pagaj_75 Re: Nils Petter Molvaer w Filharmonii Narodowej 10.10.04, 23:20 Już już, właśnie wróciłem do domu :) Moim zdaniem - znakomity koncert. Nawet jeśli wziąć pod uwagę dziwne uczucie, że połowa dźwięków leciała z zaprogramowanego wcześniej laptopa, przy którym dzielnie klikał Nils Petter. Nie będę wymieniał tytułów, bo szczerze: słabo je kojarzę. W dodatku, najwyraźniej poszczególne utwory mocno się zmieniły w porównaniu z wersjami z płyty... Co do zespołu - razem z Piżmakiem byliśmy zgodni: rewelacyjny perkusista (no wybijał jakieś szamańskie, plemienne rytmy, a i trochę drum'n'bassu w czasie rzeczywistym :)), didżej, której zmieniał płyty jak szalony, przez co tak naprawdę nie wiadomo co z tych płyt tak naprawdę dobiegało naszych uszu, no i pan miotający się przy konsoletach (to jakieś nowoczesne pomysły, żeby dźwiękowca dawać na scenę, żeby sobie chłopak potańczył :)) Brakowało mi gitarzysty, który na płytach grał tak zjawiskowo momentami. Główny bohater w formie, biegał od z trąbką laptopa do mikrofonu i z powrotem, sprzęgał tą trąbkę z jakimś syntezatorem, no dużo hałasu robił generalnie :) Teraz wady: zdecydowanie za krótko, mógł być jeszcze jeden bis (choć ten jedyny był powalający), no i ta filharmonia. Taki koncert jednak lepiej wypadłby w jakimś klubie. Jedyna zaleta tego miejsca to bardzo dobra akustyka - słychać było nawet trzaski winylu :) Trochę sztywna, filharmonijna organizacja, włącznie z tymi kwiatami na koniec dla Molvaera (mocno się chyba zdziwił), no i sztywno ustalonym czasem koncertu. Ale warto było. To teraz Piżmak doda coś od siebie :) Odpowiedz Link
pirx13 Re: Nils Petter Molvaer w Filharmonii Narodowej 11.10.04, 00:20 to może ja się wtrącę ;-) Pozostaje mi sie tylko cieszyć, że miałem możliwość zobaczyć Molvaera z zespołem, dzień wcześniej w Katowicach w klubie hipnoza. Bo to był koncert doskonale sprawdzający się w klubie, wypełnionym ludźmi, stojącymi, a właściwie tańczącymi :-) bezpośrednio pod małą sceną, dokładnie wypełnioną sprzętem, który zresztą można było sobie spokojnie przed lub po koncercie pooglądać,a przy okazji podsunąć Molvaerowi płytę do podpisania :-) Sam koncert był pełen muzyki własciwie tanecznej (w końcu było 2 dj'ów i perkusista), transowe i ostre rytmy, te basy ściskające żołądek :-) sample, przetworzony dźwięk trąbki, trzaski, a nawet głos G. Busha :-) tylko od czasu do czasu w ramach przerywników pojawiały się spokojniejsze fragmenty, gdzie Molvaer tworzył klimat swoją trąbką, a reszta zespolu mogla spokojnie zapalić, napić się piwa itp. Koncert zakończył się 2 bisami, pierwszy złozony z 2 części, pierwsza z mocnym rytmem, druga to właściwie tylko trąbka solo, mająca chyba za zadanie wyciszyć publiczność, ale nic z tego :-) i gdy wydawało się, że to juz koniec, nawet koleś obslugujący oświetlenie (zresztą doskonale podkreślające transowość muzyki) gdzieś juz sobie poszedł, zespół wyszedł jeszcze raz. W ostatnim utworze Molvaer praktycznie nie dotykał trąbki tylko niemal przez cały czas pochylony nad swoim laptopem wraz z pozostałymi muzykami, zagrał jeszcze jeden utwór długi, transowy, pełen jakże przyjemnych zgrzytow i trzasków w tle. Potem juz były tylko kolejne podziekowania Molvaera, choć miało się wrażenie, że dj'e chcieli grać jeszcze dłużej, ale niestety szef zarządził koniec. a co do koncertu warszawskiego to właśnie zastanwiałem sie kto wpadł na ten pomysł z filharmonią narodową, bo to była dla mnie bardzo dziwna decyzja i zarazem chyba wielka pomyłka z strony organizatora Odpowiedz Link
pizmak31 Re: Nils Petter Molvaer w Filharmonii Narodowej 11.10.04, 17:10 Przepraszam, ze tak pozno, ale nei moge obrobic. No wiec tak, dla mnei 2/3 koncertu rewelacyjne, 1/3 po prostu nuda, czyli te dwa dluuuugie utwpry chyba antywojenne z glosem Busha jeden, a drugi - z glosem jakiegos Irakijczyka. Dluzyzna i nuda. Poza tym, jak sie zgodzilismy z Pagajem, to nie jest koncert na filharmonie, mimo, ze byly swietnie swiatla, ale kompletnie nie ta atmosfera. Swietny, porywajacy bis, tu tez jest zgoda, mnie troche nie usatysfakcjonowal Maly Indianin - to taki sztandarowy utwor Nilsa, co nawet jego video jest na stronie internetowej, zabrzmial mniej magiczniej niz sie go slucha z komputera i troche byl jakis taki za krotki. W ogole granie muzyki na trabce i laptopie jest dla mnie dyskusyjne i brakuje mi tam szalu tworczego, eskatazy, przejecia. ale moze ja juz stara jestem. Generalnie koncert na cztery plus, ale nigdy juz nie pojde do filharmonii. Pagaj, miales ladna frzyure :) serio :))) Odpowiedz Link
out_to_lunch Re: Nils Petter Molvaer w Filharmonii Narodowej 11.10.04, 22:52 pizmak31 napisała: > Maly Indianin - to taki sztandarowy utwor Nilsa, co nawet > jego video jest na stronie internetowej, zabrzmial mniej magiczniej niz sie > go > slucha z komputera i troche byl jakis taki za krotki. ### Się przyczepię. Przed "NP3" Molvaer, zdaję sie, że wydał dwie inne rzeczy (pomijając projekty Z kimś). 'Little Indian' za cholerę sztandarowy nie jest. > W ogole granie muzyki na > trabce i laptopie jest dla mnie dyskusyjne i brakuje mi tam szalu tworczego ### Wrrrrrrrrrrr............ Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Nils Petter Molvaer w Filharmonii Narodowej 12.10.04, 08:49 pizmak31 napisała: > Pagaj, miales ladna frzyure :) serio :))) No ba! Specjalnie sobie taką zrobiłem do tej filharmonii, nie? :) Odpowiedz Link