pagaj_75
28.02.05, 23:13
DAVID SYLVIAN "The Good Son vs. The Only Daughter: The Blemish Remixes"
Nigdy nie byłem entuzjastą remiksów. Uważam, że jest z nimi jak z teledyskami:
źle się stało, że w którymś momencie stały się wręcz obowiązkowe. Konieczność
wyprodukowania klipu i conajmniej jednego remiksu do każdego singla powoduje,
że 95% takiej twórczości to masówka bez pomysłu i polotu. Informację o wydaniu
takiego albumu jak "The Good Son vs. The Only Daughter" przyjąłem z mieszanymi
uczuciami. Z jednej strony niepokój, z dwóch przyczyn. Pierwszy powód już
podałem. Drugi to fakt, że remiksowane miały być utwory z "Blemish" - dość
szczególnej płyty wyjątkowego (dla mnie) artysty. Płyty bardzo osobistej, o
surowym, trudnym brzmieniu. Nawet znajoma, która zna Sylviana i "Blemish"
ironicznie pytała: 'i co to będzie? house? 2step? breakbeat?' Ale z drugiej
strony w pamięci miałem nowe wersje "Wave" i "Mother and Child" z kompilacji
"Camphor", które totalnie odbiegały od obiegowego wyobrażenia o tym, czym jest
remiks.
Pełen nadziei, że to będzie jednak ten drugi przypadek, zamówiłem płytę i...
nie zawiodłem się. Więcej, rzeczywistość przeszła najśmielsze oczekiwania. To
co słychać na "The Good Son..." przypomina bardziej natchnione covery niż
remiksy. Kilka ponoć znanych (niestety, do tej pory nie mnie) postaci
współczesnej elektroniki zaskoczyło mnie zupełnie. Zero typowych dla remiksów
dłużyzn, nachalnych bitów, które zupełnie niepasowałyby do tych kompozycji.
Ba! Niektóre z tych kawałków nie mają nic lub prawie nic wspólnego z
elektroniką. Tak jest z otwierającym album "The Only Daughter". Fortepian,
flet, smyki tworzące jakieś niezwykłe harmonie i głos Sylviana, przy pierwszym
przesłuchaniu wydający się jakby od czapy. Ale tylko przy pierwszym. Nie wiem
jaką elektronikę na codzień tworzy Ryoji Ikeda, ale współczesna muzyka
"poważna" wychodzi mu całkiem nieźle. Niemiec Burnt Friedman dorwał się do
tytułowego nagrania z "Blemish" i również wyszedł z tego obronną ręką. skrócił
utwór, dał podkład, który czaruje dość naturalnie brzmiącymi intrumentami
perkusyjnymi, klarnetem i gdzieś w tle brzdąkającą gitarą i elektronicznymi
szumami. Brytyjski duet Sweet Billy Pilgrim przy okazji "The Heart Knows
Better" również stawia na klarnet oraz egzotyczne instrumenty akustyczne. Na
razie jest nieźle. Ale przychodzi numer 4 i... tu się zaczynają dziać rzeczy
niesamowite. Francuz Jean Philippe Verdin ukrywający się pod nazwą Readymade
FC bierze na warsztat "Fire in the Forest", odziera go z Fenneszowej
elektroniki i dodaje własną. Kojarzące się trochę z "Nanou" Aphex Twina
brzmienie pozytywki miesza się z szemrzącym bitem z komputera, a wreszcie
gdzieś w środku rozbrzmiewają sentymentalnie skrzypce. Jak to usłyszałem
pierwszy raz, to potem zasnąć nie mogłem. Żabojad jakby od niechcenia poprawia
jedną z najpiękniejszych piosenek Davida. Dla mnie bomba.
Nie od dziś wiadomo, że Sylvian ma małą fiksację na punkcie Japonii i jej
kultury. A konkretnie wiadomo od roku 1978, kiedy zadebiutował on ze swoją
formacją Japan. Znana jest jego przyjaźń i współpraca choćby z Ryuichim
Sakamoto. Nic dziwnego więc, że wśród remiksujących "Blemish" znalazło się aż
trzech Japończyków. Charakterystyczne jest to, że wzięli się oni za
najtrudniejsze utwory z tej płyty, te stworzone przez Davida do zadziwiających
improwizacji gitarowych Dereka Baileya. (Jedyny utwór z "Blemish" jaki
pominięto to kilkudziesięciosekundowy "She is Not".) Niejaki Yoshihiro Hanno
wykorzystuje odrobinę tych chorych dźwięków Baileya w swojej impresji na temat
"The Good Son". Do gitary i głosu dodaje trochę typowo elektronicznych
perkusyjnych stuków oraz elektryczne piano. W sumie niby nic specjalnego, ale
całość jakby stała się przystępniejsza i bardziej przykuwająca uwagę
nieprzygotowanego słuchacza niż oryginał. Numer 6, powraca Burnt Friedman,
który znęca się nad "Late Night Shopping". Znów pojawia się klarnet,
elektronika schodzi na drugi albo i trzeci plan. Dla porównania ze strony
www.davidsylvian.com można sobie ściągnąć remiks tego kawałka wykonany przez
samego Sylviana. (Ten poszedł w drugą stronę - dodał do utworu głośne,
przesterowane gitary. Efekt powalający ;) ) Może i trochę mętnie opisuję to co
się dzieje na tej płycie, ale w większości tych utworów brak mi jakiegokolwiek
punktu odniesienia, brak wyraźnych podobieństw do czegokolwiek. Choć może po
prostu za mało w życiu słyszałem. Ale wtem... "How Little We Need to Be Happy"
w obróbce Tatsuhiko Asano (trzeci Japończyk po Ikedzie i Hanno) brzmi jakby za
ten utwór zabrali się panowie z Air lub innego Zero 7. Jeden z najjaśniejszych
punktów tej płyty, którego głównym atutem jest nastrój leniwego letniego
wieczoru. Wielkie brawa dla Asano za to, że nie pogubił się w zagmatwanej
melodii i harmoniach tego utworu.
No a na koniec zostają robiące ciut mniejsze wrażenie powtórki z rozrywki:
"The Only Daughter" tym razem w interpretacji Jana Banga i Erika Honore,
którzy kiedyś tak miło przerobili "Mother and Child". I tym razem zaprosili do
współpracy Nilsa Pettera Molvaera, ale cała trójka nie była w stanie wycisnąć
już nic nowego z tej kompozycji. Zwłaszcza, że mieli taką konkurencję jak
Ryoji Ikeda. Płytę zamyka niewiele odbiegający od oryginału, powoli
wygasający, rozpływający się w ciszy "Blemish" Akiry Rabelais.
Dla numerów 1, 4 i 7 naprawdę warto posłuchać tej płyty. Panowie remiksatorzy
odkryli w surowych utworach z "Blemish" harmonie, których wydawać by się mogło
tam nie ma. No i pokazali, że remiks może być dziełem sztuki, a także, że
niekoniecznie musi się on opierać na house'owych lub techno bitach. No i że
czasami warto wydawać takie płyty. Nie wiem czy "The Good Son vs The Only
Daughter" przekona tych, których nie zadowala odpowiedź 'bo jest taka
możliwość, więc czemu z niej nie skorzystać' na pytanie 'ale po co w ogóle
remiksować?' Mnie przekonał. Myślę, że to będzie dobry rok, jeśli zaczyna się
od takiego albumu.