Gdzie są granice oszczędzania?

28.05.09, 17:26
Tak sobie podczytuję to forum i myślę...Jeśli uwielbiam dobrą herbatę i kupuję
tylko Dilmah, a nie Minutkę to jestem rozrzutna? Czy po prostu dbam o jakość
tego co lubię, i o ile mogę jeść tani ser, to herbatę piję drogą? Czy będę
rozrzutna dopiero wtedy, kiedy nie czuję różnicy, ale kupuję, żeby np. inni
widzieli, ze mnie STAĆ.
Czy jeśli jem makaron za 0.99 zł. bo nie stać mnie na inny to oszczędzam czy
muszę zaciskać pasa po prostu?
Czy jeśli staram się nie kupować niepotrzebnych rzeczy i wybierać najtańsze w
swojej klasie i jakości to jestem oszczędna czy nie?
Moja mama twierdzi, że jestem oszczędna. Ja- że po prostu nie wydaję za dużo,
ale mogłabym mniej.
Więc gdzie jest granica: skąpstwo- oszczędność- rozrzutność? Czy jest zależna
od zamożności? Jeśli ktoś jest bogaty, a po prostu nie kupuje niepotrzebnych
rzeczy, leci na Malediwy ale wybiera tańszą ofertę- to jest oszczędny czy nie?
    • alina.walkowiak Re: Gdzie są granice oszczędzania? 28.05.09, 18:26
      Myślę, że nie ma żadnych definicji i granic. Wszystko to nasza subiektywna
      ocena. Wszystko jest względne smile
    • krzysztofsf Re: Gdzie są granice oszczędzania? 28.05.09, 19:16
      oszczedzasz na jednych rzeczach, jesli mozesz miec tanszy zamiennik o zblizonej
      jakosci a nie oszczedzasz na innych, na ktore cie STAC a tansze zamienniki maja
      gorsza jakosc. Wrecz oszczedzanie na tych "zamiennikowych" finansuje naklady na
      lepsze. drozsze rzeczy, nie posiadajace tanszych odpowiednikow.

      Druga sprawa - rozrzutnosc. polega na trwonieniu nawet malych kwot, ale w sposob
      niepotrzebny. Kontrolowanie wydatkow i zastanawianie sie nad ich celowoscia,
      unikanie zbednych, ktorych mozna uniknac zmieniajac np. bank i konto na tansze,
      lub sklep w ktorym kupujemy pieczywo wracajac z pracy - to sa elementy oszczednosci.

      Skapstwo - to ograniczanie wydatkow wrecz ze szkoda dla siebie, polaczone z
      gromadzeniem pieniedzy bez celu, dla samego gromadzenia.
      Co innego rezerwy finansowe, czy zbieranie na jakis "konkret" a co innego
      odkladanie dla samego odkladania polaczone z ograniczeniem wszsystkich wydatkow
      i przyjemnosci. Tu to juz skorzystaja spadkobiercy smile)
    • iza1973 Re: Gdzie są granice oszczędzania? 28.05.09, 21:36
      myślę że każdy z nas indywidualnie decyduje co jest jakimś w miarę optymalnym
      poziomem. rownowagą między rozrzutnością a "dupościskiem" jak ja to nazywam. to
      wszystko zależy od dochodów i sytuacji finansowej.np. gdybym nie miala kasy na
      leki dla dziecka albo ratę kredytu - przeprosiłabym się i z minutką i z kawą
      inką. ale sytuację mam inne, i preferencje też. kawę muszę mieć ze średniej
      półki, a herbaty prawie nie piję więc mi wszystko jedno. jak w domu idzie czegoś
      dużo (woda, soki, mleko) to sprawdzam czy np w lidlu jakość jest ok. i jak jest
      ok (a w tych przypadkach jest ok) t otam kupuję. ale jak chcę kawę - to tanich
      erzatzów w lidlu nie oglądam, bo jakaś przyjemność w życiuteż mi się należy. a
      sery - raz tańsze raz droższe, zależy do czego smile ale w lidlu jak się przyjrzeć
      - to mają bardzo zacną holenderską goudę po 20 zł. ale nie zawssze smile
    • serendepity Re: Gdzie są granice oszczędzania? 29.05.09, 10:24
      Jeśli ktoś jest bogaty, a po prostu nie kupuje niepotrzebnych
      > rzeczy, leci na Malediwy ale wybiera tańszą ofertę- to jest oszczędny czy nie?

      To znaczy, ze umie liczyc i dba o swoje pieniadze i nie widzi powodu placic za
      cos co mu nie potrzebne lub przeplacac za cos co moze miec taniej. Czyli nie
      jest skapy tylko madrze zarzadza tym co ma.
    • irima2 Re: Gdzie są granice oszczędzania? 29.05.09, 10:48
      To jest indywidualna sprawa.
      Moja szwagierka twierdzi np. że jestem rozrzutna bo robię zakupy
      w "droższym" markecie.
      A ja uważam, że jestem oszczędna - w tesco czy realu i tak nie
      kupowałabym makaronu za 99 gr bo wolę (a na szczęscie mnie stać)
      taki za 4. Tamten sklep mam blisko, są małe kolejki (cenię swój
      czas), na półkach jest porządek i nie ma tabliczek "towar chwilowo
      niedostępny".
      Ale gdybym musiała sobie albo rodzinie czegoś odmawiać to takie
      zachowanie byłoby już rozrzutnością - wtedy nalezałoby pojechać do
      tesco i kupowac makaron na jaki mnie stać.
      Podobnie jest z moją teściową - kupujemy ubrania m.in. w tym samym
      sklepie. Tylko że ona potem je same ziemniaki na obiad, no ale
      koleżankom może się pokazać w fajnym ciuchu... U niej to
      rozrzutność, u mnie uważam że nie - pracuję, zarabiam, stać mnie na
      ciuchy jakie mi się podobają.
      • alba.alba Re: Gdzie są granice oszczędzania? 31.05.09, 13:40
        irima2 napisała:
        > Podobnie jest z moją teściową - kupujemy ubrania m.in. w tym samym
        > sklepie. Tylko że ona potem je same ziemniaki na obiad,

        Oj jak ty musisz tej swojej teściowej nie lubićwink Zaproś ją do siebie na obiad, w końcu to najbliższa rodzina, niech zje z tobą coś lepszego.
    • watermelon_woman Re: Gdzie są granice oszczędzania? 30.05.09, 14:39
      Dla mnie oszczedzanie rowna sie raczej racjonalnemu zarzadzaniu moimi zasobami -
      glownie pieniedzmi i czasem.

      Bardzo spodobalo mi sie okreslenie "duposcisk", ktorego uzyl ktos w tym watku smile
      Chodzi chyba wlasnie o to, ze zycie jest wazniejsze, niz ciulanie grosza do
      grosza. Sa natomiast rzeczy, z ktorych spokojnie moge zrezygnowac, bez
      uszczerbku dla moich potrzeb, a nawet przyjemnosci.

      Na tym forum i na stronach o oszczedzaniu odkrylam tez wiele pomyslow, ktore po
      prostu pomagaja mi w dobrym zarzadzaniu pieniedzmi. Dobrym przykladem sa
      ostatnie zmiany, ktore wprowadzilam na moim koncie. Otoz, forum zmotywowalo mnie
      do przyjrzenia sie roznym oplatom i okazalo sie, ze place 14 zl miesiecznie ZA
      NIC! Zmienilam wiec rodzaj konta i zablokowalam jedna karte z ktorej nie
      korzystam i mam dodatkowo na jeden bilet do kina miesiecznie.

      Na pewno byloby inaczej, gdybym naprawde musiala ostro oszczedzac. Wtedy po
      prostu ograniczylabym realizacje wiekszosci przyjemnosci, ale teraz zalezy mi na
      tym, zeby wyciagnac maksimum korzysci z mozliwosci, ktore daje mi moja sytuacja.
    • watermelon_woman Re: Gdzie są granice oszczędzania? 30.05.09, 14:45
      Przyszedl mi do glowy jeszcze jeden przyklad, ktorego zreszta uzyla autorka
      watku: herbata.

      Dla mnie herbata jest bardzo wazna i zwykle mam w domu kilka luksusowych
      rodzajow, bo po prostu lubie. Kawy natomiast potrzebuje tylko po to, zeby sie
      rano obudzic i traktuje ja jako obowiazek a nie przyjemnosc wink wiec kupuje jak
      najtansza.
Pełna wersja