Czy ... ?

04.10.04, 23:02
Czy jest ktos z kim moglbym pogadac?

Krzem

PS. Mieszkam w Toronto i w tym miesiacu wybieram sie powedrowac troche po
zachodzie Kanady.
    • ktos03 Re: Czy chcialbys pogadac... ? 05.10.04, 06:16
      > Czy jest ktos z kim moglbym pogadac?<krzemciopaluch

      Nigdy bym nie przypuszczal, ze w Toronto mieszkaja same niemoty i Ty biedny nie
      masz z kim pogadac.

      Naucz sie jezyka dla niemych.
    • lancelot48 Re: Czy ... ? 07.10.04, 06:55
      krzemciopaluch napisał:

      > PS. Mieszkam w Toronto i w tym miesiacu wybieram sie powedrowac troche po
      > zachodzie Kanady.

      To moze napisz cos o sobie. A tym ktos'em proponuje sie nie przejmowac.
      • krzemciopaluch Re: Czy ... ? 08.10.04, 19:05
        lancelot48 napisał:

        > krzemciopaluch napisał:
        >
        > > PS. Mieszkam w Toronto i w tym miesiacu wybieram sie powedrowac troche po
        >
        > > zachodzie Kanady.
        >
        > To moze napisz cos o sobie. A tym ktos'em proponuje sie nie przejmowac.
        >

        A nie bedziesz sie smial czy drwil? A ktosiem sie nie przejmuje. Przywyklem juz
        do takich reakcji. Moze w koncu spotkam w swym zyciu nowrmalnych ludzi co
        zaakceptuja mnie takim jakim jestem. Obecnie jestem bezrobotnym osobistym
        sekretarzem znanego politycznego dzialacza podziemnej skrajnej prawicy Polonii
        kanadyjskiej. Zostalem pozbawiony czci i honoru, wiec robie za swietego blazna
        i zakladam ze nie jestem samotny w swej walce o rownouprawnienie. I jeszcze
        jedno - posiadam poczucie humoru, ktore bardzo wiele ludzi myli z choroba
        psychiczna. No trudno. Jesli ktos nie potrafi rozroznic tych prostych spraw.

        Krzem

        • lancelot48 Re: Czy ... ? 08.10.04, 19:18
          krzemciopaluch napisał:
          > jedno - posiadam poczucie humoru, ktore bardzo wiele ludzi myli z choroba

          No faktycznie - poczucie humoru posiadasz dosyc specyficzne
          • borasca0107 Re: Czy ... ? 09.10.04, 02:39
            lancelot48 napisał:

            > krzemciopaluch napisał:
            > > jedno - posiadam poczucie humoru, ktore bardzo wiele ludzi myli z choroba
            >
            >
            > No faktycznie - poczucie humoru posiadasz dosyc specyficzne

            ale skuteczne! Mnie rozmieszyles!! :o))))
    • sylwek07 Re: Czy ... ? 08.10.04, 20:28
      a to sie trzymaj Krzemciopaluch,tak bywa ze nie wszyscy cie rozumieja ,ja
      kiedys chcialem aby mnie kazdy rozumial ale tak sie nie da..pozdrawiam
      • krzemciopaluch Re: Czy ... ? 10.10.04, 02:55
        sylwek07 napisał:

        > a to sie trzymaj Krzemciopaluch,tak bywa ze nie wszyscy cie rozumieja ,ja

        Dzieki za slowa pocieszenia. Masz racje. Trudno jest spotkac normalnego
        czlowieka, ktory zaakceptuje cie takim jakim jestes. A ironia w tym taka, ze
        taki czlowiek uwaza sie za normalnego.

        Kim jestem? Zaczne od autoprzedstawienia sie.

        Urodzilem sie w poznym okresie zycia i rozkwitu mej ukochanej rodziny i nigdy
        tego niezapomne. To byly najpiekniejsze chwile mego dziecinstwa. Potem to tylko
        lalo. Mlodosc mialem burzliwa i z wyladowaniami atmosferycznymi. Czasami bylem
        swiadkiem gradobicia i na tym punkcie czasem mam widzenia. Czas edukacji
        wspominam z sentymentalna zaduma. Potem akademckie wynaturzenia spowodowaly u
        mnie chroniczny katar i stan podgoraczkowy, ktory dokucza mi do tej pory.
        Zbuntowalem sie na dobre. Postanowilem raz na zawsze skonczyc w swoim zyciu z
        monolitycznym przedstawianiem faktow. Stanalem na wysokosci zadania i juz na
        poczatku lat 70-tych uczestnicze w kampanii afrykanskiej, odznaczony potem
        Krzyzem Rycerskim z Mieczami. W 1974 r. w kraju, zostaje jednym z przywódców
        powstania antykomunistycznego w Pultusku. W latach 80-tych bryluje w salonach
        Pitersberga. Przyjaznie sie z wnukiem Aleksandra Puszkina i niejakim
        Czicznikowcem. W wolnej chwili tak od niechcenia i dla zabicia czasu rzucam
        bomby w roznych kierunkach. Wyrzucony na pysk z salonów wracam do Afryki, i tam
        wraz z Artiurem Rimbaudim i Kongo Millyerem przemycam bron dla murzynskich
        kacyków. Niestety, z powodu drobnych komplikacji zdrowotnych Artiura i naglej
        potrzeby zmiany zawodu Millyera wypadam z obiegu. Czuje sie rozczarowany.
        Znajduje zatrudnienie jako tragarz w misji Swietego Officium w Hondurasie. Na
        miejscu z zapalem oddaje sie sciganiu sodomitów, kacerzy i innych antychrystów.
        W czasie wolnym pale starozytne azteckie folialy. W Cesarstwie Brazylii, w
        czasie ogolnokrajowego referendum opowiadam sie za zniesieniem niewolnictwa. Po
        zastanowieniu zmieniam zdanie. Oni jednak i tak nie zmienili swego, wiec sie
        upijam z rozpaczy. Lata 90-te zastaja mnie w Szwecji, gdzie realizuje serie
        anonimowych filmow eksperymentalnych. Tworczosc ta spotyka sie z wroga reakcja
        tradycyjnie juz sfaszyzowanej publicznosci polonijno-szwedzkiej. Zniechecony do
        reszty i kompletnie pijany, wycienczony zgryzota pospolita emigruje w koncu
        do Kanady, gdzie widac mnie w filmie "Obloki w niepamieci", w 3456 rzedzie
        widowni na lewo od kamery. Przez przypadek dostaje zgnilym jajkiem w twarz.
        Siniak pozostal do tej pory. Z koncem lat 90-tych biere sobie miesieczny urlop
        i wybieram sie z Waldziem Lyskiem ponownie do Afryki, gdzie na zlecenie CIA
        walcze z wojskami kubanskimi. Po odniesieniu szeregu zwyciestw powracam do
        kraju osiedlenia i poswiecam sie bez reszty pracy tforczej i pubicystycznej.
        Wydaje pod pseudonimem Arkadiusz K. prace "Glówne nurty markizmu w podupadlej
        Francyi XXI wieku", w której rozprawiam sie zdecydowanie z mlodoheglizmem,
        szowinizmem i staromarksizmem nie zapominajac przy tym o niedoszlym koltunstwie
        i postampactwie zasciankowym. Zostalem w beszczelny sposob pozbawiony
        pracy po wydaniu tego dziela i wszystkie honoraria wadalem na adwokatow, ktorzy
        i tak mnie nie wybronili z opalow. Wstapilem zatem do jednego z kresowych
        oddzialow podziemnej skrajnej prawicy Polonii kanadayjskiej, gdzie znalazlem
        wkrotce zatrudnienie jako bezrobotny osobisty sekretarz znanego politycznego
        dzialacza owej organizacji. Zalecana tam jest calkowita dyskrecja, wiec nie
        podaje zadnych nazwisk. Jestem autorem szeregu niewydanych pozycji naukowych.
        Wielokrotnie wyrozniany i odznaczany. Naleze do scislej czolowki smietanki
        Polonii kanadyjskiej i mam wiele w tym temacie do powiedzenia. Tak bardzo mi
        sie marzy gaworzenie w gronie bliskich mi ludzi. Niestety, ludzi jest w brud za
        to bliska to tylko zostala mi koszula z kampani afrykanskiej z wyplowialym juz
        napisem "Zzeslancy niebios lonczcie sie w gromady". Ubieram ja w naglych
        wypadkach, wiec ich nie jest za wiele. Moze dlatego przerazaja mnie wielkie
        skupiska ludnosci wielokulturowej. Za kilka dni udaje sie w podroz na zachod.
        Mam nadzieje, ze duch goraczki zlota jeszcze tam sie gdzies poniewiera.
        Widzialem w TV ze wulkan Helena pluje gazami na 3 kilometry w gore. To tak
        jakby ziemia puszczala baki. Gorzej jak lawa wyplycie albo chlusnie.

        Krzem
        • lancelot48 Re: Czy ... ? 10.10.04, 06:56
          Bardzo to wszystko niesamowite co piszesz o sobie i twojej drodze zyciowej.
          Napisz jeszcze cos z twoich przezyc. Przyznam sie, ze mie osobiscie twoje
          autoprzedstawienie sie zafascynowalo.
          • krzemciopaluch Re: Czy ... ? 10.10.04, 22:46
            lancelot48 napisał:

            ) Bardzo to wszystko niesamowite co piszesz o sobie i twojej drodze zyciowej.
            ) Napisz jeszcze cos z twoich przezyc. Przyznam sie, ze mie osobiscie twoje
            ) autoprzedstawienie sie zafascynowalo.

            Dziekuje za twoje slowa pocieszenia. Najwiekszy problem mego zycia zaczal sie w
            Polsce. Podczas konsultacji z neurologiem w 1964 roku, wydarzyly sie dziwne
            rzeczy. Wtedy zostalo mi to odsloniete, jako wytlumaczenie okropnego stanu w
            jakim sie znajdowalem. W jakis sposób powiedziano mi, ze ten pierwszy etap
            mojej odmiennosci zostal wykonany przez wywiad watykanski. W 1964 roku lekarz
            uzyl systemu skladajacego sie z pudla, które nazywal radiem, duzej lampy
            przesuwanej nad ma glowa, oraz malego, cienkiego, drucianego okregu, który
            wsadzal do moich i do jego uszu. Kiedy zostalo to mnie odsloniete, wiedzialem,
            ze jest to prawda i ze zawsze wiedzialem o tym w jakis sposób. Moglem sobie
            przypomniec, ze podczas mego zycia wiele pamieci bylo konstruowanych wokól
            pamieci tego wydarzenia, ukrytej w mej podswiadomosci. Rezultatem tego co
            lekarz mi zrobil, bylo dziwne uczucie splywajace na mnie z góry, na góre lewej
            czesci glowy. Bylo ono mocne, nieprzyjemne i nie potrafilem sie od niego
            uwolnic. To cos dotykalo mnie w srodku i siegalo glebiej. Wtedy stracilem
            przytomnosc, a kiedy sie obudzilem nic nie pamietalem. Kilka miesiecy pózniej
            jeszcze raz nie bylem w stanie pamietac kilku dni mego zycia, ale oprócz tego
            nie pamietam i nie podejrzewam zadnej fizycznej ingerencji z zewnatrz. Wtedy
            slyszalem glosy inaczej niz w czasach wspólczesnych. Te glosy byly ukryte i nie
            dotykaly mnie. Bralem te rzeczy w naturalny sposób. Bylo to tak, jakby
            atmosfera przemawiala do mnie i myslalem, ze taka jest natura zycia, normalne
            odbieranie uczuc. Ciagle pamietam, jak na poczatku zaczalem obserwowac me
            myslenie. Wpierw w srodku, delikatnie, potem na czole, potem po bokach glowy i
            jak finalnie w 1965 roku urzadzili mi wyjscie na zewnatrz. Pamietam równiez
            pierwsze dzialania na moim sluchu. Mialem wrazenie innego kata dochodzenia
            dzwieku, który byl o wiele bardziej pociagajacy niz poprzedni. Pierwsze zmiany
            wzroku swiecily z prawej strony twarzy. Wygladalo to jak sloneczny odblask od
            okularów. Jesli stawialem czasami pytanie, "dlaczego tak sie ze mna dzieje?",
            otrzymywalem odpowiedz, ze to jest cos bardzo specjalnego, wspanialego, a
            przede wszystkim ja jestem bardzo specjalny, wiec nie ma sie o co martwic.
            Docieraly do mnie dwa rodzaje sygnalów. Jeden byl tak jak wszystko dookola,
            caly swiat kontaktowal sie ze mna. Dla przykladu, po wydarzeniach 1964 roku
            powiedziano mi, ze wszystko co bylo przedtem, to byli hitlerowscy Niemcy,
            którzy teraz utrzymuja jakies linie w powietrzu. Patrzylem do góry i mialem
            widziec mnóstwo linii w powietrzu. Po latach, ta pamiec zostala przemieniona na
            uczucie jakichs bezprzewodowych linii wysokiego napiecia w powietrzu. Drugiego
            rodzaju sygnalów nie za bardzo wtedy rozumialem: to byly rzeczy eksportowane do
            mych mysli. Najbardziej znaczaca dotyczyla zagadnienia, jak walczyc z rakiem -
            cel tych ludzi. Równiez mówili oni, ze ludzie chorzy na raka czesto biora
            morfine. Mysle, ze wiem dokladnie jak czuje sie czlowiek po morfinie, choc sam
            nigdy tego nie bralem. Jak wzrosla wiedza o chorobach nowotworowych w ciagu
            ostatnich trzydziestu lat ? Zle wytlumaczenie, to wszystko czym to bylo. W
            ciagu mego zycia otrzymywalem wiele projektów pomocy ludzkosci. Wszystko to te
            same, chore wytlumaczenia ludzi o chorych umyslach. Pamietam przesluchanie,
            które wydarzylo sie na przelomie dekady. Bylo ono dokonane poprzez wrazenie
            kilku zolnierzy. Zapytano mnie jak jest to mozliwe, ze nie wiem co sie dzieje?
            Dziwnie, pamietam ma odpowiedz; nic nie rozumialem. Bylem pytany wiele razy,
            jak to nic nie rozumie? To bylo bardzo proste. Jesli mozna transmitowac
            elektrycznosc bez przewodów, co to oznacza? Nie wiedzialem i staralem sie ich
            przekonac, ze nie mam pojecia o co chodzi. Mialem po tym wszystkim ból glowy i
            nieprzyjemne odczucia. Zastanawiam sie teraz, jak moglem tlumaczyc, ze niczego
            nie rozumie tak dlugo, bez zorientowania sie, ze dzieje sie ze mna cos bardzo
            dziwnego? Innym razem prowadzili dyskusje o tym, czym jest Bóg i jak go sie
            czuje. Doszli do wniosku, ze Bóg jest tym, co czuje kazdy czlowiek poruszajacy
            jego imie. W 1969 roku lekarz stwierdzil, ze mam polipa w zatoce nosowej. W
            Kwietniu mialem zabieg jego usuniecia. Przewaznie polipy sa usuwane poprzez
            nos, jakkolwiek, w tym przypadku powiedziano mi, ze jest on bardzo gleboko i
            potrzebuje zabiegu na pelna skale. Lekarze rozerwali tkanke pod policzkiem i
            podwazyli szczeke by dostac sie do srodka. Operacja potrwala o wiele dluzej niz
            bylo to spodziewane. Z niewiadomej przyczyny zabraklo dla mnie tlenu i czesc
            zespolu operacyjnego wyruszyla na poszukiwanie zapasowej butli. Powiedziano mi,
            ze szukali tak dlugo, az zaczalem sie budzic na stole operacyjnym. Tego nie
            pamietam. Po operacji mialem opuchnieta prawa strone twarzy, gdzie poprzednio
            umiejscowiony byl polip. Nie potrafilem jednak zrozumiec, dlaczego znalazlem o
            wiele wiecej szwów od wewnatrz lewego policzka i dlaczego lewa strona twarzy
            bolala mnie o wiele bardziej niz prawa. Równiez wtedy powiedziano mi, ze od
            tego momentu jestem hitlerowcem, jeszcze wiecej, mialem byc jakims nazistowskim
            przywódca. Zaczalem inaczej odbierac swiatlo sloneczne. Odczuwalem promienie
            sloneczne zawsze w ten sam sposób, bez wzgledu na pozycje slonca. Obieralem je
            z góry prawej strony twarzy. Nazwalem ten okres czasu "slonecznymi latami".
            Obieralem wiele obrazów. Byly one bardziej podobne do wrazen umyslu
            ogladajacego fotografie. Najwazniejsza metoda lat siedemdziesiatych byla w
            istocie prosta. Oni powtarzali moje uczucia i standartowe reakcje, w sposób
            pokrywajacy moje wlasne. Oczywiscie, ich rzeczy byly prymitywne i nieuzyteczne,
            ale za mocne by je ignorowac. Kiedy nauczylem sie juz zyc z tymi ich, bardziej
            zajmujacymi uczuciami, zaczeli je wymywac pozostawiajac puste miejsce. Byla to
            powolna i dokladna metoda prania mózgu, która przyniosla mym straznikom
            pozadany efekt. Kiedy bylem w jakims zanarkotyzowanym, hipnotycznym stanie,
            powiedziano mi, ze spotkam kogos, kto jest bardzo wazny i zasluzony, ze musze
            robic wszystko, czego sobie ten ktos zazyczy. Mezczyzna, którego nazywano
            dyplomata, dal im cos malego w kopercie. Mysle, ze byl to ten sam jak przedtem,
            glosny przedmiot powodujacy ból ucha, wkladany podczas gdy podpisywalem jakies
            dokumenty w wielu róznych jezykach. Strzelano z pistoletu przylozonego
            bezposrednio do mego ucha. Pamietam uderzenie w tyl glowy, które spowodowalo
            kolejna utrate przytomnosci. Wykrecono mi glowe, a raczej podstawe czaszki, a
            kiedy sie obudzilem, jeden z tych ludzi naciskal bardzo mocno ma glowe od góry.
            Takie rzeczy spowodowaly, ze porównuje ich do hitlerowców. Po wszystkim co
            przeszedlem tej nocy, siedzialem tam i moim jedynym dazeniem bylo nie dopuscic
            do tego, aby moja szyja sie poddala; podczas kiedy bandyta z mego kraju
            naciskal ma glowe ile tylko mógl. Nic nie liczylo sie w tym momencie wiecej niz
            ocalenie. Tak musieli czuc sie ludzie w obozach koncentracyjnych. Nie myslec i
            nie plakac, tylko ocalec. Ten sam czlowiek cisnal lewa strone mej twarzy,
            podczas gdy drugi podtrzymywal ja z prawej strony. Pózniej odbywal sie
            psychologiczny trening, podczas którego instalowali we mnie strach uzywajac
            zelazko, duza strzykawke, wiertarke i bijac tyl glowy. Nie opisalem tego w
            kolejnosci, poniewaz stopien mej swiadomosci nieustannie zmienial sie i czulem
            to tak, jakbym sie budzil lub odsuwal bez konca. Po tym wszystkim, czlowiek
            który to organizowal stwierdzil, iz uwaza, ze wszystko zostalo juz zrobione.
            Zabrali mnie pod prysznic i umyli. Jak mogli tak zrobic, jak potrafia z tym
            zyc, do jakiego stopnia czlowiek moze stac sie zwierzeciem ?
            • krzemciopaluch ciag dalszy moich wyjasnien 10.10.04, 22:51
              Nie mam pojecia. O tych moich przezyciach juz w Szwecji robilem filmy ale
              spotkala sie ma tworczosc z wroga atmosfera. Nawet probowano mnie obic. W
              poczatkach lat dziewiecdziesiatych znalazlem informacje o opacie Tritheme,
              który w 15 wieku twierdzil, ze moze kontrolowac umysl z odleglosci uzywajac do
              tego jakiegos tajemniczego narzedzia. Niektórzy twierdza, ze jego
              ksiazka, "Steganografia", znajduje sie do dzisiaj w zbiorach watykanskich.
              Potem czytalem o podazajacych za "tajemnica", az do czasów wolnej masonerii. Od
              czasów "Zlotej Zorzy" informacja o nich wydaje sie zanikac. Jesli ktos
              zechcialby szukac, skad wywodzi sie kryptokracja, to wydje sie dobrym miejscem
              do zaczecia, jakkolwiek, trudno byloby spodziewac sie konkretnych odpowiedzi.
              Sluchanie muzyki dalo mi dostep do nauczenia sie specyficznej metody
              rozumienia, która wydaje sie byc nowoczesnym srodkiem porozumiewania sie
              wywiadów. To z kolei dalo mi przewage uzycia tej metody w sytuacji, gdy ktos
              znowu chce zrobic ze mnie idiote. Tak wiec, bylem glupcem wyobrazajacym sobie
              rzeczy odnosnie muzyki, ale "operatorzy" (oni chca by ich nazywac specjalistami
              wojskowymi) zaczeli miec problem, jesli chcieli prowadzic ta gre nieustannie
              zmieniajacych sie znaczen. Ta predyspozycja przyszla po dlugiej walce, ale w
              koncu przyszla. Smieje sie czasami, ze oni zatrudnili niewlasciwych ludzi. To
              ich pech. Jakkolwiek musze uwazac, aby ta zdolnosc nie byla uzywana przez nich,
              przeciw innym ofiarom kontroli umyslu. W ten sposób moje zycie stalo sie o
              wiele latwiejsze, poniewaz nie musze wysluchiwac glupot powodujacych ból glowy.
              Wraz ze zdolnoscia wytwarzania silnego glosu wewnetrznego, spowodowalem
              zatrzymanie tego etapu "cwiczen"- wierze, bardzo waznego dla ich komunikacji
              etapu cwiczen. Ten silny glos wewnetrzny zostal wytworzony za ich
              posrednictwem, jako naturalny skutek powstrzymania mego procesu myslowego.
              Musialem wytworzyc narzedzie dla swej wlasnej, wewnetrznej komunikacji. Jedna
              rzecz to taka, ze nie balem sie mówic na glos, jesli zaistniala taka potrzeba.
              Oni uzywali metody powstrzymania mego wewnetrznego zrozumienia. Ja, szukalem
              miejsca gdzie nikt nie mógl mnie slyszec i mówilem. Oprócz mego umyslu
              komunikujacego sie wewnatrz, sluchalo wielu. Pomiedzy nimi musi byc jakas
              kompetycja, poniewaz w takiej sytuacji zatrzymuja cokolwiek robia. Szczególnie,
              jesli sie wie jak mówic. Kiedy mój umysl znalazl wiecej miejsca, znalazlem
              metode duplikowania ich przekazów. To nie wydawalo sie dzialac z mowa. Moze
              dlatego, ze ich mowa wychodzi sie ze zbyt glebokich pokladów moich obszarów
              mowy, ale dla uczuc takich jak strach, ponizenie czy zlosc, po odpowiednim
              treningu, wydaje sie to dzialac calkiem dobrze. Powtarzanie wydaje sie byc
              podstawa ich pracy i nie boje sie powiedziec, ze oni boja sie powtarzania:
              dlatego jest to moja podstawowa bron psychologiczna. Niestety, dla wykonania
              tego zadania potrzeba nieco wolniejszego umyslu, jak równiez wymaga ono
              koncentracji przez dluzsze okresy czasu. Jak trudno jest o koncentracje, wie
              kazdy, kto mial do czynienia z kontrola umyslu. Osobiscie, przezylem wiele lat
              ignorujac dziwne rzeczy zachodzace w mym umysle, bez dostepu do jego duzej
              czesci i o to sie nie martwiac. Nim moglem sobie pozwolic na koncentracje,
              musialem robic cos, co nazwalem gimnastyka umyslowa. Raz jeszcze, zajmuje to
              lata, zanim ktos nauczy sie rozwalac umysl, który jest juz powaznie rozwalony.
              Pomimo faktu, ze moje zycie jest teraz o wiele lepsze niz w piekielnych latach,
              jest to ciagle za daleko od czegokolwiek, co mogloby byc zaakceptowane. Ciagle
              odczuwam ból, glosy i dzwieki. Moja pamiec jest bardzo slaba i czasami trudno
              jest mi pamietac oczywiste rzeczy. Jesli jestem powaznie zaatakowany, zajmuje
              mnie to jakis czas, nim sobie poradze. "Oni" uzywaja technik powtarzania tych
              samych operacji bez konca. Dla przykladu, kiedy prowadze samochód, nie jestem w
              stanie pamietac, czy minalem wlasnie czerwone, czy zielone swiatlo. Wydaje sie
              to nierozsadne, ale tak jest z kazdymi swiatlami które mijam. Oni próbuja
              powtarzania starych akcji w malych czesciach umyslu, do których jest ciezej mi
              sie dostac. To jest czasami calkiem trudne. Uzywaja tych samych rodzajów glosów
              z mala iloscia slów. Czasami wydaje mi sie, ze nie znumerowali wystarczajacej
              ilosci polskich slów. Te rzeczy sa robione po to, by zrobic mnie szalonym i
              zamknac mnie w psychozie. Lecz teraz, nie jest to tak latwe jak dawniej. Przede
              wszystkim, kiedy prowadza "cwiczenie" na zywo, rzeczywiscie doprowadzaja mnie
              do bialej goraczki, ale nie potrafia dogodzic mi tak jak dawniej. Juz sie do
              tego wszystkiego przyzwyczailem. Przygotowali dla mnie wariackie srodowisko, a
              ja musze robic wszystko by przetrwac. Byl taki czas, kiedy bylem zupelnie sam i
              kiedy myslalem, ze nigdy nie wydobede sie z tego bólu, nedzy i osamotnienia.
              Niektóre rzeczy juz sie zmienily. Zycze kazdemu, kto wytrzymal w czytaniu do
              konca, szczescia w poszukiwaniu po prostu normalnego zycia. Kiedy zdobedziemy
              do tego prawo, najwieksza bitwa w historii ludzkosci zostanie wygrana. Prosze
              pamietac, ze nie wszytko zloto co sie swieci i najczesciej jest tak jak z
              politykami. Czym wiecej i ladniej mowia o wspanialej i nadzwyczjanej metodzie
              na przyszlosc tym wiecej jest w tym klamstwa i zaklamania i prania waszego i
              mego umyslu. To co z wami beda oni robili to wasza sprawa. Ja opowiedzialem o
              sobie i mam nadzieje, ze otworzy wam to oczy na te sprawy. O tych sprawach
              wszyscy boja sie mowic otwarcie, ale ja sie juz niczego nie boje. Ja juz mam to
              poza soba i ciesze sie kazdym dniem w mym zyciu. Oni moga wszystko i maja za
              soba wszechmocny aparat wywiadowczy, ktory nie ma rownemu sobie na calym
              swiecie. Ale i tak to im nie pomoglo ze mna. Wiec i z wami moze sie im nie
              udac. Wszystko zalezy od was.

              Krzem
Pełna wersja