co do jedzenia na tydzien nart??

22.12.06, 16:20
jade na narty, strasznie sie ciesze, ale nie stac mnie na codzienne jadanie w
restauracji wiec wymyslilam ze sama bede gotowac, dla dwoch doroslych osob. co
proponujecie wziasc ze soba zeby sie nie zepsuli i zeby nie kupowac na miejscu
po horrendalnych cenach??
    • dorann Re: co do jedzenia na tydzien nart?? 23.12.06, 07:00
      A jedziesz samochodem czy pociągiem?
      • maja8549 Re: co do jedzenia na tydzien nart?? 23.12.06, 12:25
        samochodem, wiec troche jedzenia moge wziasc,pomozcie prosze bo na mysl o
        tygodniu na chinskich zupkach brrrr...
    • kitty Re: co do jedzenia na tydzien nart?? 23.12.06, 10:43
      No własnie, samochodem czy innym środkiem? Jak samochodem - to tylko kwestia
      organizacji. My wybieramy się samochodem na weekend majowy do Włoch (mamy
      wynajety domek za niewielkie pieniądze) i juz kombinujemy, jak pozywic się
      najtaniej.
      Nasz plan:
      śniadania - mleko, płatki, tosty (chleb pakowany prózniowo, chcemy wziąć
      toster), serki topione, dżem, kawa, herbata
      obiady - chce powekować mieso - gulasz i bitki, kasza, ryż, jakaś surówka.
      Kolacje - mieszany wariant śniadanie/obiad - może jakaś zupa (nie są drogie).
      Naszym założenem jest także to, że jesteśmy gotowi (finansowo) zjeść jeden
      posiłek dziennie poza domem - albo lancz - wtedy kanapka, sałatka, jakies
      spagetti - to co będzie w "menu dnia", albo coś wieczorem. Chce coś skorzytać,
      będziemy dużo zwiedzać. Wiem, że Włochy sa bardzo drogie, ale planuje własnie
      taki wariant mieszany, żeby niepotrzebnie nie wydawać kasy - bo mozna ja
      przeznaczyć na inne cele. Inna sprawa, że w tej eksapadzie to koszty wynajmu
      (nieduże) benzyny, opłaty za autostrady, bilety do muzeów to ponad 80% wydatków.
      Ale trzeba powalczyć, zeby urwac każde euro, nie?
      • maja8549 Re: co do jedzenia na tydzien nart?? 23.12.06, 12:27
        co mozna powekowac? i jak sie to robi? bo ja laik jestem .z gory dzieki za pomoc
        • kitty Re: co do jedzenia na tydzien nart?? 23.12.06, 16:23
          Poszukaj na tym forum, jest wiele cennych uwag po próbach wakacyjnych.
          Aha, jak jedziesz blisko (np Alpy) w jeden dzień samochodem, to spokojnie możesz
          przewieżć mięso mrożone. Ono rozmrozi się w drodze, na miejscu obsmażasz i potem
          juz możesz z powrotem pomrozić w porcjach. Na bieżąco dorabiasz sosik i masz
          jedzonko.
          Ja podobny manewr uskuteczniłam, kiedy byłam w Grecji autobusem - 2 kg mocno
          zmrożonego schabu, owinięte gazetą - w drodze rozmarzło, potem w apartamencie
          szybciutko pokroiłam w plastry i obsmażyłam. Miałysmy z mamą jedzenia że ho ho.
          Podobnie także z piersiami kuraka.
        • skakanka Re: co do jedzenia na tydzien nart?? 25.12.06, 16:48
          Hej!
          Ja jeżdżę od ho!ho! lat na tygodniowe narty i zawsze z własnym jedzeniem.
          Rano - to juz ktoś napisał, płatki, mleko, kanapki - ja biorę chleb razowy albo
          jakis pumpernikiel, żeby długo był zjadliwy, sucha kiełbasa, serki topione,
          pasztety - tanie, a długotrwałe smile.
          Jeżdżę z dorosłymi osobami i w połowie dnia kulamy się na stoku na przegryzkę
          (frytki, sałatka, jakieś ciacho itp.), ale kiedyś np. braliśmy po princpolo +
          np. jabłko, albo czekolada, albo kanapka - to samemu trzeba wyczuć, jak szybko
          się głodnieje i na co ma się ochotę.
          Dopiero wieczorem, po nartach, jemy jeden treściwy posiłek. Kasza, ryż,
          makaron - nigdy nie bierzemy ziemniaków, za dużo roboty smile, ew. puree z paczki.
          Zabieram piersi kurczaka w wekach - kroję w kostki, troszkę solę, gotuję i
          wlewam gorące do słoika, mięso, razem z tym rosołkiem i słoik do góry dnem, aż
          wystygnie. I już. Tydzień wytrzyma, a pewno i dłużej, ale nie miałam potrzeby
          sprawdzać. Tyle ładuję, żeby mi jeden lub dwa słoiki na jeden posiłek schodziły.
          Do tego np. sos knorra ze słoika albo jakiś z paczki.
          Spokojnie możesz tak samo bigos gotowy zabrać, albo gulasz. Koleżanka raz miała
          w słoju mielone kotlety zalane smalcem, tylko pakuj gorące w słoje i odwracaj
          do góry dnem, żeby Ci się dobrze zassała pokrywka smile.
          A jako deser najczęściej kisiel albo budyń - taki do kubka, bez gotowania.
          To co piszę, to może nie najtańsze, ale najszybsze do zrobienia na miejscu. Na
          ogół po całym dniu na stoku nikomu się nie chce sterczeć przy garach. Stąd te
          gorące kubki, zupki i sosy z proszku. Zdorwe to to też nie jest, ale tydzień
          można. Przecież chodzi też o wypoczynek, a nie harówkę w kuchni.
          Warzywa na surówki albo do kanapek kupujemy na miejscu.
          Miłego wypoczynku! smile
          Ania
Pełna wersja