baback
04.01.07, 02:45
Przyjechalam do kanady 5 i pol miesiaca temu, bo w europie poznalam
kanadyjczyka. On chcial wracac do Kanady, bo podrozowal po europie ok 2 lat a
ze bylismy razem przez pol roku to zdecydowalam,ze bede ubiegac sie o wize.
Martwilam sie co bedzie jesli jej nie dostane a teraz przeklinam dzien w
ktorym mialam jednak to "szczescie".Nie moge tutaj legalnie pracowac, nie mam
znajomych, wszedzie daleko, ciagle nie mam pieniedzy, nie moge odwiedzic
rodziny, moj chlopak chodzi na kurs optyczny wiec calymi dniami kiedy jest w
szkole siedze w domu przed tv i umieram z nudow. Ciagle nie wiem czy wracac
czy nie, bo on ma tu perspektywy. Tata oddaje mu sklep optyczny wiec jak
skonczy szkole moze zaczac tam pracowac. On zawsze mowi,ze nie chce pracowac
dla kogos wiec chyba jednak pojedzie te 6h od vancouver i znow tam bedziemy
siedziec w miasteczku ktore ma 10tys osob.Jak o tym wszystkim mysle to chce
wracac.Kupowalam bilet 2 razy, wczoraj juz nawet bylam na lotnisku ale w
ostatniech chwili sie rozmyslilam, bo co bedzie jak zaczne tesknic a nie
dostane nastepnej wizy.Codziennie sie klocimy, bo narasta we mnie
frustracja,ze siedze i marnuje czas.Nie po to studiowalam w Polsce zeby teraz
tv ogladac. Czas wizy mi sie konczy a potem zostaje slub...Nie wyobrazam
sobie zycia w Kanadzie, moze dlatego,ze nigdy nie mialm tu pracy ani
znajomych i gdyby bylo normalnie to myslalabym,ze dobrze zrobilam bedac tu a
nie w u.k bo przeciez tam jest niezly bajzel