Dodaj do ulubionych

Polecamy, radzimy, ostrzegamy

18.06.04, 21:48
Proponuję szanownym forumowiczom ocenianie płyt swoich ulubionych wykonawców.
Coby inni wiedzieli czego słuchać a czego unikać. Krótkie recenzje mile
widziane. Proponuję podział trójstopniowy.

The Beatles
1. Absolutnie
Abbey Road - najdojrzalsza, najlepiej zrealizowana
Revolver - różnorodność i eksperymenta rulez!
White Album - różnorodność (razy dwa)i szlachetna prostota
Magical Mystery Tour - psychodelia rządzi
Let It Be...Naked - nie mieli słabych kompozycji, wystarczyło je jedynie
dobrze wyprodukować
Sgt. Peppers Lonely Hearts Club Band - dla wielu - najlepsza płyta ever

2. Warto
Yellow Submarine
Rubber Soul
Help!
Please Please Me
Let It Be
With The Beatles
A Hard Days Night

3. Niekoniecznie
Beatles for Sale
Obserwuj wątek
      • cze67 Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 18.06.04, 22:38
        andrew_eldtrich napisał:

        > The Sisters of Mercy
        > Koniecznie- "Floodland"
        > Naprawdę warto- "First & Last & Always", "Some girls wander by mistake"
        > Niekoniecznie- "Vision Thing"

        Czołem andrew. A ja, kurcze, własnie Vision lubię najbardziej...
    • aislinn Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 18.06.04, 22:40
      New Model Army :

      koniecznie i absolutnie : Thunder & Consolation - juz dojrzała, jeszcze nie
      udziwniona, genialna w swej prostocie
      (boszsz, ale wielkie słowa mi wyszły)

      naprawdę warto : Ghost of cain (przedsionek do thunder..., zaangażowana
      ale już dojrzała)
      Impurity (nie wiem dlaczego, może to zbyt osobiste
      odczucia? a może po prostu to jeszcze forma po thunder... ?;-))
      Vengeance (świeża i pełna zaangażowania)
      warto : No Rest For The Wicked (jw)
      Eight (powoli powrót do rockowej formy ? )
      niekoniecznie : Strange Brotherhood (nic z tej płyty nie pamiętam ! )
      Love of hopeless causes (jakaś mdła taka i popowa)
      • jack9 Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 18.06.04, 22:50
        andrew_eldtrich napisał:

        > The Sisters of Mercy
        > Koniecznie- "Floodland"
        > Naprawdę warto- "First & Last & Always", "Some girls wander by mistake"
        > Niekoniecznie- "Vision Thing"

        cze67 napisał:
        Czołem andrew. A ja, kurcze, własnie Vision lubię najbardziej

        U mnie troche inaczej niz u Andrew:

        Koniecznie - "Floodland" i "First & Last & Always",
        Naprawdę warto posłuchać - "Some girls wander by mistake"
        Niekoniecznie- "Vision Thing"

        • cze67 Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 18.06.04, 22:54
          jack9 napisał:

          > andrew_eldtrich napisał:
          >
          > > The Sisters of Mercy
          > > Koniecznie- "Floodland"
          > > Naprawdę warto- "First & Last & Always", "Some girls wander by mistake"
          > > Niekoniecznie- "Vision Thing"
          >
          > cze67 napisał:
          > Czołem andrew. A ja, kurcze, własnie Vision lubię najbardziej
          >
          > U mnie troche inaczej niz u Andrew:
          >
          > Koniecznie - "Floodland" i "First & Last & Always",
          > Naprawdę warto posłuchać - "Some girls wander by mistake"
          > Niekoniecznie- "Vision Thing"

          Kurcze, ja chyba jakiś dziwny jestem...
    • ilhan Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 18.06.04, 22:52
      Oasis

      1. Absolutnie

      - (What's The Story) Morning Glory? - kopalnia przebojowych melodii, britpopowe arcydzieło, jedna z najlepszych płyt lat 90-tych
      - Definitely Maybe - debiut świeżutki jak mało który w historii, bezpretensjonalne gitarowe granie, "do przodu" i bez kompleksów

      2. Warto

      - Be Here Now - bogato zaaranżowane, długie utwory, ponad 70 minut, których słucha się znakomicie
      - Familiar To Millions - znakomita koncertówka, czyli zapis tego, co zawsze wychodziło im najlepiej
      - The Masterplan - aby przekonać się o kompozytorskim potencjale i płodności Noela, zbiór stron B singli na najwyższym poziomie

      3. Niekoniecznie

      - Standing On The Shoulder Of Giants - ciekawe jak na Oasis brzmienie, wzbogacone klawiszami, lekkie eksperymenty z psychodelią, trudno się upierać że wszystko do końca udane
      - Heathen Chemistry - przeciętna, choć solidna rockowa płyta


      Za niedługo R.E.M. :)
      • kubasa Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 18.06.04, 23:03
        Bruce Springsteen

        KONIECZNIE

        Born To Run - czyli najlepsza amerykańska płyta. Wspaniała forma songwirterska,
        wokalna, aranzacyjna, tekstowa. Perła

        The Wild, The Innocent & The E-street Shuffle - zapomniana płyta z 1973. A
        przeciez jedna z piekniejszych

        Greetings From Ausbury Park, NJ - jw.

        WARTO

        The River
        Nebraska
        The Ghost Of Tom Joad
        Darkness On The Edge Of Town
        The Rising

        NIEKONIECZNIE

        Born In The U.S.A.
        Lucky Town
        Tunnel Of Love
      • libertine Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 24.06.04, 13:07
        ilhan napisał:

        > Oasis
        >
        > 1. Absolutnie
        >
        > - (What's The Story) Morning Glory? - kopalnia przebojowych melodii,
        britpopowe
        > arcydzieło, jedna z najlepszych płyt lat 90-tych


        ktoś kiedyś napisał, że większość zespołów marzy o takim 'best of', jak 2 płyta
        oasis
        i to chyba mówi wszystko...

        moja kolejność:
        absolutnie
        1. definitely maybe
        2. morning glory
        cholernie warto
        3. the masterplan
        4. familiar to millions
        też warto
        5. heathen chemistry
        6. be here now
        niekoniecznie
        7. standing on the shoulder of giants
    • ilhan Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 18.06.04, 23:25
      R.E.M.

      1. Absolutnie

      - Murmur - klasyka college rocka, jangle popu, indie i tysiąca innych szufladek; po prostu debiut doskonały

      - Reckoning - powtórka z "Murmur", ale nie gorsza, jeśli chodzi o kompozycje

      - Automatic For The People - po to, ażeby docenić jej wielkość, a jednocześnie przekonać się, że "znawcy" nie mają racji zaczynając i zarazem kończąc na niej wyliczankę wybitnych płyt tej grupy

      2. W zasadzie powinno się

      - Document - ostatni "podziemny" album czwórki z Athens, w zasadzie bezbłędny

      - Green - wkrada się wszechobecna później różnorodność stylistyczna, album skrywający parę niezaprzeczalnych perełek

      - Up - najtrudniejsza, ale po dotarciu do niej, w końcu, objawia się jako dzieło przepiękne

      - Dead Letter Office - fascynujący składak b-side'ów, niepublikowanych nagrań, coverów itp. z pierwszego okresu działalności

      3. Warto

      - Life's Rich Pageant - solidna college-rockowa płyta, z paroma wystrzałowymi piosenkami

      - Out Of Time - nierówny album, kojarzony głównie z wielkimi przebojami, nie do końca zresztą słusznie

      - New Adventures In Hi-Fi - gdyby zamiast 14 piosenek ograniczyli się do 10, byłaby poziom, albo i dwa wyżej...

      - Reveal - najłatwiej przyswajalna płyta tego zespołu, co może nie do końca przekonywać za którymś tam razem, ale bardzo ładna rzecz, naprawdę

      4. Można, ale bez przymusu

      - Monster - R.E.M. inspirowany grunge'em i cięższymi gitarami, co daje efekt: raz rewelacja, raz nuda

      - Fables Of The Reconstruction, Reconstruction Of The Fables - najnudniejsza płyta R.E.M., owszem, z fajnym, mrocznym jak na nich klimatem, owszem, z 2-3 doskonałymi kompozycjami, jednak poza tym zawodzi
      • jack9 Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 18.06.04, 23:30
        Spróbuje z Dead Can Dance

        Koniecznie - "Within the Realm of a Dyin Sun" - czyste piękno...i tyle
        - "Spleen and Ideal" - tytuł płyty mówi sam za siebie...

        Naprawdę warto - "Dead Can Dance" - poszukiwania stylu, odchodzenie od rocka
        - "Serpents Egg" -delikatne zejście na ziemie po rajskim "Within
        - 'Into The Labyrinth" - melancholiina i nastrojowa
        - "Aion"

        Niekoniecznie - "Spiritchaser" - to nie jest zła płyta, bo DCD nie nagrywali
        takich) ale najmniej tu zapadających w głowę melodii, mało oryginalności a
        sporo odwołań do folku za czym nie przepadam
        - "Toward the Within" - koncert któremu trudno cokolwiek
        zarzucic poza tym część materiału znanego z płyt wypada tu zbyt surowo
        • pagaj_75 Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 19.06.04, 00:00
          jack9 napisał:

          > - "Toward the Within" - koncert któremu trudno cokolwiek
          > zarzucic poza tym część materiału znanego z płyt wypada tu zbyt surowo

          I tutaj bym się nie zgodził (z tym ostatnim stwierdzeniem) - mnie wersja
          "Cantary", która znalazła się na tym albumie powaliła na kolana. Świetny
          przykład na to, że można poprawić dzieło doskonałe.
    • mmakowski Echolyn 18.06.04, 23:51
      1. Absolutnie

      "As The World"
      Jak dla mnie ex aequo z "Beware Of Darkness" Spock's Beard progresywny numer 1
      lat 90.


      1.5. Absolutnie/Warto

      "Suffocating The Bloom"
      Prawie tak dobry jak "As The World", tylko trochę mniej równy i gorzej nagrany.

      "Mei"
      Najnowsza propozycja grupy: jeden pięćdziesięciominutowy utwór, dość ciężkie,
      spójne lecz klarowne brzmienie
        • mmakowski Gentle Giant 21.06.04, 00:12
          1. Absolutnie

          "Free Hand"
          Kwintesencja stylu GG w przystępnej formie.

          "The Power And The Glory"
          Najbardziej ambitny album, może wymagać kilku
          • pixie Re: Gentle Giant 22.06.04, 00:00
            W zasadzie się zgadzam, ale mam parę ale... ;)

            mmakowski napisał:

            > 1. Absolutnie
            >
            > "Free Hand"
            > Kwintesencja stylu GG w przystępnej formie.

            Początek przebojowy, ale pod koniec trochę mnie nudzi. Jednak warto poznać.

            > "The Power And The Glory"
            > Najbardziej ambitny album, może wymagać kilku
            • mmakowski Re: Gentle Giant -- najpiękniejszy utwór 22.06.04, 08:45
              pixie napisała:

              > > "Octopus"
              > > Dużo bardzo pięknych melodii.
              >
              > I przede wszystkim najpiękniejszy utwór GG - "Think of Me with Kindness".

              Moje typy na ich najpiękniejszy utwór to byłyby raczej "The Advent Of Panurge" z
              "Octopus", "His Last Voyage" z "Free Hand", "Pantagruel's Nativity", "Mister
              Class And Quality?"... "Think Of Me With Kindness" jest dość daleko.
              • pixie Re: Gentle Giant -- najpiękniejszy utwór 22.06.04, 23:17
                mmakowski napisał:

                > Moje typy na ich najpiękniejszy utwór to byłyby raczej "The Advent Of
                > Panurge" z "Octopus", "His Last Voyage" z "Free Hand", "Pantagruel's
                > Nativity", "Mister Class And Quality?"... "Think Of Me With Kindness" jest
                > dość daleko.

                Widocznie nasze pojmowanie piękna trochę się różni, ale nie aż tak bardzo,
                skoro oboje lubimy GG. Do tego utworu mam wielki sentyment, a temu że jest
                piękny nie zaprzeczyłeś :P
    • pagaj_75 Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 18.06.04, 23:53
      Fajna zabawa :)

      King Crimson

      1) Koniecznie:
      "In the Court of the Crimson King" - debiut KC, pierwsze arcydzieło rocka
      progresywnego, album, który poniekąd zdefiniował w pełni ten styl, klasyka,
      której wstyd nie znać, nawet jeśli zgodzimy się, że nie jest to najlepszy album KC

      "Lark's Tongues in Aspic", "Starless and Bible Black" i "Red" - trzy płyty moim
      zdaniem najlepszego, najbardziej kreatywnego składu grupy; wybuchowa mieszanka
      pięknych melodii i odjechanych improwizacji. Muzyka trudna, ale kryjąca wielką
      nagrodę dla tego, kto zechce dać jej szansę.

      "Discipline" - ciekawe i porywające przewartościowanie własnego stylu.
      Najciekawsze elementy muzyki KC lat siedemdziesiątych zaadoptowane do wymogów
      lat osiemdziesiątych. Prawdziwie progresywny album.

      2) Naprawdę warto:
      "Lizard" - odnoszę wrażenie, że to najbardziej niedoceniana płyta KC, zupełnie
      niesłusznie; najtrudniejsza w odbiorze, ale i poniekąd najciekawsza muzycznie z
      czterech pierwszych płyt KC (i ciągle się waham czy nie powinna wylądować w
      punkcie pierwszym)

      "THRAK" i "The Power to Believe" - King Crimson lat dzisiejszych, twórczo
      rozwijający pomysły z czasów "Red", a "The Power..." uważam za najlepszy album
      KC od czasów "Discipline" - udane podsumowanie działalności zespołu od 1994 roku

      3) Można, ale bez przesady
      "In the Wake of Poseidon" - drugi album, będący momentami kalką pierwszego. Są
      przepiękne momenty, ale jako całość nie dorasta do pięt jedynce.

      "Islands" - oszołamiająca przy pierwszych przesłuchaniach, ale potem coraz
      bardziej nudząca (mnie przynajmniej). wiele pięknych fragmentów, które jakoś nie
      chcą się złożyć w piękną całość.

      "Three of a Perfect Pair" - trochę dziwna płyta, którą Król pożegnał lata 80.
      strona A (winylu) to pop jak na standardy KC (ale życzyłbym sobie więcej takiego
      popu), strona B - typowo crimsonowskie odjazdy, które mogą zmęczyć nawet
      najzatwardzialszych entuzjastów.

      4) Niekoniecznie:

      "Beat" - najsłabsza płyta z kolorowej trylogii lat osiemdziesiątych i chyba
      najsłabsza w ogóle płyta Karmazynowego Króla, marne popłuczyny po "Discipline".
        • cze67 Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 19.06.04, 10:33
          pagaj_75 napisał:

          > Acha, zapomniałem o "The ConstruKction of Light" - trochę męczący album,
          > pozbawiony chwil wytchnienia atak na uszy słuchacza. Umieszczam go w punkcie
          > "Można, ale bez przesady"

          Uważam, że za niezwykły "Coda: I Have a Dream" (zawsze mam dreszcze jak go
          słyszę) należy mu się jednak miejsce oczko wyżej. Chodź zgodzę się, że jako
          całość płyta się nie broni.
        • cze67 Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 05.07.05, 23:43
          pagaj_75 napisał:

          > Acha, zapomniałem o "The ConstruKction of Light" - trochę męczący album,
          > pozbawiony chwil wytchnienia atak na uszy słuchacza. Umieszczam go w punkcie
          > "Można, ale bez przesady"

          A mnie ostatnio straszliwie zafascynował. I w tej chwili spokojnie umieściłbym
          go w pierwszej kategorii (choć może się to wydawać wielce kontrowersyjne, ale
          co tam...).
        • pagaj_75 Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 19.06.04, 11:17
          foxy21 napisała:

          > Moim zdaniem "Islands", to jedna z najpiekniejszych
          > plyt!

          Masz pełne prawo do takiej opinii :) Możesz też przedstawić swoją klasyfikację.
          Moim skromnym zdaniem "Islands" wypada blado w porównaniu z "Lizard", stąd takie
          a nie inne "zaszufladkowanie".

          Sam Fripp, który w momecie wydania piał z zachwytu nad "Islands" dzisiaj w
          swoich wspominkowych tekstach ocenia, że jedyne wartościowe fragmenty (dla
          niego, of course) to "Ladies of the Road" i jego solo w "Sailor's Tale".
      • jotesz Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 06.08.04, 12:52
        nie zgadzam się! "Three of a Perfect Pair" - trochę dziwna płyta, którą Król
        pożegnał lata 80 jest dla mnie niekonieczna!


        Za to "Beat", według ciebie - najsłabsza płyta z kolorowej trylogii lat
        osiemdziesiątych i chyba najsłabsza w ogóle płyta Karmazynowego Króla, marne
        popłuczyny po "Discipline", dla mnie tworzy znakomitą całość z "Discipline"!!!
    • joseph80 YES 19.06.04, 00:02
      Yes


      1. Absolutnie

      Fragile - Rick w Yes, i od razu forma w górę, na bardzo wysoki poziom, Utwory
      wszech czasów Roundabout, South Side of the Sky, Heart Of The Sunrise, dalsza
      rekomendacja niepotrzebna
      Close To The Edge - dla wielu fanów największe dzieło. Monumentalny utwór
      tytułowy. Wirtuozeria muzyków na niebywałym poziomie, niedostępnym dla wielkiej
      rzeszy muzyków
      Tales From Topographic Oceans - Opus Magnum gupy. Pierwsza płyta z White`em. 4
      utwory, brak słabych punktów, piękno tej płyty ujawnia się po wielu
      przesłuchaniach. Ale chyba nigdy się nie znudzi, i tak ma być!!!:)
      Relayer - Moraz w Yes, album ciężki, album pomysłowy, gra Moraza cudna, Sound
      Chaser utwór marzenie, tyle zmien tempa i pomysłów, że można by tym obdarować
      kilka płyt.
      Going For The One - Awaken - największe arcydzieło zespołu, plus troszkę
      łatwiejsze utwory, ale pełne energii (np. tytułowy), piekna (wonderus), czu też
      potężnej siły (Parallels), troche za mdławy Turn of the Century
      Keystudio - panowie pokazują, że w latach 90 są dalej nie do pobicia.
      Magnification - jedyna płyta bez klawiszowca, za to orkiestracje w pełnej
      krasie. XXI wiek został zdobyty przez Yes!!

      2. Warto

      Yes - debiut, bardzo pomyslowe, melodyjne granie. Jazzujaca perkusja Bruforda,
      poczatki stylu, Squire juz tu pokazal jak sie powinno grac na basie.
      Time & A Word - płyta nagrana z orkiestrą do Magnification jednak sporo brakuje.
      The Yes Album - niby płyta wspaniała, ale jednak do niej wracam rzadziej, chyba
      wszystkie utwory w wersjach koncertowych brzmią stokroć lepiej:)
      Tormato - Yes w rockowym odcieniu,
      Drama - Yes bez Jona i Ricka, metalizujący Machine Messiah, i porywający Tempus
      Fugit,
      ABWH - no niby to nie Yes, ale płyta piekna, w latach 80 też można było grać
      Art rocka, okazało się gdy ujrzała światło dzienne ta płyta. Właściwie to
      powinna być w Absolutnie.
      Talk - najlepsza płyta składu cyferkowego. Dużo pieknych kompozycji, Endless
      Dream, ukazuje, że jak się chce to można i z Rabinem nagrać arcydzieło:D
      Ladder - powrót do czystego art-rocka, ale tez i proste kawalki, czasami nawet
      za proste np. Lightning Srikes


      3. Niekoniecznie

      90125 -pop rock, niektorzy kochaja, ja jednak od Yes nie oczekuję takiego
      grania. Choć Hearts przepiękne.
      Big Generator - lepszy od cyferek, ale trudno przebic sie prze pierwsze
      negatywne wrazenie
      Union - kilka kawalkow pieknych i dobrych, ale kilka i beznadziejnych
      Open Your Eyes -płyta dobra, ale nie reprezentatywna dla Yes, + kilka nie
      rozwiniętych odpowiednio pomysłów

      Płyt koncertowych nie uwzględniłem,
    • mmakowski Soft Machine 19.06.04, 00:25
      1. Absolutnie

      "Third"
      Szczytowa forma etapu psychodelicznego, brudne, zaszumione brzmienie
      syntezatorów analogowych, riffy basu... w ogóle przygoda.

      "Six"
      To z kolei najlepsze nagranie jazz-rockowe w asortymencie SM, trochę w stylu
      Weather Report, zawiera przepiękne "Chloe And The Pirates".


      2. Warto

      "Fifth"
      Niezbyt uporządkowany jazz-rock, na pierwszym planie odjazdy na saxello, w tle
      perkusja momentami zbyt free-jazzowa.

      "Volume One (The Soft Machine)", "Volume Two"
      Nie kocham szczególnie tych nagrań, ale uważane są za klasykę psychodelii, warto
      więc je znać chociażby dla ogólnego osłuchania.


      3. Niekoniecznie

      "Fourth"
      Etap przejściowy między psychodelią a free-jazz-rockiem. Jeśli "Fifth" jest
      niezbyt uporządkowana, to "Fourth" to prawdziwy bajzel. Niestety, niewiele z
      niego zostaje w pamięci.

      "Seven"
      Porządkowali i porządkowali ten jazz-rock, aż wreszcie niewiele zostało. Nudnawe.
      • teddy4 KILLIMG JOKE 19.06.04, 00:58
        Polecam:
        1. KILLING JOKE - debiut z 1980 roku. Jeżeli nie wiecie, jaką muzykę grałby
        Lutosławski gdyby był rokendrolowcem - to sięgnijcie po tą rzecz. Już pierwszy
        akord Geordiego w "Requiem" nie pozostawia wątpliwości, z czym mamy do
        czynienia. Płyta, bez której Metallica nie byłaby Metallicą. FNM - FNM. Prong -
        Prongiem. Siekiera - Siekierą z "Nowej Aleksandrii". No i ten Jaz, panie, ten
        Jaz.
        2. NIGHT TIME - to o pochodzącym z tej płyty kawałku "Love like Blood" Jaz
        powiedział "W końcu wylądowaliśmy na liście disco. Zawsze to jakaś NADZIEJA dla
        świata"". Kawałek nie jest bynajmniej w rzeczonym gatunku. Genialne "Eigties"
        (nieładnie, śp. Kurcie, nieładnie), "Europe" czy "Kinga and Queens".
        3.BRIGHTER THAN THOUSAND SUNS - Perła. Płyta, która godzi fanów
        niepodrabialnego brzmienia gitary Geordiego, jak zwykle unikalnego głosu
        Jaza ..... i fanów rocka progresywnego. Jedynym minusem jest perkusista
        Ferguson w schyłkowym okresie, tak kreatywny wcześniej.
        4. KILLING JOKE. 2003. Nie wierzyłem, gdy usłyszałem. Zadna płyta XXI wieku
        (jak do tej pory) nie ma takiego pałeru.

        WARTO:
        1. WHAT'S THIS FOR. Próba powtórzenia debiutu. Parę świetnych momentów.
        2. FIRE DANCES,EXTREMITIES......, PANNDEMONIUM, DEMOCRACY. Każda inna.

        ODRADZAM:
        1. OUTSIDE THE GATE. Poza "My Love of This Land" kaszana.
        2. THE COURTAUD TALKS - Bredzenie Jaza plus dziwne dźwięki. Pomyłka.
        • gregkor Re: jamiroquai 19.06.04, 01:36
          Polecam:
          1. Emergency On Planet Earth - genialna dynamiczna płyta i w dodatku debiut,
          interesujące kompozycje, utwory nasycone stylistyka jazzową zwłaszcza "Music Of
          The Mind:" czy "Revolution 1993", a także super kawałek "Too Young To Die".
          Płyta bardzo ciekawa i dośc zajwiskowa jak na początek lat 90. Co ciekawe
          dzięki niej jeszcze bardziej przkonałem się do słuchania jazzu.
          2.The Return Of The Space Cowboy - płyta nieco spokojniejsza od debiutu,
          utrzymana w nieco innym klimacie. Również wspaniałe spokojne kompozycje
          jak "Manifest Destiny" czy "Morning Glory" a także tytułowy przebój no i
          jazzujący "Just Another Story"

          Warto:
          1. A funk odyssey - płyta utrzyman w bardzo funkowym klimacie, tętniaca
          funkiem lat 70', wśród dynamicznych piosenek kilka spokojnych kompozycji.
          2. Travelling Without Moving - chyba najbardziej przebojowa płyta, na której
          możemy usłyszeć popularne utwory jak "Cosmic Girl" czy "Travelling Without
          Moving"

          Ewentualnie:
          1. Synkronized - płyta która średnio lubie natomiast, jak każda średni krążek
          posiada ciekawe kopozycje jak "Planet Home" czy "Falling".


        • cze67 Re: KILLIMG JOKE 08.02.06, 14:43
          teddy4 napisał:

          > Polecam:
          > 1. KILLING JOKE
          > 2. NIGHT TIME

          Ha! teraz obie te płyty można kupić w dwupaku po przystępnej cenie nieco
          powyżej 4 dych. Się chyba skuszę!
    • pagaj_75 David Sylvian 19.06.04, 01:20
      Tutaj staram się już dostosować do trójstopniowego podziału, który trochę
      rozszerzyłem przy Crimsonie. Ponieważ Sylvian nagrał w sumie niewiele płyt solo,
      włączam do tej klasyfikacji również albumy popełnione w kolaboracjach z innymi
      artystami. A więc:

      1. Absolutnie

      "Secrets of the Beehive" - cudna, poetycka muzyka nawiązująca odrobinę do
      klimatu muzyki spod znaku 4AD. Głównie akustyczne brzmienia fortepianu, gitar i
      smyków + jak zwykle czarujący głos. Najbardziej przemyślane i jednorodne
      stylistycznie dzieło Davida.

      "Dead Bees on a Cake" - tu z kolei mamy wielki koktajl stylistyczny, fascynujący
      kalejdoskop nastrojów i brzmień. Jedno z najpiękniejszych wyznań miłosnych w
      historii muzyki.

      2. Naprawdę warto

      "Brilliant Trees" - debiut solowy DS, zdradzający chęć odejścia od komercyjnego
      popu z czasów grupy Japan w kierunku jazzu i awangardy, nagrany przy udziale
      takich postaci jak Holger Czukay, Ryuichi Sakamoto, Kenny Wheeler, Mark Isham
      czy Jon Hasell.

      "Gone to Earth" - drugi album, dwupłytowy. Pierwsza płyta to piosenki (choć
      niezbyt przebojowe i często dość długie), z gościnnym udziałem Roberta Frippa i
      Billa Nelsona. Druga płyta to już muzyka w pewnym sensie ambientowa - monotonna
      (w pozytywnym sensie), kojąca i całkowicie instrumentalna.

      "Blemish" - ostatnia (jak na razie) studyjna propozycja Sylviana. Najtrudniejsza
      w odbiorze z płyt podstawowych w jego dyskografii, ale równie piękna jak
      pozostałe. Muzyczny zapis rozstania z żoną.

      "Alchemy - an Index of Possibilities" - składanka instrumentalnych utworów
      powstałych po "Brilliant Trees" odsłaniająca drugie dno twórczości Davida - jej
      trudną, ocierającą się o awangardę stronę.

      "Rain Tree Crow" - jedyna płyta grupy Rain Tree Crow, będącej tak naprawdę
      odrodzonym na chwilę Japan w swym ostatnim składzie
      (Sylvian-Jansen-Barbieri-Karn). Płyta absolutnie niezwykła, urzekająca swoim
      nastrojem (świetna na deszczowe dni), ale też pełna brzmień niepokojących,
      trudno przyswajalnych improwizacji.

      "Plight & Premonition" i "Flux & Mutability" - dwie płyty nagrane w duecie z
      Holgerem Czukayem. Wyprawa na niezbadane i niebezpieczne wody
      ambientowo-eksperymentalne. Tutaj mam największy problem, bo z jednej strony
      bardzo lubię te płyty (zwłaszcza pierwszą), z drugiej wiem, że nie każdemu mogą
      się spodobać.

      Tutaj dodatkowo dorzuciłbym obie składanki. Pierwsza, dwupłytowa "Everything &
      Nothing" to Sylvian od tej bardziej przyswajalnej strony. Warto ją mieć, bo
      oprócz utwórów znanych z normalnych płyt jest tu sporo mniej znanych perełek
      oraz utworów z płyt innych artystów, w których powstaniu brał udział Sylvian.
      Druga składanka, "Camphor", to Sylvian mniej przystępny, głównie instrumentalny.
      Zawiera również dwa wcześniej niepublikowane nagrania, stworzone najwyraźniej
      specjalnie na potrzeby tego wydawnictwa.

      3. Niekoniecznie

      "The First Day" i "Damage" - studyjny oraz koncertowy album duetu Sylvian/Fripp.
      Nie jest źle, ale od takich artystów można wymagać więcej. Trochę dziwne
      zestawienie crimsonowskich riffów gitary ze spokojnym głosem Sylviana. Koncert
      chyba ciut ciekawszy.

      "Approaching Silence" - strasznie męcząca płyta, do jednorazowego słuchania
      (mimo, że taka zła nie jest). Trzy utwory (dwa baaaaaardzo długie - ponad 30
      minut) będące ścieżką dźwiękową do instalacji multimedialnych autorstwa Sylviana
      solo i z Frippem. Można to sobie kupić jak już będzie się miało wszystko inne,
      włącznie ze składankami i rzadkimi nagraniami innych artystów z gościnnym
      udziałem Sylviana.
      • cze67 Yes 19.06.04, 10:25
        1. Absolutnie
        Relayer - najtrudniejsza płyta, najbardziej odjechana, najlepsza
        Tales From The Topografic Oceans - z tych czterech dłuuuugich utworów możnaby
        wykroić ze 20 krótszych. Kiedyś takie połączenie często niezbyt przystających
        do siebie fragmentów mnie raziło. Obecnie urzeka.
        Close To The Edge - opus magnum
        Fragile - ummm, smakowita zielona potrawka
        The Yes Album - definicja stylu

        2. Warto
        Going For The One
        Tormato
        Drama
        Magnification
        The Ladder
        90125

        3. Niekoniecznie
        Big Generator
        Open Your Eyes
        • joseph80 Re: Yes 19.06.04, 15:50
          Z Twoejej listy wnioskuję, że nie znasz debiutu Yes. Cze, musisz to stanowczo
          nadrobić, choćby dlatego, że na pierwszej płycie znajduje się rewelacyjna
          wersja "Every Little Thing" zespołu wiadomo jakiego:), a to dla Ciebie powinien
          być odpowiedni i wystarczający argument

          pzdr
          Jos
          • cze67 Re: Yes 19.06.04, 23:21
            joseph80 napisał:

            > Z Twoejej listy wnioskuję, że nie znasz debiutu Yes. Cze, musisz to stanowczo
            > nadrobić, choćby dlatego, że na pierwszej płycie znajduje się rewelacyjna
            > wersja "Every Little Thing" zespołu wiadomo jakiego:), a to dla Ciebie
            powinien być odpowiedni i wystarczający argument

            Pierwszą i drugą płytę Yes znam fragmentarycznie, nigdy nie słyszałem ich w
            całości. Nadrobię to w chwili, gdy mój kumpel, który ma jazdę na najnowsze
            bonusowe remastery dokona ich zakupu, a poprzednie remastery sprzeda mi.
      • pagaj_75 Suplement: Japan 25.04.05, 14:14
        No to nareszcie się mogę wypowiedzieć w sprawie całej dyskografii tej ważnej dla
        new romantic grupy :-)

        1) Na pewno warto (a nawet trzeba)
        "Quiet Life" (1979) - definicja stylu właściwego i pierwszy sukces (artystyczny
        i komercyjny)
        "Gentlemen Take Polaroids" (1980) - "Quiet Life 2", ani lepsze, ani gorsze IMO
        "Tin Drum" (1981) - mniej new romantic, więcej naprawdę ambitnego podejścia do
        muzyki pop, no i niestety smutny koniec historii Japan

        2) Też warto, bo czemu nie?
        "Oil on Canvas" (1982) - dwupłytowy koncert, bardzo dobry zresztą, przeważają
        utwory z GTP i TD

        3) Dla wytrwałych i ciekawskich
        "Adolescent Sex" (1978) - debiut, całkiem całkiem, ale ostrzegam: to jest
        zupełnie inny zespół niż ten z wyżej wymienionych płyt. bardziej glam-rockowy z
        elementami punku (ciekawe połączenie, nie?)
        "Obscure Alternatives" (1978) - szukanie nowego stylu, niestety bardzo po
        omacku. najsłabsza płyta w dyskografii.
    • pagaj_75 Genesis 19.06.04, 11:10
      No to Cze... chciałeś dyskusji to ją masz :) Chociaż w przypadku dyskografii
      tego zespołu trudno być jakoś specjalnie kontrowersyjnym. Myślę, że większość
      fanów zgodzi się z moimi ocenami.


      1) Absolutnie

      "Selling England by the Pound" (1973) - krótko mówiąc: esencja prog-rocka

      "The Lamb Lies Down on Broadway" (1974) - mój ulubiony, długi (dwie płyty),
      rodzaj rock-opery, ale urzekający nieco dusznym klimatem i różnorodnością
      nastrojów i formatów (od instrumentalnych interludiów, przez zwykłe piosenki po
      typowe dla ówczesnego Genesis rozbudowane i wielowątkowe kompozycje)

      "Trick of the Tail" (1976) - pierwsza płyta z Collinsem przy mikrofonie,
      czarująca wysmakowanymi brzmieniami, przepięknymi melodiami i ekspresyjnym
      śpiewem pana Filipa

      "Seconds Out" (1977) - płyta koncertowa, ukazująca Genesis jako zespół
      potrafiący zamienić swoje studyjne klasyki w coś jeszcze bardziej porywającego

      2) Warto (w kolejności chronologicznej, a nie jakościowej)

      "Trespass" (1970) - pierwsze próby prog-rockowego stylu Genesis, muzyka odrobinę
      naiwna i jeszcze niedopracowana, ale i tak mająca w sobie to "coś".

      "Nursery Cryme" (1971) - chyba najbardziej rockowa w brzmieniu z pierwszych płyt
      grupy, zawiera jedne z najlepszych kompozycji - "The Musical Box" i "Fountain of
      Salmacis"

      "Foxtrot" (1972) - świetne kompozycje i coraz lepsze wykonanie, zarżnięte
      niestety przez producenta kiepskim brzmieniem. Ale to tutaj są genialne "Watcher
      of the Skies" i "Super's Ready"

      "Live" (1973) - świetny koncertowy album podsumowujący wczesny okres
      działalności zespołu i portretujący go (odrobinę przesadnie) jako grupę niemal
      hardrockową momentami

      "Wind and Wuthering" (1976) - rozwinięcie pomysłów z "Trick of the Tail", chyba
      najbardziej plastyczna czy też "malarska" z płyt Genesis

      "... And Then There Were Three..." (1978) - zwrot ku prostszym kompozycjom,
      jednak nadal z tym bajkowym brzmieniem "Trick" i "Wind..."

      "Duke" (1980) - ostatnia z mających cokolwiek wspólnego z art-rockiem płyt
      Tony'ego Banksa i spółki, o wiele bardziej udana od "...And Then..."

      "Calling All Stations" (1997) - mroczny, duszny klimat, cięższe, bardziej
      rockowe brzmienie (choć elementy popu nadal dobrze słyszalne) i niezły Ray
      Wilson na wokalu. Wielka szkoda, że powstała tylko jedna taka płyta.

      3) Ewentualnie

      "From Genesis to Revelation" (1969) - debiut zespołu, nie taki znowu zły, ale
      jednak mający niewiele wspólnego (poza nazwiskami muzyków) z tym późniejszym Genesis

      "Abacab" (1981), "Genesis" (1983), "Invisible Touch" (1986), "We Can't Dance"
      (1991) - Genesis w jednoznacznie popowym wydaniu (z wyjątkiem pojedynczych
      przebłysków, gdy panowie przypominają sobie co grali w latach 70.), co nie
      znaczy, że godne potępienia. Jeśli ktoś lubi naprawdę dobry pop, to jak znalazł...
      • cze67 Re: Genesis 19.06.04, 14:55
        Właściwie tak, zgadzam się. Postawiłbym tylko Trick na górze listy, a Selling
        na miejscu trzecim i jesteśmy w domu. Acha, i Invisible wrzuciłbym do wyższej
        klasyfikacji. Za Domino, za Tonight..., za dwie przepiękne ballady. I za The
        Brazillian przede wszystkim.
        • pagaj_75 Re: Genesis 19.06.04, 15:11
          cze67 napisał:

          > Właściwie tak, zgadzam się. Postawiłbym tylko Trick na górze listy, a Selling
          > na miejscu trzecim i jesteśmy w domu.

          We wszystkich trzech punktach stosowałem sortowanie chronologiczne :)
          Gdybym miał ustawiać według gustu to wtedy pierwszy byłby "Lamb", a "Trick" i
          "Selling" ex aequo na drugim, bo za każdym razem jak słucham jednej z nich, to
          wydaje mi się lepsza od drugiej i na odwrót :)

          > Acha, i Invisible wrzuciłbym do wyższej
          > klasyfikacji. Za Domino, za Tonight..., za dwie przepiękne ballady. I za The
          > Brazillian przede wszystkim.

          No w sumie czemu nie. Zdecydowanie jest to najlepsza z tych popowych płyt. Masz
          rację.
        • joseph80 Re: Genesis 19.06.04, 15:48
          cze67 napisał:

          > Właściwie tak, zgadzam się.

          A ja z jednym się stanowczo nie mogę zgodzić, Wind & Wuthering to moja ulubiona
          płyta Genesis, i ja bym ją umieścił w Absolutnie, z resztą się zgadzam.
    • dziewczyna_mickiewicza Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 19.06.04, 11:30
      ktos mial watpliwosci, o kim bede pisac? ;)
      ryan adams

      1. koniecznie
      "heartbreaker" - znakomite polaczenie melancholii, najlepszych tradycji
      folkrocka i pieknych kompozycji
      "gold" - plyta idealna, co tu duzo gadac/pisac
      "love is hell" - piekna, wzruszajaca, nie pozbawiona autoironii
      (plus wszystko whiskeytown - miesci sie w kategorii)

      2. jesli czujesz niedosyt
      "demolition" - troszke brudniejsze brzmienie, surowsze
      plus wersje koncertowe

      3. tylko dla wytrwalych;)
      "rock'n'roll", plus reszta - czyli nieoficjalne mniej lub bardziej demo (w
      stylu exile on franklin street
    • tymbarski Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 19.06.04, 11:47
      Dream Theater

      TRZEBA:
      Images And Words
      Awake
      A Change Of Seasons
      Six Degrees Of Inner Turbulence

      WARTO:
      Train Of Thought
      Falling Into Infinity

      NIEKONIECZNIE:
      When Dream And Day Unite

      O LTE nie piszę, bo obie płyty LTE przesłuchać trzeba.
      • nefil Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 19.06.04, 12:35
        New Model Army (troche inaczej niz Truskawka)

        Koniecznie:
        -Thunder and Consolation- plyta, ktora nigdy mi sie nie znudzi, nie ma na niej
        ani jednego
        zbednego dzwieku, ani jednej falszywie brzmiacej nuty. Czad, energia,
        melancholia, ironia.
        Na kolana

        -Vengeance- bardzo surowa to plyta, wlasciwie oparta tylko na basie i perkusji,
        ale swietna
        wlasnie poprzez swa prostote. Teksty wsciekle i bardzo zaangazowane.

        -Lost songs- plyta pozbierana z roznych wczesniej nie publikowanych na
        oficjalnych albumach
        kawalkow, ale
        kazdej kapeli zycze takich odpadkow...

        Warto:
        -Eight- pierwsza plyta nagrana po odejsciu Roberta Heatona. Troche wiecej
        brzmien akustycznych, troche mniej czadu.

        -No rest for the wicked- Czad nie mniejszy niz na Vengeance, ale plyta za dluga
        o 2 ostatnie
        utwory.

        -Impurity i Ghost of Cain- mniej te plyty lubie, ale jest na nich kilka
        perelek, np. "Purity"
        z tej pierwszej albo "51st State", "Lovesongs" z Ghost.

        Niewarto:
        -Raw Melody Man- wielkie rozczarowanie, kapela, ktora gra tak energetyczne i
        zabojcze koncerty
        wydaje slaba plyte koncertowa. Nie rozumim, moze producent dal ciala (?!)

        -The Love of Hopeless Causes- plyta wydana przez Sony Music i to niestety
        slychac.

        -Strange Brotherhood- zgadzam sie z Aislinn. Najgorsza plyta NMA. Powstawala
        przez blisko 3 lata
        i chyba zabraklo swiezosci.
        • golek1 Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 12.09.04, 22:26
          ech.. kazdy swoje gusta ma....

          u mnie wyglada to tak:

          koniecznie:
          raw melody man - moje pierwsze spotkanie z NMA - do dzis bardzo mi sie podoba..
          ( jak ja kiedys bylem dumny ze wpadlem na to ze tytul plyty to anagram nazwy
          zespolu:)
          thunder and consolation - swietna plyta, swietna ( aczkolwiek wyrzucilbym ze
          dwa utwory) :)
          impurity - nawet lepsza od TAC ( moze tylko bury the hatchet bym pominal...)
          strange brotherhood - dla mnie najczesciej sluchana plyta NMA - fantastyczny
          klimat, cudne kompozycje ( long goodbye, headligth, lullaby, wonderful way to
          go)

          warto:
          lost sogs - jak na skladanke z roznych odrzutaw - bardzo wysoki poziom ( far
          better thing, higher wall, see you in hell...)
          ghost of cain
          no rest for the wicked
          vengence
          eight - opinie zewszad swietne, a ja jakos nie moge sie do tej plyty
          przyzwyczaic

          niekoniecznie
          love of hopeless causes - choc zawiera genialny here comes the war, reszta
          zupelnie bez wyrazu
          b sides - odrzuty ( tylko brave new world )

          golek

          ps. ech.. .dlaczego dopiero to forum znalazlem? czytam od dawna forum muzyka i
          ostatnio bardzo zasmucil mnie jego mocno znizajacy sie poziom...
          pozdrawiam
    • ilhan Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 19.06.04, 14:49
      iDLEWiLD

      1. Absolutnie
      100 Broken Windows - album, które gdyby wydano go 15 lat wcześniej, wymieniano by jednym tchem obok najważniejszych płyt R.E.M., Pixies czy Jesus and Mary Chain

      2. Warto
      The Remote Part - jak ktoś napisał, wyszli z zadymionej sali na wielkie stadiony; najlżejsza, ale i najdojrzalsza ich płyta

      3. Niekoniecznie
      Hope Is Important - ładny tytuł i 2 świetne piosenki, reszta to dość agresywne i surowe, choć melodyjne punkowanie

      ---

      PRIMAL SCREAM

      1. Absolutnie
      Screamadelica - szczytowe osiągnięcie acid house'u i okolic, najdoskonalsze połączenie psychodelicznego rocka i nowoczesnych brzmień tanecznych - minęło 13 lat i wciąż brzmi rewelacyjnie!

      2. Warto
      XTRMNTR - stawiania niekiedy na równi ze Screamadeliką (błąd), "ciężka" i "basowa" płyta, która potwierdziła, że Primal Scream zawsze byli zespołem poszukującym i nowatorskim

      Vanishing Point - poprzednik XTRMNTR, trochę bardziej piosenkowy ("Star"!!!), nie mniej eksperymentujący i świeży

      Give Out But Don't Give Up - czyli co by było, gdyby Rolling Stonesi byli Amerykanami - muzyka bardzo tradycyjna, ale z urokliwymi kompozycjami i fajnie zaaranżowana

      3. Niekoniecznie
      Evil Heat - no, nawet fajne... ale wolę XTRMNTR

      Sonic Flower Groove - nieco naiwny, ale sympatyczny debiut zespołu grającego wówczas wesołe, gitarowe melodyjki

      Primal Scream - druga płyta PS, która zapisała się w historii obecnością na niej utworu, który posłużył do remiksu wszechczasów, "Loaded"
          • cze67 Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 19.06.04, 15:05
            ilhan napisał:

            > Wstyd? To co ja mam powiedzieć, kiedy nie słyszałem tak wielu z tych
            arcydzieł lat 70-tych o których tyle piszecie?
            Żaden wstyd, jeszcze mamy czas :)

            To mi ulżyło, dziękuję, że mnie nie dobiłeś. A propos, kiedyś (w czasach,
            których nie możesz pamiętać) miałem kupić piracką Primal z, właśnie,
            Screamadelica, bo mi się z lubianą przeze mnie Mettalicą tytuł skojarzył.
            Niestety, nie kupiłem. Czego do dziś żałuję.
              • bleri Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 19.06.04, 16:58
                To ja może spróbuję z TORI AMOS.


                Absolutnie:

                1. "From the Choirgirl Hotel" - czwarta chronologicznie, a dla mnie
                najpiękniejsza płyta czerwonowłosej wokalistki. Płyta z gatunku tych, które
                kocham najbardziej: gęsta muzycznie, intrygująca tekstowo, zadziwiająca
                wokalnie. Najbardziej spójne wydawnictwo w jej dorobku, concept-album wręcz z
                pięknym otwierającym całość utworem "Spark".

                2. "Boys for Pele" - moim zdaniem najbardziej niedoceniana przez krytyków
                płyta. Bardzo długa, aż 18 utworów i przez to przez niektórych oceniana jako
                nużąca. Tori użyła na niej po raz pierwszy oprócz fortepianu także klawesyn co
                daje tej płycie kompletnie zadziwiająco - niepokojący posmak. Słuchając jej
                mam czasem wrażenie, że nagrywając ją Tori była na granicy jakiegoś kompletnego
                szaleństwa - krzyki, wokalizy, wściekła gra na instrumentach.


                Warto:

                1. "Little earthquakes" - debiutancka płyta Amos, która w zasadzie powinna
                znaleźć się (przynajmniej pod względem kompozycji) w rubryce wyżej, ale są na
                niej utwory, których po paru latach nie mogę znieść. Generalnie, posłuchać
                trzeba dla chociażby "Precious thing" - jak mawia sama Tori "the most request
                live song" czy "Winter" - utworu za który Amos dostała nominację Grammy.

                2. "Under the pink" - druga w dyskografii. Album, który dał jej przepustkę do I
                ligi. Czasami denerwuje mnie produkcja - surowa, minimalna wręcz nie
                pozwalająca się skupić na dźwiękach. To co w innych przypadkach bywa zaletą tak
                w tym może drażnić. No, ale "Cornflake girl" zna chyba każdy i tam produkcja
                jest na poziomie. Dodatkowy plus płyty to duet z Trentem Reznorem w
                utworze "Past the mission".


                3. "To Venus and back" - album podwójny, druga płyta jest koncertowa i choćby
                dla niej samej tą pozycję trzeba mieć. Koncert jest genialny!!
                Natomast krążek studyjny to jakby nowe oblicze Tori - sporo elektroniki, mniej
                fortepianu, więcej pogłosów i zapętlania melodii. Ale to ciągle piękne
                piosenki: energetyczny "Bliss", mroczna "Datura" i "Juarez" z wstrząsającym
                tekstem o morderstwach kobiet na meksykańskiej prowincji.


                Niekoniecznie:

                1. "Strange little girls" - czyli Tori gra covery. Na albumie umieszczono
                utwory takich wykonawców jak: Depeche Mode, Slayer, Tom Waits, Neil Young, Bob
                Geldof, The Beatles, Lou Reed. Nie lubię tej płyty. Siłą Tori są autorskie
                kompozycje i mocne teksty i chociaż zdarzyło jej się wcześniej nagrać na
                single "Loosing my relligion" R.E.M, "Smells like teen spirit" Nirvany, "Thank
                You" Led Zeppelin czy "I'm on fire" Springsteena na najwyższym poziomie (czasem
                wolę jej wersje od oryginałów :)) to SLG w całości rozczarowuje. Jako
                ciekawostkę można posłuchać, ale nie polecam zaznajamiania się z Amos od tej
                właśnie płyty, bo można się zrazić.

                2. "Scarlet's walk" - ostatnia póki co studyjna płyta Amerykanki. "Concept
                album". Tori śpiewa o Ameryce i o tym jak zmieniła się na przestrzeni ostatnich
                lat i towarzyszących wydarzeń. To już zupełnie inna Tori niż chociażby 5 lat
                temu - spokojna, refleksyjna, wyciszona. To wciąż piękne kompozycje, ale ja
                wolę ją w nieco mocniejszym uderzeniu.


                3. "Tales of a librarian" - album z kategorii Best of... z tym, że Tori
                przearanżowała znane już utwory i dodała dwie premierowe kompozycje. Dla mnie
                te piosenki zostały zgwałcone i nie chce mi się ich słuchać. Chociaż spotkałam
                się z opiniami, że nabrały nowej świeżości - kwestia gustu. :)
      • jo_loop Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 20.06.04, 00:01
        ilhan napisał:

        > PRIMAL SCREAM
        >
        > 1. Absolutnie
        > Screamadelica - szczytowe osiągnięcie acid house'u i okolic, najdoskonalsze poł
        > ączenie psychodelicznego rocka i nowoczesnych brzmień tanecznych - minęło 13 la
        > t i wciąż brzmi rewelacyjnie!

        Taaak!!! W 100% popieram! To jedna z najważniejszych (dla niektórych ta najważniejsza - i jestem blisko) płyt rockowych (sic!). Genialne dzieło, ale czasem trzeba lat, aby to zauważyć (Anglicy potrzebowali chyba jakiś miesiąc z tego co pamiętam i nadal ta płyta wygrywa albo prawie wygrywa w ichnich rankingach).

        Zgadzam się też co do reszty :)
        • jo_loop Stone Roses 20.06.04, 00:17
          Jeśli jest Primal Scream, nie może zabraknąć The Stone Roses, drugiej grupy, która wprowadzała Brytyjczyków w 89'Summer of Love. Właściwie wydali tylko dwie płyty studyjne i jak to zwykle bywa, zdania są podzielone. Nie chce mi się analizować podobieństw, wartości literackich i muzycznych, bo to nie ma sensu. Nie jesteśmy w szkole muzycznej. Generalnie, tak jak Screamadelica Primal Scream, tak pierwszy album The Stone Roses był psychodeliczny, zmysłowy, taneczny, gitarowy... Posłuchajcie tylko "I Wanna Be Adored"... Gdyby ktoś jeszcze miał okazję zobaczyc ich występ ze Spike Island'90... z tymi roztańczonymi, kolorowymi tłumami ludzi. Poezja :)
          • ilhan Re: Stone Roses 20.06.04, 18:20
            Moim zdaniem debiut Stone Roses to najbardziej "absolutnie" płyta świata :) Drugi album obiektywnie należy do kategorii "warto", choć dla mnie też jest bardzo ważny.
            • jo_loop Re: Stone Roses 20.06.04, 20:22
              Tak się wczoraj wkręciłam w debiutancki album, że zupełnie zapomniałam napisać choc paru słów o "Second Coming". W kontekście całej sceny muzycznej tamtego okresu na pewno "warto", ale dla mnie jednak ta płyta była pewnym rozczarowaniem. Zabrakło tej świeżości, lekkości... no nie wiem. Znam jednak sporo osób, dla których "Second" jest arcydziełem. Mój świat wywróciła "Stone Roses" na spółkę ze "Screamadelicą".

              Trzecie miejsce rezerwuję dla Stereo Mc's "Connected". Natomiast nigdy jakoś nie emocjonowałam się Happy Mondays.
              • ilhan Re: Stone Roses 20.06.04, 20:30
                jo_loop napisała:

                > Znam jednak sporo osób, dla
                > których "Second" jest arcydziełem. Mój świat wywróciła "Stone Roses" na
                > spółkę ze "Screamadelicą".

                Nie ukrywam, że nie poznawałem tych płyt w momencie, kiedy wychodziły, ponieważ byłem na to za młody, albo nie docierała wówczas do Polski ta muzyka w wystarczającym stopniu. Zapewne jedno i drugie. Rozumiem powody, dla których wielu miłośników debiutu TSR nie może przekonać się do "Second Coming". Choć mi się udało, całkiem łatwo.

                > Natomiast nigdy jakoś nie emocjonowałam się Happy Mondays.

                A ja się emocjonuję. "Pills 'n' Thrills And Bellyaches", wg mnie, trza posłuchać, bo to wielka płyta jest. "Bummed" również jest bardzo fajne. Aczkolwiek, Tony Wilson powiedział o Mondays, że oni zmienili muzykę, a Roses nie, i z tym już się nie zgadzam. Ponieważ uważam, że oba zespoły to zrobiły.

                To trzecie miejsce dla Stereo Mc's to w czym? :)
                • jo_loop Re: Stone Roses 20.06.04, 21:01
                  ilhan napisał:

                  > To trzecie miejsce dla Stereo Mc's to w czym? :)

                  To na mojej starej liście albumów, które mnie w odpowiedni klimat wkręcają. Starej, bo właśnie wrzuciłam sobie tę płytę i coś jest nie tak. Któraś z nas chyba za bardzo się zestarzała :) Już "Connected" nie brzmi tak magicznie.
                    • jo_loop Re: Stone Roses 20.06.04, 23:07
                      Ale chyba piszesz o samym utworze, a nie o całej płycie :) Bo "Connected" i "Step It Up" są genialne, ale swego czasu cała płyta mnie porywała, a teraz juz nie. Pozostałe utwory wydają mi się wręcz nieciekawe. Tak więc cały album musi zostać przesunięty do drugiej ligi i tyle. Ale inna sprawa, że nie jestem dzisiaj w imprezowym nastroju... wolę nawet Primal Scream nie wrzucać...
                          • jo_loop Re: Stone Roses 20.06.04, 23:30
                            ilhan napisał:

                            > ilhan napisał:
                            >
                            > > niedopowodzeniu
                            >
                            > NIEDOPOWIEDZENIU oczywiście. Niepowodzenie to Hiszpania dzisiaj na Euro.

                            Dyskusja zaczęła się od Stone Roses, przeszła przez Stereo Mc's, a kończy się na Euro :) Ja kibicowałam Portugalii. Niestety podejrzałam w pierwszej połowie wynik Rosja-Grecja i jestem niepocieszona, bo chciałam żeby Grecja wyszła z 1 miejsca i spotkała się z Anglią w ćwierćfinale (gdzie Anglia wygrywa), a Portugialia z 2-go :( A tak... Nie znam końcowego wyniku, oglądam mecz i nawet nie próbuj pisać jak się skończyło, bo zamorduję.
                            No, to możemy wracać do dyskusji na tematy muzyczne :)
                            • ilhan Re: Stone Roses 20.06.04, 23:58
                              jo_loop napisała:

                              > Nie znam końcowego wyniku, oglądam mecz i nawet nie próbuj pisać jak się skończyło, bo zamorduję.

                              Ja nie miałem złudzeń, że uda się nie znać wyniku, więc podglądałem na ZDF drugi mecz :)

    • pagaj_75 Porcupine Tree 19.06.04, 16:01
      No to może dosyć tych staroci i coś ciut nowszego? :))
      PT, bo to mój ulubiony zespół z tych, które pojawiły się w latach
      dziewięćdziesiątych. Nie wiem ilu tu grasuje fanów twórczości Stevena Wilsona,
      ale przecież chodzi o to, żeby promować dobrą muzykę? I mam pełną świadomość
      tego, że mogę zostać ukrzyżowany przez die-hard fanów za to co napiszę. No to do
      rzeczy:

      1) Koniecznie:

      "The Sky Moves Sideways" (1995) - z ciężkim sercem umieszczam tą płytę tutaj, bo
      z jednej strony to najbardziej znane dzieło PT, dzięki któremu zyskali
      popularność w naszym kraju, a z drugiej moim skromnym zdaniem dwa pozostałe
      albumy przeze mnie wymienione prezentują się bardziej okazale, zwłaszcza z
      perspektywy paru lat od wydania TSMS. To jest jedyna płyta PT, gdzie skojarzenia
      z innymi wykonawcami stają się wręcz natrętne. A konkretnie z jednym wykonawcą -
      Pink Floyd. Ale mimo to płyta bardzo udana, odświerzająca trochę formułę art-rocka.

      "Signify" (1996) - mój absolutnie ukochany album Wilsona. Eksperymentalny, ale
      nie pozbawiony melodyjności. Sporo improwizacji (co lubię) i niesamowity nastrój.

      "In Absentia" (2002/3) - ostatni album, cięższy, bardziej (hard) rockowy od
      wcześniejszych. Jak pisał (tak tak) Paweł Kostrzewa po tym albumie - PT to jeden
      z niewielu zespołów potrafiących z prog-rocka wyciągać wnioski, a nie tylko
      bezmyślnie go kopiować.

      2) Warto:

      "Up the Downstair" (1993) - jak pisała brytyjska prasa "psychodeliczne
      arcydzieło". Znakomite połączenie starej psychodelii, space rocka Hawkwind ze
      współczesną muzyką elektroniczną. Jak ktoś zasmakuje, to na deser pozostaje mu
      "Voyage 34" - EP nagrany w trakcie tej samej sesji.

      "Coma Divine" (1997/2003) - znakomity album koncertowy (zwłaszcza dwupłytowa
      reedycja z 2003) pokazująca jakim świetnym koncertowym zwierzęciem jest PT.

      "Stupid Dream" (1999) - zwrot PT ku prostszym, piosenkowym kompozycjom, ale jak
      najbardziej z klasą. Coś co możnaby polecić nawet zwolennikom brit-popu.

      2a) Może i warto, sam nie wiem

      "Lightbulb Sun" (2000) - z jednej strony kontynuacja "Stupid Dream", a z drugiej
      pewien powrót do rozbudowanych kompozycji. Moim zdaniem słabsze od poprzednika.

      "Recordings" (2001) - składanka różnych "odrzutów", stron B singli. Całkiem
      niezłe, ale raczej dla zagorzałych fanów.

      3) Niekoniecznie:

      "On the Sunday of Life" - debiutancki album, będący składanką najlepszych
      fragmentów dwóch kaset demo z wczesnego etapu działalności pana Wilsona. Warty
      uwagi chyba tylko ze względu na pierwszy "przebój" PT - "Radioactive Toy", który
      można znaleźć w jeszcze lepszym wersji na "Coma Divine".


      PS. Napisałbym też o no-manie, ale nie znam ich debiutanckiego albumu (oraz
      EP-ki) i nie mógłbym się do niego ustosunkować :(
      • ihopeyouwilllikeme U2 19.06.04, 18:38
        KONIECZNIE:

        The Joshua Tree - czyli najlepsza amerykańska płyta spoza Ameryki :) Rzecz
        kultowa, trudno jest mi właściwie coś konstruktywnego napisać, można lubić ten
        zespół lub nie, ale ten akurat album po prostu trzeba znać.

        WARTO:

        War - po to żeby przekonać się, dlaczego naprawdę są wielcy.

        The Unforgettable Fire - ciekawy zwrot w karierze młodego zespołu o, wydawałoby
        się, jasno określonym wcześniej stylu. Okazuje się że można nagrać utwór w sali
        balowej, niekoniecznie trzeba w dźwiękoszczelnym studiu :) The Edge definiuje
        ostatecznie swój niepowtarzalny i oryginalny styl. No i na tym właśnie albumie
        jest mój numer jeden wśród piosenek wszechczasów: Pride ( In The Name Of Love )

        October - druga płyta, rozwinięcie stylu, rozbudowanie aranżacji ( więcej
        klaiwszy, w " Tomorrow " pojawiają się tradycyjne, irlandzkie brzmienia ).
        Utwór tytułowy to jedne z najgenialniejszych dwóch minut w historii :)

        All That You Can't Leave Behind - powrót do domu :) Misternie, bezbłędnie
        skonstruowane utwory, dopracowana produkcja, świetne teksty - to jedna z tych
        płyt, które może nie wyjebują w kosmos, ale są zupełnie pozbawione wad.
        Potwierdzenie klasy zespołu.

        MOŻNA:

        Boy - debiut, bardzo udany, choć słychać jeszcze brak doświadczenia i
        okrzesania, parę rzeczy można było zrobić lepiej, niemniej życzę wszystkim
        młodym zespołom takiego startu.

        Achtung Baby - najpopularniejsza chyba płyta zespołu, zapewne ze względu na
        fantastyczne " One ". Pojedynczo - świetne piosenki, w całości album nie robi
        już takiego wrażenia. Co z tego - i tak jest to jedna z najlepszych płyt lat 90.

        Pop - Czy istnieje dobry, inteligentny pop ? Tak. Ten album to dowód.

        Zooropa - j.w.

        NIEKONIECZNIE

        Rattle & Hum - " kartka z podróży po Ameryce ", chaotyczna, niespójna,
        przeplecione kawałki studyjne i koncertowe. Żeby nie było - płyta jest super,
        ale raczej nie należy od niej zaczynać. Dla fanów natomiast to prawdziwy skarb.

        Under A Blood Red Sky - jedyny album koncertowy zespołu, niby nic mu zarzucić
        nie można, ale... to są wybrane kawałki z różnych koncertów, na dodatek jest
        ich mało. Istnieje natomiast bootleg dokumentujący CAŁY koncert z Red Rocks, i
        to właśnie te dwie płyty spokojnie polecam. UABRS nie trzeba.

        Wide Awake In America - czteroutwórowa EP-ka, tylko dla fanów.
        • ihopeyouwilllikeme Led Zeppelin 19.06.04, 19:08
          OBOWIĄZKOWO:

          I, II, III, IV - tu nic nie trzeba więcej dodawać. Jeśli ktoś mówi że kocha
          rocka, a nie zna tych czterech płyt, to albo nie wie czego słucha, albo nie wie
          co mówi. Kanon.

          WARTO:

          Physical Graffiti - długi album, niekoniecznie spójny ( zawiera kompozycje z
          różnych okresów działalności ), ale niezaprzeczalnie wspaniały, od pierwszej do
          ostatniej minuty.

          " The Song Remains The Same, " How The West Was Won " - po prostu Led Zep
          LIVE !!

          Houses Of The Holy - kontrowersyjna płyta, przez jednych wynoszona pod
          niebiosa, przez innych zrównywana z błotem. Należę do pierwszej grupy. A " No
          Quarter " to... brak słów.

          MOŻNA:

          Presence - rzecz może się wydawać z początku dość przyciężkawa, ale tym, którzy
          lubia i znają poprzednie płyty, powinna się spodobać. Natomiast absolutnie nie
          nadaje się na " pierwszy kontakt " z zespołem.

          Coda - odrzuty z róznych sesji, wydane juz po zakończeniu przez zespół
          działalności. Dobre, choć nie powalające utwory.

          BBC Archives - Led Zep wprawdzie live, ale dla TV, więc nie robi takiego
          wrażenia jak " normalne " koncertówki. Mozna posłuchać, ale tak jak wyżej - jak
          ktoś już jest jako tako obeznany z zespołem.

          NIE:

          In Through The Out Door - trzy piękne utwory ( " All My Love ", " I'm Gonna
          Crawl " i " Carouselambra " ), które najlepiej sciagnąć sobie z netu (
          oczywiście tylko na 24h :)), i juz można nie przejmować się resztą płyty.
          • ihopeyouwilllikeme Iron Maiden 19.06.04, 19:30
            KONIECZNIE:

            The Number Of The Beast - opus magnum.

            Brave New World - pierwszy album zespołu po powrocie Bruce'a Dickinsona i
            Adriana Smitha, a zatem pierwszy nagrany z trzema gitarzystami. Niesamowicie
            udany, wszystkie kompozycje powalają.

            Piece Of Mind - najdoskonalsze muzycznie dzieło grupy.

            WARTO:

            Seventh Son Of A Seventh Son - melodyjny, ale równocześnie inteligentny concept-
            album.

            Fear Of The Dark - najbardziej przebojowy, 11 singlowych kawałków na 12 utworów
            na płycie.

            Somewhere In Time - mój ulubiony, duzo syntezatorowych brzmień i pięknych gitar.

            Live After Death - koncertowy opus magnum.

            Rock In Rio - fantastyczny koncert, szczególnie zwracają uwagę starsze utwory
            zaaranżowane na trzy gitary - powalające brzmienie.

            Dance Of Death - ostatni jak dotąd album zespołu, tylko trochę mniej udany od
            Brave...

            Powerslave - wyróżnia się wśród reszty dyskografii bardzo suchym brzmieniem - i
            wychodzi to świetnie.

            MOŻNA

            Iron Maiden - debiut, całkiem udany, choć bez hurra-zachwytów.

            No Prayer For The Dying - cóż, to po prostu kolejna dobra płyta dobrego
            zespołu, ale nie ma jej za co wyróżnić.

            The X Factor - gdyby nie wokal... to byłby wspaniały album. Popisy pana Blaze'a
            Bayleya skutecznie psują przyjemność słuchania bardzo udanych kompozycji.
            Zwłaszcza, że płyta różni się od reszty - jest mroczna, wolna, i bardziej
            klimatyczna.

            NIEKONIECZNIE:

            Killers - jak dla mnie przynudnawa, pozbawiona ciekawszych pomysłów płyta (
            oczywiście poza wspaniałym " Wratchild " ). Kompozycje zlewają się ze sobą,
            większość raczej nie przykuwa uwagi, choć słucha się z przyjemnością. Solidny
            album, ale nie sposób się w niej zakochać.

            Virtual XI - druga płyta z Blaze'em, co z tego że śpiewa ociupinkę lepiej,
            skoro kompozycje słabsze ? Ponieważ Maideni nie mają całkiem złej płyty, także
            i na tej są świetne momenty: " The Clansman " i " When Two Worlds Collide ",
            ale jako całość album broni się niespecjalnie.
          • kubasa Re: Led Zeppelin 19.06.04, 23:25
            ihopeyouwilllikeme napisał:

            > OBOWIĄZKOWO:
            >
            Jeśli ktoś mówi że kocha
            > rocka, a nie zna tych czterech płyt, to albo nie wie czego słucha, albo nie
            wie
            >
            > co mówi. Kanon.

            Opanowałbys sie troche.
        • ktmajcher Re: U2 04.08.04, 20:41
          ihopeyouwilllikeme napisał o U2 to co napisał, mnie nie równać się z nim w tej
          dyscyplinie, ale wtrącę swoje trzy grosze:
          Achtung Baby i Pop klasyfikuję zdecydowanie wyżej,
          a ostatnią płytę zdecydowanie niżej (owszem słuchałem jej niewiele, może czas
          do niej powrócić, najjaśniejszy punkt Walk On, a jak słucham Beautiful Day to
          wcale nie jest "bjuti")
        • ihopeyouwilllikeme Pozwolę sobie na suplement 27.04.05, 14:13
          MOŻNA:

          How To Dismantle An Atomic Bomb - płyta stanowiąca jakby podsumowanie
          dotychczasowej kariery zespołu - można na niej znaleźć nawiązania do wielu
          poprzednich albumów. Nie jest arcydziełem, nie jest przełomem, nie jest
          powrotem do wybitnej formy z lat 80 - ale zawiera naprawdę udane kompozycje,
          które mogą spodobać się nie tylko fanom. Spokojnie nadaje się na początek
          przygody z zespołem.
    • martolka Re: Polecamy, radzimy, ostrzegamy 19.06.04, 22:56
      Któż inny jak nie:

      Nick Cave and the Bad Seeds

      Trzeba
      1. Let Love In
      2. Henry's Dream
      3. Tender Pray

      Ciut mniej niż Trzeba
      1. From Her To Eternity
      2. The Firstborn is Dead
      3. No More Shall We Part
      4. Kicking Against the Pricks
      5. The Good Son

      Jeszcze ciut mniej
      - cała reszta,
      oprócz:

      Niekoniecznie, ale można
      Nocturama

      To straszliwie subiektywne jest, ale inaczej się nie da.
      • cze67 My Bloody Valentine 19.06.04, 23:05
        Absolutnie
        Lovelles - arcydzieło muzyczne lat 90-tych
        Warto
        Isn't Anything - zapowiedź wielkości
        Niekoniecznie
        This Is Your Bloody Valentine - zbyt dużo Joy Division, zbyt mało MBV
        • cze67 Stereolab 19.06.04, 23:13
          Absolutnie
          Peng!
          Transient Random-Noise Bursts With Announcements
          Emperor Tomato Ketchup
          Switched On

          Warto
          The Groop Played "Space Age Bachelor Pad Music"
          Margerine Eclipse
          Dots and Loops
          Refried Ectoplasm (Switched On, Vol. 2)
          Aluminum Tunes: Switched On, Vol. 3
          Mars Audiac Quintet

          Niekoniecznie
          Cobra and Phases Group Play Voltage in the...
          Sound-Dust
          • gregkor Re: Dave Weckl 19.06.04, 23:52
            Może troszkę z innej beczki..:)))..Dave to znakomity jazzujący perkusista,
            znany z bandu Chicka Corea'i. Płyty, które nagrał są w kliamcie jazzz-rocka,
            naprawdę warto posłuchać.

            Koniecznie
            1. "Masterplan" - kontynuacja tego co robił Chick Corea, świetne aranżacje,
            naprawdę warto.
            2. "Rhythm of the Soul" - świenie zrealizowana płyta, duzo gitar (to dla
            wielbicieli rocka)
            3."Synergy" - dobra dyanamiczna, dojrzała płyta.
            4."Transition" - płyta stylowo przypominajaca "Synergy"

            Można:
            1. "Perpetual Motion"
            2. "Hard Wired"

            Ewentualnie":
            1."Heads Up"

          • jack9 Re: Stereolab 20.06.04, 09:08
            cze67 napisał:

            > Absolutnie
            > Peng!
            > Transient Random-Noise Bursts With Announcements
            > Emperor Tomato Ketchup
            > Switched On
            >
            > Warto
            > The Groop Played "Space Age Bachelor Pad Music"
            > Margerine Eclipse
            > Dots and Loops
            > Refried Ectoplasm (Switched On, Vol. 2)
            > Aluminum Tunes: Switched On, Vol. 3
            > Mars Audiac Quintet
            >
            > Niekoniecznie
            > Cobra and Phases Group Play Voltage in the...
            > Sound-Dust


            Jak te ludzkie gusta rożne są to aż dziw bierze ...
            Jacek Hawryluk przez którego zainteresowałem sie muzyką Stereolab uważał
            Cobra and The Phases Group za najlepszą płytę zespołu a ja stawiałem ją obok
            Emperor Tomato Kethup
            • cze67 Re: Stereolab 20.06.04, 09:17
              jack9 napisał:

              > Jak te ludzkie gusta rożne są to aż dziw bierze ...
              > Jacek Hawryluk przez którego zainteresowałem sie muzyką Stereolab uważał
              > Cobra and The Phases Group za najlepszą płytę zespołu a ja stawiałem ją obok
              > Emperor Tomato Kethup

              Słuchałem jej ze cztery razy, za każdym razem w okolicach połowy zaczynała mnie
              nudzić. W rezultacie może dwa razy dobrnąłem do końca. Straaasznie długa.
              Ale specjalnie dla Ciebie przesłucham ją "ze zrozumieniem". MOże mi się
              zmnieni...
            • jack9 Depeche Mode 20.06.04, 09:24
              Subiektywne to będzie mocno:

              Na pewno warto poznać:

              Black Celabration
              Music For the Masses
              Songs of Faith and Devotion

              Warto:
              Construction Time Again
              Some Great Reward
              Violator
              Ultra
              Exciter

              Można:
              A Broken Frame

              Raczej nie można:
              Speak and Spell

              Spróbował bym jeszcze z New Order ale w sumie po co drażnić ilhana....;)
              • ilhan Re: Depeche Mode 20.06.04, 13:56
                jack9 napisał:

                > Spróbował bym jeszcze z New Order ale w sumie po co drażnić ilhana....;)


                No to ja spróbuję, i jednak zachęcam do drażnienia ;)

                1. Absolutnie
                Technique
                Substance

                2. Warto
                Low-Life
                Power Corruption & Lies
                Brotherhood

                3. Można
                Get Ready

                4. Niekoniecznie
                Republic
                Movement
          • cze67 Re: Stereolab 24.01.05, 12:40
            cze67 napisał:

            > Niekoniecznie
            > Cobra and Phases Group Play Voltage in the...
            > Sound-Dust

            Powoli przekonuje sie do tych plyt i dzisiaj pewnie bym je umiescicl w kategorii: Warto.
          • haceha Re: Stereolab 06.05.06, 18:23
            Proponuje podobnie, ale z lekkimi zmianami:

            Absolutnie
            Transient Random-Noise Bursts With Announcements
            Emperor Tomato Ketchup
            Dots and Loops
            Cobra and Phases Group Play Voltage in the...

            Warto
            Switched On
            Peng!
            The Groop Played "Space Age Bachelor Pad Music"
            Margerine Eclipse
            Mars Audiac Quintet

            Niekoniecznie
            Refried Ectoplasm (Switched On, Vol. 2)
            Aluminum Tunes: Switched On, Vol. 3
            Sound-Dust
            • cze67 Re: Stereolab 07.05.06, 13:17
              haceha napisał:

              > Niekoniecznie
              > Refried Ectoplasm (Switched On, Vol. 2)

              No nie, nie mogę się zgodzić. Więcej - skłonny jestem przenieść tę płytę w moim
              rankingu, z Warto do Absolutnie. To przecież tu znalazły się tak epokowe dla
              tego zespołu nagrania jak Lo Boob Oscillator, John Cage Bubllegum czy French
              Disko.
    • pagaj_75 Talk Talk 20.06.04, 10:48
      1) Absolutnie

      "The Colour of Spring" (1986) - arcydzieło muzyki pop i tyle.
      "Spirit of Eden" (1988) - szokujący zwrot w karierze i jedna z najpiękniejszych
      płyt lat osiemdziesiątych (moim zdaniem); wielkie "fuck off" Marka Hollisa dla
      przemysłu muzycznego.

      2) Warto

      "Laughing Stock" (1991) - czyli "Spirit of Eden 2", ciut słabsze, ale mimo
      wszystko warto
      "The Party's Over" (1982) - debiut, może i dyskotekowy, ale chciałbym więcej
      takiej dyskoteki.
      "Asides Besides" (1998) - dwupłytowa składanka dla fanów; po zakupie pierwszą
      płytę wyrzucamy na śmietnik (zawiera śmiertelnie nudne remiksy największych
      przebojów) i delektujemy się drugą z utworami ze stron B singli. okazuje się, że
      Talk Talk odrzuty miał absolutnie nieustępujące jakością utworom z płyt.
      "London 1986" (1998) - koncert z czasów największej popularności grupy.
      niesamowite misterium.
      "It's My Life" (1984) - drugi album grupy, właściwie kategoria "można, ale
      niekoniecznie" gdyby nie dwa utwory: "Renee" i "Tomorrow Started" + singlowe
      przeboje "Such a Shame" i "It's My Life"

      3) Niekoniecznie

      "Missing Pieces" (2001) - remanent po płycie "Laughing Stock", interesujący
      chyba tylko dla maniakalnych fanów
      • jack9 Re: Talk Talk 20.06.04, 11:33
        pagaj_75 napisał:

        > 1) Absolutnie
        >
        > "The Colour of Spring" (1986) - arcydzieło muzyki pop i tyle.
        > "Spirit of Eden" (1988) - szokujący zwrot w karierze i jedna z
        najpiękniejszych
        > płyt lat osiemdziesiątych (moim zdaniem); wielkie "fuck off" Marka Hollisa dla
        > przemysłu muzycznego.
        >
        > 2) Warto
        >
        > "Laughing Stock" (1991) - czyli "Spirit of Eden 2", ciut słabsze, ale mimo
        > wszystko warto
        > "The Party's Over" (1982) - debiut, może i dyskotekowy, ale chciałbym więcej
        > takiej dyskoteki.
        > "Asides Besides" (1998) - dwupłytowa składanka dla fanów; po zakupie pierwszą
        > płytę wyrzucamy na śmietnik (zawiera śmiertelnie nudne remiksy największych
        > przebojów) i delektujemy się drugą z utworami ze stron B singli. okazuje się,
        ż
        > e
        > Talk Talk odrzuty miał absolutnie nieustępujące jakością utworom z płyt.
        > "London 1986" (1998) - koncert z czasów największej popularności grupy.
        > niesamowite misterium.
        > "It's My Life" (1984) - drugi album grupy, właściwie kategoria "można, ale
        > niekoniecznie" gdyby nie dwa utwory: "Renee" i "Tomorrow Started" + singlowe
        > przeboje "Such a Shame" i "It's My Life"
        >
        > 3) Niekoniecznie
        >
        > "Missing Pieces" (2001) - remanent po płycie "Laughing Stock", interesujący
        > chyba tylko dla maniakalnych fanów


        Pełna zgoda - co do kropki...
        i należy pamietać by nie dotykać płyt z remiksami np: History Revisited,
        Remixed - szkoda mi zespołu bo wytwórnia zrobiła im wielka kzywdę, przy okazji
        tnąc ich na kasie
        • pagaj_75 Re: Talk Talk - uzupełnienie 20.06.04, 11:48
          jack9 napisał:

          > Pełna zgoda - co do kropki...
          > i należy pamietać by nie dotykać płyt z remiksami np: History Revisited,
          > Remixed - szkoda mi zespołu bo wytwórnia zrobiła im wielka kzywdę, przy okazji
          > tnąc ich na kasie

          To prawda. Płyta "History Revisited", podobnie jak składanka "Natural History"
          jest już zresztą niedostępna drogą oficjalną (ewentualnie na jakichś aukcjach).
          Płyta "Remixed" to dokładnie ten sam materiał co na pierwszej płycie albumu
          "Asides Besides" - nie warty nawet złamanego grosza.

          Jeśli ktoś chce mieć po prostu zbiór przebojów Talk Talk to może sobie kupić
          płytę "The Very Best of Talk Talk". Dość fajny wybór, a dodatkowo również
          ciekawy dla fanów-maniaków, którzy muszą mieć wszystko, bo zawiera singlowe
          wersje niektórych utworów, nigdzie indziej niedostępne.
    • yatzeq3 CARLOS SANTANA 20.06.04, 14:09
      1.Koniecznie:
      "Caravanserai" - intrygujący jazzowy album z rozkładającym na łopatki "Song of
      the Wind", które wydane na innej płycie mogłoby zostać przebojem na
      miarę "Europy" (niech nikt nie używa określenia "płacząca gitara" jeśli nie
      słyszał tego kawałka) - dla mnie opus magnum Carlosa
      Trzy pierwsze płyty- "Santana", "Abraxas" i "Santana III" - niczym
      nieskrepowana radość grania, mieszanina bluesa, rocka, jazzu, folkloru
      latynoskiego i afrykańskiego,niewiarygodna sekcja rytmiczna (trzech perkusistów
      na rozlicznych egzotycznych bębnach) takie hity jak "Samba Pa Ti" "Black Magic
      Woman" i "Oye Como Va", nie słyszałem zeby ktoś potem nagrał coś choćby
      zbliżonego stylem do tego
      "Moonflower" - oprócz tytułowego hitu nieziemska energia w nagraniach live i
      najlepsza znana mi solówka na perkusji

      2.Warto posłuchać:
      "Supernatural"- bardziej popowa :( ale "corazn espinado" i "smooth" rules,
      poza tym jest jeszcze "Calling" z Ericem C.
      "Carlos Santana & Buddy Miles! Live!"- 25 minutowy kawałek na koniec rob
      wrażenie
      "Shaman" - trochę zajeżdża komercją :( ale dobrze zrobiony a "America" z P.O.D.
      jest naprawdę mocna
      "Welcome" - dziwaczny, zupełnie "niesantanowski" album, ale zawiera chyba
      najlepsze solo w dorobku Carlosa - "Flame-Sky" z J.McLaughlinem
      "Lotus"- piękna koncertówka

      3. Nie warto:
      "Shango"- powinno nazywać się "Shambo"
      "Zebop!"- jeden piękny kawałek, reszta to syf :(
      "Beyond Appearances"- już nawet ta gitara nie pomoże...
      • obly Re: CARLOS SANTANA 26.09.05, 15:54
        jesli ktoś nie za bardzo lubi Santany Carlosa to koniecznie powinien posluchać
        płyty
        "Love Devotion Surrender" nagranej wraz z McLaughlinem
        Rewelacja
        Płyta jest przepiękna, Santana jest w nich najbardziej "żywy" nie jest
        plastusiowym chłopcem z rifami do "Black Magic Woman" które są piekne ale jakby
        przez bibułkę, miękkie jak z bajki.
        Nerw i emocje są w tej przeze mnie proponowanej płycie która uważam za
        najlepszą w wykonaniu tego gitarzysty.

        jak dla mnie:

        Absolutnie:

        "Love Devotion Surrender"

        www.cs.cf.ac.uk/Dave/mclaughlin/disc/full/32.html
        Nie warto
        reszta płyt C.S.

        ahoj
    • yatzeq3 KING CRIMSON 20.06.04, 14:22
      Chyba każdy fan KC sformuuje ten ranking nieco inaczej, ale u mnie wygląda on
      tak:

      1.Absolutnie:
      "In The Court Of The Crimson King" - klasyka
      "Red" - album doskonały. Najlepszy znany mi riff w utworze tytułowym i piękne
      teksty. Arcydzieło
      "The Power To Believe"- dla mnie rewelacja. Ostre riffy połączone z
      eksperymentalnymi brzmieniami, do tego wspaniały wokal Belew
      "Larks' Tongues in Aspic"- genialna suita tytułowa + przepiękne "Book of
      Saturday"
      2.Można:
      "Islands"- delikatny album, krańcowo inny od "TPTB", piękne wstawki skrzypcowe,
      do tego poezja Sinfielda- najlepszego wg. mnie tekściarza w historii prog-rocka-
      i przejmujące wejście wokalisty w "The Letters"
      "Beat" - kilka świetnych, wręcz balladowych utworów obok przyprawiających o
      rozstrój nerwowy przesterowanych solówek
      "Discipline"- płyta bardzo interesująca, jak zawsze bogactwo brzmień i
      instrumentów
      "Lizard"- miałem to na kasecie i tytułowa suita zajmowała całą stronę. Druga
      strona była niestety mniej ciekawa :(

      3.Nie warto
      "Three of a perfect pair" i "In the wake of Poseidon" - przepraszam wszystkich
      sympatyków tych płyt, ale dla mnie nie do słuchania
      • cze67 Re: KING CRIMSON 20.06.04, 14:36
        yatzeq3 napisa3:

        > 3.Nie warto
        > "Three of a perfect pair" i "In the wake of Poseidon" - przepraszam
        wszystkich sympatyków tych p3yt, ale dla mnie nie do s3uchania

        Witam! Jak to juz wspomnial kolega jack, rozne sa gusta. Ja np. nie widze
        wielkiej roznicy (poza kolejnoscia wydawania) miedzy In The Court a In The
        Wake... (ktora jest dla mnie po prostu powtorzeniem wspanialego debiutu), czy
        miedzy Beat a Three of The Perfect Pair. Plyty te ustawiam wiec w moim
        prywatnym rankingu na tym samym mniej wiecej poziomie. I na pewno sa dla mnie
        "do sluchania".

        PS. A co z Thrak i Construktion?
      • joseph80 Re: KING CRIMSON 20.06.04, 18:54
        yatzeq3 napisał:


        > 3.Nie warto
        > "Three of a perfect pair" i "In the wake of Poseidon" - przepraszam
        wszystkich
        > sympatyków tych płyt, ale dla mnie nie do słuchania


        Oryginalne zestawienie muszę przyznać. Ja "In The Wake..." po prostu uwielbiam,
        w szczególności utwór tytułowy. Bajecznie piękny, jeden z najpiękniejszych
        jakie nagrał kiedykolwiek KC.
        • yatzeq3 Re: KING CRIMSON 21.06.04, 15:26
          Jak już mówiłem, to moje osobiste zestawienie. Może rzeczywiście trochę za
          nisko umieściłem "in the wake...", ale ta płyta jakoś mnie nie rusza :(
          tytułowy numer jest nawet ładny ale przegrywa ze "Starless" czy "Moonchild"
    • yatzeq3 STEVE VAI 20.06.04, 14:32
      Powinni tego posłuchać zwłaszcza ci, którzy uważają Steve'a za nieumiejącego
      komponować "wymiatacza" i stawiają obok Van Halena i Malmsteena (których
      zresztą obydwu zastępował swego czasu w zespołach Davida Lee Rotha i Alcatrazz)

      1.Koniecznie:
      "Flex-able"- zabawa brzmieniami, niesamowite efekty dźwiękowe, pół minuty
      autentycznie "gadającej" gitary w "Next Step Earth"
      "Passion & Warfare"- takiej ballady jak "For the love of God" nie powstydziłby
      się sam Santana czy Gary Moore
      "Fire Garden" - dopiero tu widać, że drugim nauczycielem Steve'a obok
      Satrianiego był Frank Zappa! Tytułowa suita budzi podziw, do tego znów
      eksperymenty z brzmieniem i efektami, jak zawsze powalająca technika,
      fenomenalnie zmiksowane głosy w "Whookam", "Frank" dedykowany zmarłemu
      mistrzowi... Triuf Vaia jako kompozytora

      2.Warto:
      "The Ultra Zone"
      "Alien Love Secrets"
      czyli to co zwykle- 1.eksperymenty 2. ciekawe kompozycje 3.nieziemskie solówki

      3.Takie sobie:
      "Alive in an Ultra World"
      "Sex & Religion"
      tu jest niestety tylko to trzecie :(
    • kubasa TOM WAITS 20.06.04, 14:38
      1. Trzeba

      Swordfishtrombones
      Rain Dogs
      Closing Time
      Alice


      2. Warto

      Bone Machine
      The Heart of Satruday Night
      Small Change

      3. Można

      Blood Money
      Black Rider
      Heartattack and Vine
      Blue Valentine

      4. Niekoniecznie

      Foreign Affairs
      Mule Variations
      Nighthawks At The Diner
      • foxy21 Re: TOM WAITS 20.06.04, 18:30
        kubasa napisał:

        > 1. Trzeba
        >
        > Swordfishtrombones
        > Rain Dogs
        > Closing Time
        > Alice
        >
        >
        > 2. Warto
        >
        > Bone Machine
        > The Heart of Satruday Night
        > Small Change
        >
        > 3. Można
        >
        > Blood Money
        > Black Rider
        > Heartattack and Vine
        > Blue Valentine
        >
        > 4. Niekoniecznie
        >
        > Foreign Affairs
        > Mule Variations
        > Nighthawks At The Diner


        Obiektywna to ja nie bede, bo ja kocham calego Waitsa!
        Nie ma tu plyt z serii "niekoniecznie",
        a "Blood Money" czy "Blue Valentine" to tez koniecznie!
        Ale z Waitsem to jest tak, ze albo sie go kocha absolutnie,
        albo nie lubi.
        pozdr,
        • cze67 Re: TOM WAITS 20.06.04, 18:32
          foxy21 napisała:

          > Obiektywna to ja nie bede, bo ja kocham calego Waitsa!
          > Nie ma tu plyt z serii "niekoniecznie",
          > a "Blood Money" czy "Blue Valentine" to tez koniecznie!
          > Ale z Waitsem to jest tak, ze albo sie go kocha absolutnie,
          > albo nie lubi.

          Mam to samo!
          Przypominam cytat z trojmiejskiego muru: "Foxy ma rację".
          • foxy21 Re: TOM WAITS 20.06.04, 18:39
            cze67 napisał:

            > foxy21 napisała:
            >
            > > Obiektywna to ja nie bede, bo ja kocham calego Waitsa!
            > > Nie ma tu plyt z serii "niekoniecznie",
            > > a "Blood Money" czy "Blue Valentine" to tez koniecznie!
            > > Ale z Waitsem to jest tak, ze albo sie go kocha absolutnie,
            > > albo nie lubi.
            >
            > Mam to samo!
            > Przypominam cytat z trojmiejskiego muru: "Foxy ma rację".

            Ale z Waitsem tak masz?
            Niedlugo ukarze sie jego nowa plyta:)
            Podoba mi sie ten napis, musze go zobaczyc:)
            • cze67 Re: TOM WAITS 20.06.04, 18:43
              foxy21 napisała:

              > Ale z Waitsem tak masz?

              A z kim? Jasne, że z Waitsem. Podoba mi się każda jego płyta. Dosyć niezwykłe,
              zważywszy, że nawet przy Beatlesach tak nie mam.
      • nemrrod Re: RADIOHEAD 20.06.04, 15:12
        kubasa napisał:

        > 1. Trzeba
        >
        > OK Computer
        > Kid A
        > The Bends
        >
        > 2. Mozna
        >
        > Amnesiac
        > Hail to The Thief
        >
        > 3. Niespecjalnie
        >
        > Pablo Honey

        A ja jak zwyklę będę bronił Amnesiaca. I zamieniłbym miejscami Amnesiac i The
        Bends.
      • bleri Re: RADIOHEAD 20.06.04, 15:58
        A ja zamieniłabym miejscami The Bends z Hail to the thief. Ta pierwsza płyta to
        ciągle "stare" Radiohead z przebłyskami geniuszu, ale Hail.... to już wybitnie
        nowa droga geniusza. :-)
      • kubasa PINK FLOYD 20.06.04, 14:54
        Trzeba

        Dark Side Of The Moon
        Wish You Were Here
        Animals

        Warto
        Atom Heart Mother
        The Wall
        Piper At The Gates Of Dawn
        Meddle

        Mozna

        A Saucerful Of Secrets
        Ummagumma
        London 66-67

        Niewarto

        A Momentary Lapse Of Reason
        Final Cut
        The Division Bell
        • pagaj_75 Re: PINK FLOYD 20.06.04, 17:21
          No to ja też walnę swoją klasyfikację Floydów. Uczciwie przyznaję się, że nie
          znam płyt filmowych (czyli "More" i "Obscured by Clouds"), jak widzę kubasa
          chyba też nie zna :). Pomijam też koncerty (za wyjątkiem, co zrozumiałe, Ummagummy).

          1) Trzeba

          "The Piper at the Gates of Dawn" - klasyka rocka psychodelicznego, czy się to
          komuś podoba czy nie
          "Atom Heart Mother" - cóż poradzę na to, że to mój ulubiony album...
          "The Dark Side of the Moon" - bez komentarza
          "Wish You Were Here" - najbardziej "kolorowa" ze wszystkich płyt PF
          "The Wall" - tak, kubaso, ten album TRZEBA poznać, choćby po to, żeby sobie
          wyrobić o nim opinię. ale zgodzę się, że z wymienionych w tym punkcie albumów
          jest ostatni w kolejce do poznania

          2) Warto

          "Meddle" - odrobinę gorsza replika AHM
          "Animals" - bardzo fajny, rockowy album i tyle.
          "A Momentary Lapse of Reason" - może to i nie stricte Pink Floyd, ale naprawdę
          robi wrażenie (na mnie)

          2a) Można
          "A Saucerful of Secrets" - przymiarka do przyszłych arcydzieł
          "Ummagumma" - album studyjny marny, ale koncertowy zajebisty. dlatego tak ciężko
          mi było się zdecydować gdzie go umieścić..

          3) Niekoniecznie
          "The Final Cut" - czyli marudzenie Rogera Watersa na temat wojny, ale czysto
          muzycznie słabiuuuuutko
          "The Division Bell" - niby powrót do WYWH, ale po co?
          • joseph80 Re: PINK FLOYD 20.06.04, 18:59
            Moje zdanie o PF, jest juz raczej znane:D,
            ale zrobię to zestawienie.
            Warto:
            Piper at The Gates Of Dawn
            A Saucerful of Secrets

            reszta, zdecydowanie nie warto. Bo jak się raz znudzi to już nie ma się ochoty
            wracać. Przynajmniej ja tak mam. Aha, proszę nie wieszać na mnie psów. To jest
            wyłącznie moja opinia. Nadmienię, że znam wszystkie albumy PF z wyjatkiem More.

            pzdr
            Jos
            • pagaj_75 Re: PINK FLOYD 20.06.04, 19:49
              joseph80 napisał:

              > Moje zdanie o PF, jest juz raczej znane:D,
              > ale zrobię to zestawienie.
              > Warto:
              > Piper at The Gates Of Dawn
              > A Saucerful of Secrets

              To mnie zaskoczyłeś, Dżozef :) Myślałem, że będziesz się upierał przy jakimś
              Wish You Were Here, a tu wczesny Flojd. No no... :)
              • joseph80 Re: PINK FLOYD 25.06.04, 00:18
                pagaj_75 napisał:


                > To mnie zaskoczyłeś, Dżozef :) Myślałem, że będziesz się upierał przy jakimś
                > Wish You Were Here, a tu wczesny Flojd. No no... :)

                Heh... uwielbiam Syda, i żałuję, że nie ma jakiegoś porządnego zapisu koncertu
                PF, z okresu w którym kazdy koncert to była wielka improwizacja.
            • ihopeyouwilllikeme Re: PINK FLOYD 21.06.04, 18:40
              joseph80 napisał:

              > reszta, zdecydowanie nie warto

              Dżozef, szanuje Twoje zdanie, ale uważaj z takimi opiniami, bo możesz komuś
              odebrać przyszły ulubiony zespół :D Ludzie, Pink Floyd nie są tacy źli, serio :D
              • joseph80 Re: PINK FLOYD 25.06.04, 00:21
                ihopeyouwilllikeme napisał:


                > Dżozef, szanuje Twoje zdanie, ale uważaj z takimi opiniami, bo możesz komuś
                > odebrać przyszły ulubiony zespół :D Ludzie, Pink Floyd nie są tacy źli,
                serio :


                PF nie jest złym zespołem, szczególnie na muzyczne rozruszanie się:D. Bo gdy
                się wchodzi głebiej i głebiej w muzykę lat 60/70, to się odnosi wrażenie, że PF
                to przeciętny zespół, z rewelacyjnym debiutem. Ale jako zespól przecierający;)
                jest OK.
        • roar Re: PINK FLOYD 21.06.04, 20:27
          kubasa i paru innych napisali:

          > Niewarto
          >
          > Final Cut
          > The Division Bell

          ...a mnie aż skręciło. Bardzo proszę o ponowne przesłuchanie obu tych płyt i zweryfikowanie swoich opinii. Zaręczam, że warto. Zdaję sobie sprawę, że są to nagrania w działalności PF ekstremalne, mało reprezentatywne (zwłaszcza Final Cut, który właściwie jest solowym albumem Rogera), ale to nie powód, żeby je tak lekką ręką odrzucać.
          • kubasa Re: PINK FLOYD 21.06.04, 20:29
            roar napisał:

            > kubasa i paru innych napisali:
            >
            > > Niewarto
            > >
            > > Final Cut
            > > The Division Bell
            >
            > ...a mnie aż skręciło. Bardzo proszę o ponowne przesłuchanie obu tych płyt i
            zw
            > eryfikowanie swoich opinii. Zaręczam, że warto. Zdaję sobie sprawę, że są to
            na
            > grania w działalności PF ekstremalne, mało reprezentatywne (zwłaszcza Final
            Cut
            > , który właściwie jest solowym albumem Rogera), ale to nie powód, żeby je tak
            l
            > ekką ręką odrzucać.

            Faktycznie. Powodem jest ich slaba jakosc.