inrzynjer.mamun
01.10.05, 16:41
Moja chistorja zapisana na Foróm Chómoróm
W zamierzchłych czasach (czyt. studenckich) dorabiałem sobie jako pomoc
fizyczna na badanich geologicznych.
Kiedyś miałem robotę w W. ok. 60 km na północ od mojego miasta.
Pociąg o 5:20 rano, a z powodu nocnego bridge'a za bardzo wyspany nie byłem.
Wsiadając do wagonu pomyślałem, ze choć te 1,5 godziny się zdrzemnę.
Niestety, niestety.
Naprzeciwko mnie (mimo, że w wagonie 95% miejsc było wolnych) zasiadła Babcia.
Po chwili wyciagnęła z torby no oko kilogramową tytkę z cukierkami.
Zaczęła je systematycznie zjadać, a każdy papierek, z okropnym chrzęstem
pedantycznie składać do rozmiaru cm na cm.
Jakoś to przeżyłem.
Zje i będę miał spokój, pomyślałem.
Zasnąłem.
Po chwili, czuję szarpanie za ramię i słyszę:
"Panie! To Bo-owo! Wysiada Pan?"
Nieeee, ja do W. jadę.
Śpię dalej. Ale znów po jakimś czasie.
"Panie! To S-wa! Wysiada Pan?"
Nieeee, ja do W.!
Po chyba kwadransie:
"Panie! To S-ówko! Wysiada Pan!
Nieee, ja do W! (wrrrrrr!)
"To nic, ale ja wysiadam!"
--
Pącernig Ajzensztanig