aseretka
08.10.07, 07:21
Dopiero w ten weekend miałam możliwość skreślenia kilku zdań z
mojego pobytu w Normandii i Bretanii. Z braku czasu, po raz pierwszy
pojechałam na wakacje prawie zupełnie nieprzygotowana, wiedząc tylko
w ogólnym zarysie ( dzięki Janou, Bahowi i Jot-be ) czego mogę się
spodziewać.
Na nieprzewidywalną bretońską pogodę przed wyjazdem dokonałam przede
wszystkim zakupu kaloszy i porządnych kurtek przeciwdeszczowych. Nie
miałam bowiem zamiaru przemoknąć do suchej nitki tak, jak podczas
majowego pobytu nad Jeziorem Maggiore. I tu pierwsze zaskoczenie,
jak najbardziej pozytywne. Kurtki przeciwdeszczowe, kalosze i
flanelowe koszule nie przydały się na nic. Pogoda była piękna.
Temperatura powietrza zaskakująco wysoka. Dni słoneczne. Mimo wiatru
znad Atlantyku, można było całymi godzinami leżeć na plaży. Nawet
woda w oceanie zachęcała, przynajmniej mnie, do kąpieli. Czyste,
niemal krystaliczne wody, sprawiały prawdziwą przyjemność pływania,
chociaż jej temperatura nie przekracza 15 stopni C:) Jednak za nic
nie oddałabym pływania w tej wodzie w zamian za nurzanie się w
ciepłych jak zupa odmętach Morza Śródziemnego na Lazurowym Wybrzeżu
południa Francji. Trzeba jednak zauważyć, że to tylko moje wrażenie,
gdyż nikt z reszty towarzystwa (a i innych wczasowiczów rzadko kto)
nie odważył się zanurzyć głębiej niż po kostki, a moja wnuczka Zuzia
niemal z krzykiem wyskoczyła z kłującej igiełkami wody. Popołudnia
spędzone na basenie campingowym w Bretanii, były jednak całkiem
przyjemne.
Drugie zaskoczenie, to odpływy i przypływy. Nawet po pobycie w
Portugalii nie wyobrażałam sobie takiej ich wielkości. I w
Normandii, i w Bretanii poziom wód zmieniał się bardzo szybko. W
ciągu 2-3 godzin łodzie, które osiadały na mieliźnie pływały z
powrotem na wodzie. I odwrotnie. Parkingi położone wzdłuż grobli
klasztoru Mount St. Michel po kilku godzinach były suche i można już
było tam parkować. Gdy przyjechaliśmy do klasztoru św. Michała około
9 rano musieliśmy zaparkować na parkingu dla camperów, czyli jakieś
3-4 km przed wyspą. Z daleka nawet był to ciekawy widok, gdy
patrzyło się na całe pielgrzymki ludzi wędrujących wzdłuż grobli.
Kiedy jednak opuszczaliśmy wysepkę St. Michel poziom wody był już
tak niski, że parkingi poniżej grobli przy klasztorze były już
prawie zapełnione. Podobnie było i w okolicach St. Malo, i w
okolicach Houlgale, i w okolicach Reguenes Plage, i w okolicach
Półwyspu Cruzon, i na Półwyspie Quiberon. Widok naprawdę
zaskakujący, gdy w ciągu tak krótkiego czasu zmieniał się poziom
wody.