Gość: michaelandro
IP: 72.254.15.*
08.12.07, 08:17
Jutro wylatuję do Polski. Moja amerykańska podróż właśnie się
kończy. W jej trakcie spotkałem kilkoro Polaków. Zawsze jakoś tak
miło się robiło na sercu kiedy słyszałem polski :) Kilka spotkań
utkwiło mi w pamięci....
1. Marian i Ewa, Honolulu- Wspaniali ludzie. Otwarci, pomocni,
życzliwi. Z perfekcyjnym polskim po 20 niemal latach na wyspach.
2. Polak niezydentyfikowany- malkontent. W rajskiej dolinie na Maui
powiedział, że wyspy mu się nie podobają, bo wszystko takie podobne
do Australii. Był już wszędzie i wszystko widział :)
3. Polska para na Haleakala- niecierpliwi. 3100 metrów nad poziomem
morza, wygasły wulkan, gawędziliśmy sobie z niezwykle sympatycznym
przewodnikiem. . Polka, która nie podejrzewała, że możemy zrozumieć
skomentowała z irytacją w głosie- No tak, wleźli na wulkan, a o
plaże się pytają :)
4. Para w Arizonie, South Rim. Usłyszeli, że mówimy po polsku.
Zaczeli mniej więcej tak- Czeszcz, skond jezteszcze? Z Polska? We
too. Młodzi, więc pomyślałem, że pewnie od urodzenia w stanach,
akcent niezwykle silny :) zapytałem więc o pochodzenie.. a oni na to,
Me od dwoch lat w usa. A asza jest już kylka months. Asia na to:
yeah, marczyn and I meszkamy w new jersey. a ja jesztem z toruń. :)
miło :) Smieliśmy się chyba do samego Vegas ;)
A Wy? Spotykaliście jakichś ciekawych rodaków podczas Waszych
podróży po stanach?