yanga
14.06.08, 13:43
Od 20 do 25 maja mieszkaliśmy z mężem w hoteliku Torre de Los
Guzmanes pod Sewillą. Jesteśmy starszymi ludźmi, więc zwiedzanie
miasta kończyliśmy dość wcześnie z nadzieją na spokojny wypoczynek.
Niestety spokój w tym hotelu kończył się około 19, kiedy to
zaczynały zjeżdżać grupy wycieczkowe. Przez pierwsze dwa dni była to
hiszpańska młodzież szkolna. Co najmniej do północy trwały wrzaski
na korytarzu, łomotanie do drzwi i trzaskanie nimi. Potem
przyjechały dwa autokary Niemców było ciut lepiej, ale z kolei ci
wyżarli cały bufet śniadaniowy łącznie z łyżeczkami i filiżankami :-
), a zmęczona obsługa nie miała już sił, by zająć się niedobitkami
indywidualnych gości i sama rozpoczęła posiedzenie przy kawie. I
wtedy, w przeddzień naszego wyjazdu, pojawiła się grupa polska,
pewnie z którejś z objazdowych wycieczek. Okazało się, że można do
pokoju kolegi zapukać, a nie walić pięścią, drzwi zamykać po cichu,
a nie trzaskać, zaś porozumieć się można na poziomie niższym niż
dziewięćdziesiąt decybeli. Już po 22 w hotelu panowała błoga cisza.
Rano grupa zjadła cichutko śniadanie i odjechała, zanim zdążyliśmy
wychynąć z pokoju. Piszę o tym specjalnie, bo zwykle większość
uczestników forum ma nie za dobre wspomnienia ze spotkań z rodakami
za granicą. Jeśli ktoś z tej grupy czyta te słowa, niech wie, że my
wspominamy Was z prawdziwą wdzięcznością, podobnie jak nieznaną nam
z nazwiska Polkę z Rzeszowa, która pracując w górskim hoteliku
Humaina nad Malagą,dokładała wszelkich starań, aby umilić nam pobyt.
Dziękujemy!