Dodaj do ulubionych

Natchnienie ...

06.01.09, 14:13

Czy inspiracja zawsze i tylko dana nam jest z zewnątrz ?
Czy mogę sam siebie zainspirować ?
... a jeżeli mogę , to czy tym co inspiruje jest coś niepoznanego we mnie ?
... w pewnym sensie mogę powiedzieć , że wszystko /co do poznania/ jest dla mnie dostępne , ale dokąd się TO nie ukonstytuuje we mnie , nie jest TO mną .
Obserwuj wątek
      • zbigniew31 Re: Natchnienie ... 06.01.09, 14:53
        scand napisał:

        > Z pewnością stymulujące jest znalezienie się w odpowiednim
        > towarzystwie wink

        "stymulacja [łac.], fizjol. drażnienie (pobudzanie) receptorów, komórek, włókien
        nerwowych, struktur mózgu i narządów pobudliwych (mięśni) w celu badania ich
        funkcji; stosowane też w diagnostyce i terapii medycznej; ogólnie — wzmożenie
        procesów życiowych."
        PWN

        ...wiec stymulować też będzie coś z zewnątrz ,
        a mnie interesuje Scandzie ..) czy można być w natchnieniu samowystarczalnym ??
          • zbigniew31 Re: Natchnienie ... 07.01.09, 14:32
            zettrzy napisała:


            > ponoc mozna, ale trzeba cos wachnac lub - grzybka?

            zażywanie podobnie jak towarzystwo ..) stymulować może , jest czymś płynącym jednak z zewnątrz , a same 'pod wpływem' wizje , czy będą wole od tego / jak Scand zauważył /kontekstu kulturowego ?
            Człowiekowi owe wizje dostępne są naturalnie , podczas snu , ale i w tych będzie ten wpływ środowiska zewnętrznego widoczny .
            Człowiek pierwotny raczej w swych snach z wieżowca spadał nie będzie , a Homo urbanus z sekwoi jakiej nigdy nie widział -raczej też nie ...

            Skąd bierze się to pierwotne pragnienie tworzenia ?
            Czy możliwe jest świadome ukonstytuowanie dzieła ,
            bez wpływu czegoś zewnętrznego , czegoś niepoznanego ?
            • zettrzy Re: Natchnienie ... 07.01.09, 19:19
              pragnienie tworzenia to nie to samo co wizje, ktore istotnie sa
              jakos zaprogramowane przez znana nam zewnetrznosc - ale samo
              pragnienie wyplywa ze srodka, bo jak wytlumaczyc ze im wiecej mamy
              tej stylumujacej zewnetrznosci tym mniej pedu tworczego?

              moj kotek potrafil sam przekonfigurowac moje wszystkie polaczenia
              sieciowe i telefoniczne - no i kto go tego nauczyl? kto mu w ogole
              powiedzial ze cos takiego da sie zrobic? nic zwierzatko z tego nie
              mialo, bo konfiguracja nie jest jadalna, ani nawet nie pachnie
              ekscytujaco...
              jednym slowem, jak zawsze w zyciu - nic samo w sobie lub dla siebie,
              zawsze jakies polaczenie, synteza, a chocby i konflikt
              • zbigniew31 Re: Natchnienie ... 07.01.09, 22:43
                zettrzy napisała:

                > pragnienie tworzenia to nie to samo co wizje, ktore istotnie sa
                > jakos zaprogramowane przez znana nam zewnetrznosc - ale samo
                > pragnienie wyplywa ze srodka, bo jak wytlumaczyc ze im wiecej mamy
                > tej stylumujacej zewnetrznosci tym mniej pedu tworczego?

                Pragnienie jest najbardziej pierwotne i zrośnięte z kreatywnym podmiotem , ale ów podmiot /wydaje się sama zauważyłaś/ pragnie oryginalnie tworzyć , konstytuować jeszcze niewyrażone , istniejące jednak w zasięgu potencjału , stąd inspiruje go przeczucie istnienia tego , co niewyrażone .
                Natchnienie daje nam niepoznana część rzeczywistości jakkolwiek ją zdefiniować , presentimento obcowania z Nieskończonością ...


                > moj kotek potrafil sam przekonfigurowac moje wszystkie polaczenia
                > sieciowe i telefoniczne - no i kto go tego nauczyl? kto mu w ogole
                > powiedzial ze cos takiego da sie zrobic? nic zwierzatko z tego nie
                > mialo, bo konfiguracja nie jest jadalna, ani nawet nie pachnie
                > ekscytujaco...
                > jednym slowem, jak zawsze w zyciu - nic samo w sobie lub dla siebie,
                > zawsze jakies polaczenie, synteza, a chocby i konflikt

                "Dystans metafizyczny"..) chociaż działamy w tym samym świecie , dysponując i będąc jednakową materią -dla kota zawsze pewne dzieła niepznawalne , nieistniejące , a dla nas całkiem realne ..)
                • zettrzy Re: Natchnienie ... 08.01.09, 18:57
                  dla kota zawsze pewne dzieła niepznawalne , nieistnieją
                  > ce , a dla nas całkiem realne ..)

                  alez dla nas takze istnieja dziela niepoznawalne, nieistniejace, o
                  ktorych jednak wiemy ze mozemy je stworzyc, i dlatego je tworzymy -
                  kot zas, bo chcialam powiedziec ze pewne sprawy sa uniwersalne i
                  niezalezne od ludzkiej kultury
                  • zbigniew31 Re: Natchnienie ... 08.01.09, 19:18
                    zettrzy napisała:

                    > dla kota zawsze pewne dzieła niepznawalne , nieistnieją
                    > > ce , a dla nas całkiem realne ..)
                    >
                    > alez dla nas takze istnieja dziela niepoznawalne, nieistniejace, o
                    > ktorych jednak wiemy ze mozemy je stworzyc, i dlatego je tworzymy -
                    > kot zas, bo chcialam powiedziec ze pewne sprawy sa uniwersalne i
                    > niezalezne od ludzkiej kultury


                    Oczywiście i ja zrozumiałem Twój ostatni wpis dokładnie tak , jak sobie życzysz ..)
                    Chciałem tylko zaznaczyć , że 'dystans' jest powszechny , a sama niemożliwość pojęcia , czy zmysłowego doświadczenia dzieła jeszcze nie świadczy o jego nieistnieniu .
                    • zbigniew31 Re: Natchnienie ... 08.01.09, 19:28

                      > > kot zas, bo chcialam powiedziec ze pewne sprawy sa uniwersalne i
                      > > niezalezne od ludzkiej kultury


                      Tak ,
                      ponieważ to , co inspiruje jest bardziej rozległe od ludzkiej kultury ..)
                      Nawet kultura podlega tworzeniu , pod wpływem inspiracji ..
                        • zbigniew31 Re: Natchnienie ... 09.01.09, 20:40
                          zettrzy napisała:

                          > czyli inspiracja jest tworem Darwina? wink

                          na pewno on coś zaobserwował ,
                          ale inspirację stwarza istnienie , od samego p o c z ą t k u
                          jednak potrzebne jest Coś , co ją wywołuje , Coś zewnętrznego ,osiągalnego i niepoznanego , ale ale też Coś , co nie determinuje ..

                          • zettrzy Re: Natchnienie ... 09.01.09, 21:09
                            wedlug neurologow, przyczyna inspiracji jest defekt synaptyczny,
                            ktory sprawia ze co poniektore osobniki nie przetwarzaja informacji
                            ze swiata zewnetrznego tak jak powinny w celu optymalnego
                            funkcjonowania organizmu
                            ten sam defekt, w nieco wiekszej skali, ma naukowa nazwe schizofrenia

                            ciekawe, nie - do pewnego stopnia geniusz tworczy, po przekroczeniu
                            tego progu choroba umyslowa; i jak tu nie wierzyc ze ilosc przeradza
                            sie w jakosc!
                              • zettrzy Re: Natchnienie ... 09.01.09, 21:53
                                nie, to Descartes, juz nie pamietam gdzie ale wiedzial dokladnie
                                gdzie dusza sie miesci w ludzkim ciele wink

                                obecnie dusza bywa zalatwiana mglawicowym "systemem" lub "siecia" -
                                no niby, nie miesci sie ani tu ani tam tylko te rozmaite podzespoly,
                                jak sie zgraja, to z nich wychodzi dusza...
            • scand Re: Natchnienie ... 08.01.09, 09:32
              > Czy możliwe jest świadome ukonstytuowanie dzieła ,
              > bez wpływu czegoś zewnętrznego , czegoś niepoznanego ?

              Gdyby uważać nieświadomość jako coś zewnetrznego względem
              świadomości to taki wpływ jest ciągły. Większość procesów myślowych
              przebiega podobno w nieświadomości więc dla świadomego umysłu
              przychodzą one jakby z zewnątrz - oczywiscie z samej natury nie
              można badać nieświadomego w swej zródłowości poprzez sprowadzenie do
              świadomości co stwarza istotny problem metodolgiczny smile
              • zbigniew31 Re: Natchnienie ... 08.01.09, 16:08
                scand napisał:

                > Gdyby uważać nieświadomość jako coś zewnetrznego względem
                > świadomości to taki wpływ jest ciągły. Większość procesów myślowych
                > przebiega podobno w nieświadomości więc dla świadomego umysłu
                > przychodzą one jakby z zewnątrz - oczywiscie z samej natury nie
                > można badać nieświadomego w swej zródłowości poprzez sprowadzenie do
                > świadomości co stwarza istotny problem metodolgiczny smile

                zdaje się nie trzeba sugerować , że nieświadomość jest czymś obcym dla świadomego podmiotu , aby wykazać wpływ zewnętrznego na ów podmiot , ponieważ podświadomość rejestruje z świata zewnętrznego więcej niż sama świadomość , więc i ona , to podświadomość również jest pod wpływem otoczenia . A skąd biorą się przeczucia ? Przecież gdyby produktem były świadomości nie nazywalibyśmy ich przeczuciami . Inspirujące przeczucie jest dla twórczości jak grawitacja dla kropli wody , do której zbliżono inną materię , jest tym , co rozciąga formę podmiotu , aby zajął sobą nowy niepoznany obszar ... Obszar jaki nie istniał jeszcze//dla świadomości podmiotu// zanim doszło do inspiracji , ale też obszar ,
                który zawsze -b y ł- , był w zasięgu podmiotu , choć jemu jeszcze dotąd niewyrażony ..
                podświadome przeczucie jest właśnie tą inspiracją , nadającą świadomemu podmiotowi pęd do poznawania , tworzenia /zajmowania niepoznanych obszarów . Gdyby nie owe presentimento ,bylibyśmy zdani w kreatywności na łut szczęścia , przypadek któremu można zawdzięczać wszelkie poznanie , albo jak te osły w ławkach jakim wszelka wiedza jest zadawana , niepotrafiący po nią sięgać samodzielnie ..

    • krytyk2 Re: Natchnienie ... 15.01.09, 21:39
      W pewnym sensie wszystko co postrzegam jako płynące z zewnątrz jest
      faktycznie moim wlasnym produktem,tj produktem mojej
      spostrzegawczości ,umiejętnosci syntezy ,analizy,wyobraźni...Widać
      to zwlaszcza wtedy ,gdy poruszamy sie wzdłuz ruchomej granicy
      pomiedzy nasza swaidomościa i nieswiadomością.Wg Specka nieswiadome
      przemawia do nas wlasnie w takich niezauważalnych ,pozornie
      glupich ,przelatujacych nam niepostrzezenie przez glowe,myslach.
      Banalnym wprost źrodlem naszej autoinspiracji jest przemysliwanie
      pewnych wniosków do końca.nie jest to wcale oczywiste ,gdy wnioski
      te naruszaja nasze status quo,zmuszajac do podjęcia radykalnie
      sprzecznych z dotychczasowym postrzeganiem swiata dzialan i
      prxzemysleń
      • zettrzy Re: Natchnienie ... 15.01.09, 21:48
        ale takie przemysliwanie wnioskow - analiza - to nie to samo co
        natchnienie; nawet, to przeciwienstwo natchnienia, bo to ostatnie
        bierze sie samo z siebie, nie wiadomo skad, natomiast wnioski, nawet
        absurdalne i nieprzewidywalne, stanowia produkt okreslonej czynnosci
      • zbigniew31 Re: Natchnienie ... 15.01.09, 22:28

        Pewność na temat prawdy i fałszu , czerpiemy z rzeczywistości , a każdy nasz wniosek oscyluje pomiędzy nimi . Wnioskujemy prawdziwie , lub fałszywie nawet gdybyśmy chcieli , by to tylko prawda nas inspirowała ..
    • scand Re: Natchnienie ... 11.01.10, 16:07
      Natchnienie z głębi nieznanego poza świadomoscią..

      > ale dokąd się TO nie ukonstytuuje we mnie , nie jest TO mną .

      Albo odwrotnie.
      Odkąd to ukonstytuje się świadomie, nie jest juz tak bardzo Tobą, a
      społecznym zapośredniczeniem Ciebie. Wydobycie ku światłu
      swiadomości jest dołączeniem do sumy społecznej.
      • trebald Re: Natchnienie ... 11.01.10, 19:12
        scand napisał:

        > Natchnienie z głębi nieznanego poza świadomoscią..
        >
        > > ale dokąd się TO nie ukonstytuuje we mnie , nie jest TO mną .
        >
        > Albo odwrotnie.
        > Odkąd to ukonstytuje się świadomie, nie jest juz tak bardzo Tobą, a
        > społecznym zapośredniczeniem Ciebie. Wydobycie ku światłu
        > swiadomości jest dołączeniem do sumy społecznej.

        Odwrotnie... to fakt. A co do konsekwencji dla tego faktu, to...
        myślę, że mogą być... różne
          • trebald Re: Natchnienie ... 12.01.10, 18:37
            scand napisał:

            > Generalnie widzę, więc że zgadzasz się że świadomośc jest tworzona
            > dla innych, aby zapośredniczyc siebie we wspólnocie..

            O, właśnie! - jest tworzona dla innych. Czyli świadomość jest dla czegoś, co nie
            jest mną, po to żebym w końcu przegrał, stając się - czytaj: mierząc się z tym
            innym. A-ale... może się zdarzyć, że w efekcie to kulturowo zapośredniczone
            ja będzie dla kogoś już czymś w rodzaju meta- innym... to zdaje się już
            było, ale czasem jeszcze odbija się czkawką np. powrotu do "natury" i taKIMI TAM..

            Scand masz rację generalnie smile
            • scand Re: Natchnienie ... 13.01.10, 10:14
              Oczywiscie nalezy dodać że tworzenie świadomości to proces poza
              kontrolą .. świadomości, gdyż zręby tego automatyzmu tworzą się we
              wczesnym dzieciństwie, kiedy odkrywamy ze można opowiadac innym, o
              tym czego jesteśmy świadomi. Z tego powodu nie wierzę zbytnio, że
              zwierzęta, które się nie komunikują mają świadomość. Pies jest
              bardziej stadnym zwierzęciem niż kot więc jego "świadomość" jest
              chyba bardziej rozwinięta.
              • trebald Re: Natchnienie ... 13.01.10, 11:59
                scand napisał:

                > Oczywiscie nalezy dodać że tworzenie świadomości to proces poza
                > kontrolą .. świadomości, gdyż zręby tego automatyzmu tworzą się we
                > wczesnym dzieciństwie, kiedy odkrywamy ze można opowiadac innym, o
                > tym czego jesteśmy świadomi. Z tego powodu nie wierzę zbytnio, że
                > zwierzęta, które się nie komunikują mają świadomość. Pies jest
                > bardziej stadnym zwierzęciem niż kot więc jego "świadomość" jest
                > chyba bardziej rozwinięta.

                Tak, to bardzo klarowne. A też niepokojąco zupełne. Wyczuwa się w tym i progres,
                kiedy kładziesz nacisk na komunikację, na wymianę doświadczeń, i pewną gradację,
                kiedy piszesz o mniej lub bardziej rozwiniętej świadomości. Właśnie! chciałbym
                na moment zatrzymać się na dość potocznie rozumianym rudymencie, który jest
                wspólny wszystkim pretendującym do bycia istotami świadomymi. Mianowicie idzie
                mi o zmysł dotyku, o konsekwencje dla możliwej, bądź niemożliwej świadomość
                ciała, która na pierwszy rzut oka wydaje się być najbardziej istotnym,
                najbardziej pryncypialnym obciążeniem dla postrzegającego. Używa się zamiennie
                pojęcia duszy z umysłem. "Czym dla oczu jest wzrok, tym dla ciała jest dusza" i
                pójdę dalej, pozwalając sobie na pewne rozwinięcie Arystotelesowskiej myśli.
                Popraw mnie jeśli robię to w sposób nieuprawniony: załóżmy, że jeśli dla oczu
                wzrok jest duszą, że jeśli dla uszu słuch jest duszą, że jeśli dla nosa węch
                jest duszą, że jeśli dla podniebienia i języka smak jest duszą, to dla
                wszystkich tych składowych ciała dotyk, czucie jeszcze głębszą duszą. Umysłu
                nowotworem, a może to dla ciała umysł nowotworem? Jak widzisz, pomimo tego, że
                się z Tobą zgadzam, nie mogę jednak rozprawić się z pewną, jak mucha natrętną
                myślą, którą pozwolę sobie wyrazić takim oto pytaniem: czy zdarzyło się w
                historii świata, aby ktoś przy zdrowych zmysłach, dla wyostrzenia jednego,
                zechciał dobrowolnie amputować sobie resztę zmysłów? Natychmiast odpowiadam
                sobie, że ja tego wiedzieć nie mogę, ale jeśli z dużym uproszczeniem wyobrażę
                sobie kogoś, komu postradanie wzroku jest jedynym sposobem do zdobycia
                wyczekiwanego celu, jakim byłoby na przykład uzyskanie ponadprzeciętnego
                uwrażliwienia na naskórku, czyniąc go na upragniony dotyk podatniejszym, to
                wtedy ten bez wątpienia zwyrodniały pomysł staje się wprawdzie trudno strawnym,
                ale jednak do przełknięcia, z tym tylko może zastrzeżeniem, że poza tak
                pomyślanym motywem samym w sobie, już niewiele miejsca można znaleźć dla tzw.
                zdrowego rozsądku. Poza względami dla życia czysto praktycznymi, wzrok zbyt
                cennym jest wyposażeniem, bywa bajecznie poręcznym instrumentem zwykle
                zatrudnianym w kontemplacji, jest wzrok zatem królewiczem pośród zmysłów, ich
                koroną, dystansu kapelanem, kapelmistrzem nieograniczonego w paranteli
                rozmaitych ciał do ciała ograniczanego w źrenicach patrzałek. Prędzej wolałbym
                słuch stracić, niż się wzroku wyrzec. Ale słuch... słuch również niezgorszym
                jest arystokratą, gdyż z fundamentalną glebą zmysłów potrafi chwytać się na
                dystans i pomimo, że z niej wyrasta, więcej indykuje w transcendencji, często
                jest asumptem dla idei abstrakcyjnych, które się w umyśle tak znienacka
                pojawiają. Podobnie do wzroku, nierzadko jest przyczyną niesłychanych wizji,
                nieraz rodzi śmiałą pokusę, by rozpłynąć się w transcendentalnym, lub chociażby
                w tym pomiędzy, co tylko w muzyce istnieje. Oceniam, że każdy zmysł podszyty
                jest niemocą własnej ograniczoności, zredukowanej mniej lub więcej, ale jednak
                do tej granicy, granicy ukształtowanej nawykiem. Gdybyż w tym badaniu nie było
                tej nieznośnej rozpierzchłości materiału, gdyby udało się rozkawałkować na
                poszczególne momenty, które jaźń składają, gdyby można było zejść niżej, niżej
                aż do samej konsoli zmysłów, do ich sedna, do rudymentu świadomości, a nie
                wątpię, że byłby nim sam dotyk, więc gdyby można było dojść do tej granicy
                granic w poznaniu, wtedy to być może okazałoby już na tyle ważkim, że trzeba by
                było w końcu uznać głupstwo swego położenia. Już pomijając to, że właściwością
                układu nerwowego jest pamięć, która warunkuje proces poznawczy, a ciało żywe
                odznacza się pewnym generowaniem siebie na styku z innym, to już chociażby tym
                samym jest granica ciała jest zakreślona dla... i tu waham się użyć słowa, że
                dla świadomości. Skoro np. prymitywny organizm jakieś istoty, ale jednak żywej
                bo powiedzmy, że w bolesnym zetknięciu z innym reaguje komunikując obserwatorowi
                takiemu jak my, bądź może nawet nie wysyła żadnych komunikatów w tę stronę. Ale
                może jednak czuje... a czy my ludzie potrafimy wyrazić wszystko, co czujemy?
                Myślę, że i Ty możesz mieć tu pewne wątpliwości. Jeśli jednak rozprawiłeś się z
                nimi - chciałbym poznać drogę na której to zrobiłeś.
                • scand Re: Natchnienie ... 13.01.10, 12:34
                  Wszystko co jest świadome może być wyrażone. Tak. Taka jest moja
                  teza. Świadomość jest tym nożem, który z całości procesów myślowych
                  (a te w większości są poza świadomoscią) wycina to co może być
                  pokazane innym.
                  Oczywiście inną sprawą jest czy przekaz dotrze do innych. Tu
                  gwarancji nie ma.
                  Nie można bowiem zapominac że mimo wspólnoty języka - JEDNEGO
                  języka nie ma. To znaczy formalnie można go przedstawić: słownik,
                  zestaw reguł generatora zdań ale ze względu na fizyczne odosobnienie
                  i róznice w dochodzeniu doń zależne od osobniczej historii nasze
                  wzajemne zrozumienie jest jedynie domniemane a nie fizycznie
                  równoważne. Ludzie inaczej rozumieją słowa bo inne z nimi mają
                  doświadczenia. Ha, mimo to nie można usunąc ze świadomości że tworzy
                  dla innych. Siła tego bazowego ugruntowania jest tak duża że nawet
                  Robinson Crusoe żyjąc samotnie na bezludnej wyspie tworzył zapis
                  swej swiadomosci dla nieobecnych, których być może nigdy by już nie
                  zobaczył. No cóż pewne mechanizmy duszy dostajemy w darze i od daru
                  tego odciąc się nie możemy jak nie możemy żyć np. bez krązenia krwi
                  czy oddychania.
                  Opowiedzieć innym o stanie swoich zmysłów było zawsze ważne, a w
                  czasach kiedy ludzie żyli w niewielkich odosobnionych gromadach
                  niepewnych nastepnego dnia ważne szczególnie.
                  • trebald Re: Natchnienie ... 13.01.10, 15:22
                    Aha, poszedłeś więc drogą antropologiczną, lecz z Twojej tezy, z którą nie
                    sposób mi się nie zgodzić (wszystko, co jest świadome, może być wyrażone), nie
                    wynika jeszcze by te zwierzęta, które zawęźlają się do odczuwania tylko granic
                    swoich ciał, pozbawione były tej możliwości wyrażania. Przecież wysyłają
                    przeróżne sygnały swojemu otoczeniu, w którym żyją, reagują... mają układ
                    nerwowy, a więc pamięć, a przez to są są możliwe warunki dla rozwoju
                    poznawczego. Biologiczne automaty? Takie buty!? Ale przecież patrząc na
                    człowieka z pewnego punktu, również dla jego życia psychicznego można skroić
                    podobne buty.
                    • scand Re: Natchnienie ... 14.01.10, 12:09
                      Czy zwierzętom które nie komunikują się potrzebny jest podział
                      procesów na te zagarnięte światłem świadomości i zachodzące w mroku
                      nieświadomości ? Myślę że u nich jest to niemal jedność. Oczywiscie
                      ciężko znaleźć zwierzę wyższego rzędu które w ogóle nigdy nie
                      komunikuje się z innym. Nawet lew samotnik od czasu do czasu gdy
                      napotka innego lwa lub lwicę daje im pewne sygnały. Ale to nie to,
                      co człowiek który będąc kiedyś łowcą mógł przekazać współplemiencom
                      że:
                      zobaczył zwierzynę
                      usłyszal zwierzynę
                      poczuł węchem zwierzynę
                      posmakował mięso itd.
                      Jego prywatne odczucia mogły się w ten sposób stac odczuciami
                      mającymi wpływ na całą gromadę. Każdy z ludzi był oczami i uszami
                      gromady. Na ile to było ważne niech świadczy że na jawie proces ten
                      był ciągły i obejmował całość aktywności. Jak każdy mechanizm jednak
                      i ten mogł ulec alienacji od pierwotnej funkcji i stac się obecnie w
                      naszym zatomizowanym społeczeństwie właściwością jednostkową.
                      • kicho_nor Re: Natchnienie ... 14.01.10, 15:11
                        Wracając na początek założonego wątku
                        Aby natchnienie mogło spłynąć, trzeba przejść w tryb czuwania
                        w tym wewnętrznym odbiorniku i nastawionym na określoną
                        częstotliwość.
                        Można rąbać drzewo do kominka i powiedzmy przy czwartym przerąbanym
                        klocu i nagle iluminacja.
                        Kowal nie muzykalny nie będzie kombinował jak by dalej pociągnąć
                        czwartą symfonię, choć co najwyżej spadająca blacha skojarzy mu się
                        z Pendereckim
                        • scand Re: Natchnienie ... 15.01.10, 10:19
                          Nagłość natchnienia wynika z tego że jest to erupcja procesów
                          podswiadomych. Ponieważ dzieje się to poza swiadomoscią więc
                          odczuwamy to jako coś nieprzewidywalnego. W istocie jednak te
                          procesy nie mogły wziąć się znikąd. Może była wcześniej nauka
                          nieświadoma ?
                          Oho, juz widzę sceptyków ktorzy nie wierzą że można się czegoś
                          wyuczyc bez świadmości.. gdyby uznano ten fakt to studenci mogliby
                          się tłumaczyć na egzaminie: Panie Profesorze, ale ja naprawdę to
                          umiem tylko na razie tkwi to w nieświadomości - musze poczekać na
                          moment natchnienia smile
                          Oczywiscie wiedza oceniania jest społecznie czyli w polu swiadomosci.
                          Ale ile "wiemy" mieswiadomie - to tylko Platon wiedział który mówił
                          o "przypominaniu sobie" wiedzy (w istocie owo przypominanie było
                          wydobywaniem z nieswiadomosci ku światłu swiadomosci).
                      • trebald Re: Natchnienie ... 14.01.10, 19:42
                        Słowa wypowiedziane, słowa odebrane, które na coś wskazują... wielka jest siła
                        słowa, powiedziałbym, że nawet magiczna. Pod wpływem słowa mogą w naszym obrazie
                        otaczającego świata powstać przedmioty, które w rzeczywistości w świecie tym nie
                        istnieją. Nasz system informacyjny faktycznie ma charakter społeczny. Masz
                        generalnie rację, ponieważ w komunikacji między ludźmi słowo odgrywa
                        najważniejszą rolę, więc "społeczny" u człowieka oznacza, praktycznie sprawę
                        traktując, "słowny". Nasz, że się tak wyrażę metabolizm informacyjny, którym
                        jesteśmy zrośnięci ze społeczeństwem sprawia, że nasz obraz świata jest obrazem
                        słownym, pojęciowym. Istnieje w nim przede wszystkim to, co ma swoją nazwę, a w
                        naukach, nawet ścisłych, istniało i prawdopodobnie nadal istnieje, tylko nie
                        zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, wiele przedmiotów czysto pojęciowych, które
                        w rzeczywistości nie istnieją. Moja teza z kolei brzmi tak: społeczność ludzka,
                        jak też i inne zwierzęta istnieją w jednej rzeczywistości. Przede wszystkim
                        różnimy się z racji uposażenia sposobem radzenia sobie w kontakcie z mniej lub
                        bardziej wzbudzającym niepokój terenem nieznanego, o ile zostałby rozpoznany.
                        Myślę, że niektóre zwierzęta "bardziej cielesne" nie tyle zignorowałyby ile
                        raczej nie rozpoznałyby wcale świata, który sobie człowiek przedstawia. Człowiek
                        w istocie jest wyjątkowo twórczy, ale czasem powinien zejść na ziemię i zdać
                        sobie sprawę, że jedynym usprawiedliwieniem dla przewidzeń jest to, iż
                        przytrafia się ślepcom. Świadomość zazwyczaj zwraca się w kierunku tego, co
                        niepewne, trudne, wymagające maksymalnego wysiłku, a więc w teren mniej lub
                        bardziej nieznany. Tam gdzie czujemy się pewnie, łatwo nasze decyzje ulegają
                        automatyzacji i znikają z pola świadomości. Dzięki dość rozbudowanemu aparatowi
                        mowy i związanej z nią zdolnościom intelektualnych, mamy szansę dostarczać sobie
                        nieustannych podniet w tym zakresie(mniejsza o to, być może za tym mechanizmem
                        stoi nuda i cierpienie). Faktem jest, że stopień bogactwa wyposażenia w
                        struktury czynnościowe koreluje ze stopniem wolności, zwierzęta obdarzone ubogim
                        układem nerwowym nie mają dużych możliwości wyboru, ich zakres decyzji jest
                        ograniczony i dlatego nie mogą wyzwolić sie spod utrwalonych genetycznie i we
                        wczesnych okresach rozwoju systemów wartości. Mogą tylko w określony sposób
                        zdecydować, gdyż innych możliwości nie mają. To ograniczenie zakresu decyzji
                        określamy zwykle pojęciem instynktu, podkreślając w ten sposób wyższość
                        człowieka, gdyż tylko on ma być posiadaczem wolnej woli, czyli zdolności
                        świadomej decyzji, której rzekomo zwierzęta są pozbawione. Różnica między
                        zwierzęciem a człowiekiem jest tu raczej ilościowej natury. Nie ma powodu
                        przypuszczać, jakoby zwierzęta były całkowicie pozbawione świadomej części
                        procesu wartościowania i decydowania. Część ta jest tylko bez porównania
                        mniejsza niż u człowieka. Z kolei u człowieka, jak zauważyłeś, proces
                        wartościowania i decydowania nie jest wyłącznie świadomy, całkiem przeciwnie,
                        znaczna jego część dokonuje się poniżej progu świadomości, na zasadzie różnego
                        rodzaju automatyzmów. Jednak głęboko przekonani o wyższości człowieka, na ogól
                        nie określamy jego wyborów jako instynktowne.
                        • scand Re: Natchnienie ... 15.01.10, 10:24
                          Niezbędnośc społeczności człowieka w jego procesie rozwoju jest
                          oczywista - wystarczy wspomnieć smutne przypadki ludzi którzy rośli
                          w odosobnieniu.
                          Z drugiej strony ewolucja społeczna struktury ludzkiej w kierunku
                          atomizacji doprowadziła do paradoksu. Uznajemy świadomośc za swą
                          własność ścisle indywidualną podobnie jak prywatną własność ziemi
                          czy rzeczy które "posiadamy".
                          Pytanie antropologiczne - czy w społecznosciach bez wyrażnej
                          własnosci swiadomosc rzeczywiscie nosi charakter bardziej kolektywny.
                          • trebald Re: Natchnienie ... 15.01.10, 11:43

                            Uznajemy świadomość za własność indywidualną, ale jednocześnie wiedząc, że
                            pojęcie własności jest tu umowne... Jejku, przecież nie przeczę temu, że
                            świadomość taką jaką dysponujemy, wyrosła na tle stosunków społecznych. Mówię
                            tylko, że my o sobie samych w rzeczy samej niewiele wiemy, jeśli w ogóle coś
                            potrafimy powiedzieć. Żyjemy, a cechą życia jest dialektyka zmienności i
                            niezmienności. Życie polega na ustawicznej zmianie - istoty żywe, nazwijmy je
                            "układami otwartymi", bo istnieją dzięki stałej wymianie
                            energetyczno-informacyjnej ze środowiskiem, bez swego środowiska nie mogą po
                            prostu istnieć.
                            Czy w społecznosciach bez wyraźnej własności świadomość rzeczywiscie nosi
                            charakter bardziej kolektywny? Nie wiem jak to wygląda z obserwacji
                            antropologicznej, ale przypuszczam, że tak, gdyż wszelka jawna próba wykroczenia
                            poza ustalone ramy, musi skończy się dobrowolnym wyjściem jednostek po za dane
                            im środowisko, gdzie po prostu giną (przypuszczam, że najczęściej z własnych
                            rąk). W naszym bardziej rozbudowanym społeczeństwie, dla tego typu odchyleń od
                            przyjętych norm społecznych, istnieją więzienia i zakłady psychiatryczne. Co do
                            poprzedniego, to również nie wiem jaka rolę mógłby odgrywać w tym konformizm i
                            wszelkiego rodzaju oportunizmy, ale niejednokrotnie dają się zauważyć takie
                            postawy polegające na zakłamaniu, gdy pozornie z lęku przed otoczeniem
                            społecznym akceptuje się to, co wolałoby się odrzucić. Z czasem kłamstwo,
                            zmuszające do noszenia maski w stosunku do otoczenia, przestaje być kłamstwem i
                            człowiek akceptuje to, przeciw czemu dawniej się buntował
                              • trebald Re: Natchnienie ... 15.01.10, 14:40

                                Jak sięgam pamięcią, nie przypominam sobie bym kiedykolwiek się z nimi
                                rozstawał. Szkoda tylko, że z biegiem życia to bogactwo rekwizytów najczęściej
                                kurczy się do trzech, dwóch, aż w końcu do jednej...
                                • trebald Re: Natchnienie ... 15.01.10, 15:54
                                  Jeszcze raz przejrzałem uważnie Twoje ostatnie posty i muszę Ci przyznać rację.
                                  Tak jak rozumiesz świadomość, jest rzeczywiście zarezerwowaną tylko dla kultury
                                  ludzkiej.
                                  • scand Re: Natchnienie ... 18.01.10, 10:59
                                    Rozumienie świadomosci jawi się na tle nieświadomości. Podobnie jak
                                    to czym jest światło możemy zrozumieć jedynie dzięki temu że mamy do
                                    czynienia z ciemnoscią swiadomosc wystepuję wobec procesów
                                    nieswiadomych, bynajmniej nie w opozycji do nich ale jako ich
                                    oświetlenie w celu wyartykulowania.
                                    Zgadzamy się obecnie że myślenie nie jest jedynie świadome jak
                                    sądzono kiedyś - myslimy nawet śpiąc. Porocesy nieswiadome są
                                    prawdopodobnie bardziej swobodne - swiadomosc je porzadkuje, gdyż
                                    tylko w uporządkowanej postaci mozna przekazac komunikat drugiemu
                                    człowiekowi.
                                    Byc może sztuka jest często pozaswiadomym przekazem nieswiadomosci -
                                    stad jej znaczenie.
                                  • scand Re: Natchnienie ... 20.01.10, 11:13
                                    Wczoraj w audycji radiowej zaprezentowano świadomośc jako przede
                                    wszystkim filtr procesów myslowych (głownie połozono nacisk na
                                    filtr pobudzeń sensorycznych). Oczywiście nie jest to sprzeczne ze
                                    społeczną genezą świadomości a raczej ją uzupełnia gdyż filtr jako
                                    taki musi pobrac przecież skądś nastawy.


                                    ***
                                    Jak swiadomosc radzi sobie
                                    z natłokiem informacji.
    • s-orbona Re: Natchnienie ... 12.05.11, 09:49
      Inspiracja jest blisko powiązana z motywacją. Coś lub ktoś może nas zainspirować dając nam motywację by coś zrobić. Imo nie możemy siebie sami zainspirować, jeżeli nawet to i tak będzie czynnik zewnętrzny, powierzchowny.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka