Gość: halszka
IP: *.162.219.87.dynamic.jazztel.es
07.01.08, 20:10
Witam, miałam wątpliwą przyjemność po raz kolejny korzystać z terminalu
Etiuda. Wszyscy,którzy pragną lecieć w niedzielny poranek,mają zapewnioną
darmową porcję stresu. Mój samolot miał wystartować o 6:40,nie mogłam
wcześniej,więc o 5:30 zjawiłam się w okolicach Etiudy. Uprzejmy taksówkarz
zapytał,czy podwieźć nas pod drzwi czy może zatrzymać się na końcu kolejki. A
jakże, była długaśna kolejka na zewnątrz,na wietrze i mrozie. Po kilku
minutach wywołano do odprawy wszystkich lecących do Birmingham i Londynu.
Zatem z tłumu oderwała się część i używając kulturalnych słów na zmianę z
łokciami,dotarła do check-point. Znów kilka kroków do przodu, kilka zbędnych
wdechów papierosowego dymu(nie cierpię palących w tłumie) i wywołano lecących
do ... Liverpoolu. Akcja powtórzona. Jesteśmy bliżej drzwi i ciepła. Przez
szybę dostrzegam,że kończy się czas odprawy do Alicante. Nerwy na wodzy i
czekam aż wezwą i mnie... Słowa kulturalne cisną się na usta, łokcie gotowe i
wezwali... Z uśmiechem na ustach starałam się minąć wszystkich w kolejce,
którzy chcieli polecieć do Sztokholmu,bo tylko oni zostali do odprawy...
Megafony nas poganiały, a bramka tylko jedna... Cóż, za tydzień mają do mnie
przylecieć koleżanki. Co im poradzić? O której powinny być na Etiudzie, by nie
marznąć na podwórku i nie forsować tłumu? Poradzicie im coś? Pozdrawiam