Dodaj do ulubionych

Jaka to płyta?

16.06.05, 16:13
Leniwe popołudnie przed komputerem zrodziło w mojej głowie pomysł nowej
forumowej zabawy. Oto jej reguły: wklejamy fragmenty trzech recenzji jakiejś
płyty, wycinając tytuły, nazwy, bądź nazwiska, które w wyraźny sposób
zdradzałyby o jaką płytę i zespół chodzi. Reszta musi odgadnąć tytuł albumu.
Zwycięzca wymyśla następną zagadkę. Apeluję o nieposiłkowanie się google'em :)
Ja zaczynam.

Pierwszy fragment:

Imagine there’s a party. And there’s a bunch of teenagers there. And they’re
dancing to the latest “dance music.” And it’s the most monotonous, annoying
thing you’ve ever heard in your life. Just a repetitive “THUMP! THUMP! THUMP!”
It’s annoying as hell. You know this is music for zombies. But you also know
it’s the only music these people have ever heard.
But then the D.J. puts the <zespół> <album> in the CD player. And he plays
the entire thing, from start to finish. The teenagers can’t believe what
they’re hearing. All these complex rhythms. All these weird arrangements. All
this driving musical force that propels each song with an energetic frenzy
from start to finish.
For the first time in their lives, these teenagers are hearing what real music
sounds like.
They are listening to what is, by far, the best <zespół> album ever released.
This music is intelligent dance music.
This is dance music for people who think they hate dance music.
This is <zespół> music for people who think they hate <zespół>.
This is totally awesome.

Drugi:

Throughout their first four albums, <zespół> were always adventurous and
willing to change musical directions. What I have heard of their first album
is more straight-forward, and almost punk-like, whereas, the third album,
<inny album zespołu>, is an energetic, funky, yet intelligent album. <inny
album zespołu> also benefits from the immaculate production techniques of
<producent>, and the first album doesn't feature the eccentric genius.
<album>, in my eyes, is a flawless fusion of the styles of the first and third
albums. While the musicianship is, for the most part, relatively simple, it is
impossible not to tap your foot or bob your head up and down like a raving
lunatic while listening to this album.

Trzeci:

There's always debate (among those who care) as to which record best captured
the <zespół> sound. Well, my vote's with this one. It's tight, tense and
nervous, but without going over the top on any element- a good balance in
other words. Really it's a concept album about modern livin'. The songs may be
a bit tongue-in-cheek, but it's pretty easy to tell what they're about.

Obserwuj wątek
    • kubasa Moja zagadka 16.06.05, 17:30
      Bardzo prosta zagadka.


      Pierwsza:

      BLEBLE is one of those albums that created a completely new path for music to
      go. This is a surprisingly mellow album, punctuated by massive layers of ear-
      splitting feedback, feedback that you cannot tear your ears of for a second.
      The album starts with the dreamlike “BLEBLE” which, appropriately enough sounds
      almost exactly like an actual BLEBLE. Right after “BLEBLE” the recording snaps
      you back to reality with “BLEBLE”, a song that is both bare bones rock and
      roll, and a totally different sound. We also have “BLEBLE” the best of the
      BLEBLE sung songs.

      Druga:

      One would be hard pressed to name a rock album whose influence has been as
      broad and pervasive as BLEBLEBLE. While it reportedly took over a decade for
      the album's sales to crack six figures, glam, punk, new wave, goth, noise, and
      nearly every other left-of-center rock movement owes an audible debt to this
      set.

      Trzecia:

      Brian Eno: "Niewiele osób kupiło ten album, ale każda z nich założyła zespół"
      • cze67 Re: Moja zagadka 16.06.05, 17:31
        kubasa napisał:

        > Trzecia:
        >
        > Brian Eno: "Niewiele osób kupiło ten album, ale każda z nich założyła zespół"


        Kura wodna, znam ten cytat. Ale nijak nie mogę sobie przypomnieć jakiej płyty
        dotyczył...
      • jarecki32 Re: Moja zagadka 16.06.05, 17:39
        One would be hard pressed to name a rock album whose influence has been as
        broad and pervasive as BLEBLEBLE. While it reportedly took over a decade for
        the album's sales to crack six figures, glam, punk, new wave, goth, noise, and
        nearly every other left-of-center rock movement owes an audible debt to this
        set.


        Takie peany to pisalo sie chyba tylko na temat Velvet Undergroud , ale to
        kompletny strzal w ciemno
      • kubasa Re: Moja zagadka 16.06.05, 17:44
        Heh, syndrom Glebogryzarki sie szerzy :P. Podajemy albo pelna nazwe zespolu i
        plyty albo lepiej nie piszmy nic bo to nie ma zbytnio sensu. Ilhan ma racje, on
        zadaje zagadke.
        • ilhan Moja 16.06.05, 18:12
          "Zaczyna się, jak każdy popowy album powinien, od singlowego przeboju - "BLABLABLA" - piosenki, która brzmi jakby była zaprojektowana przez roboty jako soundtrack do przejażdżek zderzającymi się samochodami w wesołym miasteczku".

          ""BLABLABLA" jest pełny piosenek, które, uczciwie przyznając, nie mają większego sensu poza MIEJSCEM-GDZIE-POWSTAŁY, piosenek, które odnajdują radość w doczesności, jak "PIERDUPIERDU" (piosenka o słonecznych wakacjach klasy robotniczej) czy "TRALALALA" (dzień z życia zuchwałego, bezrobotnego stałego bywalca ławek [WTF? - przyp. ja])"

          "Na "BLABLABLA", postacie są wadliwe, ale prawdziwe i zasługujące na uwagę i miłość. Te postacie rozpaczają z powodu swojej czystej mierności, ale wciąż lubią się bawić".
    • glebogryzarka1 Riddle me this, riddle me that: 16.06.05, 19:25
      "(nazwa własna) śpiewa większość piosenek na tym albumie, każdą doskonale.
      Aczkolwiek refren (tytuł utworu) zapewne został sztucznie przyspieszony! Jeśli
      nie - łał, facet naprawdę potrafi szybko śpiewać."

      "Piosenki z tej płyty nigdy nie stały się przebojami w Stanach."

      "To jest mroczna podróż po (miejsce), nie pozostawiająca ani jednej ciemnej
      uliczki niezwiedzonej, ani jednego dziwnego przechodnia nieopisanego."

      "Album kończy się kolejnym singlem, instrumentalnym (tytuł utworu)."

      "(nazwa zespołu) naprawdę zmobilizowali się po debiucie i dostarczyli nam
      dojrzałą, znakomitą płytę - nadal bawią się i są zabawni, ale świetnie wiedzą,
      kiedy są w niebezpieczeństwie posunięcia się za daleko."
    • glebogryzarka1 To chyba niezbyt trudne będzie... 16.06.05, 20:23
      "Atonalna jakość śpiewu szalonego seks-naukowca (nazwisko) i gęste, niby-
      dyskotekowe rytmy powinny były przynieść katastrofę, ale stało się coś wręcz
      przeciwnego."

      "Teraz wszystko, co dostajemy z dorobku (nazwa), to niekończące się, nudne
      remiksy (tytuł). Dość już tego."

      "Jeśli odrzucić całe tamto zamieszanie, kontrowersje i szaleństwo fanów,
      otaczające (nazwa) - które zresztą raczej nie dotarło do (miejsce), mimo że
      podobnie bombastyczne (tytuł) i (tytuł) dobrze radziły tam sobie na listach
      przebojów - i (tytuł) objawi nam się jako doskonale przegięte, dziwaczne, ale
      zabawne wydawnictwo."

      "Prawdę mówiąc, ten album stanowi bardziej pomnik producenckich umiejętności
      (nazwisko) niż czegokolwiek innego. Wynajął on muzyków akompaniujących
      (nazwisko), by wspomóc prace w studio, oraz załatwił gościnny udział
      (nazwisko), weterana z (nazwa), (...) co prawdopodobnie przyprawiło wielu
      fanatyków progrocka o apopleksję."

      "Teledysk został zakazany przez telewizję i nakręcono nowa wersję. Podobnie,
      radio również wpisało singiel na czarną listę."
    • kkrzysiekk jadę (i od razu polecam tym, którzy nie znają) 16.06.05, 21:27
      "...Wspaniała płyta. Brzmiąca niczym najcudowniejsze momenty <nazwa płyty>
      <nazwa wykomnawcy> pozbawione dubowych korzeni, w zamian wsparte na misternych
      hiphopowych rytmach..."

      "...Na pewno zauważyliście, że ostatnio muzyka alternatywna uległa stagnacji. W
      końcu jak wiele imitacji Pearl Jam jest w stanie znieść rynek ? Na szczęście
      prawdziwy postęp dokonuje się na obszarze luźno definiowanym jako "techno"
      czy "elektronika". Takie metki jak "ambient", "dance" i "trip-hop" zdają się
      obejmować elementy tego trudnego do zdefiniowania gatunku i wszystkie te
      elementy są wpasowane genialnie w <tytuł płyty>. Niektóre piosenki zawierają
      rap, inne soul a jeszcze inne ambientowy groove. Ten debiutancki album <nazwa
      wykonawcy> jest jednym z lepszych wydawnictw zeszłego roku..."

      "...Autorami tego dzieła są <nazwa>, do współpracy udało im się pozyskać takie
      znakomitości jak: <wymienione znakomitości>, jednak nie owi goście stanowią o
      świetności albumu, lecz olbrzymi talent i wyobraźnia <nazwa> oraz wspaniały
      głos debiutującej wokalistki <nazwa>..."
    • glebogryzarka1 Prosta zagadka... 17.06.05, 15:56
      ...dwie kulki armatka.
      *kręci głową zniesmaczony własnym poziomem*

      To jest naprawdę nietrudne:

      "Ale (nazwa) nie chcą być znani jako zwykła imprezowa kapela; próbują mówić o
      problemach społecznych, takich jak bezdomność"

      "Chciałbym tylko, żeby (nazwisko) i (nazwisko) nadal grali w tej kapeli, bo to
      ich granie, odpowiednio na basie i klawiszach, sprawia, że ten album jest
      wyjątkowy."

      "Tytułowy numer jest jazzującym kawałkiem z wieloma odniesieniami do używania
      konopii indyjskich."
    • jarecki32 sugestia 17.06.05, 16:42
      jesli najwieksi super-specjalisci glowia sie nad rozwiazeniem tych "naprawde
      bardzo latwych zagadek" to co ma reszta powiedziec ?
      Moze ograniczymy ten konkurs do albumow klasycznych i wzglednie ogolnie znanych
      (nawet wtedy wcale nie jest tak latwo) chocby jak ten Velvet i Nico, wtedy
      wiecej niz 1,2 osoby maja jakas szanse ?
    • pagaj_75 Jadem 20.06.05, 16:58
      Tak jak chciał Jarecki, klasyka. Dość proste, choć podchwytliwe ;)

      "Często uważany za początek ich historii, <tytuł> był tak naprawdę czwartym
      albumem <zespół>."

      "Główna różnica między <tytuł> a jego poprzednikami polega na sposobie w jaki
      rozwija natarczywy, napędzający puls, który czyni powtarzane rytmy i riffy
      elektronicznych instrumentów klawiszowych i transowych gitar jeszcze bardziej
      hipnotyzującymi."

      "Refren <fragment tekstu> utworu tytułowego jest szelmowskim ukłonem w stronę
      Beach Boys..."
      • pagaj_75 Podpowiedź 23.06.05, 10:12
        No dobra, poprzednie cytaty mogły być bardzo mylące (zwłaszcza ten o transowych
        gitarach), więc rozwinięcie jednego z nich oraz cytat dodatkowy.

        "Często uważany za początek ich historii, <tytuł> był tak naprawdę czwartym
        albumem <zespół>, ale pierwszym któremu udało się utorować drogę na rynek
        brytyjski i amerykański."

        "<tytuł> to niepozorne, niektórzy rzekliby osobliwe, arcydzieło podzielone na
        dwie części: pierwsza to sam utwór tytułowy, druga jest zbiorem
        minimalistycznych kompozycji inspirowanych nocą (porą nocną)"

        "22-minutowa kompozycja tytułowa, która w mocno okrojonej postaci stała się
        światowym przebojem singlowym, pozostaje szczytowym osiągnięciem zespołu (...) W
        <tytuł> słychać wyraźnie źródło electro-funku, ambientu i synth popu."

        No jak teraz nikt nie zgadnie, to mi ręce opadną i... będzie kolejna podpowiedź ;)
            • ilhan Daję 23.06.05, 10:37
              "Wątek dzieciństwa, uwidoczniony już w liternictwie z okładki, prawie cały czas się przewija."

              "<utwór>. Najpiękniejsza melodia w zestawie, niemal krystalicznie piękna. (...) Ilu to poetów próbowało opisać tak zwaną "cykliczność natury" w swoich wierszach? Jednak nikt nie zrobił tego tak idealnie – w płynny sposób zamykając nawet siedem miesięcy w trzydziestu pięciu znakach."

              "Sam <wokalista> pragnie, by nie odnosić jednorazowego jak na razie <nazwa> do tego, co stworzył do tej pory z <zespół>."
                    • jarecki32 poniewaz mnie glowa nie boli 23.06.05, 18:11
                      (jeszcze nie) to jade z zagadka ( na pewno klasyka)



                      Oglaszajac swoje zamiary z (Nazwa) , (Imie) zboczyl krotko do mainstream (nazwa
                      miasta).
                      Na tym bestsellerowym albumie nawet ten szczegolny glos wokalisty brzmi gladko
                      i pieknie.

                      Przebojowy (nazwa piosenki) ze steel guitars oraz wspomagajacej (nazwisko
                      wokalistki) jest zdecydowanie najbardziej komercjalnie brzmiaca piosenka.

                      Jego tradycyjne dysonanse jak chocby przesadnie akcentowana gitara w ( nazwa
                      piosenki) sa mniej odstraszajace w tym nowym kontekscie.
                      Dwa ostatnie utwory : zludnie lagodny (nazwa piosenki) oraz hipnotyczny rock na
                      (nazwa) nawiazuja do (nazwa plyty wydanej trzy lata pozniej)

                      • jarecki32 Hints 23.06.05, 19:43
                        poniewaz wyjezdzam na trzy dni podrzucam 3 wskazowki, teraz powinno byc duzo
                        latwiej.
                        >
                        >
                        >
                        > Oglaszajac swoje zamiary z (Nazwa) , (Imie) zboczyl krotko do mainstream
                        (Nashville).
                        > Na tym bestsellerowym albumie nawet ten szczegolny glos wokalisty brzmi
                        gladko
                        > i pieknie.
                        >
                        > Przebojowy (nazwa piosenki) ze steel guitars oraz wspomagajacej (nazwisko
                        > wokalistki: Linda Ronstad) jest zdecydowanie najbardziej komercjalnie
                        brzmiaca piosenka.
                        >
                        > Jego tradycyjne dysonanse jak chocby przesadnie akcentowana gitara w ( nazwa
                        > piosenki) sa mniej odstraszajace w tym nowym kontekscie.
                        > Dwa ostatnie utwory : zludnie lagodny (nazwa piosenki) oraz hipnotyczny rock
                        na
                        >
                        > (nazwa) nawiazuja do (nazwa plyty wydanej trzy lata pozniej: 1975)
                        >
                        • aimarek Re: Hints 23.06.05, 20:15
                          Postawiłbym na "Harvest" Neila Younga. Choć nie wiem jak kawałek może nawiązywać
                          do płyty wydanej trzy lata później :D Young antycypował? :|
                          • jarecki32 Yes, Sir , Your turn 23.06.05, 20:52
                            A to odpowiedz na pytanie:

                            "The Needle and the Damage Done" and the hypnotic rocker "Words (Between the
                            Lines of Age)," predict "Tonight's the Night," Young's haunted 1975 classic.
                            • aimarek jedziemy 23.06.05, 22:29
                              "<Tytuł płyty> może być zapamiętany jako album indie, który zrezygnował
                              całkowicie z piosenek. Bardziej skoncentrowany jest na groovie i ekspresji niż
                              zwrotkach i refrenach, jego instrumentalne pasaże łączą rockowe instrumentarium,
                              z "remiksowym podejściem", czasem przechodząc w swobodną improwizację..."

                              "Zgadzam się z innymi oceniającymi, którzy twierdzą, że <tytuł kawałka> jest
                              fenomenalnym, mogącym odmienić życie utworem. Zaczyna się niemal 10-minutowym
                              motywem basu, któremu towarzyszą delikatne elektroniczne efekty i klimatyczna
                              gitara..."

                              "Od początku do końca ten album zachwyca słuchacza pomimo, że jest to
                              powtarzająca się i bardzo zimna muzyka. Synteza ambientu, minimalizmu, jazzu,
                              elektroniki i awangardowego rocka..."

                                  • nemrrod Uwaga, zadaję [proste] 24.06.05, 10:07
                                    Album pojawił się w sklepach <data> i z miejsca trafił niemal na sam szczyt
                                    brytyjskiej listy przebojów, gdzie utrzymywał się przez pół roku! W USA osiągnął
                                    miejsce 19. i spędził na nim 7 tygodni. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie
                                    fakt, że album nie zawierał praktycznie żadnych przebojów, poza singlowym <tytuł>.

                                    Nie pierwszy raz w karierze artysty nowe nagrania nie miały nic wspólnego z jego
                                    poprzednimi dokonaniami. Tutaj jednak doszło jeszcze coś nowego: album dzieli
                                    się na połowy. Jedną wypełniają „piosenki” – czy lepiej: ignorujące niekiedy
                                    zasady kompozycji i aranżacji twory, a drugą – eksperymentalny, prawie wyłącznie
                                    instrumentalny elektroniczny rock.

                                    <tytuł> jest doskonałym studium alienacji i samotności współczesnego człowieka,
                                    które w swoim czasie nie zostało docenione przez krytykę.
                                        • ilhan Uwaga, zadaję [trudne!] 24.06.05, 10:55
                                          "Jeśli znacie ten zespół tylko z <wielkiego przeboju>, posłuchajcie tego. Wielkomiejski biały soul".

                                          "<Nazwisko> odgrywa tu rolę jaką Morrissey spełni w 1985, a Jarvis Cocker w 1995 - nieoczekiwanego, ale perfekcyjnego głosu, który uchwyci istotę tego czasu w Wielkiej Brytanii".

                                          "<Płyta> rozpoczyna się kręceniem gałką od radia i trafianiem na przypadkowe utwory, zanim <nazwisko> wyłącza je, nakazując ich spalenie".
                                              • aimarek chyba średnio trudne 24.06.05, 11:43
                                                “Te piosenki zawdzięczają wiele muzyce pop lat 60-ych, zwrotki i refreny są
                                                pełne chwytliwych, szybko przyswajalnych motywów. Chwilami hałaśliwa produkcja
                                                sprawia, że potrzeba trochę wysiłku by wyłowić melodie, ale najczęściej ten
                                                wściekły hałas i melodie współgrają, składając się na przygniatającą dźwiękową siłę”

                                                „Piosenki są tak agresywne jak poprzednio, ale w niektórych momentach jest
                                                więcej miejsca na melodie w porównaniu do <wcześniejszy album>, zwłaszcza w
                                                piosenkach takich jak <tytuł kawałka>, który jest zupełnie inny od ich
                                                pierwotnej hardcore-owej furii. <Album> jest także bardziej przystępny od
                                                <poprzedni album>, więc być może jest to dobra płyta na początek..”

                                                „Jest tam sporo klasycznego punku z dającą się odczuć popową wrażliwością. Utwór
                                                tytułowy mknie jak pocisk i sprawia, że chcesz krzyczeć. <Inny kawałek>
                                                doskonale oddaje te wszystkie gówniane, frustrujące, żałosne momenty w związku,
                                                które zdarzają się wszystkim parom (i do tego jest oparty na zabójczym motywie).”
    • kkrzysiekk next zagadka - chyba easy ;) 26.06.05, 11:55
      "...płyta, na której <zespół> ostatecznie przestał brzmieć jak rockowy zespół,
      opierając swoje kompozycje na awangardowych dźwiękach. Ten na pozór
      nieprzystępny, zimny album skrywa jednak skarby w postaci kilku
      najpiękniejszych utworów w dziejach grupy..."

      "...albumem tym <zespół> zaskoczyli zarówno fanów, jak i przypadkowych
      słuchaczy. Bez singla, bez przeboju, jeśli nie liczyć nielansowanego w mediach
      <utwór> i praktycznie bez wokali - wiele osób się zawiodło, chociaż opinie z
      upływem czasu stawały się coraz bardziej pozytywne..."

      "...czy jest jakieś przesłanie, zawarte na płycie ? - niech będzie takie -
      staraj się najmocniej jak potrafisz i to wystarczy..."
    • kubasa moja zagadka 26.06.05, 12:40
      "To jak dotąd najlepszy album grupy. <wokalista zespołu> wydaje się być jedyną
      dziś postacią w muzycznym showbiznesie, która może przygotować kompleksową,
      eksperymentalną i kreatywną muzykę bez popadania w mierność."

      "Sticky Fingers, Back in Black, XTRMNTR, Adore, Up, In the Studio, Movement,
      Everything Must Go, Soft Bulletin, Power, Corruption & Lies, First Step,
      Damaged, Green Mind, This Is Hardcore, Coming Up, Full House"

      "<nazwa albumu> jest zupełnie wyjątkowym albumem, który przekracza granice i
      ustanawia nowe standardy".
          • janek0 jadę (trudne może być) 26.06.05, 14:23
            1. Piękna kolekcja intensywnie cichych piosenek, pełnych soczystych harmonii i
            natrętnych dźwiękowych wyładowań... rzadko kiedy udawało się temu zespołowi
            brzmieć lepiej.

            2. Momentami przypomina [nazwa płyty B. Eno] Eno.

            3. [Nazwisko wokalisty] [nazwisko perkusistki] śpiewają najbardziej intymne
            teksty, jakie kiedykolwiek napisali, w akompaniamencie szepczących gitar,
            "szczotkującej" perkusji, wibrafonu i organowych piszczałek. To czar radosnej,
            psychedelicznej pościelówy... piosenki są znakomite, z serca płynące, krzepkie,
            melodycznie na tyle złożone, by można było znaleźć w nich coś nowego po
            kilkunastu odegraniach, pełne prawdziwego folk-rocka.

            4. Zbyt długie, zbyt ospałe i zbyt bałaganiarskie pogrywanie z Hoboken.
            Całkowite rozczarowanie.
    • roar Mam nadzieję, że nietrudne, chociaż... 26.06.05, 16:29
      "Głównym zarzutem wysuwanym przez krytyków muzyki [nazwa zespołu] jest to, że ich dzieła powtarzają ten sam schemat: ubogi i powolny początek, buduj-buduj-buduj, crescendo. Lecz choć faktycznie są tu crescenda, tak przewidywalnych schematów nie znajdzie się wśród utworów na [tytuł albumu] - jest ona naładowana dynamiką, niespodziewanymi fragmentami, silnymi emocjami i pięknem."

      "[tytuł albumu] to dwa CD, w sumie 90 minut, jednych z najpotężniejszych nagrań jakie kiedykolwiek usłyszycie."

      "Można by pomyśleć, że w tym momencie próby zespołu powinny się robić nudne i przestarzałe, ale nigdy się tak nie dzieje. I pojawiają się niespodzianki. Rogi na [tytuł utworu] brzmią jak żałobna pieśń bitewna. Smutna melodia fortepianowa, przypominająca [nazwa zespołu] tworzy solidne jądro, wokół którego krążą ambientowe hałasy i zniekształcone sygnały radiowe. Nagrania polowe, z których [nazwa zespołu] słynie, rozrzucone są po całym albumie. Stary człowiek wspomina dni chwały Coney Island w [tytuł utworu]. Na [tytuł utworu] kaznodzieja krzyczy "Kiedy ujrzycie twarz Boga, umrzecie" z przekonaniem graniczącym z fanatyzmem."

      Nie jestem dobrym tłumaczem. Ech. ;)
    • pytajnick Proszę bardzo. 26.06.05, 17:43
      Jakiekolwiek podobieństwa do jego wcześniejszych prac można łatwo wytłumaczyć
      tym, że wiele tutejszych piosenek miało swój początek jeszcze w czasie sesji do
      poprzedniego albumu.

      Album charakteryzuje niezwykła spójność i nowoczesność, wypływająca z
      wielowarstwowego łączenia plemiennych rytmów ze złożonymi partiami wokalnymi,
      samplami, rockowymi gitarami, pianinem oraz - przede wszystkim - elektronicznymi
      efektami. Rzeczywiście, początek utworu otwierającego przypominać może Prodigy,
      zanim wypłynie na delikatną, słabowitą i pełną strachu powierzchnię. (co za
      zdanie, wybaczcie)

      Jeśli jeszcze o tym nie wspomniałem - wszystkie utwory poza końcowym trwają
      ponad szcześć minut. Ostatnia, krótka fortepianowa piosenka, jest pomyślany jako
      ascetyczna odpowiedź na dramatyczne kreszenda skrzypcowe, pełnego przepychu,
      utworu poprzedzającego.

      A jeśli jeszcze nie wiecie...

      Dziesięc lat to długi czas, szczególnie jeśli chodzi o muzykę pop. Ale czekanie
      dziesięć lat z wydaniem albumu jest wyraźnym sygnałem, że tak czy inaczej nie
      jesteś zainteresowany popowymi wyścigami.
          • aimarek będzie bardzo trudno chyba 28.06.05, 12:30
            Nie miałem ostatnio czasu na układanie zagadki, ale już daję.

            "Ten album został nagrany latem w Nowym Jorku i członkowie zespołu twierdzili
            ponoć, że udało im się uchwycić dźwięki lata, gorączki opustoszałych w czasie
            wakacji ulic. Wyobrażam sobie, że mieli całe miasto dla siebie i jakiś dziwny
            duch opętał ich, manifestując swoją obecność w czasie sesji nagraniowych.."

            "Ogarnięcie w pełni tego albumu zajmuje trochę czasu, ale z następnymi
            przesłuchaniami, zaczynasz dostrzegać kolejne warstwy i kolory. Ta muzyka
            wywołuje napięcie, jest stresująca i po wysłuchaniu całości, być może
            zapragniesz włączyć "Astral Weeks" Vana Morrisona, żeby ochłonąć."

            "Jest w tej muzyce coś wyjątkowego, co przemawia do mnie w niemal religijny
            sposób. Słuchając tej płyty, wyobrażam sobie pędzący w mroku po pustej
            autostradzie samochód, nad którym kierowca stracił panowanie, rozbijając się w
            jakimś ciemnym lesie..."

            Jak ktoś trafi bez podpowiedzi to jest naprawdę bossem :).
              • aimarek podpowiedź 28.06.05, 18:14
                "..to wielkie, zdaniem wielu szczytowe, osiągnięcie w ich karierze. Zaczyna się
                alternatywnym hymnem <tytuł kawałka> i ani przez chwilę nie obniża lotów. Muzyka
                jest "gęsta" i wielowarstwowa, z niemal jazzowymi improwizacjami."
                    • ilhan Dziękuję, dziękuję <palacz> 28.06.05, 19:26
                      "Porównania do wcześniejszych albumów są przeważnie bezwartościowe, skoro <zespół> zmienili się tak bardzo od swojego powstania".

                      "Porzucają psychodelicznego rocka i zmierzają w kierunku baroku".

                      "Jeden z moich przyjaciół powiedział, że to brzmi jak The Beatles spotykający muzykę z kreskówek".
                          • ilhan Re: a se strzelę... 29.06.05, 10:17
                            "Pet Sounds z Neilem Youngiem na wokalu".

                            "Poruszający, majestatyczny klejnot <tytuł płyty>, podnosi poprzeczkę już nie tylko dla <zespołu>, ale dla orkiestrowego popu w ogóle".

                            "Swoim czwartym albumem, <zespół> prezentuje bardzo osobiste spojrzenie na Amerykę i amerykański sen, charakteryzujące się ruchem i zmianą".
                                • janek0 no to tym razem 29.06.05, 14:07
                                  1. [nazwa pani] udowadnia, że jest tak niepotrzebna, że mogłaby nieistnieć

                                  2. Tam gdzie [nazwa pani] była inteligentna i prowokacyjna, tam jest teraz
                                  przygłupia i przereklamowana, jej teksty stały się czerstwe, a image wydaje się
                                  groteskowym ćwiczeniem z parodiowania samej siebie.

                                  3. Żenujące.

                                  4. Po wysłuchaniu niekończących się banałów [nazwa pani], trudno nie czuć się
                                  zdołowanym przez jej przesadny i przestarzały styl komponowania.
                                        • ilhan Re: no to tym razem 29.06.05, 17:23
                                          "Beznamiętna, znudzona maniera <nazwisko>, nasycone przyklejającymi się do ucha zagrywkami gitar, zabójcze, choć niesamowicie ospałe melodie, imitujące automat bębnienie <nazwisko> - to właśnie muzyczna strona <zespół>".

                                          "<Tytuł> to kawał solidnego rockowego grania, ale po co ta cała histeria wokół niego?"

                                          "To niewiele ponad 30 minut i 11 wersji tej samej piosenki. Ale NIECH MNIE KULE BIJĄ [tłumacz-czerstwiarz się kłania] jeśli ta jedna piosenka nie jest dobra".
                                          • ilhan podpowiedź 30.06.05, 13:37
                                            "Wiele zamieszania wokół <zespołu> koncentruje się wokół utworu <tytuł>, który usunięto z <pewnej> wersji albumu w świetle ostatnich wydarzeń w <nazwa>".
                                                  • polleke Nowa zagadka 05.07.05, 09:53
                                                    Żeby nie było, że zabawa padła przeze mnie (sorry, wcześniej nie miałam czasu
                                                    ani weny):

                                                    Płytę wypełniają niepokojące, utrzymane w średnim tempie utwory i dziwaczne
                                                    orkiestracje, ale w żadnym wypadku nie można jej nazwać nieprzystępną.

                                                    Utwór tytułowy oraz [inny utwór] mógłby z łatwością wykonywać Sinatra.

                                                    [Nazwisko] we właściwym sobie przypływie skromności nazwał [tytuł] najlepszą
                                                    płytą, jaką kiedykolwiek nagrano. [Tytuł] jest bez wątpienia albumem, który
                                                    może się poszczycić najbardziej wyszukanymi aranżacjami, a w doskonałych [tytuł
                                                    utworu] i [tytuł utworu] ta wiara w siebie idzie w parze z władczym śpiewem
                                                    [nazwisko] i jednymi spośród najświetniejszych piosenek lat 80.
                                                • kkrzysiekk Re: podpowiedź 30.06.05, 14:15
                                                  kurde i znowu jak kulą w płot ;) a tak wszystko (prawie) ładnie pasowało...bym
                                                  sobie strzelił jeszcze w 1 płytę z 1980r, ale tam jest 12 kawałków a nie 11

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka