japisia
23.02.09, 13:38
Z pewnością nie należę do gospodarnych..., ale do rzeczy...
Mąż pracuje i zarabia ok. 1200 zł na rękę - zazwyczaj dochodzą do tego premie
(w różnej wysokości, czasem wcale) - średnio wychodzi ok. 2000 zł miesięcznie.
Ja przynoszę 1000 zł.
Od 1,5 roku cieszymy się nowym domkiem i oczywiście kredytem hipotecznym,
którego rata wynosi ok. 1000 zł (czyli moja pensja).
Mamy na utrzymaniu prawie 3 latka (przedszkolaka) i 2 auta (zazwyczaj
użytkujemy 1 - drugie w zasadzie jest awaryjne).
Ustaliliśmy, że mąż dba o stałe wydatki i kontroluje budżet. Ja natomiast o te
codzienne i zaopatrzenie domu.
Wydatki stałe to ok. 1500 zł (łącznie z kredytem)/miesięcznie.
Ustaliliśmy, że ja kupuję tylko żywność, paliwo i chemię i dostaję na to 200
zł tygodniowo.
Paliwo powinno kosztować ok. 50 zł/tydzień (każdy wyjazd do pracy czy marketu
to ok. 10 km).
Za żadne skarby nie wyrabiam się w 200 zł. W tygodniu nie gotuję (co najwyżej
kolacja np. naleśniki czy frytki). Najbardziej mąż się wścieka,że wspomagam
się kartą - co oznacza, że wydatki są poza kontrolą.
Coś w tym jest, jednak chyba użycie karty w momencie kiedy zabrakło mi 7 zł
(mam w portfelu max kwotę np. 50 czy 100 zł) to chyba nie zbrodnia.
Sytuacje w których płacę kartą za zakupy (gdzie można płacić gotówką) są max
2-3 razy w miesiącu.
W sumie wychodzi nam czasem, że wydaję na życie (moje śniadania, obiady +
weekand, kolacje, chemia, "przyjemności") - 1200.
Wiem, że to dużo jak na nasze zarobki, z drugiej jednak strony czy 400zł/os w
rodzinie 2+1 to na prawdę max rozrzutność?
Co oznacza dla was rozsądne użytkowanie kart płatniczych - nie kredytowych?
Wiem, na pewno że skorzystam z lektury Waszego forum, jednak raczej nie mogę
zaoszczędzić na np. chemii - gdzie wielokrotnie oszczędność równała się bubel
(oczywiście nie zawsze), podobnie jedzenie staram się zwracać uwagę na to co
jemy, nie musi być to ECO, ale raczej nie kupuję np. promocyjnej kiełbasy, czy
max wypchanych wodą wędlin - kupuję te zwyczajnie wypchane wodą, czasem piekę...
Czy mój mąż ma rację, że nie wiem na co wydaję kasę... - czasem rzeczywiście
nie pamiętam co kupiłam 3 dni wcześniej za np. 50 zł....