Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku?

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.11.03, 03:52
Byłam w USA dwa razy - raz w sierpniu 2002 (przez miesiąc), potem w styczniu
2003 (tym razem byłam 6 tygodni).
Pierwszy raz leciałam do NY i obyło się bez żadnych komplikacji na
immigration (urzędnik zapytał tylko na ile przyjechałam i wbił pieczątke).
Natomiast drugi raz to był horror. Tym razem leciałam do Miami i urzędnik
chyba się na mnie uwziął. Miałam wrazenie, ze wróce za chwilkę powrotnym
samolotem. Pytał nie tylko na ile przyjechałam i po co, ale również dlaczego
przylatuje w tak krótkim odstepie czasu po poprzedniej wizycie, ile mam
pieniedzy (tutaj wymienilam sume i pokazalam karty kredytowe, ale to go nie
satysfakcjonowało - pytał czy mam jakieś kwotki z banku potwierdzające stan
mojego konta), pytal sie co robie w Polsce, o moje zycie osobiste. Czulam sie
potwornie upokorzona... Na dodatek ja niezbyt dobrze władam angielskim (nigdy
nie był mi zawodowo potzrebny) wiec chociaż doskonale go rozumiałam, nie
potrafiłam powiedzieć wszystkiego tego co chciałabym. Niestety urzędnik nie
pozwolił podejść ani mojemu narzeczonemu, ani nikomu z pasażerów, aby pomogli
mi sie porozumiec...
Chyba o tym ze mnie wpuscił zadecydowało to, ze na pytanie co robie w Polsce
odpowiedzialam, ze prowadze własną firmę (co było zresztą jak najbardziej
zgodne z prawdą). Trzy razy pytał mnie się z niedowierzaniem, czy jestem tego
pewna...
Fakt jestem osobą młodą, a w stroju wakacyjnym pewnie nie wygladam na
bizneswoman. Ale to nie powód, aby mnie pytać, czy nie przyjechałam do USA
szukać męza i nie wierzyć w moje odpowiedzi ad. pracy, płacy itd.
Nie rozumiem zachowania tego urzednika. Przecież skoro konsul dał mi promesę
na wizę na 10 lat, wielokrotnego wjazdu, to chyba wiedział co robi?
Ten incydent zepsuł mi cały wyjazd (a przynajmniej jego początek).
Chciałabym pojechać do USA raz jeszcze, zwłaszcza, ze w lato przyszłego roku,
moja przyjaciołka wychodzi za mąż i chciałabym byc na jej ślubie. Ale jak
sobie pomysle, ze miałabym przechodzić raz jeszcze przez to samo... Brr...
Czy uda się przed takimi sytuacjami jakos ustrzec? Czy z każdym następnym
wjazdem jest coraz gorzej???? Jesli tak to chyba daruje sbie USA - są inne
bardziej przyjazne dla turystów miejsca na świecie...

Monika
    • blendynka Niewykluczone. 08.11.03, 04:18

      Urzednik imigracyjny moze pytac o wszystko co chce.
      Jezeli latwo sie zniechecasz i jestes nadwrazliwa osoba
      to daj sobie spokoj ze Stanami. Na cholere Tobie ten stres.
      Jedz/lec gdzie indziej. Kuba o nic nie pyta i jest przyjacielsko
      nastawiona do ludzi z pieniedzmi.
    • Gość: jot-23 Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.nyc.rr.com 08.11.03, 13:57
      heh, czujesz sie upokozona? jak temu zaradzic? proponuje zajac sie przyczyna a
      nie skutkami. widzisz, pochodzisz z kraju, gdzie 95% obywateli wielorotnie
      lamie prawo, wykozystujac swoja wize turystyczna , abyt w usa nielegalnie
      pracowac. upokazajace traktowanie pochodzi wlasnie z tego prostego faktu. masz
      dwa wyjscia: nawracac naszych rodakow na dobra droge, lub zmienic obwatelstwo,
      z polskiego na normalne! powodzenia.
      • Gość: Jack Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.proxy.aol.com 09.11.03, 07:23
        J-23 ma absolutna racje. Dodac jeszcze mozna, ze przylecialas do Miami w
        szczycie sezonu turystycznego, kiedy wielu Polakow przyjezdza na poludniowa
        Floryde nielegalnie pracowac przy sprzataniu w domach, hotelach,... itp.
        Posiadanie wlasnej firmy nie robi w USA wielkiego wrazenia i nie oznacza, ze
        mozesz nie miec problemow finansowych i moglas przyleciec, zeby dorobic jako
        np. kelnerka. Podejrzenia celnika mogly byc calkowicie uzasadnione co
        do "wielkosci" Twojej firmy, jezeli nie przylecialas business class. Wiza
        wogole nie gwarantuje Tobie, ze mozesz byc wpuszczona do USA. Wszystko zalezy
        od tego wlasnie celnika, ktory mial calkowita racje nie dopuszczajac osob
        trzecich w rozmowie z Toba, gdyz osoba z "ulicy" nie jest dla niego wiarygodnym
        tlumaczem. Jezeli jeszcze kiedys przylecisz do Miami, poducz sie wiecej
        angielskiego lub hiszpanskiego, moze bardziej zrozumiesz wtedy, jak odnosza sie
        do Ciebie tutejsi celnicy, gdyz samo lotnisko jak i jego obsluga, jest na
        bardzo wysokim swiatowym poziomie.
        Glowa do gory!
        • Gość: monika Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.03, 23:19
          Gość portalu: Jack napisał(a):

          > J-23 ma absolutna racje. Dodac jeszcze mozna, ze przylecialas do Miami w
          > szczycie sezonu turystycznego,

          ---> Rozumiem, ze jako obywatel Państwa II kategorii powinnam przyjechac poza
          sezonem, zeby nie rzucać się w oczy. Nieważne, ze ja też przyjechałam jako
          turysta.


          > kiedy wielu Polakow przyjezdza na poludniowa
          > Floryde nielegalnie pracowac przy sprzataniu w domach, hotelach,... itp.
          > Posiadanie wlasnej firmy nie robi w USA wielkiego wrazenia i nie oznacza, ze
          > mozesz nie miec problemow finansowych i moglas przyleciec, zeby dorobic jako
          > np. kelnerka. Podejrzenia celnika mogly byc calkowicie uzasadnione co
          > do "wielkosci" Twojej firmy, jezeli nie przylecialas business class.

          ---> Taaaak... Zeby było śmieszniej akurat wtedy wyjątkowo przyleciałam właśnie
          business class.... A jak ktoś płaci tyle pieniędzy za bilet to chyba logiczne
          jest, ze nie przyleciał do USA harować za 5 dolców za godzinę....

          Nie jestem przyzwyczajona przed wyjazdami zagranicznym latać po dokument
          potwierdzający stan mojego konta, zresztą nie potrafię zrozumieć celowości
          takiego postępowania - moje finase są moją prywatną sprawą. Zresztą idąc tym
          torem powinnam jeszcze wziąć zeznania podatkowe za ostatnie 5 lat i wszystkie
          posidane akty notarialne....
          Zawsze byłam przekonana, że posiadanie złotych kart kredytowych (które zostały
          okazane urzędnikowi immigration) jest pewnym synonimem zamozności - w Polsce w
          bankach naprawde nie pracują idioci i nie rozdają kart kredytowych na prawo i
          lewo...


          > Wiza wogole nie gwarantuje Tobie, ze mozesz byc wpuszczona do USA. Wszystko
          zalezy
          > od tego wlasnie celnika, ktory mial calkowita racje nie dopuszczajac osob
          > trzecich w rozmowie z Toba, gdyz osoba z "ulicy" nie jest dla niego
          > wiarygodnym tlumaczem.

          ----> Rozumiem, ze w tak "tolerancyjnym" kraju jakim jest USA, mąż jest
          dostatecznie dobrą osobę, aby pomóc w rozmowie (małżeńswa przecież podchodzą
          razem "do okienka"), natomiast narzeczony z którym mieszkam od kilku lat nie
          jest godny tego zaszczytu.


          > Jezeli jeszcze kiedys przylecisz do Miami, poducz sie wiecej
          > angielskiego lub hiszpanskiego, moze bardziej zrozumiesz wtedy, jak odnosza
          sie
          >
          > do Ciebie tutejsi celnicy, gdyz samo lotnisko jak i jego obsluga, jest na
          > bardzo wysokim swiatowym poziomie.

          ----> Hmmm.. Nie mogę się z Tobą zgodzić. Akurat wszystko co mówił owy celnik
          rozumiałam doskonale i jakos nie wydaje mi się, aby jego zachowanie wyznaczało
          standardy jakości.
          Z tym światowym poziomem to lekka przesada. A latam trochę po świecie...

          Monika

          • Gość: jot-23 do posiadaczki "zlotych kart kredytowych" IP: *.nyc.rr.com 10.11.03, 01:58
            chuj ci w dupe! arogancka prukwo.
            • Gość: monika Re: do posiadaczki 'zlotych kart kredytowych' IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.11.03, 02:14
              Gość portalu: jot-23 napisał(a):

              > chuj ci w dupe! arogancka prukwo.

              I to pisze ktoś, kto jeszcze chwile wcześniej nawoływał do
              powszechnego "nawracania rodaków"? Zabawne.
              Przynajmniej teraz wszystscy wiemy dlaczego polonia amerykanska ma taką złą
              opinię. Nóż się w kieszeni otwiera....

              Monika

              PS: jot-23, ty wcale mnie nie obraziłeś. Musi być KTOŚ, zeby mnie obrazic:)))
              • Gość: monika Jeszcze jedno... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.11.03, 02:33

                Może niepotrzebnie napisałam o tych kartach, ale po przeczytaniu wypowiedzi
                Jacka (zresztą bardzo rozsądnej) przypomnialam sobie sytuacje na lotnisku i
                nerwy nieco mnie poniosły...
                Chciałam pokazać, ze urzędnik, mimo mocnych argumentów przemawiających za tym,
                ze naprawde przyjechałam do USA turystycznie, usiłował za wszelką cenę podważyć
                składane przeze mnie wyjaśnienia. Zresztą nie mam się czego wstydzić, bo
                wszystko co mam osiągnęłam ciężką pracą, zgodnie z literą prawa, nie idąc nigdy
                na łatwiznę.

                Monika
                • luiza-w-polsce Re: Jeszcze jedno... 10.11.03, 15:43
                  No juz dobrze swiatowa kobieto .Lyknij se setke i bedzie dobrze .Nie wiem
                  czego sie spodziewalas ale chyba nie tego ze wszyscy na lotnisku przed Toba
                  padna na kolanach i obrzuca Cie kwiatami tylko dlatego ze masz byznes w Polsce
                  i zlote karty kredytowe.


                  hehehehe
                  • yagnieszka Re: Jeszcze jedno... 10.11.03, 19:19
                    Bottom line - urzednik imigracyjny na lotnisku podejmuje decyzje, czy Cie
                    wpuscic do kraju, czy nie. Tak jest zreszta w KAZDYM kraju (rowniez w Polsce,
                    Ojczyznie naszej umilowanej ;D) - jesli z jakichs (jemu wiadomych) wzgledow
                    uzna, ze stanowisz zagrozenie dla jego kraju, mozesz podjac nielegalna prace
                    lub jest szansa, ze dokonasz innych przestepstw, moze Cie nie wpuscic i kropka.
                    NIKT nie bedzie kwestionowal jego decyzji - ani konsul czy ambasador w
                    Warszawie, ani ksiadz proboszcz, ani Twoj narzeczony, ani George Bush, bo
                    podatnicy ufaja, ze immigration officer wie, co robi. W kwestii wpuszczenia Cie
                    lub nie na terytorium USA ten urzednik ma WLADZE ABSOLUTNA! I tylko od Ciebie
                    zalezy na ile Ci taka sytuacja odpowiada, na ile nie. Jesli Ci nie odpowiada -
                    zrezygnuj z podrozy do Stanow. Jesli jednak bedziesz dalej podrozowac do USA,
                    raz na jakis czas albo i za kazdym razem mozesz miec do czynienia z rownie
                    dociekliwym i podejrzliwym urzednikiem. Tu sie nie ma, co buntowac, bo to nie
                    Twoje podatki oplacaja jego prace. Ci, ktorzy placa jego pensje sa zadowoleni z
                    jego dociekliwosci i podejrzliwosci a pewnie nawet nie mieli by nic przeciwko
                    temu by wzrosla o jakies 100%. Tu nie ma zadnych tajemnic, droga Moniko, ilosc
                    ludzi pragnacych pracowac nielegalnie w Stanach od lat nie maleje. A Ty
                    przyjezdzasz z kraju, ktory ma w tym wzgledzie niezla karte w dzielach USA.
                    • hannamay Re:Tak jest latwiej i przyjemniej i bezstresowo. 10.11.03, 20:09
                      zgadzam sie w 100% z yagnieszka. Masz doskonala racje
                      stwierdzajac, ze to "W kwestii wpuszczenia Cie lub nie na
                      terytorium USA ten urzednik ma WLADZE ABSOLUTNA! I tylko
                      od Ciebie zalezy na ile Ci taka sytuacja odpowiada, na
                      ile nie".

                      Ja dodalabym ze swojej strony, tylko tyle, ze jesli Ty
                      Moniko jestes osoba prowadzaca swoj wlasny interes (jak
                      takze mam swoja mala firme) to z doswiadczenia wiesz jak
                      nalezy byc uwaznym i dociekliwym szczegolnie w sytuacji
                      gdzie jest ryzyko, bardz pewnego rodzaju dyskomfort,
                      gdzie cos jest nie tak. Ten urzednik imigracyjny, z
                      ktorym mialas do czynienia, byl prawdopodobnie sumiennym
                      pracownikiem, ktory tylko chcial poprawnie wykonac swoja
                      prace. Jako przedstawiciel swiata biznesu powinnas to
                      docenic, moim zdaniem.

                      i jesszce jedno, mnie sie zdaje bardzo czesto, ze polacy
                      ktorzy nie sa przyzwyczajeni do sumiennosci wykonywanej
                      pracy, zawsze beda narzekac jak to okropny jest ten
                      konsul, pracownik lotniska, pracownik imigracyjny.

                      Na przyszlosc, Moniko potraktuj kazdego jako osobe, ktora
                      ma tylko swoja role do wykonania. Tak jest latwiej i
                      przyjemniej i bezstresowo.

                      Powodzenia!

                      • debra Re:Tak jest latwiej i przyjemniej i bezstresowo. 10.11.03, 22:35
                        Witajcie!

                        Z uwagę przeczytałam Waszą dyskusję. Szczerze mówiąc rozumiem Monikę, że
                        poczuła sie nieco dotknięte sytuacją na lotnisku. W koncu może denerwować to,
                        ze co roku setki Polaków przekraczają amerykańską granicę po to, aby
                        nielegalnie pracować w USA i często tych ludzi wpuszacza się ot tak, nie
                        pytając o nic. A w przypadku Moniki tak naprawdę wszelkie znaki na ziemi i
                        niebie wskazywały, ze raczej nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa USA i
                        raczej mało prawdopodobne, aby podjęła w tym pięknym kraju nielegalną pracę...
                        A jednak na lotnisku urzednik zaczął ostro przepytywać właśnie ją...

                        Moniko wiem co czujesz. Kiedys lecialam do USA służbowo (na jednorazowej wizie
                        biznesowej) i razem ze mną w samolecie siedziała pewna para. Nie tylko było
                        widać, ze przyjechali tu po prostu pracować, ale też rozmowy prowadzone przez
                        nich w samolocie jednoznacznie wskazywały nie tylko na to, ze jadą do pracy,
                        jak również, ze jezeli tylko uda im się dostać na terytorium USA, to juz tam
                        zostaną... Jednak na immigration to nie ich, a mnie urzędnik immigration zaczął
                        maglować... Oni dostali pieczątki o nic nie pytani. Powiem szczerze, ze mną
                        szarpnęło.
                        Oczywiscie ja też nie miałam jakis duzych problemów, ale jakoś starciłam
                        sentyment do USA.

                        Natomiast myślę, ze w Twoim przypadku zadziałał jeszcze inny mechanizm. Młoda
                        kobieta (tak sama o sobie napisałaś), dobrze sytuowana, przylatuje do USA
                        business class.... z Polski. Nie, no tutaj musi być coś nie tak:)))))

                        Pamietaj jeszcze o jednym. Wiele kobiet z Europy Wschodniej przyjeżdza do USA
                        po prostu wyjść za mąż i zostać tu na stałe. Jeśli widzą młodą kobietę,
                        wyglądającą niepozornie (bo i jak ma wygladać turystka) za to przylatująca
                        klasą biznes, mającą trochę drogich gadżetów (może miałaś np: dobry złoty
                        zegarek???) to nic innego tylko bogaty amerykanski "przyjaciel" do którego owa
                        kobieta przyjechała i a nuż zostanie na stałe:))) Nie smiej się, oni naprawde
                        tak myślą. Na dodatek byłaś już w USA i to w dodatku stosunkowo niedawano, więc
                        jakby wszystko się zgadza:))))

                        Debra


            • debra Re: do posiadaczki 'zlotych kart kredytowych' 10.11.03, 22:42
              Gość portalu: jot-23 napisał(a):

              > chuj ci w dupe! arogancka prukwo.

              Matko boska skąd się biorą takie chamy?
              Nie napiszę co myślę na temat J-23 i jego wypowiedzi, bo uzycie stosownych do
              okoliczności słów byłoby poniżej mojej godnosci.
              Uwazam tylko, ze jak ktoś wypowida sie w tak prymitywny i prostacki sposób, to
              obraza nie tylko osobe do której adresuje te bluźnierstwa, ale tez wszystkich
              forumpowiczów.
              To przykre, ze osoby którym jak J-23 nic się w życiu nie udało przelewają swoje
              żale na innych, obrażając beszczelnie nieczemu niewinne osoby.

              Debra

              PS: Napisałam juz stosowny e-mail do administratora forum z prośbą o
              interwencje i usunięcie tego użytkownika. Chamstwo należy tepić.
              • Gość: jot-23 gwoli scislosci... IP: *.nyc.rr.com 11.11.03, 00:10
                > Nie napiszę co myślę na temat J-23 i jego wypowiedzi, bo uzycie stosownych
                > do okoliczności słów byłoby poniżej mojej godnosci.

                tu juz mamy pierwszy konflikt! (rozumiem ze jestes osoba religijn a -> w
                pierwszej linijce zwracasz sie o rade do Matki Boskiej), pamietaj ze wg
                doktryny naszego kosciola (przykazanie mowiace nie grzeszeniu "mysla, mowa,
                uczynkiem" , nie ma absolutnie zadnej roznicy! mysle ze to nie zalw wola, a
                raczej ignorancja powoduje ze z tego co napisalas wynika ze nie zdajesz sobie
                z tego sprawy!

                "beszczelnie nieczemu niewinne osoby" no , poza tym
                humorystycznym "beszczelnym" to stosujac podwojne przeczenie, zdajesz sie
                naprawde pisac ze "osoby" sa winne wszystkiemu. (sic!)...moze i jestg w tym
                troche racji!

                pisanie do administratora, jest rzecza chwalebna! brakuje nam w naszym
                spoleczenistwie takich postaw obywatelskich. jednakze, radze, z dobrych
                przeslanek, zapoznac sie z tzw "cassusem kagana". wyplywa z niego wniosek, ze
                silna administracja nie jest mozliwa w tak chaotycznym medium jak internet,
                jezeli chce sie zachowac podstawowy, w sumie jedyny powod istnienia tego
                forum --> jego spontanicznosc i zywotnosc.

                pozdrawiam!

                p.s. aha to jest jot-23 NIE j-23!!!
                • Gość: Jack Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.proxy.aol.com 11.11.03, 06:54
                  Witam!
                  Wnioskuje Monika, ze Twoim celem jest podwazenie wzorowo wykonywanych
                  obowiazkow sluzbowych przez urzednika INS (Immigration and Naturalization
                  Service). Uwierz mi, ale tutaj takich ludzi szanuje sie a nie krytykuje.

                  Gość portalu: monika napisał(a):

                  > Rozumiem, ze jako obywatel Państwa II kategorii powinnam przyjechac poza
                  sezonem, zeby nie rzucać się w oczy.

                  Nie jestes obywatelem panstwa II kategorii ale panstwa, ktorego obywatele
                  nagminnie lamia prawo w Stanach.

                  > Nieważne, ze ja też przyjechałam jako turysta.

                  Przeciwnie, dla celnika bylo to bardzo wazne, zebys jego o tym przekonala.

                  >Nie jestem przyzwyczajona przed wyjazdami zagranicznym latać po dokument
                  >potwierdzający stan mojego konta, zresztą nie potrafię zrozumieć celowości
                  >takiego postępowania - moje finase są moją prywatną sprawą.

                  Jestes w bledzie. Kazdy kraj na swiecie przed wpuszczeniem na swoje terytorium,
                  moze domagac sie od Ciebie takich informacji jak i wiele innych. Ludzie, ktorzy
                  bardzo cenia prywatosc swoich finansow, zakladaja konta w Szwajcarii.

                  >Zawsze byłam przekonana, że posiadanie złotych kart kredytowych (które zostały
                  >okazane urzędnikowi immigration) jest pewnym synonimem zamozności - w Polsce w
                  >bankach naprawde nie pracują idioci i nie rozdają kart kredytowych na prawo i
                  >lewo...

                  W kryteriach amerykanskich "Gold Credit Card" nie jest synonimem zamoznosci.
                  Nie jest tym rowniez posiadanie "Platinum Card". Dzisiaj, chyba kazdy kto ma
                  stala prace, ma w portfelu kilka zlotych cart kredytowych.

                  > Rozumiem, ze w tak "tolerancyjnym" kraju jakim jest USA, mąż jest
                  >dostatecznie dobrą osobę, aby pomóc w rozmowie (małżeńswa przecież podchodzą
                  >razem "do okienka"), natomiast narzeczony z którym mieszkam od kilku lat nie
                  >jest godny tego zaszczytu.

                  Jak bys nie patrzyla, USA jest krajem prawa i krajem tolerancyjnym. Urzednika
                  panstwowego nie interesuje , co robisz ze swoim chlopakiem. Prawnie nie
                  jestescie zadnym zwiazkiem. Jezeli podobnej "mocy" argumentow uzywalas w
                  rozmowie, to wiele wyjasnia, dlaczego ow celnik byl takim "sluzbista".
                  Natomiast osobiscie zastanawiam sie, czy mozna Ciebie traktowac serio.

                  >Chciałam pokazać, ze urzędnik, mimo mocnych argumentów przemawiających za tym,
                  >ze naprawde przyjechałam do USA turystycznie, usiłował za wszelką cenę podważyć
                  >składane przeze mnie wyjaśnienia.

                  Jezeli twierdzisz, ze mialas mocne argumenty, to nie pisz, ze nie moglas sie z
                  nim dogadac. Urzednik celny chce byc przekonany o celu Twojej wizyty. Cos
                  podobnego jak oskarzyciel w sadzie.

                  > Zresztą nie mam się czego wstydzić, bo
                  >wszystko co mam osiągnęłam ciężką pracą, zgodnie z literą prawa, nie idąc nigdy
                  >na łatwiznę.

                  Chwalisz siebie i rownoczesnie za to samo ganisz innych. Nie odbieraj tych
                  walorow ludziom, ktorzy tez uczciwie i sumiennie pracuja.

                  >Z tym światowym poziomem to lekka przesada. A latam trochę po świecie...

                  Nie jestes jedyna osoba co lata po swiecie. Port lotniczy w Miami odwiedza
                  kilkadziesiat milionow pasazerow rocznie. Oni tez wplywaja na ranking lotniska.
                  Twoj post jest zbytnio chisteryczny, przez co sam dyskwalifikuje sie do
                  powaznego traktowania w nim jakichkolwiek ocen. Jest jednak jeden pozytywny w
                  tym wszystkim aspekt. Osoby Twojego pokroju moga zmienic na bardziej pozytywny
                  wizerunek Polaka za granica. Oby takich jak najwiecej, byc moze juz nastepne
                  pokolenie nie bedzie musialo wylewac tylu zbytecznych lez podczas odpraw
                  celnych. Masz tez racje w tym co napisalas o polonii amerykanskiej.
                  Pozdrawiam :)
                  P.S.
                  Temat ten, byl juz wczesniej przerabiany;

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=205&w=6938785&v=2&s=0



                  • Gość: monika Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.03, 12:02
                    Gość portalu: Jack napisał(a):

                    > Witam!
                    > Wnioskuje Monika, ze Twoim celem jest podwazenie wzorowo wykonywanych
                    > obowiazkow sluzbowych przez urzednika INS (Immigration and Naturalization
                    > Service). Uwierz mi, ale tutaj takich ludzi szanuje sie a nie krytykuje.

                    ---> A jak coś robią źle???????


                    > > Rozumiem, ze w tak "tolerancyjnym" kraju jakim jest USA, mąż jest
                    > >dostatecznie dobrą osobę, aby pomóc w rozmowie (małżeńswa przecież podchodz
                    > ą
                    > >razem "do okienka"), natomiast narzeczony z którym mieszkam od kilku lat ni
                    > e
                    > >jest godny tego zaszczytu.
                    >
                    > Jak bys nie patrzyla, USA jest krajem prawa i krajem tolerancyjnym. Urzednika
                    > panstwowego nie interesuje , co robisz ze swoim chlopakiem. Prawnie nie
                    > jestescie zadnym zwiazkiem. Jezeli podobnej "mocy" argumentow uzywalas w
                    > rozmowie, to wiele wyjasnia, dlaczego ow celnik byl takim "sluzbista".
                    > Natomiast osobiscie zastanawiam sie, czy mozna Ciebie traktowac serio.

                    ---> Jeśli ludzie ze sobą mieszkają od trzech lat, to chyba znaczy, że są w
                    związku, chocby niefermalnym???? Niestety w Polsce nie można tak jak w USA
                    zarejsetrować konkubinatu, a zaaobrączkowaniem nie każdy jest zainteresowany
                    (nie każdy chce instytucji małżeństwa).


                    > >Chciałam pokazać, ze urzędnik, mimo mocnych argumentów przemawiających za t
                    > ym,
                    > >ze naprawde przyjechałam do USA turystycznie, usiłował za wszelką cenę podw
                    > ażyć
                    > >składane przeze mnie wyjaśnienia.
                    >
                    > Jezeli twierdzisz, ze mialas mocne argumenty, to nie pisz, ze nie moglas sie
                    z
                    > nim dogadac. Urzednik celny chce byc przekonany o celu Twojej wizyty. Cos
                    > podobnego jak oskarzyciel w sadzie.

                    ----> Oooo! To ja przyjeżdzam na wakacje, a mam sie czuć jak oskarżony??????? I
                    Ty to nazywasz "śwaitowym poziomem"?????????


                    > > Zresztą nie mam się czego wstydzić, bo
                    > >wszystko co mam osiągnęłam ciężką pracą, zgodnie z literą prawa, nie idąc n
                    > igdy
                    > >na łatwiznę.
                    >
                    > Chwalisz siebie i rownoczesnie za to samo ganisz innych. Nie odbieraj tych
                    > walorow ludziom, ktorzy tez uczciwie i sumiennie pracuja.

                    --> A niech sobie uczciwie i sumiennie pracują jak najdłuzej. Z Bogiem. Tylko
                    niech czepiają sie tych co rzeczywiście przyjechali do roboty na czarno, a nie
                    osób które po cieżkiej pracy po prostu przyjechały odpocząć.
                    Mówisz, ze w innych krajach jest podobnie. Może. Ale nigdy, w żadnym innym
                    kraju, nawet w UK nigdy mnie to nie spotkało.


                    > >Z tym światowym poziomem to lekka przesada. A latam trochę po świecie...
                    >
                    > Nie jestes jedyna osoba co lata po swiecie. Port lotniczy w Miami odwiedza
                    > kilkadziesiat milionow pasazerow rocznie. Oni tez wplywaja na ranking
                    > lotniska.

                    -----> I oczywiście uważasz że oni wszyscy są zadowoleni, tylko ja nie?
                    Ciekawe. Chyba realia są w takim razie Ci obce.


                    > Twoj post jest zbytnio chisteryczny, przez co sam dyskwalifikuje sie do
                    > powaznego traktowania w nim jakichkolwiek ocen.

                    ---> Czy Ty pracujesz na lotnisku???? Jedynie to wyjaśniałoby tak stronnicze i
                    bardzo niesprawiedliwe oceny.


                    Monika

                    PS: Celem założenia wątku była próba ustalenia jakie jest prawdopodobieństwo,
                    ze następnym razem przydarzy mi się to samo. Chcę po prostu rozważyć, czy warto
                    jeszcze raz jechać do USA. Co robic aby uniknać takich sytuacji?
                    Natomiast dyskusja jest całkiem niepotrzebnie nad mlekiem, które sie już
                    rozlało.

                    • Gość: Jack Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.proxy.aol.com 12.11.03, 06:59
                      Gość portalu: monika napisał(a):

                      > Gość portalu: Jack napisał(a):
                      >
                      > > Witam!
                      > > Wnioskuje Monika, ze Twoim celem jest podwazenie wzorowo wykonywanych
                      > > obowiazkow sluzbowych przez urzednika INS (Immigration and Naturalization
                      > > Service). Uwierz mi, ale tutaj takich ludzi szanuje sie a nie krytykuje.
                      >
                      > ---> A jak coś robią źle???????

                      Widac, ze czytanie ze zrozumieniem nie jest Twoja mocna strona. Przeczytaj z
                      rozwaga, co napisali Tobie w tej kwestii pozostali uczestnicy dyskusji, zanim
                      ponownie przelejesz na forum swoje fobie i imaginacje. Wspolczuje, ze po
                      ukazaniu zlotej karty kredytowej nie zostalas uznana za osobe majetna. No coz,
                      osmieszylas sie tym nie tylko w oczach celnika ale tez i na Forum.

                      ----> Oooo! To ja przyjeżdzam na wakacje, a mam sie czuć jak oskarżony??????
                      > ? I Ty to nazywasz "śwaitowym poziomem"?????????

                      Napisze Tobie raz jeszcze, przeczytaj tylko uwaznie, gdyz nie zamierzam wiecej
                      o tym dyskutowac, gdyz polemika z Toba jest jak rzucanie grochem o sciane.
                      Procedury celne sa jednakowe w kazdym kraju. Prawo imigracyjne Stanow
                      Zjednoczonych, paragraf 214 w Immigration and Nationality Act, wymaga od
                      kazdego kto przekracza granice Stanow, by wykazal w stopniu zadawalajacym
                      urzednika INS, ze nie zamierza on opuscic swojego kraju stalego zamieszkania.
                      Przepis ten zaklada, ze kazda osoba odwiedzajaca Stany Zjednoczone ma zamiar
                      imigrowac, chyba, ze wykaze sie silnymi zwiazkami spolecznymi, rodzinnymi i
                      ekonomicznymi w kraju z ktorego pochodzi. Poza tym, urzednik INS musi byc
                      pewien, ze osoba odwiedzajaca USA, nie zajmnie sie dzialalnoscia niezgodna z
                      prawem, w tym takze praca bez zezwolenia. Prawo to zezwala na wydalenie z
                      terytorium USA kazdej osoby, ktora nie jest w stanie wykazac sie zwiazkami
                      wystarczajacymi do obalenia domiemania o zamierzonej imigracji. Decyzja celnika
                      jest niepodwazalna.
                      Przykro jest czytac, ze osoba uwazajaca sie w Polsce za kogos, ma metalnosc
                      pospolitego kretacza i nie na reke sa jej ustalenia i porzadek prawny danego
                      kraju. Jak nabierzesz doswiadczenia w biznesie, bedziesz wiedziala, ze
                      businessmen o faktach nie dyskutuja. Jednak fakty nalezy szanowac, zeby moc
                      wyciagnac z nich wlasciwe wnioski.

                      > ---> Czy Ty pracujesz na lotnisku???? Jedynie to wyjaśniałoby tak stronnicze
                      > i bardzo niesprawiedliwe oceny.

                      Wybacz, ze nie podejme Twojego stylu, gdyz musialbym zejsc do poziomu jalowej
                      erystyki.

                      >... Mówisz, ze w innych krajach jest podobnie. Może. Ale nigdy, w żadnym innym
                      > kraju, nawet w UK nigdy mnie to nie spotkało.

                      Nie badz az tak infantylna. Zabawne jest, jak osoba uznajaca sie za obyta w
                      podrozach, wyznaje zasade filozofow z okresu renesansu: jezeli tego nie
                      widzialam, to czegos takiego nie ma.

                      > ---> Jeśli ludzie ze sobą mieszkają od trzech lat, to chyba znaczy, że są w
                      > związku, chocby niefermalnym???? Niestety w Polsce nie można tak jak w USA
                      > zarejsetrować konkubinatu, a zaaobrączkowaniem nie każdy jest zainteresowany
                      > (nie każdy chce instytucji małżeństwa).

                      Warto czasami zastanowic sie nad tym co sie mowi i w jakim odniesieniu. W tym
                      co z uporem piszesz nie jestes juz smieszna a robisz sie zalosna. Trzeba jednak
                      wiedziec, gdzie zaczyna sie granica smiesznosci w tym co sie pisze. Jak
                      zaczniesz odrozniac fakty od swoich urojen, byc moze bedziesz w stanie cos
                      wiecej zrozumiec.

                      > PS: Celem założenia wątku była próba ustalenia jakie jest prawdopodobieństwo,
                      > ze następnym razem przydarzy mi się to samo. Chcę po prostu rozważyć, czy
                      >warto jeszcze raz jechać do USA. Co robic aby uniknać takich sytuacji?

                      Odpowiem wiec Tobie krotko. Masz dwa wyjscia: pierwsze, to nigdzie nie
                      wyjezdzac, A drugie, jak juz musisz gdzies jechac, to tylko z korpusem
                      dyplomatycznym. Chyba, ze wczesniej pozbawisz sie swoich kompleksow i fobii.

                      > Natomiast dyskusja jest całkiem niepotrzebnie nad mlekiem, które sie już
                      > rozlało.

                      Rozlalo sie troche Twoich kompleksow, a kilka osob chcialo Ci pomoc w pozbyciu
                      sie ich.
                      Pozdrawiam :)





                      • debra Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku 12.11.03, 12:06
                        Jak czytam takie brednie jak ten post Jacka to szczerze mówiąc ciśnienie się
                        podnosi...
                        Facet na początku pisał składnie i rozsądnie. Zresztą sama to zauważyłam w
                        swoim poscie. Ale teraz to on już SAM NIE WIE, o co mu chodzi.

                        Jack!
                        Kto tu pisze z uporem maniaka jedno i to samo????? Monika czy może raczej Ty???
                        Nikt nie ma zamiaru pomagać Monice w pozbyciu się kompleksów, bo po piersze to
                        nie forum psychologia, a po drugie ja w jej wypowiedziach nie zauważyłam
                        żadnych oznak kompleksów. A w Twoich i owszem.

                        Piszesz w którymś poscie, że złote karty kredytowe nie świadczą o dużej
                        zamożnosci. Zgadza się. O ile się orientuje w USA złotą kartę można dostać
                        zarabiajac ok. 4 tys. dolarów, w Polsce próg jest niższy - już od ok. 10-12
                        tys. zł, a więc od 2,5-3 tys. dolarów. Czy uważasz, ze jak ktoś w Polsce
                        zarabia 3 tys. dolarów (czyli albo ma własną firmę, albo zajmuje przynajmniej
                        dyrektorskie stanowisko), to będzie mu się chciało myć kible w USA???????
                        Przecież to sie kupy nie trzyma!!!
                        Wydaje mi sie, ze złota karta kredytowa, nawet jesli nie swiadczy o bogactwie
                        (choć w Polsce 10 tys. zl zarabiają naprawdę nieliczni) to świadczy, że osoba
                        ma na tyle wysoki status materialny, ze raczej nie jest zainteresowana pracą na
                        czarno. To naprawde jest LOGICZNE!

                        Drugia: ja też podobnie jak Monika żyję w związku nieformalnym. I krew mnie
                        zalewa jak ktoś zrównuje wspólne życie, mieszkanie razem z bzykaniem się.
                        (Twoja wypowiedź "Urzednika panstwowego nie interesuje , co robisz ze swoim
                        chlopakiem" była po prostu niesmaczna)
                        Jak się zyje z kimś kilka lat, ma się wspólny dom, wspolne sprawy (a często i
                        wspólne dzieci, jak w moim przypadku), to moim zdaniem jest to rodzina. I
                        papier, czy jego brak nic tu nie wnosi.
                        Oczywiscie rozumiem stanowisko urzędnika z immigration - prawo jest prawem.
                        Ale już Twój komentarz był nie na miejscu - prymitywny i żenujący.

                        Debra



                        Gość portalu: Jack napisał(a):

                        > Gość portalu: monika napisał(a):
                        >
                        > > Gość portalu: Jack napisał(a):
                        > >
                        > > > Witam!
                        > > > Wnioskuje Monika, ze Twoim celem jest podwazenie wzorowo wykonywanych
                        >
                        > > > obowiazkow sluzbowych przez urzednika INS (Immigration and Naturaliza
                        > tion
                        > > > Service). Uwierz mi, ale tutaj takich ludzi szanuje sie a nie krytyku
                        > je.
                        > >
                        > > ---> A jak coś robią źle???????
                        >
                        > Widac, ze czytanie ze zrozumieniem nie jest Twoja mocna strona. Przeczytaj z
                        > rozwaga, co napisali Tobie w tej kwestii pozostali uczestnicy dyskusji, zanim
                        > ponownie przelejesz na forum swoje fobie i imaginacje. Wspolczuje, ze po
                        > ukazaniu zlotej karty kredytowej nie zostalas uznana za osobe majetna. No
                        coz,
                        > osmieszylas sie tym nie tylko w oczach celnika ale tez i na Forum.
                        >
                        > ----> Oooo! To ja przyjeżdzam na wakacje, a mam sie czuć jak oskarżony?????
                        > ?
                        > > ? I Ty to nazywasz "śwaitowym poziomem"?????????
                        >
                        > Napisze Tobie raz jeszcze, przeczytaj tylko uwaznie, gdyz nie zamierzam
                        wiecej
                        > o tym dyskutowac, gdyz polemika z Toba jest jak rzucanie grochem o sciane.
                        > Procedury celne sa jednakowe w kazdym kraju. Prawo imigracyjne Stanow
                        > Zjednoczonych, paragraf 214 w Immigration and Nationality Act, wymaga od
                        > kazdego kto przekracza granice Stanow, by wykazal w stopniu zadawalajacym
                        > urzednika INS, ze nie zamierza on opuscic swojego kraju stalego zamieszkania.
                        > Przepis ten zaklada, ze kazda osoba odwiedzajaca Stany Zjednoczone ma zamiar
                        > imigrowac, chyba, ze wykaze sie silnymi zwiazkami spolecznymi, rodzinnymi i
                        > ekonomicznymi w kraju z ktorego pochodzi. Poza tym, urzednik INS musi byc
                        > pewien, ze osoba odwiedzajaca USA, nie zajmnie sie dzialalnoscia niezgodna z
                        > prawem, w tym takze praca bez zezwolenia. Prawo to zezwala na wydalenie z
                        > terytorium USA kazdej osoby, ktora nie jest w stanie wykazac sie zwiazkami
                        > wystarczajacymi do obalenia domiemania o zamierzonej imigracji. Decyzja
                        celnika
                        >
                        > jest niepodwazalna.
                        > Przykro jest czytac, ze osoba uwazajaca sie w Polsce za kogos, ma metalnosc
                        > pospolitego kretacza i nie na reke sa jej ustalenia i porzadek prawny danego
                        > kraju. Jak nabierzesz doswiadczenia w biznesie, bedziesz wiedziala, ze
                        > businessmen o faktach nie dyskutuja. Jednak fakty nalezy szanowac, zeby moc
                        > wyciagnac z nich wlasciwe wnioski.
                        >
                        > > ---> Czy Ty pracujesz na lotnisku???? Jedynie to wyjaśniałoby tak stron
                        > nicze
                        > > i bardzo niesprawiedliwe oceny.
                        >
                        > Wybacz, ze nie podejme Twojego stylu, gdyz musialbym zejsc do poziomu
                        jalowej
                        > erystyki.
                        >
                        > >... Mówisz, ze w innych krajach jest podobnie. Może. Ale nigdy, w żadnym in
                        > nym
                        > > kraju, nawet w UK nigdy mnie to nie spotkało.
                        >
                        > Nie badz az tak infantylna. Zabawne jest, jak osoba uznajaca sie za obyta w
                        > podrozach, wyznaje zasade filozofow z okresu renesansu: jezeli tego nie
                        > widzialam, to czegos takiego nie ma.
                        >
                        > > ---> Jeśli ludzie ze sobą mieszkają od trzech lat, to chyba znaczy, że
                        > są w
                        > > związku, chocby niefermalnym???? Niestety w Polsce nie można tak jak w USA
                        >
                        > > zarejsetrować konkubinatu, a zaaobrączkowaniem nie każdy jest zainteresowa
                        > ny
                        > > (nie każdy chce instytucji małżeństwa).
                        >
                        > Warto czasami zastanowic sie nad tym co sie mowi i w jakim odniesieniu. W tym
                        > co z uporem piszesz nie jestes juz smieszna a robisz sie zalosna. Trzeba
                        jednak
                        >
                        > wiedziec, gdzie zaczyna sie granica smiesznosci w tym co sie pisze. Jak
                        > zaczniesz odrozniac fakty od swoich urojen, byc moze bedziesz w stanie cos
                        > wiecej zrozumiec.
                        >
                        > > PS: Celem założenia wątku była próba ustalenia jakie jest prawdopodobieńst
                        > wo,
                        > > ze następnym razem przydarzy mi się to samo. Chcę po prostu rozważyć, czy
                        > >warto jeszcze raz jechać do USA. Co robic aby uniknać takich sytuacji?
                        >
                        > Odpowiem wiec Tobie krotko. Masz dwa wyjscia: pierwsze, to nigdzie nie
                        > wyjezdzac, A drugie, jak juz musisz gdzies jechac, to tylko z korpusem
                        > dyplomatycznym. Chyba, ze wczesniej pozbawisz sie swoich kompleksow i fobii.
                        >
                        > > Natomiast dyskusja jest całkiem niepotrzebnie nad mlekiem, które sie już
                        > > rozlało.
                        >
                        > Rozlalo sie troche Twoich kompleksow, a kilka osob chcialo Ci pomoc w
                        pozbyciu
                        > sie ich.
                        > Pozdrawiam :)
                        >
                        >
                        >
                        >
                        >
                        >
                        • Gość: Jack Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.proxy.aol.com 13.11.03, 06:15
                          debra napisała:

                          > Jak czytam takie brednie jak ten post Jacka to szczerze mówiąc ciśnienie się
                          > podnosi...
                          > Facet na początku pisał składnie i rozsądnie. Zresztą sama to zauważyłam w
                          > swoim poscie. (??????)


                          Jezeli z koniecznosci dowartosciowania swojego ego, w jednym watku piszesz pod
                          dwoma nicknames (debra/monika), czyn to inteligentnie ;-)

                          Masz mentalnosc kilkunastoletniego dziecka, ktoremu sie wydaje , ze jak
                          rozpisze sie to cos z tego wynika, gdyz merytorycznie nie jestes w stanie
                          niczego napisac i siano z butow zaczyna Ci wychodzic.
                          Zeby zakonczyc ten temat, zakladam, ze mozna Ciebie potraktowac powaznie przez
                          moment. Zrozum wreszcie, ze z czystej logiki nie jest zadnym rozwiazaniem
                          powolywanie osoby przez Ciebie wskazanej na tlumacza. Bedzie tylko podwojny
                          problem, gdyz dodatkowo celnik bedzie musial byc przekonany co do jego
                          prawdomownosci. Jezeli zaistnieje sprawa sporna i wymaga ona tlumacza, w mysl
                          przepisow imigracyjnych moze nia byc inny urzednik INS lub tlumacz przysiegly.
                          Twoj; chlopak, maz, matka lub ktokolwiek inny lecacy z Toba badz tez oczekujacy
                          na lotnisku nie moze nim byc i tym samym miec wplyw na prawna decyzje INS, bez
                          wzgledu na wielkosc wiezi jaka Ciebie z dana osoba laczy. Jezeli ktos tego nie
                          rozumie, to jest to rezultat glupoty albo zlej woli. Zacznij myslec, to nie
                          boli i bardzo ulatwia zycie. Tak wiec na temat wolnych zwiazkow rodzinnych
                          rozpisuj sie na forum "Rodzina", gdyz tutaj ma sie on jak piernik do wiatraka.
                          Pozdrawiam,

                          debra napisała:

                          > Jak czytam takie brednie jak ten post Jacka to szczerze mówiąc ciśnienie się
                          > podnosi...
                          > Facet na początku pisał składnie i rozsądnie. Zresztą sama to zauważyłam w
                          > swoim poscie. Ale teraz to on już SAM NIE WIE, o co mu chodzi.
                          >
                          > Jack!
                          > Kto tu pisze z uporem maniaka jedno i to samo????? Monika czy może raczej
                          Ty???
                          >
                          > Nikt nie ma zamiaru pomagać Monice w pozbyciu się kompleksów, bo po piersze
                          to
                          > nie forum psychologia, a po drugie ja w jej wypowiedziach nie zauważyłam
                          > żadnych oznak kompleksów. A w Twoich i owszem.
                          >
                          > Piszesz w którymś poscie, że złote karty kredytowe nie świadczą o dużej
                          > zamożnosci. Zgadza się. O ile się orientuje w USA złotą kartę można dostać
                          > zarabiajac ok. 4 tys. dolarów, w Polsce próg jest niższy - już od ok. 10-12
                          > tys. zł, a więc od 2,5-3 tys. dolarów. Czy uważasz, ze jak ktoś w Polsce
                          > zarabia 3 tys. dolarów (czyli albo ma własną firmę, albo zajmuje przynajmniej
                          > dyrektorskie stanowisko), to będzie mu się chciało myć kible w USA???????
                          > Przecież to sie kupy nie trzyma!!!
                          > Wydaje mi sie, ze złota karta kredytowa, nawet jesli nie swiadczy o bogactwie
                          > (choć w Polsce 10 tys. zl zarabiają naprawdę nieliczni) to świadczy, że osoba
                          > ma na tyle wysoki status materialny, ze raczej nie jest zainteresowana pracą
                          na
                          >
                          > czarno. To naprawde jest LOGICZNE!
                          >
                          > Drugia: ja też podobnie jak Monika żyję w związku nieformalnym. I krew mnie
                          > zalewa jak ktoś zrównuje wspólne życie, mieszkanie razem z bzykaniem się.
                          > (Twoja wypowiedź "Urzednika panstwowego nie interesuje , co robisz ze swoim
                          > chlopakiem" była po prostu niesmaczna)
                          > Jak się zyje z kimś kilka lat, ma się wspólny dom, wspolne sprawy (a często i
                          > wspólne dzieci, jak w moim przypadku), to moim zdaniem jest to rodzina. I
                          > papier, czy jego brak nic tu nie wnosi.
                          > Oczywiscie rozumiem stanowisko urzędnika z immigration - prawo jest prawem.
                          > Ale już Twój komentarz był nie na miejscu - prymitywny i żenujący.
                          >
                          > Debra


                          • debra Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku 13.11.03, 12:31
                            > Jezeli z koniecznosci dowartosciowania swojego ego, w jednym watku piszesz
                            > pod dwoma nicknames (debra/monika), czyn to inteligentnie ;-)

                            Nie no facet, nie przeginaj. Najpierw uczepiłeś się założycielki wątku teraz
                            Twoja agresja przeszła na mnie, bo śmiałam nie zgodzić się z Twoją opinią, a
                            poprzeć ją... Daj spokój i nie ośmieszaj się.

                            Debra
            • Gość: kot Re: do jot" IP: *.proxy.aol.com 11.11.03, 08:59
              Jote kultury ulgarny przyglupie
    • Gość: Tamtejszy Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.proxy.aol.com 11.11.03, 05:47
      Po pierwsze: biały, czarny czy hispanic? po drugie: czy musisz przejwżdżać
      przez New York? Jeśli nie, to wybierz sobie inny "port of entry". Jestem tutaj
      od 37 lat i od początku zauważyłem, że inne miasta są łatwiejsze w kontaktach z
      władzami imigracyjnymi.
      • Gość: monika Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.03, 12:04
        Gość portalu: Tamtejszy napisał(a):

        > Po pierwsze: biały, czarny czy hispanic?

        Biały w okularach:)))))


        > po drugie: czy musisz przejwżdżać przez New York?

        Ta sytuacja była w Miami. Paradoksalnie przez immigration w NY poprzednim razem
        przeszlam bez bólu:)))))

        Monika

    • Gość: Gocha Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.03, 17:41
      Monika:

      Wracajac do watku glownego - nie sadze, zeby za nastepnym razem bylo gorzej. Ja
      przynajmniej nigdy nie mialam zadnych problemow, a kazdy nastepny raz jest
      naprawde "bezproblemowy".
      Tak wiec - kupuj bilet i nie przejmuj sie zadnym imigration ...
    • Gość: Adam Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.resetnet.pl 12.11.03, 09:46
      Ci jankeśi to jest kupa debili
      • Gość: VIP-1 Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.mt.sfl.net 12.11.03, 14:03
        kupa debili to jest tu, na tym watku (poczynajac od ciebie)
        co takie pirdulki wypisuja ze sie rzygac chce
        a jak jakims glupim siksom przepisy imigracyjne
        sie nie podobaja, to niech siedza na dupach
        a nie swiatowcow zgrywaja

        co do zlotych kart to bzdury ktos tu napisal
        ze trzeba zarabiac > $4000
        zlota karta to se mozecie w swoich kozich wolkach
        szpanowac a nie tutaj
        • aneta_25 Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku 12.11.03, 21:02
          Miałam dodać swoje trzy grosze, ale jak przeczytałam ten chamski i prymitywny
          post, to rączki mi opadły. Chociaż rozumiem - jak ktos przez 12 godzin dziennie
          zapier.... przy sprzątania ulic to ma prawo być sfrustrowany. Tylko dlaczego
          przybiera ksywkę VIP???? I to z numerem jeden?


          Gość portalu: VIP-1 napisał(a):

          > kupa debili to jest tu, na tym watku (poczynajac od ciebie)
          > co takie pirdulki wypisuja ze sie rzygac chce
          > a jak jakims glupim siksom przepisy imigracyjne
          > sie nie podobaja, to niech siedza na dupach
          > a nie swiatowcow zgrywaja
          >
          > co do zlotych kart to bzdury ktos tu napisal
          > ze trzeba zarabiac > $4000
          > zlota karta to se mozecie w swoich kozich wolkach
          > szpanowac a nie tutaj


          • Gość: Tamtejszy Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.proxy.aol.com 13.11.03, 06:25
            No cóż, śmieciarze to bardzo uprzywilejowana profesja w Nowym Jorku, zarabiają
            po $30 na godzinę. Pewnie i stąd uważają się za VIPów. My takich uważamy za
            DUPów.
          • Gość: VIP-1 oho! swiatowcy z moniek sie odezwali IP: *.mt.sfl.net 13.11.03, 12:26
            do takich tepakow jak wy, to inaczej
            nie da sie napisac bo i tak
            gucio byscie zrozumieli
            czy do tych waszych pustych glowek
            nie moze dotrzec fakt ze
            sa pewne przepisy a urzednik imigracyjny
            po prostu wykonuje swaja prace
            i jak mu sie wasze ryjki nie podobaja
            to nie tylko pytanka zadawac moze
            ale i kopa w d.. dac i odeslac z powrotem
            • aneta_25 Re: oho! swiatowcy z moniek sie odezwali 13.11.03, 12:33
              Gość portalu: VIP-1 napisał(a):

              > do takich tepakow jak wy, to inaczej
              > nie da sie napisac bo i tak
              > gucio byscie zrozumieli
              > czy do tych waszych pustych glowek
              > nie moze dotrzec fakt ze
              > sa pewne przepisy a urzednik imigracyjny
              > po prostu wykonuje swaja prace
              > i jak mu sie wasze ryjki nie podobaja
              > to nie tylko pytanka zadawac moze
              > ale i kopa w d.. dac i odeslac z powrotem

              Gość portalu: VIP-1 napisał(a):

              > do takich tepakow jak wy, to inaczej
              > nie da sie napisac bo i tak
              > gucio byscie zrozumieli
              > czy do tych waszych pustych glowek
              > nie moze dotrzec fakt ze
              > sa pewne przepisy a urzednik imigracyjny
              > po prostu wykonuje swaja prace
              > i jak mu sie wasze ryjki nie podobaja
              > to nie tylko pytanka zadawac moze
              > ale i kopa w d.. dac i odeslac z powrotem

              No to chyba nie do konca jest tak, bo Ciebie wtedy napewno by tam nie
              wpuścili:)))
              • Gość: VIP-1 Re: oho! swiatowcy z moniek sie odezwali IP: *.mt.sfl.net 13.11.03, 13:41
                ja byznesmena nie zgrywalem
                i kartami w oczy mu nie swiecilem
                tak wiec i za przyglupa mnie nie wzial
                i bez zadawania glupich pytan wpuscil
    • Gość: Adam Re: Czy moge sie spodziewac problemów na lotnisku IP: *.resetnet.pl 13.11.03, 09:49
      wycierajcie dupy jankesom
Pełna wersja