Muzyka na DVD; recenzje

11.04.05, 20:37
Gosciem tu jestem od niedawna, wiec nie wiem czy ten watek juz sie pojawil.
Jesli tak to prosze o link.
DVDs zbieram od okolo 2 lat i uzbieralo sie ich cos w poblizu 30. Sa wsrod
nich pozycje slabe ale nie brakuje tez znakomitych. Pomyslalem sobie wiec, ze
moze pora zaczac taki watek, gdzie moglibysmy sie dzielic wrazeniami z
tych "domowych" koncertow. Nie wiem ilu sposrod Was jest w posiadaniu
odtwarzaczy DVD z teatrem domowym, ale z pewnoscia bedzie takich przybywac.
Ja moge tylko zachecic do tej inwestycji. Jeszcze pare lat temu nie
przypuszczalem, ze cos mnie skloni do posiadania duzego ekranu w domu.
Dopiero z chwila nastania technologii DVD dalem sie skusic.
Ale do rzeczy.
Wlasnie ukazal sie na rynku : "Family Jewels" AC DC ktorego bez wahania
zanabylem. Troche wbrew sobie bo jest to kompilacja video-clipow, a ja, choc
pewnie dla niektorych to zabrzmi jak herezja, fanem video nie jestem. Tutaj
jednak uczynilem wyjatek, bo wiem skad inad, ze Young i spolka rowniez
uwazali video za zlo konieczne.
A co do zawartosci to nawet dla najbradziej wymagajacych fanow powinno
wystarczyc. 3 godziny grania rozlozone po rowno na dwoch dyskach. Pierwszy
zawiera 20 nagran z okresu Bon'a Scott'a ( 1975-1980) a drugi rowniez 20
nagran z okresu Brian'a Johnson'a. (1980-1993). Z paroma wyjatkami sa tu
wszystkie video jakie zrobli, oprocz tego kilka wystepow z telewizji, 15
stronicowy dodatek a wszytko efektownie zapakowane.
Po pierwszym przesluchaniu nie zmienilem opinii, ze ich najlepszy okres to
ten gdy nagrywali ich wlasny Black Album.
I jeszcze dwie sprawy: DVD jest na Region 1 (USA i Canada) ale jestem pewien,
ze to nie jest problem dla wiekszosci fanow. Sprawa druga to cena : 17$US na
amazonie (czyli srednio na jeza).
W skali 1-10 powyzszemu DVD dalbym 6.5. Nastepny w kolejece : Led Zeppelin !
a to bedzie juz znacznie ciekawsze!

PS : Jesli sa wsrod Was niezdecydowani, nieprzekonani do tych nowszych
technologii, to chcialbym Was dodatkowo zachecic wizja technologii, ktora
jeszcze nie jest "udomowiona" ale za jakies 5-10 lat na pewno bedzie. Chodzi
mianowicie Video 3D w postaci tzw : "volumetric displays". Jest to cyfrowa
technologia wyswietlania 3-wymiarowych obrazow ( nie mamy tu pixels tylko
voxels). Poki co zastosowania ograniczja sie do wojskowych, medycznych i
geologicznych. Ale juz pewnie niedlugo pojawia sie wyswietlacze do 3D video
gier i nowej generacji DVD. Pomyslcie tylko, siadacie sobie w fotelu a przed
Wami Jimi Hendrix, jak zywy, gra Woodo Child, tylko dla Was....
    • cze67 Re: Muzyka na DVD; recenzje 13.04.05, 10:46
      Ja, póki co, odtwarzam wszelkie DVD, także te koncertowe, na komputerze. Tak że
      wrażenia nie są oczywiście zbyt porażające. Jak kupię sobie teatr domowy (przy
      obecnym stanie mych finansów będzie to za jakieś pięć lat), to się podzielę
      swoimi uwagami:-)
    • jarecki32 Re: Muzyka na DVD; recenzje Led Zeppelin ! 13.04.05, 19:02
      Zgodnie z obietnica: dzisiaj na temat epickiego dziela Jimi Page'a , czyli 2-
      plytowego DVD wydanego w 2003,
      a na nim ponad 5 (!) godzin muzyki w wykonaniu Led Zeppelin.


      DVD 1:

      Live at the Royal Albert Hall (1970)
      We're Gonna Groove/
      I Can't Quit You Babe/
      Dazed And Confused/
      White Summer/
      What Is And What Should Never Be/
      How Many More Times/
      Moby Dick/
      Whole Lotta Love/
      Communication Breakdown/
      C'mon Everybody/
      Something Else/
      Bring It On Home

      DVD 2:

      1972 - Immigrant Song - Live (4 min)

      1973 - Madison Square Garden - New York (24mn) - 4 tytuly ktore nie znalazly
      sie na "The Song Remains The Same"
      Black Dog/ Misty Mountain Hop/ Since I've Been Loving You/the Ocean
      1975 - Earl's Court - Londyn 49 min - 6 tytulow
      Going To California/ That's The Way/ Bron-Y-Aur Stomp/ In My Time Of Dying/
      Trampled Underfoot/ Stairway To Heaven/
      1979 - Knebworth - Anglia 52 min - 7 tytulow
      Rock And Roll/ Nobody's Fault But Mine/ Sick Again/ Achilles Last Stand/ In
      The Evening/ Kashmir/ Whole Lotta Love

      Extra:
      1969 - 3 tytuly dla telewizji dunskiej (31 min Stereo)
      1969 - "Communication Breakdown" Promo - Paris (9 min Stereo)
      1969 - "Dazed And Confused" - Supershow (7 min Stereo)
      1970 - NBC wywiad z zespolem (mono)
      1972 - Rock N' Roll + wywiad dla telewizji australijskiej (4 min Stereo)
      1975 - wywiad z Plantem - BBC Old Grey Whistle (4 min Stereo)

      dwa video klipy : "Over The Hills" oraz "Travelling Riverside Blues" (4 min)



      Komentaz
      Studyjne albumy Led Zeppelin sa doskonale, przynajmniej te od jedynki do
      szostki. Ale Page'owi najwyrazniej nigdy to nie wystraczalo.
      Jedyny dostepny komercyjnie zapis koncertu : "The song remains the same', z
      Madison Square Garden (1973), nigdy nie byl uznany przez muzykow Led Zep, jako
      wierne odzwierciedlenie ich umiejetnosci grania na zywo.
      Stad tez wzial sie pomysl tego DVD : Jimi Page postawil sobie za cel pokazanie
      zespolu na zywo od innej, oczywiscie lepszej, strony.
      Czy mu sie to udalo ? Wedlug mnie, nie do konca.



      Pierwszy dysk muzycznie jest (nie obwijajac w bawelne) slaby.
      Wersje studyjne sa tutaj sztucznie wydluzane poprzez tak zawane "improwizacje".
      A przy tym najbardziej rozczarowuja : Plant i sam maestro Page. Wersje
      studyjne utworow Led Zep to dynamit,
      a Plant zachwyca tam skala, artykulacja i sila swojego glosu. Na zywo skala
      jego glosu jest mocno ograniczona, a
      dominuja wykrzykiwane onomatopeje-neologizmy na blizej niesprecyzowany temat.
      10-miutowe solo Planta smyczkiem po gitarze, ktore kiedys bylo odbierane jako
      wirtuozerja, dzis
      jest zwyczajnie za dlugie i juz po 2 minutach chcialoby sie rzec: Koncz
      wasc ....
      Page prawie wylacznie uzywa Les Paul Standard, ktora nie
      posiadala tremolo, wiec w jednym z utworow tworzy ten efekt krecac strunnikami
      (nie brzmi to rewelacyjnie)

      Niezle zabrzmialo natomiast "What Is And What Should Never Be". Bluesowe
      progresje A13/E9 ze zwrotki Jimi ozdabia tutaj ciekawie dodatkowymi nutami.
      Chorus brzmi podobnie do wersji studyjnej, czyli dobrze.
      Moby Dick to oczywiscie popis John Henry Bonham'a , jednego z najlepszych
      perkusistow w historii rocka.

      Drugi dysk jest znacznie ciekawszy, zarowno pod wzgledem technicznym jak i
      muzycznym.
      Dlugosc utworow jest juz znacznie bardziej zblizona do wersji studyjnych,
      gra na gitarze Paga doszlifowana a nawet Plant prezentuje sie w lepszej
      dyspozycji. Schody do nieba wypadaja lepiej niz
      na "The song remains the same", a nawet koncowe solo na gitarze tym razem
      brzmi prawie tak dobrze jak na Czworce.
      Najlepsza czesc tego DVD to siedem utworow z Kneborth (1979).
      Rock And Roll, Whole Lotta Love i Achilles Last Stand to popis Page'a. ( W
      bluesie i rock and rollu zawsze czul sie najbardziej komfortowo)
      Kashmir to ponownie popis dla J.P. Jones'a i Bonham'a.

      Ciekawa sprawa jest z Immigrant Song.
      Widac tu zamilowanie Paga do manipulowania galkami i sciezkami dzwiekow.
      Ewidentnie sciezka video i sciezka dzwiekowa nie byly nagrywane jednoczesnie.

      Z calej czworki,muzycznie najlepiej zaprezentowali sie Bonham oraz J.P. Jones,
      ktory gra nie tylko na basie ale i na klawiszach i mandolinie.
      Najslabiej wypadl Plant, szczegolnie w tych technicznie bardziej wymagajacych
      utworach.

      Reasumujac:
      Na plus : doskonala jakosc dzwieku i obrazu, swietne uzupelnienie do albumow
      studyjnych, duzo dobrej muzyki na drugim DVD
      Na minus : dla osluchanego z albumami studyjnymi wiekszosc wersji live bedzie
      brzmiala bardziej ubogo.



      Ogolna ocena 8/10


      • cze67 Re: Muzyka na DVD; recenzje Led Zeppelin ! 13.04.05, 19:36
        Ciekawe, bo ja mam zupełnie inne wrażenia z przesłuchania (przeoglądania?) tego
        zestawu (pożyczyłem razu pewnego i rozstać się nie mogłem). Według mnie
        koncertowe wersje zamieszczone na DVD o niebo przewyższają wersje studyjne. O
        ile faktycznie The Sons Remains The Same było wydawnictwem nieudanym, zespół
        nie wydawał się w najlepszej formie, to tutaj nieomal wszystkie nagrania
        prezentują zespół w jak najlepszym świetle, nie są przesadnie wydłużone (jak
        np. Dazed czy Whote Lotta z The Songs), a jeżeli już to w ciekawszy sposób niż
        na poprzedniku, a przede wszystkim są wielce smakowite, wykonane z niesamowitym
        biglem. A "pojedynek" Bonhama z Page'm (czyli perkusji z gitarą!) w jednym z
        utworów (nie pomnę - jakim) to mistrzostwo świata. Choruję na ten zestaw!
        • jarecki32 Re: Muzyka na DVD; recenzje Led Zeppelin ! 13.04.05, 20:11
          ja doskonale zdaje sobie z tego sprawe, ze moja opinia o tym DVD jest raczej
          odosobniona.
          I chyba bierze sie to stad, ze
          Primo pierwsze : ogladalem ten zestaw wiele razy, pierwsze wrazenie bylo
          emocjonalne i bardzo pozytywne, z kazdym nastepnym bylo coraz gorzej, zaczalem
          dostrzegac coraz wiecej niedociagniec, pomylek w grze, itd.
          Primo drugie: coraz czesciej lapie sie na tym, ze nie jestem fanem zadnego
          zespolu, a raczej jakiegos muzycznego stylu ( n.p. jazz, blues, heavy-metal,
          fusion, wczesny rock, gitarowe lub skrzypcowe granie w kazdej formie).
          Pozawala mi zachowac dystans w stosunku do kazdego wykonawcy, gdyz jego
          nazwisko nie gra tu wiodacej roli a tylko jakosc jego muzyki. Innymi slowy
          jesli muzycy sie myla i falszuja, to ich fani nadal beda ich kochac i
          wychwalac, a ja zapewne bym powiedzial ze ich gra jest do d....
          Ja z kolei, jestem chetny aby wychwalac tych bezimiennych, pod warunkiem ze
          slysze w ich muzyce to co chcialbym zawsze slyszec: przekaz emocjonalny
          podparty dobrymi umiejetnosciami muzycznymi.
          • cze67 Re: Muzyka na DVD; recenzje Led Zeppelin ! 13.04.05, 23:12
            Z tym, że ja nie nazwałbym siebie szczególnie zagorzałym fanem Zeppelinów. Po
            prostu lubię ich muzykę. Ale to co znalazło się na zrecenzowanym przez Ciebie
            zestawie zwyczajnie mnie porwało. Dodam jeszcze, że jeden z nielubianych przeze
            mnie zbytnio utworów zespołu - The Ocean w wersji koncertowej zabrzmiał w moich
            uszach wybornie.
      • k123456 Re: Muzyka na DVD; recenzje Led Zeppelin ! 06.05.05, 08:56
        Drogi Kolego,

        z Twojego postu wychodzi od razu brak dostępu do nagrań audio i DVD Led
        Zeppelin. Piszesz takie herezje, że włos jeży się na głowie. Przecież LZ
        właśnie na koncertach budowali swoją sławę. Płyty studyjne były jedynie
        zapowiedzią tego, co miało nastąpić na trasach koncertowych, zwłaszcza
        w USA.

        Obejrzyj sobie na DVD koncert LZ z Seattle `77, drugi ich występ
        w Knebworth `79, nagranie z Earls Court z 24 maja `75, itd, a potem
        możesz zabierać głos i formułować takie opinie.

        Nagranie z Royal Albert Hall `70 ma być słabe! A kto według Ciebie, grał dobrze
        na koncertach?
        • jarecki32 Re: Muzyka na DVD; recenzje Led Zeppelin ! 06.05.05, 12:44
          k123456 napisal:

          Drogi Kolego,

          z Twojego postu wychodzi od razu brak dostępu do nagrań audio i DVD Led
          Zeppelin. Piszesz takie herezje, że włos jeży się na głowie. Przecież LZ
          właśnie na koncertach budowali swoją sławę.

          >>>> z tego co napisales wnioskuje, ze jestes "fanem wszystkich fanow" LZ i juz
          samo to pozbawia Cie zdolnosci do krytycznego spojrzenia na swoj ukochany
          zespol. Ja jestem "zwyczajnym" fanem tej grupy i dlatego mam ten komfort aby
          oceniac to co slysze i to co widze. Jesli slysze, ze Plant falszuje, to tak to
          opisuje i basta.
          Pirwszy wywiad z Pagem przeczytalem w jakims amerykanskim muzycznym periodyku
          kiedy LZ byl u szczytu slawy. Sam Page przyznawal wtedy, ze zdarza mu sie grac
          na koncertach slabo (choc zdarza mu sie grac dobrze). Znane sa wypadki kiedy
          Page gral koncert na nie-nastrojonej gitarze (!), a tu to juz sie musze drapac
          po glowie, bo gitarzysci z dobrym muzycznym sluchem sami sobie dostrajaja
          instrument i to w mgnieniu oka (chocby Satch to musi robic bo wygina te struny
          na pol kilometra). Wiec trudno mi zrozumiec Twoja opinie o przewadze ich muzyki
          koncertowej nad nagraniami studyjnymi. Jesli bede mial dostep do DVDs ktore
          wymieniles to chetnie dam sie zaskoczyc.
          .............

          Płyty studyjne były jedynie
          zapowiedzią tego, co miało nastąpić na trasach koncertowych, zwłaszcza
          w USA.

          Obejrzyj sobie na DVD koncert LZ z Seattle `77, drugi ich występ
          w Knebworth `79, nagranie z Earls Court z 24 maja `75, itd, a potem
          możesz zabierać głos i formułować takie opinie.

          Nagranie z Royal Albert Hall `70 ma być słabe! A kto według Ciebie, grał dobrze
          na koncertach?

          Na wiekszosci DVDs, ktore posiadam muzycy graja bardzo dobrze. Chocby muzycy z
          Yes, o ktorych niedawno napisalem. Wkrotce napisze o fantastycznym koncercie
          Rush, "Rush in Rio" i Steve Ray Vaughan w Toronto.
          Pozdrawiam.
          • k123456 Re: Muzyka na DVD; recenzje Led Zeppelin ! 06.05.05, 19:41
            Drogi Kolego,

            nie widzę sensu polemizowania z Tobą tutaj, na tym Forum choćby z tego powodu,
            że nie jesteś kompetentny w sprawach występów na żywo Led Zeppelin. Obejrzenie
            fragmentów kilku koncertów na jednej czy dwóch płytach DVD nie uczyni niestety
            z Ciebie znawcy tematu.

            Przesłałem Ci Maila. Jeżeli chcesz, przeczytaj, posłuchaj co nieco, a dopiero
            potem zabieraj głos.
            • jarecki32 Re: Muzyka na DVD; recenzje Led Zeppelin ! 06.05.05, 20:26
              kt123456 napisal:

              Drogi Kolego,

              nie widzę sensu polemizowania z Tobą tutaj, na tym Forum choćby z tego powodu,
              że nie jesteś kompetentny w sprawach występów na żywo Led Zeppelin. Obejrzenie
              fragmentów kilku koncertów na jednej czy dwóch płytach DVD nie uczyni niestety
              z Ciebie znawcy tematu.

              Przesłałem Ci Maila. Jeżeli chcesz, przeczytaj, posłuchaj co nieco, a dopiero
              potem zabieraj głos.

              Drogi Kolego,

              Juz sam ton (mentorski i nieodpowiedni) Twojej odpowiedzi kaze mi sadzic, ze
              jestes z tym zespolem emocjonalnie zwiazany wiec bronisz swoj "cause" do konca.

              Ja nawet nie mam ambicji aby zostac "ekspertem od koncertowych wystepow grupy
              Led Zeppelin" i nadal nie uwazam, ze tylko takim wolno sie wypowiadac o tym co
              sadza o danym DVD. Na kopercie tego DVD autorzy napisali, ze jest to jedyny,
              ogolnie dostepny zapis koncertow zespolu nie liczac "The song remains the same"
              (stan na rok 2003), oraz ze Page spedzil w studio mase czasu wybierajac
              najlepszy dostepny material i zgrywajac go w jedna 6-godzinna calosc. Wiec nie
              jest to li tylko jakis tam malo znaczacy fragmentaryczny material.
              To Forum, aczkolwiek znakomite ( a szczegolnie slynne z taktownych polemik,
              podkreslam taktownych) nie musi byc tzw "ultimate source of information". Od
              tego sa ksiazki, bootlegi i oczywiscie internet. My tutaj, przede wszystkim,
              staramy sie miec dobra zabawe (ja mam) i przymruzamy oko na ludzkie slabostki.
              Moje "recenzje" DVD to de facto nie sa zadne recenzje, choc sie staram pisac
              uczciwie jak ja to wszystko widze i slysze. Od "prawdziwych" recenzji sa ci,
              ktorym za to placa. Ja wole czytac moze te nieudolne ale za to uczciwe.

              Pozdr.


              PS : mail chetnie przeczytam i jesli bedzie czas to sie zapoznam.
    • jarecki32 Roger Waters : In the flesh : live ! 21.04.05, 02:38
      DVD "Roger Waters : In the Flesh" zostalo nagrane 27-go czerwca , 2000 w Rose
      Garden Arena, Portland, Oregon, USA.

      Zawartosc

      In the Flesh, (TW)
      The Happiest Days of Our Lives, (TW)
      Another Brick in the Wall Part 2, (TW)
      Mother, (TW)
      Get Your Filthy Hands Off My Desert, (FC)
      Southampton Dock, (FC)
      Pigs on the Wing Part 1 (A)
      Dogs (A)
      Welcome to the Machine, (WYWH)
      Wish You Were Here, (WYWH)
      Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-8), (WYWH)
      Set the Controls for the Heart of the Sun, (ASOS )
      Breathe (In The Air)
      Time, (DSOM)
      Money, (DSOM)
      The Pros and Cons of Hitch Hiking Part 11 (5:06 am? Every Stranger's Eyes),
      (TPACOH)
      Perfect Sense (Parts I and II), (ATD)
      The Bravery of Being Out of Range, (ATD)
      It's a Miracle, (ATD)
      Amused to Death (ATD)
      Brain Damage, (DSOM)
      Eclipse, (DSOM)
      Comfortably Numb, (TW)
      Each Small Candle (ITF)

      Wykonawcy :
      Doyle Bramham II : gitara, spiew
      Graham Broad : perkusja
      John Carin :keyboards, pedal-steel, gitara, spiew
      Andy Fairweather Low : gitara, gitara basowa, spiew
      Kattie Kissoon : spiew
      Susannah Melvoin : spiew
      PP Arnold :spiew
      Andy Wallace : organy hammonda, keyboards
      Roger Waters : gitara basowa, gitara, spiew
      Snowy White : gitara
      Norbert Stachel : saksofon


      Komentaz

      A coz tu komentowac, zestaw utworow mowi sam za siebie.
      Wiekszosc najwiekszych kompozycji Pink Floydow znalazla sie w zestawie tego
      koncertu.
      Kilka utworow Watersa z albumu "Amused to Death", oraz specjalnie z okazji tego
      tour napisany finalowy song "Each Small Candle"
      uzupelniaja koncertowe menu. A co do samego koncertu , to mam tylko jedno
      slowo aby go opisac: fenomenalny !
      Tak jest, fenomenalny.
      Zacznijmy od muzykow. Partie gitary wzieli na siebie : Doyle Bramham II, Andy
      Fairweather Low oraz Snowy White.
      Najtrudniejsza rola przypadla dla Doyle Bramham II, mlodego (blusowego !)
      gitarzysty rodem z Austin TX. Austin to, jak wiadomo, swiatowa
      stolica elektrycznego bluesa, gdzie dzialali lub ciagle dzialaja takie slawy
      jak Steve Ray Vaughan, Eric Johnson,
      Jimmie Vaughan. Bramham II to super- utalentowany muzyk, ktory nie tylko
      wspaniale gra na gitarze ( glownie Fender Strat)
      ale nie gorzej spiewa, a w "Money" jako wokalista jest wrecz doskonaly.
      Wszystkie slynne sola gitarowe Gilmoura sa tu odtworzone przez
      niego z niebywala precyzja i z wiernoscia dla oryginalu. Snowy White to
      gitarzysta, ktory rozwinal swoj wlasny,
      bardzo melodyjny, styl grania, ktory idealnie nadaje sie do repertuaru
      Floydow. Snowy gra prawie wylacznie na Les Paul'u ktory ma bardziej miekkie
      brzmienie.
      Ich gra w chorusie to prawdziwa uczta dla wielbicieli gitarowego grania, a
      finalowe solo w "Comfortably Numb" jest po prostu monumentalne.

      Gitarzysta, Andy Fairweather Low to bardzo doswiadczony muzyk, zalozyciel
      znanego w latch 60-tych Amen Corner, wieloletni wspolpracownik Claptona.
      John Carin, multi-instrumentalista, znany ze wspolpracy z Townshendem,
      obsluguje pedal steel guitar, spiewa i gra na gitarze akustycznej.
      Trzy gracje : Kattie, Susannah oraz PP Arnold odtwarzaja znakomicie chorki z
      oryginalnych albumow.

      Waters spiewa i gra gitarze basowej jak za mlodych lat.


      Ogolna jakosc produkcji DVD : 10/10
      Dzwiek w Dolby 5.1 :11/10 ( nieprawdopodobne 3-wymiarowe brzmienie)
      Video : 9/10 , doskonale ujecia z wielu kamer, zblizenia,itd
      Ogolna ocena : Absolutny Klasyk.

      Idealna pozycja dla fanow i tych jeszcze nieprzekonanych, aby dali sie
      przekonac do PF
    • jarecki32 David Gilmour in Concert 25.04.05, 14:44
      DVD " David Gilmour in Concert" zostalo nagrane podczas 2 sesji pomiedzy 2001
      a 2002 w Royal Festival Hall w Londynie.

      Wykonawcy :

      D. Gilmour : gitary, spiew
      Michael Kamen : klawisze
      Chucho Merchan : kontrabas
      Caroline Dale : wiolonczela
      Nick France : perkusja
      12 osobowy chor mieszany
      Goscie :
      Richard Wright
      Bob Geldof
      Robert Wyatt

      Co i jak bylo grane :

      1. Shine on You Crazy Diamond Parts 1-5; Gilmour gra tu na gitarze akustycznej
      i dodaje ambientowe tlo naciskajac na taki wielki pedal.
      2. Terrapin (Barret), swietna kompozycja Barreta, niestety Gilmour spiewa to
      raczej slabo, z wysilkiem i zdzebko falszujac
      3. Fat Old Sun,(Gilmour) tu juz dolacza sie kontrabas , chorki, druga gitara,
      brzmi nieco lepiej niz poprzednie dwa kawalki
      4. Coming Back To Life, ( Gilmour) ; teraz dolacza sie juz perkusja, jest coraz
      lepiej
      5. High Hopes,( Gilmour) najlepsza pozycja tego DVD, przejmujacy podklad na
      wiolonczeli ( rzadko czuje sie te mrowki, ale tutaj jest cale mrowisko)
      6. Je Crois Entendre Encore ( Bizet) Mr Gilmour singing in French !
      7. Smile, (Gilmour, Samson;) Nowa kompozycja Gilmoura, ktory doradza
      bootleggersom " start recording now."
      8. Wish You Were Here, (Gilmour/Waters) akustyczna wersja , kontunuacja holdu
      dla S.B.
      9. Comfortably Numb: totalna porazka: Robert Wyatt spiewa partie Watersa.
      Ale jest to raczej recytacja ( na dodatek z kartki )
      Calosc wypada fatalnie, nawet solo Gilmoura jest malo inspirujace.
      10. Dimming of the Day, (Richard Thompson), ladna piosenka dobrze zagrana na
      gitarze akustycznej.
      11. Shine On You Crazy Diamond Parts 6-8,( Tu slyszymy jak perusista uzywa
      walca z papierem sciernym do produkcji tych szumiacych dzwiekow
      , Gilmour gra pieknie na sliding steel guitar, mocna pozycja koncertu)
      12. A Great Day for Freedom,( Gilmour, Samson) inna nowa piosenka , ale nie
      specjalnie ciekawa
      13. Hushabye Mountain, (Sherman, Sherman) Ladna kolysanka na zakonczenie
      koncertu, znowu z piekna partia wiolonczeli

      Dodatkowe utwory nagrane w 2002
      14. Dominoes, (Barret) Jazzy, Bluessy, delikatna perkusja (szczotki), bardzo
      dobra pozycja w koncercie
      15. Breakthrough, Kompozycja z solo albumu Richarda Wrighta. Wright bardzo
      mocno sie postarzal, jego wokal jest slaby, piosenka taka sobie,
      calosc znowu ratuje gra na cello
      16. Comfortably Numb ( niestety anty-klimatyczne zakonczenie kocertu, tym razem
      partie Watersa wykonuje sir Bob Geldof.
      I ponownie jest ona odspiewywana z kartki (!). Mozna by bylo oczekiwac, ze
      Geldof sie troche przygotuje do tego wystepu.
      Nic z tych rzeczy. Myli mu sie timing, ma klopoty z melodia. Obrazliwe dla
      wiernych fanow tego przepieknego utworu )


      Wrazenia ogolne:
      Kameralna jak na standardy Pink Floyd sala, absolutnie unplugged Gilmour
      koncert, tylko z malymi wyjatkami
      Proba, nowych, bardziej klasycznych aranzacji niektorych utworow Floydow (to na
      plus)
      Przesliczna wiolonczelistka ( choc chyba sto symfonii na pamiec juz znam, wciaz
      do filharmonii gnam bo tam...)
      Przypomnienie dwoch ladnych kompozycji S.B, ktoremu sam D.G tak duzo
      zawdzieczal ( tez na plus)
      Generalnie slaba forma wokalna i malo przekonywujace wykonastwo na gitarze
      Fatalne wystepy gosci (szczegolnie Roberta Wyett'a , ktory wyglada jak 100-
      letni pustelnik, zmuszony do roli atrakcji koncertu)



      Ogolna jakosc produkcji DVD : 7/10
      Dzwiek w Dolby 5.1:8/10
      Video : 6/10

      Ogolna ocena :

      Jesli jestes super fanem Pink Floyd, nie masz wyboru : kupuj,
      jesli jestes so-so fanem, mozesz sobie ta pozycje podarowac
      • pagaj_75 Re: David Gilmour in Concert 25.04.05, 15:03
        jarecki32 napisał:

        > 12. A Great Day for Freedom,( Gilmour, Samson) inna nowa piosenka , ale nie
        > specjalnie ciekawa

        ? Jaka nowa? Przeca to z "Division Bell"...
        • jarecki32 Re: David Gilmour in Concert 25.04.05, 15:30
          Pagaj_75 napisal:
          Jaka nowa? Przeca to z "Division Bell"...

          No faktycznie, ale Gilmour cos balakal about "new song". Pewnie mial na mysli
          inna interpretacje. Dzieki za sprostowanie.
    • jarecki32 Re: Muzyka na DVD : House of Yes 04.05.05, 20:25


      DVD "House of Yes" nagrane w House of Blues, Las Vegas, Nevada, USA w 1999.

      Zespol:

      Jon Anderson (spiew)
      Steve Howe (gitary i spiew)
      Chris Squire (gitara basowa i spiew)
      Alan White (perkusja i spiew)
      Billy Sherwood (gitara i spiew)
      Igor Khoroshev (klawisze i spiew).

      sala koncertowa to, jak na standarty Yes, niewielkie pomieszczenie (moze jakies
      1000 dusz jak dobrze upchac)
      z przecietna akustyka, niestety.

      Zawartosc

      1. YOURS IS NO DISGRACE (Bill Bruford/Steve Howe/Tony Kaye/Chris Squire/Jon
      Anderson) 13:03 , (Yes Album , 1971)
      Klasyk z repertuaru Yes,
      Howe gra tu na swoim przewodnim instrumencie : Gibson ES-175 (1964) , a to
      oznacza, ze bedzie bardzo "art"
      i "progressive", Squire wtoruje na swoim nie-do-zdarcia Rickenbacker 4001.

      2. TIME AND A WORD (Jon Anderson/David Foster) 0:58 (Time and a Word,
      1970)
      , tutaj tylko jako krotki przerywnik ( slychac tu, ze spiewajac w nizszych
      rejestrach Anderson czuje sie znacznie mniej komfortowo)

      3. HOMEWORLD (Jon Anderson/Steve Howe/Billy Sherwood/Chris Squire/Alan
      White/Igor Koroshev) 9:44
      (The Ladder, 1999)
      Howe przesiada sie na Fender Telecaster, nieomylny znak, ze bedzie
      mniej "art" , a bardziej " rock",
      czyli bardziej jak na 90125


      4. PERPETUAL CHANGE (Jon Anderson/Chris Squire) 10:48 , (Yes Album, 1971)

      I ponownie klasyczny repertuar Yes, wielominutowy art rock, w porownaniu
      do 'Yours is no Disgrace' mniej porywajace wykonanie


      5. LIGHTNING STRIKES (Jon Anderson/Steve Howe/Billy Sherwood/Chris
      Squire/Alan White/Igor Koroshev) 5:07 ,( Ladder )

      Cos nowego, Yes grajacy w poludniowym, radosnym klimacie ( klasyczna giara,
      marimba, i w tym stylu)

      6. THE MESSENGER (Jon Anderson/Steve Howe/Billy Sherwood/Chris Squire/Alan
      White/Igor Koroshev) 6:39 ( Ladder )

      Utwor poswiecony Bobowi Marley'owi ale nie calkiem w rytmie reggae za to
      bardziej funky, niezla pozycja na DVD

      7. RITUAL - NOUS SOMMES DU SOLEIL (Steve Howe/Chris Squire/Rick Wakeman/Alan
      White/Jon Anderson) 0:59 ,
      ( Tales from Topographic Oceans, 1973); ponownie to tylko w roli przerywnika.


      8. AND YOU AND I (Jon Anderson/Bill Bruford/Steve Howe/Chris Squire)
      11:22

      Howe pokazowo i duzo gra tutaj na swoim Fenderze Dual Pro' Steel.

      9. IT WILL BE A GOOD DAY (THE RIVER) (Jon Anderson/Steve Howe/Billy
      Sherwood/Chris Squire/Alan White/Igor Koroshev) 6:28
      (Ladder), utwor zadedykowany zonie Andersona, piekna, bardzo melodyjna i
      wspaniale wykonana kompozycja.
      Zdecydowanie lepsza wersja od tej albumowej.


      10. FACE TO FACE (Jon Anderson/Steve Howe/Billy Sherwood/Chris Squire/Alan
      White/Igor Koroshev) 5:32; (Ladder)

      I ponownie wykonanie ciekawsze od albumowego, fantastyczna linia basu Squire'a.

      11. AWAKEN (Jon Anderson/Steve Howe) 17:34 (Going for the One, 1977)

      Najdluzszy utwor z tego DVD. Tutaj Maestro Squire musi uzyc swojego super-
      specjalnego instrumentu,
      3-gryfowego basu : (AADDGG; EADG (fretted); EADG (fretless))
      A sam utwor to kwintesencja art-rocka na najwyzszym poziomie. Khoroshev uzywa
      tutaj wszystkich z 9 keyboardow
      organy Hammonda i klasyczny fortepian wlaczajac.


      12. YOUR MOVE/I'VE SEEN ALL GOOD PEOPLE (Jon Anderson/Chris Squire) ,
      7:27, (Yessongs, 1973 )
      Taki raczej 'anti-climax'

      13. CINEMA (Jon Anderson/Alan White/Tony Kaye/Trevor Rabin/Chris Squire)
      1:57 ( 90125, 1983)
      Pierwszy kawalek na bis, krociutki i taki sobie.

      14. OWNER OF A LONELY HEART (Jon Anderson/Chris Squire/Trevor Rabin/Trevor
      Horn) 6:03 (90125 )

      No a to to juz jest prawdziwy bis, przynajmniej jak na Las Vegas. Rockin' and
      Rollin' man !

      Wersja o niebo lepsza od tej rabinowej ( choc tamta nie byla zla), Sherwood gra
      i riff i solo, ale potem dolacza sie
      Howe na swoim rubinowym (czerwonym chcialem powiedzec) Les Paulu i jest dobrze.

      15. ROUNDABOUT (Jon Anderson/Steve Howe) 7:40 (Fragile, 1972 )

      Na sam koniec jeszcze jedno cacko wygrane przez Howe'a na jego ESce. Wokalne
      chorusy , gra Squire'a (300 km/godz)
      to trzeba zobaczyc, to trzeba uslyszec aby uwierzyc (skad tyle witalnosci u
      tych 60-latkow ?)



      Ogolna jakosc produkcji DVD : 7/10
      Dzwiek w Dolby 5.1: 8/10
      Video : 7/10



      ====///????////
      Radio jest cudownym wynalazkiem, ktory moga sluchac slepi i ogladac glusi



      • cze67 Re: Muzyka na DVD : House of Yes 04.05.05, 23:21
        Dla kogoś, kto, jak ja, widział Yes na żywo jedynie z wideo zatytułownego
        Yessongs z 1976 bodajże roku, ten koncert może być szokiem. I to bynajmniej nie
        pod względem muzycznym. Squire, który 20 lat wcześniej był szczupłym
        cherubinkiem, w House of Yes prezentuje się jak stateczny (i dobrze odżywiony)
        ojciec rodziny, a White, który wówczas imponował wspaniałą grzywą, na
        wymienionym koncercie już nią nie imponuje...
        Ale muzycznie jest OK. Ten koncert mi się podoba. Szkoda tylko, że Anderson po
        latach spędzonych na scenie nadal nie wie co robić z rękoma kiedy nie śpiewa (i
        nie potrząsa tamburynem)...
        • jarecki32 Re: Muzyka na DVD : House of Yes 05.05.05, 01:09
          jesli chodzi o wyglad to Squire najbardziej zaimponowal mi rozmiarem butow (na
          oko 15-ka). Pewnie musi miec taka solidna podstawe zeby sie z tym 3-gryfowym
          mamutem nie przewrocic.

          $$$$$$$$$$$$$$$

          Pierwszy czlowiek na ziemi nie czul sie samotny bo nie umial liczyc
          • jotesz Re: Muzyka na DVD : House of Yes 07.05.05, 18:10
            pozwolę sobie dodać trzy grosze: obejrzyjcie (i posłuchajcie)dvd Swinging Bach
            nagrane w Lipsku w 2000 roku - ponad dwie godziny Bacha w wykonaniu German
            Brass, Jacques Loussier Trio, Bobbiego Mc Ferrina, Lipskiego Gewandhausu i paru
            innych wykonawców - tam nikt nie fałszował...
    • jarecki32 Re: Muzyka na DVD; recenzje 06.06.05, 02:02


      Mija okragla rocznica festiwalu gitarowego grania "Crossroads" zorganizowanego
      przez Erica Claptona. Idea tego festiwalu bylo
      zgromadzic jak najwiecej liczacych sie obecnie gitarzystow i ich zespoly na
      kilku scenach w Dallas, Texas a wplywy ze sprzedarzy
      biletow, plyt i pamiatek przeznaczyc na centrum terapii dla ludzi cierpiacych
      na chorobe alkoholowa : Crossroad Centre, Antigua.
      A wiec zbozny cel i cale mnostwo dobrej muzyki.


      Lista uczestnikow festiwalu, ktorych wystepy byly rozplanowane na trzy dni jest
      zaiste imponujaca:

      Johnny A, Vishwa Mohan Bhatt , Jeff “Skunk” Baxter, Jeff Beck
      Roscoe Beck, Nuno Bettencourt, Booker T & the MGs, Doyle Bramhall II
      James Burton, John Calarco, J.J. Cale, Jonathan Cain
      Larry Carlton, Del Castillo, Eric Clapton, Rusty Cooley
      Robert Cray, Mike Cross, Sonny Curtis, Bo Diddley
      Jerry Douglas , Doyle Dykes, Honeyboy Edwards, Ramblin' Jack Elliot
      \Tony Franklin, Vince Gill, Bob Glaub, Jay Gordon ,
      Buddy Guy,. David Hidalgo, Peter Huttlinger
      David Johansen , Eric Johnson, Lawrence Juber , Nishat Khan
      BB King, Greg Koch, Jedd Hughes , Sonny Landreth
      Jonny Lang, Robert Lockwood Jr., George Lynch
      John Mayer , John McLaughlin, Pat Metheny, OHM
      Buck Page, Tommy Shaw, Robert Randolph, Duke Robillard
      Carlos Santana, Neal Schon , Marc Seal, Paul Reed Smith
      Norm Stephens, Styx , Marty Stuart, Hubert Sumlin
      James Taylor, Luther Tatum, Andy Timmons Band , Dan Tyminski
      Steve Vai , Jimmie Vaughan, Joe Walsh, Tappy Wright
      James Young, ZZ Top

      a wiec za wyjatkiem klasyki i najbardziej ciezkiego rocka wszystke style mialy
      tu swoich reprezentantow.
      Na podwojne DVD (Eric Clapton Crossroads Guitar Festival) zmiescily sie
      zaledwie 34 utwory (okolo trzech godzin grania).
      Wielu gosci z najwywszej polki niestety sie zalapalo ( Jeff Beck, Greg Koch,
      Pat Metheny)

      Ale ma byc o tych co sie zalapali, a wiec po kolei wedlug stylu grania :

      Blues - ( zgodnie z oczekiwaniem najbardziej liczna reprezentacja)

      E. Clapton, Doyle Bramhall II graja "Cocaine " , bardzo dobre, dynamiczne
      wykonanie
      Robert Lockwood jr , chyba najstarszy wykonawca ( moze ma ze sto lat)
      Honeyboy Edwards, (okolo 85 lat and still going !)
      Hubert Sumlin, tez nie mlodzik (na oko okolo 80-tki), brawo za wytrwalosc i
      entuzjazm
      Buddy Guy, prawdziwy showman i ciagle bardzo sprawny technicznie
      Jimmie Vaughan, no coz, dla mnie Jimmie to byl zawsze brat Steviego, moze
      troche niesprawiedliwie
      BB King ( wystapil razem z Claptonem, Buddy Guy i Jimmie Vaughan) zawsze
      niezawodny, zawsze ten sam
      James Taylor , James i blues ? A jakze, a scislej Steamroller Blues, Joe Walsh
      pomaga na gitarze
      Robert Cray, fenomenalny gitarzysta i bardzo dobry wokalista jazzowo-bluesowy
      na wierzcholku swojej kariery
      Jonny Lang, super-talent wykanczany na raty przez "Major Labels" grajac radio
      friendly stuff
      David Hidalgo, gitarzysta i wokalista Los Lobos, "Neighborhood" znakomite
      wykonanie
      Joe Walsh, troche juz podstarzaly klownujacy (za dwa lata stuknie mu 60-
      tka) , ale nadal wyborny muzyk (Funk 49)

      Blues/Rock
      JJ Cale wykonuje "After Midnight" , Clapon przygrywa z nim wpatrzony z
      zachwytem w maestro Cale


      Bluegrass
      Dan Tyminski, Ron Block ; Pamietacie film braci Cohen, O Brother, Where Art
      Thou? i ten motyw co "spiewa" Clooney ?
      tak naprawde to spiewa Tyminski ( nie, nie ten Tyminski !) Kapitalny utwor
      wykonany brawurowo przez eksperta od bluegrass guitar

      Folk
      James Taylor, Copperline, spiewa nadal bardzo slodko , a starsze panie w
      kapeluszach wolaja : James, I love you !

      Gitara Hinduska
      Vishwa Mohan Bhatt, przedziwna gitara z brzmieniem przypominajacym sitar

      Country

      Vince Gill, bardzo techniczny ( nieprawdopodobna szybkosc i czystosc gry) i
      dobry glos, Country Super Star

      Jazz
      John McLaughlin, zadedykowal swoj utwor zmarlemu dwa tygodnie przed jego
      wystepem Elvinowi Jonesowi;
      JML troche posiwial ale nadal w doskonalej muzycznej formie
      Larry Carlton,(Jossie) brzmi troche jak Pat, ale jest bardziej funky

      Rock

      Robert Randolph - dla mnie najwieksza rewelacja festiwalu; gra na pedal steel
      guitar w zupelnie wyjatkowy sposob przypominajacy slide guitar a la Greg
      Allman.
      Doyle Bramhall II, czuc fascynacje Hendrixem, duzy talent, dobry glos
      Sanata/Clapton graja Jingo, brzmi jak przed 30-tu laty, czyli dobrze
      John Mayer, kolejny mlody talent, oby go nie zrujnowali tak jak K.W. Shepperd,
      czy J. Lang
      Steve Vai, I'm the hell outta here, cyrkowe wykonanie w tempie karabinu
      maszynowego, najwieksza niespodzianka/odkrycie : Tony MacAlpine niby
      klawiszowiec ale bardziej ekspert gitarzysta nie gorszy od Vai (!) , watch this
      guy !!
      Eric Johnson , Desert Rose; Eric ma juz chyba swoja kariere z gorki, gra bez
      entuzjazmu, chyba juz sie zmeczyl
      ZZ Top, czemu zawsze daja ich na koniec, czyzby sugestia nazwy zespolu ?, graja
      swoje najstarsze kawalki, Tush i La Grange, brody juz nieco przerzedzone, ale
      fun ciagle ten sam.


      Suma, sumarum : uczta dla muzycznych zmyslow, nie tylko dla fanow gitarowego
      grania
    • jarecki32 Paul McCartney : In Red Square 19.06.05, 02:36
      Ten wlasnie wypuszczony na rynek DVD to zapis pobytu McCartneya w Moskwie i St.
      Petersburgu w maju 2003. Program DVD jest bardzo urozmaicony.
      Material przewodni to nagranie z koncertu na Placu Czerwonym. Ale w tym ponad
      3-godzinnym DVD jest duzo wiecej frapujacego materialu.
      Chociazby wywiady z weteranami rosyjskich fanow Beatelsow, wywiady z
      historykami i socjologami na temat wplywu muzyki the Beatles na swiatopoglad
      mlodych
      Rosjan w czasach komuny. Jeden z nich: Artemy Troistky ukul nawet motto tego
      DVD : "The Beatles have done more for the fall of communism than
      any other western institution " . Bold statement man.
      Jest pokazane spotkanie z Gorbczowem na udokumentowanietej tezy. Gorbi nadaje
      cos o pierestrojce, Paul mu wali ; "You are a great man", Czto ?,
      "You are a great man" upiera sie Paul, Gorbi jest wzruszony, sciskaja sie,
      kamera pracuje.

      Dalej mamy wizyte Paula z jego pania na Kremlu u wujaszka Putina. Krotka
      migawka, pani sie pyta o stanowisko Rosji w sprawie land mines (ponoc jest
      bardzo
      aktywna na tym polu). Putin odpowiada jej cos na okraglo, Paul zaprasza na
      koncert, Putin grzecznie odmawia.
      Przenosimy sie do St. Petersburga. Tam McCartneyowie maja bardzo bogaty
      program. W konserwatorium Paul otrzymuje honorowy doktorat. Jest wzruszony i
      dumny.
      Pozniej odwiedza sierociniec, ktory jest jednym z jego najwazniejszych
      projektow charytatywnych. Spotyka sie z dziecmi, razem graja i spiewaja.
      Dalej jest wizyta w szkolce muzycznej. Chor pieknie spiewa "Yesterday", chlopak
      jeszcze lepiej gra na gitarze klasycznej, Paul jest zachwycony.
      Wizyta w Hermitarzu. Tutaj Paul cos malo blyskotliwie komentuje, ze "oni"
      patrzcie, sa tacy sami jak"my", czyli maja piekna kulture.
      Na koniec koncert, ale o tym pozniej.

      Wracamy do Moskwy, gdzie odbyl sie "In Red Square" .

      Jaki byl ten koncert ? : Zajebisty (szybko sie ucze ?)

      Zestaw piosenek: Getting Better, Band on the Run, Can't Buy Me Love, Two of
      Us, I Saw Her Standing There,
      We Can Work It Out, I've Just Seen a Face, Live and Let Die, Let 'Em In, Fool
      on the Hill, The Things We Said Today,
      Birthday, Maybe I'm Amazed, Back in the USSR, Calico Skies, Hey Jude, She's
      Leaving Home, Yesterday, Let It Be, Back in the USSR (reprise)

      Wielka scena na srodku placu, wokol te cerkwie, Kreml, gigantyczne telebimy i
      Paul rozpoczyna (przed zmrokiem) z Gettin Better, w momencie
      jak dochodzi do "Fool on he Hill" zaczyna zapadac zmrok ( on spiewa : "see the
      sun is going down"), niesamowite.
      McCartney spiewa Calico Skies i oto niespodzianka, Putin z obstawa pojawia sie
      na koncercie, Paul mowi : welcome new audience, hush, hush.
      Hey Jude : zbiorowe wykonanie, wszyscy pieknie sie kolysza, zapalniczki w
      gorze. A w ogole to migawki z widowni chyba nawet lepsze niz ze sceny.
      Najfajniejsza byla obstawa Putina : rozbawiona, roztanczona (sam Putin sztywny
      choc usmiechniety).
      Kogo na tej widowni nie bylo : magnaci naftowi, panie w garsonkach, riebiata,
      robotnicy zmianowi, modelki w makijazach, dyrektorzy bankow , 100 tys.
      regularnych fanow,
      a wszyscy roztanczeni, spontaniczni, zachwyceni, wzruszeni.

      Koncert w StPetersburgu byl rownie dobry, ale moze ogranicze sie tylko do play
      list:

      Jet, Got to Get You Into My Life, Flaming Pie, Let Me Roll It, Drive My Car,
      Penny Lane, Get Back, Back in the USSR,
      I've Got a Feeling, Sgt Pepper's Lonely Hearts Club Band/The End, Helter
      Skelter (first live performance !, and how great it was !)

      Aha, zapomnialem dodac: muzycy dali z siebie wszystko.
      • pszemcio1 Pearl Jam - Live at the Garden 17.02.06, 20:39
        "Live at the garden" to gratka nie tylko dla fanów. Materiał zdominowany przez
        Riot Act, ale te kawałki są tak zagrane, że nawet Ci którzy tego albumu nie
        lubią , nie zawioda się. I w ogóle koncert z utworu na utwór coraz bardziej sie
        rozkręca. Edek mimo że juz nie pierwszej młodosci, nadal ma dzikośc w oczach.
        Miny , gesty, zangażowanie , emocje...no cacus po prostu. Reszta zespołu tez
        kapitalnie sobie poczyna (ech te solówy Mike'a). Fantastyczne wykonanie
        Daughter z Benem Harperem (pojawi sie raz jeszcze zresztą). Cudnie zgrane
        covery, pięknie wykonane Black (jak zawsze), ale i rzadziej grane In My tree
        czy All those yesterdays. Kapitalne, moje ulubione killery: Spin the black
        circle i Save you. W sumie mało materiału z dwóch pierwszych płyt ale wierzcie
        że nie brakuje ich zbytnio. Koncert przeszedł moje oczekiwania (a byłem
        przeciez na ich dwóch występach). Polecam!!!

        ps. a wśród dodatków m.in. fragmenty wystepów w których Edek bezcześci maskę
        Busha. Odpadłem
        • pszemcio1 Re: Pearl Jam - Live at the Garden 08.03.06, 18:48
          kupiłem "Imagine' (special edition) więc w najblizszym czasie cos napiszę
          (pewnie głównie o dodatkach bo film pewnie wsyscy widzieli:)
          • cze67 Re: Pearl Jam - Live at the Garden 09.03.06, 09:36
            pszemcio1 napisał:

            > kupiłem "Imagine' (special edition) więc w najblizszym czasie cos napiszę
            > (pewnie głównie o dodatkach bo film pewnie wsyscy widzieli:)

            O! super. Będę wyglądał z niecierpliwością:-)
Pełna wersja