Gość: Edyta
IP: *.2-0.pl
11.09.07, 23:09
Szanowni Państwo,
być może ktoś będzie się wybierał z firmą ITAKA na wakacje.
PRZESTRZEGAM!!!!
A oto słów więcej niż kilka na temat naszych wakacji.
w tym roku postanowiliśmy (dodam, że nie po raz pierwszy) spędzić
nasze wakacje z firmą ITAKA. Jak zwykle przedstawiliśmy swoje
oczekiwania – hotel ponad podstawowy standard, dobre jedzenie,
piaszczysta ładna plaża i morze, w którym bezpiecznie będziemy się
mogli kąpać tak my , jak i nasza 5-letnia córka. Zarekomendowano nam
hotel Kalloni II na Lesbos i ... nic, co miało być piękne się nie
sprawdziło.
Po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na pobyt tygodniowy ... na
szczęście tygodniowy... ;-)
Jakie było nasze rozczarowanie i zażenowanie, kiedy zobaczyliśmy
hotel, do którego zostaliśmy przywiezieni.
W ocenie ITAKI otrzymał on cztery gwiazdki, my, podobnie jak inni
uczestnicy wczasów mieliśmy duże wątpliwości , żeby przyznać mu choć
dwie. W trakcie naszego pobytu, po naszych interwencjach (choć
dowiedzieliśmy się od rezydentki , że wszyscy, którym
zarekomendowaliście tam wakacje byli rozczarowani i bardziej niż
źli, a ona była przygotowana na to, że my będziemy mieli
pretensje) – zmieniono klasyfikację hotelu na stronach www – w
nagłówku, co prawda nadal zostały cztery gwiazdki, ale już w opisie
pisze wyłącznie o trzech i częściowo zmieniono zdjęcia, bo te ,
które były pierwotnie nijak miały się do rzeczywistości.
Zostaliśmy oszukani, narażeni na liczne dodatkowe koszty, jak
również na poważne problemy zdrowotne naszego pięcioletniego
dziecka.
Problemy rozpoczęły się na samym początku, po przyjeździe do
hotelu. Brakowało prądu, a co za tym idzie wody i klimatyzacji.
Trzy dni naszego tygodniowego urlopu spędziliśmy nie mając średnio
przez sześć godzin w ciągu dnia podstawowych warunków. Po
przyjeździe do hotelu prądu nie było przez trzy godziny. Po porannym
opóźnionym locie nie można było skorzystać ani z prysznica , ani z
toalety. Lecz dla nas osobiście brak prądu stanowił szczególne
utrudnienie. Nasze dziecko , mając astmę, musi być dwa razy w ciągu
dnia, o ustalonych porach inhalowane przy pomocy nebulizatora
elektrycznego. Przed wyjazdem mówiłam o tym w przedstawicielstwie
ITAKI – pytałam o kwestie zabrania sprzętu na pokład samolotu,
kontakty elektryczne na Lesbos itp. Mamy ogromne pretensje, że nikt
nas nie poinformował o tym, że Lesbos ma problemy z prądem. Z
pewnością wybralibyśmy inną ofertę. Mamy ogromne pretensje do ITAKI,
która nie sprawdziła należycie tego miejsca. Włączając ją w tym roku
do swojej oferty , firma powinna być szczególnie uczulona na kwestie
standardu. Wspólnie z innymi osobami odnieśliśmy wrażenie, że grupa
certyfikująca i kontraktująca ten hotel (od rezydentki
dowiedzieliśmy się, że ktoś taki przyjeżdżał na wyspę), albo do
niego wcale nie dotarła, albo była mało dociekliwa zadowalając się
tym, co właściciele chcieli pokazać, zamiast drążyć to, co chcieliby
ewentualnie ukryć.
Hotel nie spełniał najprostszych oczekiwań – ani w komforcie, ani w
obsłudze – nieprofesjonalnej i nieuprzejmej.
Hotel nie jest przygotowany na braki w dostawie prądu, choć jak się
dowiedzieliśmy – na tej wyspie braki prądu są codziennością i
wszystkie tawerny, inne hotele, prywatne domy są na to przygotowane
i posiadają własne awaryjne agregaty prądotwórcze. Wobec tego faktu
zapewnienia pani rezydentki , że te braki to zaskoczenie, że to z
powodu gorąca (a jak niby ma być na wyspie na południu Europy w
środku lata?) po prostu brzmiały absurdalnie i mało przekonująco.
Przez trzy dni nie mogliśmy zapewnić dziecku należytej opieki na
miejscu. Musieliśmy korzystać z uprzejmości obcych ludzi.
Prądu nie było zwykle w godzinach południowych, czyli w porze kiedy
wszyscy chowali się przed upalnym słońcem w pokojach i wieczorem w
czasie kolacji. I właśnie w trakcie kolacji, kiedy nie było światła
obsługa nawet nie pomyślała o świeczkach na stołach, a jedzenie było
zimne. Co zmuszało nas , pomimo opłaconych posiłków – korzystać z
kolacji w sąsiednich tawernach.
Jednego dnia wieczorem, kiedy nie sposób było wejść w ciemnościach
do pokoju , mój mąż poprosił obsługę o pomoc. Obsługa posiadała
lampy gazowe, lecz nie była skora do użyczenia ich swoim gościom.
Mój mąż usłuszał, że brak prądu to nie ich problem. Kiedy stanowczo
stwierdził, że tym bardziej nie nasz, z wielką łaską otrzymał kilka
świeczek lampionowych.
Podsumowując kwestię braku dostaw prądu:
nie było wody, brak możliwości korzystania z prysznica
nie mieliśmy możliwości korzystania z klimatyzacji
nie mieliśmy możliwości korzystania z toalety – w małej klitce
trudno było się poruszać kiedy było światło
zimne jedzenie
ciemno w restauracji , więc nie sposób było jeść nawet to zimne
jedzenie
nie działała lodówka, a dodatkowo każdorazowo trzeba było wycierać
wodę, wylewającą się z lodówki
w naszym wypadku niemożność właściwej pielęgnacji dziecka
Teraz pozwolę sobie przejść do standardu hotelu i okolicy.
POKÓJ:
Pokój mała, zagracona klitka. W niej dwa stare łóżka ze sprężynami
na wierzchu. Dla dziecka rozkładany fotel, który niejednokrotnie sam
się składał (zapadał).
W liście od rezydentki dostaliśmy informację o trzykrotnej w trakcie
pobytu zmianie ręczników i dwukrotnej pościeli. Przyjechaliśmy we
wtorek rano. Pierwszej zmiany się doczekaliśmy w piątek. Zabrakło
czasu na te pozostałe planowe. W hotelach o niższym niż cztery
gwiazdki standardzie zwykle wymiana była codzienna – przynajmniej
ręczników.
W pokoju mielismy telewizor – mały, odbierający niemal wyłącznie
stacje greckie. Wyjątkiem było Euronews , które odbierało wyłącznie
przez pół naszego pobytu. Telewizja satelitarna to przecież w
obecnych czsach już standard!!!
Pokój był wyposażony w paździeżowe , śmierdzące szafy, na balkonie
pordzewiałe krzesła.
Klimatyzacja nie pierwszej nowości, z głośnymi agregatami.
Cienkie ściany, pozwalające słyszeć wszystko, co działo się w
sąsiednich pokojach... płacz dzieci, kochający się sąsiedzi ...
Zero widoków na morze, wyłącznie na parking.
Co istotne – w pokojach brak instalacji przeciwpożarowych.
ŁAZIENKA:
Łazienka była mała ( żeby dostać się do z toalety należało wejść do
brodzika i zamknąć drzwi) . My należymy do ludzi szczupłych i
szczerze współczuliśmy tym pełniejszym.
W łazience , wokół brodzika pleśń i grzyb. Mój mąż trzykrotnie zabił
karalucha. Na podłodze nie posadzka, lecz zapleśniałe po bokach i
śliskie linoleum. Stara zardzewiała bateria prysznicowa bez
mocowania. Mały brodzik, porysowany i zakamieniony. Pęknięta
umywalka. Woda albo zimna, albo wrzątek – kłopoty z ciśnieniem.
JEDZENIE:
Wyjątkowo ubogi wybór – zarówno na śniadanie , jak i na kolację.
Śniadania: Spalona jajecznica, bądź jajka ugotowane na zielono-
twardo. Dżem, jogurt, konserwa a la szynka i żółty ser. Herbata (ani
razu nie podano cytryny) , zbożowa kawa i bardzo rozcieńczone soki.
O świeży chleb trzeba było się stanowczo domagać.
Kolacje: zwiędnięte sałatki i kiepski wybór posiłku na ciepło. Stale
to samo. Przez pierwsze trzy dni – wszystko zimne. I po ciemku –
słowem brak przyzwoitego jedzenia i brak warunków do spożywania
posiłków.
Desery podawane były okazjonalnie. Zazwyczaj miejsce deserów było po
prostu puste.
Nikt nie dbał o to , żeby uzupełniać to co już ze stołu zniknęło – a
znikało szybko, bo było niewiele.
Chyba przyznacie , że upokarzające jest , kiedy o wszystko trzeba
się prosić ... tym bardziej kiedy płaci się za hotel o czterech
gwiazdkach i oczekuje się pewnego standardu.
PLAŻA
brudna, z brudnymi leżakami hotelowymi. Woda zagloniona, nie dało
się wejść dalej niż po kolana. Pływanie groziło wplątaniem nóg w
trawy morskie.
BASEN:
wejście na basen – położone ścinkami dywanu – zagrzybiałego, bo