Taka inna forma oszczędności

03.09.09, 20:33
Odwiedziłam ostatnio znajomych których dopadł kryzys. Zawiozłam dzieciom
zeszyty i różne rzeczy do szkoły. Oboje nie mają pracy, zasiłek chyba tylko.
Naprawdę cieniutko u nich. Wchodzę i patrzę a oni zajadają się szynką taką lux
z puszki. I tu się dowiaduję że to taki zwyczaj ich babci z czasów wojny
jeszcze. Kiedy dobrze się wiedzie robią takie zapasy żywności z długim
terminem przydatności. I teraz mimo że kupują tylko chleb i wszystko co
najtańsze zajadają się szynką , gołąbki mają i parę innych rzeczy które
czekały w spiżarni na czarną godzinę.
Szczerze to aż się uśmiechnęłam smilebędą mogli opowiadać że w czasie kryzysu u
nich na stole zawsze gościła szynka smile
    • akacjax Re: Taka inna forma oszczędności 03.09.09, 21:07
      Chyba tylko wyroby dla wojska są dostatecznie długo ważne. Pozostałe góra dwa
      lata i jeszcze trzeba mieć miejsce-chyba wolę w lepszych latach odkładać w
      postaci pieniędzy.
      • krzysztofsf Re: Taka inna forma oszczędności 04.09.09, 00:59
        akacjax napisała:

        > Chyba tylko wyroby dla wojska są dostatecznie długo ważne. Pozostałe góra dwa
        > lata i jeszcze trzeba mieć miejsce-chyba wolę w lepszych latach odkładać w
        > postaci pieniędzy.

        Nie przezylas PRAWDZIWEGO kryzysu.

        Czasem oszczednosci gotowkowe robia sie bezwartosciowe.
        Babcia dala im recepte pasujaca do roznych "sztuk przetrwania" , zabezpieczenia
        sie na prawdziwy kryzys, wojne, kataklizm.

        Wiekszosc z nas nie ma takiego zabezpiecznia, ani w "zelaznych racjach"
        zywnosci, ani w zlocie i kosztownosciach.
        • agpagp Re: Taka inna forma oszczędności 04.09.09, 09:16
          Nie kazdy też ma możliwość odłożenia na czarną godzinę.

          A ich babcie pamiętam. Opowiadała nam jak jedli zupę z lebiody - takiego zielska
          co to u mnie za płotem rośnie.

          A dziś z ciekawości spojrzałam na takie puszki i termin np do marca 2012.
          • krzysztofsf Re: Taka inna forma oszczędności 04.09.09, 09:42
            agpagp napisała:

            > Nie kazdy też ma możliwość odłożenia na czarną godzinę.
            >
            > A ich babcie pamiętam. Opowiadała nam jak jedli zupę z lebiody - takiego zielsk
            > a
            > co to u mnie za płotem rośnie.
            >
            > A dziś z ciekawości spojrzałam na takie puszki i termin np do marca 2012.

            W praktyce, puszki nadaja sie do spozycia do czasu az nie nastapi bombaz.
            W czasie II Wojny i pozniej w ramach pomocy UNRA, Amerykanie wykorzystywali zapasy zgromadzone na I Wojne i przekazane do razerw.

            Przyklad calkiem realnej mozliwosci, kiedy takie zapasy moga sei okazac konieczne, a inne formy zabezpieczen, ulokowane w nankach i obslugiwane ich systemami elektronicznymi, przez dlugi czas beda niedostepne a pozniej moze sie okazac, ze warte ulamek poczatkowej wartosci.

            www.przyszloscwprzeszlosci.info/pogoda-artykoy/57-zagroenia-/544-soce-te-plamy-nas-wykocz
            "Według raportu NAS z 2008 r., gdyby rozbłysk taki, jak zauważył Carrington, zdarzył się teraz, spowodowałby zniszczenia infrastruktury sięgające w samych tylko Stanach Zjednoczonych 2 bln dol., a ich odbudowa zajęłaby od 4 do 10 lat.Wielka burza geomagnetyczna może pojawić się w maju 2013 r., w maksimum 24 cyklu – twierdzi dr Doug Biesecker, szef NOAA. "
            • cilantre Re: Taka inna forma oszczędności 04.09.09, 11:04
              Jakoś nie bardzo przekonuje mnie taka forma zabezpieczania się na
              wypadek kryzysu. Po pierwsze: puszkowe jedzenie można jeść
              sporadycznie, a dzieciom lepiej wcale nie dawać. Po drugie: trzeba
              tego nakupić dużo (np. 10 puszek starczyłoby na ok. miesiąc, więc na
              rok to 120 puszek ??!!) i przy okazji zamrozić kupę pieniędzy, no i
              w efekcie trzeba to zjeść nawet, jeśli kryzys nie nadejdzie.To ja
              już wolę patent mojej koleżanki - kilka worków ziemniaków i placki,
              babka ziemniaczana, kopytka, rodzime warzywa w przeróżnych
              postaciach. Ale co kto lubi ...
            • akacjax Re: Taka inna forma oszczędności 04.09.09, 15:57
              Ale tu nie mówimy o wypadku wojny, ale o braku pracy. Czy istnieje możliwość, że
              z dnia na dzień zamkną wszystkie banki?

              A tak z ciekawości spytam ile żywności należy mieć w żelaznym zapasie? I co z
              tym robić(w ramach zużycia, gdy kryzysu nie ma, a termin użycia się kończy)
              skoro z zasady nie jem takiego jedzenia?
              • krzysztofsf Re: Taka inna forma oszczędności 05.09.09, 07:23
                akacjax napisała:

                > Ale tu nie mówimy o wypadku wojny, ale o braku pracy. Czy istnieje możliwość, ż
                > e
                > z dnia na dzień zamkną wszystkie banki?


                Akurat w sytuacji braku pracy zaczeli korzystac z "zelaznych racji".
                Natomiast racje bytu maja one wlasne na powazniejsze sytuacje.
                Co do bankow - poczytaj np. o kryzysie w Argentynie, ktory mial miejsce
                stosunkowo niedawno.


                >
                > A tak z ciekawości spytam ile żywności należy mieć w żelaznym zapasie? I co z
                > tym robić(w ramach zużycia, gdy kryzysu nie ma, a termin użycia się kończy)
                > skoro z zasady nie jem takiego jedzenia?

                Nie robie takich zapasow, chociaz rozumiem ich zasadnosc.
          • anetaga76 Re: Taka inna forma oszczędności 20.09.09, 18:01
            Nigdy nie jadlam zupy z lebiody ale jadlam lebiode przyrzadzona jak
            szpinak - duszona z maselkiem czosnkiem i smietana SUPER !!!.
            To byl moj przysmak. Jest jeszcze lepsza od szpinaku. Polecem
            sprobowac jak ktos ma ten chwast na dzialce smileTeraz niestety jestem
            na emigracji i nie widze zeby tutaj rosla lebiodasad.
    • gwiazdeczka-z-nieba Re: Taka inna forma oszczędności 04.09.09, 17:28
      1. myślę, że oszczędności powinno się mieć w różnych formach. i w
      postaci pieniędzy i kosztowności i nieruchomości.
      2. Dzięki jakimś zapasom produktów o długim okresie ważności można
      przeżyć bezboleśnie miesiąc czy kilka, w których trafią się jakieś
      nieprzewidziane wydatki itp.
      Myślę sobie jednak, że jeśli zamiast lux szynki, kupiliby jakieś
      tańsze konserwy, w rozrachunku ekonomicznym byłoby to korzystniej,
      na dłużej by starczyło, albo pozwoliło odłożyć np. trochę gotówki.
      • iza1973 Re: Taka inna forma oszczędności 04.09.09, 22:20
        a ja myślę że ten post warto potraktować jako pytanie: jak się dobrze
        zabezpieczyć na ciężki kryzys. jest metoda Babci - kupowanie żywności, o długim
        terminie ważności, na zapas. można też odkładać do skarpety złote monety. można
        po prostu lokować pieniądze na lokatach. ja myślę sobie, że biorąc pod uwagę
        wszystkie możliwe scenariusze - nie ma jednej dobrej metody. ważne jest żeby być
        wogóle zapobiegliwym, ale i tak nie zabezpieczymy się na wszelkie możliwe
        ewentualności. a zapasy małotrwałej żywności zjedzą nam robaki, tak po prostu.
    • roseanne Re: Taka inna forma oszczędności 05.09.09, 03:41
      od kilkunastu lat mieszkam poza Polska, wiec troszke inne mam realia
      ale wyprzedaze sezonowe zywnosci sa super oszczednoscia,
      w NJ bylo bardziej jeszcze popularne niz tu w Quebecu
      srednio z poczatkiem roku szkolengo ceny puszkowanych warzyw, makaronu sa
      nawet do 60% nizsze , zwlasza, jasli kupuje sie zgrzewke po 12 , wychodzi nawet
      taniej niz sklepach polhurtowych tesco



      jedyny problem to miejsce na przechowanie
    • muzy-czka Re: Taka inna forma oszczędności 20.09.09, 17:23
      Ja jestem nauczona, że robi zaprawy (dżemy, ogórki, kapusta kiszona,
      buraczki, soki czy nawet sos boloński i chilli con carne w słoikach) i
      kupowania ziemniaków w workach (trzymam to w piwnicy). Kupuje wszystko
      w sezonie i później nie przepłacam. Są to zapasy, dzięki którym nawet
      jak nie będę miała pieniędzy, to przynajmniej zawsze będą ziemniaki i
      coś do tego... to wyniosłam z domu, gdzie zawsze ważne było by być
      przygotowanym na czarną godzinęsmile
    • okemot Re: Taka inna forma oszczędności 20.09.09, 19:53
      Jest to dość ciekawa i osobliwa forma zabezpieczenia się, ale na
      przejściowy kryzys jakiego doświadczają okresowo Twoi znajomi,
      bardzo naiwna i niewydajna ekonomicznie.
      Żywność o przedłużonej trwałości jest sporo droższa niż normalna,
      więc robienie tego rodzaju zapasów w okresie prosperity, to
      kosztowna forma zabezpieczenia przed stratą pracy. Może ciut lepiej
      jest utrzymywaniem pełnej zamrażarki żarcia, ale tez nie troche bez
      sensu. Dodatkowo trzeba śledzić terminy przydatności i okresowo
      wymieniać produkty, wyjadając stare – to dodatkowe koszty, bo jesz
      puszki nawet wtedy kiedy możesz sobie pozwolić na tańsza i świeżą
      żywność. Tak na prawdę to oni są rozrzutni w czasie kiedy im sie
      lepiej wiedzie. IMHO na wahnięcia domowej koniunktury lepiej jest
      odkładać kasę na jakimś wydzielonym koncie oszczędnościowym do
      którego PIN jest zakopany pod gruszka w ogródku.
      Babcia to rocznik wojenny, więc jak chcą być zabezpieczeni przed
      kryzysem przez duże K albo nawet przez średnie K /typu tarapaty
      ekonomiczne państwa/, to ja bym wchodził raczej w srebrne i złote
      sztabki lokacyjne.
      Natomiast punkt dla Ciebie i znajomych, bo zrobiłem sobie szybki
      rachunek sumienia z pytaniem co by było gdyby? :^)
    • d.o.s.i.a Re: Taka inna forma oszczędności 20.09.09, 20:41
      To juz chyba zamiast tej nafaszerowanej chemia szynki z puszki lepiej kupic
      worek ryzu, kasz wszelkiego rodzaju, warzyw straczkowych (rozne rodzaje fasoli,
      soczewica itp.). Tanio i zdrowo i moze lezec latami. Nie tylko w kryzysie zreszta.



      ---------

      A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
      patetycznie i lekko mrocznawo.
    • teresa104 Oj, 20.09.09, 22:21
      jeszcze pamiętam ten "luncheon" (wymawiać jak napisanosmile), który
      stał na balkonie na mrozie i czekał, by go otworzyć. Luncheon ów to
      była mielonka w podłużnych puszkach, przypominających dzisiejsze
      ozdobne blaszanki na flaszki wódki 0,7 l, przywożona przez ojca z
      handlowych wypadów do dedeeru. Przy czwartej puszce rzygaliśmy na
      sam widokwink
      I to byl kryzys. Pieniądze były, ale kupować za nie nie było czego.
      Matka groziła palcem "nie grzesz!" i plast! luncheon na chleb.
      Mamooo, znowu luncheooooon!

      Dla mnie posiłek bez jarzyn, bez pełnego ziarna się nie liczy. Chleb
      z najlepszą choćby szynką to nie to. Wolałabym kupić kaszy, fasoli,
      marchwi, selera etc. Zup w kolano można nagotować, surówek narobić.
      Naleśników, zapiekanek. Jest błonnik, mikroelementy, witaminy.
      Warzywa zresztą teraz są bardzo tanie.

      Nie wierzę w zapasy. Wierzę w łeb na karku, zaradność. Ziemia nas
      wyżywiwink
      • iza1973 Re: Oj, 20.09.09, 22:57
        ja też pamiętam ten kryzys sad błe. do dziś nie jadam serwolatki i paprykarzu
        szczecińskiego. jeszcze fatalnie mi się kojarzy dżem pomarańczowy i pasztet
        mazowiecki (to obozy harcerskie z tych czasów (ale wspomnienia naprawdę
        super...) mój Tata nie jeździł do DDR więc takich puszek nie zaliczyliśmy. ale
        pozostałe uroki kryzysu - a i owszem. na kanwie tego wątku zastanawiam się jak
        zabezpieczyć moją rodzinę na wypadek naszego wewnętrznego kryzysu finansowego.
        na razie konretnego pomysłu nie mam, wiem że na pewno nei będzie to szynka
        konserwowa. dla mnie w dzieciństwie to byl super rarytas na swięta. zdobywany i
        pilnowany. więc jeśli w dzisiejszych czasach rodziny w kryzysie zajadają się
        szynką konserwową - to im zazdroszczę trochę. dla mnie to wciąż jest luksus a
        nie metoda na kryzys. to może to nie jest kryzys? albo nie wiemy jak sobie z nim
        radzić?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja