Gość: tapczan
IP: 194.0.220.*
15.05.07, 15:59
Tyle zysku co w pysku, jak mówi stare, lwowskie powiedzenie. Ku uciesze tuż
obok hotelu biesiadowaliśmy w bardzo fajnej, niedrogiej i serwującej pyszne
dania tawernie. I tak co dzień, przez dni siedem starter białe wino,
podpiekany chleb i horiatiki a potem niemal wszystko co wydało morze.
POLECAM, jako jazdę obowiązkową:
Ryby - Ropa, Barbunia (pol. Barwena, eng. Red Mullet) i jako przekąskę do wina
małe rybki Atherenas (pol. Ateryna), pieczone w całości (jak chrupki).
Długodystansowcom lub parom na pół polecam Doradę.
Owoce morza - oczwyiście kalmary, ośmiornice i duże krewety
Mięso - jagnięcina, stifado z koziny (pyszne! to taki gulasz jakby z duża
ilością cebuli)
Dodatki - dakos, tarmosalata (świetne do piwa), pasta z bakłażanów i
nieśmiertelne tzatziki
Na deser oczywiście bahlavę, kawę i lampeczkę tsikoudii (dla turystow pod
nazwa rakii).