szpilkaaa
07.03.09, 02:55
chciacałabym się podzielić z Wami osobistą refleksją,która co prawda nie jest
czymś genialnym,ale jednak...
otóż razem z moim chłopakiem wychodziliśmy raz w tygodniu na miasto.
pizzeria,herbaciarnia albo coś innego w ramach ''żywienia się na mieście''.
średni koszt wyjścia -40pln.
do pewnego momentu było wszystko fajnie ,aż w pewnym momencie doszłam do
wniosku,że płacę za nic..
we czwartek byliśmy na pizzy(koszt 30 pln, pizzeria na obrzeżach Łodzi),która
była obrzydliwa.
A wczoraj zakupiliśmy:
-paczke mielonego(4pln)
-puszkę pomidorów(1,3pln)
-25dag pieczarek(2 pln)
-2 główki czosnku(2pln)
-makaron spagetti(1pln)
I zrobiliśmy sobie obiad w domu,który wyniósł nas około 10 pln.Obiad był
bardzo smaczny(do tego dochodzi oczywiście satysfakcja,że zrobiło się coś samemu).
W niedziele czyli w Dzień Kobiet mój chłopak chciał się wybrać do
Manufaktury(to jest największe centrum handlowe w Łodzi,ceny niebotyczne)
gdzie znajduje się pijalnia czekolady Wedla.
Ale szczerze mówiąc chyba zaproponuje mu herbatkę w Green Way'u(musimy być
poza domem bo on zaczyna pracę o 13-stej,a dojazd z miejsca zamieszkania to
jakaś godzina..)za 4,5pln.
Już kiedyś stwierdziliśmy z moim chłopakiem,że będziemy wychodzić tylko w
miejsca w których serwowanego jedzenia nie dało by się zrobić(albo wyszło by
to za drogo,zaraz wytłumacze dlaczego).
Takim miejscem jest dla nas Wook,gdzie ostatnio jedliśmy wieprzowine z
kasztanami wodnymi i owoce liczi w syropie.
Pisałam,że zrobienie tego wyszło by drożej dlatego,że
-z obecnością kasztanów wodnych jeszcze na polskim rynku się nie spotkałam(a
może są,tylko w specjalistycznych sklepach)
-owoce liczi są chyba tylko w puszce czy w słoiku,a my chcieliśmy wziąć na
spróbowanie tylko..
Niedawno założyliśmy sobie też konto oszczędnościowe na które wpłacamy
''drobne''(dla nas duże,ale dla pracujących ludzi to raczej małe) kwoty typu
100-200 pln.
Te pieniądze będą czekać do momentu gdy będą naprawdę potrzebne(chcemy za pare
lat kupić mieszkanie),a nie przejadane w bezsensowny sposób.
To tyle ode mnie w kwestii stołowania się na mieście.
Oczywiście kebaby i Mc syfy omijam z daleka i nie zostawiam w nich ani złotówki.