A propos oszczędzania na wakacjach

26.04.06, 10:17
na pewnym forum zostałam niemal zbesztana za pomysł wekowania mięsa przed
wyjazdem na wakacje, żeby nie być zdanym wyłącznie na Żywienie Zbiorowe raz
ze względu na to, że takowe nie do końca nam odpowiada, dwa ze względu na
koszty (dla przykładu: zawekowany gulasz dla całej rodziny kosztuje mnie
maksymalnie 10 złotych, jedna porcja drugiego dania w ZZŻ kosztuje minimum
kilkanaście).
I ciekawa jestem Waszych opinii? Czy naprawdę zabieranie ze sobą weków z
mięsem na obiady to szczyt sknerstwa (w moim przypadku nie jest to akurat
finansowa konieczność, ale jak już pisałam w innym wątku nie lubię
rozchrzaniania pieniędzy bez sensu)? Jak Wy radzicie sobie na wakacjach w
kwestii obiadów?
    • karusia28 Re: A propos oszczędzania na wakacjach 26.04.06, 10:24
      czytalam to wlasnie na innym forum wczorajsmilewiem o co chodzi i troszke dziwie
      sie tym ludziom...wiadomo ze najlepiej jak sie jedzie na wakacje to zrobic
      sobie urlop od gotowania ktora z nas by tego nie chciala?wziasc rodzinke i isc
      do knajpy na jedzenie,tylko niestety nie kazda rodzine stac na takie cos.ja nie
      mam nic przeciwko wekowaniu,czy chce czy nie chce musze mojej drugiej polowce
      wekowac jedzenie kiedy caly czas wyjezdza w trasy(jest kierowca )bo gdyby
      chodzil sobie na kazdy posilek wlasnie do knajp do podejrzewam ze wiekszosc
      wyplaty poszlaby wlasnie na jedzenie a po co? skoro mozna poswiecic troche
      czasu i powekowac tanszym kosztem,a pieniazki odlozyc sobie na cos innego?smile
      mnie samej osobiscie koncza sie pomysly na wekowanie co kazda jego trase wiec
      musze znalezdz w sobie sily aby tworzyc cos z niczego najczesciejsmilepozdrawiam.
      • shady27 Re: A propos oszczędzania na wakacjach 27.04.06, 20:07
        jesli nie byloby mnie stac na taka podstawowa rzecz jak jedzenie to bym wogole nie jechala na wakacje
    • olamka1 Jak ktoś ma ochotę... 26.04.06, 14:16
      ... to dlaczego miałby tego nie robić???

      Ja tego nie zrobię, bo na 2 tygodnie wczasów mam po prostu ochotę na jakąs
      odmianę smile a nie jedzenie wiecznie PRODUKCJI WŁASNEJ. Przez te kilkanaście dni
      NIE musimy ZAWSZE zjeść obiadu a pochłonąć owego TANIEGO a niezbyt zdrowego
      hamburgerka i też przeżyjemy smile po prostu gdy jest ciepło to i jeść się nie
      chce i pichcić też mi się nie będzie chciało. Brrrrrrrrr.... .

      Ale jeśli ktoś woli i go to nie męczy to myślę, że spoko. Coś się tam zawsze
      zaoszczędzi...
    • moniakoko Re: A propos oszczędzania na wakacjach 26.04.06, 19:58
      W jakimś artykule przasowym czytałam kiedyś że Polacy są jedynym narodem na
      świecie który na wakacje zabiera ze sobą jedzenie z domu.Pytam się tylko po co?
      Nawet jeśli ktos chce sobie sam gotować bo nie lubi stołówek to nie trzeba
      zabierać całego prowiantu ze sobą tylko wszystko po prostu kupić na miejscu.A
      ja tam wolę urozmaicenie w jedzeniu nie muszę przecież tam jeś tego co cały rok
      w domu.
    • 19maj Re: A propos oszczędzania na wakacjach 26.04.06, 20:14
      co do obiadów to nie zabierałam zawekowanych rzeczy bo nie mam samochodu i
      trudno by mi było , ale znam osoby które tak robia i nie widze w tym nic złego.
      Natomiast ja zawsze zabierałam ze sobą ogórki i pomidory ,ponieważ mój tata ma
      szklarnię i czemu mam przepłacać a ja np. bardzo lubie na kolację czy śniadanie
      pomidory ze śmietana i cebulką
    • anga1976 Re: A propos oszczędzania na wakacjach 26.04.06, 20:23
      My jeździmy na wakacje na południe Europy autem i zawsze zabieramy ze sobą
      jedzenie - własciwie wszystko co się nie zepsuje - obiady, mleko, sery,
      wędliny, warzywa. Zazwyczaj jemy w domu, ale zawsze kilka razy idziemy do
      knajpy. Jest to jakies wyrzeczenie, ale mieszakmy zawsze w fajnych
      apartamentach czy kwaterach, więc cos za coś. Gdybysmy chcieli jadać na mieście
      co dzień to taniej byłoby polecieć samolotem do jakiegos arabskiego kraju na
      wczasy niż w sposób, jaki my lubimy. A że lubimuy jechać w nieznane samochodem
      i zatrzymywac się tam, gdzie sie nam spodoba to jakoś nie przeszkadza nam to,
      że musimy wrzucic zartość sloika do garnka i podgrzac, a potem umyc po sobie
      naczynia. Chociaz co roku obiecujemy sobie, że w nastepnym roku to juz na pewno
      spróbujemy spędzić wakacje na wczasach samolotowych, to jakos nie możemy się
      zdecydować. I tak już 7 lat co roku przemierzamy nasza piękna Europę z
      bagaznikiem pełnym słoików.
      Pozdrawiam
    • czekolada72 Wekowanie 27.04.06, 10:46
      A mozecie napisac jak sie takie mieso wekuje??
      • nisar Re: Wekowanie 27.04.06, 14:33
        Przygotowane potrawy mięsne (najlepiej z sosem) wkładasz gorące do słoików i
        zamykasz. Wekujesz godzinę jednego dnia i godzinę drugiego. Potem nie muszą
        nawet stać w lodówce - doskonale trzymają się w szafkach. Ja zaczynam ok.
        miesiąca przed wyjazdem i nigdy nic się nie zepsuło.
        Pozdrawiam
        • czekolada72 Re: Wekowanie - dzieki! 22.05.06, 22:47

    • shady27 Re: A propos oszczędzania na wakacjach 27.04.06, 20:05
      szczyt sknerstwa??? jak najbardziej tak
    • nunia01 Re: A propos oszczędzania na wakacjach 27.04.06, 20:52
      Nie wydaje mi się to szczytem sknerstwa.
      Wszystko zależy od okoliczności - np. znajoma, która dwa miesiące w roku spędza
      na działce nad jeziorem, właśnie celem uniknięcia gotowania codziennego,
      systematycznie coś tam sobie wekuje i potem jak jej się chce to robi super
      jedzonko (wędzone we własnej beczce sielawki np.) a jak jej się nie chce to
      wyciąga weki i już.
      Dla rodziny spędzającej wakacje w miejscu gdzie jest dostępo do kuchni i
      wiadomo, że i tak się będzie coś gotowało, weki są dobrym pomysłem - nie trzeba
      wszystkiego gotować od początku wystarczy podgrzać i już. Szczególnie, że nie
      oszukujmy się żywienie 'zbiorowe' nie zzawsze należy do najzdrowszych, a kiedy
      jedzie się z dziećmi to ma to chyba spore znaczenie.
      Jadząc np. do innego kraju chętnie jem 'na mieście' celem uzupełnienia
      zwiedzania o poznawanie świata od kuchni, ale np. na mazurach pod żaglami
      wolałabym odgrzewać własny gulasz niż 'sklepowe' pulpety.
      Nie rozumiem świętego oburzenia na innym forum - przecież czasami po prostu
      wygodniej jest zabrać jedzenie z domu - nie znaczy to zapewne, że np. będąc nad
      morzem pożałujesz dieciom czy mężowi smażonej flądysmile Zresztą tam chyba pytałaś
      o to co mżna do weków wkładać i nie prosiłaś o ocenę sposobu spędzania wolnego
      czasu. A i przy wekach można sobie odpocząć od gotowania - mąż chyba sobie z
      podgrzewaniem poradzismile
      • nisar He he he... 28.04.06, 09:45
        Kochani Moi.
        Uciśnioną przez męża kobietką to ja na pewno nie jestem.smile))
        Podział wygląda tak:
        - poranna kawa - Mały żonek robi, ja piję w łóżeczku względnie na balkonie
        - śniadanie - Młoda gna po bułki, szykuję głównie ja z Młodą, Mały Żonek
        sprząta i zmywa
        - obiad - jeśli na miejscu, to otwieram słoiczek, Mały Żonek dogotowuje
        cobądzia (ryż, kluchy, kasza, pyry), Młoda pomaga robić surówkę. Sprzątają po
        obiedzie oboje, ja leżę do góry wentylemsmile
        - kolacja - zazwyczaj musli, każdy sam robi i sam po sobie sprząta

        Jak już chyba gdzieś nadmieniłam: jeździmy od kilku lat w to samo miejsce i
        jedzonko regionalne znamy i lubimy średnio. Obiady domowe podawane np. w willi
        obok naszego domku kosztują tyle, co dwa obiady nasze własne. Poza tym -
        ponieważ nie jadamy dużo na raz, obiad domowy w willi obok, składający się z:
        zupy, drugiego dania, kompociku i deseru zwyczajnie nam nie wchodzi. Zżeranie
        wszystkiego "żeby się nie zmarnowało bo zapłacone" nie jest natomiast dla mnie
        możliwe psychicznie smile(fizycznie też - po wakacjach nie planuję wymiany
        garderoby smile))
        Planując odpoczynek, zazwyczaj połowę dni spędzamy na wycieczkach "w dal" i
        wtedy oczywiście konieczne jest "eating out".
        Prawdę mówiąc, jeśli dwa dni pod rząd jemy w knajpie, to potem rzucamy się na
        własny bodaj makaron z truskawkami smile))

        I jeszcze jedno, a propos niektórych komentarzy: my tak robimy bo z opisanych
        wyżej powodów tak chcemy i lubimy. Ale wyobrażam sobie swoją przykrość, gdybym
        musiała tak robić bo np. dziecko ma alergię na 90% produktów, albo zwyczajnie
        mam wyliczone pieniądze co do grosza i mnie nie stać na wyjście do restauracji.

        Pomyślcie czasami kochani, zanim skrytykujecie!
        Pozdrawiam
        • vernalis1 Re: He he he... 30.04.06, 21:15
          smile) Ja też popełniam "grzech weków". Nie robie tyle, coby na kazdy dzien
          było ,ale ilosc tak mniej wiecej na 50%. Lubimy zjeść , zjeśc smacznie, zjeśc
          coś nowego, zjeśc cos orginalnego - ale "swojskie" jedzonko jakos najlepiej nam
          lezy...co byście powiedzieli na pytanie Młodego : " mamo , a kiedy zjemy tą
          twoją świnkę z papryką... tak mi sie jej chce..."gdy w około rybki , egzotyczne
          owoce, super salatki, szaszlyczki - o moje dziecie CHCE GULASZU Z PAPRYKĄ wink)
    • dorwoj1 Weki - przepisy-napiszcie proszę... 16.05.06, 12:52
      ...co dokładnie i w jakich proporcjach wkłądacie do słoików. JA mam parę
      włąsnych pomysłów, ale nigdy nie robiłam wekó, więc musze jej skonfrontowac z
      jakąs "pewną" propozycją...NAsza rodzina składa się z 3 osób:2 dorosłe -
      trzylatek, problem w tym , że małżonek mój szanowny je dużo (jest duży), ja
      średnio, a dziecię wybrzydza. No i jak by to wszystko pogodzić ilościowo i
      składnikowo, żeby wszyscy byli zadowoleni?Czy istnieja jakieś "sprawdzone"
      przepisy, które wszyscy chętnie pochłaniają, i "palce lizać"...???NO i ile
      takich weków przygotowac dla naszej rodzinki (uwzględniając jej specyfikę) na,
      powiedzmy, tygodniowy wyjazd?BArdzo byłaby wdzięczna za
      (p)odpowiedzi...POzdrawiam.PSbig_grinla mnie to nie sknerstwo, a właśnie rozsądne
      podejście do problemu wyżywienia na wyjeżdzie poza domem - odpada problem
      zatruć, trwonienia kasy na byle co (nie oszukujmy się - mało jest miejsc, gdie
      można naprawdę rozsądnie podjeść bez rujnowania budżetu domowego), no i kwestia
      smaku: ja wolę "na domowo".
      • grey-pippin dajcie przepisy !!! prosze 16.05.06, 14:34
        nie bede zabierac na wakacje wink ale na calodniowe wypady w dzicz z mloda byloby
        jak znalazl !
    • dorwoj1 Re: Bardzo śmieszne. 16.05.06, 15:40
      Ale z czym? z jakimś sosem, warzywami?Samo mięso w słoiku nie rozwiązuje
      problemu obiadu poza domem - muszę dokupić resztę, żeby cos ugotowac, a więc
      zadna to oszczędnośc czasu, a tym bardziej pieniędzy (ten, kto wybywa na
      wakacje, wie ile może kosztowac, np. zwykły pomidor lub papryka- i to w sezonie,
      kiedy "jest ich w bród" !!!)Myślałam, że istnieją w przyrodzie jakieś
      uniwersalne przepisy na wekowane mięsko (typu gaulasz, mięso z tym, mieso z
      tamtym, itp), bo półprodukty to wg mnie trochę mało satysfakcjonujące
      rozwiązanie na wakacje...No, nic.Poszukam.
      • lorienn1 Re: Bardzo śmieszne. 16.05.06, 17:49
        Mnie się pomysł spodobał bardzo. Myślę że w te wakacje wypróbuje. Zakładam, że
        jakieś swoje ulubione dania obiadowe macie. Jeżeli zrobisz np spagetti po
        bolońsku w słoik - tylko mięso i sos, to na miejscu zostaje ci tylko ugotowanie
        makaronu. A to nie jest wielki wysiłek i żadna strata czasu.
        • dorwoj1 Re: Bardzo śmieszne. 16.05.06, 19:12
          No, spagetti to już jest jakiś konkret. SKorzystam z rady, dziękuję. MYślę, ze
          coś a la gulasz też wchodzi w rachubę oraz wszelkie dania jednogarnkowe z mięsem
          w roli głównej...
    • procesor Re: Bardzo śmieszne. 17.05.06, 21:49
      Greyko smile
      w czasach kartkowych wyjeżdżałam na obozy wędrowne
      i pamiętam że mieliśmy weki smile
      zrzuta kartkowa - i matki z pmocą pociech same pitrasiły

      o ile pamiętam u nas akurat robiło sie "czyste mięcho" - łopatka lub schab
      normalnie uduszone lub - schab - upieczony
      w wersjach - łopatka w kawałkach gulaszowych schab w plastrach
      porcje do słoika i zalać tłuszczem - potem chyba dwa razy pasteryzacja

      ważne - pamiętam że ŻADNEJ maki czy śmietany! tylko sól i przyprawy do smaku -
      inne dodatki dopiero w plenerze na etapie wykozrystania słoika do obiadu smile

      dla Ciebie i Małej - na jendodniowy wypad - chyba można inne wymyslić
      jakies mięsko albo i nie i cukinia z czosnkiem+ warzywa jakie się lubi i ryż w
      jednym słoiku (jedzone u koleżanki na działce właśnie przy jednodniowym
      wypadzie, dawno temu, wspominam mile do dziś smile )
      • grey-pippin Re: Bardzo śmieszne. 18.05.06, 04:02
        dzieki sprobuje, jeszcze nigdy niczego nie pasteryzowalam i jakos niedowierzam
        ze to zachowa swiezosc i nie zatruje dziecka i siebie jadem kielbasianym ! Inne
        przetwory najwyzej sie moga skonczyc biegunka wink
        • dorwoj1 Ja wierzę w tę łopatkę... 18.05.06, 10:51
          ...bo pamiętał, jak ktoś z rodziny robił takie rzeczy i na jakichś wypadach na
          wieś rzeczywiście je jedliśmy...ale zapomniałam, że to było schabopodobne.O,
          pamiętam tez bigos, ale czy ktoś moze potwierdzić, ze robił bigos w
          wekach?Wolałabym uniknąć pomyłki.
          • lorienn1 Re: Ja wierzę w tę łopatkę... 18.05.06, 11:52
            Bigos w weki robie prawie zawsze. Przeważnie celowo robię więcej, pasteryzuję i
            mam na zaś. Z bigosem jest tyle roboty, że nie chciałoby mi sie gotowac na jeden
            czy dwa posiłki.
            • dorwoj1 A próbowałaś bigos w wersji błyskawicznej? 18.05.06, 13:52
              Ja tylko podsmażam mięsko (różne, wiadomo,ja bigos to bigos), potem wrzucam do
              tego wypłukaną i pocięto kapuchę (kiszoną, ale mozna tez taki "udawany" bigos
              robić:z włoskiej, normalne, pekińskiej, byle kapusty), do tego przyprawy,
              przecier i dusić. NIe za długo, tak,zeby "złapało smak". Całośc, to ok. pół
              godziny roboty. A to nie jest chyba dużo?I danie jednogarnkowe, więc zmywania
              trochę mniej.Tylko, czy taki bigos błyskawiczny wytrzyma w wekach?
        • procesor Re: Bardzo śmieszne. 18.05.06, 22:09
          Greyko - uwierz smile

          słoiki były szykowane przed obozem - a jak jechałam na np. 3 turę to spokojnie
          czekały jadalne kotlety

          z jednym wyjątkiem..
          kiedyś jakaś "inteligentna inaczej" matka zrobiła część schabu jako schabowe..
          o mamo.. do dziś pamietam że na obiad jednak zjedliśmy ziemniaki z pomidorowa
          sałatką smile
          o kotlecikach tez niestety nie zdołałam zapomnieć, ble..

          czyste mięso z przyprawami , zalane tłusczem - trzymane bez lodówki - spokojnie
          nam sie przechowywało do 2 miesięcy

          myslisz że te słoikowe gotowe pulpety ze sklepu to jakoś bezpieczniejsze? smile
          no, konserwantów na pewno tam troche..
          ale nie wiadomo co tez oprócz nich da isę znaleźć.. to znaczy wiem, bo nie raz
          czytałam - ale nie będe powtarzać, mam litość nad cudzymi żołądkami.. smile
          • vernalis1 Re: Bardzo śmieszne. 19.05.06, 22:30
            do takich weków nie dodaje mąki, śmietany, cebuli -szybko mogą byc ble...Na
            upartego mozna kupic cebule suszoną i dodac podczas odgrzewania. W słoikach -
            podwojnie, a jak z grzybami -to i potrójnie wekowanych - lądują mięska z
            tłuszczykiem ; sosy w stylu bolonskim ; warzywa upchane na surowo i
            zawekowane , zupy-koncetraty. Szukasz pomysłow??? Zatrzymaj sie przy półce ze
            słoiczkowym jedzonkiem dla niemowląt smile
            • dorwoj1 Re: Bardzo śmieszne. 20.05.06, 11:50
              • dorwoj1 Jedzenie dla niemowląt.... 20.05.06, 11:56
                ...to,niestety są dopiero przekręty.Nie zapomnę, jaki wstrząs wywarł na mnie
                reportaż, w którym jednak matka próbował interweniować u znanego producenta
                jedzenia dla beibików, po tym,jak zawartość rozbitego słoiczka z deserkiem
                owocowym wybieliła jej fragment parkietu lakierowanego...Od tej pory, jak widzę,
                że na słoiczku z takim jedzeniem pisze "dwa lata gwrarancji" , to obstawiam za
                te dwa lata raczej wpływ konserwantów, niż naturalne procesy. To tak, na
                marginesie, żeby się jednak nie za bardzo sugerować zawartością słoiczków dla
                niemowląt...Za to dziękuję za wszystkie podane tu, sprawdzone przepisy. Na pewno
                nie zrobię schabowych do weków!
Pełna wersja