Dodaj do ulubionych

Moja historia - byc moze ktos przeczyta.

18.11.14, 14:37
Witam, chciałabym podzielic sie swoja historia, jest generalnie o tym, żeby nie panikować i nie wybiegać za bardzo myslami w przyszlosc - bo nadzieja jest w przypadku macierzynstwa bardzo waznym parametrem.

Mam 26 lat, w pierwsza ciaze zaszlam majac 23 lata, pół roku po ślubie. Maz 5 lat starszy. W tym okresie bardzo często chorowałam (pracuję jako nauczyciel). Ciąża była planowana i wydawało się, że wszystko pójdzie szczęśliwie. Do ginekologa poszłam w 9 tygodniu i okazało się, że jest jedynie pęcherzyk. Nastepnego dnia lekko plamiła i pojechałam na IP - niestety nadal nie było echa zarodka (miał 16 mm). Kilka dni później poroniłam samoistnie, w domu, w nocy. Puste jajo płodowe ok 10 tc. Po otrząśnięciu się z sytuacji (ok miesiąca) zaczęłam szukać przyczyn poronienia.

Moje wyniki badań były bardzo dobre, jedyne co mogło być powodem to przeziębienia przechodzone podczas pracy (być może cytomegalia ale nie wiadomo). Lekarz powiedział, że przy takich wynikach to po prostu statystyka w poronieniu, nic mnie nie obciąża. W obliczu takiego obrotu spraw mąż też poddał się badaniom nasienia. Za kilka dni dostalismy wyniki - okazało się, że nasienie jest w b.złym stanie, 5% plemnikow zdrowych, okreslono to jako terratozoospermie a lekarz który z nami rozmawiał powiedział, że praktycznie bez szans na dziecko, że poleca invitro. Bylismy zalamani, przeciez mlodzi, wszyscy dookola bez problemu zachodza w ciaze, czemu na nas cos takiego spadlo? Invitro w wieku 23 lat?

W nastepnym miesiacu odwiedzilam zwykla ginekolog (nie w klinice leczenia nieplodnosci). Powiedziala, żeby sie nie przejmować, bo plemniki tworza sie w cyklu 3 miesiecznym i na przestrzeni tego czasu wyniki budowy plemników są kompletnie różne, na początku mogą być w super stanie, pod koniec w kiepskim. Te "kiepskie" najczesciej nie maja mocy by doszlo do zaplodnienia, dlatego nie powinnismy sie bac "choroby genetycznej" czy innych rzeczy bo zla morfologia plemnikow nie przeklada sie na "jakosc" dziecka tylko ewentualnie na mozliwosc zaplodnienia. Bylismy skolowani, co robić? A może jednak spróbować?

Miesiac później oglądałam kolejny pozytywny test ciazowy. Do ginekologa poszłam w 5 tc okazało się, że jest pęcherzyk z ciałkiem żółtym ale bez echa. W obliczu wczesniejszej historii ginekolożka powiedziała, że może być różnie..że jeśli echo nie pojawi się za tydzień (?) będzie łyżeczkowanie. Na szczeście tydzien pozniej echo już było. Ale co się nastresowałam, to moje. W efekcie ciąża była spokojna, bez plamień, bez ingerencji. Usg książkowe. Nasz syn urodził sie w 39 tc jako 4 kilogramowy noworodek. Super.

Trzecia ciąża 2 lata później. Do ginekologa poszłam z plamnieniem w 8 tc - chciałam poczekać jak najdłużej, w dzien wizytu zaczelam plamic. Okazalo się, że szanse są duże, bo plamienie może być fizjologiczne (?) i mam się nie przejmować (?) i leżeć (przy dwuletnim dziecku, co w polowie udało mi sie zrealizowac. Dostalam duphaston. Po tygodniu okazalo sie, że zarodek kiepsko przyrasta. W 10 tygodniu lekarz był zadowolony z rozwoju ciazy, ja odetchnelam... do 12 tygodnia do usg. Okazalo sie, że dziecko ma wysoka przeziernosc (3,1 mm), wykonano test Pappa a ja jednoczesnie zaczelam zalatwiac sobie amniopunkcje (26 lat). Test Pappa wykazal ZP 1:157. Czyli tak średnio, ale lekarz (inny w Iciazy) powiedział, że dla niego tylko wyniki amniopunkcji sa wiążące (pozostawił to mojej decyzji, ale jednoczesnie zapewniał, żebym sie nie bała poronienia). W 16 tc miała amniopukcje, wynik był bardzo dobry, kariotyp prawidłowy męski. Oczywiscie wyniki były ok 20 tygodnia co oznacza, że gdyby (tfutfu!) coś było źle, stanęłabym przed dramatycznym wyborem. Na szczęście nie musiałam. Usg 20 tygodnia - i okazuje się, że jest dobrze, ale że jedna miedniczka powiększona (przy wczesniejszych problemach nie zrobilo to juz na mnie wrażenia). Tydzien pozniej echo serca - miedniczki w normie, bez patologii. Teraz jestem po usg 32 tygodnia - dziecko wydaje sie byc zupelnie zdrowe. Porod pod koniec grudnia.

Tak wiec niby zwykla historia, ale pokazuje, że usg i wyliczenia, schematy, regulki, statystyka A NAWET USG i bardzo dobrzy lekarze mogą sie mylic. I nic nie jest przesądzone - nigdy!

Pozdrawiam i trzymam kciuki za Wasze historie.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka