Dodaj do ulubionych

Antony and the Johnsons

17.01.05, 18:25
Mam na razie kilka piosenek jedynie, ale już podejrzewam jakieś nadzwyczajne odkrycie.. Czy ktoś z Was miał styczność z wymienioną grupą? Debiutowali w 2000 roku, druga płyta ma wyjść niebawem, Antony udzielał się ponoć na "The Raven" Lou Reeda (niestety nie słyszałem tej płyty, zrażony fatalnymi recenzjami). Głos pana Antony'ego jest tak niezwykły, że wywołuje dreszcz metafizyczny.. Spokojna i przedziwna muzyka, która wdziera się do mózgu delikatnie, ale zdecydowanie. Nie mogę się doczekać, aż posłucham całości.. Na razie wydaje mi się, że A&TJ to zjawisko całkiem osobne - nie jest top ani niezal, ani żadem pop, czy rock, industrial ani rap..


(poza tym - dziś poznałem debiut Sinead O'Connor "The Lion and The Cobra" i jestem dodatkowo wstrząśniety (nie mieszany))
Obserwuj wątek
    • cze67 Re: Antony and the Johnsons 17.01.05, 19:32
      honey_power napisał:

      > (poza tym - dziś poznałem debiut Sinead O'Connor "The Lion and The Cobra" i
      jestem dodatkowo wstrząśniety (nie mieszany))

      Nie jestem zdziwiony. Też tak miałem.

      Co zaś do tematu postu, to niestety nie znam i nie słyszałem.
      • honey_power Re: Antony and the Johnsons 19.01.05, 07:46
        Juz sie co nieco osluchalem z Antonym - polecam zwlaszcza plyte "I am a bird now", ktora ma sie ukazac oficjalnie w lutym 2005. Piekne ballady - fortepian, delikatne smyki i cicho sączące się brzmienia innych instrumentów i GLOS jedyny w swoim rodzaju. Perwersyjne polaczenie spiewu operowego z bluesowym zawodzeniem, niepokojaca zmyslowosc i zal... Aha, Antony chyba jest transwestyta. Warto odnotowac goscinny udzial Lou Reeda w jednym utworze.

        Poprzednia plyta, "Antony and the Johnsons" z 2000, jest tez interesujaca, ale melodie nie sa jeszcze az tak dramatycznie piekne. No i aranze sa bogatsze, a ja wole delektowac sie Antonym przy oszczednym akompaniamencie.

        Polecam rowniez doskonaly koncert "Live at the Knitting Factory (NY)". Ktos to nagral na minidisc, a potem wrzucil do slsk - niezwykle doswiadczenie, Antony spiewa na zywo jeszcze lepiej niz na plytach.

        Polecam..
        • aimarek Re: Antony and the Johnsons 29.01.05, 21:49
          "I Am A Bird Now" to wspaniała płyta. Słyszałem zaledwie kilka razy do tej pory,
          ale już teraz wydaje się oczywiste, że będzie to jeden z największych albumów
          tego roku. Głos wokalisty jest rzeczywiście niesamowity, choć bardzo
          specyficzny. Kompozycje lśnią jakimś szlachetnym pięknem, po raz ostatni
          słyszanym przeze mnie na "I See A Darkness" chyba.
      • ayya Re: Antony and the Johnsons 08.02.05, 13:26
        Bardzo dobry album. Szczególnie podobają mi się duety z Rufusem Wainwrightem
        (czemu taki krótki??!!!) i Lou Reedem (bez dwóch zdań "Fistfull Of Love" to jak
        dla mnie najlepszy utwór na płycie). Mam tylko przeczucie, że na dłuższą metę
        ta teatralność i dziwna mianiera wokalna mogą irytować, ale "I Am A Bird Now"
        to i tak ciekawa i na pewno warta polecania płyta.

        PS
        kubasa napisał:

        > Szokujaco dobre. Mistrzowskie. Nowa jakosc.

        Recenzja roku so far :DDDD
    • d84 Re: Antony and the Johnsons 06.02.05, 14:14
      A mnie to się kojarzy z Bryanem Ferrym, powiedzmy że z okresu "Avalon"

      Dziwna rzecz, ale wciągająca - z początku w ogóle mi się nie sposobało ale im
      dalej tym ciekawiej. Najbardziej chyba sposobał mi się "What Can I Do"
      (kandydat do wątku stanowczo za krótkich utworów ;)
    • ton2 Re: Antony and the Johnsons 06.04.05, 21:05
      Wlasnie slucham tej plyty trzeci raz z rzedu. Wlaczylem ja jakies poltorej
      godziny temu i mnie wmurowalo w ziemie. Dawno nie slyszalem czegos tak
      pieknego. Za kazda kolejna piosenka jestem coraz bardziej zafascynowany te
      plyta. Jedynymi rzeczami, ktore zrobily na mnie ostatnio tak duze emocjonalne i
      estetyczne wrazenie byly Funeral - Arcade Fire i Disintegration Loops -
      Basinskiego. Powala mnie ta plyta muzycznie, ale przede wszystkim wokalnie, bo
      ten wokal to cudo na miare Buckleya. Wracam do sluchania. Pozdrawiam.

      PS wlasnie wyczytalem, ze Antony & The Johnsons ruszaja niedlugo w duza trase
      po Europie. Moze sie uda zobaczyc. Koncerty moga byc ciekawa sprawa z tego co
      widzialem na zdjeciach. No dobra. Starczy peanow.
      • ilhan Re: Antony and the Johnsons 06.04.05, 22:56
        A propos recenzji to
        www.screenagers.pl/index.php?service=albums&action=show&id=652
        Natomiast co do płyty to w dobrym momencie podciągnął Ton ten wątek, bo ja też dziś po raz pierwszy posłuchałem w całości "I Am A Bird Now". Będzie wysoko w tym roku.
        • pytajnick Re: Antony and the Johnsons 07.04.05, 10:31
          Pomijając oczywistą niesamowitość jaką jest wokal, to dla mnie inną
          niesamowitością są melodie które Antony tworzy/tworzą, jakby rozpoczyna, ale nie
          eksploatuje ich nadmiernie - wręcz pozostawia pewien niedosyt, a utwory kończą
          się ustępując następnym, zanim jeszcze zdążę się nimi nasycić. Zastanawiam sie,
          na ile ta płyte robiłaby wrażenie, gdyby tak wokal Antony'ego był bardziej...
          hm, przeciętny. Tzn. na ile tę magię i siłę zawdzięczamy barwie jego głosu, a na
          ile kompozycjom.

          ex

          • ton2 Re: Antony and the Johnsons 07.04.05, 10:56
            Melodie faktycznie sa swietne, czasem delikatne, czasem troche patetyczne, ale
            smiem twierdzic, ze inny wokal sprawilby, ze nie bylyby niczym niezwyklym. Dla
            mnie pierwsze wyspiewane slowa pierwszego kawalka maja taka sile, ze mam gesia
            skorke i pewnie mialbym ja, gdyby kawalek byl a capella. Musze przyznac, ze w
            niektorych kawalkach zupelnie zapominam o muzyce skupiajac sie jedynie na
            wokalu. Odpowiadajac wiec na pytanie, dla mnie 90% to wokal, a muzyka to jego
            idealne dopełnienie.
    • hongkonggarden Re: Antony and the Johnsons 06.05.05, 18:54
      honey_power napisał:

      >Antony udzielał się ponoć na "The Raven" Lo
      > u Reeda (niestety nie słyszałem tej płyty, zrażony fatalnymi recenzjami).

      Kruk to wspaniala plyta. NIGDY nie zrazaj sie recenzjami krytycznymi wobec plyt
      wykonawcow wyjatkowo charakterystycznych (jak wlasnie Reed, Dylan itd.), gdyz
      bardzo czesto sa niszczeni przez - przykladowo pewne wytwornie, albo z
      okreslonych powodow niechetnych dziennikarzy.

      >przedziwna muzyka, która wdziera się do mózgu delikatnie, ale zdecydowanie.
      > Nie mogę się doczekać, aż posłucham całości.. Na razie wydaje mi się, że A&TJ
      t
      > o zjawisko całkiem osobne - nie jest top ani niezal, ani żadem pop, czy rock,
      i
      > ndustrial ani rap..

      Muzyka jest oczywiscie piekna, ale nie powiedzialbym, zeby "przedziwna".
      To jet bardzo konkretny muzyczny styl. Soul.

      michal
      • grrrg Re: Antony and the Johnsons 06.05.05, 22:13
        Kompletnie nie rozumiem zachwytów nad tą płytą. Dla mnie to jeden z najbardziej
        przereklamowanych produktów AD 2005. Nie pamiętam gdzie, ale gdzieś spotkałem
        się z porówananiem do Tiger Lillies, a według mnie "nie" i jeszcze długo "nie".
      • pytajnick Re: Antony and the Johnsons 24.05.05, 16:38
        "tak nie można oprzeć się wrażeniu, iż proporcje czystej treści w stosunku do
        czasu trwania nagrania zachwiane są niepokojąco. Chwilami nostalgiczny klimat
        zdaje się być jedynym, co płyta ma do zaoferowania; zbyt długie przestoje i
        jakościowe braki rozluźniają gęstą atmosferę, przynudzając co bardziej
        niecierpliwych."

        Kompletnie się nie zgadzam. To jedna z "najgęstszych" płyt jakie ostatnio
        poznałem, nie ma chwili na oddech między kolejnymi pięknymi melodiami,
        porywającymi zagraniami/zaśpiewami, utwór za utworem, wciąż pięknie.
        • nemrrod Re: Antony and the Johnsons 24.05.05, 17:07
          A ja się po części zgadzam. Tzn. zastanawia mnie na ile wartość tej płyty wynika
          rzeczywiście z siły kompozycji, a na ile ze specyficznego i oryginalnego głosu
          oraz rodzaju wrażliwości. Zastanawiam się jak oceniana byłaby ta płyta, gdyby do
          kompozycji tych zaśpiewał ktoś o przeciętnym zupełnie wokalu, taki Rufus
          Wainwraight na przykład...
          • pytajnick Re: Antony and the Johnsons 24.05.05, 17:14
            > A ja się po części zgadzam. Tzn. zastanawia mnie na ile wartość tej płyty wynik
            > a
            > rzeczywiście z siły kompozycji, a na ile ze specyficznego i oryginalnego głosu
            > oraz rodzaju wrażliwości.

            Ja tez się zastanawiałem, ale przestałem, bo skoro jest jak jest, to nie ma dla
            mnie znaczenia ani sensu próba jakiejkolwiek obiektywizacji, chłodnego oceniania
            ciepłej płyty, rozkładania na częsci pierwsze... Piękne melodie są tu połączone
            z pięknym wykonaniem i pięknymi tekstami - tyle!

            Co by było gdyby na Kind of Blue zagrał na trąbce jakiś przypadkowy człowiek, a
            nie Miles...

            > Zastanawiam się jak oceniana byłaby ta płyta, gdyby d
            > o
            > kompozycji tych zaśpiewał ktoś o przeciętnym zupełnie wokalu, taki Rufus
            > Wainwraight na przykład...

            Mój znajomy, zresztą pojawił się tu przy okazji wyboru 200 ulubionych płyt
            (hongkonggarden) spierał się ze mną niedawno, bo dla niego jedynym "porażającym"
            utworem na I am a Bird Now jest własnie ten krótki utwór z Rufusem, w którego
            głosie odkrył niesamowitą głębię i smutek. Natychmiast pobiegł do sklepu i kupił
            jego ostatni album. Ja z kolei natychmiast sprawiłem sobie jego pierwszy album...

            ex

            n.p. mia | arular, co najmniej dwa świetne utwory!
            • nemrrod Re: Antony and the Johnsons 25.05.05, 13:39
              pytajnick napisał:

              > Ja tez się zastanawiałem, ale przestałem

              Hmm może faktycznie lepiej się zastanawiać :)

              > Co by było gdyby na Kind of Blue zagrał na trąbce jakiś przypadkowy człowiek, a
              > nie Miles...

              Tu nie wiem co odpisać ;)

              > Mój znajomy, zresztą pojawił się tu przy okazji wyboru 200 ulubionych płyt
              > (hongkonggarden) spierał się ze mną niedawno, bo dla niego jedynym "porażającym
              > "
              > utworem na I am a Bird Now jest własnie ten krótki utwór z Rufusem, w którego
              > głosie odkrył niesamowitą głębię i smutek. Natychmiast pobiegł do sklepu i kupi
              > ł
              > jego ostatni album. Ja z kolei natychmiast sprawiłem sobie jego pierwszy album.

              W takim razie zły przykład heh :) Chodzi mi po prostu o to, że takie oparcie
              całego materiału na głosie nie ma jakiegoś potencjału i następne płyty w tej
              konwencji będą po prostu coraz nudniejsze. Potwierdzeniem tego zdaje się być
              fakt, że nie znalazłem na "I Am A Bird Now" utworu na miarę "Cripple and the
              Starfish" z poprzedniej płyty...
              Poza tym być może zachwyty wynikają również z tego, że po raz pierwszy w
              środowisku niezal tak otwarcie i odważnie została zamanifestowana wrażliwość
              gejowska/transsesksualna. Jest to coś nowego i ciekawe, ale nie będzie już takie
              przy następnej płycie...
              Na koniec zaznaczę, że nie jestem przeciwnikiem "I Am A Bird Now", podoba mi się
              ta płyta, ale trochę mnie dziwi mówienie o niej w samych superlatywach.

              PS. Te powtórzone posty powyżej można usunąć, to jakiś błąd, nie miało tak być ;)




                • pagaj_75 Re: Antony and the Johnsons 25.05.05, 14:27
                  nemrrod napisał:

                  > *NIE* zastanawiać :)

                  No wię właśnie, nie zastanawiać się :) Skoro efekt jest dobry, to jakie ma
                  znaczenie jakimi środkami został osiągnięty?
                  Ale zgodzę się, że płyta w takiej konwencji to jednorazowy strzał, raczej nie do
                  powtórzenia. Inna ciekawa sprawa: w przypadku tego albumu wyjątkowo cieszy mnie
                  to, że trwa on tylko 35 minut, bo gdyby było tego choćby 5 minut więcej, to
                  faktycznie stałoby się nużące.
                  • sonia34 Re: Antony and the Johnsons 25.05.05, 15:16
                    Rzeczywiście nie ma po co się zastanawiać jeśli efekt jest po prostu porażający!
                    Antek jest świetny!!!!!!!!Pojawił się (wreszcie)ogromny talent.Tak wspaniałego
                    głosu nie słyszałam od dawna.Z ciekawością,ale i z pewnym niepokojem czekam na
                    jego kolejny album,ale jak na razie zachwycam się jego ostatnią płytą.
                  • pytajnick Re: Antony and the Johnsons 25.05.05, 16:09
                    > Inna ciekawa sprawa: w przypadku tego albumu wyjątkowo cieszy mnie
                    > to, że trwa on tylko 35 minut, bo gdyby było tego choćby 5 minut więcej, to
                    > faktycznie stałoby się nużące.

                    Moim skromnym zdaniem w każdej konwencji poza ambientową 35-40, no może 45 minut
                    stanowi optymalną długość dla albumu. Jak ktoś mysli, że musi zrobić 60 minut,
                    to mu się tylko zdaje, albo jest geniuszem (i stąd pewne wyjątki albumów
                    idealnych choć nawet ponadgodzinnych). ;)
      • glebogryzarka1 Re: Antony and the Johnsons 25.05.05, 16:00
        "doskonale komponują się z pełnym timbre Antony'ego, a szczególnie perfekcyjnym
        wibrato, rodem z największych klasyków wokalnego jazzu"

        Ciekawe, co za klasyków wokalnego jazzu recenzent miał na myśli. O ile wiem,
        ale może w błędzie jestem, generalnie jazz śpiewa się bez vibrata, jako efektu
        artykulacyjnego przynależnego raczej do opery oder operetki.
        • pytajnick Re: Antony and the Johnsons 25.05.05, 16:28
          > "doskonale komponują się z pełnym timbre Antony'ego, a szczególnie perfekcyjnym
          >
          > wibrato, rodem z największych klasyków wokalnego jazzu"
          >
          > Ciekawe, co za klasyków wokalnego jazzu recenzent miał na myśli. O ile wiem,
          > ale może w błędzie jestem, generalnie jazz śpiewa się bez vibrata, jako efektu
          > artykulacyjnego przynależnego raczej do opery oder operetki.

          Nie przejmuj się, oni mają takie gotowe szablony z których sklejajątego typu
          teksty, po których przeczytaniu tak naprawdę nic sie nie wie, ale ma się
          wrażenie, że autor zna się na rzeczy, tak jak na wszystkim innym.
    • braineater Re: Antony and the Johnsons 05.06.05, 18:47
      W sumie dziś słucham tej płyty po raz drugi i po raz pierwszy uczciwie, czyli
      nie przy okazji robienia czegoś tam, tylko z uchem w głośnik wmontowanym, i
      jakoś nie potrafię się uwolnić od natrętnego skojarzenia z pierwszymi płytami
      Tindersticksów i solówkami Davida Sylviana. Ten sam patos, ta sama przesłodzona
      melanholija, ta sama drażniąca drżączka w głosie. I cały czas mam wrażenie, że
      to płyta, która chce się w słuchacza wmusić, wmówić mu że jest fajna i w ogóle
      taka sjuper.
      Niewątpliwie płytka wyrózniająca się ale jednak nie dla mnie
      A kto to porównał z Tiger Lillies to zdecydowanie powinien odwiedzic
      laryngologa bo to mniej więcej taki rozrzut jak między Violettą Villas a
      Diamandą Galas
      Pozdrowienia:)
      • pagaj_75 Re: Antony and the Johnsons 05.06.05, 19:05
        braineater napisał:

        > jakoś nie potrafię się uwolnić od natrętnego skojarzenia z pierwszymi płytami
        > Tindersticksów i solówkami Davida Sylviana.

        No toś mnie zabił, zwłaszcza tym Sylvianem. Ale i rację miał Ilhan, że
        skojarzenia wyznaczane są przez to, czego ktoś słucha ;)

        > I cały czas mam wrażenie, że
        > to płyta, która chce się w słuchacza wmusić, wmówić mu że jest fajna i w ogóle
        > taka sjuper.

        Nie masz Ty przypadkiem uczulenia na hajpy? ;)
        • ilhan Re: Antony and the Johnsons 05.06.05, 19:15
          pagaj_75 napisał:

          > No toś mnie zabił, zwłaszcza tym Sylvianem. Ale i rację miał Ilhan, że
          > skojarzenia wyznaczane są przez to, czego ktoś słucha ;)

          To co jednemu wydaje się oczywiste, dla innego jest brednią stulecia. Pamiętam jak zostałem zj...y przez Kubasę po tym, jak w trakcie pierwszego przesłuchania któregoś z utworów z "I Am A Bird Now" powiedziałem: "trochę jak Gore, no nie?" :D
        • braineater Re: Antony and the Johnsons 05.06.05, 19:33
          pagaj_75 napisał:

          > No toś mnie zabił, zwłaszcza tym Sylvianem. Ale i rację miał Ilhan, że
          > skojarzenia wyznaczane są przez to, czego ktoś słucha ;)

          Aż se stestowałem - puściłem sobie Nennete & Boni Sticksów i Zdechłe Pszczoły
          na Ciachu Davidka i jak dla mnie A&J's leca dokładnie w tą samą stronę. Ale
          może mi juz woskowina całkiem uszy zaczopowała...
          >

          > Nie masz Ty przypadkiem uczulenia na hajpy? ;)
          >
          hmmmm - mam:)

          Pozdrowienia:)
          • pagaj_75 Re: Antony and the Johnsons 05.06.05, 20:18
            braineater napisał:

            > Aż se stestowałem - puściłem sobie [...] Zdechłe Pszczoły
            > na Ciachu Davidka i jak dla mnie A&J's leca dokładnie w tą samą stronę.

            No aż mnie zamurowało, serio. O ile jeszcze byłbym skłonny się zgodzić co do
            niektórych kawałków Sylviana z lat 80. (ale tylko niektórych, i raczej mało by
            ich było), o tyle skojarzenia z "Dead Bees" to już kompletnie nie rozumiem.
            Chłopie, gdzieżeś Ty tam jakiś patos usłyszał?! Nie mówiąc o tym, że i tego
            charakterystycznego Sylvianowskiego vibrata też tam już prawie nie ma. A już
            kompletnie olewając fakt, że aranżacyjnie i emocjonalnie "Dead Bees" i "I Am a
            Bird Now" są wystrzelone w TOTALNIE odmiennych kierunkach.
            No nie kumam, no...

            > Ale może mi juz woskowina całkiem uszy zaczopowała...

            To jest jakaś myśl ;-))

            Ale powiem Ci tak: moje skojarzenie po zaledwie trzech sekundach słuchania
            Antony'ego było równie oczywiste (dla mnie): Bryan Ferry. No przecież głuchym
            trzeba być, żeby tego nie słyszeć ;-))))
            • braineater Re: Antony and the Johnsons 05.06.05, 20:41
              Siem nie wypowiem abałt Ferry, bo (rumieniec, nerwowe szarpanie rąbka koszulki,
              spłoszone spojrzenia) nie jestem w stanie sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek
              pana Ferry'ego słyszałem...
              Pozdrowienia:)
              A co do skojarzeń to porosiłbym o zakończenie bo jeszce odpalę że Anthony to
              taki Farinelli w nowszych nieco aranżach i będzie obciach:)
          • pytajnick Re: Antony and the Johnsons 05.06.05, 22:42
            > Aż se stestowałem - puściłem sobie Nennete & Boni Sticksów i Zdechłe Pszczoły
            > na Ciachu Davidka i jak dla mnie A&J's leca dokładnie w tą samą stronę. Ale
            > może mi juz woskowina całkiem uszy zaczopowała...

            A ile płyt soulowych w życiu słyszałeś?

            Moim zdaniem bliżej Antony'emu do

            A z innej beczki - jak wiadomo uwielbiam "I Am A Bird Now", jest jednym z
            największych moich odkryć ostatnich lat i chyba już tak głęboko
            zinternalizowałem przekonanie, że jest to płyta cudowna, że już nic mnie z tego
            nie wyrwie i niczyje argumenty nie przyćmią radości z nią związanej - co ważne,
            radości nietymczasowej, jak to najczęsciej bywa.

            Ale nie chciałbym zarazem, żeby ludzie - choćby z tego forum, ale też ogólnie -
            poczuli się w przypadku Antony'ego jak przy okazji innych nagłaśnianych
            artystów, których wielkość chce im się wmówić, a której za ... nie mogą się
            doszukać. To budzi pewną niechęć, a nawet z czasem złośliwości - wszystko zależy
            od intensywności zachwytów po drugiej stronie i wywyższania artystów,
            nadużywania słów typu "geniusz" itp.

            Tak choćby było w przypadku równolegle dyskutowanego The White Stripes, którego
            fenomen równie wiele osób nie zrozumiało, co zrozumiało. I u wielu z tej mniej
            szczęsliwej strony zbudził się opór, niechęc, i takie tam - sam wiem, bo też z
            tym zespołem kojarzą mi się głównie słowa "przereklamowany", "twór mediów",
            "owczy pęd dziennikarzy", "rewolucja!!!" i takie tam.

            Będąc świadomym zjawiska, chciałbym bardzo zachęcić nielubiących Antony'ego, by
            się tym w ogóle nie przejmowali, by nie próbowali na siłę niczego się tam
            doszukiwać, by odłożyli płytę jeśli po kilku przesłuchaniach dalej się nie
            będzie podobała, omijali wątki z nim związane bo dużo tam bałwochwalstwa, no i
            pamiętali o wszechobecnym relatywiźmie. A także braku potrzeby, by tłumaczyć się
            z własnego nielubienia czegokolwiek, albo lubienia tylko troszeczkę (nota bene:
            czemu smucić się, że nie "kochamy" Arcade Fire, lecz "zaledwie lubimy", gdy z
            tego samego powodu można się przecież cieszyć - zawsze to lubienie! - znów
            nawiązując do innego wątku).

            pozdrawiam
            ex
                • nemrrod Re: Plug Awards 22.11.05, 19:08
                  Nie wiedziałem, że na tym polegają te nagrody - każdy może głosować:
                  www.plugawards.com/general_vote.php
                  Mnóstwo kategorii, hm, muszę się poważnie zastanowić...
                    • pytajnick Re: Antony w Polsce 06.06.06, 18:09
                      sonia34 napisała:

                      > A wiecie że Antony 30-tego czerwca zagra na Malcie w Poznaniu? Po za nim
                      > wystąpią także :Cocorosie, Devendra Banhart i Animal Collective.

                      Od miesiąca o bilety walczymy ;-)

                      A będzie trudno, bo sala mieści 600 osób, z czego bardzo sporą część obiecano
                      patronom medialnym, przedstawicielom wszelakim, przyjaciołom festiwalu etc.

                      A ja się dziś dowiedziałem, że na ten niezwykły, niesamowity, i w ogóle
                      wymarzony przeze mnie multikoncert (do tego za 100 zł!), mnie ominie,
                      bowiem 30. własnie spadam <a
                      href="http://angerman.info/old/turystyka/rumunia98/rumunia044.jpg"> tam </a>
                      • braineater mać... 14.06.06, 15:54
                        Banhart i CocoRosie...
                        na tydzien przed Open'erem, z perspektywa wypstrykania się z kasy i czasu
                        wolnego nim się zacznie sezon wakacyjny...

                        :(

                        P:)
    • bloch_luc Re: Antony and the Johnsons 16.06.06, 06:56
      Ten zespol jakos tak niepozornie sie odbijal az do brytyjskich nagrod Mercury,
      nie myslalem o nich zby czesto az ich zobaczylem w programie Lettermana w ktorym
      Antony zaspiewal live piosenke "You Are My Sister". Niestety studyjna wersja nie
      spodobala mi sie tak bardzo jak live.... ale na pewno Antony & the Johnsons sa
      w tej chwili ciekawsi niz Nick Cave i jego zespol.
    • hennessy.williams Apel 26.06.06, 13:13
      Myślałem, że nie będę mógł pojechać i nie kupiłem biletu, a teraz okazuje się,
      że mam wolny dzień, a biletów brak! @#$$@#!
      Jeśli ktoś kupił, ale nie może jechać, chce się pozbyć, sprzedać z zyskiem itp.
      to niech da znać!
      • theagata Re: Antony and the Johnsons 01.07.06, 22:27
        TV Kultura - właśnie był wywiad T. Lipińskiego z Anthonym a teraz jest
        retransmisja wczorajszego koncertu.

        {drobna refleksja - zupełnie inaczej sobie wyobrażałam tego pana ale to nie ma
        dla mnie żadnego znaczenia, liczy się tylko muzyka}
        • grimsrund Re: Antony and the Johnsons 01.07.06, 22:33
          Cienki był ten Lipiński - nie mogli kogoś sensowniejszego wydelegować do
          wywiadu?

          [tu gryzie się z całej siły w język, bo właśnie sobie przypomniał, że wyczytał
          w Der Dzienniku, jakoby fanem Antony'ego był niejaki Muniek - no, to by dopiero
          doznał, jakby M. się dorwał do tego interwiu... :(((( ]

          Bardzo śliczny koncert za to, jak na razie.
              • grimsrund Re: Antony and the Johnsons 01.07.06, 23:04
                > Poza tym wśród publiki zauważam
                > spory lansik ;)

                No tego akurat należało się spodziewać: w tym sezonie nosi się przecie klub
                Madame, Paradę Równości, uciętą głowę Giertycha na pice itepe popapraństwa.

                Na szczęście ten sympatyczny ślimak zaiste wiele potrafi :)))
                  • ktmajcher Re: Antony and the Johnsons 02.07.06, 00:01
                    w filmie hair formana pada tekst w stylu "Micka Jaggera z łóżka bym nie
                    wyrzucił", ok nie da się tego powiedzieć o Anthonym, ale to nie o to chodzi,
                    napisałem to bo to było moje pierwsze skojarzenie jak go zobaczyłem, kiedyś
                    widziałem jakieś zdjęcia i zupełnie inaczej go zapamiętałem,
                    natomiast MUZYKA, miodzio, na początku mówię sobie
                    ok jesteś jaki jesteś czyli grasz swoje, muzycy ci akompaniują, ale jakoś to do
                    mnie nie trafia, ale z utworu na utwór antek mnie do siebie przekonał i to się
                    liczy,
                    lipiński to niestety pomyłka,
                    coco rosie nie moja bajka, pasowało mi to jako ilustracja do jakiegoś filmu
                    btw wśród publiczności był Jan AP Kaczmarek
                    • ktmajcher Re: Antony and the Johnsons 02.07.06, 00:06
                      ale ważne w tym wszystkim jest to, że muzycy tworzący rzeczy ciekawe, acz
                      niekoniecznie najpopularniejsi wg list sprzedaży, przyjeżdżają do nas, nie
                      trzeba czekać, aż będą dinozaurami i że można to obejrzeć w tv, i nawet z
                      krótką rozmową z muzykiem, z przetłumaczonymi dialogami z publicznością,
                      przy okazji wczoraj oglądałem fragmentarycznie niestety kult z malty 2005 -
                      kapitalna realizacja telewizyjna
                        • theagata Re: Antony and the Johnsons 02.07.06, 00:24
                          a może ktoś jeszcze wpadnie na genialny pomysł że warto takich muzyków do
                          Polski ściągać i nie będzie to jednorazowe wydarzenie.

                          btw. przepadł mi koncert Devendry Banharta i okropnie tego żałuję :(
                              • pytajnick Re: Nowa piosenka 22.11.06, 07:37
                                vangaalen napisał:

                                > dziwne, że dopiero teraz jaracie się tym panem, facet od 4 lat robi furore w
                                > anglii i w stanach, rozumiem nasze media, poland jak zwykle daleko w tyle

                                Ale, za przeproszeniem, bzdura. Przy okazji "I Am A Bird Now" (2005) przeliczne
                                poważne tytuły z "Mojo" na czele biły się w piersi, że gościa nie doceniły,
                                przegapiły zupełnie debiut bądź ledwie rzuciły 2-3-gwiazdkowym okiem, a jeszcze
                                potrafiły Antony'emu dokopać za jego obecność na płytach/koncertach Lou Reeda.
                              • ilhan Re: Nowa piosenka 22.11.06, 09:22
                                vangaalen napisał:

                                > dziwne, że dopiero teraz jaracie się tym panem, facet od 4 lat robi furore w
                                > anglii i w stanach, rozumiem nasze media, poland jak zwykle daleko w tyle

                                Pieprzysz. Wątek honey_powera wyprzedził cały hype na Antonego o dobrych kilka tygodni.
                            • sonia34 Re: Antony and the Johnsons 25.11.06, 13:37
                              theagata napisała:

                              > Antony występuje w filmie dokumentalnym Leonard Cohen: I'm Your Man; nie wiem
                              > co tam śpiewa ale mam zamiar sprawdzić empirycznie, wkrótce.
                              >

                              Śpiewa tam piosenke:If It Be Your Will
                                • theagata Re: Antony and the Johnsons 28.11.06, 00:32
                                  i obejrzałam wspomniany dokument: Leonard Cohen: I`m Your Man (wspaniały,
                                  bardzo polecam) i trzeba być głuchym i ślepym i nie mieć serca, żeby się nie
                                  wzruszyć słuchając Antony'ego w cudownym utworze Cohenowym i widząc jak on to
                                  swoje śpiewanie pięknie przeżywa całym sobą
                                  btw.
                                  Antony w tym filmie ma czarne długie włosy, trochę przypomina mi Meg White ;)
        • hennessy.williams Re: Antony w Warszawie 14.05.07, 17:20
          sonia34 napisała:

          > hennessy.williams napisał:
          >
          > > 26/06/2007 Sala Kongresowa
          > > bilety 150-210 zł
          >
          > Czy to nie przesada? Kolejny koncert po trzech miesiącach?

          Skoro we Wrocławiu bilety rozeszły się zanim trafiły do jakiegokolwiek punktu
          sprzedaży, to może organizatorzy wiedzą, co czynią... Też jestem ciekawy, czy
          uda się zapełnić Kongresową - szczególnie że koncertów ostatnio masa a stopień
          spłukania się ludzi wysoki.
            • pszemcio1 Re: Antony w Warszawie 14.05.07, 17:55
              Czy Antony pójdzie w ślady Placebo, Porcupine Tree, Fisha i Budgie stając się
              typowym ulubieńcem polskiej publiczności, na którą będzie mógł liczyć nawet za
              20 lat? jeat na dobrej drodze ...:/
              • tomash8 Re: Antony w Warszawie 14.05.07, 18:08
                pszemcio1 napisał:

                > Czy Antony pójdzie w ślady Placebo, Porcupine Tree, Fisha i Budgie stając się
                > typowym ulubieńcem polskiej publiczności, na którą będzie mógł liczyć nawet za
                > 20 lat? jeat na dobrej drodze ...:/

                To, że świat się nie poznał np. na Budgie to problem świata a nie nasz;)
              • sonia34 Re: Antony w Warszawie 14.05.07, 18:08
                pszemcio1 napisał:

                > Czy Antony pójdzie w ślady Placebo, Porcupine Tree, Fisha i Budgie stając się
                > typowym ulubieńcem polskiej publiczności, na którą będzie mógł liczyć nawet za
                > 20 lat? jeat na dobrej drodze ...:/

                Heh, chyba masz rację, oby tak się nie stało. Lubię Antonyego ale co za dużo to
                niezdrowo:/
                • pytajnick Re: Antony w Warszawie 14.05.07, 18:45
                  sonia34 napisała:

                  > Heh, chyba masz rację, oby tak się nie stało. Lubię Antonyego ale co za dużo to
                  > niezdrowo:/

                  Jak dla mnie to "co za dużo" dotyczy głównie cen. Niech się walą na ryj (i tak
                  powiem).
                  • sonia34 Re: Antony w Warszawie 14.05.07, 18:59
                    pytajnick napisał:

                    > sonia34 napisała:
                    >
                    > > Heh, chyba masz rację, oby tak się nie stało. Lubię Antonyego ale co za d
                    > użo to
                    > > niezdrowo:/
                    >
                    > Jak dla mnie to "co za dużo" dotyczy głównie cen. Niech się walą na ryj (i tak
                    > powiem).
                    >

                    O też racja
                  • pszemcio1 Re: Antony w Warszawie 14.05.07, 21:19
                    pytajnick napisał:

                    > Jak dla mnie to "co za dużo" dotyczy głównie cen. Niech się walą na ryj (i tak
                    > powiem).
                    >

                    zawsze mnie zastanawiało to sformułowanie. no bo troche nielogiczne, ja bym
                    powiedział raczej "walić się w ryj" - jak w klasycznym pornolu. no ale logika
                    to nie jest najmocniejsza strona naszego języka
                    • pytajnick Re: Antony w Warszawie 14.05.07, 21:30
                      > zawsze mnie zastanawiało to sformułowanie. no bo troche nielogiczne, ja bym
                      > powiedział raczej "walić się w ryj" - jak w klasycznym pornolu. no ale logika
                      > to nie jest najmocniejsza strona naszego języka

                      Myśle, że to mogło się wziąć od "wywalić się na ryj"?...

                      W każdym razie jedno z moich ulubionych powiedzonek tego typu.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka