Po trudnej ciąży...

25.12.05, 07:49
Witajcie dziewczyny!
Być może niektóre z Was pamiętają mnie z Poronienia i Starających się. Nie
udzielałam się u Was, chociaż byłam w trudnej ciąży, bo nie chciałam zapeszyć
i mimo wszystko próbowałam żyć z moim brzuchem w miarę normalnie i zachować
zdrowe podejście. Jestem po jednym poronieniu, walce z bakteriami, w ciąży od
samiuśkiego początku leżałam w domu do 15 tygodnia, duphaston, nospa,
plamienia, krwawienia, strach, że się powtórzy historia sprzed roku... Od 19
tc skurcze, fenoterol, isoptin; w 27 tc stwierdzono u mojego dziecka
hipotrofię 2-tygodniową, w 31 wylądowaliśmy w szpitalu z już 5-6 tygodniową
hipotrofią i skurczami co 3 minuty. Udało się jeszcze trochę podhodować synka,
został wycięty nagle w 33t4d ze względu na zagrażającą zamartwicę, miał za
wąskie zapisy na ktg. Waga 1180, długość 41! Olbrzymek ma wielką wolę życia,
jest chudy, ale wyjątkowo żywotny i silny. Był w zaskakująco dobrym stanie.
Oddycha powietrzem samodzielnie, ładnie je, od kilku dni smokiem z butelki,
pięknie radzi sobie ze ssaniem, nerki i jelita pracują jak należy. Jest bardzo
dobrze i wiem, że będzie jeszcze lepiej.
Wszystkim Mamom z problemami chciałam powiedzieć, że naprawdę warto walczyć o
każdy dzień, nie poddawać się pomimo strachu i ogromnego stresu. Mam nadzieję,
że Wasze dzieci nie wezmą przykładu z mojego i urodzą się o czasie. A gdyby
miało dziać się inaczej, to życzę Wam tyle szczęścia i tak wspaniałych
lekarzy, jacy uratowali nas.
Trzymam z całego serca kciuki za wszystkie "Trudne", życzę wytrwałości,
cierpliwości, wiary, nadziei, miłości, siły...
Pozdrawiam serdecznie,
Aga.

Jesteśmy
Pełna wersja