nat27
04.01.05, 21:18
Witam. Powracam po raz kolejny na to forum, bo bardzo nam ono pomogło w
chwilach wątpliwości. Jak pisałam wcześniej synek miał ziarniniaka
naczyniowego nad okiem, który bardzo krwawił. Był niewielki. Zdecydowaliśmy
się na zabieg 13 grudnia. Do zabiegu ostatecznie przekonały mnie rozmowy z
miejscowymi lekarzami, odpowiedź pana Doktora Wyrzykowskiego oraz jedna
sytuacja w noc przed zabiegiem. Mianowicie nad ranem kiedy weszłam do pokoju
synka miał on twarz, oczy i całą poduszke we krwi. Po prostu zdrapał go sobie
przez sen. To ostatecznie przekonało mnie o słuszności decyzji. Zabieg był
wykonany w znieczuleniu ogólnym. Synek nie wymiotował i został wypisany tego
samego dnia. Mogł po południu normalnie jeść. Zabieg nie był najgorszy, ale
najgorszy był fakt oczekiwania na wynik badania hist. - pat. w tym czasie
dowiedziałam się od pseudo przyjaciółki, wielkiej znawczyni wszelkich zmian
skórnych (pielegniarka teściowa ha ha), że synek ma raka ("bo to podobne do
czerniaka..."). Oczywiscie zaśmiałam się jej w twarz, ale ziarno niepokoju
zostało zasiane. Wynik przyszedł dobry. Diagnoza: naczyniak. (nie wiem
dlaczego nie ziarniniak i jaka jest miedzy nimi różnica). Dzisiaj po 3 tyg.
jest oczywiscie ślad na twarzy synka (wygląda to jak małe okrągłe
zadrapanie). Blizny też będą, ale jest to nic w porównaniu z tym jaki koszmar
przechodzilismy kiedy naczyniak krwawił. Pocieszam się, ze będzie on po
prostu bardziej męski.
Mam nadzieje, że nasza historia z naczyniakami już sie skończyła (chociaz
z "nimi" to podobno nic nie wiadomo).
Dlaczego to piszę? Aby dodać odwagi i otuchy tym mamom, które czekają na
zabieg chirurgiczny. Będzie dobrze!
A do Moniki: Na bieżąco śledzę Wasza historię, wiem, że na wiosnę
prawdopodobnie zdecydujecie się na zabieg. Trzymam kciuki. Pozdrawiam.
Mama Darusia.