poster012
22.08.05, 07:14
Rekrutacja zaczyna się od ogłoszenia w polskiej prasie, wszyscy chętni do
pracy we Włoszech mają dzwonić na podany numer komórkowy. Rozmowa
kwalifikacyjna i wszelkie formalności odbywają się przez telefon. Autokary
zabierają ich z kilku miast w Polsce, m.in. z Gdańska, Torunia, Katowic i
Krakowa. Do Włoch co kilka dni trafia "nowa dostawa" - w Foggii na Polaków
rozdzielano do jednego z obozów noclegowych, m.in. właśnie w Orta Nova.
Ogrodzone drutem kolczastym baraki bez światła i wody, ludzie śpiący na
materacach brudnych od ekskrementów, całą dobę pilnowani przez uzbrojonych
strażników - w takich warunkach koło Orta Nova mieszkali Polacy, którzy do
Włoch pojechali zarabiać przy zbiorze pomidorów - donoszą włoskie gazety i
policja. - W piątek nad ranem 80 karabinierów wkroczyło do takiego obozu -
potwierdzają polscy dyplomaci i zatrudnieni tam Polacy.
Polacy z Orta Nova opowiadali nam, że wstawali o godz. 3.30 i pracowali bez
przerwy do godz. 21. Nie mogli opuszczać obozu. Raz w tygodniu zawożeni byli
do supermarketu na zakupy. Płacili za wszystko, zostawały im więc grosze albo
i to nie. Nad niepokornymi znęcali się strażnicy.
Lokalna gazeta z południa Włoch "Gazzetta del Mezzogiorno" oraz miejscowe
wydanie "La Repubblica" podały przerażające informacje, że znalezione w
kwietniu i lipcu zwłoki trzech Polaków mogą mieć coś wspólnego z tą sprawą.
Według policji zmarli śmiercią naturalną. Polacy jednak podejrzewają, że to
ci, którzy buntowali się i chcieli uciec z obozu. - Jeden zmarł w wyniku
ciężkiego pobicia. Ciało kolejnego spalono, a jego głowę owinięto skórzaną
kurtką. Inny Polak został utopiony - twierdzi konsul Centrone