Gość: monika
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
08.11.03, 03:52
Byłam w USA dwa razy - raz w sierpniu 2002 (przez miesiąc), potem w styczniu
2003 (tym razem byłam 6 tygodni).
Pierwszy raz leciałam do NY i obyło się bez żadnych komplikacji na
immigration (urzędnik zapytał tylko na ile przyjechałam i wbił pieczątke).
Natomiast drugi raz to był horror. Tym razem leciałam do Miami i urzędnik
chyba się na mnie uwziął. Miałam wrazenie, ze wróce za chwilkę powrotnym
samolotem. Pytał nie tylko na ile przyjechałam i po co, ale również dlaczego
przylatuje w tak krótkim odstepie czasu po poprzedniej wizycie, ile mam
pieniedzy (tutaj wymienilam sume i pokazalam karty kredytowe, ale to go nie
satysfakcjonowało - pytał czy mam jakieś kwotki z banku potwierdzające stan
mojego konta), pytal sie co robie w Polsce, o moje zycie osobiste. Czulam sie
potwornie upokorzona... Na dodatek ja niezbyt dobrze władam angielskim (nigdy
nie był mi zawodowo potzrebny) wiec chociaż doskonale go rozumiałam, nie
potrafiłam powiedzieć wszystkiego tego co chciałabym. Niestety urzędnik nie
pozwolił podejść ani mojemu narzeczonemu, ani nikomu z pasażerów, aby pomogli
mi sie porozumiec...
Chyba o tym ze mnie wpuscił zadecydowało to, ze na pytanie co robie w Polsce
odpowiedzialam, ze prowadze własną firmę (co było zresztą jak najbardziej
zgodne z prawdą). Trzy razy pytał mnie się z niedowierzaniem, czy jestem tego
pewna...
Fakt jestem osobą młodą, a w stroju wakacyjnym pewnie nie wygladam na
bizneswoman. Ale to nie powód, aby mnie pytać, czy nie przyjechałam do USA
szukać męza i nie wierzyć w moje odpowiedzi ad. pracy, płacy itd.
Nie rozumiem zachowania tego urzednika. Przecież skoro konsul dał mi promesę
na wizę na 10 lat, wielokrotnego wjazdu, to chyba wiedział co robi?
Ten incydent zepsuł mi cały wyjazd (a przynajmniej jego początek).
Chciałabym pojechać do USA raz jeszcze, zwłaszcza, ze w lato przyszłego roku,
moja przyjaciołka wychodzi za mąż i chciałabym byc na jej ślubie. Ale jak
sobie pomysle, ze miałabym przechodzić raz jeszcze przez to samo... Brr...
Czy uda się przed takimi sytuacjami jakos ustrzec? Czy z każdym następnym
wjazdem jest coraz gorzej???? Jesli tak to chyba daruje sbie USA - są inne
bardziej przyjazne dla turystów miejsca na świecie...
Monika