Gość: radek
IP: *.master.pl
27.08.10, 23:59
Po raz pierwszy zółwie spotkałem trzeciego dnia pobytu na Zakynthos podczas wycieczki Glass-bottom boat-szczerze mówiąc żenujące widowisko-wyprawa łodzią na płytkie wody zatoki Lagans-na dnie zatoki leży kilka (dwa lub trzy)żółwi, które co jakiś czas wypływają zaczerpnąć powietrza a wokół nich pływa ze cztery czy pięć różnej wielkości łodzi, rowery wodne, jachty-ogólnie hałas, ryk silników, smród pliwa-nie dziwię się, że w tych warunkach żółwie są na skraju wyginięcia-było mi wstyd, że w tym uczestnicze a jedynym co mnie tłumaczy to fakt, że tak jak większość turystów nie wiedziałem, że tak to się odbywa-po tym watpliwym widowisku łódź płynie na żółwią wyspę na chwilę kapieli i plażowania-również niepotrzebnie i tak naprawdę ze szkodą dla zółwi-następnie groty ceri caves-to juz jest ok. Po tej wyprawie plazowanie, wycieczka do aten i olimpi, znowu plazowanie, rejs łodzia wokół wyspy i dwa tygonie szybko mija-ostatnie trzy dni to już tylko i wyłącznie wylegiwanie się na plazy. Plazowaliśmy na plaży Planos w miejscowości Tsilivi-zgodnie ze wszystkimi przewodnikami plaża wybitnie nie zółwiowa. Czas spędzałem na leżakach przy Barracuda beach bar na końcu plazy przy klifie (kto był wie o co chodzi, kto bedzie napewno znajdzie). W okolice klifu chodziłem snurkować-kolorowe rybki, kraby, ośmiornice(kalamarnice?), wężyki morskie!(mam nadzieje ze niejadowite) i inne morskie stwory-interesujaco i ciekawie. 24 sierpnia koło południa jak zwykle udałem się posnurkować-wszystko szło fatalnie-maska parowała-co rusz musiałem przystawać na plyciźnie i ją przepluwać i płukć, zdjecia nie wychodziły-słońce odbijalo sie na wyswietlaczu i g... widziałem a na dodatek zaczoł łapać mnie skórcz w lewej łydce. Postaanowiłem popłynąć do skałek wystających z wody kilkadziesiąt metrów od brzegu-niestety w połowie drogi skórcz okazał się na tyle silny że postanowiłem zawrócić-zrobiłem zwrot i........oniemiałem!!!!! z kępy trawy morskiej pod moim brzuchem wypłynął olbrzymi zółw!!!!! careta-careta!!!!! Był na wyciągnięcie reki. Szok i niedowierzanie. Znieruchomiałem - pierwsza myśl żeby go nie spłoszyć. Ale to zółw nie szczupak, potężny, który nic sobie ze mnie nie robił, wolno i majestatycznie płynął. Odpaliłem aparat, kilka fot (inaczej nikt by mi nie uwierzył), nastepnie tryb filmowania i płynę z żółwiem-ramię w ramię! zółw jest ciekawy mnie a ja go. Co jakiś czas wypływa zaczerpnąć powietrza, daje się dotknąć!!! jest piekny i majestatyczny! coś niesamowitego, przezycie niemalże mistyczne. Oczywiście zółw płynął w kierunku otwartego moża, schodząć coraz niżej-płynołem z nim naprawdę długo-w pewenej chwili było juz na tyle daleko od brzegu i głęboko, że wyłączyłe kamerę, ostatnie spojrzenie i zółw popłynął dalej a ja rozpoczołem powrót. Ostatnie kilkadzisiąt metrów do brzegu juz na plecach, na jednej płetwie z potwornym skurczem w łydce-oczywiście płynąć z zółwiem nic nie czułem :-) fantastyczne przezycie-gdzieś na jakimś forum wyczytlem, że zółwie na zakynthos to mit-zaden mit, one tam są wazne tylko żebyśmy potrafili je szanować i chronić