mężowie a oszczedzanie????

02.01.08, 09:59
Zauważyłam że na tym forum jest dużo kobiet więc myśląc logicznie
to one zwykle oszczędzają. Chciałam Was zapytać drogie Panie jak
sobie radzicie z mężami a oni z oszczędzaniem a raczej z rozsądnym
wydawaniem pieniędzy?? To pytanie kieruje również do Panów na tym
forum bo przecież to o nich mi chodzi nikt tak nie rozumie faceta
jak drugi facet.
W moim przypadku mąż ma swoje super hobby akwarium i często kupuje
pier.... do niego typu roślinki(mimo że ma ich już sporo) jakieś
pompki które też już są ale mu się w sklepie spodobało i kupił no i
o rybkach to już nie wspomne, dobra ale to hobby więc staram się to
akceptować z granicach rozsądku którego czasem tu brak.
Zakupy to też nie jego specjalność, kupowanie spodni czy koszuli to
kara dla mnie i dla niego(chyba że sama to robie to wtedy da się
przeżyć, jest trafnie i ekonomicznie bo z wykle kożystam z promocji
i rozglądam się dużo wcześniej by wybrać coś fajnego).
Jeśli ktoś z Was ma pomysł jak przekonać mojego uparciuszka wink to
prosze o podpowiedź bo mi powolutku pomysły i cierpliwość się kończy.
    • asia.asz Re: mężowie a oszczedzanie???? 02.01.08, 11:24
      na zakupy chodzimy razem - zawszesmile a jesli sie zdarzy ze pojdzie sam to zwykle wraca z czyms dodatkowymwink
      co do hobby - nie wiem czy mozna tak to nazwac ale moj maz uwielbia wina i kupuje czesto dobre winka do swoje piwnicy (przyszlejwink sporo na to idzie bo wybiera te lepsze, zeby dluzej staly, ustalilismy ze bedzie kupowal raz na 2 tygodnie jedno wiec nie jest zle.
      • hala24_2 Re: mężowie a oszczedzanie???? 02.01.08, 12:32
        Dziekuje asia.asz za podpowiedz. Czasem prosiłam zeby nic nie
        kupował do akwarium bo nie mamy w tym tygodniu pieniążków to wracał
        z czymś do akwarium i jeszcze z czymś dla psa co by nie było że
        myśli tylko o swoich rybkach, a dla mnie to było "nie go kijem tylko
        całą pałą". A teraz zaproponuje coś do akwarium tylko raz w miesiącu
        a nie co tydzień lub nawet kilka razy w tygodniu.
    • izzunia Re: mężowie a oszczedzanie???? 02.01.08, 12:49
      u nas jest odwrotnie - malzonek zarzadza pieniedzmi. jak idzie do sklepu, to
      kupuje dokladnie to co ma na kartce i dokladnie nic wiecej.
      czasem mnie to doprowadza do szalu, bo czegos nie kupi tylko dlatego, ze nie ma
      na kartce, choc doskonale wie, ze jest potrzebne.

      a hobby ma dosc drogie, wiec o kazdym zakupie raczej wiem i nawet sie zgadzam smile
    • zooba Re: mężowie a oszczedzanie???? 02.01.08, 13:49
      My mamy taką umowę, że jeśli chcemy kupić sobie coś powyżej 100 zł
      to się informujemy o zakupie, żeby nie było niespodzianek na koncie.
      Czasami wygląda to głupio, że z przymierzalni dzwonię, że właśnie
      mam na sobie super spódnicę i chcę ją kupić, ale trudno.
      On z reguły kupuje sprzęt do kompa, co jest często droższe niż moje
      zakupy i wtedy mnie urabia...
    • beatrix_75 Re: mężowie a oszczedzanie???? 02.01.08, 14:09
      (...) moim przypadku mąż ma swoje super hobby akwarium i często
      kupuje pier.... do niego typu roślinki(mimo że ma ich już sporo)
      jakieś pompki które też już są ale mu się w sklepie spodobało
      i kupił (...)

      A moze chodzcie razem to tych sklepów zoo .

      U nas jest na akurat na odwrót - to ja jestem osobą ' lubiaca
      wydawać ' ,ale zauwazyłam ,ze jak jestesmy razem w sklepie to sie
      ograniczam .
      Jesli mam chrapke na cos drogiego - to sie go pytam ,czy moge sobie
      to kupic , czasem proste stwierdzenie faktu " przecież juz masz cos
      podobnego ' pomaga oparciu sie pokusie .
      • hala24_2 Re: mężowie a oszczedzanie???? 02.01.08, 14:46
        Gdy mam taką możliwość chodze z mężem i wtedy faktycznie troszke
        mniej i bardziej racjonalnie kupuje lub nie kupuje.
        Wprawdzie niby to nie są duże kwoty ale miesiecznie wychodzi sporo
        do tego dochodzą inne nieprzemyślane zakupy i takim sposobem tracimy
        sporo.
        Jeszcze wytłumacze żeby nie było że jestem skąpa i super oszczędna.
        Mój mąż założył że w tym roku w wakacje kupimy samochód jakiś nie
        duży i używany za oszczędności.TYLKO TYCH OSZCZĘDNOŚCI JAK NA
        LEKARSTWOsmilea kogo się o to obwinia żonke która niby gospodaruje
        finansami ale na nich nie spi, ani nie trzyma w biustonoszuwink może
        bym wtedy miała większy biust ;D i oszczędzanie było by owocniejsze.
        Na początku to mąż zarządzał finansami przez około 1 miesiąc efekt
        był smutny kwota która nam teraz spokojnie wystarcza na 2-3 tygodnie
        wówczas skończyła się w niespełna tydzień.
    • marioladabr Re: mężowie a oszczedzanie???? 02.01.08, 14:55
      My mamy osobne konta i każde dysponuje swoimi pieniędzmi według
      własnego uznania i możliwości. Większe wydatki (samochód czy
      wakacje) ustalamy wspólnie i wspólnie decydujemy na co nas stać.
      Codzienne zakupy robimy różnie, raz ja raz mąż. Staramy się spisywac
      co jest potrzebne, ale zawsze coś jeszcze kupujemy. Jeśli chodzi o
      ubrania, kosmetyki, jakieś rzeczy potrzebne do domu (miska, mikser
      itp) to raczej nie pytamy siebie o pozwolenie, każde kupuje to co
      jest potrzebne. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że musiałabym męża
      pytac czy mogę kupić lakier do paznokci, czy puder czy też nową
      spódnicę... pracuję, zarabiam i wiem na co mnie stać.
      • beatrix_75 odnosnie pytania " czy moge sobie te szminke kupic 02.01.08, 15:18
        smile My tez oboje pracujemy , ale poniewaz moj maz nie miewa
        zadnych zachcianek, czasem jest mi po prostu głupio cos sobie (
        znowu )kupic , wiec dlatego go pytam ...

        I nie chodzi tu o pozwolenie - raczej o " rozgrzeszenie sie " wink.
        POzdr
      • asia.asz Re: mężowie a oszczedzanie???? 02.01.08, 15:32
        Jeśli chodzi o
        > ubrania, kosmetyki, jakieś rzeczy potrzebne do domu (miska, mikser
        > itp) to raczej nie pytamy siebie o pozwolenie, każde kupuje to co
        > jest potrzebne. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że musiałabym męża
        > pytac czy mogę kupić lakier do paznokci, czy puder czy też nową
        > spódnicę... pracuję, zarabiam i wiem na co mnie stać.
        1 - jak widac z tego watku nie zawsze kupuje sie to co jest potrzebne ale tez to co chce sie kupic a nie jest niezbedne
        2 - czasem te wydatki to 100-200 zl a to dla niektorych duze obciazenie budzetu
        3 - ja sobie wyobrazam bo raczej mamy wydatki obliczone na miesiac i jesli chce cos kupic to uzgadniam z mezem, oczywiscie nie lakier ale ubrania tak
        • marioladabr Re: mężowie a oszczedzanie???? 03.01.08, 11:36
          Nigdzie nie napisałam że wydaję 100 czy 200 zł na ubrania...
          zazwyczaj kupuję w ciuchlandach (oprócz butów, bielizny). Po
          prostu "nie rozgrzeszam się" pytając go o zdanie bo nie widzę takij
          potrzeby. A jak jest coś potrzebne do domu to o tym rozmawiamy i
          jeśli np. mówię na głos, że popsuła mi się blaszka na ciasto i muszę
          kupić nową a mąż jest następnego dnia w supermarkecie i widzi takową
          w rozsądnej cenie to ją kupi (to taki przykład)> Każde z nas ma
          swoje fanaberie ale w granicach rozsądku. Jeśli z pensji po
          opłaceniu rachunków zostaje określona kwota to wiadomo, że nie wydam
          na drogi ciuch czy kosmetyk żeby później nie mieć z czego zupy
          ugotować - wszystko w granicach rozsądku.
    • mjermak Re: mężowie a oszczedzanie???? 02.01.08, 20:54
      U nas jest tak, ze podzielilismy sie oplatami, ja place za szkole
      dziecka i wszelkie inne koszty zwiazane z jej edukacja, za
      miedzynarodowe telefony a maz za mieszkanie, telefon komorkowy i
      kablowke (z czego ja mu zwracam za internet bo tylko ja korzystam a
      to jest w pakiecie). On tez jest bardziej oszczedny, robi wszystkie
      zakupy jedzeniowe i uwaga, prawie wszystkie ciuchowe dla nas
      wszystkich. Ciuchy dla mnie tez kupuje, zna moj gust, mowie co mi
      potrzeba, on wynajduje okazje, przeceny, promocje, przynosi mi stos
      ciuchow do domu wyboru a ja sobie w zaciszu domowym sama mierze i
      sparwdzam czy mi pasuje (nie ma dla mnie nic gorszego niz kupic cos
      co mnie zachwyci w sklepie i swietnie lezy a po przyjsciu do domu
      stwierdzic, ze nie pasuje mi do niczego-chociaz w sklepie mialam
      wrazenie, ze tak, i musiec dokupowac do tego reszte). ja nie cierpie
      robic zakupow w wielkich centrach handlowych a tutaj mozna ciuchy
      spokojnie oddac do sklepu jak nie pasuja czy sie nie podobaja. Jak
      mam kupic cos drozszego, bez wzgledu na to czy ciuch (bo jednak od
      zcasu do czasu sama cos kupuje) czy urzadzenie do kuchni to
      konsultuje z nim, bo on ma lepsze rozeznanie gdzie sa aktualnie
      wyprzedaze, albo moze beda za miesiac (i zdarza mi sie zadzwonic z
      przymierzalni i pytac czy moe kupic bluzke czy buty i nie widze w
      tym nic zlego. W ten sposob wydajemy o wiele mniej niz gdybym ja
      kupowala sama. On tez wymysla posilki, menu mamy dostosowane nie do
      tego na co mamy aktualnie zachcianke ale do tego, co mozna kupic w
      promocjii. Albo kupujemy jakies np. mieso jak jest tanie i
      zamrazamy. Mam spora spizarnie i 2 wielkie zamrazarki wiec taki
      model oszczedzania nam sie sprawdza.
      Na wieksze rzeczy typu samochod czy nowy tv oszczedza zazwyczaj maz
      sam, sam wyszukuje najlepsze oferty i np tv kupowal ponad 2 lata ale
      w sumie kupil taki, jaki chcial za 1/3 jego wartosci bo zaczail sie
      na jakas super promocje, ktora trwala tylko 6h w sklepie.
      Poza tym oboje mamy hobby, ja kupuje ksiazki i uwielbiam targi
      staroci, pchle targi i second handy a on gra w golfa i tutaj sobie
      nie kontrolujemy wydatkow, ale oboje kupujemy tylko wtedy kiedy mamy
      nadwyzki. Nie bylo nigdy takiej sytuacji, zeby nie starczalo nam do
      pierwszego a maz kupowal nowe kije albo ja najnowszy bestseller.
      • b-b1 Re: mężowie a oszczedzanie???? 02.01.08, 22:43

        O moim ukochanym chyba elaborat mogłabym napisac-ale wychowuje go od 10 lat i
        coraz lepiej mi to wychodzi...
        Nie pamietam co było pierwszym hobby-ale zawsze coś wynalazł..
        Od niedawna (jak już pisałam) wziełam sprawy całkowicie w swoje rece.
        Wczesniej był podział-ja zajmowałam się sprawami
        (wydatkami)domowymi-on-reszta-kredyty, opłaty itp......i swoim hobby..
        Ostatnie 3 lata to rybki i akwarium-żeby było smieszniej-akwarium morskie ponad
        600 litrów-czyli nie mówiac juz o kosztach rybek, korali, samo codzienne
        dolewanie wody,(bo odparowywała), sól, pompy, odpieniacze, lampa do
        korali(chodzi o energie)-kosztowały majatek....-protestowałam-ale kurcze-nie
        pije, nie pali, nie szlaja się -hobby w miare uspokajające...jak wracał z
        pracy-zawsze zahaczył o sklep i przywoził cos do akwarium... Doszlismy kilka
        miesiecy temu do wniosku-że na rybki nawet brakuje czasu patrzec, a czyszczenie,
        i reszta jest pracochłonne-więc sprzedaliśmy...
        ...i mój luby przerzucił sie na motory-oczywiscie w ramach oszczędzania benzyny
        latemsmile(tak twierdzi)..
        to się zaczeło-kombinezon, kask , buty i cała reszta(o połowie chyba nawet nie
        wiem i nie chce wiedziec...mleko sie rozlało...
        Mój czas się rozpoczął-smilewięc teraz już nic mi nie umknie-rządze wszystkimi
        zasobami-nie jest mi z tym dobrze-bo przybyło mi mnóstwo obowiązków-ale z
        drugiej strony-wiem na czym stoje i mam poczucie bezpieczeństwa..
        Nigdy nie był oszczedny-(to chyba rodzinne)-nienawidzi kupowania sobie żadnych
        rzeczy ubraniowych(nie potrzebujesmile
        Jak na wyprzedaży chciałam kupić rekawiczki ze skóry-bo jego wołają o pomste do
        nieba-stwierdził, że potrzebuje ale motocyklowe...
        Mysle, że naucze go i kupowania ubrań-zajmie mi to nastepne 10 lat..



        • advancia Re: mężowie a oszczedzanie???? 03.01.08, 10:53
          > Mysle, że naucze go i kupowania ubrań-zajmie mi to nastepne 10 lat..

          To i tak optymistyczna wersja... smile Mój w tym zakresie jest niereformowalny i
          nie umie się rozstawać z ubraniami, do których się przywiązał.
          Oszczędzać nie umiemy oboje, choć zazwyczaj oboje mamy dobre chęci smile Stąd
          chociażby moja obecność na tym forum. Mój mąż zarzuca mi rozrzutność, ale sam
          jest równie nieprzewidywalny, gdy pójdzie na zakupy. Poszalał z prezentami i
          dostałam od niego naprawdę mnóstwo pięknych rzeczy (co prawda nie wszystkie były
          w dobrym rozmiarze, ale bez problemu wymieniłam). Niestety potem zastanawiał
          się, gdzie rozlazła się cała góra kasy.
          Za to od stycznia - podjął noworoczną decyzję - będzie zapisywał wszystkie
          wydatki i w ciągu 3 miesiecy chce ustalić, gdzie najwięcej kasy nam przecieka i
          na czym można by zaoszczędzić. Jestem ciekawa, na ile mu starczy zapału. Ja
          sknerusa prowadziłam niecałe dwa tygodnie... ale nie tracę nadziei...
          Zdaję sobie sprawę z tego, że i mnie i mojego męża gubi błąd w planowaniu i n
          • advancia Re: mężowie a oszczedzanie???? 03.01.08, 10:55
            coś kliknęłam i wysłało się wpół słowa...
            dokończę myśl - gubi nas nie tylko błędne planowanie, ale przede wszystkim nie
            przestrzeganie jakiegokolwiek planu i chaos zakupowy. A wszystko to wynika z
            braku czasu...Łatwiej jest kupić wózek jedzenia w Bomi i potem kombinować co z
            tego ugotować, niż usiąść z ołówkiem i zaplanować menu na cały tydzień. Choć
            takie rozwiązanie byłoby idealne.
        • yadrall Re: mężowie a oszczedzanie???? 03.01.08, 18:55
          Moj maz nie umie oszczedzac i doskonale o tym wie,a ze jest madrym
          facetem to znalazl sobie zone,ktora umie pilnowac kasy (co nie
          oznacza,ze jest skapa,ale kasa nie ucieka miedzy palcami,a jest
          wydawana na to co potrzeba i to co chcemy). I calkowicie oddal
          panowanie nad kasa w rece zony. W efekcie,zawsze wszystko jest
          poplacone na czas i jeszcze znajdzie sie jakas najwyzka w budzecie
          na przyjemnosci-tez usatlamy razem co i dla kogo kupujemy-tu pomijam
          jakies kompletne drobiazgi jak farbki do modeli,drobiazgi do kuchni,
          czy kwiatek do domu itp.
      • alba.alba Re: mężowie a oszczedzanie???? 03.01.08, 01:21
        mjermak napisała:
        > robic zakupow w wielkich centrach handlowych a tutaj mozna ciuchy
        > spokojnie oddac do sklepu jak nie pasuja czy sie nie podobaja.

        Oj, była na tym forum swego czasu mowa o tym procederze...Kto pamięta, ten pamięta...
        • zooba Re: mężowie a oszczedzanie???? 03.01.08, 09:03
          Alba, ale tu chodzi o inne oddawanie odzieży, nienoszonej tylko
          przymierzonej na spokojnie w domu. Nie uważam tego za żaden niegodny
          proceder, wręcz przeciwnie. Bardzo mi było miło, że mogłam oddać bez
          problemu odzież, którą dostałam na Święta - rozmiary były mocno
          chybione.
          • beatrix_75 Re: mężowie a oszczedzanie???? 03.01.08, 11:30
            sek w tym ,ze Alba dokładnie wie o co chodzi ,tylko umiejetnie
            stara sie skierowac tor watku na jeden jej znany ( czyli powodujacy
            spory i niepotrzebne emocje na forum )
            po to tylko, by znowu móc przedkladac nam swoje dziwne -oderwane
            od rzeczywistości - teorie spiskowe
            • mjermak Re: mężowie a oszczedzanie???? 03.01.08, 15:38
              No, oczywiscie ze pamietam tamten watek, piekny byl.
              • hala24_2 wniosek :) 03.01.08, 17:42
                ale ja to jestem. Chciałam "uzdrowić" męża po półtora roku wspólnego
                mieszkania i 9 miesiącach po ślubie ,a tu ponoć tego się nie da
                zrobić aż tak szybko sad(.
                b-b1 nie czekaj 10 lat na reformacje, proponuje zacząć od dziś
                podczas promocji znając facetów(męża i tate) nie lubiących
                ciuchowych zakupów wiem że co im się kupi to założą a stare i
                zniszczone proponuje wyrzucać do śmieci lub używać jako robocze
                jeśli ktoś ma taką możliwość. Ja tak robie od 15 miesięcy, korzystam
                z promocji również dla mojego męża . Mam nadzieje że uda mi się
                zapanować nad tymi wydatkami.
                • zooba Re: wniosek :) 03.01.08, 21:40
                  Ha, ha, ha - problem w tym, że te stare koszule nie są zniszczone i nijak chłop
                  nie chce zgodzić sie na wyrzucenie. Niestety fason mają tak przestarzały, że
                  dodają mu 20 lat, ale przecież nie wyrzucę poza jego plecami - nie chciałabym,
                  żeby ktokolwiek zrobił coś takiego mnie samej.
                  To cud, że ci wybacza to wyrzucanie smile
                  • advancia Re: wniosek :) 03.01.08, 22:11
                    Zawsze można powiedzieć, że ciuchy podarły się w pralce (kiedyś były takie
                    pralki, co wciągały w bęben kawałki garderoby), pogryzł pies (albo jakieś inne
                    dzikie zwierzę) albo nielubianą przez nas część mężowskiej garderoby spotkało
                    inne "nieszczęście" i z bólem serca musiałyśmy tę ukochaną część odzieży
                    wyrzucić... smile)
                    • b-b1 Re: wniosek :) 03.01.08, 22:31
                      Najgorzej jak facet ma wszystkie swoje ulubione rzeczy na sobie(albo ze sobasmile
                      Tak powaznie-kupuje mu prawie wszystko-i dlatego jego ubrania sa drogie. To paradokssmile
                      Już pisze dlaczego. Sklep nie może byc daleko-bo jak cos jest nie tak-jade wymienić (na wieksze, lub mniejsze),a kupując poza miastem,(gdzie jest taniej, bo wieksza konkurencja) nie mam czasu jechac po raz drugi, aby zrobić zamianę.(już testowałam)..więc zostaje mi moja miescina z kilkoma porzadnymi sklepami, gdzie jak wiadomo z powodu małej konkurencji ceny sa wysokie.
                      Na zakupy nie jeżdzimy razem-maximum 2-3 razy do roku-wtedy naciskam na kupno np marynarki, kurtki, takich rzeczy, których u mnie w miescie nie ma(konkretnych)i które trudno mi dobrac-trzeba mierzyc...
                      Zakupy polegaja na tym-że ja biegam po sklepach, on najpierw do ksiegarni, potem z książka na kawkesmile
                      On nic nie potrzebuje...
                      • advancia Re: wniosek :) 03.01.08, 22:52
                        b-b1 - przybij piątkę. U mnie jest to samo. big_grin Ostatnio udało mi się wyciągnać
                        męża do sklepów z męską odzieżą. Już w drugim, choć nic jeszcze nie kupiliśmy,
                        zaczął marudzić, że ma dość i idzie do sklepu zoologicznego, bo tam jest
                        zdecydowanie ciekawiej.
                        W końcu w trzecim sklepie dał się zaciągnąć do przymierzalni, gdzie łaskawie
                        przymierzał co którąś rzecz, którą mu przynosiłam. Koniec świata - donosiłam mu
                        kolejne ciuchy niemal w zębach, a on grymasił jak panna na wydaniu. Postanowiłam
                        się nie obrażać i nie komentować. Doszłam do wniosku, że drugiej takiej okazji
                        może już nie być i korzystając z jego łaskawości i dobrego humoru wcisnęłam mu 3
                        pary spodni i ze 4 koszule, a do tego garść skarpetek. Sklep do tanich nie
                        należał, więc rachunek był słony, ale gdybyśmy mieli kupić te same rzeczy w
                        kilku sklepach to byśmy nigdy takiego cudu nie dokonali. Prędzej by piekło
                        zamarzło... A ubrania były mu już naprawdę potrzebne, bo mąż chodził obdarty i
                        powycierany na łokciach smile
                      • b-b1 Re: wniosek :) 04.01.08, 07:57
                        Chyba czuję się pocieszonasmile chociaz mnie ostatnio sie nie udało-zaciągnełam
                        mojego M do Galerii (do innego miasta)-pretekstem były dzieci (bo potrzebują
                        butów) i obniżki-a warunki pogodowe nie sprzyjały-więc dał się namówić na rolę
                        kierowcy. Z dziecmi poszedł na lody, do salonu gier-a ja biegałam.Jak cos
                        wypatrzyłam-zapamiętywałam sklep, aby go potem tam wtrabić-do jednego nawet
                        wszedł-ale jakoś nic mu się nie podobało(ciekawe).. Nastepna okazją trafi się za
                        kilka miesiecy...
                        Ja już wymysliłam, ze kurtke kupie przez net-sprzedawce zapytam czy moge
                        wymienic-taniej mi to wyjdzie-i pocztę mam po drodze jakby co..
                        Jego ulubiony kozuszek ma już n-ty rok-ledwo zipi, ale on go kochasmile
                        • hala24_2 Re: wniosek :) 04.01.08, 19:30
                          Mój mężuś ma na szczęście styl sportowy. Zaoatrzyłam się w metr
                          krawiecki sposób na kupno butów też znalazłam, bo on nigby nie
                          znalazł czasu by pójść je kupić sad.Zwykle mimo trudności językowych
                          pytam czy moge wymienić i jak się zgadzają to jest super a jak nie
                          to czasem ryzykuje(mam młodszego brata podobnych rozmiarów więc
                          wrazie co będzie dla niego).
                          Wyrzucanie ubrań to u mnie łatwo wytłumaczyć mąż ma czasem
                          trudmości w wrzuceniem czegoś do prania lub włożeniem do szafy wtedy
                          ja wkraczam do akcji i kożystam z okazji, w razie co argumentuje by
                          nauczył się po sobie sprzątaćsmile).
                          • serendepity Re: wniosek :) 08.01.08, 15:01
                            Po przeczytaniu tych historyjek dochodze do wniosku, ze mam wspanialego meza smile
                            Oboje nie przepadamy za zakupami, ale nie musze go sila ciagnac do sklepow.
                            Zwykle sam dochodzi do wniosku, ze cos tam sie przetarlo i trzeba kupic.
                            Najczesciej sa to spodnie od garnituru i co pare miesiecy musimy kupic nowe.
                            Mowi, ze nie nawidzi kupowac ciuchow, ale nie ma wyjscia, jakos musi wygladac w
                            pracy.

                            Buty kupuje przez internet, znalazl w Niemczech sklep swojego producenta i
                            zamawia co roku ten sam model butow (do garnituru). Niestety w UK akurat nie ma
                            sklepow tej firmy (chociaz sa nawet na Islandii i w Australii!). Ostatnio
                            odkrylam metode na przedluzanie zywota butow, zanosze do szewca, zeby zrobil
                            nowe podeszwy, bo skorzane bardzo szybko sie scieraja.

                            Reszte ciuchow kupujemy w sklepach outdoor'owych, zwykle raz na kwartal idziemy
                            na zakupy do takiej dzielnicy gdzie sa 4 duze sklepy kolo siebie, plus ten gdzie
                            kupuje garnitury i inne drobiazgi i mamy z glowy. Niestety maz ma kosztowny
                            gust, ale poniewaz relatywnie rzadko cos kupuje i tylko to co potrzebuje, to
                            jakos przymykam na to oko.

                            Udalo mi sie "wytresowac" go, a raczej uswiadomic na co dokladnie rozchodza sie
                            nasze pieniadze i jest teraz znacznie oszczedniejszy.
                            Najpierw zaczal kupowac kanapki zamiast lunchy, potem zaczal wyszukiwac tansze
                            kanapki w sklepie, a teraz doszedl do wniosku, ze najlepsze kanapki sa, jak sam
                            je sobie zrobi i bierze potem do pracy w pudelku. Musze powiedziec, ze od tego
                            czasu znacznie zmalala kwota, ktora znikala nie wiadomo gdzie.
                            Nauczyl sie patrzyc na ceny i sprawdza czy sa promocje na to co kupuje.
                            Jak mu pokazalam symulacje splaty kredytu, ktory mielismy wziac na dom, to
                            doznal sporego szoku. Chyba nigdy do konca nie zdawal sobie jakie to sa kwoty,
                            jak malo sie splaca kapitalu itp.

                            Pare lat temu, jak nie byl ze mna to w ogole nie wiedzial ile co kosztuje. Po
                            prostu wchodzil do pierwszego z brzegu sklepu i kupowal co chcial. Pamietam szok
                            jak zobaczylam cene na butelce jego szamponu, poltora razy wyzsza niz w
                            supermarkecie. Mimo wysokiej pensji pieniadze rozchodzily mu sie nie wiadomo na co.

                            Mozna powiedziec, ze zrobilam z meza swiadomego konsumenta smile
    • pinkdot Re: mężowie a oszczedzanie???? 06.01.08, 12:41
      A u mnie jest tak, że to ja jestem rozrzutną "zakupoholiczką" a mąż jest
      oszczędnysmile.
      To chyba jednak nie reguła, że panie są oszczędniejsze, tylko w Polsce
      przeważnie to kobiety "trzymają kasę" i są odpowiedzialne za gospodarowanie,
      robienie zakupów itd., a tych pieniążków przeważnie nie ma zbyt wiele...facet
      zatem ma mniejsze rozeznanie w realiach cenowych, przez co może wydawać
      pieniądze mniej odpowiedzialnie.
      • olbrachta Re: mężowie a oszczedzanie???? 07.01.08, 09:58
        U nas jest tak, że 30% naszych dochodów to kwota przeznaczona na
        prywatne wydatki: papierosy, kosmetyki, ciuchy (dla mnie), gazety
        specjalistyczne, hobby. Reszta, czyli 70%, idzie na dom.

        I muszę powiedzieć że odkąd wprowadzliśmy ten system nie kłócimy się
        o kasę. Każdy wie, ile ma, i tyle wydaje. Mamy konto wspólne na dom
        i indywidualne konta na własne potrzeby. A mąż do tego ogólnego
        konta nawet nie ma dostępu, bo wszystko by wydał smile
        Był kiedyś taki ponmysł - kwota na cały miesiąc skończyła się po
        dwóch tygodniach...
        Każdy wydatek jest zapisywany.
        • hala24_2 Re: mężowie a oszczedzanie????- do olbrachty 07.01.08, 13:20
          Olbrachto a jak Twój mąż sobie z tym radzi??
          Mój ma podobny problem, to co ma niby na 2 tygodnie(taki system
          płac) wydaje w 4 dni no i dalej brak kasy i jęczy że chce na
          papierosy i bilety bo już nie ma. Od dłuższego czasu jesteśmy przy
          systemie każdego dnia bierze "kieszonkowe" na papierosy i bilety -
          to się jak narazie sprawdza przynajmniej wiem że wystarczy na te dwa
          tygodnie. Po wypłacie zawsze wkładam w koperty na rachunki to co
          zostaje, część do banku a niewielka część w domu na bierzące wydatki.
          • olbrachta Re: mężowie a oszczedzanie????- do olbrachty 10.01.08, 15:30
            No cóż, muszę przyznać że napoczątku nie było bynamniej łatwo smile mąż
            te swoje 30% wydawał na początku miesiąca, a potem jęczał, że nie ma
            na papierosy. Na początku mu pożyczałam, spłacam z tego, co mu
            wpłynęło w następnym miesiącu. Po jakimś czasie stwierdziłam, że to
            bez sensu, bo jego dług z miesiąca na miesiąc rośnie. Więc
            powiedziałam mu, że niestety nie mogę mu pożyczać, bo nie mam z
            czego i nie będziemy mieli na rachunki. I co? Rzucił palenie. Ma
            swoje inne wydatki, hobby itp., więc sam uznał, że 400 zł
            miesięcznie to dużo.

            Ale! u nas obowiązuje zasada, że są to pieniądze wyłącznie na
            potrzeby prywatne, czyli takie, bez których dom mógłby się obejść.
            Więc bilety kupujemy miesięczne z "domowego" budżetu. Podobnie ze
            śniadaniami - jeśli zapomnę zrobić kanapki (to mój obowiązek, on
            robi kolacje), to płacę za kupne kanapki z własnych pieniędzy.

            Jak to znosi... cóż, były bunty i wrzaski, ale jakoś się
            przyzwyczaił. bBuntował się zwłaszcza, że on daje więcej na
            mieszkanie, a ja mało (on więcej zarabia). Więc długo i cierpliwie
            (albo raczej krótko i systematycznie) tłumaczyłam mu, że to, że
            zarabia więcej, to jego przywilej, a trudno żeby jeden przywilej
            rodził kolejne. Zresztą z tego przywileju wynika też to, że ma
            więcej pieniędzy na prywatne potrzeby.

            przebolał.
            • b-b1 Re: mężowie a oszczedzanie????- do olbrachty 10.01.08, 21:33
              ...a ja poszłam za ciosem-smileWyszukałam porządną kurtawe zimową w necie, dostałam
              "gwarancję" zamiany jakby była nie taka ,cena cud-miód(nie ma jak "teoretyczny
              koniec sezonu i wyprzedaze kolekcji )i chcąc nie chcąc zaczęłam mierzyc mojego M...
              Jak się mój ukochany dowiedział, ze zamawiam rozmiar XXL(z powodu wzrostu zawsze
              taki nosi-jak typowa rozmiarówkasmilepopłakał sie ze śmiechu...(myslał, ze XXL, to
              dla takich 200kg mężczyzn-ja metki usuwam, bo go gryza)
              Dzisiaj przyszła-pasuje idealnie! To pierwszy mój zakup taki "inny"-znaczy
              przyszło -sezonowy-chociaz chyba jeszcze przymrozi tej zimy. Powiem szczerze
              nawet nie spodziewałam sie, że taki "wariant"zakupów tak mnie ucieszy smile


              • hala24_2 Re: mężowie a oszczedzanie????- do olbrachty 11.01.08, 14:37
                Uciesz, ucieszy!!! Mnie też zawsze cieszy jak coś kupie taniej,
                pasuje i się jeszcze podoba smile.
                Olbrachto dziękuje za odpowiedź.
                Pozdrawiam i życze więcej takich zakupów smile.
Pełna wersja