Czy jestem rozrzutna?

23.02.09, 13:38
Z pewnością nie należę do gospodarnych..., ale do rzeczy...

Mąż pracuje i zarabia ok. 1200 zł na rękę - zazwyczaj dochodzą do tego premie
(w różnej wysokości, czasem wcale) - średnio wychodzi ok. 2000 zł miesięcznie.
Ja przynoszę 1000 zł.
Od 1,5 roku cieszymy się nowym domkiem i oczywiście kredytem hipotecznym,
którego rata wynosi ok. 1000 zł (czyli moja pensja).
Mamy na utrzymaniu prawie 3 latka (przedszkolaka) i 2 auta (zazwyczaj
użytkujemy 1 - drugie w zasadzie jest awaryjne).

Ustaliliśmy, że mąż dba o stałe wydatki i kontroluje budżet. Ja natomiast o te
codzienne i zaopatrzenie domu.

Wydatki stałe to ok. 1500 zł (łącznie z kredytem)/miesięcznie.

Ustaliliśmy, że ja kupuję tylko żywność, paliwo i chemię i dostaję na to 200
zł tygodniowo.
Paliwo powinno kosztować ok. 50 zł/tydzień (każdy wyjazd do pracy czy marketu
to ok. 10 km).
Za żadne skarby nie wyrabiam się w 200 zł. W tygodniu nie gotuję (co najwyżej
kolacja np. naleśniki czy frytki). Najbardziej mąż się wścieka,że wspomagam
się kartą - co oznacza, że wydatki są poza kontrolą.
Coś w tym jest, jednak chyba użycie karty w momencie kiedy zabrakło mi 7 zł
(mam w portfelu max kwotę np. 50 czy 100 zł) to chyba nie zbrodnia.
Sytuacje w których płacę kartą za zakupy (gdzie można płacić gotówką) są max
2-3 razy w miesiącu.
W sumie wychodzi nam czasem, że wydaję na życie (moje śniadania, obiady +
weekand, kolacje, chemia, "przyjemności") - 1200.

Wiem, że to dużo jak na nasze zarobki, z drugiej jednak strony czy 400zł/os w
rodzinie 2+1 to na prawdę max rozrzutność?
Co oznacza dla was rozsądne użytkowanie kart płatniczych - nie kredytowych?

Wiem, na pewno że skorzystam z lektury Waszego forum, jednak raczej nie mogę
zaoszczędzić na np. chemii - gdzie wielokrotnie oszczędność równała się bubel
(oczywiście nie zawsze), podobnie jedzenie staram się zwracać uwagę na to co
jemy, nie musi być to ECO, ale raczej nie kupuję np. promocyjnej kiełbasy, czy
max wypchanych wodą wędlin - kupuję te zwyczajnie wypchane wodą, czasem piekę...

Czy mój mąż ma rację, że nie wiem na co wydaję kasę... - czasem rzeczywiście
nie pamiętam co kupiłam 3 dni wcześniej za np. 50 zł....
    • kasiaaaa24 Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 14:03
      Przede wszystkim muszę powiedzieć, że nie podoba mi się podział
      finansów w waszym domu. Ty całą pensję przeznaczasz na ratę kredytu
      i przez to jesteś skazana na to, co mąż Ci da, bo zostajesz bez
      złotówki. Swoją drogą podziwiam, jak można mając udokumentowanych
      dochodów 2200 wziąć kredyt z ratą 1000. No ale to nie moja sprawa.
      A On pewnie zakupów nie robi, wiec nie jest świadomy co ile
      kosztuje. Nie mieścisz się w 200 zł tygodniowo z jedzeniem, chemią,
      kosmetykami, paliwem i „przyjemnościami”? Ja też bym się nie
      zmieściła! Owszem, można żyć za tą kwotę, ale dla mnie to wegetacja,
      a Ty pytasz, czy jesteś rozrzutna? Nie, nie jesteś. Ale po co Wam 2
      auta? Ledwo stać Was na jedno (choć i tu bym mogła się przyczepić).
      Tego drugiego nie ubezpieczacie? A co do rozsądnego używania kart
      płatniczych – hmmm, wydaje mi się że rozsądnie z nich korzystasz. Bo
      czy jest rozsądniejsze użytkowanie, niż kiedy Ci brakuje na
      jedzenie??? 1200 to nie jest ma rozrzutność, ja bym nawet
      powiedziała, że to jest skromne życie. Może niech mąż wybierze się
      raz na zakupy i zobaczysz co przyniesie i za ile. Może wtedy
      zrozumie, że życie jest drogie i musisz się nagimnastykować, żeby w
      200 zł się zmieścić.
      • zoja79 Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 14:44
        Rozrzutna? Jestem dla ciebie pełna podziwu, że za 150zł tygodniowo
        potrafisz wykarmić trzyosobową rodzinę (bo rozumię, że pozostałe
        50zł przeznaczasz na paliwo?) Dla mnie niewyobrażalne. Zaczęłam
        odwiedzać to forum bo pieniądze przeciekały mi przez palce. Teraz na
        czteroosobową rodzinę wydaję 1200zł miesięcznie (żywność i chemia) i
        nie uważam się za rozrzutną. Twój mąż ma skarb którego nie docenia.
      • japisia Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 15:03
        > jedzenie??? 1200 to nie jest ma rozrzutność, ja bym nawet
        > powiedziała, że to jest skromne życie. Może niech mąż wybierze się
        > raz na zakupy i zobaczysz co przyniesie i za ile. Może wtedy
        > zrozumie, że życie jest drogie i musisz się nagimnastykować, żeby w
        > 200 zł się zmieścić.

        No chyba za bardzo uprościłam - przez co doszło do nieporozumienia.

        Konto mamy wspólne (z kart korzystam tylko ja) i ze wspólnej kasy płacona jest
        rata. Mamy konto elektroniczne dzięki czemu widać od razu wydatki, wpływy i kredyt.
        Jak dostaliśmy kredyt - zdolność kredytowa szacowana była jedynie z pensji męża
        - wyliczyli średnią wyszyło 1700 zł. Zabezpieczeniem jest hipoteka. Bank
        oczywiście uwzględnił, że ja również zarabiam (tyle że to nie umowa o pracę).
        Mamy 100 000 /30 lat (zostało jeszcze tylko 28 wink )

        W dużej mierze niestety przejadamy oszczędności - czyli to co mąż zarobił extra
        czy to np. co dostaliśmy od rodziców.
        Problem nie polega na tym, że totalnie nam nie starcza tylko na tym, że wydajemy
        więcej niż zarabiamy, nie mówiąc o nieumiejętności zaoszczędzenia.

        1100 zł na rękę (moja pensja) - kredyt to ok. 1000 zł - zostaje 100zł.
        Mąż zarabia 2000zł czyli 2000zł na życie i utrzymanie.
        Mąż śniadań nie je. Młody wypija mleko z kaszą (niestety sojowe). Mąż zazwyczaj
        stołuje się w mieście. Ja również. Na kolację coś przygotowujemy. W weekand
        gotuję. Czasem dostaję gotowy obiadek od mamy.
        2000 zł to wydatki stałe (przedszkole - 180 zł, net - 50zł, prąd ok. 250 zł,
        woda - 150 (tego nie wiem), wywóz śmieci - ok. 24 zł miesięcznie, telefony
        70-100zł, oprócz tego trzeba zapłacić ubezpieczenie aut i domu i pomyśleć o
        drewnie na przyszły rok.

        Za to co zostaje mam kupić chemię (proszki, kosmetyki), jedzenie na weekand i
        kolacje + przekąski (niestety idzie trochę słodyczy), mleko sojowe, papierosy
        (mąż 1 paczka/dzień ja 1/2-3 dni).
        Dodatkowo paliwo...- a ja niestety uwielbiam jeździć.
        I jeszcze leki i kosmetyki - głównie dla małego, który ma bardzo wrażliwą skórę
        + alergolog prywatnie (ok. 100 zł/mc)

        Do lokali uczęszczamy sporadycznie, nie chodzimy na żadne sylwestry czy ostatki,
        od 3 lat nie mieliśmy wakacji, ja nie chodzę do kina czy kosmetyczki, mąż nie pije.
        Za to - bardzo lubię sałatkę grecką, której michę potrafię wciągnąć jednorazowo,
        od czasu do czasu słodycze raz na tydzień piwko.
        Mąż dużo pali i lubi słodycze, za to mógłby na okrągło jeść kluchy, frytki czy
        naleśniki. Jeśli już musi jeść kanapki to tylko z wędliną. Ja za to wolę żółty
        ser (on go zupełnie nie je).
        Jest jeszcze brzdąc, który jest wyjątkowo wybredny, ale czasem woli bułkę z
        dżemem zamiast obiadu - ciężko trafić...

        Praktycznie nie piekę ciast- ostatnio jedynie natchnęło mnie na muffinki.
        Wyszyły super, ale znikają w okamgnieniu...

        Tak na prawdę od dłuższego czasu żyjemy pod kreską - czyli przejadamy
        oszczędność - a tak być nie może..., nie wiadomo co los przyniesie...


        • eny79 Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 15:09
          Dochody 2000 zdolność kredytowa 1700.... ekstra

          Pierwsze co mi sie rzuca w oczy to papierosy, ale nawet nie tyle ze względu na
          oszczędność (chociaz policz ile to wychodzi) ale o dziecko - jesli jest
          alergikiem to nie wolno w jego otoczeniu palić.
          • japisia Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 17:07
            eny79 napisała:

            > Dochody 2000 zdolność kredytowa 1700.... ekstra

            Miałam oczywiście na myśli pensję z jakiej była liczona zdolność kredytowa (+
            męża premie w tamtym okresie), bank brał również pod uwagę to co mamy i to, że
            nigdy wcześniej nie braliśmy kredytu, jesteśmy długo klientami banku itd...
            Zdolność kredytowa wyszła coś ok. 120000 (2,5 roku temu)

            > Pierwsze co mi sie rzuca w oczy to papierosy, ale nawet nie tyle ze względu na
            > oszczędność (chociaz policz ile to wychodzi) ale o dziecko - jesli jest
            > alergikiem to nie wolno w jego otoczeniu palić.

            Wiem, doskonale - nigdzie nie napisałam, że palimy razem z dzieckiem. Latem jest
            od tego taras - zimą przewietrzane pomieszczenie gospodarcze na górze (w domu
            mamy bdb wentylację), tak więc praktycznie nic nie czuć.
            Jedno auto najchętniej bym sprzedała, ale mąż ma sentyment kupę kasy w niego
            włożyliśmy, jest bardzo dobrze utrzymane a wzięli byśmy za niego max 5 tys. Poza
            tym drugie też się czasem psuje. Los zazwyczaj tak chce, że akurat wtedy kiedy
            jest najbardziej potrzebne - zbuntowało się raz (drobiazg), kiedy wieźliśmy
            nieprzytomne dziecko do szpitala. Czasem mąż bierze drugie, kiedy np. ja idę z
            młodym do lekarza lub są jakieś urzędowe sprawy do załatwienia.
        • kasiaaaa24 Nie podoba mi sie to, ani kupy nie trzyma 23.02.09, 15:46
          Raz piszesz, że 2000 zostaje na utrzymanie, raz że 2000 to koszty
          stałe, raz że 1500 to koszty stałe... Nic sie kupy nie trzyma uncertain I
          jeszcze w tych 150 zł tygodniowo (po odliczeniu paliwa) mieści się
          ok 10 paczek papierosów? No way...

          Generalnie, jak by popodliczać to co piszesz, to w życiu 3000 nie
          wyjdzie, czyli tyle, co macie dochodu.
        • 1-mitocha Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 12:32
          na marginesie:
          "Młody wypija mleko z kaszą (niestety sojowe)" - dlaczego 3-latek
          nie je normalnego śniadania?, a na obiad - bułka z dżemem? -nie
          żebym się czepiała, ale zdrowe to to nie jest....
        • krolowanocy Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 14:25
          gdzie jest przedszkole za które płacisz 150 zł/miesiąc? tzn w jakim
          mieście?
        • ideefiks Takie pytanie mam do autorki wątku... :) 24.02.09, 16:23
          ...no bo jedna rzecz mnie zaciekawiła. 100tys. na 30 lat i rata
          1000pln? Co wy za kredyt macie? Raty malejące? Bo przy równych to
          wychodzi że przez 30 lat wpłacicie do banku ok. 360tys pln. Takie
          dziwne trochę...
          • kasiaaaa24 Re: Takie pytanie mam do autorki wątku... :) 24.02.09, 16:30
            Gdzieś autorka pisała, że wzieli 130 tys, ale to nie zmienia faktu,
            że wychodzi ok 100 tys za dużo do spłaty. Teraz podobno zostało 100
            tys do spłaty, ale to i tak dziwne.
            • ideefiks Re: Takie pytanie mam do autorki wątku... :) 24.02.09, 16:40
              kasiaaaa24 napisała:

              > Gdzieś autorka pisała, że wzieli 130 tys, ale to nie zmienia
              faktu,
              > że wychodzi ok 100 tys za dużo do spłaty. Teraz podobno zostało
              100
              > tys do spłaty, ale to i tak dziwne.

              Bardzo dziwne. Oczekiwałbym raty ok. 500-600pln... smile
            • tinoola Re: Takie pytanie mam do autorki wątku... :) 24.02.09, 17:37
              kasiaaaa24 napisała:

              > Gdzieś autorka pisała, że wzieli 130 tys, ale to nie zmienia
              faktu,
              > że wychodzi ok 100 tys za dużo do spłaty. Teraz podobno zostało
              100
              > tys do spłaty, ale to i tak dziwne.


              no i przez dwa lata splacili 30 tys. to pozostale 100 tys. splaca
              przez nastepne 3,5 roku wink

              autorce watku radze najpierw zapoznac sie z wlasnym budzetem, a
              dopiero potem podnosic wrzask na forum
        • titta Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 22:07
          Jelsi jecie tak jak opisujesz, to niedlugo dojda wam koszty na
          lekarza - odpornosc siadzie. Ja wiem, ze bardzo trudne, ale ogranicz
          palenie, zamiast jesc na miescie, poczytaj troche o dietetyce i
          zacznij gotowac w domu. Bedzie i taniej i zdrowiej. na kluchach,
          zapiekankach i "bulkach z drzemem" niedlugo pociagniecie...
    • miska_malcova Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 14:31
      japisia napisała:

      > Z pewnością nie należę do gospodarnych..., ale do rzeczy...
      >
      > Mąż pracuje i zarabia ok. 1200 zł na rękę - zazwyczaj dochodzą do tego premie
      > (w różnej wysokości, czasem wcale) - średnio wychodzi ok. 2000 zł miesięcznie.
      > Ja przynoszę 1000 zł.
      > Od 1,5 roku cieszymy się nowym domkiem i oczywiście kredytem hipotecznym,
      > którego rata wynosi ok. 1000 zł (czyli moja pensja).

      japisia wytłumacz mi jak to możliwe utrzymać rodzinę 3-osobową za
      2 tys. zł mając 2 samochody? Twojej pensji nie liczę, bo równa sie ona płaconemu
      kredytowi. Nie zrozum mnie źle, dla mnie to po prostu niemożliwe...
    • prunio4 Re: żartujesz? 23.02.09, 14:41

      Podzielam zdanie przedmówczyni.

      Jesteś gospodynią, jakich za świecą szukać !

      Nie wyobrażam sobie życia tj żywności i chemii za 200 na tydzień dla
      3 osób. No, chyba, że jadacie kluski z ziemniakami na przemian.

      Ale to przecież na krótką metę, bo organizm upomni się swoje
      wcześniej czy później.

      -----------------------------------------------------------------
      * pożądasz nie tego, co widzisz, lecz tego, co sobie wyobrażasz*
      • plapla2 Re: żartujesz? 23.02.09, 22:21
        Ja też lubię jeździć samochodem, ale 50 zł tygodniowo na przejażdżki DBS'em
        mojego męża po okolicy ... starcza tylko do pierwszych świateł smile
    • woman-in-the-city Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 15:05
      Jesteś bardzo gospodarna smile
      Męża zaś profilaktycznie kopnij w cztery litery i pogoń, by przeszedł się po
      sklepach, niech wie co, gdzie i ile kosztuje.
      Wliczasz warzywa w te 200 zł tygodniowo?
      A co do wspomnianych przez kogoś klusek, mhm... moja znajoma wyliczyła, że to
      wcale nie wychodzi specjalnie taniej niz przykładowo: ziemniaki/surówka/noga z
      kurczaka.
      Dom, jego eksploatacja sporo kosztuje, zdaniem moich rodziców to studnia bez
      dna, mam nadzieję, że spłacicie nań kredyt zanim pojawi się koniecznośc
      piewrwszych ,bieżących remontów.


    • korniz Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 15:20
      japisia mozemy sobie podac rękę -też za 150 zl uzyje i tez na 3 os.I
      wcale nie jest to wegetacja,tylko oszczedne gospodarowanie
      pieniedzmi.Tez sie dziwie jak mi się to udaje zrobic.Może dlatego że
      nie mam wymagajacych domowników.Obiady robię tylko w domu,korzystam
      z promocji.Obiady poza domem sa zawsze droższe,ale i tak cię
      podziwiam i sama wiem jak to jest cieżko dysponujac taką kwota,ale
      dla mnie to zabawa.
      • kreatywni Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 16:26
        @japisia
        Nie, na pewno nie jestś rozrzutna! Tak czy siak powinnaś przez dwa-trzy miesiące zapisywać wszystkie wydatki, pogrupować, zsumować i będziesz miała jak na dłoni co, gdzie i za ile. Koniecznie pokaż mężowi!

        @miska_malcova
        Dwa samochody z czego jeden stoi... Tak naprawdę samóch wcale nie jest tak drogi w utzymaniu jakby to sie mogło wydawać.
        • miska_malcova Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 18:54
          > @miska_malcova
          > Dwa samochody z czego jeden stoi... Tak naprawdę samóch wcale nie jest tak
          drogi w utzymaniu jakby to sie mogło wydawać.

          ale mimo wszystko skoro drugi samochód jest używany awaryjnie, to oc trzeba od
          niego zapłacić wink Ja akurat jestem tuż przez zapłaceniem OC + AC - 3 tysiące
          nie moje sad
          • vvrotka Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 10:18
            a można i 400zł na rok...ja tak pałcebig_grin
          • kowalikm Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 10:33
            Na jedno auto jest OC+AC - razem 820, drugie auto OC ok. 400 zł. Oprócz tego
            bierzemy ubezpieczenie domku za ok. 200zł.
            Latem byłaby opcja rowerowa, ale jednak jeśli chodzi o pracę odpada. Półgodziny
            pedałowania z dzieckiem - zapociłabym się na maxa. Przy drobnych dojazdach tak,
            do pracy sporadycznie - ale bez brzdąca...

            Co do taksówek - mieszkamy na nowej ulicy. Paczki czasami nie dochodzą, kurierzy
            również nie dowożą. Nie zdarzył mi się jeszcze taksówkarz czy dostawca, który
            trafiłby do nas bez problemu. To samo oczywiście nie daj Boże dot. karetki.
            Mieszkamy na sporym osiedlu domków 10 min od centrum, mimo to od 5 lat żadne
            mapy w gps(ach) nie uwzględniają tych kilku nowych ulic...

            Może to się zmieni, jednak na razie ciągle błądzą...

            Śniadania jem oczywiście w domu. Czasem obiady w najbliższej stołówce. Jak jem w
            domu to raczej coś na szybko - weekandowa odgrzewka, jakaś zupa od mamy czy
            naleśniki z kolacji, ew. 2 kanapki.

            Tytoń, skręty - nieee, to już byłoby przegięcie nie zniosłabym. W dodatku małż
            ma jedną ulubioną markę fajek (na szczęście nie Malboro). Twierdzi, że to jego
            jedyna "przyjemność/używka/nałóg" i akurat z tego nie zrezygnuje. Ja ciągle
            myślę o pożegnaniu się z nałogiem, ale jak na razie lubię i nie mam specjalnej
            motywacji (oprócz kasy, która rocznie stanowi pokaźną kwotę).
            • the_city Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 15:34
              kowalikm napisała:

              > myślę o pożegnaniu się z nałogiem, ale jak na razie lubię i nie
              > mam specjalnej motywacji

              No tak, zdrowe dziecko to przecież żadna motywacjasmile
              • eny79 Re: Czy jestem rozrzutna? 25.02.09, 17:25
                Popieram. Czasami bezmyślność palaczy poraża.
      • japisia Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 17:20
        Problem polega na tym właśnie, że mi te 200 zł nie wystarcza...

        Mąż nie lubi robić zakupów - ja też nie lubię jak je robi wink. Czasem jednak
        posyłam go do marketu z listą - kupuje oczywiście to o co poproszę...Tyle, że
        dla niego warzywa mogłyby nie istnieć, zupa to tylko rosół z kluchami, ew.
        pomidorowa no i słodycze...

        Podbieramy z "kupki" extra - typu premie męża, których tak na prawdę nie da się
        przewidzieć (widzimisię szefa). Raz w miesiącu bywa, że np. weźmie 4 tys a innym
        razem gołą pensję czyli 1,2 tys. Stąd rzucam średnią z "pewnej" pensji - 2tys.

        Do pracy wyjeżdżamy przed 7. Z pracy jesteśmy ok. 16. Nie bardzo mam, gdzie i
        kiedy zrobić zakupy, dlatego zazwyczaj staram się wypisać wszystko co potrzebne
        i wieczorem kupuję w dyskoncie/markecie. Czasem udaje mi się kupić
        najpotrzebniejsze warzywka k. przedszkola - nie mogę wziąć za dużo, bo w drugiej
        ręce trzymam torebkę i młodego...
        Czy pracując dajecie radę gotować np. na dzień następny?
        Ile Wam przeciętnie idzie na osobę?
        • bentelerek Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 18:05
          japisia nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale skoro macie tak mały dochód to
          dlaczego jadacie na mieście ???

          co do jedzenia my jadamy za ok 150 zł tygodniowo w tym zero kluchów i naleśników
          a raczej mięso i jakieś makarony np zapiekanka z zerem makaronowa, łazanki z
          mięskiem oczywiście, gołąbki itp (słodkie obiady są nie do przejścia u nas
          niestety sad ) ale jemy też zupy raczej raz w tygodniu to standard
          Poza tym kupuje ok 1,5 -2 kilogramy swojskiej wędliny na tydzień i spokojnie sie
          wyrabiam w 150 zł kupuje również owoce, warzyw mniej teraz bo jak widzę 16 zł za
          kg ogórka który smakuje jak trawa to mi się odechciewa wink
          Paliwo i chemia osobno na paliwo ok 100-150 bo jeżdżę z koleżanką na zmianę
          natomiast chemia to zależy myślę ze ok 100 zł mi starczy na miesiąc
          • zabeczka84 Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 18:29
            japisia pytanie
            napisałas ze nie gotujesz w tygodniu, że te 200 zł tygodniowo to twoje śniadania
            i obiady, plus to co na weekend.
            Za co jedzenie sobie kupuje mąż?
            Bo jak dla mnie to te 800 zł miesięcznie w 2/3 wydajesz na samą siebie...
            • kowalikm Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 19:01
              > Za co jedzenie sobie kupuje mąż?
              > Bo jak dla mnie to te 800 zł miesięcznie w 2/3 wydajesz na samą siebie...
              Dokładnie tak jest - jedzenie papierosy dla mnie, chemię, paliwko, mleko sojowe
              + kasza dla młodego, coś na kanapkę wieczorem, raz na parę miesięcy pieluchy
              (młody używa tylko na noc - zazwyczaj jest sucha)
              800 zł to to co mąż chciałby, abym wydawała miesięcznie.
              500 zł to opłaty stałe (różnie - o dziwo za energię płacimy mniej zimą dzięki
              podgrzewaniu wody kominkiem)
              "Zostaje" 700 zł - to kasa, którą trzeba/należałoby zostawić na ubezpieczenia,
              drewno, leki, papierosy męża (łatwo policzyć 30x7,8 czyli 234) i paliwo na
              ekstra wyjazdy - raz na 2 mce do lekarza 60 km.
              • japisia Uups - poszło nie z tego co trzeba - dot. JAPISIA 23.02.09, 19:04
              • beatrycze123 Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 23:26
                Wy w ogóle jecie obiady? Skoro nie gotujesz a na jedzenie na mieście was nie stać...
              • krzysztofsf Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 08:50
                kowalikm napisała:

                > papierosy męża (łatwo policzyć 30x7,8 czyli 234)

                Sam jestem palaczem

                Wlacz go w szukanie rezerw

                Pol kilo tytoniu Korsarz(500 papierosow po 1 g) i 500 gilz do nabijania - kosztuje 48zl tyton + 7 zl gilzy (i jednorazowy wydatek ze 20 zl na maszynke do nabijania). Daje to 16 papierosow dziennie przy 31 dniowym miesiacu - zaokraglij do 70 zl miesiecznie na tyton i gilzy i masz oszczednosc 160 zl miesiecznie (a sadze, ze oszczednosci wieksze, bo jak palacz przyznaje sie do paczki dziennie, to pali dwie smile).
        • miska_malcova Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 19:01
          > Czy pracując dajecie radę gotować np. na dzień następny?
          > Ile Wam przeciętnie idzie na osobę?

          oczywiście, inaczej nie poradziłabym sobie finansowo sad
          czasem bywa, że obiad na jedną osobę wynosi do 5 zł, a czasem 15zł. Różnie.
          Kiedyś gotowałam przed pracą, teraz tylko po, a rano sprzątam smile
          • bentelerek Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 19:10
            miska_malcova napisała:

            > > Czy pracując dajecie radę gotować np. na dzień następny?
            > > Ile Wam przeciętnie idzie na osobę?
            >
            > ja też gotuję dzień wcześniej a obiady zwykle mamy dwudniowe choć nie zawsze
            • klarysa2212 Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 17:39
              bentelerek napisała:

              > miska_malcova napisała:
              >
              > > > Czy pracując dajecie radę gotować np. na dzień następny?
              > > > Ile Wam przeciętnie idzie na osobę?
              > >
              > > ja też gotuję dzień wcześniej a obiady zwykle mamy dwudniowe choć nie zaw
              > sze
              Czy to możliwe, że ludzie nie jedzą w tygodniu? Jestem szczerze zdziwiona pytaniami czy pracując zawodowo gotujecie... Nie wiem z czego to wynika, ale moim zdaniem to nie jest żaden ani wyczyn ani problem zrobić normalny obiad po powrocie z pracy do domu. Ja pracuję trzy dni w tygodniu do 15.00 a dwa razy do 18.00 i codziennie jemy obiad -czy też obiadokolację. Nie zawsze z dwóch dań, ale nie ma opcji, żeby przyjść do domu i nie wiem - jeść kanapki? To chyba kwestia organizacji i przewidywania - poza tym tak jest zdrowiej i oszczędniej jednak... Powiedzcie proszę, że to nie ze mną jest coś nie tak - coraz częśćiej bowiem słyszę o "problemie" gotowania w tygodniu.....
        • diabel.lancucki Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 20:59
          japisia napisała:
          > Czy pracując dajecie radę gotować np. na dzień następny?

          Dajemy radę. Powiem szczerze, że nie rozumiem problemu z gotowaniem.
          Przygotowanie zwykłego, prostego obiadu zajmuje mniej niż godzinę. Można
          ugotować w wielkim garze na dwa dni, można wieczorem i podgrzać na drugi dzień
          po powrocie z pracy. Wystarczy chcieć.
    • bentelerek Re: Czy jestem rozrzutna? 23.02.09, 18:24
      japisia odpowiadając na twoje pytanie nie nie jestes rozrzutna w 200 zł bym się
      w zyciu nie wyrobiła z jedzeniem i chemią o benzynie nie wspomnę
      • milenamamazuzi Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 08:41
        Japisia, jeżeli Wasz dochód to średnio 3000zł a stałe wydatki wynoszą 1500zł, to
        przyznam szczerze, ze przy dwóch samochodach, dwóch osobach jedzących obiady na
        mieście i palących papierosy nie ma siły, żeby zostało na koncie tak jak mąż
        chce 800zł.
        Owszem, możecie próbowac wypracowac sobie jakiś nowy system, dzięki któremu
        będziecie wydawac mniej, ale na to potrzeba czasu i chęci obu stron.

        MOje spostrzeżenia:

        - to drugie auto - wiem, że macie sentyment i czasem się przydaje, ale na pewno
        taniej wyjdzie w awaryjnej sytuacji wziąc taksówkę niż utrzymywac dwa auta przez
        cały rok - Raz, mielibyście, jak piszesz 5tys. za auto + sumę, którą wydajecie
        rocznie na jego ubezpieczenia i ew. eksploatację - dobry start do rozpoczęcia
        odkładania pieniędzy na jakieś zabezpieczenie przyszłości smile

        - w domu jecie jedynie kolacje + normalne jedzenie w weeekend.
        Zdecydowanie taniej wychodzi gotowanie w domu niż jedzenie na mieście. Ale jeśli
        nie jesteś w stanie gotowac w domu, to może chociaż z tych śniadań na mieście
        zrezygnuj. Nawet jeśli "opylasz" je czymkolwiek, to na pewno taniej, ale też
        przede wszystkim zdrowiej byłoby zjadac je w domu. Ewentualnie, jak nie jesteś
        w stanie zjadac przed wyjściem z domu, to rób sobie kanapki do pracy, bo
        codziennie wydane parę złotych na śniadanie na mieście w skali miesiąca zbierze
        się już na jakąś konkretną sumkę.

        - no i te papierosy ... wink

        - a no i podejrzewam, że w 200zł które masz do wydania na tydzień to nie tylko
        bezn., papierosy, jedzenie i chemia jest, bo zwykle a to dojdą rajstopy, a to
        jakieś bilety, a cokolwiek drobnego do domu czy dla dziecka.

        Na początek proponowałabym uczciwe spisywanie wszystkich wydatków chociaż przez
        miesiąc i przyjrzenie się im. Wtedy dokładnie będziesz widziała ( i Ty i mąż) na
        co idzie każda tygodniówka i będziecie mogli wspólnie zastanawiac się co zmienic.
        • nela12 Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 10:32
          witam:0)dla mnie to ty jestes super oszczedna kobitasmile-podziwiam-my
          co prawda 2+2 ale choc to forum czytam juz kupe czasu i prubuje cos
          zaoszczedzic to jak narazie z 450-tyg, zostaje mi 50 czasem 60zl-
          zalezy-ale to juz na samo tylko jedzenie!no i jakies przyjemnosci-
          ale z tymi to mozna sie obejsc-jestes mistrzem ze sie wyrabiaszsmile-
          powodzenia
    • jurek.powiatowy Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 11:32
      Rata za mieszkanie to tylko 1000zł? Hm, chyba nie macie kredytu we frankach.
      Swoją drogą nie macie dużych dochodów, jakim cudem dostaliście ten kredyt?
      • japisia Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 13:39
        jurek.powiatowy napisał:

        > Rata za mieszkanie to tylko 1000zł? Hm, chyba nie macie kredytu we frankach.
        > Swoją drogą nie macie dużych dochodów, jakim cudem dostaliście ten kredyt?
        >
        Tak. Teraz chyba nawet rata spadła.

        Kredyt braliśmy jak mąż miał troszkę większą średnią roczną (więcej premii itd),
        młody był w drodze, oprócz tego mieliśmy jako wkład własny mieszkanie przepisane
        przez rodziców, autko (wtedy troszkę nowsze) itd. Wzięliśmy "tylko" 130 000/ 30
        lat z czego została jeszcze stówka do spłacenia. Z resztą nieważne.

        Nie rozumiem co ma bank do stracenia - bank się tak zabezpiecza, że nic nie
        traci. Na domu jest hipoteka. Kredyt jest w PLN. Mąż musi wykupywać dodatkowe
        ubezpieczenie. Ja w tamtym czasie miałam jeszcze spore wpływy na konto z dzieł
        czy zleceń (aczkolwiek to nie dochód) - bank również przeglądał naszą historię.
        Koniec końców dali - w końcu nie takim dają wink.

        Problem nie leży w tym, że za mało zarabiamy tylko w tym, że zbyt dużo wydajemy
        na życie. Na całe szczęście mąż czasem bierze premie - jako informatyk nawet
        całkiem spore - tyle, że w żaden sposób nie można przewidzieć czy będzie to 0zł
        czy np. 5tys.
        Stąd moje założenie, że mamy do dyspozycji 3tys., bo poniżej tego raczej się nie
        zdarzało.

        Jeśli jest kasa ekstra to idzie na inwestycje wykończeniowe związane z domem
        typu ogrodzenie, wiata na drewno, łazienka na górze czekająca na wykończenie
        itd. Dom to skarbonka bez dna, ale dzięki temu, że na etapie budowy staraliśmy
        się przemyśleć wszystko jest bardzo energooszczędny i mamy rozwiązania, które
        pozwalają na uniknięcie zbędnych kosztów. Na razie mamy wszystko wykończone tak,
        że spokojnie daje się mieszkać, ale jednak sukcesywnie trzeba kończyć te
        kosztowne "drobiazgi", których jest nie mało.

        Opłaty stałe: to
        ok. 200-250 zł prąd (prąd 2 taryfowy, są zegary czasowe na urządzeniach
        prądożernych), pralka, suszarka, zmywarka chodzą w taryfach nocnych, woda zimą
        podgrzewa się od kominka, tej zimy nawet raz nie włączył się prąd do ogrzewania
        (a mamy w salonie ok. 21/22 st).
        ok. 100 zł/mc woda+ścieki
        ok. 100 zł/mc drewno (1200/rok)
        45zł/mc net , 55 zł/mc satelita
        i jeszcze nieszczęsne telefony: stacjonarny i mój razem ok. 70-100 zł (ze
        stacjonarnego rezygnujemy w październiku)
        wywóz śmieci ok. 20zł/mc
        Czyli tak na prawdę przekoloryzowałam, bo w sumie ok.
        620-650 zł,
        o kurczę jest jeszcze przedszkole 150-180 zł/mc
        czyli razem 800 zł
        Opłatami zajmuje się druga połowa, więc ja staram się tylko "orientować"
        ...i jeszcze abonament RTV - 180 zł rocznie/ czyli ok. 15zł/mc
        (płacimy rocznie - zupełnie zapomniałam zapłacić).
        + podatek gruntowy 80zł/rocznie itd

        Część z tych rachunków daje się jakoś rozłożyć w czasie, ale część niestety się
        kumuluje.
        Szacując opłaty stałe zapomniałam o przedszkolu, drewnie i wywozie śmieci
        (drewno kupujemy raz w roku, śmieci płacone są kwartalnie).

        Ktoś napisał o planowania dziecka przy pensji nie schodzącej poniżej 4 tys - no
        cóż serdecznie Ci dziewczyno współczuję. Z takim myśleniem dojedziesz z fajną
        pensyjką do 50 i nagle uświadomisz sobie, że na stare lata pozostał Ci tylko kot...
        Dziecko to dla mnie "projekt" życia i największy priorytet. Też długo myślałam
        jeszcze tylko studia, jeszcze praca, za mało zarabiamy i za dużo wydajemy (o tym
        akurat myślał mój mąż).
        30 stuknęła i tak sobie pomyślałam, że w końcu nie żyjemy tylko dla samej
        "konsumpcji"...
        Na marginesie mamy jeszcze dziadków, na których aż tak nie liczyłam - a tu miła
        niespodzianka...
        I jeszcze jedno...nagle możesz się obudzić z "ręką w nocniku", bo mimo, że
        będziesz miała te 5tys. na osobę lekarz powie Ci, że coś nie tak z Twoim
        jajnikiem i możesz pożegnać się z myślą o posiadaniu własnych dzieci...
        Uups! ale długie wtrącenie - akurat posiadanie dzieci, ich ilość i czas poczęcia
        pozostawiam potencjalnym rodzicom - tak na prawdę to będzie ich zmartwienie do
        końca życia...

        • zarin Mleko sojowe 24.02.09, 14:10
          Mleko sojowe to jest spore pole do oszczędności. Litr kupnego kosztuje średnio
          8-9 zł, podczas gdy samodzielna produkcja litra - kilkadziesiąt groszy.
          Wystarczy w tym celu posiadać blender/mikser, nie jest to bardzo czasochłonne,
          trzeba tylko pamiętać, aby namaczać wcześniej soję przez 3 dni. Istnieją także
          specjalne roboty do produkcji mleka sojowego (nie używałam, ale słyszałam dobre
          opinie) - wtedy już proces jest maksymalnie prosty i szybki, poza tym można przy
          ich pomocy robić inne rodzaje "mleka" (zbożowe, orzechowe, ryżowe, etc.) oraz
          pasty. Na Allegro widywałam je za trochę ponad 200 zł, ale jeżeli syn pije mleko
          sojowe codziennie, to się może opłacać.
        • the_city Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 15:17
          > Ktoś napisał o planowania dziecka przy pensji nie schodzącej
          > poniżej 4 tys - no cóż serdecznie Ci dziewczyno współczuję. Z
          > takim myśleniem dojedziesz z fajną pensyjką do 50

          Dla mnie to nie jest kwestia zachłanności i konsumpcji tylko
          odpowiedzialności przede wszytskim za dziecko.

          > Dziecko to dla mnie "projekt" życia i największy priorytet.

          Tym bardziej powinnaś się na nie przygotować również finansowo.
          Zresztą to Ty narzekasz, że Ci nie starcza do pierwszego, a nie ja,
          więc może lepiej by było najpierw trochę "się dorobić", zamiast
          potem biadolić na forumsmile

          > Na marginesie mamy jeszcze dziadków, na których aż tak nie
          liczyłam - a tu miła
          > niespodzianka...

          Ja osobiście uważam, że dorosłe osoby powinna same utrzymywać swoją
          rodzinę, a nie przyjmować pomoc od rodziców, bo to niedojrzałe.
          Skoro dziecko to dla Ciebie "projekt" życia powinniście z mężem sami
          na nie zarobić.





          • mazybel Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 23:37
            The city, rozumiem Twój punkt widzenia, naprawdę, ale nie zgadzam
            sie ani trochę.Ani w kwestii minimalnych zarobków, ani pomocy
            dziadków.Zycie nie polega na zabezpieczaniu się (w końcu mówimy tak
            właśnie o stosowaniu antykoncepcji). Czasem trzeba podjąc ryzyko,
            nawet wbrew Excelowiwink

            Wydaje mi się, ze nie ma pensji odpowiedniej dla dzieci (pomijam
            kwestie minimum socjalnego, zgadzamy sie wszyscy, ze dziecko trzeba
            wyzywic i ubrac).
            Swiadome zdecydowanie sie na dziecko JEST przejawem
            odpowiedzialności, przede wszystkim za nasz gatunekwink
            Dziecko to nie zachcianka, na którą mogą pozwolić sobie tylko
            bogatych, ale inwestycja, na którą decydowac się mogą (prawie)
            wszyscy.
            Ty tez mozeszwink



      • tinoola Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 13:49
        jurek.powiatowy napisał:

        > Rata za mieszkanie to tylko 1000zł? Hm

        hmmm chyba raczej "AŻ" 1000zł 100000zl na 30 lat - to chyba tylko u
        lichwy
    • synowie2 Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 12:00
      Japisia 500 zł na opłaty.....Masz cudowny portfel w którym
      rozmnażają Ci sie pieniądze... Opłaty za przedszkole, za wodę, wywóz
      śmieci, prąd (czasami płaci się co 2 miesiące) nowy domek to pewnie
      gaz albo olej żeby ogrzać dom ( jak nie masz gazu i oleju to więcej
      płacisz za prąd)na sto procent macie telefony to też opłata stała
      Chyba laska trochę ściemniasz z tymi 500 zł. Szukasz pieniędzy to
      zacznijcie zapisywać wydatki.Wszystkie. Nie ma twoje moje
      przyjemności - jest zeszyt, daty i zapisane wydane pieniądze, każdy
      grosz. Mając zeszytową wiedzę o wydawaniu Waszej kasy co miesiąc
      będziecie wiedzieć gdzie przykrócić. Módlcie sie tylko żeby nie
      zepsuł wam sie dach, ogrzewanie, żeby buty się nie zniszczyły, ani
      zęby,a odzież służyła i 15 lat. A już nie daj Bóg żeby któreś z was
      straciło pracę lub co gorsza zdrowie.
      • bentelerek Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 12:05
        synowie2 napisała:

        > Japisia 500 zł na opłaty.....Masz cudowny portfel w którym
        > rozmnażają Ci sie pieniądze... Opłaty za przedszkole, za wodę, wywóz
        > śmieci, prąd (czasami płaci się co 2 miesiące) nowy domek to pewnie
        > gaz albo olej żeby ogrzać dom ( jak nie masz gazu i oleju to więcej
        > płacisz za prąd)na sto procent macie telefony to też opłata stała
        > Chyba laska trochę ściemniasz z tymi 500 zł.

        nie zgadzam się absolutnie ja kiedyś miałam wydatki stałe w kwocie 650 zł a
        płaciłam czynszu samego 430 zł tyle ze zero kredytów telefony na karte woda juz
        w czynszu i ogrzewanie też jest to mozliwe jak się ma dom w którym nie ma czynszu

    • the_city Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 12:31
      Nie chce mi się wierzyć, że jakikolwiek bank dałby kredyt na dom
      osobie zarabiającej 2000 zł (Twoja pensja jako osoby bez umowy o
      pracę praktycznie się nie liczy, przynajmniej dla banku) i mającej
      na utrzymaniu 3-osobową rodzinę. Przecież dla banku to
      samobójstwo!smile

      Jakim cudem można utrzymać 3-osobową rodzinę, dom, 2 samochody za
      2000 zł?!!!! Ja mam więcej tylko na siebie, a i tak uważam, że to
      mało. Nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko, gdybym nie miała
      przynajmiej 4000 zł na osobę miesięcznie. Wolę być zabezpieczona w
      razie np. odejścia partnera, za mniej niż 4000 zł nie sposób
      wychować dziecka samemu.
      • majka.da do the city 24.02.09, 13:48
        Bez przesady,jakby każdy tak podchodził to byśmy wymarlismile. Oczywiscie masz prawo życ na takim poziomie jaki chcesz,ale uwierz za 4 tys./m-c rodzina 2+1 może spokojnie żyć i to nie biedując (bez kredytu hipotecznego). A moze nawet uda sie czasem coś odłożyć. To kwestia upodobań i chęci.
        • the_city Re: do the city 24.02.09, 15:01
          majka.da napisała:

          > Bez przesady,jakby każdy tak podchodził to byśmy wymarlismile.
          > Oczywiscie masz prawo życ na takim poziomie jaki chcesz

          Tu nie chodzi tylko o poziom życia, ale o zwykłą odpowiedzialność.
          Oczywiście nie da się przewidzieć wszystkiego, ale rozsądna i
          odpowiedzialna osoba, poza tym że chce dziecku zapewnić "pewien
          poziom" życia, chce również być zabezpieczona finansowo na wypadek
          np. choroby, wymagającej kosztownego leczenia czy tak jak pisałam
          wcześniej odejścia partnera. Trzeba trochę myśleć zanim założy się
          rodzinę, samą miłością dziecka się nie wychowa zwłaszcza (nie daj
          Boże) chorego.
      • aldonkowo the city 25.02.09, 10:25
        the_city napisała:

        > Nie chce mi się wierzyć, że jakikolwiek bank dałby kredyt na dom
        > osobie zarabiającej 2000 zł

        niekoniecznie jeśli zastawem jest hipoteka to mozna starac sie i są duże szanse
        - dwie znane mi osoby o niskich dochodach dostały kredyty bez problemu wiadomo
        ze nie pół miliona ale ok 100 tyś do 200

        >the_city napisała:

        Nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko, gdybym nie miała
        > przynajmiej 4000 zł na osobę miesięcznie.

        jakaś paranoja mając 12000 tyś dochodu dopiero zdecydowałabyś się na dziecko -
        dla mnie śmieszne to co piszesz za 4000 tyś już można spokojnie sie utrzymać we
        troje no chyba ze dla kogoś ważniejsza jest dobra stopa życiowa niż posiadanie
        dziecka - najważniejszej istotki na ziemi albo tez ma świetną wymówkę aby ich
        nigdy nie mieć bo wiadomo ze 12000 tyś dochodu łatwe w uzyskaniu nie jest uncertain
        • the_city Re: the city 25.02.09, 11:19
          aldonkowo napisał:

          > jakaś paranoja mając 12000 tyś dochodu dopiero zdecydowałabyś się
          > na dziecko - dla mnie śmieszne to co piszesz

          A czy ja Ci każę mieć takie same poglądy jak ja?smile Dla mnie moje
          poglądy są wyrazem odpowiedzialności właśnie za to dziecko, za tę
          najważniejszą istotkę.

          > za 4000 tyś już można spokojnie sie utrzymać we troje

          Zależy gdzie się mieszka. Ja nie wyobrażam sobie tego. Jestem
          przyzwyczajona do pewnego komfortu i tego samego chcę dla mojej
          rodziny.

          > no chyba ze dla kogoś ważniejsza jest dobra stopa życiowa niż
          > posiadanie dziecka - najważniejszej istotki na ziemi albo tez ma
          > świetną wymówkę aby ich nigdy nie mieć

          Jeżeli nie chciałabym mieć dzieci, to nie potrzebowałabym wymówek.
          Jestem dorosła i nie muszę nikomu się tłumaczyć z moich wyborów.
          Uważam, że jeżeli ktoś decyduje się na dziecko bezmyślenie,
          bo "jakoś to będzie", "może rodzice pomogą" itp., to dla mnie
          oznacza to, że taka osoba myśli tylko o sobie, o swojej potrzebie
          posiadania dziecka, które ma jej zapełnić jakieś życiowe braki.
          Dziwi mnie zupełne niebranie pod uwagi potrzeby zabezpieczenia
          finansowego. Wypadki, choroby, rozstania - to wszystko dla
          większości osób w ogóle nie istnieje. Skąd bierze się podobny brak
          odpowiedzialności i niedojrzałość?


    • damsob Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 12:37
      Huh. Podziwiam! 150zł na 3 osoby robi wrażenie. Jako student sam ledwo mieszczę
      się w 150zł na tydzień i to tylko płacę za siebie (praktycznie cała kasa idzie
      tylko na jedzenie, alkohole, słodycze, książki). Przez to muszę dorabiać
      korepetycjami etc. IMHO 150-200zł na osobę na tydzień to jest normalna sprawa.
      Podziwiam!
      • bentelerek damsob 24.02.09, 14:33
        wiesz to nie jest do końca tak ze jak jesteś sam to trzeba ci trzy razy mniej
        kasy wręcz przeciwnie im więcej osób tym mniej wypada na głowe przynajmniej
        jeśli chodzi o jedzenie

        Ja nie wliczam nic poza jedzeniem w te 150 zł żadnych wyjść do knajpy, żądnego
        alkoholu czy przyjemności tylko jedzenie - to nie jest wcale tak mało wymaga
        tylko trochę dyscypliny i planowania i jeszcze raz planowania i zakupy z kartką
    • leew1 Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 13:07
      chyba nie jest żadnym problemem zapisywać w Excel'u wydatki, a wtedy nie trzeba
      angażować pamięci. Wystarczy codziennie wieczorem wpisać wszystko na co się
      wydało danego dnia. Co prawda nie pozbędziesz się tym sposobem debetu, ale
      zaoszczędzisz nerwy związane z zarzutami niepotrzebnych wydatków.
      • mojegrosze Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 13:40
        Ze swojej strony mogę zaproponować serwis mojegrosze.pl ( jestem jego
        współautorem), który doskonale spełnia role wspomnianego Excela, ale dodatkowo
        dostajemy przejrzystość i dostęp do swoich finansów z dowolnego miejsca.

        Pozdrawiam,
        Patryk Chmielewski
        mojegrosze@mojegrosze.pl
        • yoka1 Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 14:07
          jestem bardzo gospodarna, a Twój mąż nie ma pojęcia co ile kosztuje.

          Oto, co powinnaś zrobić (to zrobiła mojej mamy koleżanka, której mąż też ciągle miał pretensje o złe gospodarowanie pieniędzmi):

          daj pieniądze na zakupy mężowi na jeden miesiąc, Ty weź tyle ile wykorzystujesz na jedzenie w czasie pracy. Zobaczymy jak sobie poradzi.

          Mąż owej koleżanki mamy po 10 dniach został bez kasy i potem nigdy już złego słowa nie powiedział swojej żonie na temat pieniędzy.
          • kasiaaaa24 Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 14:13

            > daj pieniądze na zakupy mężowi na jeden miesiąc, Ty weź tyle ile
            wykorzystujesz
            > na jedzenie w czasie pracy. Zobaczymy jak sobie poradzi.
            >
            > Mąż owej koleżanki mamy po 10 dniach został bez kasy i potem nigdy
            już złego sł
            > owa nie powiedział swojej żonie na temat pieniędzy.

            Dokładnie, to najlepszy sposób. Na szczęście mój mąż jest świadomy
            co ile kosztuje wink
            • japisia Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 14:31
              > > daj pieniądze na zakupy mężowi na jeden miesiąc, Ty weź tyle ile
              > wykorzystujesz
              > > na jedzenie w czasie pracy. Zobaczymy jak sobie poradzi.

              Obawiam się, że średnio by to wyszło.
              Ja odbieram młodego i po przedszkolu robię drobne zakupy.
              On czasem wyskakuje z moją listą do marketu, aczkolwiek wolę robić to sama.
              Kupował zawsze to co potrzebne, każdy "extra wydatek" typu gazeta branżowa za
              10zł uzgadniał ze mną.
              Problem w tym, że przy bardziej skomplikowanej liście gubi się między półkami
              wink, wie gdzie jest olej do frytek, ale znalezienie np. brązowego ryżu czy
              kaszki bezmlecznej dla młodego to spory kłopot.

              Notowaliśmy do niedawna wszystkie zakupy w specjalnym programie budżet.
              Właściwie on notował a ja miałam zbierać rachunki, za które płaciłam.

              Strasznie mnie to wkurzało, bo rozliczanie z "każdego grosza" kończyło się
              zazwyczaj smutnym wnioskiem, że po paru dniach zniknęło mi z portfela np.
              50-100zł czyli zgubiłam. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale zdarza mi się, że
              zapominam czasem że te 2-3 dni temu byłam w jakimś osiedlowym sklepiku i
              zapłaciłam 25zł + do tego kupiłam warzywka za 10zł + składka w pracy itd...

              Trzeba niestety chyba powrócić do notowania tyle, że w troszkę zmodyfikowanej
              formie...
              Może excel będzie dla mnie dobrym pomysłem...
    • mrowka_r Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 14:28
      Japisia -> w kontekście tego co napisałaś, że w tygodniu nie gotujesz,
      200 zł wydaje mi się powinno być w porządku bo nie wliczasz w to obiadów w ciągu
      tygodnia jeśli dobrze zrozumiałam?
      • japisia Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 14:37
        mrowka_r napisała:

        > Japisia -> w kontekście tego co napisałaś, że w tygodniu nie gotujesz,
        > 200 zł wydaje mi się powinno być w porządku bo nie wliczasz w to obiadów w ciąg
        > u
        > tygodnia jeśli dobrze zrozumiałam?

        Tak obiady mąż kupuje z osobnej puli.
        Młody teoretycznie jada w przedszkolu, w praktyce przychodzi głodny, więc muszę
        mieć coś świeżego w lodówce.
        Co 2 dzień mały spędza popołudnia u babci, tak więc ona zaspokaja jego apetyt...
        Mąż wracając z pracy też "uzupełnia braki" głównie słodyczami, podobnie ze mną,
        jeśli nie jadłam na mieście, to zjadam coś - kanapkę lub jakąś "odgrzewkę", a
        czasem wciągam pół słoika oliwek czy małży (ale to sporadycznie zamiast słodyczy).
        • mrowka_r Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 15:05
          Japisia -> nie chcę się wymądrzać, ale może kluczem do rozwiązania Waszej
          sytuacji będzie po pierwsze:
          -> śniadania - zjedzenie go w domu lub zabranie ze sobą do pracy,
          -> obiady - podobnie jak powyżej
          -> przez jakiś czas zapisywanie tego co wydajecie, ale właściwie nie po to by
          jak to ujęłaś rozliczać się z każdego grosza tylko po to by zorientować się na
          co tak naprawdę rozchodzą się Wasze pieniądze.
          Zapisujcie każdy wydatek przez miesiąc, a potem wspólnie przeanalizujcie taką
          listę.

          Wg. mojej p. dietetyk - wydatki na słodycze maleją gdy w diecie jest więcej
          owoców, jogurtów, może jakieś musli - myślę, że bez sensu jest zajadać głód
          słodyczami bo nic dobrego z tego w przyszłości nie wyniknie.

          Znam problem nieregularnych dochodów z autopsji i po prostu jedyna rada to nie
          wydawanie kasy na coś na co Was w tej chwili nie stać (np. obiady na mieście).
        • panistrusia Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 15:45
          Wydaje mi się, że możesz być 'biednym bogaczem' - najpierw napisałaś,
          że musisz wyrobić się z wszystkim w 200zł/tydz i wszyscy Cię
          pożałowali, że mąż wymaga rzeczy niemożliwych. Tymczasem z kolejnych
          postów wynika, że żyjecie raczej nie 'szczypiąc się' z wydatkami, że
          oprócz tego, co opisałaś macie do dyspozycji spore kwoty z premii,
          jakieś osobne pule, odliczone opłaty.

          Osobną kwestią do omówienia wydaje mi się dieta Twojej rodziny.
          • pamana Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 15:55
            Co wy jadacie na tym miescie bulke z parowka za 4,50 ??
    • korniz Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 16:26
      <Tak obiady mąż kupuje z osobnej puli>
      Ciekawi mnie ile taki obiad kosztuje?
      • klarysa2212 Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 17:10
        Ten temat to podpucha. Nic się nie zgadza. Albo nie ma w wypowiedziach autorki
        niczego, co polega na prawdzie. Oszczędności na obiadach zajada się małżami....
        W sumie interesujący temat. Życiowy. indifferent)
        • tinoola Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 17:39
          klarysa2212 napisała:

          > Ten temat to podpucha. Nic się nie zgadza. Albo nie ma w
          wypowiedziach autorki
          > niczego, co polega na prawdzie. Oszczędności na obiadach zajada
          się małżami....
          > W sumie interesujący temat. Życiowy. indifferent)

          temat zyciowy tylko panna z glowa w chmurach smile
          • yapo2 Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 19:06
            tak jak i 95% innych nienormalnych emancypantek z Nowolipek.
      • yapo2 Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 19:04
        dobr4e pytanie. az mnie zabolalo w zoladku na sama mysl ze z taka mialbym byc.
        Ba, z identyczna ekspertka bylem, tyle ze na szczescie krotko. Chwalila sie ze
        lepiej robi zakupy niz mama. Ta odwieczna konkurencja z matka, porownywanie sie
        z nia, robienie dokladnie tak samo i oficjalnie wypowiadanie sie przeciwko niej.

        KObiety sa dzisiaj w wiekszosci nienormalne i wspolczuje sobie ze znajduje takie
        watki jak ten ten blyskotliwej osobki na gorze, ze musze sobie przypominac
        miesieczna gehenne z taka ekspertka finansowa. Zaklad ze na pewno nie zapomni
        postawic flachy wina lub szesciu piw na stole. Zalosne babsko.
    • iberia.pl Re: Czy jestem rozrzutna? NIE jestes 24.02.09, 18:46
      rozrzutna, ale branie kredytu gdy rata =1/3 dochodu jest moim
      skromnym zdaniem nierozwazne....
      Tez mam kredyt, jestem sama, co miesiac mam wiecej niz Wy na 3
      osoby, rate mam duzo nizsza niz wy i jakos co miesiac mam na styk
      pieniedzy.Z tego wychodzi, ze to ja jestem rozrzutniejsza niz
      TY,podziwiam Cie.
    • yapo2 zapytaj sie czy jeszcze zyjesz 24.02.09, 19:01
      bo z twojego postu wynika ze masz problemy z rzeczywistoscia. Prosci ludzie
      powidzieliby ze nie wiesz skad wyrastaja nogi.
    • kirilow Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 19:21
      swoj drogą ciekawym aspektem tej dyskusji jest to, że droga japisiu,
      jest to, że przeprowadziłaś na tym forum w ciągu kilku postów
      finansową i rodzinną wiwisekcje. zadzwiające, jak człowiek może
      zdradzić tak szybko wszystkie ważniejsze informacje o sobie.
      zupełnie tego nie rozumiem.
      • miska_malcova Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 19:31
        mam wrażenie, że im bardziej wątek się rozwija, to pojawiają się nowe fakty i
        jakieś dodatkowe pieniądze wink Mam z mężem większe dochody niż Wy, ale nie
        jadamy na mieście, z powodów oszczędnościowych i zdrowotnych. No i w życiu nie
        porwałabym się na dom za kredyt w takiej sytuacji.
        • bentelerek dziwne ... 24.02.09, 20:01
          też mnie zastanawiają te coraz częściej pojawiające się fakty, dodatkowe pule,
          poza tym dwa loginy na tym samym forum tez ciut dziwne uncertain

          i jakim cudem u licha żyjecie za 3000 tysiące przepalając ok 300, 1500 opłat i
          jeszcze jedzenie na mieście a w lodówce małże hmm no cóż moze mówimy o 3000
          euro albo mamy do czynienia z nie do końca szczerą osobą

          trochę mnie to zastanawia zwłaszcza ta pomyłka jak napisałaś z innego konta
          kowalikm czy coś w tym stylu
          • miska_malcova Re: dziwne ... 24.02.09, 20:22
            cóż, autorka widać chciała zaistnieć pod nowym nickiem. I co wpis to jakaś kasa
            nie wymieniona wczesniej się pojawia smile
    • smettka O rany.... 24.02.09, 20:12
      Zostawmy detale dotyczace stalych wydatkow, dochodzenie na ten temat
      nie ma wiekszego sensu, bo wazniejsze jest cos innego: wyglada na to
      ze odzywiacie sie fatalnie !

      Jedzenie "na miescie" - jak sie domyslam - jest tanie skoro macie
      bardzo ograniczony budzet. Dziecko je w przedszkolu, a potem juz
      tylko kanapki + rano kasza?

      W takim wypadku maz ma racje chcac odlozyc jak najwiecej: przyda sie
      na leczenie calej rodziny sad((( Poza tym nie wiadomo jak dlugo
      malzonek pociagnie na takiej diecie i papierosach. Do 50-tki? Moze
      krocej.

      Pisze tak ostro, bo powinniscie sobie uswiadomic, ze mordujece sie
      za zycia. Uswiadom to mezowi i zacznij dbac o zblinasowanie
      jedzenie, zanim bedzie mial nadcisnienie, cukrzyce i wysoki
      cholesterol.
      Jesli teraz nie nauczysz dziecka jesc odpowiednich pokarmow, to cale
      zycie bedzie jadlo to samo z podobnym skutkiem jak u malzonka.
      • zabeczka84 Policzyłam za Japisie 24.02.09, 20:58
        Ponieważ nic kompletnie nie trzymało się sensu policczyłam za nią ile tak
        właściwie wydaje na opłaty stałe, biorąc pod uwagę to ile "średnio" zarabia mąż
        i ona oraz koszty stałe
        I tak:

        kredyt 1000
        paliwo 200
        przedszkole 180
        net 50
        woda 100 (raz było 150, raz 100 więc zaniżyłam)
        smieci 20
        prąd 250
        telefon 100
        papierosy 320 (japisia plus maż)
        alergolog 100
        drewno 100
        satelita 55
        abonament RTV 15
        RAZEM = 2490

        Zarabiają 3100

        Daje nam to 610 zł na jedzenie, koszty dojazdu meża do pracy, chemię, leki,
        ubrania i inne.

        Radze jedno, sprawdzcie wyciągi z zeszłego roku ile faktycznie zarabia mąż
        (szczególnie jego premie) i podzielcie to przez 12 miesięcy, może się okazać ze
        nie zarabia "Srednio" 2000 a znacznie więcej, sądząc po jadaniu na mieście i
        innych czynnikach.
        Potem dodaj do kosztów stałych chemię (100 zł), leki (50 zł), ubrania (300 zł)
        oraz wydziel sobie kwotę ok 250 zł na tydzien ale na same JEDZENIE, chyba nie
        musze mówić o ograniczeniu jedzenia na mieście?

        A co do twojego pytania, tak pracuje i gotuję, a rownież sprzątam, robię zakupy
        i załatwiem sprawy urządowe w tygodniu. Do niedawna sama z trzylatkiem bez
        stałej pomocy.
    • starucha_izergiel Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 20:37
      Jesteś gospodarna!
      Dom, dwa samochody, kredyt i 3000zł na 3 osoby!
      Ja sobie tego po prostu nie wyobrażam i nie potrafiłabym za to przeżyć... chyba.

    • stewardessy Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 21:04
      Rozrzutna? Japisiu, podziwiam Twoją zaradność.

      Ja przepuszczam jakieś 3500 - 4000 miesięcznie na utrzymanie siebie i swojego
      trzylatka. Część pieniędzy idzie, naturalnie na opłaty (przedszkole małego,
      zajęcia dodatkowe, moje studia, dojazdy, rachunki), resztę pochłaniają tak zwane
      "koszty utrzymania", przede wszystkim jedzenie, ubrania i lekarze i jakieś
      mniejsze lub większe rzeczy do domu. Nie wyobrażam sobie, żebym - dysponując
      większym budżetem i to tylko na dwie osoby, miała z niego jeszcze wysupłać na
      ratę kredytu czy opłaty związane z eksploatacją auta.

      W dodatku mam cały czas wrażenie, że nie żyjemy zbyt rozrzutnie więc czytając
      Twój post byłam pełna podziwu.

      Jeśli mąż się tak denerwuje Twoją rzekomą niegospodarnością, zaproponuj mu, żeby
      spróbował zmieścić się w tak małym budżecie. Ciekawe jak on wybrnie z tego
      zadania smile

      ---
      http://napisy.pinger.pl - warszawska sztuka ulicy
    • pafionn Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 21:58
      To może zamienicie się na jakiś czas i to on będzie odpowiedzialny za wydatki
      codzienne, wtedy zobaczy ile pieniędzy wydaje sie na właśnie takie drobnostki
    • japisia Wątek chyba wyczerpany - wielkie dzięki 24.02.09, 23:18
      Dziękuję za wszystkie posty - te życzliwe i te mniej życzliwe.

      Z części rad na pewno skorzystam.
      Nie spodziewałam się, że temat się tak rozwinie, ale myślę że wątek jest już
      wyczerpany.

      Wiem doskonale, że gospodynią najlepszą (a nawet dobrą) nie jestem i nie będę,
      ale się staram...

      Co do zdrowia męża - nie mam specjalnie na to wpływu, jest dorosłym człowiekiem.
      Ja co najwyżej mogę zadbać o to żeby zjadał jeden ciepły posiłek dziennie.

      O tym co jadam ja czy dziecko, oczywiście decyduję ja.

      W ramach sprostowania - nie biadolę na forum, nigdzie nie napisałam, że nie
      starcza mam do pierwszego, nie prosiłam również o doradztwo w sprawie kredytu
      czy dziecka - są i już.
      Prosiłam jedynie o dobre rady od "praktycznie oszczędnych" - zawsze myślałam, że
      po to właśnie są fora.

      Raz jeszcze dzięki za wszystkie konstruktywne wypowiedzi.
      • miska_malcova Re: Wątek chyba wyczerpany - wielkie dzięki 24.02.09, 23:53
        czyżbyś japisiu poczuła się urażona, że rozłożyłyśmy Twoje wpisy na czynniki
        pierwsze? Musialyśmy, bo wyzierała z nich rażąca niekonsekwencja. No i ta wpadka
        z nickiem...
        • japisia Re: Wątek chyba wyczerpany - wielkie dzięki 25.02.09, 09:21
          miska_malcova napisała:

          > czyżbyś japisiu poczuła się urażona, że rozłożyłyśmy Twoje wpisy na czynniki
          > pierwsze? Musialyśmy, bo wyzierała z nich rażąca niekonsekwencja. No i ta wpadk
          > a
          > z nickiem...

          Tak bardzo, ale już się pozbierałam...wink
          Co do "wpadki" z nickiem - no cóż bywają większe (zapewne wskazuje to po części
          na moje rozdwojenie jaźni), ale to już było złośliwe, więc kończę smile.

          A jeśli chodzi o auta - tak mam 2 stare dobre auta.
          Nigdzie nie napisałam, że jakoś się specjalnie psują, ale nie będę kłamać, że
          nie. Nie psują się często. Sporo drobnych rzeczy robi przy nich mój mąż. Raz na
          parę lat trzeba wymienić standardowe rzeczy typu: klocki, wahacze, amortyzatory
          itd., ale niezaprzeczalnie w ciągu roku uzbiera się trochę tych rzeczy...
          Zasada jest taka, że auta mają być jeżdżące i bezpieczne (dla nas i innych),
          aczkolwiek w przeciwieństwie do nowszych mogę sobie z czystym sumieniem pozwolić
          na zakup "niemarkowych" części zamiennych często produkowanych w tych samych
          fabrykach, co te 3 razy droższe z odpowiednim logo.
          Z tego co mi wiadomo koszty użytkowania auta nowego są znacznie wyższe niż
          takiego "w średnim wieku".

          Co do mojej fortuny na szwajcarskich kontach...wink
          Nie oczekujcie ode mnie, że będę ujawniać swoje przychody na podst. PIT i
          ewentualne oszczędności - chyba i tak zbyt wiele napisałam...
          Przedstawiłam przeciętną miesięczną sytuację z jaką teraz mamy do czynienia i
          chodziło mi o poradę dot. takich właśnie zasobów finansowych.

          Na forum "Oszczędzamy !!!!", zdawało mi się, że znajdę osoby, które podpowiedzą
          mi jak rozsądnie gospodarować kasą, aby było coś w lodówce i jednocześnie
          zostawało coś na rzeczy "drugiej potrzeby".
          Oczekiwałam właśnie takich odpowiedzi:
          - tak, jesteś rozrzutna, bo 200 zł - spokojnie starcza mi na wyżywienie rodziny
          2+1 i pies
          albo
          - nie wyobrażam sobie jak można wyżywić się za 200zł...
          - tak da się, wyżywić za 200zł tylko trzeba przygotowywać "ręcznie" mleko sojowe
          (dzięki za tą radę) lub zawziąć się i gotować w domu...

          Na całe szczęście takie osoby znalazłam.



    • misio631 Re: Czy jestem rozrzutna? 24.02.09, 23:26
      Ten post to same bzdury, szkoda komentować.
      Prawdopodobnie prawdziwe dochody są 2-3 krotnie większe i regularne.

      Normalnie człowiek zostawia sobie jakiś bufor bezpieczeństwa.

      Jeśli chce chce się oszczędzić, jedzenie w pojemniku zabiera się do pracy i tam odgrzewa lub je kanapki.

      Nikt nie trzyma psującego się auta. Naprawy kosztują.

      Swoją drogą przy takich dochodach nie można sobie pozwolić na kupno 2 samochodów + dom + dziecko + normalne życie.
      Prawdopodobnie są to pieniądze zupełnie podstawowe + duże premie nawet wielokrotne.
      Dlatego szkoda strzępić sobie język.
      • iberia.pl misio 25.02.09, 08:24
        misio631 napisała:

        > Ten post to same bzdury, szkoda komentować.
        > Prawdopodobnie prawdziwe dochody są 2-3 krotnie większe i
        regularne.

        skad taka teoria?

        >
        > Normalnie człowiek zostawia sobie jakiś bufor bezpieczeństwa.


        czyli...?

        > Jeśli chce chce się oszczędzić, jedzenie w pojemniku zabiera się
        do pracy i tam odgrzewa lub je kanapki.

        prawda.


        >
        > Nikt nie trzyma psującego się auta. Naprawy kosztują.


        ja zrozumialam, ze drugie auto maja jako awaryjne a nie, ze ono sie
        psuje....

        > Swoją drogą przy takich dochodach nie można sobie pozwolić na
        kupno 2 samochodó
        > w + dom + dziecko + normalne życie.


        slucham? bzdury piszesz,ale moze oswiec nas jak za 3 tys mozna miec
        dom+dziecko i tzw.normalne zycie?

        > Prawdopodobnie są to pieniądze zupełnie podstawowe + duże premie
        nawet wielokrotne.

        znowu zwidy ?

    • kulfoniuum Re: Czy jestem rozrzutna? 25.02.09, 09:01
      Jesteś tak CUDOWNIE OSZCZĘDNA, że aż nie wierzę, że napisałaś prawdę. Wg moich
      doświadczeń NIE DA SIĘ z taką kwotą.
      • iguloo Re: Czy jestem rozrzutna? 25.02.09, 11:31
        Można utrzymać się za mniejsze pieniądze.
        My mamy ok. 2900-3100 zł (w zależności od ilości nadgodzin).
        Wydatki:
        800 zł kredyt
        908 zł - czynsz (50m2 kwaterunek - W-wa)
        250-300 zł przedszkole (czasami jest częściowy zwrot stawki
        żywieniowej - syn sporo choruje)
        pozostałe wydatki (bilety kwartalne, gaz, prąd)średnio ok. 250 zł

        Pozostałe pieniądze mamy na jedzenie, leki i chemię.
        Zakupy robię w lidlu i tesco, owoce i warzywa kupuję na bazarku,
        chemię w rosmanie.
        Kupuję tylko dobre jedzenie (zawsze sprawdzam skład)- wolę zjeść
        mniej ale dobrze, sama gotuję, piekę...nie używam półproduktów.

        Jest ciężko, ale mąż rozwija firmę i będzie lepiej wink

        Dodam jeszcze, że żyjemy tak od roku.
Pełna wersja