Jaki piękny początek czerwca

04.06.05, 23:00
Cztery dni i cztery piękne płyty mi się pod rękę nawinęły. Zapowiada się
piękny czerwiec (pomijając burzę za oknem, lepszą zresztą od upałów).

# The National - Alligator. Śliczne melodie (tak, właśnie w
ten sposób albumy same powinny zwracać same na siebie uwagę, odrywać od
innych zajęć, narzucać się - po prostu dobrą melodią), świetny nastrój -
niby trochę smutny, ale pogodny, no i niezły rozrzut - od utworu początkowego,
do tego jakby post-rockowego Mogwaia pod koniec jest tak daleka droga... Chyba
nie ma tu utworu, którego obecność można by uznać za zbędną, bo każdy coś
fajnego w sobie ma. Na początku myślałem, że oni mają refreny w miejscu
zwrotek i na odwrót, ale teraz już wiem, że oni mają same refreny.

# Six Organs of Admittance - School of the Flower. Jak dla mnie mała
rewelacja, jedna z ciekawszych i ładniejszy tegorocznych płyt które w tym roku
poznałem. Gitara akustyczna, gitara akustyczna, i gitara akustyczna. I jej
niekończące się hipnotyzujące pętle. Delikatne, bo Chasny gra palcami. A
oprócz tego jakieś drony w tle, jakieś szalone hałasy perkusyjne - niczym z
Supersileny - znów tylko w tle, aczkolwiek fantastycznie burzą tę
strunową pajęczynkę. W utworze tytułowym na przykład przez kilka
minut układaną, a w czasie kolejnych kilku niszczoną (w sumie
>13). Symbolicznie Chasny coś czasem zaśpiewa, i jest to fajne urozmaicenie,
choć specjalnego głosu nie ma.
Na najładniejsze płyty natrafia się chyba najczęściej przypadkowo. A może po
prostu to taka autosugestia, i po prostu najbardziej lubimy to, co sami
znajdziemy?

# Smog - A River Ain't Too Much To Love. Mniej minimalistyczny, ale chyba
nadal minimalizm - znów na gitarę akustyczną, ale już równie ważny głos
(dojrzalszy Eddie Vedder? młodszy o dwadzieścia lat Cash?). Bo są to jednak
piosenki na gitarę i głos, plus czasem uzupełniające aranżację inne
instrumenty. Coś dla tęskniących za klimatem "Is A Woman" czy własnie Cashem,
tyle że jest to mniej 'wysublimowane' niż Lambchop, a wokalista znacznie mniej
charyzmatyczni niż Cash - ale przecież to są niedoścignione ideały. Co tam, i
tak jest pięknie.

# Arcade Fire - Funeral. Czyli wreszcie coś ze "starszych" rzeczy. Bardzo
dziękuję za przypomnienie w majowym wątku, fantastycznie melodyjna płytka. Z
jednej strony smutna, z drugiej przecież bardzo żywiołowa. Nie będę się
rozpisywał, bo 99% z Was zna to na pamięć. Chciałbym tylko zwrócić na wokalne
(zarówno barwa, jak i styl śpiewania, jak i charakter melodii) nawiązania do A
Silver Mount Zion - w końcu również Kanadyjczyków. Przy okazji pojawia się też
symbolicznie Godspeed(!YBE)z płyty Yanqui UXO (ten disco kawałek) - w
zakończeniu "Crown of Love" bodajże. Bardzo ładna płytka, raz jeszcze dzięki!

ex

n.p. akustyczne buddyjskie mantry gitarowe Six Organs...
    • ilhan Re: Jaki piękny początek czerwca 04.06.05, 23:11
      Cieszy mnie, że wspaniała płyta The Arcade Fire jednoczy forumowiczów w zachwycie (trochę przesadzam, ale tylko trochę).

      Ech, pamiętam ten wieczór, to było gdzieś w trzeciej minucie pierwszego przesłuchania tego kawałka:

      • Re: 50 ulubionych albumów lat 90-tych
      ilhan 13.09.2004 21:17 + odpowiedz

      OT: Zespół The Arcade Fire rządzi!!! Ściągnijcie to:
      www.arcadefire.com/html/rebellion.wma
      • jazzkam Re: Jaki piękny początek czerwca 05.06.05, 00:12
        lata lecą a ja dalej "nie dostrzegam fenomenu zespołu arcade fire"

        nie no, trochę dostrzegam. ; )
        • kwiat_paproci Re: Jaki piękny początek czerwca 05.06.05, 09:01
          bo widzisz, kolego, to przychodzi z wiekiem. Będziesz taki stary jak ja, to
          też zaczniesz dostrzegać fenomen Arcade Fire ;)
          • pagaj_75 Re: Jaki piękny początek czerwca 05.06.05, 10:08
            kwiat_paproci napisała:

            > bo widzisz, kolego, to przychodzi z wiekiem. Będziesz taki stary jak ja, to
            > też zaczniesz dostrzegać fenomen Arcade Fire ;)

            Eeeeeej, to może mnie, staremu dziadowi ;)), wytłumacz fenomen AF? Bo ja też nie
            kumam. Owszem, płyta jest ładna, fajna, parę miłych uchu momentów, ale żeby się
            tym jarać, jakby to było niewiadomo-co - tego nie rozumiem. Serio.
            • kwiat_paproci Re: Jaki piękny początek czerwca 05.06.05, 10:57
              chyba nie jestem upoważniona do tego, żeby wyjaśniać pojęcie "fenomen AF", bo
              ja tego w ten sposób nie odbieram ;) Płyta mi się po prostu bardzo, bardzo
              podoba, bo jak słusznie zauważył pytajnick, jest melodyjna i jest smutna. We
              mnie gdzieś głęboko zakorzenione jest uwielbienie dla pięknych melodii, a sama
              jestem typem dość melancholijnym, więc wszystko mi tam pasuje :) A że jest
              wyjątkowa, oznacza to dla mnie, że często mam ochotę do niej wracać.
              • pagaj_75 Re: Jaki piękny początek czerwca 05.06.05, 11:46
                hmmm... rzecz w tym, że ja również lubię melodie i należę do tych typów bardziej
                melancholijnych, a mimo to moja reakcja na "Funeral" jest dość letnia. może to
                nie ten typ smutku, który do mnie trafia. no i przyznaję, że nie przepadam za
                brzmieniem głosu wokalisty.
                • nemrrod Re: Jaki piękny początek czerwca 05.06.05, 16:31
                  Zgadzam się z Pagajem. Również lubię melancholijne melodie. I wydawałoby się, że
                  płyta Arcade Fire ma wszystko, by mi się spodobać - owe melodie, dekadencki
                  klimat, a nawet ładną okładkę i tytuł... A jednak nie trafia do mnie, nie
                  porusza, nie wzrusza, nie chwyta... Jest ładna. I tylko tyle.
Pełna wersja