Dodaj do ulubionych

clap your hand say yeah - arcade fire col. 2????

21.07.05, 08:28
debiut cyhsy jest nieustannie porównywany do debiutu arcade fire. album
wedlug mnie nie az tak dobry ale i tak to bardzo ważna pozycja tego roku. no
i wokalista podobnie jak w af wyraźnie ciągnący w kierunku neila younga. co
myslicie?
Obserwuj wątek
    • ton2 Re: clap your hand say yeah - arcade fire col. 2? 21.07.05, 09:54
      Ja slucham od miesiaca i bardzo mi sie podoba, choc mnie wokalista bardziej
      przypomina Davia Byrne'a z Talking Heads. Juz gdzies na forum pisalem, ze ja jak
      najbardziej nabieram sie na ten zespol, niezaleznie od tego, czy hype'uje go
      Pitchfork, czy ktokolwiek inny. Taka muzyka do mnie po prostu trafia. A jesli
      komus podoba sie CYHSY to polecam tez Wolf Parade, ktorzy ponoc sa kumplami
      Arcade Fire i w sumie graja dosc zblizona muzyke. Na razie jestm na etapie
      poznawania i choc Arcade Fire to nie jest, to jednak warto posluchac.
    • nemrrod Re: clap your hand say yeah - arcade fire col. 2? 21.07.05, 18:38
      Z Arcade Fire łączy CYHSY! tylko fakt, że oba zespoły zostały wyhajpowane przez
      Pitchforka. Nie mam nic przeciwko hajpom, ani przeciwko Pitchforkowi, rozumiem,
      że może się CYHSY! podobać, ale dziwi mnie takie bezkrytyczne przytakiwanie
      Pitchforkowi, zaraz wszędzie pojawiają się głosy o "geniuszu" czy
      "objawieniu"... W tej płycie nic genialnego nie ma, ot taki amerykański niezal,
      zlepek wszystkich bandów, których nazwy padły w recenzji Pitchforka, z
      nawiedzonym, niezrównważonym wokalistą. Arcade Fire to zdecydowanie inna kategoria.
      • d84 Re: clap your hand say yeah - arcade fire col. 2? 21.07.05, 21:04
        nemrrod napisał:
        > Z Arcade Fire łączy CYHSY! tylko fakt, że oba zespoły zostały wyhajpowane
        przez
        > Pitchforka. Nie mam nic przeciwko hajpom, ani przeciwko Pitchforkowi,
        rozumiem,
        > że może się CYHSY! podobać, ale dziwi mnie takie bezkrytyczne przytakiwanie
        > Pitchforkowi, zaraz wszędzie pojawiają się głosy o "geniuszu" czy
        > "objawieniu"... W tej płycie nic genialnego nie ma, ot taki amerykański
        niezal,
        > zlepek wszystkich bandów, których nazwy padły w recenzji Pitchforka, z
        > nawiedzonym, niezrównważonym wokalistą. Arcade Fire to zdecydowanie inna
        katego
        > ria.

        Dokładnie się z tym zgadzam, tyle że idę trochę dalej - ja w tym zupełnie nic
        ciekawego nie widzę. A hajpy Pitchforka niestety coraz rzadziej załapuję :>
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka