Dodaj do ulubionych

Moja podróż po Korsyce.

05.11.08, 15:34
Prolog
W drodze na Korsykę spędziliśmy 3 noce nad Jeziorem Maggiore i
kolejne 3 w Lamporecchio w Toskanii. W drodze powrotnej 3 noclegi
mieliśmy zarezerwowane w San Vincenzo, a następne trzy w Natterer
See w Austrii. Nawet przy założeniu, że spędzilibyśmy 21 na Korsyce
koszt w Eurocampie byłby ten sam a nawet niższy, bo w Austrii
rezerwowany był mobilhoum. Troszkę też zaoszczędzilibyśmy na
paliwie, ponieważ camping Parc Albatros jest odległy od Livorno o
ok. 65 km na południe, czyli oszczędności wyniosłyby ok. 15 euro (
12 l paliwa * 1,25 euro ). Cała wyprawa, oprócz Korsyki, pozwoliła
nam na zobaczenie:
- prześlicznej La Isola Bella oraz i La Isola dei Pescatori na
Jeziorze Maggiore;
- cudnego klasztoru Certosa di Pavia położonego w okolicach
Mediolanu;
- snobistycznego Portofino na Włoskiej Riwierze;
- owianej legendą gwałtowności Pistoi w Toskanii;
- Vinci – uroczego płożonego wśród toskańskich wzgórz miejsca
wychowania geniusza renesansu:
- klimatycznego toskańskiego Piombino ( miejscu, w którym się
zakochałam i do którego chcę powrócić )
- malowniczego miasteczka Rattenberg w Austrii;
- Kitzbuhel - jednego z najbardziej znanych i popularnych, a
jednocześnie najstarszych ośrodków sportowych w Austrii;
- bajecznych Wodospadów Krimmler Ache.
Nasze wydatki to:
- 21 noclegów z Eurocampu 304,20 euro po kursie 3,61 zł = 1100,00 zł
- nocleg w Niemczech 132,00 euro po kursie 3,30 = 436,00 zł
- wcześniejsza rezerwacja, która obejmuje ubezpieczenia KL = 160,00

- na paliwo za granicą, autostrady i parkingi wydaliśmy 541,83 euro
po kursie 3,30 zł = 1788,00
- jedzenie ( bez szaleństw, ale i bez szczególnych oszczędności )
308,50 euro = 1018,00 zł
- wstępy 117 euro = 386,00 zł
- prom na Korsykę 352,10 euro po kursie 3,68 zł = 1296,00 zł
- winietka na Szwajcarię 100,00 zł
- paliwo w Polsce 650,00 zł
Razem w zaokrągleniu 6930,00 zł, co przy podziale na 6 osób daje
1155,00 zł na osobę. Do tego należy doliczyć trochę prowiantu
zabranego z Polski maksimum za 900,00 zł, co podwyższa koszy o ok.
150,00 zł na osobę.
Jak za te pieniądze wrażeń z podróży wiele. Na forum Francja skupmy
się jednak na dniach spędzonych na Korsyce.
Obserwuj wątek
    • aseretka Moja podróż po Korsyce - dzień 1. 05.11.08, 15:36
      Dzień 1 – piątek.
      Dziś opuszczamy camping Barco Reale w Lamporecchio. Budzik
      nastawiony na 7:00 i o tej godzinie zrywamy się z bratową. Reszta
      towarzystwa wstaje na gotowe śniadanko o 7:30. Jajecznica na boczku
      ( skwareczki stopione i zapasteryzowane w słoiku ) to bardzo dobre
      pożywienie przed całodzienną podróżą. Bratowa rozstawia talerze,
      kubki i sztućce. Ja wybijam na patelnię 15 jaj i gdy zaczynają się
      ścinać wrzeszczę na cały głos: Pobudka!!!
      Z ociąganiem wstaje reszta towarzystwa, w tym z największym
      ociąganiem dwie moje wnuczki: Zuzia i Celina. Pół godziny na
      śniadanie oraz pozmywanie garów wystarcza i kilka minut po 8:00
      jesteśmy gotowi do drogi do Livorno. Prom odpływa o 11:00, a w
      porcie powinniśmy być najpóźniej na godzinę przed odpłynięciem. 70
      km powinniśmy przejechać maksimum w 1,5 godziny, więc mamy jakieś 30
      minut rezerwy.
      Jedziemy drogą na Empoli, potem S67 i S40 na Livorno. Czas jest
      dobry. Żadnych korków na drodze więc w Livorno jesteśmy o 9:20. I tu
      zaczynają się schody... Jak napisano w informacji dołączonej do
      biletów na prom powinniśmy się kierować znakami na: Porto, Corsica &
      Sardinia Ferries oraz Stazione marittima. Owszem, żółto-niebieski
      znak na przewoźnika Corsica & Sardinia Ferries jest ale po jakimś
      czasie zanika i ni kita nie wiadomo, jak dalej dojechać do
      terminalu. Po prawej stronie drogi, na nabrzeżu widzimy nawet nasz
      prom, tylko problem, jak się do niego dostać. Stajemy przy jakieś
      bramce do portu i pytamy siedzącego w budce osobnika. Niestety nie
      rozumie ani po angielsku, ani po niemiecku. W odpowiedzi na pokazany
      planik szwargocze coś po włosku popierając swoje słowa gestami. W
      lewo, w prawo, potem znowu w prawo i w lewo... Za cholerę nie
      zapamiętam. Krążymy kilkanaście minut w okolicach portu. Stojąc na
      światłach pytam się stojącego obok Włocha o dojazd. Też nie zna
      angielskiego, ale gestem pokazuje kierunek. Znowu widzimy nasz żółto-
      niebieski prom w pobliżu, ale ciągle nie wiemy, jak do niego
      dotrzeć. Następny pytany Włoch, każe nam zawrócić i na światłach
      skręcić w lewo. Zaczynam się denerwować, bo dochodzi już 10:00 i do
      odprawy zostało coraz mniej czasu. Zawracamy i powtórnie pytamy się
      o drogę do terminalu na stacji benzynowej. Na szczęście pan mówi tam
      po angielsku i tłumaczy nam jak dojechać. Ufff... o 10:10 dojeżdżamy
      do terminalu!
      • lafenda Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 1. 05.11.08, 18:38
        Domyślam się, że na Korsyce mieszkaliście na campingu Marina d’Erba
        Rossa w GHISONACCIA ;) My też tam byliśmy na przełomie sierpnia i
        września :)
        I też mieszkaliśmy na campingu Barco Reale, który tak naprawde
        mieści się w San Baronto ale w drodze powrotnej. W drodzę na Korsykę
        spędziliśmy parę dni w Szwajcarii a potem noc w Genuii skąd
        odpływliśmy do Bastii.
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 1. 06.11.08, 15:26
        Mimo, że prom odpływa o 11:00 nie zaczęto jeszcze załadunku.
        Samochodów nawet nie tak dużo. Spodziewałam się większej kolejki.
        Stoimy więc na nabrzeżu i podziwiamy "Wielką Smeraldę", którą
        będziemy płynąć na Korsykę. Prom jest olbrzymi - długi na ok. 50
        samochodów i wysoki na 8-10 pięter. Za nami ustawia się jeszcze
        kilka samochodów i obok następny rządek. Wydaje się, że nie tylko my
        mieliśmy problemy z dotarciem do terminalu. Mogę tak sądzić, bo
        chyba ze trzy osoby pytały się mnie, czy to na pewno jest prom
        odpływający do Bastii.
        Załadunek zaczyna się około 10:20 i przebiega bardzo sprawnie.
        Zostawiamy samochód w ładowni i wspinamy się schodami na górny
        pokład, mijając po drodze trzy poziomy z kabinami osobowymi. Kolejny
        poziom to restauracje, sklepy, sala telewizyjna. Następne dwa piętra
        prowadzą na deck, gdzie można skorzystać z leżaków. Pogoda jest
        piękna, więc z radością sadzamy na nich tyłki. Duchota jest tak
        okropna, że chcielibyśmy już odpłynąć i doznać owiewu morskiej bryzy.
        Odpływamy 10 minut przed czasem i zastanawiam się, co z osobami,
        które ewentualnie wykupiły bilety, a nie dotarły do terminalu na
        czas. Właściwie to nie nasz problem, ale co by było, gdybyśmy my
        przez to błądzenie dojechali do terminalu kilka minut przed 11:00.
        Zostawiamy za sobą Livorno z portowymi żurawiami, latarniami
        morskimi i zacumowanymi na nabrzeżach statkami. Jak podaje Hołowczyc
        z Livorno do Bastii jest 120 km, będziemy więc płynęli z prędkością
        30 km/h.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148.html
        Czterogodzinny rejs na Korsykę nie był ani przez chwilę nudny. W
        jego trakcie podziwiać można było nie tylko przejrzyste, mieniące
        się tysiącem odcieni błękitu morze ale również i rozrzucone na
        wodzie małe skaliste wysepki. Z prawej strony najpierw małą,
        skalistą Isola Gorgona, potem dość dużą Isola de Capraia, a z lewej
        zarysy majaczącej w oddali Elby – miejsca zesłania Napoleona.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,86868991.html
        I wreszcie widać Korsykę. Poznaję Cap Corse i jasne domy Bastii.
        Coraz bliżej korsykańskiego wybrzeża i coraz ładniejszy widok na
        miasto. Wyraźnie widać już wsunięte głęboko w morze molo Jette du
        Dragon, kościół St-Jean Baptiste, nadmorską promenadę z palmami i
        obsadzony platanami Plac St-Nicolas. Dopływamy do mojej Itaki, o
        której urodzie tyle słyszałam.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,86890451.html
        • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 1. 07.11.08, 13:45
          Wyładunek samochodów idzie sprawnie i ok. 15:30 lądujemy na parkingu
          usytuowanym na obrzeżach Placu St-Nicolas ( 1,00 euro za 1h ). Plac
          leży na terenie dawnej wioski rybackiej Cardo zwanej Terra
          Vecchia. W porównaniu z innymi placami jest wręcz gigantyczny. Jego
          centralną część zajmuje coś w rodzaju zadaszonej altany zwanej
          Pawilonem Muzycznym. Jak wyczytałam w przewodniku w jednym końcu
          placu wznosi się pomnik ku czci poległych żołnierzy, a w
          przeciwległej stoi posąg Napoleona. Pomnik ku czci poległych w
          latach 1914-18 i 1939-45 jest rozpoznawalny i przedstawia matkę
          otaczającą ramieniem swego syna, ale jakoś nie rozpoznaję stojącego
          na drugiej stronie placu Cesarza Francuzów Napoleona. Przebrany w
          rzymską togę, z laurowym wieńcem na głowie przypomina bardziej
          Juliusza Cezara niż małego kaprala znanego z czasów Rewolucji
          Francuskiej. Czyżby megalomania Korsykańczyków nakazywała w ten
          sposób przedstawianie syna swego narodu? Osobiście lubię Bonapatrego
          ale jakoś nie pasuje mi przedstawiany w roli rzymskiego herosa.
          fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,86891537.html
          Rue Napoleon dochodzimy do Chapelle St-Roch. Ta ozdobiona piękną
          boazerią kaplica została zbudowana w 1598 r. po epidemii dżumy,
          która nawiedziła Korsykę. Oprócz boazerii w ciemnym wnętrzu kościoła
          przyciągają wzrok prześliczne rzeźby i zabytkowe organy.
          Po wyjściu z kaplicy przechodzimy wąską uliczką św. Rocha do Cours
          Pierandeli a następnie do Place de Hotel de Ville z piaskowo-żółtym
          Ratuszem.
          fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,86891698.html
          Dalej widać wznoszący się ponad portem, wybudowany w XVII w. kościół
          St-Jean-Baptiste. Ta barokowa świątynia z dwoma charakterystycznymi
          dzwonnicami jest największym sanktuarium na wyspie. W mrocznym
          kościele w zachwyt wprowadza mnie marmurowa, filigranowa ambona oraz
          stiuki i malowidła na sufitach.
          Kościół św. Jana Chrzciciela stoi niemal na nabrzeżach Starego
          Portu, gdzie na wodzie kołyszą się liczne kutry i jachty, a
          nabrzeżna promenada pełna jest kawiarni, barów i restauracji.
          fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,86891888.html
          Idąc wzdłuż portu dochodzimy do powstałej w 1380 r. genueńskiej
          części Bastii zwanej Terra Nova. Mury wokół znajdującej się tu
          twierdzy wybudowane zostały w 1453 r., kiedy to Bastia stała się
          stolicą wyspy. U stóp twierdzy rozciąga się Jardin Romieu, do
          którego prowadzą schody łączące port z cytadelą.
          fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,86892051.html
          Przez bramę króla Ludwika XVI wkraczamy poza mury wybudowanego przez
          Genuańczyków miasta zwanego Terra Nova. Pierwszą rzeczą, która
          rzuca się w oczy po wkroczeniu za mury jest Pałac Gubernatora z
          okrągłą wieżą ( basztą ), od której wzięła się nazwa miasta. Spacer
          schodkowymi ulicami miasta pozwala na podziwianie pięknych widoków
          na morze. Wąskie, ukwiecone pelargoniami uliczki oddają urok tej
          części miasta. Pnąc się pod górkę dochodzimy do zdobnej w aniołki i
          roślinne ornamenty Chapel-le Ste-Croix, a następnie do katedry Ste-
          Marie, będącej siedzibą biskupów w latach 1540-1801. Niestety nie
          dane jest nam wejście do jej wartego zobaczenia wnętrza ponieważ
          akurat odbywa się tam ceremonia pogrzebowa i jakoś tak niezręcznie
          wkraczać w celach zwiedzania. Wracamy więc na Plac St-Nicolas, gdzie
          pozostawiliśmy samochód, wstępując po drodze do stojącej przy
          uliczce za portem, zdobna w złoto i aksamity Chapelle de
          l`Immacueuelle.
          Idąc ulicą prowadzącą wzdłuż Vieux Port podziewamy jeszcze ciekawe
          rozwiązania architektoniczno-sanitarne. W domach wokół portu można
          bowiem zauważyć postawione na balkonach przybudówki. Cóż to może
          być... Otóż nic innego, ja zwyczajne kibelki. W starych domach
          Bastii problemy stwarzało ich skanalizowanie i rury zostały
          umieszczone na zewnątrz budynków. Sprawiło to, że ich współcześni
          mieszkańcy zlokalizowali swe toalety na balkonach. Nawet to
          rozwiązanie mi się podoba, bo: po pierwsze toaleta nie zajmuje
          części mieszkalnej, a po drugie całkiem przyjemnie jest załatwiać
          potrzebę na świeżym powietrzu :)
          fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,86892269.html



          • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 1. 12.11.08, 15:09
            Jeszcze ostatnie spojrzenie na Bastię
            fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,86892477.html
            i po prawie trzech godzinach zwiedzania ruszamy w drogę na camping
            w Marina d`Erba Rossa położony w okolicach Ghisonaccii. Droga należy
            do najprostszych na Korsyce, więc z założenia wynikało, że
            powinniśmy te 85 km przebyć w godzinę. Niestety dojazd w okolice
            Borgo zajął nam około godziny ze względu na liczne korki. Dalej
            poszło już sprawniej przed 21:00 docieramy do miejsca noclegu.
            Jednym z pilotów Eurocampu okazuje się być Polka Magda, studiująca w
            moim rodzinnym mieście anglistykę. Wczuwając się w rolę Madzia stara
            która się nam przybliżyć uroki Korsyki i wychodzi jej to nawet
            nieźle, ale ja zdołałam już wcześniej zgłębić tajniki tej wyspy i
            znam miejsca, które zamierzam zobaczyć. Rozmowa zaczyna więc się
            toczyć na temat miejsc, które ja polecam do odwiedzenia w Łodzi. Aby
            przybliżyć uroki naszego miasta mąż pożycza Magdzie "Spacerownik po
            Łodzi" autorstwa Ryszarda Bonisławskiego, wielkiego miłośnika i
            piewcy Ziemi Obiecanej. Jeszcze wymiana kilku grzecznościowych zdań
            i lądujemy z wyznaczonym namiocie. Powitalnego wina brak, ale nie
            przejmujemy się tym. Jesteśmy głodni i pora zjeść coś porządnego na
            obiado-kolację. No to na szybko spaghetti bolonesse z wołowiną z
            puszki. Do tego zakupione w Lamporecchio toskańskie wino i żyć nie
            umierać...
    • aseretka Moja podróż po Korsyce - dzień 2. 13.11.08, 12:48
      Dzień 2 - sobota.
      Wstajemy o z bratową o 7:00. Jest już widno i można w spokoju wypić
      poranną kawę przy czytaniu książki. Reszta niech śpi, przynajmniej
      jest spokój. Między 8:00 a 8:30 zaczyna się wygrzebywać z sypialni
      reszta towarzystwa. Czas na śniadanie.
      Przed 10:00 już jesteśmy gotowi do plażowania. Camping Marina
      d`Erba Rossa położony jest tuż przy pokrytej drobnym piaskiem,
      szerokiej plaży Pinea otoczonej palmami i drzewami piniowymi.
      Zwiedzone przez nas wcześniej sanitariaty i łazienki campingowe
      sprawiają też dobre wrażenie. Ogólnie camping jest czysty i sprawia
      przyjemne wrażenie, ale... wszystko się tu poci. Z rosnących drzew
      co chwilę skapuję jakiś sok, plamiący powierzchnię namiotów i
      ubrania osób przebywających na powietrzu. Na plaży za to cudnie.
      Złocisty piasek, cieplutka, krystalicznie czysta woda. W oddali
      majaczą zarysy gór. Z rozkoszą oddajemy się plażowaniu i kąpieli w
      cieplutkiej wodzie. Przeźroczyste odmęty Śródziemnego Morza
      zachęcają do kąpieli. Cielę i Zuza z radością włażą do morza. My też
      nie wytrzymujemy w 35 stopniowym upale. Jak dla mnie woda jest
      jednak zbyt ciepła, ale i tak siedzenie w niej jest lepsze niż
      skwierczenie na plaży. W sielskiej atmosferze plażowania i kąpieli
      czas upływa nam aż do obiadu, na który szybko przygotowuję czerwony
      barszczyk i ziemniaki puree z grubo pokrojonymi skwareczkami z
      brzuszka.
      Po obiedzie znowu kąpiele i plażowanie. Mieliśmy zamiar iść teraz na
      basen, jednakże okazało się to totalnym niewypałem. Moim zdaniem
      szkoda płacić 3,50 euro za korzystanie z niego podczas pobytu na
      campingu Marina d`Erba Rossa. Basen położony jest tuż przy plaży i
      nie ma żadnych specjalnych zalet. Leżaków na nim mało, a atrakcji
      żadnych. Nawet zjeżdżalni nie ma. Ludzi za to, jak mrówków i z braku
      leżaków pozostałoby wylegiwanie się na betonowych płytach.
      Wykupienie więc u pilotów Eurocampu 4 opasek po okazyjnej cenie 3
      euro od osoby uważam za niepotrzebny wydatek. Bardziej podoba mi się
      leżenie na plaży i pływanie w odmętach Morza Śródziemnego.
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,86927831.html
      Wieczorem zakupy w markecie U w Ghisonaccii. Jak okazuje się wcale
      nie jest tak drogo. Ładujemy do koszyka 10 jaj (2,39 euro), szynkę
      konserwową (360 g 1,36 euro), pomidory (1,60 euro/kg), ziemniaki
      (2,46 euro/5kg), litr mleka (0,84 euro), smarowidło do chleba (1,74
      euro), dannonki dla dziewczynek (1,05 euro za 4 szt.), chleb (2,20
      euro), 4 bagietki (0,70 euro za szt.), wodę mineralną (6 butelek
      2,70 euro), 6 gazowanych napojów cytrynowych (0,27 euro/1,5 l) oraz
      korsykański miód za 3,29 euro. Kupujemy jeszcze, na następny dzień
      na obiad, ryby za 14,01 euro, 30 buteleczek (0,25 l) piwa
      Kronenbourg za 8,90 euro oraz 6 puszek korsykańskiego piwa
      kasztanowego Petra za 6,79 euro. Obładowani zakupami wracamy na
      kolację.
      Noc okazuje się koszmarem. Makabra zaczyna się około 22:00 i kończy
      około 4:00 nad ranem. Gdzieś niedaleko campingu zlokalizowana jest
      dyskoteka i głośne dźwięki instrumentów perkusyjnych nie pozwalają
      zasnąć. Dziewczynki też się budzą i zaczynają marudzić, że odgłosy
      podobne do tamtamów nie dają spać. Na melodię dźwięcznego : łub,
      łub, łub próbuję nucić kołysankę "Aaaa, koty dwa", co tylko rozbudza
      wesołość. Pozostaje tylko jedno wyjście, czyli włączenie dzieciakom
      filmu na komputerze. Po obejrzeniu połowy "Opowieści z Narnii",
      Zuzia i Ciele usypiają. My też trochę przysypiamy, ale jest to sen
      płytki, z przerwami. Z radością witam wstający dzień, bo nie trzeba
      się przewracać na łóżku.
      • Gość: Aśka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 2. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.08, 20:16
        Byłam na tym campingu parę ładnych lat temu - we wrześniu i było
        cicho i spokojnie. Miejsce rzeczywiście wspaniałe, piękna plaża,
        widoki, generalnie bardzo ładny camping. Ale chciałam napisać o
        czymś innym, a mianowicie o nocnych głośnych campingowych
        atrakcjach. Jeżdżę sporo ale w tym roku przeżyłam istny koszmar na
        campingu Mar i Sol w Langwedocji. Łomot zaczynał się około 22 i
        trwał do 3 w nocy I to każdego dnia. Muzyka docierała do nas z
        trzech campingów - istna kakofonia dźwięków! Byliśmy tam 7 dni i z
        dnia na dzień robiłam się coraz bardziej zmęczona i poirytowana.
        Moje dzieci zreszta też. Marzyłam o wyjeździe stamtąd i odpoczynku,
        a to przcież był mój urlop. Nie wiem skąd przekonanie wśród
        animatorów rozrywki, ze ludzie na wakacjach chcą po nocach słuchać
        głośnej muzyki, wrzasków animatorów itp. Oprócz młodzieży na
        campinach jest przecież masa rodzin z małymi dziećmi.
        • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 2. 14.11.08, 12:26
          > Byłam na tym campingu parę ładnych lat temu - we wrześniu i było
          > cicho i spokojnie.
          We wrzesniu też już było cicho, ale do końca siernia istny horror.
          Chociaż po trzech nocach trochę przywykliśmy. Dyskoteki campingowe,
          też były, ale nie były one aż tak hałasliwe, jak ta oddalona kilka
          kilometrów od campingu.
          • lafenda Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 2. 14.11.08, 19:49
            Aseretko chyba byliśmy w podobnym czasie na tym campingu, my byliśmy
            28.09-06.09 :)
            Ale my mamy na tyle twardy sen, że nam odgłosy z dyskoteki nie
            przeszkadzały i naszym dzieciom również, nawet jak, któreś z dzieci
            obudziło nas w nocy to wszyscy bez problemów zasypialiśmy mimo
            odgłosów z dyskoteki. Może Wasz namiot stał bliżej...

            Mnie najbardziej przeszkadzała niemiecka młodzież robiąca straszny
            syf w łazienkach i to, że łazienki były sprzątane i częściowo
            zamykane w godzinach największego obleżenia przez co robiły się
            kolejki.

            Ale tak ogólnie camping fajny i polecam :))
            • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 2. 17.11.08, 12:25
              > Aseretko chyba byliśmy w podobnym czasie na tym campingu, my
              > byliśmy 28.09-06.09 :)
              Prawie dokładnie w tym samym czasie. My byliśmy od 29.08 do 07.09.

              > Mnie najbardziej przeszkadzała niemiecka młodzież robiąca straszny
              > syf w łazienkach i to, że łazienki były sprzątane i częściowo
              > zamykane w godzinach największego obleżenia przez co robiły się
              > kolejki.
              Niemiecka młodzież była oddalona od naszego namiotu, więc nam nie
              przeszkadzała. Zgadzam się natomiast, co do sprzątania łazienek.
              Trudno było przewidzieć, kiedy paniom sprzatającym zachce się
              sprzatać. A wystarczyłoby gdyby jak na innych campingach wywieszsona
              była kartka z godzinami, w których ze względu na sprzątanie
              sanitariaty są zamknięte.
        • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 2. 18.11.08, 07:51
          Bahu, ja nie polecam. Opisuję wyłącznie swoje doświadczenia. Na
          pewno lepiej jest objechać Korsykę zatrzymując się na nocleg w
          różnych miejscach. Weź przy tym pod uwagę, że nie podróżuję ze swoim
          namiotem i nawet nie miała bym chęci rozbijania go codziennie w
          innym miejscu i zwijania następnego ranka. Podróżowanie z dziecmi
          też nie ułatwia codzienniej włóczęgi. Uważam jednak, że mimo pobytu
          stacjonarnego i nastawienia na chociaż połowiczne leniuchowanie
          udało mi się zobaczyć spory kawałek wyspy. A jeżeli moje opisy tego
          co widziałam komukolwiek sie przydadzą, to będzie mnie to cieszyło.
          • bah77 Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 2. 18.11.08, 08:38
            > Opisuję wyłącznie swoje doświadczenia.

            Aseretko, właśnie o nie pytałem.

            Z Twojej odpowiedzi wnioskuję, że tylko ja tak mam, że przeklinałem
            nocne powroty ze zwiedzania na stacjonarny nocleg na Korsyce.

            > Weź przy tym pod uwagę, że nie podróżuję ze swoim namiotem i nawet
            > nie miała bym chęci rozbijania go codziennie
            > innym miejscu i zwijania następnego ranka.

            Czyli polecanie przeze mnie rodzinom z dziećmi min 3-4 miejsc
            noclegowych/ 2 tygodnie na Korsyce jest bez sensu (choć z taniością
            mam wielkie problemy, to widziałem, że oprócz kempingów, są tam
            także bungalowy, tani hotel w Corte itp.)?
            Lepiej nocować na jednym, nawet hałaśliwym kempingu?

            Pozdrawiam serdecznie

            bah77
            • lafenda Do bah77 :) 18.11.08, 13:47
              bah77 napisał:
              >
              > Czyli polecanie przeze mnie rodzinom z dziećmi min 3-4 miejsc
              > noclegowych/ 2 tygodnie na Korsyce jest bez sensu (choć z
              taniością
              > mam wielkie problemy, to widziałem, że oprócz kempingów, są tam
              > także bungalowy, tani hotel w Corte itp.)?
              > Lepiej nocować na jednym, nawet hałaśliwym kempingu?
              >
              > Pozdrawiam serdecznie
              >
              > bah77


              Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi, że również odpowiem na to
              pytanie :)

              Rónież byłam na tym campingu i my też mieszkaliśmy w namiotach
              Eurocempu, mamy 2 małych dzieci (2 i 5lat) i po pierwsze namiotów
              Eurocampu nie trzeba rozbijać, po drugie jest tam coś w rodzaju
              kuchni (a gotowaliśmy sami) po trzecie nie trzeba wozić naczyń ani
              innych akcesorii kuchennych. I wogóle wygodniej jest spędzać wakacje
              w jednym miejscu niż pakować i rozpakowywać się co chwile.
              Oczywiście można wyunajmować domki (ale śmiem wątpić czy znalazłabym
              4os. bungalow za 15-10EUR) a hotel dla mnie zupełnie odpada nie
              tylko ze względu na cenę.
              Natomiast byłam już na wielu campingach i ten na pewno nie był
              hałaśliwy a głośna muzyka pochodziła z campingu obok, jak już
              pisałam mnie w nocy nie przeszkadzała.

              Podsumowując spędziłam na Korsyce 10 dni, bardzo mi się podobało i
              absolutnie nie żałuję, że tam pojechałam. Pomimo, że mieszkaliśmy w
              jednym miejscu i nie mogliśmy wszystkiego zobaczyć. Lepiej poznawać
              Korsykę tak niż nie poznać jej wcale...
              Wrócimy na Korsykę za parę lat i wtedy objedziemy ją z namiotem ale
              teraz też było warto jechać a słuchając Twoich rad powinnam sobie
              taki wyjazd darować...
              • bah77 Re: Do Lafendy :) 18.11.08, 14:47
                > Lepiej poznawać Korsykę tak niż nie poznać jej wcale...

                Czytałaś bardzo nieuważnie - zastanawiałem się tylko, jak jest
                zwiedzać Korsykę _lepiej_.

                > I wogóle wygodniej jest spędzać wakacje
                > w jednym miejscu niż pakować i rozpakowywać się co chwile.

                Co kto lubi.
                Ale nie zadawałem pytania miłośnikom wczasów w Egipcie, tylko
                Aseretce, która do tej pory uwielbiała zwiedzanie i nie narzekała na
                zmianę miejsca pobytu co kilka dni.

                bah77
            • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 2. 18.11.08, 15:38
              > Z Twojej odpowiedzi wnioskuję, że tylko ja tak mam, że
              > przeklinałem nocne powroty ze zwiedzania na stacjonarny nocleg
              > na Korsyce.
              Chociaż lubię włóczęgę jednak w pewien sposób przedkładam
              zarezerwowane miejsce na nocleg nad szukaniem codziennie innego
              miejsca do noclegu. Gdybym miała zarezerwowane 2-4 miejsca pewnie
              zdecydowałabym się to wykorzystać. Niestety rezerwacja (w moim
              przypadku) była możliwa tylko w tym jednym miejscu. A dyskoteki po
              zakończeniu sierpnia również się skończyły. Poza tym, czy mogłabym
              mieć gwarancję, że w innym miejscu nie byłoby by akurat hałaśliwie?
              • bah77 Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 2. 18.11.08, 16:51
                Rozumiem z tego, że każdy powinien sam decydować, w ilu miejscach
                najlepiej zatrzymać się na nocleg na Korsyce, aby poznać jej piękno.

                To już więcej nie zaśmiecam Ci wątku.

                Pozdrawiam

                bah77

                P.S.: Może zainteresuje Cię ciekawa i poetycko opisana wycieczka
                samochodowa z małymi dziećmi (na konkurencyjnym Forum)?

                www.cro.pl/forum/viewtopic.php?t=17704
    • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 3. 14.11.08, 12:53
      Dzień 3 – niedziela.
      Śniadanie o 7:00, bo przed nami dziś wycieczka na południowe krańce
      wyspy. Już przed 8:00 jesteśmy gotowi do wyjazdu w kierunku
      Solezary. Przed mostem na rzece Solenzara droga D268 prowadzi w
      górzyste okolice Korsyki. Najpierw zbocza porasta makia, ale z
      czasem drzewa stają się coraz wyższe. Po ok. 8-10 km docieramy do
      rzeki z trzema kamienistymi kąpieliskami, gdzie robimy krótką
      przerwę podziwiając wspaniały widok na okolice.
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,86936314.html
      Jeszcze chyba za wcześnie na kąpiele i plażowanie, bo nad Solenzarą
      ani żywego ducha. Zanim jednak odjedziemy pojawiają się na parkingu
      pierwsi wczasowicze, którzy rozkładają na kamieniach maty i leżaki.

      Jedziemy dalej przez korsykański Parc Naturel. Piękne widoki
      rozciągają się niemal z każdego odcinka krętej drogi. Im bliżej
      Przełęczy Bavella tym droga staje się coraz bardziej kręta, a za
      każdym zakrętem, aż do połączenia łańcuchów górskich, ukazują się
      coraz cudowniejsze krajobrazy. W chłodnym, liściastym lesie Foret
      de Bavella na ciemnozielonych łąkach kwitną fiołki alpejskie, orliki
      i górskie osty. Skaliste zbocza porastają czarne, korsykańskie
      sosny. Przy drodze kamienista chata, a na jej wysuniętym ku drodze
      tarasie siedzi prawdopodobnie przy śniadaniu trzech panów. Dziwimy
      się, że komuś chce się mieszkać na takim odludziu, chociaż patrząc z
      innej strony sama chętnie bym zamieszkała tak z dala od cywilizacji.
      Leżąca na wysokości 1218 m Col de Bavella to prawdziwe cudo. Surowe
      skały otoczone zielenią sosen. Wszyscy wpadamy w zachwyt nad
      prześlicznymi widokami na okoliczne szczyty i doliny.
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87119928.html
      Na przełęczy krzyż i ustawiona pośród kamieni figura Matki Bożej.
      Pod nią, na rumowisku z kamieni tabliczki zawierające intencje Do
      tego posągu Notre-Dame des Neigres co roku 5 sierpnia podążają
      pielgrzymki. Całości obrazka dopełniają przechodzące po zboczach
      krowy, które nic a nic nie dbają o stromizmy górskich zboczy. Na
      przełęczy jest tak cudnie, że chciałoby się tu zostać na dłużej i
      wkroczyć w górski świat.
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87120266.html
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 3. 17.11.08, 12:30
        Jedziemy teraz w dół niezabezpieczoną niczym po prawej stronie
        drogą. Można doznać zawrotów głowy spoglądając w dół i myśląc, co by
        było, gdyby samochód stoczył się w przepaść. Znowu wjeżdżamy w las
        korsykańskich czarnych sosen. Mijamy położony po lewej stronie
        hipodrom i dojeżdżamy do małej, ładnej miejscowości Zonza z kilkoma
        restauracjami i kawiarniami. Urocze kamienne domy i kamienny kościół
        wybudowany na skraju miasteczka. Dzięki pięknemu położeniu w
        miejscu, gdzie stykają się trzy trasy prowadzące przez Alta Rocca
        (regionu należącego do rodziny szlacheckiej władającej niegdyś całym
        południowym obszarem wyspy) miasteczko stało się turystycznym
        centrum regionu. Z miejscowości tej prowadzi wiele szlaków w
        górzyste rejony Korsyki.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87168712.html
        Droga D368, która wiedzie z Zonzy do Porto Veccio prowadzi znowu
        przez wspaniałe lasy regionu Alta Roca.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87169082.html
        W okolicach małej wioski L`Ospendale zatrzymujemy się przy zaporze
        wodnej. Ciemnoniebieska woda wspaniale harmonizuje z zielenią
        sosen, błękitem nieba i szarością skał. Aż by się chciało zostać tu
        na dłużej, poplażować i popływać.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87168937.html
        W pobliżu zbiornika znajduje się szlak prowadzący do wodospadu
        Piscia, ale z braku czasu nie decydujemy się na podziwianie tego
        cudu natury, bowiem, jak głosi przewodnik, droga w obie strony
        zabiera ok. 1,5 h.
        Za zaporą wodną Z okolic L`Ospendale podziwiać też można imponujący
        widok na Porto Veccio i szmaragdowe morze. Niestety, mimo pięknej
        pogody, widok pokryty jest lekką mgiełką unoszącą się znad morza.
        Ale i tak fajnie jest popatrzeć z góry na miasto i zatokę.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87169258.html
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 3. 18.11.08, 08:20
        Do Porto Vecchio dojeżdżamy w samo południe. Trudno jest ze
        znalezieniem miejsca do parkowania w okolicach Starego Miasta, ale
        jakoś udaje nam się zaparkować ciut poniżej, na drodze prowadzącej
        do portu. Ponieważ dzisiaj niedziela nie trzeba uiszczać opłaty za
        parkowanie.
        Chociaż fortyfikacje Porto Vecchio powstały w 1539 r. Stare Miasto
        nie wydaje się aż tak bardzo stare. Jego centralnym miejscem jest
        Plac de la Republiqe z białym kościołem i licznymi kawiarniami
        zgromadzonymi wokół rosnącego na środku wielkiego drzewa. Kawiarnie
        i sklepiki zajmują też miejsce przy niemal wszystkich uliczkach
        Starówki.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87169484.html
        Na jednym z placyków trafiamy na targ, gdzie mieszkańcy Korsyki
        sprzedają lokalne specjały. Na rozłożonych ladach piętrzą się góry
        suszonych kiełbas i szynek, stoją słoiki z miodami i lokalnymi
        konfiturami, bieleją się i żółcą miejscowe owcze i kozie sery.
        Kupujemy apetycznie wyglądające canistrelli - ciastka z migdałami i
        orzechami o lekko cytrynowym smaku. Są pyszne i żałuję, że nie
        wzięłam więcej, ale nie chce mi się już wracać, bo właśnie
        dochodzimy do Francuskiego Bastionu.
        We wnętrzu kamiennej prostokątnej baszty wystawa współczesnych
        obrazów, a z okien twierdzy rozciąga się wspaniały widok na leżący
        poniżej port, otoczoną piniami i dębami korkowymi zatokę oraz
        saliny, z których pozyskiwana jest sól morska.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87169660.html
        Upał daje się we znaki i opuszczając Porto Vecchio postanawiamy
        odpocząć z godzinkę lub dwie na jednej z pobliskich plaż:
        Palombaggia lub Santa Giulia. Wybór padł na Palombaggię położoną
        przy Baie de Rondinara. Jednakże ta lokalna atrakcja jakoś nie
        wprawiła nas w zachwyt i uznaliśmy, że o wiele ładniej prezentuje
        się ona na zdjęciach w widokówkach. Piasek, który z daleka lśnił w
        słońcu bielą z bliska okazał się wcale nie taki miękki i biały.
        Uroku wąskiej plaży dodawały czerwone skałki i zielone parasole
        pinii.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87323599.html
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87323732.html
        Aby skorzystać z prysznica i opłukać się z morskiej soli trzeba
        zapłacić 10 eurocentów. Za tę sumę w położonym obok barze otrzymuje
        się kurek pozwalający na włączenie dopływu wody.

        Po kąpieli, wypoczynku i zjedzeniu kilku kanapek ruszamy w dalszą
        drogę do Bonifacio. Jadąc drogą wzdłuż zatoki podziwiamy z góry
        przepiękny widok na rozciągającą się w dole plaże. Widok zapiera
        dech w piersiach i uznajemy, że Palombaggia widziana z oddali może
        zachwycać.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87323897.html
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 3. 20.11.08, 15:24
        Parę minut po 15:00 dojeżdżamy do Bonifacio. Parkingi z
        napisem „Gratuit” wcale nie okazują się bezpłatne. Owszem bezpłatnie
        można z nich korzystać, gdy wykupi się u przewoźnika wycieczkę
        łodzią. Parkujemy więc na parkingu miejskim tuż przy porcie ( 1,50
        euro za godzinę ) i wędrujemy wzdłuż nabrzeża w kierunku Starego
        Miasta.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87374864.html
        Znajdująca się przy kościele St-Erasme schodkowa ulica prowadzi z
        nabrzeża do Col St-Roch, gdzie stoi biała kaplica św. Rocha. Jest to
        przy tym świetny punkt widokowy na morze i biały klify. Z drugiej
        strony podziwiać można widok na port osłonięty przed wiatrem 60
        metrowymi skalnymi ścianami.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87375138.html
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87375337.html
        Na Starówkę wchodzimy przez masywną genueńską bramę Porte de Genes,
        która niegdyś stanowiła jedyne wejście do miasta i zagłębiamy się w
        labirynt średniowiecznych uliczek i zaułków, gdzie kłębią się tłumy
        turystów.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87375485.html
        Na głównym placu miasta - Ste-Marie-Majeure stoi pochodząca z XIV w.
        świątynia oraz znajduje się loggia, która niegdyś była miejscem
        obrad sądu. Zaglądamy do żółto-piaskowego kościołka St-Joannes-
        Baptista i do jedynej na Korsyce gotyckiej świątyni St-Dominique. Z
        placu, gdzie stoi pomnik Żołnierzy Legii Cudzoziemskiej jeszcze raz
        podziwiamy widok na wąską, otoczoną klifami zatokę, w której
        położony jest port.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87375787.html
        Rampe St-Jacques dochodzimy do jednej z wież bastionu, u stóp której
        znajdują się legendarne schody Escalier du Roi d`Argon wykute w
        skale w ciągu jednej nocy. Dzieciaki są jednak już zmęczone i nie
        podejmujemy się wędrówki pod klify po 187 skalistych stopniach.

        W planie był jeszcze przejazd drogą N196 przez Zatokę Ventilegne i
        powrót do Porto Vecchio N859 przez Figari i Scotta. Wydaje mi się
        jednak, że jest już zbyt późno na taką podróż. Poza tym daje się we
        znaki niezbyt dobrze przespana noc, więc decydujemy się powrócić na
        camping znaną nam już drogą N198.
        Na campingu jesteśmy przed 19:00. Przejechane 241 km. Na obiado-
        kolację ze smakiem zjadamy usmażone, kupione wczoraj ryby.
        Noc znowu koszmarna przy dźwiękach dyskoteki. Na szczęście jutro
        można dłużej pospać.
    • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 4. 21.11.08, 12:38
      Dzień 4 - poniedziałek.
      Poranna kawa, cisza i błogi spokój. Po 8:00 spaceruję do pobliskiego
      Spara po świeże pieczywo. Bagietki tu nieco droższe niż w U, bo po
      0,90 euro. Wrzucam jeszcze do koszyka serek camembert
      (1,10 euro) 6 małych joghurtów (po 0,20 euro za sztukę) i prawie
      dwukilogramowego kurczaka za 7,08 euro. Gdy wracam na camping
      wszyscy jeszcze śpią, więc spokojnie zabieram się za przygotowanie
      śniadania jednocześnie podszykowując obiad. Widocznie zapach
      podsmażanego kurczaka pobudził towarzystwo, bo zaczynają się
      wygrzebywać z sypialni. Poranna toaleta, śniadanie i można iść na
      plażę.
      Pogoda cudna. Na plaży słychać coraz więcej polskiej mowy. Dojechało
      sporo rodaków, więc zaczynam się czuć jak w Międzyzdrojach.
      Po obiedzie spacer po Ghisanocii. Miasteczko właściwie nie oferuje
      niczego ciekawego. Kilka lodziarni, skupione wzdłuż głównej drogi
      restauracje, kilka sklepików oferujących lokalne produkty.
      Oddalona o ok. 20 km Solenzara okazuje się równie mało ciekawą
      miejscowością. Ot takie sobie wypoczynkowe miasteczko z hotelami,
      pensjonatami i kilkoma sklepikami. Jak dla mnie nudno. Nawet zdjęć
      nie warto robić.
      Wracamy na camping. Jutrzejszy dzień zapowiada się ciekawiej.
    • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 5. 24.11.08, 08:17
      Dzień 5 - wtorek.
      Pobudka przed 7:00. Śniadanie i wyjazd o 7:30. Jedziemy drogą D344,
      która początkowo jest prosta i mało ciekawa. Mijamy kilka wiosek,
      plantacje drzew laurowych i po półgodzinnej jeździe wkraczam na
      krętą drogę prowadzącą wzdłuż wąwozów rzeki Fium`Orbu. Te należące
      do Parku Narodowego tereny leżące pomiędzy Ghisanoccia a Monte
      Renoso słyną zarówno z niedostępności jak i z pięknych widoków.
      Droga biegnie między wznoszącymi się na wysokość 300 m n.p.m.
      skalnymi ścianami porośniętymi bukowymi i sosnowymi lasami.
      Mijamy zbiornik retencyjny z małą elektrownią wodną i wkraczamy w
      kamienny świat. Wąwozy robią niesamowite wrażenie a droga w pełni
      zasługuje na nazwę widokowej. Rumowiska skalne, strome szczyty gór,
      porośnięte bukowymi i sosnowymi lasami skalne ściany, płynący w dole
      po kamieniach górski potok i niczym nie zabezpieczona kręta droga
      przyprawiają o zawrót głowy.
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87477035.html
      Tereny są tak niedostępne, że w 1815 r. został tu opracowany plan
      bezpiecznego schronienia dla Napoleona po jego ucieczce z Elby.
      Po minięciu kolejnego zbiornika retencyjnego dojeżdżamy do położonej
      w malowniczej kotlinie niewielkiej wioska Ghisoni. Nad kotliną
      wznoszą się dwa majestatyczne szczyty: Christe Eleison i Kyrie
      Eleison.
      Wjeżdżamy w obszar ciemnego lasu czarnych, korsykańskich sosen.
      Zbocza gór porastają ciemnozielone paprocie. Droga jest coraz
      węższa, ale na szczęście ruch jest niewielki i można jechać
      środkiem.
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87521574.html
      W tych górskich, zdawałoby się niedostępnych ostępach natrafiamy na
      środku drogi na krowę karmiącą cielaka. Trzeba się zatrzymać i
      umożliwić matce nakarmienie dziecka. Zuzia i Celina są zachwycone
      tym widokiem, a ja żałuję, że nie wyciągnęłam z torby aparatu. Mućka
      po chwili ustępuje nam drogi i jedziemy dalej ku przełęczy Sorba.
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 5. 28.11.08, 07:54
        Z położonej na wysokości 1311 m n.p.m. Col de Sobra roztacza się
        cudny widok na górzyste wnętrze Korsyki, szczyt Punta Muru ( 1565 m
        n.p.m. ) na północy oraz Monte Renoso (2352 m n.p.m.) na południu.
        Patrzymy na wijącą się drogę prowadzącą w dolinę i po chwili
        zjeżdżamy w dół. Gołoborza pokryte martwym lasem sprawiają
        niesamowite wrażenie. Od patrzenia w dół można dostać zawrotów
        głowy. Krajobraz iście księżycowy. Skalne rumowiska porastają
        suchorośla i górskie osty.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87521876.html
        Jednak im niżej, tym robi się bardziej zielono. Suchorośla ustępują
        miejsca paprociom, skrzypom i widłakom. Sosny są zieleńsze i
        mieszają się z kasztanowcami.

        Wjeżdżamy na drogę N 193 i kierujemy się ku przełęczy Vizzavona.
        Króluje tu ukształtowany przez lodowiec masyw granitowy ze stromymi
        skałami i głębokimi wąwozami.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87690419.html
        Zatrzymujemy się na znajdującym się tu parkingu i oznaczonym
        szlakiem kierujemy się ku znajdującym się powyżej ruinom fortu oraz
        położonemu dalej wodospadowi. Po 15 minutach docieramy do górskiej
        fortecy i odsapnąwszy ździebko idziemy dalej. Ścieżka jest wąska i
        wyboista. Chwilami mam obawy, czy nie spadniemy w przepaść.
        Dziewczynki zaczynają marudzić, a i ja mam dosyć uciążliwej
        wędrówki. Jak zapowiadał przewodnik do Cascades des Anglais powinno
        się dotrzeć po ok. 30 minutach, a tu ni widu, ni słychu. Rezygnuję z
        dalszej wędrówki i przysiadam z Zuzią i Celiną na zwalonym pniu
        drzewa. Brat i bratowa decydują się na dalszą wędrówkę, a my z mężem
        i dziewczynkami podziwiamy śliczny widok na górskie zbocza i
        położoną poniżej dolinę.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87690595.html
        Po krótkim odpoczynku wracamy na parking, a po drodze doganiają nas
        pozostali członkowie wyprawy. Dotarli do wodospadu, ale nie wzbudził
        on w nich zachwytu. Z ich opisów widzę, że nie ma co żałować
        przerwanej wędrówki.
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 5. 02.12.08, 15:13
        Jedziemy dalej N193 w kierunku Ajaccio. Z górzystych obszarów
        wkraczamy na rozległy płaskowyż. Miasto wita nas ulicznym ruchem i
        korkami. Ponieważ akurat zwolniło się miejsce parkujemy przy Cours
        Napoleon w okolicach kaplicy św. Rocha. Dalej powędrujemy sobie
        pieszo.
        Skręcamy w wąską uliczkę prowadzącą do Palais Fesch, w którym
        zgromadzona jest kolekcja włoskich dzieł sztuki. Podczas kampanii
        włoskiej kardynał Joseph Fesch – wuj Napoleona, który został
        kwatermistrzem swojego siostrzeńca - zgromadził wiele dzieł sztuki,
        głównie obrazów, które można podziwiać dziś w jego pałacu. Tuż obok
        znajduje się wzniesiona w 1857 r. przez Napoleona III Chapelle
        Imperiale, będąca miejscem pochówku kardynała Fescha i jego siostry
        Letycji.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87814054.html
        Idąc dalej wąską uliczką pełną kramów i sklepików dochodzimy do
        Placu Marechal Foch, gdzie centralne miejsce zajmuje Lwia Fontanna z
        marmurowym posągiem Napoleona Bonaparte. I znowu cesarz ubrany w
        rzymską togę jakoś niepodobny jest do znanego mi z malowideł
        Napoleona. Nawet w twarzy trudno jest dopatrzyć się podobieństwa.
        Rozległy, ocieniony palmami plac sprawia jednak miłe wrażenie.
        Ładnie też prezentuje się na tle zieleni bladoróżowy Hotel de Ville.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87814073.html
        Przy skrzyżowaniu Rue Bonaparte i Rue Saint-Charles mijamy stojący
        tu Maison Bonapatre, dom rodziny Bonaparte, w którym przyszedł na
        świat Napoleon I. W jego wnętrzu zgromadzone zostały pamiątki po
        Napoleonie i jego rodzinie: meble, obrazy, stroje z epoki empire,
        biżuterię oraz maski pośmiertne i szablę cesarza.
        Na wysuniętym na południe cyplu króluje stara Cytadela, w której do
        dziś stacjonuje wojsko. Kamienne mury twierdzy przyozdabiają rosnące
        bujnie pióropusze palm.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87814099.html
        Z położonego nieopodal Pointe Maestrello roztacza się piękny widok
        na Zatokę d`Ajaccio. Oko cieszy krystalicznie czysta woda, wąska
        biała plaża i jasne domy na tle porośniętych lasami górskich zboczy.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87814112.html
        Przechodzimy obok budynku korsykańskiego Parlamentu, katedry Norte
        Dame de la Misericorde, w której ochrzczony został w 1771 r.
        przyszły cesarz Francuzów i dochodzimy do Placu d`Austerlitz, gdzie
        stoi kolejny, duży posąg Napoleona. Tutaj też cesarz przypomina
        bardzo rzymskiego zwycięskiego wodza, którego skronie wieńczy
        laurowy wieniec. Jakoś wcale mi się nie podoba taki Napoleon, ale
        cóż zrobić... widocznie tak Korsykańczycy widzą wielkiego syna swego
        narodu.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87814135.html

      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 5. 03.12.08, 11:14
        Opuszczamy Ajaccio prowadzącą wzdłuż północnego wybrzeża zatoki
        Route des Sanguinaires i kierujemy się ku malowniczemu Pointe de la
        Parata. Po drodze mijamy zamożną dzielnicę mieszkaniową, hotele i
        piękne plaże z drobnym, złocistym piaskiem. Mimo, że do przylądka
        jest zaledwie 15 km przejazd utrudniają gigantyczne korki i
        pokonanie trasy zabiera prawie godzinę. Wreszcie dojeżdżamy.
        Skalisty cypel jest naprawdę uroczy. Na szczycie niezbyt wysokiego
        wzgórza stoi genuańska wieża strażnicza, a z pod jej stóp roztacza
        się wspaniały widok na leżące na południowym-zachodzie Iles
        Sanguinaires – Krwawe Wyspy, które mienią się czerwienią o zachodzie
        słońca. Niestety do zachodu jeszcze sporo czasu, więc nie jest nam
        dane podziwianie ich w pełnej krasie.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87931489.html
        Patrząc z przylądka na północ podziwia się natomiast prześliczną
        zatoczkę Anse de Minaccia z niewielką plażą.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87931855.html
        Nasyciwszy dusze widokami postanawiamy nasycić też i nasze ciała
        przed dalszą podróżą, więc w położonej przy parkingu restauracji
        zamawiamy pizzę (6,5 euro za szt.). Mija 14:00. Posileni ruszamy w
        dalszą drogę.

        Mając na względzie korki w okolicach Ajaccio oraz w samym mieście
        postanawiamy je ominąć jadąc drogą D 111b. Teraz jeszcze raz mamy
        możliwość podziwiania pięknego widoku na Anse de Minaccia. Dalej
        droga skręca jednak ku wschodowi i prowadzi przez górzyste tereny ku
        Przełęczy św. Antoniego. Krajobraz prawie jak w Andorze, choć górki
        może nieco niższe.
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 5. 04.12.08, 10:05
        Mijamy obrzeża Ajaccio i kierujemy się na N196 prowadzącą wzdłuż
        rzeki Mutuleju. Początkowo jedzie się dość szybko, bo droga jest w
        miarę prosta. Po kilkunastu kilometrach zaczyna się jednak coraz
        bardziej wić. Zbocza gór porastają bukowe i sosnowe lasy. Po
        górskich zboczach i po drodze chodzą samopas stada krów.
        Zadziwiające, że nikt ich nie pilnuje i jakoś same trafiają do
        zagrody. Przecież muszą być wydojone.
        Dojeżdżamy w okolice Petreto i zaczynamy się zastanawiać, czy warto
        skręcić w D 757 do Filitosy, czy jechać na wschód w kierunku Aulene
        i Solenzary. W planie mieliśmy zwiedzenie Filitosy – wioski
        pochodzącej z wczesnej epoki kamienia łupanego, z kamiennymi
        menhirami i dolmenami. To kusi, bo osobiście lubię takie klimaty
        ale... mija 16:00 i nie jestem pewna, czy warto. Zaglądam do
        przewodnika, gdzie napisano, że na zwiedzanie wykopalisk należy
        przeznaczyć ok. 2-3 godzin, że bilet kosztuje 4 euro ( czy na pewno?
        bo wydaje mi się, że gdzieś czytałam o 7-8 euro ) i że wykopaliska
        oraz muzeum czynne są codziennie, niestety nie napisano do której
        godziny. Jak podaje Hołowczyc do celu jest 26 km, co w górzystym
        terenie może oznaczać nawet godzinę jazdy. Przyjmując, że dojedziemy
        na 17:00, a wykopaliska są otwarte do 19:00 można by ryzykować, ale
        do pokonania zostaje jeszcze droga na camping o długości ok.100 km.
        Decydujemy się odpuścić sobie Fitosę i jedziemy przez Alta Roca.
        Pokonanie 18 km krętej, widokowej drogi do Aullene zabiera nam 40
        minut. Zatrzymujemy się na kilka minut w tej położonej na
        wysokości 850 m n.p.m. wiosce, w której największą atrakcją są
        stare korsykańskie domy, XVII-wieczny kościół oraz roztaczająca się
        wokół fantastyczna panorama.
        Dalej kierujemy się na niewielką wioskę Quenza skąd roztacza się
        prześliczny widok na Płaskowyż Coscione i przekraczając rzekę
        Criviscii docieramy do znanej już nam Zonzy. Nie zatrzymują się
        przejeżdżamy przez Przełęcz Bavella, a następnie wzdłuż rzeki
        Solenzara i o 20:20 docieramy na camping. Przejechane 283 km.
        Dziewczynki usnęły w samochodzie i jakoś nie mają chęci na kolację.
        Szybciutko robię im jednak kilka kanapek, które niemrawo zjadają
        popijając herbatą. Nie mam serca gonić ich do łazienki, więc idą
        spać na trolla. Rano obmyję je z podróżnego kurzu.
        • Gość: Aśka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 5. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.08, 12:43
          A ja do Filitosy dotarłam i muszę przyznać, że to było dla mnie
          wyjątkowo piękne miejsce - wzgórze porośnięte gdzie niegdzie
          oliwkami, wychodnie skałek. To miejsce ma swój urok i mnie
          przypomniało trochę moje ulubione kreteńskie klimaty. Spędziliśmy
          tak kilka godzin jadąc z Bonifacio do Calvi. Poprzedniego roku
          robiliśmy przymiarkę, tak jak Wy z Marina d'Erba Rossa, ale okazało
          się za daleko. W zasadzie to największe skupisko megalitów jakie
          widziałm na Korsyce. Próbowaliśmy zleźć także inne miejsca ale bez
          skutku, są bowiem niestety źle oznakowane lub wcale nie oznakowane.
          Pozdrawiam
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce. 28.11.08, 07:49
        > Bardzo ciekawa relacja. Gratulacje!
        Dziękuję:)

        > Troche zastanawia mnie ta (dosc wysoka) cena promu
        Czy wysoka? Cena jest w obie strony. Dwa bilety dokupiłam, co prawda
        później i zapłaciłam za nie drożej. Przeciętnie jednak wyszło
        noecałe 30 euro na osobę w jedną stronę. Opłata za samochód 1 euro.
        Czytałam na forum o wyższych cenach.

        > Czy rezerwowaliscie kabine?
        Nie. Gdybysmy rezerwowali, to nie po to, żeby potem opalać się na
        decku.
        • globtroter.org Re: Moja podróż po Korsyce. 28.11.08, 10:26
          Chyba masz racje :)
          My placimy srednio okolo 60 euro za 2 osoby + auto, ale bilet w
          jedna strone (rezerwuje wczesniej przez internet). Z Korsyki
          jezdzimy przewaznie na Sardynie stad bilet w jedna strone. Wiec
          jednak wychodzi na to sam (myslalem, ze moze sa jakies znizki dla
          dzieci).

          Pozdrawiam,
          • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce. 28.11.08, 12:59
            Oczywiście, że dla dzieci są zniżki. Ale wykupując bilety dla
            wnuczek niemal tuż przed wyjazdem zapłaciłam ze zniżką niemal tak,
            jak za dorosłą osobę, kiedy to rezerwacji promu dokonywałam pod
            koniec stycznia.
    • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 6. 05.12.08, 15:27
      Dzień 6 – środa.
      Jak zwykle ja i bratowa wstajemy najwcześniej. Poranna toaleta, kawa
      i kilkunasto minutowy spacer do pobliskiego marketu po pieczywo (
      bagietka 0,90 euro, chleb 2,30 euro ) i mleczko dla dziewczynek (
      0,87 euro/l ). Jeszcze smarowidło do chleba ( dwa opakowania w
      promocyjnej cenie za 2,14 euro ) i pomidory ( 1,06 euro ). Na obiad
      przewiduję dziś zabrany z Polski zawekowany schab i ziemniaki
      puree, więc nie ma potrzeby kupowania czegokolwiek.
      Gdy wracamy do namiotu reszta towarzystwa jeszcze śpi. Najpóźniej,
      bo około 9:00 wstają zmęczone wczorajszą wycieczką dziewczynki. Bez
      zbędnego marudzenia idą jednak z bratową na poranne mycie, a potem z
      apetytem ( mało zjadły wczoraj wieczorem ) zasiadają do mleka z
      czekoladowymi kuleczkami.
      O 10:30 jesteśmy już gotowi do plażowania w przeciwieństwie do
      naszych mieszkających naprzeciwko rodaków, którzy dopiero wygrzebali
      się z łóżek.
      Czas do obiadu upłynął nam znów na plażowaniu i morskich kąpielach.
      Morze jest spokojne i gładziutkie jak stół, więc dziewczynki chętnie
      same pływają na gumowych wałeczkach zwanych przez Francuzów
      frytkami, a przez Włochów spaghetti.
      Późnym popołudniem spacer po znajdującym się obok campingu mini zoo.
      Zuzia i Ciele są zachwycone zwierzątkami i tym, że mogą je karmić
      czerstwym chlebem. Podobają im się dzikie świnki, kangurki, strusie
      i jelonki. Zuzia jednak z rozrzewnieniem wspomina chodzące wolno
      pomiędzy samochodami żyrafy, które widziała przed rokiem będąc z
      nami w safari parku w Beekse Bergen.
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87998161.html
      Jeszcze krótki spacer wzdłuż gaju palmowego i wracamy do namiotu.
      Na kolację rozpalamy grilla i pieczemy przywiezioną z Polski
      kiełbasę.
    • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 7. 08.12.08, 10:18
      Dzień 7 – czwartek.
      Pobudka o 7:00, bo dziś w planie wycieczka na Cap Corse. Toaleta,
      śniadanie i przed 8:00 jesteśmy zwarci i gotowi do wyjazdu.
      Zwiedzanie Bastii można już sobie odpuścić, więc przejeżdżamy tylko
      przez miasto kierując się ku miejscowości Erbalunga.
      Jedziemy malowniczą drogą wzdłuż wschodniego brzegu Cap Corse. W
      dole widać rozciągające się płachetki kamienistych plaż. Mijamy
      Miomo, gdzie na położonej przy plaży, na zielonej, łupkowej skale
      stoi dobrze zachowana genuańska wieżą strażniczą. Droga robi się
      coraz bardziej kręta i prowadzi skalną półką. Patrząc poniżej widać
      nie tylko prześliczne, skaliste wybrzeże ale i ułożone tarasowo
      eleganckie rezydencje i wille z ukwieconymi ogrodami.
      Zatrzymujemy się w Erbalunga – niewielkim, dobrze zachowanym
      korsykańskim miasteczku. Idąc od parkingu przechodzimy obok Placu de
      Goulla, na którym stoi pomnik ku czci żołnierzy poległych podczas II
      Wojny Światowej. Przechodzimy na drugą stronę prowadzącej wzdłuż
      Cap Corse drogi D 80 i wkraczamy w zupełnie inny świat.
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87998451.html
      Brukowane wąskie uliczki z kamiennymi domami wiodą nas do rybackiego
      portu przy którym stoją pozostałości strażniczej wieży. Widok na
      skaliste wybrzeże jest uroczy, a i sami miasteczko sprawia przyjemne
      wrażenie. Zbudowane z łupków surowe domy ozdabia zieleń i kwiaty. Aż
      szkoda, że tak krótko można spacerować uroczymi uliczkami i zaglądać
      do tajemniczych zaułków.
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,87998639.html
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 7. 11.12.08, 16:17
        Skalną półką kierujemy się dalej na północ. W dole widać błękitne
        morze z kamienistym brzegiem i małymi spłachetkami plaż. Urocze
        zatoczki zapraszające do kąpieli, tarasowo ułożone przydomowe, pełne
        zieleni ogródki. Krajobraz staje się bardziej dziki. Zielone ogródki
        ustępują makii. Skały porastają suchorośla i tamaryszek. Ale ta
        dzikość też ma swój swoisty urok. Mijamy kolejną wieżę strażniczą.
        W czasach genuańskich wzniesiono ponoć 150 takich obiektów mających
        za zadanie ostrzeganie przed nadciągającymi piratami. Kiedy
        wartownicy dostrzegali zagrożenie rozpalali na znajdującej się na
        wieży platformie ognisko, ostrzegając w ten sposób ludność i
        informując o niebezpieczeństwie kolejne wieże. W ten sposób w
        krótkim czasie cała wyspa powiadomiona była o nadpływającym wrogu, a
        ludność mogła się przygotować wcześniej do obrony.
        Przejeżdżamy przez Siscu z kamienistą plażą w niewielkiej zatoczce.
        Po lewo zielone, łupkowe skały a na nich wzniesiony jakiś pomnik.
        Dalej niewielka Ampuglia położona podobnie jak Siscu w kamienistej
        zatoczce. Łupkowe skały zaczynają przybierać najrozmaitsze kolory
        mieniąc się nie tylko zielenią ale i wszystkimi odcieniami żółci, od
        wręcz cytrynowej przez pomarańczową aż po brąz. Cudownie to wygląda.
        Gdzieniegdzie na zboczach gór położone są winnice.
        Na nabrzeżu następna dobrze zachowana wieża strażnicza, a dalej
        Porticciolo z ruinami kolejnej wieży oraz Meria ze strażniczą
        basztą.
        Zatrzymujemy się w Macinaggio, gdzie z jachtowego portu roztacza się
        widok na Wyspy Finocchiarola. (Niestety zdjęcia na wyspy wyszły
        takie, jak powinny więc nie zamieszczam:()
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88151141.html
        Jeszcze krótki spacer główną ulicą miasteczka prowadzącą wzdłuż
        nabrzeża, wejście do małego, białego kościółka położonego przy
        drodze prowadzącej do Roglano i jedziemy dalej.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88151268.html
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 7. 15.12.08, 15:46
        Przejeżdżając na zachodnią część Cap Corse odbijamy trochę od morza
        zapuszczając się w górskie krajobrazy. Droga prowadzi przez
        porośnięte lasami zbocza i rumowiska skalne. Zatrzymujemy się na
        Przełęczy de la Serra skąd roztacza się wspaniały widok na Capo
        Bianco i Centuri-Port.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88419253.html
        Z parkingu ścieżka prowadzi do położonego na wysokości 404 m n.p.m.
        Moulin de Mattei. Widać, jak ku białemu wiatrakowi znajdującemu się
        na szczycie wzniesienia ciągną pielgrzymki turystów. Zastanawiamy
        się, czy też podjąć wędrówkę lecz po namyśle rezygnujemy i zjeżdżamy
        serpentynami w dół do Centuri Port. Ponad położonym w zatoczce
        portem góruje miasteczko Centuri z dominującą wieżą kościoła i
        zabudowaniami klasztornymi. Zastanawiam się, czy nie warto byłoby
        się tam zatrzymać na chwilę, ale przejeżdżamy zjazd z głównej drogi
        i na serpentynach nie sposób jest zawrócić. Trudno, jedziemy do
        Centuri-Port.
        Stajemy na położonym tuż przed miasteczkiem parkingu. Położona
        poniżej kamienista plaża z czystą wodą zachęca do odpoczynku i
        kąpieli.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88419389.html
        Może skorzystamy, ale najpierw zrobimy mały spacerek. Idziemy w
        stronę portu stanowiącego centrum miejscowości.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88419493.html
        W wąskim basenie kołyszą się na wodzie rybackie łodzie i nieliczne
        jachty. Widziane z góry białe zabudowania Centuri-Port okazują się
        z bliska bardziej kolorowe, choć na niektórych domach farba mocno
        się łuszczyła. Na portowym nabrzeżu klika restauracji, trochę
        powyżej, na zboczu nieduży kościółek. Na drugim ze zboczy widać
        ruiny jakiegoś obronnego zamku. Z tyłu, z portem ruiny strażniczej
        wieży.
        Wracamy na parking i wyciągamy z samochodu stroje kąpielowe. Zrobimy
        sobie mała przerwę w podróży.
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 7. 17.12.08, 12:43
        Po godzinnym wypoczynku ruszamy w dalszą drogę. Jedziemy skalną
        półką klifowego, stromo opadającego do morza brzegu. Droga zwęża
        się, wijąc po zielonych zboczach. Za to widoki, jak z obrazka!
        Szafirowo-błękitna woda, surowe skały, zieleń i lazurowe, bezchmurne
        niebo. Urocze, kamieniste zatoczki z krystalicznie czystą wodą. W
        okolicach Pino, na wysuniętym w morze cypelku kolejna wieża
        strażnicza. Podziurawione przez wodę i wiatr skały przybierają
        przedziwne kształty. W dole wąwozu, którego zbocza porastają
        kaktusy, widać zatokę, jak z bajki. Niestety, jak większość zatoczek
        w tych okolicach dostępna jest ona wyłącznie od strony wody.
        W okolicach Ghiottani lejkowata zatoczka stwarza wspaniałe miejsce
        do nurkowania.
        Na pierwszą czarną plażę natrafiamy w Marina du Albu. Choć położona
        w zatoczce plaża jest niewielka widok niesamowity. Patrząc z góry, w
        ostrych promieniach słońca, odnosi się wrażenie, że morski brzeg
        pokryty jest asfaltem. Z ciemnym piaskiem cudownie kontrastują
        białe, klifowe skały.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88419770.html
        Dojeżdżamy niewielkiego miasteczka Nonza, wiszącej na występie
        skalnym ponad czarną plażą, która w tym miejscu jest bardzo szeroka
        i rozległa. Na czarnym piasku bieleją ułożone z kamyków imiona,
        nazwy i symbole.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88582384.html
        Dziewczynki są zachwycone i koniecznie chcą zejść na plażę. My też
        jesteśmy plażą zachwyceni ale jakoś nie bawi nas myśl o wchodzeniu z
        powrotem. Tak na moje oko klif ma wysokość ok. 50-70 m, co stwarza
        perspektywę wejścia na jakieś 25 piętro wieżowca. W panującym upale
        nie jest to zachęcające. Zresztą ludzi na plaży niewielu, a ci
        nieliczni wyglądają z góry, jak mróweczki. Odwracam uwagę
        dziewczynek od plaży i zagłębiamy się w wąskie uliczki Nonzy,
        kierując się ku górującej nad miasteczkiem genuańskiej wieży.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88581906.html
        Ze szczytu wzgórza widok jeszcze ładniejszy. Widać nie tylko strome
        zbocza klifu i położoną u jego stóp czarną plażę, ale otoczone
        ogrodami domy Nonzy.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88582247.html
        Zbudowaną z kamienia łupkowego wieżę zdobi narodowy symbol Korsyki -
        głowa Maura na tle zarysów wyspy. Czarna głowa, świadcząca o
        niezależności tego terytorium, pojawiała się w różnych epokach w
        różnych miejscach: na ścianach domów, na publicznych gmachach, a
        nawet jako rzeźba na ambonach w starych kościołach. Do rangi godła
        podniósł ją jednak dopiero w 1762 r. Pascuale Paoli.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88582077.html
        Dziewczynki zgłodniały, więc schodząc w dół ku parkingowi zaglądamy
        do nielicznych restauracji. Wszystkie stoliki są pozajmowane i
        trudno powiedzieć, jak długo przyjdzie czekać na wolne miejsce. W
        niewielkiej, aczkolwiek uroczej, zbudowanej z kamienia restauracyjce
        położonej obok kościoła Ste-Julie udaje mi się przekonać kelnerkę,
        aby przyniosła miseczkę fasolowej zupy i dwie łyżki. Stawiam
        miseczkę na kamiennym murku, a Zuzia i Celina pałaszują potrawę ze
        smakiem.
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 7. 18.12.08, 15:51
        Ruszamy dalej w kierunku St. Florent. Mijamy Marina du Negru z
        kolejną czarną plażą i stojącą obok niej wieżą strażniczą. Dalej
        plaże już nie są ciemne. Na zboczach gór pojawiają się coraz
        liczniejsze winnice i wreszcie wjeżdżamy szeroką dolinę Nebbio,
        otoczoną skalistymi urwiskami. Wjeżdżamy do St.Florent, które stało
        się dość popularną miejscowością wypoczynkową, gdzie do portu
        przybijają jachty z całego świata. Działają tu liczne hotele,
        otoczone zielenią rezydencje i pensjonaty, restauracje, lokale
        rybne, kawiarnie i lodziarnie. W położonych uliczkach nad rozległą
        zatoką uliczkach oraz w samym porcie dominuje turystyczny zgiełk i
        chaos.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88669409.html
        Choć miasteczko założone zostało w XV w. po panującej w XVIII w.
        malarii wyludniło się i przestało praktycznie istnieć. Na Starówce
        zachowały się jednak pochodzące z okresu świetności miasta domy,
        kamienna fontanna oraz wznosząca się na brzegu cytadela skąd
        roztacza się ciekawy widok na morze oraz postawione zdawałoby się na
        wodzie domy.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88669565.html
        Jakiś kilometr od centrum, przy uliczce Poggio d`Oletta, stoi
        zbudowana w 1140 r. Katedra Santa Maria Assunta, zwana też Katedrą
        du Nebbio. Zbudowana białego wapienia urzeka do dziś doskonałymi
        proporcjami oraz starannie dopasowanymi szczegółami
        architektonicznymi.

        Wracamy do Bastii przez Patrimonio położone na skraju żyznej doliny
        Nebbio. Nie na próżno droga ta zwana jest Routes des Wins. Mijamy
        liczne winnice, domaine i cave z winami, gdzie można zadegustować i
        kupić produkowane tu trunki.
        Droga zaczyna się piąć pod górę ku Przełęczy Teghime. Zatrzymujemy
        się na chwilę w punkcie widokowym Pal di Terviu skąd roztacza się
        wspaniały widok za zachodnią i na wschodnią część Cap Corse. Z
        jednej strony widać rozległą dolinę Nebbio i Zatokę St. Florent, z
        drugiej podziwiać można widok na Bastię oraz Lagunę de Biguglia.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88725192.html
        Zjazd serpentynami do Bastii dostarcza wielu wrażeń. Dziewczynki
        mówią, że czują się jak kolejce górskiej i ze śmiechem zataczają się
        z jednej strony na drugą. Choć miasto widać, jak na dłoni jeszcze
        sporo czasu mija zanim pokona się wszystkie zakosy.
        Docieramy w okolice portu i teraz pozostaje już tylko prosta droga
        do Ghisonacci.
        Na camping docieramy o 19:45. Przejechane 323 km.
    • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce. 23.12.08, 11:43
      Dzień 8 – piątek.
      Dziś obejdzie się bez spaceru po pieczywo ponieważ postanawiamy
      podjechać samochodem do Super U w Ghisonacci i zrobić większe
      zakupy. Bratowa zostaje ze śpiącymi dziewczynkami, a my ruszamy do
      sklepu. Oprócz pieczywa i mleka kupujemy 10 szt. jaj, dwa pleśniowe
      serki po 1,25 euro, pomidory ( 1,64 euro ), dwie paczki szaszłyków (
      po 3,60 euro za paczkę ), danonki, wodę mineralną, 6 puszek piwa
      Serena ( 4,86 euro ), 24 buteleczki piwa za 6,19 euro oraz wino za
      2,44 euro.
      Kiedy wracamy dziewczynki już umyte, ubrane i uczesane czekają na
      śniadanie. Jajka na miękko, żółty ser, konserwowa golonka, dżem i
      miód, gdyby ktoś jeszcze był nie najedzony. Zmywanie naczyń i na
      plażę. Niestety pogoda się coś psuje. Gorąco niby jest, ale
      powietrze takie mało przejrzyste, a nad górami widać gromadzące się
      chmury. Morze wita nas sporymi falami. Po 2 godzinach zrywa się
      porywisty wiatr. Fale robią się coraz większe i gdy próbujemy wejść
      do wody dosłownie nami poniewierają. Zuzia z Celiną przerażone
      uciekają z płycizny. Na plaży też już nie można wyleżeć, bo wiatr
      miota piaskiem we wszystkie strony. Przenosimy się na basen. Ludzi
      dziś jakoś tu mniej. Przypuszczam, że wiele osób opuszcza dziś
      camping.
      Po obiedzie, popołudniowa wycieczka do oddalonej o 15 km Alerii,
      która leży na płaskowyżu położonym nad rzeką Tavigno, w pobliżu
      Etang de Diane – laguny uchodzącej niegdyś za najlepszy naturalny
      port wybrzeża. Miejscowość ta była już zamieszkiwana w czasach
      epoki neolitu, a w VI w. p.n.e. Grecy założyli tu bazę handlową
      Alalia. W III w. ośrodek zdobyli Rzymianie i stał się on dla nich
      bazą wypadową do podboju całej wyspy. W efekcie Korsyka stała się
      rzymską prowincją ze stolicą w Alalii, ale wraz z końcem imperium
      upadła również osada. Dzisiaj jest to niewielka miejscowość nad
      którą góruje okazały genueński Fort de Matra. Naprzeciw niego, stoi
      stary, kamienny kościół.
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88725569.html
      Poniżej w cieniu fortu obejrzeć można ruiny rzymskiego miasta.
      Prace wykopaliskowe pomiędzy wysokimi na metr murami wciąż trwają
      odsłaniając coraz to nowsze fragmenty stolicy rzymskiej prowincji.
      Zbiory wykopalisk pochodzących z rzymskiej Alerii oraz dawnej osady
      greckie oglądać można w Muzeum Jerome-Carcopino, które mieści się w
      Forcie de Matra. ( wstęp 2 euro ). Niestety godzina 17:50 jest już
      zbyt późną na zwiedzanie muzeum, więc podziwiamy tylko dziedziniec
      twierdzy oraz położone poniżej ruiny rzymskiego miasta.
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88725395.html
      Jeszcze krótki spacer po nowym centrum Alerii, którym stała się
      aktualnie położona na północnym brzegu rzeki Tavignano mała
      miejscowość Caterragio, gdzie aktualnie koncentruje się całe
      turystyczne życie miasta i wracamy do domu, czyli na camping.
      Na kolację szaszłyki z grilla.
    • aseretka-foto Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 9. 31.12.08, 14:03
      Dzień 9 – sobota.
      Przedostatni dzień na Korsyce i ostatnia wycieczka. Planujemy dziś
      zwiedzić Corte oraz pospacerować po Wąwozie Restonica.
      O 8:00 śniadanie i kilka minut po 9:00 wszyscy zwarci i gotowi do
      wyjazdu. Mimo wczesnej pory na dworze panuje okropna duchota, a
      ponad górami gromadzą się czarne chmury. Czyżby zanosiło się na
      burzę? Wczoraj też tak wyglądało, a jednak obyło się bez deszczu. Na
      wszelki wypadek wrzucam jednak do samochodu – oprócz pożądanych do
      wędrówki wąwozem butów - kurtki przeciwdeszczowe i długie spodnie na
      wypadek, gdyby w górach było chłodniej. Na razie jednak cienkie
      bluzki i szorty aż lepią się do ciała, więc oddychamy z ulgą, gdy
      włączamy klimatyzację.
      Jedziemy początkowo prostą jak drut drogą N198 w kierunku Alerii. W
      Caterragio skręcamy w lewo na prowadzącą do Corte drogę N200. Droga
      wije się wzdłuż rzeki Tavignano. Przejeżdżamy przez kilka kamiennych
      mostów pochodzących najprawdopodobniej z czasów panowania na wyspie
      genuańczyków.
      Po półtoragodzinnej jeździe docieramy do sekretnej stolicy wyspy,
      którą było Corte w latach 1755-1769 za czasów rządów Pasquala
      Paolego. Wtedy to położone na wysokości 600 m n.p.m. miasto
      stanowiło główny ośrodek oporu przeciw genueńczykom, a także dzięki
      istniejącemu tam uniwersytetowi było centrum intelektualnym Korsyki.
      Położone na skale Stare Miasto już z daleka wprawia w zachwyt, gdyż
      przypomina wyglądem orle gniazdo położone na niedostępnym szczycie.
      Piramidki domów o wysokich fasadach zwieńcza stara Cytadela, a
      kamienne, strome zbocza otaczających miasto gór dodają widokowi
      niepowtarzalnego uroku.
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,88906592.html
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 9. 05.01.09, 16:21
        Udaje nam się zaparkować na niewielkim placyku, którego środek zdobi
        pomnik narodowego bohatera – Pascquala Paolego. Aż dziwne, że nie ma
        on rzymskiej togi i laurowego wieńca na głowie. Bohaterem może był,
        ale nie był imperatorem. Mnie jednak w zwykłym, właściwym dla epoki
        ubraniu wydaje się jakiś bardziej bliski i bardziej człowieczy.
        Schodkową uliczką idziemy do punktu widokowego Belvedere, skąd
        podziwiać można cudowny widok na wysokie góry i położone niżej
        doliny. Po drodze mijamy Place Gaffori z pomnikiem generała
        Ariighiego. Wchodzimy do znajdującego się przy placu piaskowo-
        żółtego kościóła L`Annonciation. Barokowe wnętrze ujmuje mnie
        skromnością. Mimo złotych zdobień są one stonowane, a ozdób nie jest
        tu zbyt wiele.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,89145186.html
        Wyłożone brukiem z kamienia polnego wąskie uliczki prowadzą nas na
        górę do punktu widokowego. Im wyżej, tym domy starsze, zbudowane z
        łupków i kamienia. W zachwyt wprawia nas przyozdobiony zielenią
        zaułek Quartier Colanche. Wprost zazdroszczę ludziom, którzy
        mieszkają w tak uroczym miejscu.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,89145314.html
        Dochodzimy do Belvedere. Rozciągający się stąd widok jest tak
        piękny, że aż wydaje się nierzeczywisty. W dole rozciąga się
        prześliczna kotlina otoczona stromymi stokami gór. Pośród niej, jak
        wyspa, na skalnym występie leży Corte. Powyżej widać cytadelę
        położoną na niedostępnym, stromym zboczu. Poniżej widać dachy
        Starego Miasta, nad którymi góruje wieża kościoła L`Annonciation.
        Tego nie da się opisać słowami, to trzeba po prostu zobaczyć!!!
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,89145483.html
        Jeszcze spacer wąskimi uliczkami Starego Miasta w kierunku bram
        twierdzy i wracamy do samochodu podziwiając po drodze wylegujące się
        na progach domów korsykańskie koty.
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,89338795.html
        • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 9. 08.01.09, 16:24
          Czarne chmury, które do tej pory były ponad górami zbliżyły się
          teraz do miasta. Niebo rozdzierają błyskawice i po chwili zaczyna
          lać ulewny deszcz przeradzający się w grad. Zatrzymujemy się na
          parkingu przed marketem i postanawiamy przeczekać burzę robiąc
          zakupy. Właściwie niewiele nam potrzeba: pieczywo, wino, koszyczek
          nektarynek, dwie paczuszki parówek. Gdy wychodzimy ze sklepu na
          niebie pojawia się tęcza. Niby to zwiastun pogody, ale straszliwie
          się ochłodziło.
          fotoforum.gazeta.pl/72,2,705,86844148,89502150.html
          Na szczęście mamy ze sobą długie spodnie i kurtki. Sprawdza się więc
          przysłowie mówiące, że „lepiej nosić, niż się prosić”. Założywszy na
          siebie cieplejszą odzież wsiadamy do samochodu i jedziemy w kierunku
          Wąwozu Restonica. Zdołaliśmy jednak ujechać niecały kilometr, gdy
          znowu rozpętała się nawałnica. Grzmoty piorunów roznoszą się echem
          pośród gór. Wydaje się, że burza uderza ze wszystkich stron na
          Corte. Błyskawice przecinają niebo we wszystkich możliwych
          kierunkach. Wycieraczki nie nadążają ze zbieraniem zalewającej szyby
          wody. Stajemy w zatoczce na poboczu drogi i zastanawiamy się nad
          celowością wyprawy do wąwozu. Nawet jeśli przestanie padać będzie
          tam zapewne mokro i ślisko. Czy damy radę przejść szlak z
          dziewczynkami, które już teraz w samochodzie zaczynają marudzić
          przerażone burzą? Co będzie, gdy taki potop rozpęta się w wąwozie?
          Czy będzie gdzie się schronić? Odpowiedzi na te pytania są negatywne
          i gdy ulewa trochę odpuszcza decydujemy się na powrót do
          Ghisonaccii. Przez cała drogę towarzyszy nam mniejszy lub większy
          deszcz. Na wybrzeżu jednak słońce, chociaż podobnie, jak wczoraj
          wieje silny wiatr.
          Po obiedzie idziemy jeszcze na dwie godziny na basen. Jeszcze
          krótkie pozegnanie z morzem tłukącym o brzeg grzywiastymi falami,
          potem pakowanie, kolacja i spać.
    • aseretka Moja podróż po Korsyce - dzień 10. 28.01.09, 16:33
      Dzień 10 – niedziela.
      Pożegnanie z Korsyką. Prom odpływa o 13:30 ale chcemy ostatni raz
      popatrzeć na wyspę przejeżdżając przez region Castagniccia.
      Śniadanie o 8:00 i przed 9:00 opuszczamy camping. Niebo zachmurzone,
      jakby pogoda opuszczała Korsykę wraz z nami.
      Jedziemy N198 do Prunete, gdzie skręcamy w lewo na D71. Ten
      najzamożniejszy przed stu laty region przecinają liczne drogi. Jego
      nazwa wzięła się od kasztanowców, które porastają wzniesienia i
      doliny. Genueńczycy nakazali zastąpić nimi miejscowe dęby, ponieważ
      dzięki nim mogli wyżywić Korsykańczyków, głodujących z powodu
      wysokich podatków. Niestety kasztanowe drzewa w większości są na
      wymarciu i mogą straszyć turystów wyschłymi konarami.
      Dalej droga wiedzie nas górą do Santa Maria Poggio, a następnie w
      dół do Moriani-Plage. Z Corniche de la Castagniccia podziwiać można
      fantastyczny widok na rozciągającą się w dole równinę i morze, ale
      niestety nie jest nam to dane, gdyż wszystko zaciągnięte jest
      mgiełką i widoczność nie jest dobra.
      W Bastii jesteśmy kilka minut po 11:00. Tu na szczęście nie ma
      problemu z dojazdem do terminalu, bo tablice świetlne wskazują
      dokładny kierunek na prom Corsica & Sardinia Ferries. Ustawiamy się
      w kolejce do wjazdu na prom, a ponieważ jest jeszcze sporo czasu
      zamykamy samochód i idziemy pospacerować po Placu St-Nicolas, który
      dziś zapełniony jest przez pchli targ. Łazimy przez ponad pół
      godziny pomiędzy rozłożonymi na ziemi straganami oferującymi
      najróżniejsze starocie: książki, zabawki, monety, porcelanę ale
      także i współczesny asortyment: zegarki, telefony komórkowe, wyroby
      skórzane, sprzęt AGD.

      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce - dzień 10. 03.02.09, 17:12
        Kilka minut po 12:00 rozpoczyna się załadunek. Samochodów jest
        stanowczo więcej niż w Livorno, a prom znacznie mniejszy od Mega
        Smeraldy, którą płynęliśmy na Korsykę. Nie ma tu jednak pokładów w
        kabinami, a samochody ustawiane są na kilku piętrowych rampach. Na
        szczęście nasz zaokętowany zostaje na najniższym poziomie, więc nie
        będziemy długo czekali na wyjazd. Mimo, że na pokład wjeżdżamy
        niemal na końcu udaje nam się jeszcze znaleźć wolne leżaki na decku.
        Można więc jeszcze będzie wykorzystać podróż na opalanie. Radość ze
        słonecznej kąpieli mąci jednak nadciągająca czarna chmura. Mamy
        jednak nadzieję, że po odbiciu od nabrzeża prom wydostanie się spod
        jej zasięgu.
        Nadzieje jednak okazały się płonne i czarna chmura, jak na złość
        ciągnie się nad nami. Uwzięła się chyba, żeby podążać w tym samym
        kierunku, co statek. Po pół godzinnym rejsie zmuszeni zostajemy
        przez deszcz do opuszczenia decku i schronienia się pod pokładem. Na
        morzu rozpętuje się burza i promem zaczyna całkiem nieźle kołysać.
        Cumujemy w jednym z barów i patrzymy, jak bulaj zalewają fale wody.
        Dziewczynką pod wpływem kołysania zamykają się oczy i zasypiają.
        Zresztą nie tylko one, wszędzie widać leżących na siedzeniach, bądź
        opartych o stoliki śpiących osobników.
        W strugach deszczu mijamy Isola de Capraia. Kilka minut później
        bratowa wychodzi na pokład i stwierdza, że przestało padać. Spoza
        chmur zaczyna prześwitywać słoneczko, które wraz z wiatrem szybko
        osusza leżaki. Opalać się co prawda nie można, ale tak przyjemniej
        jest posiedzieć na pokładzie niż pod nim.
        Zgodnie z rozkładem jazdy dopływamy o 17:30 do Livorno. Prom
        opuszczamy jako jedni z pierwszych. Teraz jeszcze ponad godzina
        jazdy i przed 20:00 lądujemy na campingu Park Albatros w San
        Vincenzo. Koniec korsykańskiej przygody.
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce. 10.08.09, 08:52
        Szanowny Januszu! Niestety jest to możliwe. Weź do ręki kalkulator i
        przelicz 304,20 * 3,61 daje dokładnie 1098,16 zł. Zaokragliłam to do
        1100,00 zł. I to był cały koszt noclegu na 21 dni dla 6 osób. Na
        osobę wychodziło więc po 50 euro, czyli ok 180,00 zł. Dzieląc to na
        21 faktycznie wychodzi 2,41 euro za nocleg od osoby. Jak napisali
        wcześniej poprzednicy cena jest zawsze za namiot, niezależnie od
        tego, czy korzysta z niego jedna, dwie, czy sześć osób. A po sezonie
        przy pobycie trzytygodniowym płaci się za 14 dni.
        W tym roku niestety zapłacę trochę drożej, bo i kurs euro wzrósł i
        ceny w Eurocampie poszły trochę w górę. Uważam jednak, ze cena
        943,78 euro za 6 osób na trzy tygodnie jest śmiesznie niska.
        Pozdrawiam
        Aseterka.
      • kamodek Re: Moja podróż po Korsyce. 27.07.10, 18:35
        Ja planuję wyruszyć na Korsykę pod koniec sierpnia. Chcę po drodze zatrzymać się
        na 2 noclegi (Austria i okolice Livorno- prom o godz. 9.00).
        Czy możecie polecić jakieś fajne miejsca do spania w sensownej cenie ;)
      • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce. 29.07.10, 11:28
        > Czy na Korsyce można zobaczyć drzewo truskawkowe?
        Tak. Np. w Scandola w rejonie Ajaccio.
        > A zioła? co rośnie "dziko" ?
        Tak. Wszędzie w wąwozach oraz w górach.
        > Gdzie mozna znależć kolorowe kamyki do mozaiki (pt.wspomnienie :)
        Na plażach.
        • Gość: agatulka Re: Moja podróż po Korsyce. IP: *.3-79-r.retail.telecomitalia.it 07.08.10, 21:24
          Gość portalu: RED napisał(a):

          > Korsyka! Cudownie i wspaniale. Byłem tam w tym roku - 15 raz, odkąd
          > ją poznałem. Namówiony przez znajomych dałem się przekonać na kupno
          > przewodnika...z Pascala. Powiem wam, że odkrtywałem wyspę, jakbym był
          > na niej pierwszy raz. A szlak win - no wielkie dzięki.

          To ma byc reklama jakiejs ksiazki? Byles na Korsyce 15 razy i odkryles wyspe
          dopiero po przeczytaniu jakiegos przewodnika??? Dziwne to bardzo. To co robiles
          przez te 15 razy? Ja bywam na Korsyce bardzo czesto, chociaz pewnie nie bylam
          jeszcze 15 razy i pomimo tego, ze zostalo mi jeszcze troche ciemnych plam to
          znam wyspe bardzo dobrze i nie potrzebuje do tego zadnej ksiazki ;)
          • aseretka Re: Moja podróż po Korsyce. 12.08.10, 08:06
            > chyba miałeś wczasy zle zorganizowane - moje były
            > zorganizowane genialnie :)

            Może podzielisz się z nami wrażeniami z podróży po Korsyce. Na pewno
            Twoja relacja pomoże innym w organizowaniu zwiedzania tej pięknej
            wyspy.
    • tess1956 Re: Moja podróż po Korsyce. 24.07.13, 09:09
      Aseretko, wspaniała relacja ilustrowana pięknymi zdjęciami. Czytałam z zapartym tchem i czułam się, jakbym sama podróżowała po wyspie. W swoich wspomnieniach przekazujesz dużo ciekawych informacji o zwiedzanych miejscach. Gratulacje!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka