Gość: :-)
IP: *.202-68.tampabay.rr.com
20.06.04, 04:47
Jezeli jeszcze raz ktos mi powie, ze Polacy potrafia sie zachowac normalnie
poza granicami Polski to wysle mu chyba bilet zeby zobaczyl na wlasne oczy
naszych rodakow w cociekawszych akcjach...
Sytuacja dzisiejsza:
Floryda, Clearwater Beach.
Plywam sobie tu i tam, generalnie zbijam baki w wodzie na calkiem zaludnionej
plazy az nagle w moje oczy rzuca sie jegomosc rozmawiajacy przez komoreczke.
Wszystko byloby cacy gdyby nie fakt, ze jegomosc ten lazil po pachy w wodzie,
ok 50 m od brzegu. Znajomi amerykanie rowniez zwrocili uwage na zjawisko,
chwilke sie posmialismy i juz bylem gotow zapomniec o zjamisku z telefonem
gdy nagle uslyszalem...( no co uslyszalem?)... staropolski zwrot "KUR.A"
Lecialo wszytsko, kur.wy, ch.je i inne ciekawe, charakterystycznie dla Polonii
zawartosci slownika wyrazow bliskoznacznych a wszystko to w ramach spokojnych
rozmow mojego rodaka z jego rozmowcami.
Cala sytuacja trwala jakies 50 minut, pojawil sie rowniez kompan szanownego
pana, ktory raczyl podplynac do kolegi i rowniez zajac sie rozmowa przez
swoj "flip-phone", nie rozszerzajac zasobu slow poza kilka niezbednych.
Nie bede przytaczal temetu rozmow bo nie warte sa glebszego wnikania.
Generalnie, bardzo milo uslyszec od moich znajomych: "Stary, po cholere ten
Polak gada przez komorke w srodku oceanu i czemu tak strasznie bluzni?"
Pozdrowienia dla pOlOniI ;-)