Dodaj do ulubionych

Dla początkujących, średnio-, i zaawansowanych

14.06.05, 10:48
[Wątek zainspirowany płytą Consonant- s/t i reakcją Pagaja_75 ;)]

Było już polecamy/odradzamy, ale to było o tym co tak w ogóle
polecamy/odradzamy u danego wykonawcy. Co powiecie na wątek o gatunkach w
muzyce, które dobrze znamy, i polecamy dla:

1. Osób, które nigdy nie miały z nimi nic wspólnego (Początkujących) - dobrze
znana klasyka, w miarę łatwa w odbiorze, definiująca gatunek.

2. Osób, które już coś słyszały (Średniozaawansowanych) - też klasyka, ale
może trudniejsza/mniej przystępna/mniej znana, wymagająca trochę znajomości
Rzeczy.

3. Osób, które chcą być ekspertami (Zaawansowanych) - rzeczy, które może
zrozumieć tylko Wtajemniczony.

Taki jakby miniprzewodnik...
Teraz muszę wyjść, ale jak wrócę, to napiszę moje propozycje dla "indie rock"
(ha !).
Obserwuj wątek
      • pytajnick + 14.06.05, 10:54
        B. fajny pomysł. Szczególnie ciekawie sie zrobi, gdy przy niektorych gatunkach
        pojawi sie wiecej opinii i 'przewodnikow'.
        • mgielka83 Re: + 14.06.05, 10:59
          super. Wiele zespołów, o których mówicie, nie znam wcale, bardzo duzo kojarzę z
          nazwy (ma się kolegów:) ) a wiele znam tak "po łebkach"
          Myslę, ze moja wiedza jest (była.. dawno nie słuchałam) w dziedzinie zwanej
          Blind Guardian:)
        • pagaj_75 - 14.06.05, 10:59
          I fajnie gdyby ktoś tym początkującym wyjaśnił z grubsza czego mogą się
          spodziewać. Wiem, że słowami ciężko opisać muzykę, ale czasami warto dla zachęty
          wymienić zalety/wady gatunku.
    • braineater Re: Dla początkujących, średnio-, i zaawansowanyc 14.06.05, 11:34
      To ja sobie pozwole stestowac problem na 'żywym' przykładzie:

      John Zorn

      dla początkujących:
      Bar Kokhba: Circle Maker i Zevulon - doskonałe wprowadzenie w neoklezmerkę,
      przecudowne suity na kwartet smyczkowy, najlepszy wstęp do twórczości
      kompozytorskiej Zorna, a także do poznania mistycznej muzyki żydowskiej w
      nowoczesnym ujęciu

      Weird Little Boy - czyli John Zorn korzystający z dorobku Glena Branca'y,
      kilkunastominutowe rozbudowane kompozycje na gitary elektryczne, bardzo
      melodyjne i harmoniczne, bliskie dokonaniom Ry Coodera, tylko z wyeliminowaniem
      całego bluesowania

      dla średniozaawansowanych:
      Masada - najbardziej jazzowy projekt Zorna, również oparty na muzyce
      klezmerskiej ale wprowadzający elementy totalnie rozimprowizowanej fryty.
      Numery o róznej konstrukcji, od kilkunastosekundowych jazznoisowych próbek
      dźwięku, po rozbudowane 20 minutowe kawałki oparte na tradycyjnych zydowskich
      melodiach.
      Naked City - krok nastepny po Masadach - po prsotu to samo, tylko 3 razy
      szybciej, trzy razy ostrzej, z 3razy większa energią. Uwaga dla wrażliwych
      dźwiękowo: występują 5 i dziesiecio minutowe ściany dźwięku - głownie gitary,
      przesterowany saxofon oraz generator fal akustycznych.

      dla zaawansowanych:
      Grand Guignol - płyta zawierająca 40 kilka kilkunastosekundowych pomysłów na
      utwory, składających się głównie z pokrzykiwania, speed metalowej perkusji oraz
      saxofonu, który brzmi jakby go ktoś gwałcił we wszystkie otwory naraz.
      Spy vs SPy - jedyna płyta Zorna której nigdy nie udało mi się przesłuchać w
      całości za jednym podejściem,sexcja rytmiczna z Napalm Deatch oraz szalony
      Johny z saxofonem, stworzyli siedemdziesiąt minut tak gęstego materiału, że nie
      da się wytrzymać tej nawały dźwięków.

      A na deser płyty dla nikogo:
      John Zorn - Kristallnacht - płyta cudo, której nikt nie słucha i słusznie,
      bowiem w całości skłąda się z 3ch numerów - krótkiego requiem na saxofonie na
      otwarcie, numeru środkowego, trwającego 40 minut i zbudowanego na dźwiękach
      tłuczonych wielkich tafli szkła oraz zsamplowanych nazistowskich przemówień,
      oraz ze smutnej melodii na zakończenie. Jedyna płyta na której naklejkę
      ostrzegająca przed mozliwymi uszkodzeniami słuchu, należy traktowac poważnie.

      Tak to ma wyglądać?:)
      Pozdrowienia:)
      • aimarek Re: Dla początkujących, średnio-, i zaawansowanyc 14.06.05, 12:20
        braineater napisał:

        > Naked City - krok nastepny po Masadach - po prsotu to samo, tylko 3 razy
        > szybciej, trzy razy ostrzej, z 3razy większa energią.

        Trochę mnie zaskoczyło takie zestawienie. "Naked City" w sensie podejścia do
        tworzonej muzyki - jazdy po rozmaitych obszarach kultury popularnej, cytowania,
        swoistego recyclingu muzycznego (choć to paskudne określenie), "blokowej" metody
        twórczej inspirowanej tymi ścieżkami dźwiękowymi ze starych filmów animowanych -
        wydawało mi się jakby rozwinięciem "The Big Gundown". Masada budzi jednak silne
        skojarzenia z muzyką klezmerską i wydaje się czymś bliższym tradycji
        free-jazzowej. Ale zaznaczam, że mówię tylko o własnych skojarzeniach. Nie znam
        późniejszych płyt Masady i w ogóle w twórczość Zorna dopiero się zagłębiam. Na
        pewno jest to jeden z tych artystów, do których bez przewodnika ciężko się
        zabrać, dlatego fajnie, że naświetliłeś już kilka innych jego płyt. I chyba
        rzeczywiście liczba projektów w jakie zamieszany był ten koleś uprawnia do tego,
        by wydzielić coś na kształt gatunku muzycznego o nazwie zorn :).

        • aimarek Re: Dla początkujących, średnio-, i zaawansowanyc 14.06.05, 12:29
          Aha i rozbawiło mnie jak napisałeś, że "Kristallnacht" to płyta dla nikogo :).
          No ale jest w tym dużo racji. Rzeczywiście to nie jest album, do którego
          chciałoby się wracać szczególnie często. Tym niemniej przesłuchanie tego było
          dla mnie dużym przeżyciem. Chyba nieporównywalnym do niczego innego.
        • braineater Re: Dla początkujących, średnio-, i zaawansowanyc 14.06.05, 13:54
          Przeczytawszy Twój opis Naked City, uznaję, że masz więcej racji niz ja i
          reszcie zgromadzonych polecam sugerowanie się raczej Twoja wypowiedzią niż moją.
          Natomiast co do akcji czy jest gatunek Zorn John, to uroczyście oświadczam -
          JESt. Tak jak jest gatunek Ornette Coleman, gatunek Miles Davies i gatunek, tu
          ukłon w stronę znawców, co mnie nakusili do posłuchania:)Frank Zappa:)
          Pozdrowienia:)
      • nemrrod Re: Dla początkujących, średnio-, i zaawansowanyc 14.06.05, 17:54
        braineater napisał:

        > John Zorn - Kristallnacht - płyta cudo, której nikt nie słucha i słusznie,
        > bowiem w całości skłąda się z 3ch numerów - krótkiego requiem na saxofonie na
        > otwarcie, numeru środkowego, trwającego 40 minut i zbudowanego na dźwiękach
        > tłuczonych wielkich tafli szkła oraz zsamplowanych nazistowskich przemówień,
        > oraz ze smutnej melodii na zakończenie. Jedyna płyta na której naklejkę
        > ostrzegająca przed mozliwymi uszkodzeniami słuchu, należy traktowac poważnie.

        Chyba masz jakąś hardkorową wersję tej płyty dla zaawansowanych, a ja, jako
        początkujący, mam wersję light, która składa się z 7 utworów, a odgłosy
        tłuczonych szyb trwają niecałe 12 minut... :|
        Zgadzam się, że to nie jest płyta no co dzień, jednak polecałbym absolutnie
        każdemu zmierzenie się z nią.
    • tomash8 Re: Dla początkujących, średnio-, i zaawansowanyc 14.06.05, 14:22

      Thrash metal:)
      1. Dla początkujących:
      1. Metallica - "Master of puppets"
      2. Metallica - "Ride the lightening"
      3. Slayer - "South of heaven", "Reign in blood" oraz "hell awaits"
      4. Testament - "The legacy"
      5. Exodus - "Tempo of the damned"
      6. Megadeth "Rust in peace"

      Jak ktoś tego nie załapie, niech sobie da spokój...

      2. Dla średnio zaawansowanych:
      Megadeth "Peace sells..."
      Metallica - "...And justice for all", "Kill'em all"
      Slayer "Show no mercy", "Seasons in the abyss"
      Kreator "pleasure to kill", "coma of souls", albo dwie ostatnie: "Enemy of god",
      "Violent revolution"
      Exodus "Bonded by blood"
      Overkill "Horrorscope"
      Annihilator "King of the kill"
      Quo Vadis "Quo vadis"
      Testament "The gathering"
      Exumer "Possessed by fire"
      Anthrax "Among the living"

      3. Dla wybranych: cały nurt techno - thrash, czyli np. Coroner "Mental vortex"
      wczesne albumy Voivod, Geisha goner "Catching broadness", Hammer "Hammer(na
      zachodzie jako "Sherman"), Sadus "Vision of misery", Flotsam and Jetsam

      Niemieckie rąbanki typu Sodom, Destruction, Tankard, Holy Moses. Vendetta.
      No i mniej znane amerykańskie: Death angel, Dark angel, Heathen...
      polskie Horrorscope(zw. "The crushing design") i the No - Mads("No hush till
      thrash") też są wartę poznania.
          • tomash8 Re: Dla początkujących, średnio-, i zaawansowanyc 14.06.05, 19:08
            mgielka83 napisała:

            > he he z thrash metalu znam po trochu ze wszystkich działów:)
            > No-madsów poznałam osobiście, chociaz oni pewne tego nie pamietają, ostra była
            > impreza:)

            Nie bój właśnie oni wszystko pamiętają:D najlepsza była polsko - niemiecka
            impreza integracyjna po koncercie No - Madsów z niemieckim Nuclear Warfare w
            Chorzowie... ale ta kapela jest dość ciekawa dlatego, że mimo iż grają ten
            prostszy "germański" thrash, to muzycy to, chyba można użyć tego słowa, wirtuozi
            . Pojedynki gitarzystów są obłędne, a basista też nieźle zasuwa. Pozdr.

            PS: A thrash fajny jest, bo to prawie to samo co heavy ale bez zbędnego nadęcia,
            a z punkowym wykopem:)
      • obly Re: Dla początkujących, średnio-, i zaawansowanyc 30.09.05, 08:09
        > 3. Dla wybranych: cały nurt techno - thrash, czyli np. Coroner "Mental vortex"
        > wczesne albumy Voivod, Geisha goner "Catching broadness", Hammer "Hammer(na
        > zachodzie jako "Sherman"), Sadus "Vision of misery", Flotsam and Jetsam


        znałem kolesi z Geisha Goner, mielismy próby w jednej kanciapie przez 3 lata
        i kurcze przesiadywalismy u nich na próbach, mieli najsprawniejszą sekcję jaka
        widziałem w polskich klimatach, zero schematów i perkusista wywijał takie
        młynki ze uszy wiazały sie na kokardki i piszczały.
        Poluje na ich drugi materiał który wydali tylko na kasecie ale ni kiego nie
        moge tego zerknac.. (chodzi o "hunting for the human")
        "dywizja Kot" zarzekał sie ze to wyda na CD ale chyba odstąpił
        a "Catching Broadnesc" samo jest mega niespójne ale konkretne kawałki są
        mistrzostwem i potem długo potrzeba czasu by sie przemóc do słuchania innych
        tuzów polskiego metalu.
        • tomash8 Re: Dla początkujących, średnio-, i zaawansowanyc 30.09.05, 09:36
          obly napisał:


          > Poluje na ich drugi materiał który wydali tylko na kasecie ale ni kiego nie
          > moge tego zerknac.. (chodzi o "hunting for the human")
          > "dywizja Kot" zarzekał sie ze to wyda na CD ale chyba odstąpił

          Tomasz Ryłko z tego co wiem ma jakieś duże problemy, więc wytwórnia chyba
          całkiem padła, a szkoda bo wydawał prawie same ciekawe rzeczy(opócz Para Wino
          rzecz jasna) :(. Też szuakm tej kasety, pewnie można to zdobyć tylko w
          zapyziałych sklepikach w jakichś małych miasteczkach...
    • glebogryzarka1 Hip hop, oczywiście... 14.06.05, 16:09
      Powiedzmy, po dziesięć dla każdej kategorii.

      Dla początkujących:

      Guru "Jazzmatazz, vol.2"
      Digable Planets "Blowout Comb"
      Spearhead "Chocolate Supa Highway"
      Ugly Duckling "Journey to Anywhere"
      Mos Def "Black on Both Sides"
      Outkast "Southerplayalisticadillacmusik"
      Dr. Dre "The Chronic"
      Snoop Doggy Dogg "Doggystyle"
      The Roots "Come Alive"
      Digital Underground "Future Rhythm"

      - pozycje z pogranicza hip hopu i jazzu/funku/soulu, w dużej części zagrane;
      melodyjne, kolorowe, lekkie i niezbyt napięte -

      Dla średniozaawansowanych:

      The Pharcyde "Bizarre Ride 2 the Pharcyde" / "Labcabincalifornia"
      De La Soul "3 Feet High and Rising"
      Common "Like Water for Chocolate"
      Jean Grae "Attack of the Attacking Things"
      Masta Ace "Long Hot Summer"
      Roots Manuva "Run Come Save Me"
      Jurassic 5 "Power in Numbers"
      Hieroglyphics "Third Eye Vision"
      Redman "Muddy Waters"
      Slick Rick "Da Art of Storytelling"

      - niewątpliwie czysty hip hop, ale raczej bogato i różnorodnie zaaranżowany,
      miejscami wręcz chwytliwy -

      Dla ekspertów:

      Jeru the Damaja "Wrath of the Math"
      Nas "Illmatic"
      Gangstarr "Moment of Truth"
      Mobb Deep "The Infamous"
      Wu-Tang Clan "36 Chambers"
      EPMD "Business Never Personal"
      Jay-Z "In My Lifetime, vol.1"
      Company Flow "Little Johnny from the Hospital"
      Busta Rhymes "The Coming"
      Diggin' in the Crates "D.I.T.C."

      - przygotujcie się na dominację beatu i mocne słowa w ustach mocnych MC's (w
      przypadku Company Flow tylko na dominację beatu ;>) -

      Dyskusja i zastrzeżenia mile widziane.
      • ton2 Re: Hip hop, oczywiście... 16.06.05, 18:54
        ehm ehm, a wiec to co mi sie rzucilo w oczy to

        w przypadku Commona "LWFC" nie mozna chyba powiedziec, ze momentami jest
        chwytliwy, bo choc na plycie malo przebojow rodem z list przebojow, to cala
        plyta jest milusinska tak, ze nawet mojej mamie pasowala jak jej kiedys
        puszczalem, wiec ja bym ja wlasnie do tej pierwszej kategorii zaliczyl - ja
        nazywam te kategorie "brazowa" i zaliczam do niej mos defa, de la, taliba,
        rootsow, tcq, brand nubian itd - czyli jakby spadkobiercow Native Tongues

        troche tez niepewnie podchodze do jeru i gangstarra w tej kategorii dla
        ekspertow, bo przyznam ze Moment byl jedna z moich pierwszych plyt hh, ktore
        naprawde meczylem i nie znam chyba nikogo, komu by sie nie podobala. niby
        monotonna ale te bity na kazdego dzialaja. jeru, fakt troche trudniejszy, ale
        bez przesady.

        dla mnie w tej trzeciej kategorii jest caly klimat zwiazany z Def Jux - mnie to
        meczy taki hip hop i raczej nie slucham, ale chodzi mi o Mr. Lif, Cannibal Ox i
        takie tam. ciezkie trudne bity, srednio rytmiczny rap - dla mnie mordownia, ale
        niektorzy lubia.

        to taki moj komentarz, mam nadzieje ze nie urazilem, a poza tym i tak nie
        podskocze bo sam mam problem z ulozeniem jakiejkolwiek listy

        pozdrawiam

        aaa, jesli pozwolisz to polskie skomentuje, a wiec przenosze sie dalej
            • glebogryzarka1 Re: Hip hop, oczywiście... 29.08.06, 14:13
              > Dzięki. Swoją drogą - nie uznajesz Cypress Hill za grupę godną uwagi? Dla
              > mnie Black Sunday to płyta co najmniej tygodnia.

              Swoją debiutancką lufkę zaliczyłem przy dźwiękach (bo nie napiszę przecież że
              pod wpływem :>) Black Sunday. Teraz kojarzy mi się ten album z zaszczaną bramą
              przy Hybrydach etc. Głupie, wiem. Obiektywnie, przynajmniej "We Ain't Goin' Out
              Like That" to klasyk.
            • carmody Re: Hip hop, oczywiście... 29.08.06, 14:18
              W początkujących obowiązkowo Dj Shadow! Krush! No i Cypressi też. I The Streets.
              Co do Def Jux, Anticonu, czy też Mush - do początkujących dałbym "Labour Days"
              Aesop Rocka i solowego Sola, a całą resztę wrzucił w zaawansowanych (resztę płyt
              Aesopa też do 3 grupy).
              Osobna kategoria należy się ziomom z cLOUDDEAD. Nie chce mi się rozprawiać czy
              to jeszcze hh, czy już nie - posłuchać trzeba.
              Do zaawansowanych: praktycznie wszystkie Q-Berta i MixMasterMike'a. Koniecznie
              Antipop Consortium "Arythmia".
              • glebogryzarka1 Re: Hip hop, oczywiście... 29.08.06, 15:03
                > do początkujących dałbym "Labour Days" Aesop Rocka

                Do drugiej najwyżej, a najchętniej w ogóle nie. Mnie ten album, mimo
                nienajgorszego chyba przygotowania, trochę męczy, jest spięty i monotonny.

                > W początkujących obowiązkowo Dj Shadow! Krush! No i Cypressi też.
                > I The Streets

                Shadow - nie wiem, dla mnie to jest dla średniozaawansowanych, a z drugiej
                strony wiem, że jarają się nim ludzie w ogóle nie kumający stylu. Ogólnie
                instrumentalny hh to jest WMSO muzyka, przy której albo trzeba się zjarać, albo
                się znać. Krusha za słabo znam, żeby się wypowiadać. Streets nie zaliczajmy do
                gatunku - jeśli jakiś hipotetyczny fan np. indie rocka zacznie od nich i uzna,
                że skoro polubił, to już może jechać dalej - nie pojedzie dalej. Brak
                charakterystycznych elementów nurtu, poza tym, że koleś mówi zamiast śpiewać.
                • carmody Re: Hip hop, oczywiście... 30.08.06, 20:23
                  > > do początkujących dałbym "Labour Days" Aesop Rocka
                  >
                  > Do drugiej najwyżej, a najchętniej w ogóle nie. Mnie ten album, mimo
                  > nienajgorszego chyba przygotowania, trochę męczy, jest spięty i monotonny.

                  Mnie się bardzo podoba. Ja tam nie słyszę spięcia, słyszę niezłą technikę i
                  świetne teksty. Aesop potrafi polecieć sobie spokojnie w takim "Daylight", ale
                  też wystrzelić ultraszybko w "Boombox". Podoba mi się swoista melodyka
                  poszczególnych kawałków, co najwyraźniej słychać właśnie w "Daylight", "Lucy",
                  czy "5-9ers".

                  Co do The Streets - masz rację.

                  > Shadow - nie wiem, dla mnie to jest dla średniozaawansowanych, a z drugiej
                  > strony wiem, że jarają się nim ludzie w ogóle nie kumający stylu.

                  Przy Shadowie upierałbym się, że do początkujących.

                  >Ogólnie
                  > instrumentalny hh to jest WMSO muzyka, przy której albo trzeba się zjarać, albo
                  >
                  > się znać

                  Czyli trzeba być zaawansowanym? W zasadzie, żeby jarać do takich produkcji też
                  trzeba mieć sporo lolków za sobą. Palenie pod takie "Wave Twisters" Q-Berta
                  skończyć się może tak samo źle jak palenie pod najbardziej postmodernistyczne
                  wypiardy Zorna. Przesadzam tylko trochę...
    • pytajnick Uwaga techniczna 14.06.05, 19:10
      Ponieważ zapowiada się spory wątek (oby), który może osiągnąć niezłą wartość
      ponadczasową wręcz, dobrym pomysłem byłoby zaznaczanie w temacie o czym się pisze.

      Przy szerszej dyskusji, jak teraz przy Zornie (bardzo fajnej), kilkanaście razy
      "Dla początkujących, średnio-, i zaawansowanych" w temacie niewiele mówi, a
      można by z tego wątku zrobić naprawdę fajny przejrzysty przewodnik po gatunkach.
    • janek0 indie rock 15.06.05, 11:23
      Oczywiście, że nie potrafię powiedzieć, co to jest indie rock. Definicja może
      być tylko przez wskazanie, co też niniejszym czynię.

      Dla początkujących:

      1. Pavement - Slanted & Enchanted.
      Klasyka klasyki. Jakbym miał podać jedną płytę, najważniejszą dla indie rocka,
      to by to była właśnie ta.

      2. Sonic Youth - Bad Moon Rising.
      Z innej beczki niż Pavement, i to zupełnie innej. Bliżej im do nowojorskiej
      awangardy niż do takich Beach Boysów, ale ta płyta też określa ten dziwny
      feeling płyt indierockowych. Nie jest to moja ulubiona płyta SY (wolę
      późniejsze), ale chyba jest najbardziej charakterystyczna dla Kim i kolegów.

      3. Pixies - Doolittle.
      Można dyskutować, czy to indie rock. Ale bez Pixies by nie było indie, kropka.
      Myślę, że właśnie Pixies zawdzięczamy charakterystyczny brudek wielu płyt
      indierockowych.

      4. Apples in Stereo - Fun Trick Noisemaker
      To jest pierwsza płyta, która mi przyszła do głowy, jak się zastanawiałem, co by
      mogło być dla początkujących. Stosunkowo melodyjna, i w sumie nietrudna w
      odbiorze. Ladies and gentlemen, we're floating...

      5. Sebadoh - III
      Łatwiejsza od bardziej zadziornej "Bakesale", ale też bardziej subtelna. Można
      przy tym prowadzić samochód nie powodując (zbyt wielu) wypadków. Ciągle jednak
      indie: nawet ballady na tej płycie są jakieś "inne", niepokojąco-męczące
      (świetne "Total Peace").

      6. Galaxie 500 - This is our music
      Też z tych łatwiejszych, tym razem raczej kojąco-łagodna, niż energetyczna.

      7. Eleventh Dream Day - Praire School Freakout
      Powolnie energetyczna płyta: testosteron się wylewa uszami, ale wszystko jest
      pod całkowitą kontrolą. Coś jakby Mick Jagger w pasie cnoty. Muzycznie, ta płyta
      jest mocno tradycyjna, siedzi korzeniami w bluesie (piosenki zbudowane na
      zasadzie: zwrotka-refren-zwrotka-solówka !!!), ale przekaz jest zupełnie ponad
      formą.

      8. American Analog Set - From Our Living Room to Yours
      Klimat podobny do Galaxie 500, analogowo-elektroniczno-gitarowy. Najlepszy
      moment to "Diana Slowburner", z charakterystycznym motywem.

      Dla średniozaawansowanych

      1. Yo La Tengo - And Then Nothing Turned Inside-Out. (albo May Sing With Me albo
      Painful jeśli wolisz ostrzejsze granie).
      Mam absolutnie osobisty stosunek do YLT, a to za umiejętność sprzedania
      "przekazu" wynikającą z całkowitego braku umiejętności jego sprzedawania. We Are
      The Champions (nie ma tego na tej płycie) w ich wykonaniu zgrabnie pokazuje, o
      co tu chodzi. Ale nie wszyscy chyba potrafią zauważyć w czym rzecz - większość
      recenzentów chóralnie zjechała bardzo dobre "Summer Sun", że nudne i
      nieenergiczne. A YLT wymagają wrażliwości. Dlatego dla średniozaawansowanych.

      2. American Music Club - Everclear
      Też z pozoru banał. Płyta przechodzi od delikatnych songwriterskich pomrukiwań,
      przez pseudocountrowe zagrywki z wykorzystaniem banjo, mandoliny i tp urzadzeń,
      do bardziej sterylnego, nieosobistego, przestrzennego brzmienia. W sumie
      niewiele typowych udziwnień, ale znowu rzecz jest we wrażliwości.

      3. Neutral Milk Hotel - In The Aeroplane, Over the Sea
      Za to ta płyta jest przeciwieństwem Everclear: jednocześnie melodyjna i
      dziwacznie poplątana, energetyczna i depresyjna, łączy ze sobą piękne harmonie i
      potężne fałsze. Trochę jakby mniej kameralne Microphones. Pagaj, znasz ? Myślę,
      że dopiero przy tym byś mógł się targnąć ;)

      4. Beat Happening - Black Candy.
      Nie jest to łatwa płyta, bo nie jest ładna, a na pewno jest w jakimś sensie
      monotonna. Brzmieniowo jest wręcz koszmarna: gitara w jednym rejestrze,
      melodycznie jest nie lepiej, wokalista i wokalistka są denni. Ale jak ktoś nie
      wróci do tej płyty po pierwszym przesłuchaniu, to ja jestem Dalajlama.

      5. Dinosaur Jr - You're All Living Over Me
      Stosunkowo typowa dla trochę ostrzejszych płyt indierockowych, z nieco
      pokręconym wokalem. Trochę w guście w/w Bakesale Sebadoh.

      6. Royal Trux - Accelerator
      Wariacje na temat energetycznego grania, i eksperymenty brzmieniowe. Mick Jagger
      bez pasa cnoty, ale jeszcze nie Marylin Manson bez pasa cnoty...

      Dla zaawansowanych

      1. Pere Ubu - Dub Housing.
      Beat Happening tylko bardziej. Przede wszystkim, z powodu wokalu, który jest
      dość, well, oryginalny.

      2. Half Japanese - Fire in The Sky
      Radykalnie indie. Jad Fair, bo tak się nazywa główny pan, oraz jego brat, który
      nie wiem jak się nazywa (pewno też Fair), gra, chociaż zupełnie nie umie. Ale
      nie to, że technicznie słaby. Zupełnie nie umie. Wychodzi mu z tego wyrafinowany
      punk, takie KSU dla intelektualistów.

      3. Guided by Voices - Alien Lane
      28 kawałków, średnio po półtorej minuty. Każdy jest inny, i w trochę innej
      konwencji. Trochę tak jakby oglądać kolekcję filmów Zanussiego w przyspieszonym
      tempie: każdy z osobna jest nudny jak cholera, ale skoncentrowany do 5 minut i w
      zestawieniu z innymi daje jazdę bez trzymanki.

      4. Xiu Xiu - Fabulous Muscles
      Mi jest trudno wysłuchać więcej niż dwa-trzy kawałki na raz. Raz, bo męczy
      muzycznie, a dwa, bo męczy emocjonalnie. Mimo to, (a może właśnie dlatego) jest
      to mistrzostwo świata (w męczeniu słuchacza przekazem własnych emocji).

      5. Yo La Tengo - The Sounds of The Sounds of Science
      Zaawansowanie polega tu na tym, że ta płyta została napisana do filmu
      przyrodniczego o różnych stworzeniach, co to żyją w morzu (no wiecie, na
      zasadzie: a teraz życie seksualne koników morskich, plum-plum, a teraz meduza na
      polowaniu, plum-plum). Więc jest to muzyka wybitnie ilustracyjna, łatwo się
      znudzić. Ale z drugiej strony, dzięki temu YLT mogli zrobić "przekaz" bez
      żadnych ograniczeń.

      6. Brainiac - Smack Bunny Baby.
      Podobna historia jak Pere Ubu, tylko bardziej "industrialowe", cięższe brzmienie.
      • pagaj_75 Re: indie rock 15.06.05, 12:00
        janek0 napisał:

        > 1. Pavement - Slanted & Enchanted.

        A posłucham, posłucham ;)

        > 4. Apples in Stereo - Fun Trick Noisemaker
        > Ladies and gentlemen, we're floating...

        Eee, czy to jakieś nawiązanie do arcydzieła Uduchowionych? :)

        > 2. American Music Club - Everclear

        Nad tym myślę od dłuższego czasu, bo mnie Mark E. trochę intryguje, ale nie na
        tyle, żeby zaraz rzucać wszystko inne w cholerę ;)

        > 3. Neutral Milk Hotel - In The Aeroplane, Over the Sea

        Nie znam, rzucę uchem.

        Ale generalnie obawiam się, że estetyka indie-rockowa jest mi z zasady obca, z
        tymi brzęczącymi gitarami, podobnymi do siebie, monotonnymi utworami i (czasami)
        rozmytymi wokalami.

        A teraz szukam wariata, który w podobnie fajny sposób opisze post-rocka.
          • braineater Re: indie rock 15.06.05, 12:21
            Uwagi dwie:
            - porównanie z Zanussim - dostajesz mojego prywatnego Nobla za metaforę
            tygodnia:)
            - Sonic Youth - czy EVOL nie jest własnie bardziej charakterystyczne?
            Przynajmniej moje wrażenie.

            Pozdrowienia:)
          • ilhan Re: indie rock 15.06.05, 12:39
            pszemcio1 napisał:

            > a gdzie modest mouse???

            W moim poradniku byłoby miejsce dla "The Moon & Antarctica", również Built To Spill. Na razie jednak nie przyszedł mi do głowy żaden wyraźnie zarysowany gatunek, który mógłbym tu w podobny sposób opisać (US indie rock nie jest mi aż tak bliski).
            • janek0 Re: indie rock 15.06.05, 12:52
              ilhan napisał:

              > pszemcio1 napisał:
              >
              > > a gdzie modest mouse???
              >
              > W moim poradniku byłoby miejsce dla "The Moon & Antarctica", również Built To S
              > pill. Na razie jednak nie przyszedł mi do głowy żaden wyraźnie zarysowany gatun
              > ek, który mógłbym tu w podobny sposób opisać (US indie rock nie jest mi aż tak
              > bliski).

              Może madchester ? Indie pop ?
            • glebogryzarka1 Re: indie rock 15.06.05, 12:57
              > Na razie jednak nie przyszedł mi do głowy żaden wyraźnie zarysowany gatun
              > ek, który mógłbym tu w podobny sposób opisać

              Brit pop. Pod to i Beatles podpadną, i Jam, i Madness, i Smiths - staaaary,
              TAKĄ listę mógłbyś ułożyć. Ja chcę i poproszę.
              • ilhan Re: indie rock 15.06.05, 13:19
                glebogryzarka1 napisał:

                > > Na razie jednak nie przyszedł mi do głowy żaden wyraźnie zarysowany gatun
                > > ek, który mógłbym tu w podobny sposób opisać
                >
                > Brit pop. Pod to i Beatles podpadną, i Jam, i Madness, i Smiths - staaaary,
                > TAKĄ listę mógłbyś ułożyć. Ja chcę i poproszę.

                Znaczy się tak przekrojowo o brytyjskim popie. Uh, nie będzie łatwo. Ale spróbuję później. (Sam britpop ograniczony do mody z lat 90-tych kompletnie się tu nie nada, bo dla początkujących jest klasyka, a potem zostaje druga liga, która nie jest dla zaawansowanych, tylko dla prawdziwych twardzieli :D).
                  • janek0 Re: indie rock 15.06.05, 15:37
                    ilhan napisał:

                    > Dobra, ja pasuję, naprawdę próbowałem coś ułożyć, ale dwa razy odpadłem na etap
                    > ie "dla zaawansowanych".
                    eetam, nie łam się, tylko dawaj.
                    twardym trzeba być, a nie miękkim !
          • janek0 Re: indie rock 15.06.05, 13:01
            pszemcio1 napisał:

            > a gdzie modest mouse???
            trafna uwaga, chociaż mzd modest mouse jest bliżej do emo, niż korzennego indie ;)
            no, ale jeśli chcesz, to bym to dał dla początkujących.
        • janek0 Re: indie rock 15.06.05, 12:49
          > > 4. Apples in Stereo - Fun Trick Noisemaker
          > > Ladies and gentlemen, we're floating...
          >
          > Eee, czy to jakieś nawiązanie do arcydzieła Uduchowionych? :)

          O w mordę, narratorzy mi się kompletnie pop...li. 8-X Obydwie płyty się
          zaczynają od "narratora", i w pewnym sensie podobnie. Tylko ten w AiS mówi co
          innego :) ....
      • kubasa Re: indie rock 16.06.05, 14:14
        > 1. Pavement - Slanted & Enchanted.
        > Klasyka klasyki. Jakbym miał podać jedną płytę, najważniejszą dla indie rocka,
        > to by to była właśnie ta.

        Tez chyba bym tak zrobil, choc osobiscie wole "Crooked Rain Crooked Rain".
        Natomiast na "Slanted & Enchanted" chyba najbardziej widac esencje
        amerykanskiego indie rocka: rozpiecie pomiedzy belkotem a wzniosloscia,a le nie
        polegajacy na zestawianiu obu srodkow, ale na pisaniu takich tekstow i
        ukladanie do nich takiej muzyki by czlowiek nigdy nie wiedzial czy faktycznie
        oni cos mowia sensownego czy nie, przy czym kompletnie nie przeszkadza to przy
        rozkoszowaniu sie ich muzyka.
        • janek0 Re: indie rock 16.06.05, 21:37
          kubasa napisał:

          > ale na pisaniu takich tekstow i
          > ukladanie do nich takiej muzyki by czlowiek nigdy nie wiedzial czy faktycznie
          > oni cos mowia sensownego czy nie, przy czym kompletnie nie przeszkadza to przy
          > rozkoszowaniu sie ich muzyka.
          Zupełnie się nie zgadzam.
            • pagaj_75 Re: indie rock 16.06.05, 22:41
              cze67 napisał:

              > Chciałem tylko napisać, że ten wątek to bardzo coolowy pomysł, a panowie
              > janek0, glebogryzarka i ilhan to som goście!

              Szkoda tylko, że brak (poza wymienionymi wyżej) gości poczuwających się do
              ekspertswa w innych gatunkach :( Ja sam prześlizguję się po różnych stylach,
              wybieram z nich co mi wyraźnie pasuje w danej chwili, ale trudno powiedzieć,
              żebym w czymkolwiek czuł się na tyle pewnie, żeby polecać i odradzać. :(
              Wprawdzie mam w planach parę obszarów muzycznych do głębszego poznania, ale to
              dopiero plany są.
              • ilhan Re: indie rock 16.06.05, 23:38
                pagaj_75 napisał:

                > Szkoda tylko, że brak (poza wymienionymi wyżej) gości poczuwających się do
                > ekspertswa w innych gatunkach :(

                Ech, bynajmniej nie poczuwam się do eksperctwa w temacie, w którym się wypowiedziałem. To była tylko zupełnie subiektywna i z pewnością pełna luk prezentacja moich upodobań. Do tego muzyka, której słucham, jest mało ekstremalna, więc ciężko do kategorii "zaawansowanej" znaleźć wielu kandydatów.
                • janek0 Re: indie rock 17.06.05, 00:25
                  Hmm, no to może teraz koledzy progrogowcy coś zmontują ? Maćku Makowski, jesteś
                  tutaj ? Zresztą, nikt nie powiedział, że to musi robić jedna osoba...
                  • mmakowski Re: prog? 17.06.05, 08:59
                    janek0 napisał:

                    > Hmm, no to może teraz koledzy progrogowcy coś zmontują ? Maćku Makowski,
                    > jesteś tutaj ?

                    Chętnie bym coś ułożył, ale w takich przekrojowych zestawieniach nie czuję się
                    kompetentny. Części klasycznych wykonawców, takich jak Genesis czy Marillion
                    prawie w ogóle nie znam
                    • cze67 Re: prog? 17.06.05, 19:34
                      > wobec tego spróbuję coś ułożyć na początek a później inni to najwyżej
                      uzupełnią

                      Się zgłaszam jako ewentualny uzupełniający.
      • roar Re: indie rock 17.06.05, 15:15
        janek0 napisał:

        > Dla początkujących:
        > 1. Pavement - Slanted & Enchanted.
        > 2. Sonic Youth - Bad Moon Rising.

        > Dla średniozaawansowanych
        > 3. Neutral Milk Hotel - In The Aeroplane, Over the Sea
        > 4. Beat Happening - Black Candy.

        > Dla zaawansowanych
        > 3. Guided by Voices - Alien Lane
        > 4. Xiu Xiu - Fabulous Muscles
        > 5. Yo La Tengo - The Sounds of The Sounds of Science

        Ja w kwestii formalnej - czy kategorie nie są przypadkiem podane w niewłaściwej kolejności? ;)
        Bo to jest tak - specem od niezal-rocka nie jestem, znam fragmentarycznie... (u góry zostawiłem te albumy/grupy, które słyszałem) I wszystkie wymienione płyty z zestawu dla zaawansowanych mniej lub bardziej lubię, a co ważniejsze, nie miałem większych problemów z opanowaniem ich. (Przyznaję, że muzyka Xiu Xiu jest na dłuższą metę męcząca, ale na pewno nie trudna.) Poza tym lubię jeszcze "In the Aeroplane...", ale to już jest cięższa sprawa, na początku połowy utworów nie mogłem słuchać; myślę, że mógłbym nie przekonać się do tej płyty, gdybym wcześniej nie znał na przykład The Microphones właśnie... Natomiast takie Pavement czy Beat Happening właśnie sobie ściągnąłem, przesłuchałem... i to jest dla mnie totalny hardcore, nie wiem, czy będę w stanie znieść to jeszcze raz w całości...
        • janek0 Re: indie rock 17.06.05, 20:13
          > Ja w kwestii formalnej - czy kategorie nie są przypadkiem podane w niewłaściwej
          > kolejności? ;)
          hmm, różni ludzie mają trudności z różnymi rzeczami. ;) ale rzeczywiście,
          pavement może i nie jest najłatwiejszy, ale jest najbardziej charakterystyczny
          dla gatunku, moim zdaniem.

          a co do beat happening to się nie zgodzę. trzeba tylko usłyszeć tą melodię obok
          melodii.. <podśpiewuje> black candy, black candy...
    • ilhan Brytyjski pop 16.06.05, 11:15
      OK, OK, to jest napisane z perspektywy prezentującego brytyjski gitarowy pop człowiekowi na co dzień słuchającemu co najwyżej Coldplay i Stereophonics, lub niżej. Więc nie rzucać tekstów: "ooo ja lubię Six to jestem zaawansowany" :) Po prostu w tej kolejności mogłoby nastąpić wprowadzenie.

      Dla początkujących:

      1. The Beatles - Help!
      No cóż, nie da się chyba lubić britpopu i nie lubić Beatlesów. Na początek warto docenić ich środkowy okres, kiedy zaczęli kapitalnie dojrzewać nie gubiąc spontaniczności i melodyjności.

      2. Oasis - (What's The Story) Morning Glory?
      Największy sukces komercyjny brytyjskiego rocka lat 90. - należy posłuchać choćby po to, żeby potem mieć prawo krytykować.

      3. Pulp - Different Class
      A to z kolei coś w rodzaju esencji britpopu. Dowód na to, że to nie tylko przebojowy, ale często i nieprzeciętnie inteligentny gatunek. Płyta, którą *zawsze* obronią dwa nieśmiertelne single (wiadomo które).

      4. The Stone Roses - The Stone Roses
      Trudno mi sobie wyobrazić, żeby komuś mogła się ta płyta nie spodobać, w sensie zniechęcić do czegokolwiek. Dlatego na początek jest wymarzona.

      5. The Verve - Urban Hymns
      Doskonałe połączenie ambitności z przystępnością.

      6. James - The Best Of
      Britpop to również singlowy gatunek, a na tej składance nie ma kawałka, który by nie zabijał.

      Dla średniozaawansowanych

      1. The Smiths - The Queen Is Dead
      Puszczenie Smiths przeciętnemu słuchaczowi Radia Eska = samobójstwo. Tak mi się przynajmniej wydaje. Ale jest to też zespół, który otwiera bardzo wiele furtek, więc po wstępnym oswojeniu osobnika z brytyjskim brzmieniem wręczamy mu tomik z tekstami Morrisseya i...

      2. The Beatles - Sgt Pepper's Lonely Hearts Club Band
      Bo prędzej czy później trzeba się wziąć za concept-albumy.

      3. The Jam - Sound Affects
      W ramach poznawania absolutnej czołówki brytyjskich tekściarzy - najbardziej zróżnicowany album The Jam.

      4. Blur - Parklife
      Żeby wybić z głowy (muzyczne) porównania z Oasis.

      5. Manic Street Preachers - Everything Must Go
      Esencjonalna płyta najpopularniejszego walijskiego zespołu wszechczasów. Dla średniozaawansowanych, bo żeby polubić MSP, trzeba chyba być britowcem.

      6. The Zombies - Odessey & Oracle
      Brytyjskie "Pet Sounds", podobno.

      Dla zaawansowanych

      1. XTC - Skylarking
      Dla tych, których "Sgt Pepper" nauczył uważnego słuchania od początku do końca, a Morrissey obowiązkowego sięgania do książeczki z tekstami. I koneserów studyjnej perfekcji.

      2. Mansun - Six
      Prog-brit-art-pop-opera-rock.

      3. Suede - Dog Man Star
      Mogłoby być kategorię wyżej, ale to również pod wieloma względami płyta dla koneserów, którzy docenią orkiestrowe aranżacje czy nie przestraszą się progresywnych momentami zapędów.

      4. Primal Scream - Screamadelica
      Płyta z pogranicza. Zmusza do otwarcia umysłu.

      5. Super Furry Animals - Guerrilla
      Barwna, międzygatunkowa przejażdżka, yyy, "Screamadelica" z abstrakcyjnymi tekstami na speedzie?
    • glebogryzarka1 Znów hip hop, tym razem krajowy 16.06.05, 16:29
      Proszę nie protestować. I tak z braku materiału tylko po trzy pozycje.

      Dla początkujących:

      - Fisz & Emade - Na wylot
      Najlepsza płyta Waglewskiego juniora. Stosunkowo niedużo grafomanii w tekstach,
      najbardziej zróżnicowane aranże, sporo chwytliwych momentów. Zero wioski. Poza
      tym ma być hip hop - a kolejne płyty Tworzywa coraz bardziej od niego odbiegały.

      - Łona "Nic dziwnego"
      Szczecinianin osiągnął mistrzostwo w przekazywaniu swoich myśli na mikrofonie.
      Przejrzyste, genialnie dopracowane wersy. Wszechobecne poczucie humoru. Beaty
      Webbera tłuste, podkłady celowo ubogie (żeby nie odwracać uwagi od głównego
      bohatera show). Kapitalne cuty i scratche DJ Twistera.

      - Pokahontaz "Receptura"
      Nowoczesny, elektroniczny, połamany, ale nadal melodyjny hip hop śląski. Godna
      (i stojąca na o wiele wyzszym poziomie) kontynuacja ekstremalnie popularnego
      rozdziału pt. Paktofonika. To w tym składzie udziela się najciekawszy głos
      polskiego hh, Wojtek "Fokus" Alszer (dysponujący również _imponującym_
      wyczuciem rytmu).

      Dla średniozaawansowanych:

      - Eldo "Eternia"
      Hip hop filozoficzny, ale - w przeciwieństwie do np. ostatniego Grammatika -
      nie ostentacyjnie. Śmiertelnie poważny Eldo waży słowa zamiast je liczyć,
      wciąga w świat swoich, często błyskotliwych, obserwacji (pod względem głębi
      myśli ten album nie ma konkurencji w obrębie gatunku). Garażowe, grube bębny,
      oszczędne sample i całkowity brak jakichkolwiek melodyjnych momentów tylko
      służy wrażeniu, jakie ten album niewątpliwie potrafi wywrzeć.

      - O.S.T.R. "Jazz w wolnych chwilach"
      Majstersztyk produkcyjny (najlepsze beaty w historii, każdy podkład inaczej
      zaaranżowany), do tego podwójny - tu jest przeszło czterdzieści kawałków!
      O.S.T.R. ma na "JWWW" mózg jeszcze nie do końca spalony i mimo, że większość
      rymów (choć technicznie doskonała) nie ma żadnego sensu, to zdarzają się
      perełki, jak opowieść o okradaniu gwiazd rodzimego showbusinessu "Z-Łodzi-eje".
      O.S.T.R. to trzeci najciekawszy głos polskiego hh, umie robić z niego użytek; i
      płyty, mimo jej gabarytów, słucha się lekko i przyjemnie.

      - Duże Pe, IGS & Spox "Sinus"
      Po znajomości :D
      A tak naprawdę, Pe to jedyny MC w kraju godny miana poety. Zainspirowane
      Jasieńskim i Majakowskim teksty zdumiewają paletą skojarzeń i umiejętnością
      stworzenia klimatu. Dostajemy również trochę braggadoccio (czyli przechwałek,
      na szczęście na dobrym poziomie), pokazów turntablismu w wykonaniu DJ Spoxa
      oraz NIESTETY nienajlepsze, plastikowe podkłady (wyjątek: track tytułowy) i
      BARDZO NIESTETY dokumentnie rozpieprzające nastrój refrenistki.

      Dla ekspertów:

      - WWO "W wyjątkowych okolicznościach"
      Chyba jedyne naprawdę klasowe osiągnięcie nurtu ulicznego. WWO mają tu
      odpowiednich producentów (Waco, Magiera, Noon) i, przede wszystkim, Sokoła - to
      drugi najciekawszy głos polskiego hh - w bardzo dobrej formie i nieco
      refleksyjnym nastroju. "On spacerował myśląc skąd wziąć kasę / Ona zapłaciłaby,
      by iść na spacer" - takich strzałów w 10 Sokół zalicza sporo. Źle się dzieje,
      że i drugi MC (Jędker), i zaproszeni goście (oprócz Soundkail) dramatycznie od
      niego odstają in minus.

      - Pezet & Noon "Muzyka poważna"
      Wielki szacunek za te podkłady dla Noona. Uznanie dla Pezeta za bezbłędne
      wyczucie pulsu i wyśmienitą dykcję. Szkoda, że cały album (bez bodajże dwóch
      numerów) traktuje w kółko o tym samym - rozstrzałem między przeszłością a
      przyszłością. Pewna monotonia liryczna sprawia, że skądinąd głupi "A mieliśmy
      być poważni" staje się tu najmocniejszym punktem.

      - Te Tris "Naturalnie"
      Najlepszy nielegal, jaki kiedykolwiek się w Polsce ukazał. Zjada, tak muzycznie
      (dzięki Kixnare'owi - to obecnie najgorętszy podziemny producent), jak tekstowo
      (ten MC ma i przekaz, i flow, i słownik, i technikę), 95% oficjalnych
      wydawnictw. Te Tris nie pozuje tu na twardego typa, jest świeży i oryginalny w
      tym co robi (doczekał się już zresztą rzeszy naśladowców, z Pogo na czele).

      Jako czwarta płyta dla zaawansowanych może być "Obawa przed potem"
      wrocławskiego składu Sfond Sqnxa, czołowe dokonanie nurtu funkowego ze
      specyficznym poczuciem humoru.

      A dla kontrastu - oto, z czym zwykle kojarzony jest polski hip hop:
      www.camey.pl/index1.htm
      (wejdźcie w multimedia, potem w mp3, a potem: MLEKO PROMO MIX)
      Sprawdźcie. Lepsze niż Funky Filon, o Doniu et consortes nie mówiąc.

      -
      Dylan nie mógł przyjechać. Mam go zastąpić.
      • ayya Re: Znów hip hop, tym razem krajowy 16.06.05, 17:14
        glebogryzarka1 napisał:

        > - Łona "Nic dziwnego"
        > Szczecinianin osiągnął mistrzostwo w przekazywaniu swoich myśli na
        mikrofonie.
        > Przejrzyste, genialnie dopracowane wersy. Wszechobecne poczucie humoru. Beaty
        > Webbera tłuste, podkłady celowo ubogie (żeby nie odwracać uwagi od głównego
        > bohatera show). Kapitalne cuty i scratche DJ Twistera.

        W charakterze ciekawostki dla mnie, ale świetna płyta! :)
      • ton2 Re: Znów hip hop, tym razem krajowy 16.06.05, 19:07
        Ja bym jeszccze dla sredniozaawansowanych dodal Warszafski Deszcz -
        "Nastukafszy" bo to jednak pewnego rodzaju legenda, a takze Kaliber
        "W 63 minuty ...", albo "3;44", bo to wazne plyty dla polskiego hip hopu.
        Dodalbym tez Stare Miasto, albo Dizkreta - bo to jakby odpowiednik tej
        amerykanskiej szkoly Native Tongues, a przy okazji mily bujajacy rap

        No dobra, a teraz posypia sie gromy, bo ja bym zaawansowanym polecil posluchac
        Elemera "Poszlo w biznes", a potem Eisa "Gdzie jest Eis". Zdaje sobie sprawe z
        kontrowersji otaczajacych te plyty ale moim zdaniem Elemer to przelomowy album
        na polskiej scenie. To co teraz robi mnostwo raperow z Pezetem i Mesem na czele
        zaczelo sie wlasnie od elemera. Mowie o krotkich linijkach, przenoszeniu
        akcentow, nie konczeniu zdan, dodawaniu slowek typu ej, yo, wiesz - to wszystko
        zaczelo sie od Elemera. I wiem, ze nawijaja glownie o kasie, samochodach i
        panienkach, ale ja przynajmniej czuje ze to z przymrozeniem oka jest i raczej
        dla smiechu, niz dla lansu. "Gdzie jest Eis" to jakby kolejny krok - wciaz
        ostre, wulgarne czasem teksty na swietnych, oryginalnych beatach, zarymowane
        moim zdaniem najfajniej w Polsce.

        Troche sie rozpisalem, prosze wybaczyc
        Z uszanowaniem
        • glebogryzarka1 Re: Znów hip hop, tym razem krajowy 16.06.05, 19:21
          "Nastukafszy" trochę za bardzo się zestarzało, zwłaszcza pod względem sposobu
          produkcji (aczkolwiek w swoim czasie to była inna - wyższa - liga niż reszta
          wydawnictw), a Kalibra po prostu nie lubię. I nie zgadzam się, że dwie ostatnie
          płyty były ważne dla polskiego hh - pokaż mi naśladowców. "Księga" owszem, ale
          kolejne? Wchłaniali je głównie ludzie spoza tej branży...
          Stare Miasto generalnie nagrywali płyty bez jaj. Słychać na nich pośpiech.
          Bardzo słychać. A Kretone/Dizkret moim zdaniem był najsłabszym punktem tego
          zespołu. "4 elementy" z debiutu - toż to rzeźnia jest. Ile czasu zajęło
          nagranie wokali, 10 minut?
          Elemer - i tu się zgodzę. Dena - kozacki producent (nie ostatnio - wtedy...),
          Eis - MC ze świetnym flow (ale słychać w nim TDF'a, co?) i techniką. Tyle że
          tematyka tekstów Eisa może odrzucać na dzień dobry. Nawet zaawansowanych. Ale
          masz rację, zapomniałem ich umieścić.
          Chętnie bym dorzucił też Smarki Smarka - trzy razy zabawniejszą wersję Mesa na
          wyśmienitych beatach, ale jego nielegal jest zbyt nierówny - 4/7 genialne i 3/7
          mocno przeciętne...
          • ton2 Re: Znów hip hop, tym razem krajowy 16.06.05, 19:32
            Jasne ze Nastukafszy troche sie zestarzalo, ale w porownaniu ze Skandalem
            Molesty, ktorego sie nie da sluchac, to dla mnie zacny klasyk, ktory az tak
            bardzo mnie nie razie.
            Nie jestem fanem Kalibra podobnie jak ty (tyle ze mnie cala postac Magika
            odrzuca), ale wydaje mi sie ze te "W 63 minuty..." byly jakas nowa jakoscia i
            czyms swiezym. Ksiegi nikt nie nasladowal, fakt, ale probowales jej ostatnio
            sluchac? Ja nie moge.
            Stare Miasto i Kreta bede bronil, bo choc fakt, ze maja koszmarna jakosc nagran
            czasami i przebija z tego amatorstwo to maja w sobie jakis cieply klimat. Solo
            Dizkreta z Praktikiem poza 2-3 kawalkami to naprawde kawal fajnego rapu. Druga
            plyta starego miasta tez nie byla az taka zla.
            Spodziewam sie, ze 99% osob z tego forum tematyka tekstow Eisa by odrzucila,
            ale nie wiem, moze jestem chory, ale mnie bawia te jego teksty w stylu "o
            szajse jaki drogi jest budwaiser", czy "hej mami masz fajny stanik" - sa glupie
            i oblesne, ale przez to zabawne. Natomiast na "gdzie jest eis" jest kilka
            powazniejszych kawalkow, ktore sa naprawde dobre.

            • glebogryzarka1 Re: Znów hip hop, tym razem krajowy 16.06.05, 19:41
              > Jasne ze Nastukafszy troche sie zestarzalo, ale w porownaniu ze Skandalem
              > Molesty, ktorego sie nie da sluchac, to dla mnie zacny klasyk, ktory az tak
              > bardzo mnie nie razie.

              Pełna zgoda. W porównaniu ze "Skandalem" jest to coś wspaniałego. I też jak
              sobie niedawno puściłem, to mocno mnie zdziwiły pozytywnie niektóre numery -
              np. opener wymiata strasznie.

              > Ksiegi nikt nie nasladowal, fakt, ale probowales jej ostatnio sluchac?

              No właśnie Księgę naśladowała połowa istniejących wtedy składów, że wspomnę np.
              3-X-Klan, albo zespół Banita, albo Tuwandaal. Etc. etc. Przy kolejnych dwóch
              Kalibrach oczy wszystkich były zwrócone już gdzie indziej.

              Jeszcze przypomniał mi się Snuz, pierwsza płyta - ciekawie próbująca Aśka
              Tyszkiewicz (chyba pierwsza raperka, której dało się słuchać), kapitalne
              podkłady Macuka. Niestety chłopcy na mikrofonach razili amatorszczyzną gorzej
              niż ja na trąbce ;)
              • ton2 Re: Znów hip hop, tym razem krajowy 16.06.05, 19:53
                Z kobietami w rapie to jednak jest problem. Aske pamietam jak przez mgle, ale
                Pareslow, ktore pamietam dosc dobrze to byl dla mnie mega obciach i nie bylem w
                stanie uwierzyc, ze pelne zachwytow recenzje ich plyt byly obiektywne, a peany
                nie byly jedynie wynikiem tego, ze to w koncu PANIENKI rapuja. Ale moze
                generalnie mam jakis uraz bo w Stanach to mi sie tylko Bahamadia i Lauryn Hill
                (za starych czasow) podobaly, a w Europie tylko Nina z niemiec.
      • tomash8 Re: Znów hip hop, tym razem krajowy 17.06.05, 19:31
        glebogryzarka1 napisał:


        >
        > - Te Tris "Naturalnie"
        > Najlepszy nielegal, jaki kiedykolwiek się w Polsce ukazał. Zjada, tak muzycznie
        >


        Sorry, czemu hip hopowcy nazywają demówki "nielegalami"? Zawsze mnie ciekawiło,
        skąd się wzięła ta nazwa.
        • nonajlepiej Re: Znów hip hop, tym razem krajowy 19.06.05, 15:51
          Sorry, czemu hip hopowcy nazywają demówki "nielegalami"? Zawsze mnie ciekawiło,
          > skąd się wzięła ta nazwa.

          otóż, mój drogi, demówki służą zwykle demonstracji zespołu, w związku z tym trafiają do wytwórni muzycznych ewentualnie podrzuca się je mamie, tacie, fajnej dziewczynie.
          natomiast w środowisku hip-hopowym istnieje rynek nielegali (lub demówek - jak wolisz) gdzie bez udziału wytwórni i sklepów, bez podatku dochodowego etc. - stąd nazwa - twórcy klecą swoje bity i rymy a potem taką płytkę możesz sobie sprawić.

          a z nielegali ja polecę jeszcze "zapracowanego obiboka" cirsona. dobra rzecz z dalekiego białegostoku.o.

          pozdereczko

    • tomash8 hejwi metal 18.06.05, 08:57
      Na początku umawiamy się, że granica między heavy metalem a hard rockiem jest
      bardzo płynna, ok? dobra, to jedziemy:

      1. Dla początkujących:

      Iron Maiden - "The number of the beast". Nie jest to ani pierwsza, ani najlepsza
      płyta heavy metalowa, ale to właśnie jest heavy metal w postaci krystalicznie
      czystej, szybkie tempa, melodyjne sola, świetny wokal i lekko kiczowata otoczka.
      Czego chcieć więcej?

      Judas Priest - "Unleashed in the east", "British steel", "Screaming for
      vengeance" w latach 79 - 84 na Judasów nie było mocnych. Połączenie hard
      rockowej melodyki z ostrym heavy metalowym brzmieniem, wspaniałe partie
      gitarzystów KK Downinga i Glena Tiptona, oraz przede wszystkim - absolutnie
      genialny wokal Roba Halforda. Nie było i nie ma lepszego metalowego zespołu niż
      Judas Priest.

      Motorhead - "Ace of spades" prawdziwy cios w twarz. Mix punka, metalu i blues
      rocka, nic odkrywczego, ale w tym jest taka energia... poza tym: chyba pierwsze
      wykorzystanie na tak szeroką skalę dwóch centralek.

      Saxon - "Eagle has landed" lub którakolwiek z pierwszych kilku płyt. Dużo
      nawiązań do zwykłego rocka, bardzo dobry wokalista, wpadające w ucho melodie,
      ui... świetne koncerty o czym świadczy właśnie "eagle..."

      AC/DC - "Back in black" klasyka. Pierwszy album z Brianem Johnsonem, i choć
      chyba nieco słabszy niż "HTH" to jednak on stał się klasyką, i jednym z
      najlepiej sprzedających się albumów metalowych.

      Van Halen - "Van Halen" Wszystkim znającym VH tylko z komercyjnych hitów,
      polecam ten krążek. Jak dla mnie - cudo

      Ozzy Osbourne - "Blizzard of Ozz" lub "Diary of a madman" dwa pierwsze,
      najlepsze solowe dokonania Ozza, dzięki grze gitarzysty Randy'ego Rhoadsa Ozzy
      "odbił się od dna". Właśnie na tych albumach zaśpiewał najlepiej. Blizzard ma
      więcej znanych hitów, ale Diary jest równiejszy, i zawiera genialny utwór tytułowy.

      Black Sabbath - "Heaven and hell" to właśnie tu Ronnie Dio pokazujwwe najlepiej
      jakim wspaniałym jest wokalistą. A album to rasowy heavy metal, nie mający
      prawie nic wspólnego z poprzednimi nagraniami Sabbs, obok czterech pierwszych
      chyba najlepszy album BS.

      2. Dla średnio - zaawansowanych:

      Angel Witch - "Angel witch" w drugiej grupie tylko dlatego, że ciężko to dostać.
      Jest to najlepszy album nurtu NWOBHM(New Wave Of British Heavy Metal), zjada
      całą dyskografię Iron Maiden na śniadanko. Nieco sabbathowe brzmienie, gdzie
      trzeba stonowane interwencje klawiszy hammondopodobnych, do tego fajne melodie i
      dobry wokal(taki typowo angielski, trochę przypomina Biffa Byforda z Saxon).
      Album nie odnióśł żadnego sukcesu częściowo dzięki fatalnej promocji, a
      częściowo przez satanistyczne teksty.

      Helloween - "Keeper of the seventh keys part I and II" ci Niemcy mogą wydawać
      się śmieszni i infantylni, ale nie można im odmówić talentu do tworzenia dobrych
      pisoenek, poza tym słychać, że granie sprawiało im ogromną przyjemność.

      Running Wild - "Under Jolly Rodger" chropowate, ciężkie brzmienie, nieco toporne
      riffy i takiż wokal, ale znów - energia, melodie, refreny. Plus "korsarskie"
      sample i takaż otoczka.

      Venom - "Welcome to hell" w tamtych czasach jeden z najcięższych i
      najostrzejszych zespołów świata(chyba tylko szwedzkie Bathory i nasza Siekiera
      grały ostrzej), inspiracje? punk, motorhead, NWOBHM i szatan:) zero wirtuozerii
      - maximum czadu.

      Manowar - "Fighting the world" - królowie metalowego kiczu w najlepszym wydaniu.
      Ten album zawiera ich jeyny przebój - "Blow your speakers". Oraz kilka innych
      bardzo udanych utworów, które robią wrażenie nawet na tak antymanowarowym
      człowieku jakim jestem ja. Ciekawostka,: w jednym z utworów("Defender") fragment
      tekstu recytuje niejaki Orson Welles. Inny dobry album Manowar to "Triumph of
      steel", ale tam jeden jedyny raz grali troche inaczej.

      Turbo - "Kawaleria szatana" mało oryginalne granie, ale ten album zalicza się do
      światowej czołówki heavy metalu pod względem muzycznym

      KAT - "666/ metal and hell" - bzyczące gitary, niewyraźny strasznie spogłosowany
      wokal, infantylne teksty... oraz genialna muzyka, oparta z jednej strony na
      rodzącym się właśnie thrash metalu a na starym hard rocku z drugiej.

      DIO - "Holy diver" - debiut solowy Ronniego Jamesa Dio, mix Rainbow i Black
      Sabbath z czasu "Heaven and hell", mimo to album ma swój własny klimat, bardzo
      dobrze się tego słucha.


      3 dla wtajemniczonych:


      Riot - "shine on" - to włanie ten zespół stworzył heavy metal. Właściwie
      wszystkie albumy są dobre, melodyjne granie z pogranicza heavy metalu i hard
      rocka. Wybrałęm ten album bo to bardzo dobry koncert, zawierający przekrój przez
      całą dyskografie kapeli do momentu wydania tej płyty.

      Mercyful Fate - "Melissa". Ktoś niechętny znajdzie tu tylko wyjącego Kinga
      Diamonda. Reszte powinny zainteresować niesamowite zmiany tempa, nietypowe
      rytmy, i fajny klimat.

      Rage - "Unity" - solidny niemiecki heavy metal, właściwie bez słabych punktów

      SAXON "Killing ground" przedostatni album weteranów NWoBHM, zaskakująco ciężki
      materiał, plus cover King Crimson na dokładke:)

      Rhapsody "SYMPHONY OF ENCHANTED LANDS" chóry, monumentalne wstawki orkiestry,
      długie kompozycje, wysoki wokal, recytowane wstawki, smoki i rycerze... bywa
      denerwujące, ale ma swoich zwolenników


      Gillan - "Glory road" także Ian załapał się na NWoBHM. Bardzo dobra, równa,
      ostra płyta

      Metal church - "metal church" to już właściwie speed metal, ale co tam, bardzo
      energetyczne kompozycje, dobry wokalista, niestety już nieżyjący David Wayne,
      cover "highway star"
      • ihopeyouwilllikeme Re: hejwi metal 18.06.05, 10:26
        > Iron Maiden - "The number of the beast" (...) Czego chcieć więcej?

        Lepszej produkcji ? :)

        > genialny wokal Roba Halforda. Nie było i nie ma lepszego metalowego zespołu
        niż
        > Judas Priest.

        No proszę, a ja ich nigdy specjalnie nie lubiłem. Może ze względu na otoczkę ?
        Byli tak bardzo " metalowi ", że aż chyba za bardzo. Ironi prezentowali się o
        wiele lepiej, no i nie śpiewali o głupotach :)

        > Ozzy Osbourne - "Blizzard of Ozz" lub "Diary of a madman"

        Aż dwie płyty Ozzy'ego, a tylko jedna Ironów ? :) A moją ulubioną i tak jest
        " No More Tears "

        Dziękuję bardzo za ten poradnik, mi się bardzo przyda :)
    • mmakowski Rock progresywny (pierwsze podejście) 21.06.05, 00:57
      Przekrój przez rock progresywny. Jedynka jest dla początkujących, dwójki dla
      średnio zaawansowanych a trójki dla zaawansowanych. Do ideału temu przewodnikowi
      trochę brakuje, m.in. "Still Life" jest w jedynce trochę na siłę a cała
      kategoria 3.2 jest wątpliwa.
      Poza tym zabrakło kilku ważnych zespołów, tak że specjalistów proszę o niezbędne
      uzupełnienia.


      1. Dla początkujących
      • jarecki32 Re: Rock progresywny (pierwsze podejście) 21.06.05, 01:33
        swietna lista
        wiec zaprotestuje tylko dwa razy:

        >Frank Zappa "Make A Jazz Noise Here"
        >Zappy szufladkować nie wypada ...

        dokladnie , Frank zapracowal sobie uczciwie (ponad 70 albumow) na to by go nie
        szufladkowac. Styl Zappy nazywa sie : Zappa Styl.

        Drugi protest jest troche na zasadzie lokalnego patriotyzmu (przyszywany
        Kanadyjczyk). Gdzie jest Rush ? Chocby ze wzgledu na fakt na dlugowiecznosc (
        na ostatnich koncertach Yes bylo w stanach tak po 500 - 1000 fanow, Rush ciagle
        gromadzi po 20 tys lub wiecej) chyba nalezy ich wymienic w absolutnej czolowce,
        a klasyczynych albumow tez im nie brakuje.


        • mmakowski Re: Zappa/Rush 21.06.05, 09:00
          jarecki32 napisał:

          > >Frank Zappa "Make A Jazz Noise Here"
          > >Zappy szufladkować nie wypada ...
          >
          > dokladnie , Frank zapracowal sobie uczciwie (ponad 70 albumow) na to by go
          > nie szufladkowac. Styl Zappy nazywa sie : Zappa Styl.

          Nie było moją intencją przypisywanie całego Zappy do konkretnego nurtu. Po
          prostu sądzę, że fanom szeroko rozumianego rocka progresywnego muzyka Zappy jak
          najbardziej może przypaść do gustu, a i trudno zaprzeczyć, że tworzył on "rock z
          ambicjami".

          > Drugi protest jest troche na zasadzie lokalnego patriotyzmu (przyszywany
          > Kanadyjczyk). Gdzie jest Rush ? Chocby ze wzgledu na fakt na dlugowiecznosc (
          > na ostatnich koncertach Yes bylo w stanach tak po 500 - 1000 fanow, Rush
          > ciagle gromadzi po 20 tys lub wiecej) chyba nalezy ich wymienic w absolutnej
          > czolowce, a klasyczynych albumow tez im nie brakuje.

          Nie wymieniłem Rush, bo był to dla mnie zawsze bardziej zespół z pogranicza
          rocka progresywnego i "zwykłego" niż definiujący gatunek o którym tu mowa. Ale
          masz rację, wypada go wymienić, i to zapewne w pierwszej grupie. Tylko który
          album? Najbardziej znane jest chyba "2112", ale może znajdzie się coś bardziej
          reprezentatywnego?
          • jarecki32 Re: Zappa/Rush 21.06.05, 12:53
            2112 to chyba faktycznie najbardziej reprezentatywny album Rush.

            A przy okazji odkrylem, ze nie ma na liscie waznej jak sadze pozycji, a
            mianowicie : John Barleycorn must die, Taffic. Genialna, zapomniana plyta.
            • mmakowski Re: Traffic 21.06.05, 13:42
              jarecki32 napisał:

              > A przy okazji odkrylem, ze nie ma na liscie waznej jak sadze pozycji, a
              > mianowicie : John Barleycorn must die, Taffic. Genialna, zapomniana plyta.

              Ważnej? Płyta owszem, fajna (i chyba nie zapomniana), ale to jest raczej
              blues-rock z elementami folku, mieszanka w stylu wczesnego Jethro Tull. Z tego
              co mi wiadomo nie odcisnęli większego piętna na progrocku.
        • pytajnick Rock progresywny - taka niepełna moja wersja (c.d) 21.06.05, 13:33
          - Opeth - Damnation, czyli płyta *tylko* ze spokojnymi utworami Opeth. Gitary
          akustyczne, mellotrony, piękne czyściutkie wokale (zero growlingu), trochę
          elektrycznych. Wszystko utrzymane w klimacie niedzisiejszym, jak sami mówili -
          chcieli nadać temu charakteru lat 70., ale z dziesiejszą produkcyjną
          doskonałością. Oryginalnie, momentami błyskotliwie, czasami może trochę nudno
          (bo ballady Opeth czują sie najlepiej obok ekstremalnych nie-ballad), ale ja
          osobiście taką nudę bardzo lubię. Ładna, przyjemna płyta - ile można zrobić z
          pomocą 'zwykłego' instrumentarium...

          - Mostly Autumn - Music Inspired by the Lord of the Rings. Ci są niezbyt
          oryginalni, kontynuują taki post-floydowy post-camelowy nurt, ale ładnie im to
          wychodzi, dzięki folkowym wpływom ma swój charakter, pani i pan na wokalu
          urozmaicają to sympatycznie - dla mnie taka niezobowiązująca muzyka na weekend,
          a ulubiony album to własnie ten nagrany na czyjąś tam prośbę w dwa tygodnie -
          inspirowany LotRem. Dobrze wyważone częsci instrumentalne i wokalne, posypane
          odrobiną folku, no i emocjami - od radości po dramaturgię, jak to w książce.

          - Jeśli progmetal, to ja nie dawałbym Dream Theater, nie Pain of Salvation, ale
          coś całkiem świeżego - OSI - Office of Strategic Influence, nazywany
          gdzieniegdzie najbardziej progresywną progmetalową płyta ostatnich lat. Bo
          progmetalu tam tylko trochę, a dużo różnych innych wpływów - w tym elektroniki,
          pięknych klawiszowych brzmień, bo najwięcej do powiedzenia miał pan
          odpowiedzialny za Chroma Key (a dawno temu klawiszowiec Dream Theater, wówczas
          ich największy atut). Naprawdę dużo tu różnych stylów, klimat zmienia się często
          , nigdy nie wpada głupią progmetalową łupankę tudzież popisy ani z kolei nie
          przynudza solówkami. Rozsądny album, z wyobraźnią, z dystansem i szacunkiem dla
          słuchacza - serio.

          - Collage - Moonshine. Jak już lizać neoproga, to z najwyższej półki a do tego
          patriotycznie - polskiego pochodzenia. Płyta zrobiła "karierę" na Zachodzie,
          niemal każdy progrockowiec przechodził okres fascynacji tą płytą (ja nie, widać
          nie byłem progrockowcem, ale doceniam).

          - Quidam - Sny Aniołów. No to jeszcze jeden polski akcent. Quidam też specjalnie
          oryginalny by nie był, bo kontynuuje camelowo-marillionowe rzeczy, ale miał jako
          atuty: Emilię na wokalu, flet oraz, moim zdaniem, odrobinę takiej
          słowiańszczyzny, której np. Collage'owi brakowało. Sny Aniołów - bo są najmniej
          progrockowe, mają najfajniejszy klimat, bardzo radosna, wiosenno-niedzielna
          płyta. I naiwne teksty - dla niektórych aż nazbyt, dla mnie OK, wciąż pamiętam
          że byłem kiedyś dzieckiem.

          - Gallahad - Following Ghosts - neoprog na całego, ale bardzo fajny (rzadkość).
          Melodyjny, chwytliwy niezmiernie, bez popisów i do przodu. Z perspektywy czasu
          rewelacja to nie jest, ale jeśli już ktoś chce się douczyć/sprawdzić co to ten
          neoprog, nie widzę lepszego przykładu (acz kompletnie niereprezentatywnego).
        • pytajnick Re: Rock progresywny - taka niepełna moja wersja 21.06.05, 13:38
          Zgubiłem dwa zdania:

          1)
          > Jesli ktoś naprawdę chce spróbować art-rocka, ale zakłada że jeśli pierwsze
          > dwa-trzy albumy mu się nie spodobają,

          [to zamierza uznać że art-rock to nie jego działka i nigdy mu się nie spodoba]

          > to moim zdaniem powinien odpuścić.

          2)

          > Do VdGG (obok Yes) zdecydowanie najlepiej pasuje

          ... stwierdzenie, że albo się ich kocha, albo nienawidzi.
          • mmakowski Re: art-rock vs. prog-rock 21.06.05, 14:03
            tomash8 napisał:

            > A czy prog rock = art rock?

            Na ogół przyjmuje się, że art-rock jest podgatunkiem rocka progresywnego (zob.
            www.progarchives.com/Progressive-rock.asp), z tego co się orientuję
            Pytajnick przyjmuje zawieranie w przeciwną stronę, tj. uważa art-rock za pojęcie
            bardziej ogólne.

            > bo mi tu brakuje troszke zespołów, grających coś co
            > mozna nazwać np. heavy - progressive, czyli np. Atomic Rooster czy
            > Lucifer's friend, choć niektórzy zaliczają ich do hard rocka.

            W kwestii merytorycznej się nie wypowiem, bo Atomic Rooster słyszałem tylko
            "Nice 'n' Greasy" i raczej nie zasługiwało na umieszczenie w zestawieniu
            najważniejszych nagrań prog-rocka.
            • tomash8 Re: art-rock vs. prog-rock 21.06.05, 14:25
              mmakowski napisał:


              >
              > W kwestii merytorycznej się nie wypowiem, bo Atomic Rooster słyszałem tylko
              > "Nice 'n' Greasy" i raczej nie zasługiwało na umieszczenie w zestawieniu
              > najważniejszych nagrań prog-rocka.

              No bo ten album to... niezbyt dobra rzecz:) chodziło mi o debiut i "Death walks
              behind you"
          • pytajnick Re: Rock progresywny - taka niepełna moja wersja 21.06.05, 14:05
            tomash8 napisał:

            > A czy prog rock = art rock?

            Odwieczny problem, jak z tragedii antycznej, najlepiej tego pytania nie zadawać,
            bo wtedy jest spokój, a gdy się już je zada, no to mamy problem i wszystko się
            supie. Bo dobrej odpowiedzi w gruncie rzeczy nie ma... można szukać w sieci, ale
            trafi się nieraz na sprzeczne definicje.

            Mi np. takie coś wcale wiele nie wyjasnia:

            "Progressive rock and art rock are two almost interchangeable terms describing a
            mostly British attempt to elevate rock music to new levels of artistic
            credibility. The differences between prog-rock and art rock are often slight in
            practice, but do exist. Prog-rock tends to be more traditionally melodic (even
            when multi-sectioned compositions replace normal song structures), more literary
            (poetry or sci-fi/fantasy novels), and more oriented toward classically trained
            instrumental technique (with the exception of Pink Floyd). Art rock is more
            likely to have experimental or avant-garde influences, placing novel sonic
            texture above prog-rock's symphonic ambitions. Both styles are intrinsically
            album-based, taking advantage of the format's capacity for longer, more complex
            compositions and extended instrumental explorations."

            ProgArchives z kolei (bardzo dużo tam teorii, definicji, dość jasnych, polecam
            zainteresowanym www.progarchives.com/Progressive-rock.asp )
            art-rock umieszcza jako niewielki podgatunek progrocka (a ja osobiście zawsze
            traktowałem na odwrót):

            Art Rock
            A name that is used to refer to early explorative work that had roots in popular
            music.Very structured and even adventurous, sometimes hard or heavy, sometimes
            mellow, strong melodies, good hooks are an integral part of most of the
            material. Bands in this category can and have produced material falling into
            other categories as well. There may be moments of outright progressive rock but
            with more of a pop influence and certainly a tendency towards shorter songs.

            15 Key bands (based on ratings)

            * Rush
            * Kansas
            * Gabriel, Peter
            * Hackett, Steve
            * Supertramp
            * Moody Blues, The
            * Parsons Project, Alan
            * Uriah Heep
            * Saga
            * Kayak
            * Asia
            * Styx
            * Anekdoten
            * Waters, Roger
            * Enchant
        • peternurek1 Re: Rock progresywny - taka niepełna moja wersja 21.06.05, 17:45
          > - Yes - może sie nie będę wypowiadał, bo najbardziej lubię... "Magnification"
          z
          > 2001 roku. Klasykami są oczywiście "Relayer" i "Close to the Edge", ja nigdy w
          > Yes się nie zakochałem (wręcz przeciwnie), więc chyba pozostaje mi polecić to,
          > co polecają inni.

          Magnification to bardzo przyjemny i wspaniały album i też warto posłuchać
          zaczynając swoją przygodę z tym gatunkiem. Zamiast Releyer'a zdecydowanie
          bardziej poleciłbym Fragile.


          > Z okresu z Hogarthem - już mniej typowo "progrockowego" - gorąco
          polecam "Afraid of Sunlight". Gdyby nie jeden-dwa utworki, byłaby to płyta
          > wybitna. Ale chłopaki
          > mają od kilkunastu lat problem z selekcją i absolutnie każdą płytę, która ma
          > szansę być idealną (Brave, Afraid of Sunlight, Anoraknophobia), zepsują
          > dorzucając coś niepotrzebnego. Ale trójka utworów Afraid of Sunlight - Out of
          > this World - Afraid of Sunrise z tego albumu, to jeden z piękniejszych znanych
          > mi fragmentów muzyki.


          A ja polecam Marbles. Jest to zdecydowanie mój ulubiony Hoghartowy album
          Marillion. Affraid of Sunlight jest zaraz po nim. Utwór "Neverland" kończący
          album uważam za jeden z najpiękniejszych utworów ostatniego dziesięciolecia.
          Są też dość łatwe w odbioprze, wręcz przebojowe kawałki jak Don't Hurt Yourself
          i You're Gone, często porównywane do tego co tworzy U2, chyba głównie przez
          sposób śpiewania Steva H.
          Steve Rothery gra tu najpiękniejsze, typowo marillionowe solówki, od bardzo
          dawna. Są dwie wersje tego albumu jedno i dwó-płytowa. Wersje krótsza jest
          bardziej spójna i lepiej wypada jako całość. Natomiast na dłuższej poza
          zmienioną kolejnością utworów mamy przepiękną osiemnasto-minutowa suitę Ocean
          Cloud, oraz trzy inne utwory które moim zdaniem nie powinny się znaleźć na tej
          płycie. Jak napisał pytajnick - mają problem z wyborem.


          > - Pink Floyd - heh, no i co tu polecać, w końcu też swoje przeszli.

          Dark Side Of The Moon + Wish You Were Here + Meddle (jednak)
        • hongkonggarden Rock progresywny alternatywnie 30.09.05, 02:42
          A ja bym polecil prog-rocka inaczej.

          Zadnych Yesow, wczesnego Genesis, wczesnego Marillion, Pendragonow, Aragonow
          ani innego badziewia dla 14-latkow.

          To jedziemy art rockiem "nadającym sie do sluchania":

          1. Roxy Music - For Your Pleasure
          2. Love - Forever Changes
          3. Procol Harum - Home
          4. Jack Bruce - Songs For A Tailor
          5. Moody Blues - Seventh Sojourn
          6. Peter Hammill - Over

          I jeden dla rownowagi "twardy regresywny prog-rock", ktorego wciaz jestem w
          stanie sluchac (nie wiedziec czemu, ale to pewnie zwiazane jest z syndromem 14-
          tu lat):

          7.Raw Material - Time Is

          michal
          NP: Devendra Banhart - Cripple Crow / rewelacja!
          michal
    • obly Can i Holger Czukay (nie znam całego kraut-rocka) 30.09.05, 12:33
      Idzie jesień, a jak jesień to.... od razu kojarzy mi sie CAN. A jak Can to
      Holger Czukay. Uważa się go za ojca muzyki elektronicznej. To nie żart.
      Nie jestem znawcą historii CAN, zawiłości personalnych i inne, ale nie mogę się
      oszukiwać, iż właśnie CAN (podrzucony mi przez bliską osobę trzy lata temu)
      stał się jednym z fundamentów mojego odczuwania muzy i kompletnie
      przewartościował moje fascynacje muzyczne. Can otworzył mnie na takie kapele
      jak: Gong, Psychik TV, Faust, Neu, Amon Duul II, czy nawet Fela Kuti skad już
      sam przeskoczyłem do FSOL, Autechre, Sphongle, i wielu innych. To było jakbym
      odkrył czwarty, największy ocean na tym globie ;))))a zaczeło się od CAN.
      Can sporo obcował z używkami, sama okładka do "tago mago" wskazuje nawet co
      brali ;)),
      Niektórzy mówią, że bez szklanki wódki albo garści trawy nie ma się co do CAN
      zabierać bo się mało zrozumie, ja tam tak nie uważam ale fakt że narkotyki z
      tej muzy wyłażą głośnikami, kablami i czym tylko się da... (szczególnie
      pierwsze płyty).

      1. Osób, które nigdy nie miały z nimi nic wspólnego (Początkujących) - dobrze
      znana klasyka, w miarę łatwa w odbiorze, definiująca gatunek.

      CAN - tago mago - najbardziej rozpoznawalna ich płyta, płyta określająca ich
      gatunek (krytycy zwą to kraut-rockiem), "klasyk" jednym słowem świetna płyta,
      transowa perkusja, goła gitara podciagana paluszkami, plumkający basik i
      krzykoszepty vocalu.... miód kawałek: "muschroom" obowiązkowy. Emocje podawane
      bez znieczulenia prosto w żołądek. Neurotyczne krzykoszepty Damo Suzuki na
      vocalu są jakby czescią szamańskiego obrzadku. Zero udawania, pełne przeżycie.
      CAN - Ege Bamyasi - też szczytowe osiągnięcie tej kapeli, dla mnie jest
      przepiękna, polecam kawałek "Vitamin C". Wysoki poziom transu we krwi.
      Can - "Soon over Babaluma" - początek środkowego okresu działalności zespołu,
      nie spiewa już Damo Suzuki, za vokal wzieli się panowie z kapeli (Karoli,
      Szmidt) muzycznie bardziej uspokojona, jakby bardziej profesjonalna, mniej
      wichrów więcej smaczków i skrzypce które nie wkur..., naprawdę mało jest płyt
      rockowych gdzie są skrzypce i są piękne... plumkanie wysokiej klasy, aha… płyta
      nie zyskała uznania krytyków ale moje jak najbardziej, a szczególnie "Come sta
      La Luna". Emocje ciągle żywe.
      Can - Rite Time - to jest tzw schyłkowy okres CAN (89 r.)– ostatnia płyta Can,
      warto zawiesić ucho, jest rewelacyjna określa nowe sposoby grania muzy w latach
      90 muzycznego undergroundu na pograniczach elektroniki, jazzu i rocka. Polecam
      kawałek: "Below this level"


      2. Osób, które już coś słyszały (Średniozaawansowanych) - też klasyka, ale
      może trudniejsza/mniej przystępna/mniej znana, wymagająca trochę znajomości
      Rzeczy.

      Can – „Soundtrack” – a tam wielkie „przeboje” CAN o ile można tak mówić o tych
      utworach: „Tango Whiskeyman” „Deadlock” śpiewają na zmianę Suzuki i Money.
      Muzyka filmowa do kilku filmów z roku 71.
      CAN - Delay 1968 - płyta wydana w 84 z materiałem, którego mało kto wcześniej
      chciał wydać.. kawałek "Butterfly" - cudo ;)) pełna psychodelia która nie
      starzeje się, ale jak ci "tago mago" nie podejdzie to tym bardziej nie polubisz
      tej płyty. Na niej śpiewa pierwszy vocal CAN-a – Malcom Mooney który wrócił do
      Stanów leczyć się psychicznie.
      CAN - Sacrilege The remixes (1-2) dwupłytowy album, na którym ukłony w kierunku
      CAN wykonują m.in Sonic Youth i inni którzy się wychowali na CAN - jest w miarę
      przyjemna do słuchania "mimo wszystko", jeden z niewielu przykładów
      gdzie "remiksy" to jest tworzenie nowej wartości, i można naocznie zobaczyć jak
      bardzo wrażliwość CAN jest ponadczasowa i aktualna w dniu dzisiejszym, bardzo
      smaczny kąsek.
      CAN - "Future Days" - dobra płyta, uzupełnienie tego co jest na "tago mago"
      i "ege b."
      Can - "Saw Delight" - j.w. na okładce jest piła z tartaku pamietacie
      składankę "jak punk to punk"? Polacy ściągnęli pewnie okładkę właśnie z tej
      płyty, dobra płyta troszkę mniej się dzieje jak na w.wymienionych ale jest
      fajnym uzupełnieniem.
      CAN – Unlimited Edition – j.w.
      CAN – Peel Sesion – nazwa mówi sama za siebie ;)))
      CAN – Radio Waves – płyta jak ci się spodoba reszta to w tej również zapadniesz
      się jak w studnie

      Holger Czukay – „Good Morning Story” – solowy album, muzyka spokojniejsza niż
      CAN, ale nie da się uciec od skojarzeń z CAN, elektronika, piękne pejzaże,
      klimatyczna muza, i mruczenie gardłowego głosu Czukaya.


      3. Osób, które chcą być ekspertami (Zaawansowanych) - rzeczy, które może
      zrozumieć tylko Wtajemniczony.

      Czy jestem wtajemniczony? Spróbuję:

      Damo Suzuki Band - zespół charyzmatycznego wokalisty Can, muzyka wiecej rockowa
      ale Damo jest Damo.. nie do podrobienia. Dla fanów wczesnego okresu CAN.

      Holger Czukaj/Ralf Dommers – Canaxis - pierwszy chyba z projektów Holgera poza
      CAN gdzie nagrał miedzy innymi śpiew wietnamskich kobiet, (w okolicznościach
      wojny w Wietnamie) płyty inne niż CAN, bardziej jakby to na dzisiaj
      przetłumaczyć "ambientowe" ale pamiętajmy ze to 71 rok chyba, wiec takie
      pojęcie jeszcze nie istnieje i dobrze, poupychana elektronika w oszczędne
      dzwięki, klimat nie do podrobienia, duży spokój.. duży spokój i ukryte piękno,
      jakby coś mi się kojarzyło to Biosphere ale nie można tego porównywać.

      Holger Czukay – „Moving Pictures” – solowy album, muzyka spokojniejsza,
      obrazowa, klimatyczna i porywająca w inny świat, mało muzyki dużo
      uspokajających dźwięków, jakby muzyka spacerującego pana w rytm kroków
      wybijanych rankiem w wraz z wesołym pogwizdywaniem i wymrukiwaniem
      poszczególnych fraz. Mistrzostwo!! Ma niezwykłą moc przełamywania dołów.

      Phantom Band/Jaki Liebezeit – Nowhere – projekt muzyczny kolejnego z członków
      CAN (perkusisty), brzmienie jednak mocno Canowskie i to z najlepszego okresu –
      warto…kawałek „Loading Zone” jest rzadko spotykanym przysmakiem. Lepsze niż
      niektóre płyty CAN.

      Phew i Holger Czukay – Dla mnie bardzo Naj-rarytasik, chyba znany, ale rzadko
      dostępny, mam go w swoich ramionkach, płyta niesamowita, połączenie elektroniki
      Czukaya z zespołem z Japonii i wyszła niesamowita mieszanka – dla smakoszy o
      wyrobionym podniebieniu, płyta surowa ale ciekawa nie tylko ze względów
      egzotyki, ale przede wszystkim na swoje niespotykane gdzie indziej walory
      muzyczne..

      Holger Czukay i U-she – The New Milenium – płyta czysto elektroniczna, na
      której śpiewa żona Czukaya (niezła), płyta dobra, mocno rytmiczna, ciut czuć
      techno.

      Dla jeszcze bardziej wtajemniczonych warto wyzerkać resztę z pozycji
      zamieszczonych na tej stronie, a nie wymienionych przeze mnie…..
      www.spoonrecords.com/disco.html
      Napisałem tylko o tych płytach co sam znam i przesłuchałem, a do tych płyt nie
      dotarłem jeszcze:
      David Sylvian and Holger Czukay "Flux + Mutability" może ktoś to zna?
      Can – Monster Movie – oficjalny debiut z Malcolmem Mooneyem na voc.
      Solowych nagrań pana Karoli
      I pewnie wielu wielu innych

      PS 1: UNIKAĆ PŁYT:
      - CAN "Inner Space" - (np. muzycy Can nagrali kan-kana)
      - CAN "OUT OF REACH" tego albumu nawet nie umieszczaja w swojej dyskografii
      Stały się z pewnych względów personalnych karykaturą CAN i tylko po
      przeczytaniu historii i wyjątkowo wierny i pałający zrozumieniem i
      miłosierdziem fan przytuli te płyty, chociaż z tego powodu, iż innych już i tak
      nie będzie. Tylko dla tych najbardziej wiernych.

      PS 2: dla mnie to są The Beatels undergroundu

      PS 3: Chcę ZAPPY!!!!
      Kto się odważy?
      • pytajnick Czukay i Sylvian 30.09.05, 12:48
        > Napisałem tylko o tych płytach co sam znam i przesłuchałem, a do tych płyt nie
        > dotarłem jeszcze:
        > David Sylvian and Holger Czukay "Flux + Mutability" może ktoś to zna?

        Świetna, ambientowa (typ "przyjemny i ładny")płytka, znacznie IMO lepsza niż
        "Plight & Premonition" nagrane w tym samym składzie. Generalnie muzyka tła, ale
        jakże urokliwa, bardzo sobie cenię takich przedstawicieli wagi lekkiej
        (piórkowej?) w ambencie, przedstawiających wartość artystyczno-nowatorską, a
        mimo to przystępnych.

        ex

        n.p. sufjan stevens | illnois
        • pagaj_75 Re: Czukay i Sylvian 30.09.05, 13:16
          pytajnick napisał:

          > Świetna, ambientowa (typ "przyjemny i ładny")płytka, znacznie IMO lepsza niż
          > "Plight & Premonition" nagrane w tym samym składzie.

          Ja mam odwrotnie. Tzn. zdecydowanie wolę "Plight + Premonition" niż "Flux +
          Mutability". Ale żeby nie było: obie płyty są ładne, tylko P+P ładniejsze ;)
      • cze67 Re: Can i Holger Czukay (nie znam całego kraut-ro 29.08.06, 13:04
        Holger Czukay – „Moving Pictures” – solowy album, muzyk
        > a spokojniejsza,
        > obrazowa, klimatyczna i porywająca w inny świat, mało muzyki dużo
        > uspokajających dźwięków, jakby muzyka spacerującego pana w rytm kroków
        > wybijanych rankiem w wraz z wesołym pogwizdywaniem i wymrukiwaniem
        > poszczególnych fraz. Mistrzostwo!! Ma niezwykłą moc przełamywania dołów.

        Pamiętam, jak świeżo po początku mojej fascynacji Can kupiłem i posłuchałem tej
        płyty. I jak mnie maksymalnie wku..iła. I jak ją sprzedałem czy oddałem. Może
        teraz by mi podeszła, wówczas była dla mnie zbyt odległa od dokonań
        macierzystego zespołu ziomala z Gdańska.
    • hongkonggarden Alt.country 09.11.05, 22:41
      Szybki przewodnik po alt.country, ale nie albumami, tylko utworami. Skladak.

      Stworzony przede wszystkim dla tych, ktorzy country nie znoszą. Country jest
      tu rozumiane bardzo szeroko - od Elvisa do Einsturzende Neubauten...W
      odroznieniu od wielu amerykanskich pismakow, wcale nie uwazam alt. country
      za styl ostatnich lat...

      Jesli country kojarzy wam sie ze zmeczonymi kowbojami, zapyzialymi ranczami
      i amerykanską wiochą, to skladak dla was...

      Melancholia, mgła, samotny jezdziec i wreszcie pojedynek na rewolwery w samo
      poludnie. Alt. country to styl bardzo prosty, latwo przemawiajacy do
      wyobrazni. Idealny na jesien.


      Zdjecia we wkladce do plyty powinny wygladac następująco:
      1.
      imagecache2.allposters.com/images/pic/MG/204922~The-Straight-Story-Posters.jpg
      2. www.lynchnet.com/lh/pics/lh059.jpg
      3. images.amazon.com/images/P/B00008L3HB.01._SCLZZZZZZZ_.jpg
      4. www.deppimpact.com/deadman/900/deadman895.JPG
      5. www.deppimpact.com/deadman/700/deadman652.JPG
      6. www.deppimpact.com/deadman/700/deadman692.JPG

      Po pierwsze - wszystkie drogi prowadzą do Nashville.
      Po drugie - blue sky.
      Po trzecie - devils and dust.
      Po czwarte - yeah!

      I plyniemy.

      ALTERNATIVE COUNTRY

      Czas: 79:50
      Utworow 20.

      1. CAT POWER - (I CAN'T GET NO) SATISFACTION

      Cover niesamowity. Nie slyszalem lepszego. Oparty na prostym pomysle. Chan
      Marschall gra na gitarze akustycznej i cedzi slowa slynnego kontestacyjnego
      numeru. Bez riffu, utwor niesie prosty, banalny gitarowy motyw zwrotki. I
      najwazniejsze: nie ma refrenu! I naprawde nie trzeba. Pomysl genialny w swej
      prostocie, porazajacy w wykonaniu. Jeszcze nikt, komu puscilem wersje
      Marschall, nie rozpoznal, ze to Satisfaction... Kazdy mowil: "tak, znam to,
      kurde, tylko co to jest??? znam, znam, zapodaj michal jeszcze raz, i
      jeszcze, i jeszcze, nie no poddaje sie. Co??? Stonesi??? Coooo?!!! No
      tak...! Ale jaja..."

      Esencja alt. country.

      2. LAMBCHOP - THIS CORROSION

      Kolejny cover, jeszcze bardziej powalajacy. Tym razem z czadu Siostrzyczek
      Lambchop zrobil ujmującą, lekką ballade, o przepieknej melodii. Muzykow gra
      tu ok. 19-stu, a wszystko brzmi, jakby bylo ich max pieciu. I o to chodzi i
      o to chodzi!

      3. WILCO - JESUS ETC.

      To moj ulubiony hicior alt. country, ktory nigdy hiciorem sie nie stal, co
      pozostaje wielką stratą calej ludzkosci. W tym numerze jest prawie wszystko,
      dla czego warto zyc. Zatanczcie przy nim z ukochaną kobietą...

      4. JOHNNY CASH - SOLITARY MAN

      images.amazon.com/images/P/B00006L7XQ.01._SCLZZZZZZZ_.jpg
      images.amazon.com/images/P/B000062X9D.01._SCLZZZZZZZ_.jpg
      images.amazon.com/images/P/B000062X9G.01._SCLZZZZZZZ_.jpg
      I pozamiatane.

      5. FRANK BLACK - I BURN TODAY

      Do Nashville trafil w koncu i Bob Dylan, i Neil Young (najnowsza plyta!), i
      Joe Strummer z The Clash, i Frank Black z Pixies. Wszystkie drogi prowadza
      do Nashville... To kwintesencja czegos, co nazywam "czad bez czadu". Nie
      trzeba ultraciezkich riffow, zeby osiagnac stezenie czadu wielkiej mocy.
      Idealem pozostaje "Spanish Bombs" i "Lost In The Supermarket" The Clash, ale
      Black tutaj niemal siegnal idealu.

      6. ELVIS PRESLEY - YOUR LATEST FLAME

      Jak Elvis nie zachwyca, jak zachwyca. To wlasnie w takiej formie maniera
      wokalna krola rock'n'rolla trafia prosto w serce. Zaden tam rock'n'roll,
      tylko westernowy rytm, pelne zlosci i wyrzutow slowa i wreszcie specyficzny
      spokoj, ktory ogarnia tu Elvisa. Wszystko plonie, ale spokoj niewzruszony.
      Niech sie pali i wali, gramy dalej.

      7. EINSTURZENDE NEUBAUTEN - MORNING DEW

      Jak Neubauteni biorą na warsztat country, to moze z tego wyjsc tylko
      alternative. Jedna z pierwszych "piosenek" Blixy i spolki. Podklad rytmiczny
      zywcem wziety z soundtrackow Ennio Morricone, a reszta.... No more morning
      dew!!!

      8. M. WARD - LET'S DANCE

      Kolejny cover, tym razem dyskotekowego hitu Bowiego. Na gitare akustyczną,
      cieply glos Warda, z ta sama cudowna melodią...

      9. JIM WHITE - STATIC ON THE RADIO

      Moja ulubiona piosenka zeszlego roku - przepiekna melodia, nastroj,
      zacinający deszcz za szybą samochodu, i tylko radio pozostaje wlaczone. To
      nic, ze nie łapie zadnej stacji, kto by tam radia sluchal, kiedy szum tak
      pieknie gra?

      10. ALLMAN BROTHERS BAND - BLUE SKY

      Allmani lubili na niemal kazdej plycie nagrywac po jednej piosence country.
      "Ogniste poludniowe country"... Oj, alternative pelną gębą... Najpiekniej
      udalo sie chyba Blue Sky, cudowna plynaca sobie w nieskonczonosc ballada z
      Eat A Peach (swoja drogą - rockowe arcydzielo), ktorą niosą te klasyczne,
      firmowe allmanowe dialogi gitarowe, sola, ktorych nie sposob nie nucic sobie
      na miescie...

      11. THE FLYING BURRITO BROS. - DARK END OF THE STREET

      Jedna z kilku najslynniejszych piosenek country, cos na ksztalt Stairway To
      Heaven dla rocka. Istnieja setki wersji tego klasyka, ale wersja Grama
      Parsonsa wciaz nie do przebicia - i nie do zdarcia, moge sluchac bez konca.
      Parsons to w Stanach postac kultowa (jak Morrissey u Angoli). Trudno go
      zreszta nie lubic, polecam rozkoszne zdjecia. Slawe zdobyl z The Byrds,
      zmieniajac kompletnie gre rozbitego wtedy zespolu. Potem zalozyl m.in.
      Burrito Bros., nagral tez kilka slynnych albumow solo. Ale jeden numer
      zostanie po nim na zawsze...
      Ostatnio na Dark End targnal sie Frank Black na swojej najnowszej plycie z
      Nashville. Wersja sliczna, ale Parsons pozostaje niedoscignionym idealem -
      niesamowicie lekko poprowadzona melodia, luz i jednoczesnie perfekcja. Ech.

      12. GENE CLARK - SILVER RAVEN

      Z kolejnego klasyka - No Other. Tutaj achtung: patos w wielkiej sile, znow
      zachwycac sie mozna lekkoscią nagrania. Patos i lekkosc??? Tak! Sami
      posluchajcie...

      13. THE FANTASTIC EXPEDITION OF DILLARD AND CLARK - OUT ON THE SIDE

      J.w., w bardziej kunsztownej, barokowej aranzacji. Klasykow i jazdy nad
      przepascią ciąg dalszy.

      14. TOM RUSSELL - TONIGHT WE RIDE

      Powrot jednego z mistrzow country, w zaskakujacej formie. Porywa (panienki i
      sluchaczy)!!!

      15. THE BEATLES - ROCKY ROCKOON

      Moj ulubiony pastisz country. McCartney ze swadą opowiada, a jakze, smutną i
      krwawą historie pewnego kowboja...

      16. BRIGHT EYES & EMMYLOU HARRIS - WE ARE NOWHERE AND IT''S NOW

      Duet Obersta z diwą country. Definicja stylu - "alternative + country".
      Efektem piekny dialog miedzy nimi, piekna melodia, emocje.

      17. RICHMOND FONTAINE - EXIT 194B

      Wystarczy spojrzec na okladke:
      images.amazon.com/images/P/B000A2H86M.01._SCLZZZZZZZ_.jpg
      Opowiesc o smierci przyjaciela, oparta na prostym rytmicznym gitarowym
      motywie, z porywającym refrenem i wszechobecnym smutkiem.

      18. DAVID CROSBY - ORLEANS

      Jak na okladce:
      images.amazon.com/images/P/B000002I6T.01._SCLZZZZZZZ_.jpg
      Niecale dwie minuty i czego trzeba wiecej. No czego.

      19. BRUCE SPRINGSTEEN - DEVILS AND DUST

      Znow taka typowa countrujaca ballada, z tym "czyms". Jeden z najlepszych
      utworow tego roku.

      20. DAVID CROSBY - I'D SWEAR THERE WAS SOMEBODY HERE

      Minuta dwadziescia sekund. I juz nie
      • jarecki32 Re: Alt.country 09.11.05, 23:19
        hongkonggarden napisal:

        CAT POWER - (I CAN'T GET NO) SATISFACTION

        Cover niesamowity. Nie slyszalem lepszego

        Ciekaw jestem czy znasz kower Devo z plyty "Q:Are we men ?, A: We are Devo !"
        to tez jest niesamowity kower !
    • hongkonggarden Soul 09.11.05, 23:00
      Szybki wstęp do soulu w formie skladaka. Od tych numerow polecam rozpocząć
      przygodę z tym genialnym muzycznym nurtem.

      20 utworow, 76 minut. Soul.

      Przede wszystkim czarny (z trzema bialymi wyjatkami)
      SOUL. Dla niektorych - niewtajemniczonych w te niesamowitą muzyke - bedzie
      to maly przewodnik po najbardziej podstawowych utworach. Nie wlaczylem tu
      trzech wielkich: Jamesa Browna, Otisa Reddinga i Isaaca Hayesa - co ciekawe,
      kompletnie nie pasowali do reszty (widocznie sa z innej planety).

      Nie podejmuje sie definicji, czym jest soul. Trzeba posluchac i wszystko
      bedzie jasne.
      ______________________________________________________________

      LATO 2005

      1. DEXYS MIDNIGHT RUNNERS - TELL ME WHEN MY LIGHTS TURN GREEN

      Na pierwszy ogien pojda wlasnie biali. Debiut Dexys to jedna z najbardziej
      zdumiewajacych i oryginalnych plyt przelomu lat 70. i 80., ktora ciagle
      brzmi niezwykle swiezo, z wykopem i "z buta"! Potezne uderzenie secji detej,
      bebny i wokalista z innego zwariowanego swiata. Zapalamy swiatla na zielono.

      2. MARVIN GAYE - THIS LOVE STAVED HEART

      Gaye - jeden z kilku najwiekszych soulowych klasykow - ma dwa bardzo rozne
      okresy tworczosci. Pierwszy - surowy, ostry, szalony. Drugi - wersja
      ekskluzywna, dla smakoszy, kiedy to stal sie perfekcjonista i nagrywal
      perfekcyjne plyty-arcydziela. Ten numer pochodzi z tych wczesniejszych,
      dzikich czasow. I nie znam bardziej porywajacego utworu z gatunku soul.

      3. THE FOUR TOPS - I CAN'T HELP MYSELF
      4. THE FOUR TOPS - REACH OUT, I'LL BE THERE
      5. JIMMY RUFFIN - IT'S A DESPERATE SITUATION

      Zestaw pod haslem "lekarstwo na milosc", albo "cure for pain". Kiedy juz
      znajdziemy sie w "desperate situation", polecam zebrac te trzy utwory,
      nastawic sprzet grajacy na full, siegnac po kubeł whisky i nacisnac/kopnąć
      przycisk "play".

      6. AC/DC - TOUCH TOO MUCH

      Ace/piorun/dece z czasow Bona Scotta to jeden z najbardziej niedocenionych
      zespolow soulowo/rock'n'rollowych w historii muzyki. Zanim Bon zarzygal sie
      na smierc, okazal sie rasowym soulowym spiewakiem. Ten numer pasuje tak
      idealnie do pozostalych soulowych klasykow, ze az strach.

      7. NINA SIMONE - AIN'T GOT NO / I GOT LIFE

      Simone szalejaca na koncercie, spiewa utwory z "Hair". No comments.

      8. CURTIS MAYFIELD - MOVE ON UP

      Curtis to kolejna slynna soulowa postac. Nagral jednak wlasciwie tylko jedna
      prawdziwie doskonala plyte: Superfly. Nie ma na niej jego najwspanialszego
      utworu: Move On Up. Porywajaca sekcja deta i aksamitny glos, to zderzenie
      dwoch zywiolow wciaz szokuje.

      9. DIANA ROSS & THE SUPREMES - LOVE CHILD

      Nigdy nie lubilem Diany Ross, najslynniejszej wokalistki z wytworni Motown.
      Utwory Supremes wydawaly mi sie zawsze wystudiowane, wyrachowane. Az
      uslyszalem ich ostatnie wspolne dziela, tuz przed rozpadem. "Love Child" to
      utwor z ponadczasową partią wokalną, ktora chyba nie ma sobie rownych w
      historii soulowej wokalistyki. Glos jednoczesnie zimny, a przepelniony
      emocjami, wykonuje wprost karkolomną szarze. Do tego wykrecona aranzacja,
      produkcja na miare XXI wieku. Niesamowite.

      10. SMOKEY ROBINSON - I HEARD IT THROUGH THE GRAPEVINE

      Najmniej znana z "klasycznych" wersji tego standardu, jednoczesnie
      zdecydowanie najlepsza. Niezwykle delikatnie zaspiewana, z wielkim wyczuciem
      i podskornymi emocjami.

      11. MARVIN GAYE - WHAT'S GOING ON
      12. MARVIN GAYE - LET'S GET IT ON

      Gaye ekskluzywny. Taką muzyke grają w niebie.

      13. AL GREEN - CALL ME

      Jak wyzej.

      14. SLY & THE FAMILY STONE - FAMILY AFFAIR

      A taką grają w piekle.
      Soul przerobiony na mroczną dyskoteke.
      Achtung - strasznie kuszacy!

      15. STEVIE WONDER - PASTTIME PARADISE

      Ciag dalszy audycji z gory.

      16. BILL WITHERS - AIN'T NO SUNSHINE

      Latem nie zawsze swieci slonce. Bill Withers to troche zapomniany juz
      klasyk, choc jego pierwsze plyty naleza do scislej czolowki gatunku. bez
      wzgledu jednak na wszystko co nagral, tego numeru nie przebil. Proste,
      potezne brzmienie, gleboki glos, ona odeszla i na tym nalezy zakonczyc
      problem slonca.

      17. THE SMITHS - THERE IS A LIGHT THAT NEVER GOES OUT

      Kowalscy grali soul - kto nie wierzy, niech poslucha tej przepieknej
      rozmarzonej piosenki w tym towarzystwie.

      18. O. V. WRIGHT - DROWNING ON DRY LAND

      To niemal kontynuacja - tyle ze czarna - Kowalskich sprzed chwili. Pieknie
      plynaca melodia, niesiona wysoko przez chorki. I tak samo pelna bólu.

      19. ART ENSEMBLE OF CHICAGO - THEME DE JO-JO

      Porazajacy mariaz soulu z free-jazzem. CZAAAAAAAAD!!!!!!!!!!

      20. THE COMMODORES - EASY

      Z najlepszym soulowym solem na gitarze elektrycznej, cudownym wstepem na
      fortepianie i melodia w refrenie jeszcze piekniejszą.

      --
      michal
      • janek0 Re: Soul 09.11.05, 23:02

        hongkonggarden napisał:

        > Szybki wstęp do soulu w formie skladaka. Od tych numerow polecam rozpocząć
        > przygodę z tym genialnym muzycznym nurtem.
        Nie, żebym się czepiał, bo fajnie, że ktoś ożywił stary wątek, ale tutaj nie
        chodzi o podanie 20 najlepszych utworów z danego gatunku...
        • hongkonggarden Re: Soul 09.11.05, 23:10
          > Nie, żebym się czepiał, bo fajnie, że ktoś ożywił stary wątek, ale tutaj nie
          > chodzi o podanie 20 najlepszych utworów z danego gatunku...

          Broń Boże to nie jest zestaw "najlepszych utworow", tylko wlasnie proponowany w
          temacie wątku "mini przewodnik" (cytuje z pierwszego postu zaczynajacego
          watek). Tyle, ze w formie skladaka.

          michal
          • roar Re: Soul 10.11.05, 17:47
            hongkonggarden napisał:

            > Broń Boże to nie jest zestaw "najlepszych utworow", tylko wlasnie proponowany w
            > temacie wątku "mini przewodnik" (cytuje z pierwszego postu zaczynajacego
            > watek). Tyle, ze w formie skladaka.

            Nie no, świetny pomysł.

            ...na nowy wątek. Proponuję powyższe składanki do takowego wydzielić. Co na to
            administracja? Da się?
            • ilhan Re: Soul 10.11.05, 18:01
              roar napisał:

              > ...na nowy wątek. Proponuję powyższe składanki do takowego wydzielić. Co na to
              > administracja? Da się?

              Da się. Metodą ctrl+v ctrl+c.
    • hongkonggarden Garaż 09.11.05, 23:07
      Krotki wstep do nurtu, ktory - bardzo intuicyjnie - nazywam "garażem".
      Zacieraja sie tu granice z punkiem, undergroundem i nową falą - chodzi o taką
      muzyke, ktora wydaje sie byc... no wlasnie, "garazowa".
      Wstep do garazu w formie przystepnej, tj. jednoplytowego skladaka.


      Utworow udalo mi sie zebrac na jednym CD az 28, glownie dlatego, ze ich
      przecietna dlugosc to 2,5-3 minuty.

      1. The White Stripes - I Think I Smell A Rat

      Potezne brzmienie, riff z gatunku lubu-dubu, wokalista sprawia
      wrazenie, jakby juz sie w szczura zamienil i szybko, tupiąc sobie tup tup
      tup, goni szczurolapa w jakims ciemnym kanale...

      2. Blur - Song 2

      Mysle, ze ten numer wciaz sie broni. Trwa zaledwie 2 minuty, drugi na
      plycie, dwojka w tytule, dwie zwrotki, melodyjny riff, dobry refren. Sila
      prostoty.

      3. The Sonics - Strychnine

      "Jedni lubia wode, inni wino, a ja zwykłą strychnine". Fantastyczny riff,
      rock'n'rollowe pianino, obdzierany zywcem ze skory wokalista,
      przepowiadajacy sluchaczowi, ze "kiedys tez strychniny skosztuje"...

      4. X-Ray Spex - Identity

      Kompletnie zmutowana wokalistka. Prosta, walaca po glowie sekcja deta.
      Porywajacy refren. Czego trzeba wiecej?

      5. The Stooges - I Wanna Be Your Dog

      Iggy Pop w swej najlepszej odslonie, czyli jako dzikie zwierze. Monotonny
      riff, skandowany tekst, trans.

      6. Jonathan Richman and The Modern Lovers - She Cracked

      Dla mnie to absolutny klasyk. Nie wiem, czemu nie jest znany powszechnie (a
      moze jest, ale nie w Polsszcze?). Spokojnie, z wyrachowaniem wypowiadany
      tekst, trzy akordy, a wciaga jak Passenger!

      7. Black Sabbath - Paranoid

      M.in. na tym numerze sie wychowalem. Jedna z pierwszych kaset, jakie sobie
      kupilem, to byl "The Best Of" Sabbathow, na bazarze przy podstawowce. Od
      rodzicow mialem kieszonkowe na bulke, trzy dni oszczedzalem, bulek zreszta
      nie lubilem, i juz moglem sobie zafundowac te kasete. Inna sprawa, ze trzeba
      bylo podjac ciezka decyzje - do wyboru mialem np. The Dream Of The Blue
      Turtles Stinga i wlasnie Sabbathow. Za cholere nie moglem sie zdecydowac. W
      koncu postawilem na Sabbathow i to byla obfitujaca w skutki decyzja...

      Nastepną kupioną kasetą bylo Greatest Hits Bee Geesow...

      8. Electric Prunes - I Had Too Much To Dream Last Night

      Klasyk psychodelicznego rocka, a rownoczesnie taki garaz, ze glowa mala! 3
      minuty, a podsumowują calą rockową psychodelie.

      9. Wipers - When It's Over

      Uszanowanie dla Kaczora i Mini-Maxu, to jego zgubny wplyw, promowal te
      piosenke jakies 20 lat. Legendarny numer. Robi piorunujace wrazenie. Wipers
      to byl zespol "z krwi i kosci", ktory przedziwnym trafem nigdy nie wyszedl z
      undergroundu. Z bardzo charyzmatycznym liderem (Greg Sage). Ten hipnotyczny
      utwor przez ponad trzy minuty jest czysto instrumentalny, potem Sage mruczy
      pod nosem wyjatkowo niewyraznie tekst, a dalej to juz historia muzyki...

      10. The Stranglers - No More Heroes

      Dusiciele w swoim najbardziej punkowym utworze. Z organami zywcem wyjetymi z
      The Doors, nawalonym Cornwellem, tekstem o Trockim, szekspirowskich
      bohaterach, o tym, ze "no more heroes anymore".

      11. Dead Kennedys - California Uber Alles

      Jello Biafra to byla dopiero osobowosc! Sztandarowy numer Kennedysow
      oczywiscie sprowokowal skandal w Stanach. Co ciekawe, nic sie nie zestarzal.
      Perkusja dalej brzmi jak artyleria, Biafra przechodzi sam siebie.

      12. Sex Pistols - Anarchy In The UK

      Rotten: "I am king for the UK"...

      13. The Clash - I Fought The Law

      Jak to sie stalo, ze ten numer nie znalazl sie na pierwszej plycie
      Clashow??? Wyszedl tylko jako singiel. A refren ma taki, ze mozna nucic w
      nieskonczonosc.

      14. The Ramones - Beat On The Brat

      "... with the baseball bet"

      15. The Weirdos - Life Of Crime

      "yeaaa", "he e e eee", "aaaa aaa aaaaaaa", "yje yyje yjeeeea", "yhaaaa aaa"

      16. Circle Jerks - Group Sex

      Pare slow niedawno o tym pisalem.

      17. The Cure - Killing An Arab
      18. The Cure - 10.15 Saturday Night

      Moj ulubiony singiel Kurczakow. Sila prostoty. Zawsze kojarzy mi sie z
      Camusem.

      19. The Buzzcocks - Ever Falling In Love

      Wlasciwie modelowy punkowy love-song. + najladniejsza melodia Buzzcocksow (a
      wiele ich mieli...)

      20. The White Stripes - Fell In Love With A Girl

      Wlasciwie modelowy punkowy love-song. + najladniejsza melodia Bialych
      Paskow.

      Jakis czas temu wyszla swietna wersja tego numeru w wykonaniu niejakiej Joss
      Stone.
      Ma kilkanascie lat, jest biala, a glos (soulowy!) ma znakomity!!! Oczywiscie
      nagrala Fell In Love With A Girl jako klimatyczną balladę soulową...

      21. The Strokes - Under Control

      Z ostatniej plyty. Hicior, po prostu. Dlaczego nie wyszedl na singlu?!
      "Garazowa", urocza melodia, perkusja wskrzeszajaca Johna Bonhama z czasow
      Houses Of The Holy.

      22. Patti Smith - Free Money

      Z "Horses".
      Przepiekna partia fortepianu otwiera ten utwor. Rozkrecający sie niemal z
      kazdą sekundą. Cierpnie mi skora, gdy tego slucham, zwlaszcza gdy Smith
      rozpoczyna ten porywajacy monolog pod koniec drugiej minuty, a potem
      skanduje: "Free!!! Money!!! Free!!! Money!!!"

      23. The Smiths - Hand In Glove

      Pierwszy z utworow z wokalistami-mutantami. Bo jak inaczej nazwac Morrisseya
      (z czasow The Smiths), Rowlanda i Bolana?

      To byl jeden z pierwszych singli Kowalskich. Otwiera go prosty, zeby nie
      powiedziec prostacki, motyw zagrany na harmonijce ustnej. Beznadziejna
      produkcja, partia wokalna jakby z innego swiata, smutny, "deszczowy" tekst.
      W dachu naszego garazu zrobila sie dziura i cale strumienie wody wpadaja do
      srodka.

      24. Dexys Midnight Runners - Plan B.

      Kevin Rowland w szczytowej formie. Wybuchowe polaczenie soulu z punkiem.
      Niesamowita muzyka, glos nieporownywalny z zadnym innym. Trzeba posluchac.

      25. T. Rex - Hot George

      Nagrane niedlugo przed smiercia Bolana (mozna znalezc na plycie "T. Rex
      Unchained: Unreleased Recordings Volume 7". Poltorej minuty, a jaki czad,
      jaka moc! Az sie boje pomyslec, jaka bylaby nastepna plyta T. Rex po Dandym.
      Sluchając tych dem dochodze do wniosku, ze prawdopodobnie zmiotlaby calą
      konkurencje. Ale niestety - wypadki chodzą po ludziach.

      26. Big Black - He's A Whore

      Zdecydowanie najlepszy numer ze slynnej w undergroundowym swiatku plyty
      "Songs About Fucking". Sciana dzwieku, powalajacy riff, miazdzacy tekst.
      Czlonkowie Birthday Party musieli zzieleniec z zazdrosci.

      27. Melt Banana - 10 Dollars A Pile

      To zaledwie minuta, a wiekszego czadu w zyciu nie slyszalem. Ekstremum.

      28. Jefferson Airplane - White Rabbit

      Najwspanialszy hymn wszystkich wykolejeńców tego swiata.

      --
      michal
      • ilhan Re: Garaż 09.11.05, 23:13
        Ciekawe składanki (cieszy docenienie paru nazw, o które czasem próbuję zawalczyć - np. Dexy's), jednak klasyfikacja gatunków chyba wyłącznie na potrzeby indywidualne, skoro The Smiths okazują się zarazem soulem jak i garażem.

        Pozdr.
        • hongkonggarden Re: Garaż 09.11.05, 23:19
          >Dexy's

          Jeden z moich ulubionych zespolow ever.

          >jednak klasyfikacja gatunków chyba wyłącznie na potrzeby indyw
          > idualne, skoro The Smiths okazują się zarazem soulem jak i garażem.

          Bo Kowalscy sa nie do zaszufladkowania.
          Najlatwiej wrzucilbym ich do "nowej fali", ale Mozz zawsze zapalczywie sie od
          tego odcinal.
          Pierwsze utwory, zwlaszcza pierwsza plyta moim zdaniem jednak duzo z nową falą
          i wlasnie garazem mają wspolnego. A juz szczegolnie Hand In Glove (ta
          produkcja! ten motyw glowny! ten aranz!).

          Natomiast potem wlasnie trafialy sie takie cuda, jak There Is A Light. Kiedy
          dotarlo do mnie, jak bardzo soulowy to numer, przez pol nocy spac nie moglem i
          sluchalem na okrągło...!

          michal
          • ilhan Re: Garaż 09.11.05, 23:22
            hongkonggarden napisał:

            > >Dexy's
            >
            > Jeden z moich ulubionych zespolow ever.

            Dobrze, że przynajmniej dorobili się tego "Come On Eileen" - dzięki temu ktoś czasem ich przypomni w recenzji. To po XTC drugi niedoceniony zespół z tamtych lat, który ciągle słyszę u różnych debiutantów.
            • hongkonggarden Re: Garaż 10.11.05, 16:50
              > > >Dexy's
              > >
              > > Jeden z moich ulubionych zespolow ever.
              >
              > Dobrze, że przynajmniej dorobili się tego "Come On Eileen" - dzięki temu ktoś
              c
              > zasem ich przypomni w recenzji.

              A widziales teledysk do Come On Eileen??? Niedawno przypadkiem natrafile -
              rewelacja!!!
              Choc jeszcze lepszy jest do singla z Don't Stand me Down, tam to juz jest odlot.

              michal
              • ilhan Re: Garaż 10.11.05, 17:04
                hongkonggarden napisał:

                > A widziales teledysk do Come On Eileen??? Niedawno przypadkiem natrafile -
                > rewelacja!!!
                > Choc jeszcze lepszy jest do singla z Don't Stand me Down, tam to juz jest odlot

                Widziałem wiele razy - kiedyś często grał go bodaj Onyx.
                Singiel z "Don't Stand Me Down"? Naprawdę było coś takiego? :)
                • hongkonggarden Dexys 10.11.05, 17:12
                  > Widziałem wiele razy - kiedyś często grał go bodaj Onyx.
                  > Singiel z "Don't Stand Me Down"? Naprawdę było coś takiego? :)

                  Chocdzi mi o This Is What She's Like. Nie wydali tego na singlu??? Az sie prosi
                  w kazdym razie. I teledysk jest powalajacy! Ta dramaturgia, ten niepowtarzalny
                  styl Rowlanda!

                  michal
                  PS. Ktorą plyte/utwory Dexys lubisz najbardziej i dlaczego, jesli wolno spytac?
                  • ilhan Re: Dexys 10.11.05, 17:25
                    hongkonggarden napisał:

                    > Chocdzi mi o This Is What She's Like. Nie wydali tego na singlu??? Az sie prosi
                    > w kazdym razie.

                    Ja zwyczajnie nie wiem, dlatego spytałem. W międzyczasie pomyślałem sobie o utworze z "Don't Stand Me Down", który typowałbym na singla i ten właśnie przyszedł mi do głowy. Teledysku niestety nie widziałem.


                    > PS. Ktorą plyte/utwory Dexys lubisz najbardziej i dlaczego, jesli wolno
                    > spytac?

                    Z płytami jest trudno. Bo i pierwsza i trzecia, obie kapitalne. O "Too-Rye-Ay" wolałbym nie rozmawiać, bo poznaję ją trzeci rok i wciąż nie poznałem. Chyba jednak przyparty do muru wskazuję "Searching For The Young Soul Rebels", prawdopodobnie za otwarcie. Pistols, Deep Purple, kto tam jest trzeci do tej pory nie jestem pewien - The Specials? "For God's sake burn it down" i wkraczają trąbki. Jestem powalony za każdym razem, to jeden z najbardziej symbolicznych początków płyty, o jakich mogę pomyśleć. No i cały album - kapitalnie łączący ten robotniczy, uliczny klimacik z żarliwym soulem. To jest to co bardzo lubię - ta muzyka tętni życiem, jest tak kolorowa i rozemocjonowana (pomimo pretensjonalnej maniery Rowlanda). Trzecia płyta już znacznie bardziej wystudiowana - po co te długie przerwy między utworami? Po to żeby wyraźniej zaznaczyć niesamowicie barwne, zamaszyste finały kompozycji? Może - efekt jest muzycznie z reguły doskonały, a dochodzą jeszcze często piękne teksty jak ta wzruszająca nieco, romantyczna wspominka "Reminisce (Part Two)".
      • obly Re: Garaż 10.11.05, 09:27
        Ja tylko nie wiem co tu robi White Stripes i Blur czy Black Sabbath (garaż?)
        Nie kumam jak można ich postawić obok:
        Wipers
        Buzzcooks
        jeszcze zrozumiem "The Cure"(mają lepsze kawałki) czy "The Stranglers" (ale
        inny kawałek:"..Walking On The Beach, Looking At The ...;)))

        Garaż to pewnego typu mentalność (szczerosc i siła prostego przekazu bla bla
        bla... przy użyciu prostych środków i nie zerkanie pod publike bla bla bla... i
        zero pozowania w.wymienionych... dla osiągnięcia pewnego efektu bla bla bla...
        marketingowego bla bla bla.... czy artystycznego... bla bla bla) której na
        pewno nie ma The White Stripes (bardziej w zestawieniu z Wiśniewskim mi by
        podpasował) Blur (operują brzmieniem jak instrumentem) czy Black Sabbath (już
        bardziej "grunge" był garażowy np Soundgarden "BIG DUMB SEX") a Death Kennedys
        nagrał o wiele lepsze kawałki niż "California uber allez", Sex Pistols był
        bardziej zjawiskiem niż muzyką, nie ma The Exploited czy The Ex czy ale
        zrozumiałem zamierzenie ze chodzi o delikatne wprowadzenie w klimat garażu przy
        użyciu ogólnie znanych kapel. Niemniej nie wiem po co.
        Skłądankę "garaż" widzałbym jako szeroki zestaw konkretnych bełtów z odręcznie
        wymazanymi nalepkami a nie przekrój przez nikczemniejsze drinki z
        poszczególnych i zacnych alkoholi świata. Ktośkto posłuhca tego przystępnego
        składaka będzie zmylony iż słucha "garażu" (i tak samo w przypadku "alt
        country")

        Ale doceniam inicjatywę bo zacnie usłyszeć że ktoś jeszcze operuje nazwami
        kapel których żaden z moich znajomków już nie zna, nie chce, nie orientuje
        się.... zarobiony jest...
        • hongkonggarden Re: Garaż 10.11.05, 17:08
          > Ja tylko nie wiem co tu robi White Stripes i Blur czy Black Sabbath (garaż?)

          Pierwsze dwie plyty Black Sabbath to najbardziej typowy garaż, jaki wogole
          slyszalem, a jest to zdanie dosc powszechne (pierwszy raz sie wlasciwie
          spotykam z opinią, ze to nie garaz, ciekawe). Oczywiscie "garaz" rozumiany
          intuicyjnie, wole nie pograzac sie w definicjach...

          > jeszcze zrozumiem "The Cure"(mają lepsze kawałki)

          Kwestia gustu, zwlaszcza w przypadku tych "garazowych" numerow z
          najwczesniejszych czasow (bo potem to juz byli bardzo wyrafinowani).

          >Death Kennedys
          > nagrał o wiele lepsze kawałki niż "California uber allez",

          Oj, to juz zdecydowanie kwestia gustu! California jest numerem rewelacyjnym i
          dam sie za niego pokroic!!!

          >Sex Pistols był
          > bardziej zjawiskiem niż muzyką

          Zupelnie sie nie zgadzam. To taka obiegowa opinia, podczas gdy - wlasciwie
          niechcący - McLarenowi wyszedl zespol z krwi i kosci. Plus fenomenalna
          produkcja pierwszego albumu (tyle juz o tym napisano, ze nie bede za innymi
          powtarzal). Ja sie do Pistolsow przekonalem dosc pozno, w pewnym momencie
          powalila mnie Anarchia w UK (ten opetanczy smiech i szalejacy Rotten), a potem
          to juz poszlo... A jak juz odkrylem te numery Pistolsow, ktore nie zostaly
          wydane na debiucie, a są wrecz powalajace - Don't Give Me No Lip, Child i Silly
          Thing, to juz zupelnie nie dam o nich (a raczej: o ich muzyce) zlego slowa
          powiedziec. A juz najbardziej mija sie z prawda stwierdzenie: " to jest raczej
          zjawisko, a nie muzyka". Bez przesady, Pistolsi biją na glowe wiekszosc
          wspolczesnych zespolow "rockowych".

          > zrozumiałem zamierzenie ze chodzi o delikatne wprowadzenie w klimat garażu
          >przy
          > użyciu ogólnie znanych kapel.

          Oczywiscie, ze chodzi raczej o wstep do tej muzyki, zachecenie do poznania
          dalszych utworow, plyt itd. A przede wszystkim sa to moje ulubione garazowe
          kawalki ;-)))

          >Niemniej nie wiem po co.

          Zeby sluchac!
          Jesc raczej sie nie da ;-)

          >Ktośkto posłuhca tego przystępnego
          > składaka

          Hmm, jezeli Melt Banana (!!!) i Big Black (szczegolnie wybrany numer He's A
          Whore!!! z niezwykle przystepnej plyty o przystepnym tytule "Songs about
          fucking") sa takie przystepne, to co garazowego jest nieprzystepne???????????
          Poza tym oczywiscie, ze chodzilo o zachecenie, a nie zniechecenie.

          >zacnie usłyszeć że ktoś jeszcze operuje nazwami
          > kapel których żaden z moich znajomków już nie zna

          I o to chodzi, to przeciez pretekst do rozmowy o tych
          zespolach/plytach/kultowych numerach...

          michal
          • obly Re: Garaż 14.11.05, 11:46
            No to cel sie osiagnał gdyż przy okazji przegrupowalem kilka kawałkow
            w moim kompie ;))) i wrócilem do kilku nagrań

            Niektóre uwagi zachowuje dla siebie gdyż rzeczywiscie subiektywne odczucia nie
            powinny się mieszac. A po prsotu wkurzył mnie fakt manipulacji kolesia z The
            White Stripes jakoby to brat i siostra a nie ex wife co było związane z checia
            zainteresowania szerszej liczby słuchaczy i mnie się to z Tatu kojazy bardziej
            niż z garażem, po prsotu i stąd moja uwaga.

            Polecam ci do przesluchania Plasmatic z 82 "Coup D'etat" z 82 r. jak lubisz
            takie wiesz.. "rewolucyjne garaze".
            Ostatnio dostalem i normalnie miazga ;))
            Okładka: nagowata kobieta w stylu punkowa tomb-rider na czołgu, koło niego
            indiański "cze-gewara" plus do tego dwie kopie: kopia Billy Idola i Wattiego z
            The Exploited.

            Black Sabbath - nie przekonasz mnie nigdy że to garaż, moje subiektywne
            odczucie temu się opiera ;))
            The Cure - fajniejsi sie stali jak wyszli z garażu, to chciałem powiedzieć ;)
            Dead Kennedys - rozumiem i szanuje no bo co mam nie rozumieć (nazi punks fuck
            off)
            Sex Pistols - no tu problem, dla mnie to tylko Johny Rotten, zespół był
            zjawiskiem, a Johny - artystą w moim tego słowa znaczeniu, robił ten zespół co
            potwierdził w PIL`U i w tym ze potrafił ten cyrk rzucić żeby sięna spokojnie
            zając swoją robotą. Zgadzam się że muza niezła (bez tego nie było by zjawiska)
            ale zjawiskowość zaczeła przechylać u nich szalę. A tę właśnie zjawiskowosć
            podsycał McLaren, co mogło byc przyczyną różnic. Pozostali członkowie kapeli to
            po prosotu dobrzy ludzie którzy mieli fajną przygodę.

            Chce tylko powiedziec ze ten składak wiecej mówi o autorze niż o garazu, i to
            nie jest zle bo chyba o to chodzi ;)))

            > Hmm, jezeli Melt Banana (!!!) i Big Black (szczegolnie wybrany numer He's A
            > Whore!!! z niezwykle przystepnej plyty o przystepnym tytule "Songs about
            > fucking") sa takie przystepne, to co garazowego jest nieprzystepne???????????
            > Poza tym oczywiscie, ze chodzilo o zachecenie, a nie zniechecenie.

            No bo wszystko garażowe jest bardzo przystępne, naprawdę, cenowo też ;)))

            A o definicje garazu sie nie będziemy spierać, bo ona sobie sama niezle radzi.

            hej
      • obly Re: Garaż 10.11.05, 09:31
        Iggy Pop
        płyta "Party"

        To jest jedna z bardziej garażowych i takich "wesołych" płyt impezkowo
        szlajankowych piatkowego wieczora.
        polecam...



Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka