No i stało się....

03.03.05, 20:27
No i stało się... Właśnie przelałem kasę za bilety na prom Rijeka-Dubrownik i
nie ma już odwrotu.
To już trzeci raz do Chorwacji - tym razem również Czarnogóra.
W planach przemieszczenie z Rijeki do Dubrownika promem (mam nadzieję, że to
samo w sobie będzie niezłą atrakcją), a dalej tymczasowa baza w Petrovacu,
stamtąd wypady do kanionu Tary i w Durmitor, Budvy, S.Stefana i Ulcinja, a w
drodze powrotnej do Chorwacji mały postój koło Kotoru i Cetinje.
W Chorwacji zatrzymam się w okolicach Zadaru, pewnie na Pagu (tam jeszcze nie
byłem).
Wszystko to samochodem - z dziećmi, namiotem w bagażniku i trzema tygodniami
urlopu.
Zapraszam do wymiany uwag wszystkich, którzy odwiedzili wymienione miejsca.
Bardzo chętnie dowiem się czegoś więcej o planowanej przeze mnie trasie. Czy
to dobry plan ?

Pozdrawiam, alek
    • Gość: Beata Re: No i stało się.... IP: *.net.t-com.hr 04.03.05, 13:55
      Beda to naprawde wspaniale wakacje. W Czarnejgorze uwazaj na kieszonkowcow, i
      korzystanie z publicznych toalet. Jest koszmar.
      Pelno zato wspanialych zabytkow,jak na wybrzezu tak i w kanionie Tary -
      klasztory prawoslawne.
      Pikene plaze kolo Ulcinju - czarny bardzo drobny paisek.
      Jezeli zachacysz o Pag, w drodze powrotnej, zapraszam na pogawedke, u mnie w
      Biurze Perla, Kolo Policji.
      Pozdrawiam i zycze spokojnego urlopu.
      Beata z Pagu
    • Gość: Dami Re: No i stało się.... IP: 193.59.95.* 04.03.05, 15:53
      Kilka lat temu przerobiłem podobną trasę.
      Przed wypłynięciem polecam zwiedzenie Istrii i amfiteatru rzymskiego w Puli.
      Proponuję też sprawdzić jakim promem płyniecie, polecam Marco Polo. Nam
      polecili go już w biurze turystycznym jeszcze w Polsce, jest najnowszy i
      zapewnia w miarę standardowe warunki, chba, że kupili nowe (ale w ubiegłym roku
      widziałem go z nabrzeża na Korculi i wyglądał ok.). Wypływaliśmy wieczorem, a w
      godzinach południowych byliśmy w Dubrowniku. My (sami dorośli) nie braliśmy
      nawet kajuty i jak wielu pasażerów przespaliśmy się w śpiworach na ławkach na
      pokładzie. W nocy było tak ciepło, że w śpiworach było nam nawet za gorąco.
      Trzeba tylko wykazać refleks i zdobyć odpowiednie miejsce do spania przed
      innymi pasażerami. Rano prysznic i byliśmy gotowi do chłonięcia widoków. Wart
      zwrócić uwagę na mijane wyspy, prom przybijał do niektórych z nich.
      Niezapomniane wrażenia.

      Dubrownik – stare miasto zabytek światowej klasy (jest w 10-tce wartych
      zobaczenia kompleksów starej zabudowy miejskiej wg magazynu NG)
      W trasie z Durbownika do Czarnogóry polecam Cavtat.

      My byliśmy w Czarnogórze bodaj 4-5 lata temu i zakładam, że od tamtej pory
      trochę się zmieniło.
      Mnie z tamtego wyjazdu zapadło w pamięć.
      1. Nieuprzejmi pogranicznicy czarnogórscy.
      2. Konieczność zapłacenia dodatkowo za zieloną kartę na terytorium Czarnogóry
      mimo, że mieliśmy na Nową Jugosławię czyli na Serbię i Czarnogórę razem,
      tłumaczenia nic nie pomogły.
      3. Policyjne patrole za każdym zakrętem czyhające na szybkich podróżnych i
      zatrzymujące samochody na obcych rejestracjach, by z groźną miną wypytywać nas
      po co, dokąd i na jak długo jedziemy.
      4. Piękne rzymskie mozaiki za sklepem spożywczym (zaraz w pierwszej
      większej miejscowości za granicą, chyba jeszcze przed Herceg Novi), bez żadnego
      zabezpieczenia, ochrony.
      5. Kotor, Budva – piękne, S.Stefana – bomba.
      6. Ulcinij – no, to trudno opisać (pamiętaj jednak jest to opis z przed
      kilku lat). Płatności tylko gotówką, nie działają komórki. Małe miasteczko, my
      trafiliśmy na moment kiedy z uwagi na normującą się sytuację polityczną
      przyjechało tam, pierwszy raz od zakończenia działań wojennych 100.000 ludzi
      (to nie pomyłka – informacja z lokalnej gazety), głównie Albańczów z Kosowa.
      Wszędzie były tłumy poparzonych (nie używali chyba środków do opalania),
      brudnych, spoconych ludzi. Z uwagi na małą ilość turystów z Europy zwracaliśmy
      na siebie uwagę i nie czuliśmy się bezpiecznie. Ceny owoców i warzyw na bazarze
      na nasz widok rosły o 100% (jak próbowaliśmy mówić po chorwacku, bo to nasza
      kolejna wyprawa w ten rejon), to okazywało się, że te same towary są o wiele
      tańsze. W sklepie samoobsługowym produkty bez cen, więc na kasie nabijali je z
      głowy, co w naszej ocenie oznaczało, że automatycznie „nabijali nas w butelkę”.
      Trudno było znaleźć kwaterę, Albańczycy mieszkali nawet w piwnicach i szopach.
      Dopiero na samym końcu miejscowości w stronę granicy albańskiej znaleźliśmy
      nowy dom o standardzie chorwackim. Właścicielem okazał się czarnogórzec
      ożeniony ze słowaczką i mieszkający w Austrii. Mieszkał tam tylko w wakacje i
      wynajmował kwatery - było drogo, ale komfortowo (z uwagi na totalną suszę
      jaskrawozielone jaszczurki wchodziły do domu po pionowych ścianach i urzędowały
      w muszli sedesowej lub pod prysznicem).
      Wszędzie w miasteczku obok śmietników walały się pryzmy, góry śmieci, w których
      żerowały krowy! Znajomi oglądający zdjęcia z takimi widokami pytali czy to nie
      był wyjazd do Indii lub Bangladeszu.
      Co do Wielkiej Plaży, to była teoretycznie płatna, ale żona gospodarza mówiąca
      trochę po słowacko-polsku zaproponowała, że pokaże nam wejście bezpłatne. Były
      nawet parasole z trzciny jednak ilość śmieci w piasku przekraczała wyobrażenie.
      Kolega żeby zrobić zdjęcie dziewczynie pod takim parasolem, najpierw wyzbierał
      śmieci w promieniu kilku metrów, bo nie chciał ich pokazywać na zdjęciu. Plaża
      jest rzeczywiście długa i szeroka, coś jak nasze bałtyckie. Piasek jest jednak
      w kolorze szaro-grafitowym, stosunkowo sypki, więc woda przy brzegu jest ciemna
      i mętna jak zupa. Nam wydawało się, że można bezpiecznie pływać, ale gospodyni
      mówiła nam, że w tydzień przed naszym przybyciem utopiło się jednego dnia
      kilkanaście osób, bo są tam jakieś zmienne prądy i jak jest większa fala to
      wciąga w morze (a Albańczycy pewnie nie umieją dobrze pływać). Śmieci, ciemny
      piach i Albańczycy kąpiący się mimo bąbli i ropiejących ran od oparzeń
      słonecznych skutecznie odstraszyli nas od kąpieli.

      Kolega pojechał w głąb kraju, w góry (kanion Tary i w Durmitor) i był
      zadowolony. Ludzie z uwagi na małą ilość turystów byli milsi, bardziej otwarci.
      Ceny niższe, a przyroda powalająca!!

      7. My zawróciliśmy i w drodze powrotnej do Chorwacji zaliczywszy jeszcze
      mały monastyr po lewej stronie drogi chyba wcześniej, jeszcze przez
      S.Stefanem. Najpierw są nieduże zabudowania chyba klasztoru, później
      przystające do siebie kościółki a na samym urwisku stoi w miarę nowy budynek na
      kształt bunkra (mało widoczny z drogi). Zajrzeliśmy, brak okien cała podłoga
      zastawiona łóżkami z szarą od brudu pościelą – to był chyba dom pielgrzyma. Pod
      nami była jeszcze jedna droga i dopiero morze. W małej zagraconej cerkiewce
      stanowiącej obecnie przybudówkę, magazyn przy użytkowanej kaplicy odkryłem
      oszałamiające średniowieczne malowidła – tak je oceniłem). Ciekawstwo popłaca.

      Podsumowując wypad do Czarnogóry, to mimo opisanych „niedogodności” uważamy że
      było warto. Przepiękna przyroda, im bardziej na południe tym bardziej
      egzotyczna. Wspaniałe zabytki architektury, muzea, fortyfikacje. Inna kultura i
      mentalność ludzi. Do Kotoru, no powiedzmy do Budvy widać wpływy chrześcijaństwa
      i kultury europejskiej, dalej pokazują się cerkwie, a później minarety
      meczetów, zmienia się styl w budownictwie itd.

      Jestem ciekawy jak teraz, po 5 latach wygląda Czarnogóra, czy zmieniły się
      warunki i baza turystyczna, ceny. Ostatnio w prasie znalazłem informację, że
      unia z Serbią będąca i tak fikcją może w tym roku zostać rozwiązana, a
      Czarnogóra zainteresowana jest wstąpieniem do struktur europejskich, może
      zbliżenie z Europą polepszy możliwości podróżowania po tym kraju

      8. Co do Chorwacji, Zadaru i Pagu.
      Zadaru nie polecam w niedzielę – wymarłe miast, „0” ludzi, no może
      przesadziłem, spotkaliśmy kilkunastu jak my zdziwionych turystów i może 5
      autochtonów wliczając w to kelnerów w barze. Wszyscy w domach lub nad morzem.
      Zabytki super. Muzeum przyklasztorne warte zobaczenia. Kilka innych obiektów
      też, ja wśród zabudowy idąc w stronę portu znalazłem kościół, wyglądający
      tak „średniowiecznie”, że brakowało mi tylko procesji mnichów z wygolonymi
      głowami maszerujących na mszę (takie tam klimaty z „Imię róży” tylko w słońcu).
      Swoją drogą, na końcu tej samej uliczki znalazłem też małą kapliczkę, w niej
      galerię obrazów, a po uzyskaniu zezwolenia Pań prowadzących galerię pstryknąłem
      kilka fotek średniowiecznym malowidłom w magazynie, czyli zakrystii – to chyba
      jakaś prawidłowość w tym rejonie geograficznym – zabytki nie są przesadnie
      chronione. Szok – kapitele z rzymskich kolumn wygradzające parking przylegający
      do dawnego forum rzymskiego.
      Pag - to w mojej ocenie jest tam trochę inny krajobraz niż w pozostałej części
      kraju. Księżycowe krajobrazy (widzieliśmy pocztówkę z człowiekiem w azbestowym
      kombinezonie na tle skał i podpis Góry Księżycowe), wzgórza schodzące do morza
      i pozbawione roślinności. Choć są też pastwiska owiec wygrodzone kamiennymi
      murkami. Na wyspie jest kilka zabytków, ale mniej oszałamiających niż Dubrownik
      Zadar, Split czy Pula. Miejscowość Pag polecam. Z rynku, idąc w górę uliczki,
      wzdłuż ściany kościoła po lewej stronie jest najpierw lodziarnia prowadzona
      przez
      • Gość: dami Re: No i stało się.... IP: 193.59.95.* 04.03.05, 15:56
        cd
        Z rynku, idąc w górę uliczki, wzdłuż ściany kościoła po lewej stronie jest
        najpierw lodziarnia prowadzona przez Włocha (zna oczywiście – Papież i Małysz),
        który gania młodych pomocników, wyczynia cuda z lodami, robi ludziki, „rzuca”
        nimi w dzieci. Lody wyśmienite. Świetna zabawa dla maluchów. Dalej w górę jest
        konoba, w której wieczorami sącząc wino lub rakiję i zagryzając syr, wędzoną
        szynką i oliwki starzy mężczyźni śpiewają ludowe piosenki. Polecam w Pagu
        domowe: wino, rakiję, syr i koronki. Można też zobaczyć sposób pozyskiwania
        soli z wody morskiej, bo Pag to w uproszczeniu taka chorwacka Wieliczka.
        Ostrzeżenie z uwagi na ilość turystów (dojazd przez most jest dla wielu
        łatwiejszy i pewniejszy niż promem, choć i tak można) są problemy z kwaterami.
        Novalja mnie nie zachwyciła, to jedyne miejsce, w którym z uwagi na ilość
        turystów policjant zatrzymywał ruch pieszych na pasach, aby mogły przejechać
        samochody, a palmy wzdłuż mola dobrze wyglądają jedynie na starych zdjęciach w
        internecie lub na pocztówkach.
        Pod koniec sezonu trzeba się liczyć też z wiatrem Bora od lądu, który jest
        zadziwiająco mocny, zatapia zacumowane łódki, sypie piaskiem w oczy, wali
        okiennicami i co najgorsze uniemożliwia ewakuację na stały ląd. Kiedy dmie Bora
        zamykany jest wielki most na wyspę, wraz ze wzrostem siły wiatru nie mogą
        przejechać samochody ciężarowe i autobusy później także samochody osobowe.
        Ruchu pilnuje policja, nam się udało osobowe jeszcze przepuszczali.

        To moje reminiscencje z podobnej trasy.
        Pozdrawiam
        DAMI

        • alek31 Re: No i stało się.... 06.03.05, 16:09
          Dzięki serdeczne za Twoje uwagi - utwierdziły mnie, że jestem na "słusznej
          drodze" z tą Czarnogórą.
          Chorwację trochę poznałem podczas dwóch wcześniejszych wyjazdów. Jest to jak na
          razie jedyny kraj do którego chętnie pojadę już trzeci raz (mimo, że staram się
          w każdego roku zobaczyć coś nowego).
          Za pierwszym razem (jakieś pięć lat temu), skoncentrowałem się na Istrii i
          Kvaernerze. Amiteatr w Puli, owszem widziałem, choć sama Pula, moim zdaniem nie
          umywa się do Rovinji, czy Poreca. Zresztą zdecydowanie bardziej polecam
          wschodnią stronę półwyspu, tę od strony zatoki kvaernerskiej - piękne połączenie
          gór, morza i urozmaicających krajobraz wysp Cres i Losinj. Takie trochę bardziej
          dalmatyńskie klimaty. Większość czasu spędziłem wówczas w Rabacu, ale byłem też
          na Krku i zdecydowanie ciekawszym, górzystym Cresie.
          Za drugim razem zjeżdżałem w dół od Szybenika po Dubrovnik, zatrzymując się na
          dłużej w Trogirze, w Trpanju na półwyspie Peljesac i w samym Dubrovniku.
          Dlatego też chciałbym zatrzymać się tym razem w okolicach Zadaru.
          Na kolejna lata pozostawiam sobie jeszcze wyspy - oprócz wysp w Kvaernerze
          odwiedziłem tylko Korculę, Soltę i Ciovo. Tę ostatnią właściwie trudno uznać za
          wyspę. A są przecież jeszcze Brać, Hvar, Vis i bardzo mnie kuszące Lastovo.
          Potwierdzam fakt, że Dubrovnik zwala z nóg, podobnie zresztą jak starówka w
          Korculi. Spośród miejsc nie utworzonych ludzką ręką z nóg zwala plaża Divna na
          północno-wschodnim brzegu Peljesaca (paręnaście kilometrów od Trpanja, na
          kompletnym zadupiu) - gdzieś w necie można znaleźć zdjęcia, to one zainspirowały
          mnie do tego, żeby tam pojechać.

          Co by nie powiedzieć, w Chorwacji jest najładniej. Widziałem w zasadzie
          (oczywiście we fragmentach) prawie wszystkie europejskie wybrzeża
          śródziemnomorskie od Hiszpanii po Turcję i mogę powiedzieć, że tylko Kreta
          zrobiła na mnie podobne wrażenie.

          Pozdrawiam, alek

          PS. Chodzi mi po głowie jeszcze wjazd samochodem na Sveti Jure - to musi być
          hardcore, widziałem wiszący nad sobą fragment tej drogi z dołu z Jadranki i
          ciarki mi przeszły po plecach.
          • Gość: bah7 Re: No i stało się.... IP: *.multicon.pl / *.multicon.pl 06.03.05, 20:13
            Witaj Alek31 !

            1. Czarnogóra:

            # P.N. Lovćen:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=184&w=2843088&a=21356658

            # P.N. Durmitor:

            Ależ zazdroszczę Ci kąpieli w Crno jezero...

            www.nparkovi.cg.yu/durmitor/index.htm

            I raftingu po 88 ze 100 km Kanionu Tara...

            www.skok-sport.si/fotogalerija/tara.htm#

            www.visit-montenegro.cg.yu/priroda/tara.htm

            2. Chorwacja:

            > Spośród miejsc nie utworzonych ludzką ręką z nóg zwala plaża Divna na
            > północno-wschodnim brzegu Peljesaca (paręnaście kilometrów od Trpanja, na
            > kompletnym zadupiu) - gdzieś w necie można znaleźć zdjęcia, to one
            > zaispirowały mnie do tego, żeby tam pojechać.

            Wystarczy np. użyć "Forumową" Wyszukiwarkę - zamieszczałem te fotki kilka razy
            na tym Forum...

            # Sv. Jure - bardzo warto!

            > Co by nie powiedzieć, w Chorwacji jest najładniej. Widziałem w zasadzie
            > (oczywiście we fragmentach) prawie wszystkie europejskie wybrzeża
            > śródziemnomorskie od Hiszpanii po Turcję i mogę powiedzieć, że tylko Kreta
            > zrobiła na mnie podobne wrażenie.

            Wybrzeże HR jest piękne, ale wydaje mi się, że nie byłeś na Korsyce.
            Może to kwestia gustu i to nie to Forum, ale uważam, że wybrzeża Korsyki nie
            mają sobie równych nad europejską częścią Morza Śródziemnego.

            Pozdrawiam

            bah7
            • alek31 Re: No i stało się.... 08.03.05, 21:21
              Dzięki za ciekawe linki.
              Co do Korsyki, to dobrze Ci się wydaje, że tam nie byłem, ale... dziękuję za
              podpowiedź

              Pozdrawiam,
              alek
    • Gość: 'Mike' Re: No i stało się.... IP: *.olkusz.sdi.tpnet.pl 04.03.05, 21:49
      No to zazdroszczę Ci , ja w tym roku zdradzam
      piekna cro. z Bułgarią ale to za namowa kolegów
      a chciałem ich przekonać i nic z tego.
      oj poszalejemy w Bułgarii za kase jaka by poszła w cro.
    • Gość: ZED Re: No i stało się.... IP: *.KSZ.K.pl 08.03.05, 23:36
      Pozdrawiam i zazdroszczę Ci troszkę ale ja też i tym razem po raz dziesiaty już
      z rzędu jadę na moje upragnione wakacje do najwspanialszego miejsca na świecie
      ( nie licząc Wrocka oczywiście )DO CRO!!! VIVA CRO I WRO !!!
    • Gość: Monia Re: No i stało się.... IP: 213.17.171.* 09.03.05, 09:27
      Też w tym roku wybieramy się do Cro i pomyślelismy o Czarnogórze. Spodobał mi
      się Twój pomysł z promem do Dubrownika. My już zwiedziliśy prawie całą Chorw. -
      od Zadaru do Dubrownika i teraz chcaiłabym zobaczyć Istrię: Pulę, Rovinj i z
      wycieczką do Wenecji może. Mam do Ciebie prośbę o info dot. promu i cen.
      Dziękuję i pozdrawiam
      • alek31 Re: No i stało się.... 09.03.05, 22:10
        Witaj Monia,

        wszelkie informacje o promach w Chorwacji znajdziesz na : www.jadrolinija.hr
        Polskie przedstawicielstwo tych linii to biuro Croatia z Rybnika :
        www.croatia.com.pl - tam można zadzwonić i od bardzo miłych pań wszystkiego się
        dowiedzieć oraz przez sieć złożyć zamówienie na bilety.
        Co do cen, to nie jest tania impreza - za 2 + 2 + samochód na trasie
        Rijeka-Dubrovnik w kabinie z bieżącą wodą i śniadaniem zapłaciłem ok. 1000 zł.

        Istrię, uważam, rownież warto odwiedzić (wbrew opiniom dalmatyńskich
        entuzjastów). Wschodnia część - dla amatorów bardziej górzystych krajobrazów,
        szczególnie polecam drogę przez Opatiję, Plomin, Labin - miejscami przepiękne
        widoki na zatokę Kvernerską i wspomniane przeze mnie wyspy. W Labiniu koniecznie
        trzeba zobaczyć stare miasto. Będąc tam pięć lat temu poczułem się jakbym się
        cofnął te kilka wieków wstecz, a to z uwagi na zupełnie naturalny, nieskażony
        turystycznie charakter tego miejsca. Choćby to, że po zmroku ciasne, brukowane
        uliczki pomiędzy wiekowymi murami, zalewały egipskie ciemności.
        Niezłych wrażeń może dostarczyć również nieskorzystanie z tunelu pod Ućką -
        przejeżdżając "górą" można odbić na szczyt Vojaka wznoszącego się 1400 m nad
        poziom leżącego u jego stóp Adriatyku.

        Zachodnia strona, to jakby trochę inna cywilizacja - bardzo włoskie klimaty,
        szczególnie w Rovinji. Największe wrażenie zrobiły na mnie domy wyrastające
        niemalże wprost z morza. Raz, przy sporym wietrze i fali, rozbijająca się o
        ściany domów woda zalewała okna na pierwszym piętrze. Tak czy owak określenie,
        że ktoś "mieszka nad morzem" nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia.
        Zobaczyć trzeba tez Porec, stąd zwykle wypływają wycieczki do Wenecji. Nie mam
        pojęcia ile to teraz kosztuje, ale naprawdę warto - byłem urzeczony tymi paroma
        godzinami tam spędzonymi.
        Pulą osobiście się nie zachwyciłem, poza rzymskim amfiteatrem, warto ponoć
        (piszę ponoć, bo nie byłem) wybrać się na rejs do leżącego na kilku wyspach
        Parku Narodowego Brijuni.
        Aha, zapomniałem o Limskim Fiordzie - na rejs do wrzynającego się na ok. 10 km
        wgłąb Istrii zalewu najlepiej chyba wybrać się z niewielkiej miejscowości Vrsar.

        Będąc po wschodniej stronie Istrii polecam wycieczkę na blisko leżący Cres,
        trzeba przeprawić się promem Brestova-Porozina(latem kursuje bardzo często),
        dojechać bardzo atrakcyjną widokowo, biegnącą miejscami grzbietem wyspy drogą do
        miejscowości Cres i wypić kawę w jednej z kafejek położonych na nabrzeżu
        portowej zatoczki - tu także pięć lat temu nie napotkałem wielu turystów,
        właściwie nie napotkałem żadnych. Turyści zwykle udają się na niżej położony
        Lośinj. Tak, czy owak jest co zobaczyć.

        Pozdrawiam, alek
Pełna wersja