chaladia
07.07.13, 20:04
Właśnie wróciliśmy z Rovinja. Wymyśliłem sobie, że zwolnię Córcię ze szkoły tydzień wcześniej i jadąc przez szczytem komunikacyjnym uniknę korków. W drodze na południe się udało. Nawet w Częstochowie, Pszczynie, na wiecznie budowanej S-69 i w Tychach. Granicę słoweńsko-chorwacką przekraczałem około 22:30 i też było pusto.
Aż w pychę popadłem, że taki byłem sprytny.
Oczywiście założyłem sobie, że w drodze powrotnej będzie podobnie, bo przecież po tygodniu mało kto będzie wracał... Akurat! Na chorwackiej autostradzie straciłem z 5 minut na bramce (co bym jeszcze uznał za akceptowalną stratę czasu), ale potem godzinę straciłem na toczenie się w tempie 5 km/godz do granicy, a dalej aż do Kopru było podobnie - straciłem prawie godzinę. Oczywiście jadący na południe stali w 10 kilometrowym korku.
Teraz zastanawiam się, jak taką operację usprawnić. Tym bardziej, że Córcia oświadczyła, że w przyszłym roku wolałaby być obecna na zakończeniu roku szkolnego. Czy przejście graniczne w Umagu nad morzem (podobno jest takie) jest mniej obciążone i jak się jedzie nad morzem do Kopru?
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, których czeka stanie w korkach...