedliny dodaje
            pokrojone mieso i to co aktualnie zostało z sałatek obiadowych(trochę kukurydzy,
            fasolke czy troche papryki. Zjadalnośc 100% przez moje dzieci(i małża równiez)
            • b-b1 Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 10.11.07, 09:10
              Pytanie nie do mnie-ale odpowiem smile
              Krokiety u mnie równiez sa czesto-albo własnie zawijane w nalesniki i tylko
              obsmażane(nie chce mi się w jajku i bułce obtaczać z naleśników i tak się nie
              rozlecą)
              albo biore wafla okragłego, lub kwadratowego-na ściereczke skrapiam woda, aby
              zmiekł,wkładam farsz i składam lub zwijam-wtedy obtaczam w jaju i w bułce
              dopiero do smazenia.
              • aska90 Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 10.11.07, 10:42
                Moja mama robi jeszcze inaczej. Krokiety zawinięte już w cieniutkie naleśniki (i
                dlatego mama, ja prześwitującego naleśnika usmażyć nie potrafięwink ) obtacza w
                cieście naleśnikowym, ale rzadszym, niż to, z którego naleśniki smażyła, a potem
                w bułce i na patelnię.
                Uwielbiam krokiety mojej mamy.
    • moniskap bananowe nalesniki:)) 11.11.07, 16:46
      Jak nie zjemy na czas bananow i sa juz nie smaczne ,przejrzałe robie z nich
      bananowe nalesniki.
      Do ciasta na nalesniki(troszke gestsze niz zwykle) wkrawam banany i smażę male
      placuszki.Posypuje cukrem pudrem,podwieczorek pychasmile
      czasem tez piekę biszkopt i dodaje do niecgo banany lub jabłka .
    • e.milia Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 14.05.08, 14:24
      Świetny ten wątek, bo ja często nie mam pomysłu, co zrobić z tym, co zostaje w
      kuchni i nikt już nie chce tego jeść. Chociaż tak naprawdę, to nie kupujemy na
      raz wielu rzeczy, tak żeby nie zostawało i w lodówce są często takie rzeczy do
      zjedzenia na teraz, w niewielkich ilościach, nic nie zalega, dlatego nic się
      prawie nie marnuje.
      No ale wiadomo, czasem się zdarza, że coś zostanie, albo jest w nadmiarze.

      Z bułek, nie tylko białych, często z grahamek, robię bułkę tartą, albo nawet nie
      tartą, bo w niektórych przepisach trzeba dodać całą suchą bułkę, tylko rozmoczoną.

      Ugotowane ziemniaki wkładam do lodówki, a potem je odsmażam do jakiejś innej
      potrawy, albo jemy młode ziemniaki z kefirem, uwielbiam, bo kojarzy mi się z
      dzieciństwem smile

      Z podeschniętego chleba robię grzanki, w najprostszej wersji - chleb posmarowany
      masłem, z dodatkiem ziół i czosnku smażę na patelni, a potem jem z wędliną,
      serem, czymkolwiek.

      Z nadmiaru kefiru i/lub jabłek robię racuszki, o których już tu było.

      Nadmiar świeżych, nie zepsutych oczywiście, owoców (oraz produktów mlecznych
      typu kefir, maślanka, jogurt) można spożytkować robiąc koktail albo shake za
      pomocą miksera/blendera, a z pomarańczy wycisnąć sok.

      Nadmiar gotowego jedzenia, typu zupy, kotlety po prostu zamrażam. Mrożę też
      wędliny. Zdarza się, że przez 2 dni jemy to samo wink to po zrobieniu dużego
      obiadu i nie zamrożeniu go, albo gdy zostanie ryż czy makaron - robię go z czym
      innym następnego dnia, dobrym pomysłem jest też wykorzystanie tego na sałatki.

      Woda pitna - w okolicy jest źródło wody oligoceńskiej, można nalać do pustych
      butelek i przynieść (chociaż nie zawsze się chce). Zostawiam czasem puste
      butelki od półlitrowej wody min. i jak gdzieś idę, to przelewam z dużej butelki,
      żeby wziąć ze sobą i nie kupować specjalnie.

      Szklane słoiki po wszystkim zazwyczaj myję, zdzieram etykietki i gromadzę w
      szafce. Potem chcę je wykorzystać do przetworów. Niektóre z nich, odpowiednio
      przerobione i ozdobione służą za wazoniki, albo do przechowywania różnych
      drobnych rzeczy, np koralików, z których robię ozdoby, a także pędzli, itd.



      • kasia_1971 Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 19.05.08, 22:25
        Ten watek jest genialny!! A ja tak wykorzystuję suchy chleb i inne resztki pieczywa różnego rodzaju,mianowicie pieczywo mocze,odciskam i dodaję przesmazoną cebulkę z resztkami drobno pokrojonej wędliny,ziołami i jak mam to pieczarkami,jajko trochę mąki i robie takie ,,mielone,, Moim chłopcom bardzo smakuje i na zimno i na gorąco z surówką albo z keczupem.Tak samo robie z resztkami ziemniaków z obiadu,dodaje co tam mam w lodówce i smażę takie kotleciki.Dla nas pycha,
      • konopielka80 Re: chyle czola! 02.06.08, 01:48
        Niezbyt swieze bulki- opiekam i mam chrupiace zapiekankiwink
        Do tych zapiekanek pasuje nawet juz lekko stwardnialy serwink
        Sciemniale banany-wykrawam zdrowe czesci, zgniatam i zalewam jogurtem, dorzucam
        musli i mam pozywna przekaske. Jablka tak samo.
          • babawawa Re: chyle czola! 05.07.08, 00:17
            a mi sie przypomina ten watek sprzed 2 lt i wtedy roksanna opisala
            taka rzecz, moze nie bezposrednio o jedzeniu ale ja od tego czasu
            stosuje:
            jak chce zamrozic zupe, to np. biore may garnek na spód otwartá
            torebke foliowa i wkladam do zamrazalnika, potem jak zupa sie
            zamrozi, ale nie do garnkasmile wyjmujé garnek i scinam torebkesmile
            wiecej miejsca w zamrazalniku mamsmile
            kiedy zostanie sos po smazeniu miesa zamrazam go w pojemnikach na
            kostki lodu i potem dodaje do jakiejs potrawy gdzie przydalby mi sie
            sosiksmile
            • czekolada72 Re: chyle czola! 09.07.08, 12:26
              Ja zamrazam w pojemnikach po lodach lub margarynie - kwadratowych,
              prostokatnych - pasuja idealnie do rogow lodowki, nie marnuje sie
              przestrzen jak przy pojemnikach okragłych.
              Do woreczkow nie przekonalam sie, bo praktycznie zawsze mi sie
              rozrywaja.
    • rydzyna1213 porcjowanie 02.08.08, 20:47
      dobrym pomysłem jest tez gotowanie większej ilości np. ja robię mieso na tzw. "gołabki nie zawijane w kapustę" smile)) (kapustka wymieszana z mięskiem) - porcjuję tak, abym rozmroziła tylko tyle ile na obiad. Robię zawsze wiecej: czyli tak, aby jednorazowo się namęczyć: obiad w danym dniu i reszta poporcjowana na kolejne. Zamrażam zresztą co się da, zupy, zioła itd.
    • marta.uparta wczorajszy chleb 07.11.08, 23:31
      może te sposoby nie są do końca zbyt oszczedne, ale ja osobiście nie
      lubię bardzo wyrzucania chleba, dlatego zbieram przepisy jak
      wykorzystać podeschnięte pieczywo.

      bread pudding na słodko ( z czestwych bułek)
      3 czerstwe bułki, 1 szklanka mleka, 1 jajko, 4 łyżki roztopionego
      mleka, 2 łyżki cukru oraz przyprawy (cynamon, kardamon, gałka
      muszkatołowa - nie musza byc wszystkie) oraz bakalie jakie kto lubi.
      mieszamy razem mleko, jajko, masło, cukier i przyprawy, dodac do
      tego bułkę pokrojoną w kostkę i bakalie. zapiekac w naczyniu
      wysmarowanym masłem w 180 st ok 40 min. To raczej deser albo kolacja
      na słodko. Pudding jest z wierzchu chrupiący a wewnatrz kremowy.

      Parmigiana z chlebem
      Potrzebny jest cały bochenek podeschniętego chleba pokrojonego w
      kromki (skórki trzeba odkroić), sos pomidorowy najlepiej własnej
      roboty (musi byc z czosnkiem), 2 małe bakłaany, parmezan
      Bakłażany kroimy w plastry ok 1 cm, posypujemy solą żeby puściły sok
      i osuszamy ręcznikiem papierowym, a następnie smażymy na małej
      ilosci oliwy. Naczycie żaroodporne albo formę smarujemy sosem
      pomidorowym, i układamy warstwy: chleb, sos, bakłażany, chleb, sos,
      baklażany, na wierzchu sos. Sosu musi byc dosyć dużo, tzn chleb nie
      może w nim pływac, ale musi byc grubo sosem posmarowany. Zapiekamy w
      piekarniku w 180 dobra godzinę, posypujemy parmezanem i zapiekamy
      jeszcze z 10 - 15 min. Sos i chleb powinny stopić się w jedną mase,
      ludzie jedzą i z reguły nie mogą zgadnąc co w tej potrawie jest.

      I jeszcze kanapki na oliwie.
      Kromki starego chleba (najlepiej tu pasuje chleb ciemny) układamy na
      dużym talerzu polanym cienką warstwą oliwy. Na wierzchu też jeszcze
      chleb skrapiamy oliwą. I na wierzchu mozna już sobie układac
      dowolnie co się chce, ale zawsze musi być pomidor pokrojony w ósemki
      lub grube plastry, idealnie pasuje do tego feta lub mozarella,
      sardyka, anchois, szynka dojrzewająca, listek bazylii itd. Je się
      widelem i nożem. Proste, ale smakowite.
        • rioter Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 07.02.09, 22:10
          ugotowane ziemniaki , które nie zostały zjedzone, zgniatam, dodaję
          masla trochę i jakieś ulubione zioła(prowansalskie, oregano itp.)
          mieszam, porcjuję lyżką i formuję male 'ala'krokietki, które
          obtaczam w jajku i bułce tartej- polecam bo pysznesmile No i zawsze to
          jakaś odmianasmile
          • inessta Re: W mojej kuchni nic się nie marnuje 24.02.09, 19:48
            Witam! Ja gdy mi się nie chce smażyć naleśników to farsz do krokietów zawijam w
            ciasto francuskie (mrożone) pokrojone w małe kwadraty. Piekę 20 minut i mam inne
            paszteciki. Ciasto francuskie jest neutralne w smaku, więc warto go posolić,
            popieprzyć czy posypać ziołami przed pieczeniem. Dobre na ciepło, dobre na
            zimno, jako przekąska a nawet jako danie kolacyjne.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka