Dodaj do ulubionych

W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t

09.09.05, 13:16
I oczekuję zaciekłej dyskusji.
Obserwuj wątek
          • pagaj_75 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 09.09.05, 17:22
            geigo napisała:

            > A czy istnieje jakaś możliwość, aby posłuchać tej płyty nie będąc szczęśliwym
            > posiadaczem ani jej wersji materialnej, ani żadnego programu p2p?

            Będzie taka możliwość, o ile ktoś będący szczęśliwym zrobi coś, co zostało
            ustalone w niedzielę na czacie. Ja nie jestem jeszcze szczęśliwym, ale jeśli
            szybko się stanę, to zrobię to w ten weekend.
                  • pagaj_75 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 10.09.05, 10:32
                    janek0 napisał:

                    > Kurcze, coś się kopie. Nie mogę tego wrzucić - nie dochodzi.

                    A jaki bitrate? Bo ja wczoraj wieczorem wszedłem w posiadanie - 256 kbs. I one
                    na pewno nie przejdą, bo jest ograniczenie 20 MB. Spróbuję przekonwertować do
                    128 kbs lejmem, może nie stracą bardzo na jakości i przejdą.
                    • roar Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 10.09.05, 11:01
                      pagaj_75 napisał:

                      > janek0 napisał:
                      >
                      > > Kurcze, coś się kopie. Nie mogę tego wrzucić - nie dochodzi.
                      >
                      > A jaki bitrate? Bo ja wczoraj wieczorem wszedłem w posiadanie - 256 kbs. I one
                      > na pewno nie przejdą, bo jest ograniczenie 20 MB. Spróbuję przekonwertować do
                      > 128 kbs lejmem, może nie stracą bardzo na jakości i przejdą.

                      A może lepiej wrzucić to do wieloczęściowego archiwum (paczki po 20 mega)? Bo jednak taka konwersja w przypadku mp3 to...

                      Chociaż, fakt, to byłby dodatkowy problem, bo niektórzy tutaj nie mają 100 MB wolnego na dyskach... :)
                      • janek0 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 10.09.05, 12:21
                        roar napisał:

                        > > > Kurcze, coś się kopie. Nie mogę tego wrzucić - nie dochodzi.
                        > >
                        > > A jaki bitrate? Bo ja wczoraj wieczorem wszedłem w posiadanie - 256 kbs.
                        > I one
                        > > na pewno nie przejdą, bo jest ograniczenie 20 MB. Spróbuję przekonwertowa
                        > ć do
                        > > 128 kbs lejmem, może nie stracą bardzo na jakości i przejdą.
                        >
                        > A może lepiej wrzucić to do wieloczęściowego archiwum (paczki po 20 mega)? Bo j
                        > ednak taka konwersja w przypadku mp3 to...
                        >
                        > Chociaż, fakt, to byłby dodatkowy problem, bo niektórzy tutaj nie mają 100 MB w
                        > olnego na dyskach... :)

                        Wyskakuje mi, że ograniczenie jest do 15mb...
    • jarecki32 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 11.09.05, 21:01
      mialem w planie zanabyc droga kupna, ale z amazona moge dostac ten album ( a
      wlasciwie kompilacje pierwszych dwoch) najwczesniej za trzy tygodnie ( super
      egzotyczna plyta niestety) choc normalnie przysylaja w dzien , dwa.
      Wobec tego prosze o instrukcje na moja skrzynke: co robic ?
      I apel do nastepnych w kolejce : czy te plyty zadaniowe to musza byc takie
      biale kruki z bialych krukow ?
      • pagaj_75 Uwaga! Uwaga! Tutaj czytamy ;) 11.09.05, 23:15
        jarecki32 napisał:

        > I apel do nastepnych w kolejce : czy te plyty zadaniowe to musza byc takie
        > biale kruki z bialych krukow ?

        No więc przyznaję, że trochę szpetnie skląłem Aimarka w piątkowy wieczór, że też
        wymyśla takie wynalazki, których nikt na ssiku nie ma, a jak już ma, to jest do
        nich kolejka jak za najlepszych czasów PRL-u... Ale chyba właśnie o to chodzi w
        tej zabawie, żeby poznawać rzeczy, po które normalnie by się nie sięgło. Sam
        zamierzałem zacząć poznawać Fausta od ich najbardziej znanej płyty, czyli Czwórki...

        OK. Achtung, bo werbung. Udało mi się, powtarzam: udało mi się całkiem zręcznie
        przekonwertować bez dużej straty jakości te utwory i umieścić je w pewnym
        miejscu. A w którym? Tu wszystkich zainteresowanych zapraszam na priv, TAKŻE
        tych, którym się wydaje, że wiedzą, bo byli na czacie tydzień temu, albowiem się
        mylą i nie wiedzą ;)))

        Czekam na zgłoszenia.
    • martolka a więc tak... 11.09.05, 22:30
      nie podobało się. wcale a wcale :-P
      nie przepadam za takimi udziwnionymi kawałkami. eksperymenty melodyczne,
      nieskoordynowane dźwięki, szmery, trzaski, głosy, itd., nie dla mnie. może
      akurat te nie dla mnie, może jakieś inne by się spodobały... bo ja wiem.

      ciekawam, co za argumenty wytoczą ci, którzy do łyknęli... ;-P
      • good_morning troche inaczej: 11.09.05, 23:32
        ja wprost przeciwnie: im dziwniej, tym przyjemniej i zabawniej ,vide mike
        slonce patton i jemu podobni ;)
        karottenrock: wstep zapowiada,ze satysfakcji nie bedzie ;) i nie klamie.
        sorry, ale ta klaunowa parada w marchewkach (od 4 do 7 min! przydlugo) nie bawi
        mnie az tak, jak animacje majka. za malo zmian, zbyt monotonne.szczerze
        powiedziawszy ocknelam sie dopiero na dialog, ze zwyklej ciekawosci, co tez oni
        zamierzaja zrobic ;) , generalnie marchewki nudne, tresc dialogu nie az tak
        frapujaca, by je zdolala uratowac.
        (un)krautrock: czekamy minute, poltorej, dwie, (mam to osobno, wiec taki czas)
        2.12 - cos sie dzieje,ale niemrawo, choc ladnie, 3 minuta zbyt rowno – nie
        lubie ;p. ale to chyba typowe na lata siedemdziesiate. nie za bardzo sie
        orientuje, bo nie moje klimaty :) mozna mnie pouczyc ;) taaa, burza poprawi
        kazdy utwor, nastroj niepokoju wprowadzi, napiecia, orzezwienie, jesli nudno ;p

        miss fortune: tego sie czepiac nie bede :) to jest ta czesc plyty, ktora mi sie
        podoba i bedzie sluchana. momentami sie ze stranglersami kojarzy. minuta 5:
        zapowiada sie zmiana nastroju, dobra, ale nie mozna szybciej ?( jakbym vincenta
        gallo sluchala: jeden dzwiek na minute (lubie lubie, akurat jego lubie :))
        zawodzenie niepewnym glosem jakos fajnie komponuje sie z muzyka, i p.o.w.o.l.i.
        przyspiesza perkusja, smacznie wprowadza w trans, czlowiek sie kolysze..., i
        roztanczona 9 minuta , to jakies skrzywienie jest, ze ja perkusje tylko
        slysze ;), pieknie prowadzi... i...debussy’ego jakby fragmencik (?) i
        zgrzyt :/ ...eins! zwei! drei! i knajpa. i po piwie, i charkoty ( w sumie dosc
        konsekwentnie i logicznie ;)) i – kurczaki? - obrazki z wystawy???
        to be or not to be?...
        we have to decide...
        swietne, delikatne muzycznie, madre tekstowo zakonczenie...
        gdybym byla zlosliwa, powiedzialabym,ze z moralem ;p

        niestety, zapoznawac sie z faustem nie bede.
        pozdr :)
        • neandertalski wiwisekcja 13.09.05, 13:09
          ojej aleś poleciała :)
          znaczy bez obrazy ale rozliczanie co do minuty i sekundy, jakies takie
          nieludzie mi się wydało. Oczywiście każdy słucha jak uważa, ja byłbym jednak za
          postulowaniem słuchania i odbierania tego jako całości. Nie wiem jak nazwać
          utwory z tej płyty, impresje? Suity? NIe ma znaczenia.
          W ogóle im bardziej słucham tej płyty tym mniej mam do powiedzenia. Wg mnie to
          po prostu płyta do słuchania albo nie nie bardzo wiem nad czym tu
          polemizować :-)
          To przede wszystkim kawał historii, choc nie koniecznie archeologii muzycznej,
          dziś może nie robi wrażenia ale pomyślcie jak musiała brzmieć ponad 30 lat temu.
          Nie wiem dla mnie to przykład muzyki uwalniającej się z tak wielu schematów, ze
          aż świętokradztwem byłoby próbować ją po latach pakować w szufladki i
          przegródki. Te eksperymenty z przełomu lat 60tych i 70tych wg mnie po prostu
          rozszerzały palety dżwięków dopuszczonych do miana muzyki i przynajmniej na
          mnie to wywarło taki skutek, ze coraz częściej na ulicy bardziej czuję się jak
          na koncercie niż oglądajac sopot czy innego żara ;-)
          • martolka Re: wiwisekcja 13.09.05, 15:26
            neandertalski napisał:

            > Te eksperymenty z przełomu lat 60tych i 70tych wg mnie po prostu
            > rozszerzały palety dżwięków dopuszczonych do miana muzyki i przynajmniej na
            > mnie to wywarło taki skutek, ze coraz częściej na ulicy bardziej czuję się
            > jak na koncercie niż oglądajac sopot czy innego żara ;-)


            wątek o pseudofilozofii się kłania :-D
            • neandertalski Re: wiwisekcja 14.09.05, 10:45
              > wątek o pseudofilozofii się kłania :-D

              to i ja mu się odkłonię, choć go nie czytałem ;-)
              chodziło mi tylko o to, że czasami idąc po ulicy wyobrażajam sobie, ze mam na
              uszach słuchawki i słucham jakiejś odjechanej plyty w kwadrofonii ;)
              podobnie wg mnie zdrowym odruchem jest w pewnych sytuacjach wyobrażać sobie, ze
              się bierze udział w jakiejś absurdalnej komedii, inaczej człowiek by zwariował
              jakby musiał brać wszystko na serio.
              W ogóle wydaje mi się, ze sztuka jako taka powinna wpływac na poszerzanie
              naszych horyzontów krótko mówiąc i nawet jeżeli faust Ci się nie spodobał i
              więcej po niego nie sięgniesz to czy tego chcesz czy nie już Cię poszerzył i
              nie jesteś tą sama osobą którą byłas przed załączeniem ich płyty ;-)
              cholera moze powinni do tej plyty ostrzeżenie doklejać: UWAGA! POSZERZA!
              pozdrawiam
                • martolka Re: wiwisekcja 14.09.05, 11:30
                  pagaj_75 napisał:

                  > neandertalski napisał:
                  >
                  > > czy tego chcesz czy nie już Cię poszerzył
                  >
                  > kobiecie się takich rzeczy nie mówi ;)

                  chciałam mu to wytknąć, ale jestem zbyt dobrze wychowana
                  ;-P
                • neandertalski Re: wiwisekcja 14.09.05, 11:32
                  ekh... tego no, wyrazilem się chyba trochę nieelegancko. Domyślam się, że nie
                  ma sposobu na to aby wybaczone mi było ;-)
                  choć z trzeciej strony nie macie wrazenia,ze produkcje takiej Brintejspirs czy
                  innej Mandaryny działają na ogół jej słuchaczy wyszczuplająco? To chyba nawet
                  nie jest teoria spiskowa ale zwykła zasada równowagi, ktora w naturze być musi
                  inaczej byśmy się potopili w skrajnościach :-)
              • martolka Re: wiwisekcja 14.09.05, 11:29
                neandertalski napisał:

                > > wątek o pseudofilozofii się kłania :-D
                >
                > to i ja mu się odkłonię, choć go nie czytałem ;-)
                > chodziło mi tylko o to, że czasami idąc po ulicy wyobrażajam sobie, ze mam na
                > uszach słuchawki i słucham jakiejś odjechanej plyty w kwadrofonii ;)
                > podobnie wg mnie zdrowym odruchem jest w pewnych sytuacjach wyobrażać sobie,
                ze się bierze udział w jakiejś absurdalnej komedii, inaczej człowiek by
                > zwariował jakby musiał brać wszystko na serio.

                oj, przeczytaj tamten wątek koniecznie - bardzo zajmujący :-)
                m.in. było tam o tym, co jest muzyką, dźwiękiem, czy takie szumy, rozmowy to
                muzyka i dlaczego tak/nie, itp.

                > W ogóle wydaje mi się, ze sztuka jako taka powinna wpływac na poszerzanie
                > naszych horyzontów krótko mówiąc i nawet jeżeli faust Ci się nie spodobał i
                > więcej po niego nie sięgniesz to czy tego chcesz czy nie już Cię poszerzył i
                > nie jesteś tą sama osobą którą byłas przed załączeniem ich płyty ;-)

                ależ oczywiście. Zawsze warto posłuchać, żeby chociaż zobaczyć co też ludzie
                nie wymyślą :-)
                a poza tym gusta się zmieniają i może za parę lat człowiek nagle zrobi
                odkrycie: Faust? Boże, jakie to piękne! Gdzie ja miałam uszy?!

                > cholera moze powinni do tej plyty ostrzeżenie doklejać: UWAGA! POSZERZA!

                i znowu trzeba się będzie odchudzać... ;-)

                > pozdrawiam

                nawzajem
                • neandertalski Re: wiwisekcja 14.09.05, 11:46
                  Faust? Boże, jakie to piękne! Gdzie ja miałam uszy?!

                  piękne to chyba jest przymiotnik który pasuje do fausta jak pięść do nosa :-)))
                  choć nos chyba nie znaczy po niemiecku piękny;)
                  ale faust kilka pięknych melodi wyprodukował, może nie koniecznie na tej
                  płycie, polecam w każdym razie uwadze ich francuskie piosenki z innych
                  zbiorkow, że nie wspomnę o płytach Slapp Happy w których nagraniu brali udział.
                  One są naprawde piękne, sam tytuł "Casablanca Moon" zapowiada wiele :-)))
          • good_morning Re: wiwisekcja 13.09.05, 19:20
            coz, zawsze zwracam uwage na czas, jesli tylko jakis fragment wyjatkowo mi sie
            podoba,lub wrecz przeciwnie. praktycyzm: co powtarzac bez opamietania,a co
            omijac. zeby zaraz nieludzkie... ;)
            wiwisekscji lubie dokonywac szczegolnie za pierwszym sluchaniem. zawsze
            interesuja mnie pierwsze wrazenia. co nie znaczy,ze tego sluchalam raz.
            staralam sie, moze z 5. a miss fortune lecialo sobie ponad godzinke :)
    • perlagina Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 13.09.05, 15:40
      Szczerze mówiąc, o tej płycie można powiedzieć albo bardzo dużo, albo nic.
      Jednakże to 'nic' jest raczej nie wskazane...
      Kiedy przesłuchałam ją po raz pierwszy (bardzo uważnie), to miałam przedziwne
      uczucie rozszczepienia. Tak! W taki właśnie sposób można to ująć. Czułam się,
      jakby każda komórka we mnie drgała w innym rytmie. Nie istniała żadna melodia, a
      tym bardziej harmonia. Podziw i szacunek dla twórców takiej muzyki. Musieli mieć
      idealną koncentrację, żeby komponować taką muzykę.
      W zasadzie podobało mi się, ale nie do końca. Może dlatego, że nie jestem
      przyzwyczajona do takiej muzyki?
      To było oryginalne, nietypowe, wykraczające poza ramy konwenansów muzycznych,
      ale... No właśnie. Ciągle istnieje to 'ale'...
      Niestety, nie za bardzo umiem określić, dlaczego jestem na nie. Nie zmienia to
      jednak faktu, że na nie pozostanę. Ja potrzebuję stabilizacji, zarówno w życiu,
      jak i w muzyce, a płyta ta nie przynosi owej stabilizacji, jeno rozbicie. Być
      może jestem w błędzie, więc niech mnie ktoś przekona:)
      I jeszcze jedno : gdy drugi raz włączyłam tę płytę, to jadąc rowerem, wpadłam
      pod ciężarówkę! Na szczęście zaparkowaną, więc tylko się potłukłam:) Nie było to
      za bardzo miłe, co raczej łatwo można wywnioskować;) W związku z tym
      postanowiłam, że do tej kapeli będę podchodzić baaardzo ostrożnie:)
      A więc, ogólna ocena : zupełnie nie w moim guście.
      Pozdrawiam:)
      • aimarek Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 13.09.05, 15:51
        perlagina napisała:

        > Ja potrzebuję stabilizacji, zarówno w życiu,
        > jak i w muzyce, a płyta ta nie przynosi owej stabilizacji, jeno rozbicie. Być
        > może jestem w błędzie, więc niech mnie ktoś przekona:)
        > I jeszcze jedno : gdy drugi raz włączyłam tę płytę, to jadąc rowerem, wpadłam
        > pod ciężarówkę! Na szczęście zaparkowaną, więc tylko się potłukłam:) Nie było t
        > o
        > za bardzo miłe, co raczej łatwo można wywnioskować;) W związku z tym
        > postanowiłam, że do tej kapeli będę podchodzić baaardzo ostrożnie:)
        > A więc, ogólna ocena : zupełnie nie w moim guście.
        > Pozdrawiam:)

        to mi się śni chyba...
      • menthal Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 13.09.05, 18:02
        perlagina napisała:
        > postanowiłam, że do tej kapeli będę podchodzić baaardzo ostrożnie:)

        Słuszny wybór

        perlagina napisała:
        > Kiedy przesłuchałam ją po raz pierwszy (bardzo uważnie), to miałam przedziwne
        > uczucie rozszczepienia.

        Art. 163. § 1. Kto sprowadza zdarzenie, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu
        osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mające postać:
        4) gwałtownego wyzwolenia energii jądrowej lub wyzwolenia promieniowania
        jonizującego,

        podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

        perlagina napisała:
        > I jeszcze jedno : gdy drugi raz włączyłam tę płytę, to jadąc rowerem, wpadłam
        > pod ciężarówkę!

        Art. 173. § 1. Kto sprowadza katastrofę w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym
        zagrażającą życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach,

        podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

        § 2. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie,

        podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

        § 3. Jeżeli następstwem czynu określone
        go w § 1 jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca

        podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

        § 4. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 2 jest śmierć człowieka lub ciężki
        uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca

        podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

        Art. 174. § 1. Kto sprowadza bezpośrednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu
        lądowym, wodnym lub powietrznym,

        podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

        § 2. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie,

        podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

        Art. 175. Kto czyni przygotowania do przestępstwa określonego w art. 173 § 1,

        podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

    • pagaj_75 Recenzja ma ;) 14.09.05, 15:30
      "we have to decide what is important
      a war we never see
      or a street so black that babies die?
      a system and a theory
      or our wish to be free?"

      "I can't get no satisfaction", "All you need is love" - tym panom już
      dziękujemy. My tu teraz będziemy tworzyć coś kompletnie innego. Niekoniecznie
      nowego, no bo przecież wcześniej w oparciu o rokendrola różne szopki i dziwactwa
      wyprawiał Zappa. Absolutely Free. Złamać wszelkie zasady, wywrócić wszystko do
      góy nogami. Na przykład nagrać utwór, w którym powracającym motywem będzie
      elektronicznie wygenerowany dźwięk w rodzaju "iiiiiiiiiiijjjjjaaaaprrrrrr",
      tylko dlatego, że fajnie brzmi. I do tego napisać tekst, którego nie wymyśliliby
      goście z Monty Pythona nawet na chemicznym wspomaganiu. Albo zagrać niczym
      pijana w trupa kapela weselna o piątej nad ranem. Tylko dlatego, że tak jest
      śmiesznie. Bo jakie lepsze powody mogą istnieć? A potem poczekać parę lat i
      chodzić w wielkiej chwale, jako prekursorów noise'u, post-rocka i paru innych
      chorych wymysłów.

      Ta muzyka może odrzucać tych, którzy są mocno przywiązani do zasad, systemów i
      teorii. Ale pozostałych może wciągnąć, i to jak cholera. Że ten fragment w
      środku "Why Don't You Eat Carrots?" długi? Nieeee, TAKIE tematy właśnie
      eksploatuje się do maksimum, a i tak nie ma się ich dość. Że szumy i trzaski?
      Piękne są, prawda? ;) Że wszystko poszatkowane i wymieszane bez ładu i składu?
      Fajnie brzmi, co nie?

      Porządek czy chaos? Poporządkowanie się czy pragnienie wolności? Tutaj Faust
      zdecydowanie opowiada się za szaleństwem.

      "to organise and analyse
      and at the end realise
      that knowbody knows
      if it really happened"

      PS I cały czas czekam w napięciu jakimi słowy zmiesza z błotem ten album
      Glebogryzarka :)
      • glebogryzarka1 Re: Recenzja ma ;) 15.09.05, 14:37
        > PS I cały czas czekam w napięciu jakimi słowy zmiesza z błotem ten album
        > Glebogryzarka :)

        Glebogryzarka nie będzie mieszał Fausta z błotem, bo nie miał i nie będzie miał
        czasu posłuchać tej płyty - za co bardzo przeprasza Pagaja und Aimarka.
    • aasiek Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 14.09.05, 19:09
      Parę słów w temacie: przede wszystkim, nie mam jeszcze całości :) "Miss Fortune"
      jest mi na razie niedostępna, więc ograniczę się do stwierdzenia, że "Why don'y
      you eat carrots" bardziej mi z posiadanej dwójki pasuje. Może właśnie przez
      komentowany tu motyw. Bardzo możliwe. I chyba nawet polubiłam ten utwór. Lubię
      go słuchać :) Nie o każdej porze, co prawda, ale to już coś.
      • jack9 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 14.09.05, 19:50
        Słuchał tej płyty wiecej już pewnie nie będę
        Powiedzieć że to zła muzyka to się raczej nie odważę, ale po prostu słuchanie
        tego nie sprawia mi przyjemności.
        Marchewki momentami przywołują jakieś skojarzenia a Pink Floydowymi "Atom Heart
        Mother" ale oczywiście nie ta półka.
        Ale w sumie warto było poznać Fausta
        bo po pierwsze poszerza ...;)
        a po drugie wiem już z kogo to Legendary Pink Dots rżną w niektórych swoich
        utworach, rżną Fausta i to bez przecinków, calutkie fragmenty.
        • janek0 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 14.09.05, 20:41

          Odpowiadasz na :

          jack9 napisał:

          > Słuchał tej płyty wiecej już pewnie nie będę
          > Powiedzieć że to zła muzyka to się raczej nie odważę, ale po prostu słuchanie
          > tego nie sprawia mi przyjemności.
          > Marchewki momentami przywołują jakieś skojarzenia a Pink Floydowymi "Atom Heart
          >
          > Mother" ale oczywiście nie ta półka.
          > Ale w sumie warto było poznać Fausta
          > bo po pierwsze poszerza ...;)
          > a po drugie wiem już z kogo to Legendary Pink Dots rżną w niektórych swoich
          > utworach, rżną Fausta i to bez przecinków, calutkie fragmenty.

          awktórychto ?
          • jack9 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 15.09.05, 06:52
            janek0 napisał:

            >
            > Odpowiadasz na :
            >
            > jack9 napisał:
            > > a po drugie wiem już z kogo to Legendary Pink Dots rżną w niektórych swoi
            > ch
            > > utworach, rżną Fausta i to bez przecinków, calutkie fragmenty.
            >
            > awktórychto ?

            azfourdaysnatenprzykład
            • janek0 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 15.09.05, 14:01
              jack9 napisał:

              > janek0 napisał:
              >
              > >
              > > Odpowiadasz na :
              > >
              > > jack9 napisał:
              > > > a po drugie wiem już z kogo to Legendary Pink Dots rżną w niektóryc
              > h swoi
              > > ch
              > > > utworach, rżną Fausta i to bez przecinków, calutkie fragmenty.
              > >
              > > awktórychto ?
              >
              > azfourdaysnatenprzykład
              nieznamniestety :/
              • janek0 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 15.09.05, 15:11
                Najpierw się zdziwiłem, ale teraz przyznam Ci rację (i jestem głuchy, że tego
                nie słyszałem wcześniej) LPD zerżnęli z Fausta... brzmienie. Jeśli posłuchasz
                sobie późniejszych płyt Fausta (zwłaszcza Ravvivando) to jest tam bardzo
                charakterystyczna kropkowa gitara przepuszczona przez efekt. Np. Pleasure Palace
                z Crushed Velvet i Apokalypse z Ravvivando...
          • jack9 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 15.09.05, 07:01
            aimarek napisał:

            jack9 napisał:
            >
            > > Marchewki momentami przywołują jakieś skojarzenia a Pink Floydowymi "Atom
            > Heart
            > >
            > > Mother" ale oczywiście nie ta półka.
            >
            > Oczywiście, Faust jest na wyższej półce niż "Atom Heart Mother".


            aimarek - co za stolarz sklecił Ci taką wysoką półkę ?

            • aimarek Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 15.09.05, 11:10
              jack9 napisał:

              > aimarek - co za stolarz sklecił Ci taką wysoką półkę ?

              Heh, no mógłbym zadać to samo pytanie.
              Z Twojego postu wynikało, że przewaga "Atom Heart Mother" nad "Faustem" jest
              jakimś oczywistym faktem. No to jak dla mnie jest na odwrót :)
                • jack9 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 15.09.05, 12:25
                  martolka napisała:

                  > aimarek napisał:
                  >
                  > > No to jak dla mnie jest na odwrót :)
                  >
                  > coś mi się wydaje, że wasze półki robił MC Escher - nie wiadomo gdzie góra,
                  > gdzie dół ;-P

                  Dokładnie tak - jak w grafice pt "Relativity"...;)

                  ale do Fausta to bardziej pasuje grafika "Wodospad" w której woda płynie pod
                  górę ;-P
                  • geigo Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 15.09.05, 16:52
                    A mi się podobało, bez żadnych zastrzeżeń. Choć szczerze mówiąc, przeczytawszy co nieco o Fauście i posłuchawszy paru krótkich fragmentów utwórów (jeszcze zanim miałam okazję zapoznać się z całością) spodziewałam się po sobie raczej odwrotnej reakcji, jako że zazwyczaj przebywam w bardziej tradycyjnych muzycznie klimatach. Ale też i Faust (dla mnie chyba na szczęście ;) ) nie okazał się eksperymentem spod znaku "10 minut drapię gwoździem o szkło, przez następne dziesięć postukuję paznokciem" - dużo tam melodii, zwyczajnych instrumentów, pojawiająca elektronika nie jest (znów - na szczęście) wykorzystana do tworzenia brzmień typu "prosto z kosmosu". Pagaj pisał o Faustowskim braku porządku - a ja tam jednak wyczuwam uporządkowanie, choć - zaprzeczyć się nie da - specyficzne; ale jeśli już szaleństwo, to takie w którym jest metoda. Ten album pomimo wszystkich zwrotów, niespodzianek i zmian tematu tworzy całość, nie jest chaotyczny i porozbijany na trudne do słuchania i ogarnięcia muzyczne atomy. Dlatego lubię na tej płycie wszystko, i pseudomonotonne umpapa umpapa w "Marchewkach", i "Meadow Meal" ze skandowanym tekstem i pijacko-knajpiane zaśpiewy połączone z ni to ptasim poświstywaniem w "Miss Fortune". Podsumowując - fajnie jest, gdy nowoodkryty album można zaliczyć nie tylko do tych poszerzających :) , ale i do tych, które słucha się z prawdziwą przyjemnością; a tak właśnie w moim przypadku ma się rzecz z Faustem.
    • mmakowski Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 15.09.05, 23:01
      Na początku utwory sprawiały wrażenie chaotycznego kolażu, ale po paru
      przesłuchaniach nazwałbym je raczej suitami, bo składają się ze spójnych,
      niespecjalnie kontrastujących, kilkuminutowych fragmentów. Pomimo nieco
      niedzisiejszego już brzmienia ta muzyka wciąż wydaje się świeża, w czym główna
      chyba zasługa bogactwa środków wyrazu i połączeń brzmień (np. w końcówce "Miss
      Fortune"). Spośród znanych mi wcześniej rzeczy najbardziej jest Faust podobny do
      sceny Canterbury
    • nemrrod Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 15.09.05, 23:48
      Z dwóch płyt Fausta, jakie znam (nie licząc Faust vs. Dälek) ta nie jest moją
      ulubioną :) Zgadzam się, że jest to płyta do "doceniania" i ciekaw jestem, czy
      ktoś jest w stanie wytoczyć jakieś rzeczowe argumenty przeciwko tej
      "obiektywnie" ważnej płycie.
      Nie mam zastrzeżeń do warstwy muzycznej/brzmieniowej/dźwiękowej, gdyż
      rzeczywiście są to eksperymenty pionierskie i bezkompromisowe, a to bardzo
      cenię. Jedyny mój zarzut to to, że ta płyta jest chyba trochę "unfocused". Ja
      rozumiem że kolaż, że otwarta forma, że wielowarstwowść i polifoniczność, ale
      chyba się starzeję i potrzebuję jakiegoś punktu zaczepienia ;) Mamy trzy utwory,
      które równie dobrze mogłyby stanowić jedną całość, albo równie dobrze być
      rozbite na 30 części... Nie chcę wchodzić w rozważania na ile ten chaos jest
      kontrolowany, czy rzeczywiście jest w tym metoda i czy w ogóle można mówić w tym
      przypadku o komponowaniu :)
      Generalnie: treściowo ok, formalnie chyba mogło być lepiej.
      • cze67 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 16.09.05, 18:48
        Bardzo dobra płyta. Podzielam zdanie jej zwolenników, szczególnie geigo i
        mmakowskiego. Od siebie dodam, że kompozycje przypominają mi nieco to, co
        Lennon stworzył w niewydanym oficjalnie nagraniu Beatlesów "What The New Mary
        Jane" (z 1968 bogajże roku), czyli: dosyć chwytliwa melodia przeplatana
        niepokojącymi dźwiękami. Interesujące eksperymenty z ciekawych muzycznie czasów.

        Nie znałem dotychczas żadnych nagrań grupy Faust a po przesłuchaniu "zadanej"
        płyty mam wielką ochotę na jeszcze.
        • janek0 moim zdaniem... 16.09.05, 19:48

          Cóż, nie zdradzę chyba żadnego sekretu, jeśli powiem, że Faust to jest dla mnie
          zespół epokowy. Bez płyt takich jak ta, i w ogóle bez krautrocka, jak sądzę, nie
          byłoby połowy współczesnej muzyki. Na pewno nie byłoby muzyki elektronicznej,
          części progrocka, współczesnej gitarowej muzyki alternatywnej, hiphopu,
          eksperymentującego jazzu i wielu innych.

          Z drugiej strony, akurat z Faust "Faust" jest jak z Giovannim Pierluigim
          Palestriną. Każde dziecko wie, że Pierlugi Palestrina wielkim kompozytorem
          renesansowym był, który zasłużył się bardzo na polu wielogłosowości i
          madrygałów. Tylko mało kto, poza die-hard fanami jakoś się jego dokonaniami
          szczególnie podnieca, nie mówiąc już o słuchaniu. Było, zrobiło swoje, zużyło się.

          Powiedzmy sobie szczerze: tej płyty się nie da słuchać dla przyjemności. Bo jako
          muzyka eksperymentalna, poszerzająca horyzonty, jest ona o 30 lat przestarzała.
          Z pewnością, w roku 1971 (roku LA Woman, 4 Zeppelinów, Sticky Fingers, i Yes
          album) ta płyta robiła wielkie wrażenie i ustanawiała nowe horyzonty. Ale
          dzisiaj, kiedy wszyscy są znudzeni komputerami, a muzyka elektroniczna zżera
          swój własny ogon, cięcie i klejenie analogowej taśmy nie robi żadnego wrażenia.
          Znowu jako muzyka rozrywkowa Faust "Faust" jest zbyt wymagająca i zbyt
          niespójna, wymaga za dużo koncentracji i ma do zaoferowania za mało emocji. (W
          porównaniu do Can choćby) A w roli ramotki Faust nie ma tego uroku, który ma np.
          wczesny Kraftwerk (Autobahn !), czy pierwszy free jazz.

          Więc co ? Więc od Faust - "Faust" wolę "Ravvivando" i "Faust 4", Neu, Can, Amon
          Duul i wiele innych.
          • nemrrod Re: moim zdaniem... 16.09.05, 20:14
            Ha, Janek ładnie ujął moje odczucia. Trudno nie zgodzić się z "pionierstwem" i
            "epokowością" Fausta. Ta płyta słuchana jako znak czasów, w których powstała
            budzi szacunek. Na początku lat 70. było jeszcze sporo granic do przekroczenia i
            takie zespoły jak Faust miały duże pole do popisu. Ale gdy słucham tej płyty z
            perspektywy słuchacza z początku XXI wieku, który już trochę słyszał, którego
            nie dziwi ani kolażowa struktura, ani zderzanie nieprzystających elementów, ani
            przestery, sprzężenia czy wplatanie dialogów, to owszem podziwiam, cieszę się,
            że poznałem, czuję się poszerzony, ale niekoniecznie będę często wracał.

            I też wolę "Faust IV" i Neu!.
            I nie uważam, że muzyka elektroniczna zżera swój ogon :P
            • janek0 Re: moim zdaniem... 16.09.05, 20:25

              -> I też wolę "Faust IV" i Neu!.
              > I nie uważam, że muzyka elektroniczna zżera swój ogon :P
              No, niech będzie, że nie.
              Na razie nadgryza :)

              -
              Going places... Smashing faces... What else could we do ?
                • nemrrod Re: moim zdaniem... 16.09.05, 20:38
                  Ja podam :)
                  Pewne "podgatunki" już zjadły swój ogon - najlepszym przykładem jest
                  drum'n'bass. Nie pamiętam, żeby w ciągu ostatnich kilku lat było głośno o
                  jakiejś drum'n'bassowej płycie. Nie wiem co robi teraz Photek, ale jakiś czas
                  temu flirtował z house'm, Roni Size już od dawna produkuje rzeczy z
                  hip-hopowcami itd.
                  Natomiast "właściwa" muzyka elektroniczna ma się bardzo dobrze :)
                  • pagaj_75 Re: moim zdaniem... 16.09.05, 20:43
                    nemrrod napisał:

                    > Ja podam :)

                    Ech, no i zepsułeś prowokację ;)

                    > Pewne "podgatunki" już zjadły swój ogon - najlepszym przykładem jest
                    > drum'n'bass.

                    No i jak dla mnie - house. Ale ja nigdy specjalnie za housem nie przepadałem,
                    więc może trochę złośliwy jestem.

                    > Natomiast "właściwa" muzyka elektroniczna ma się bardzo dobrze :)

                    Amen.
                    • nemrrod Re: moim zdaniem... 16.09.05, 20:48
                      pagaj_75 napisał:

                      > Ech, no i zepsułeś prowokację ;)

                      Nie no, ja tylko tak... To nie zwalnia Janka od odpowiedzi :)

                      > No i jak dla mnie - house.

                      W pewnym sensie zgoda. Ale jako kontrargument podaję: Avalanches, Basement Jaxx,
                      Herbert, Akufen, Isolee... ;))

          • cze67 Re: moim zdaniem... 17.09.05, 11:19
            janek0 napisał:


            > Powiedzmy sobie szczerze: tej płyty się nie da słuchać dla przyjemności. Bo
            jako muzyka eksperymentalna, poszerzająca horyzonty, jest ona o 30 lat
            przestarzała.
            > Z pewnością, w roku 1971 (roku LA Woman, 4 Zeppelinów, Sticky Fingers, i Yes
            > album) ta płyta robiła wielkie wrażenie i ustanawiała nowe horyzonty. Ale
            > dzisiaj, kiedy wszyscy są znudzeni komputerami, a muzyka elektroniczna zżera
            > swój własny ogon, cięcie i klejenie analogowej taśmy nie robi żadnego
            wrażenia.

            Kurcze, może ja jakiś dziwny jestem, ale właśnie Z PRZYJEMNOŚCIĄ po raz kolejny
            słucham tej płyty. I wcale nie wydaje mi się przestarzała. I w dodatku robi na
            mnie wrażenie:-)
            No, ale ja mam jeszcze przed sobą (mam nadzieję) słuchanie Neu i Amon Duul...
    • humbak Faust, s/t 17.09.05, 10:44
      Daobra, zdaje się że już wszyscy się wygadali. Dużo tego, czytać mi się nie
      chce:P
      Album krótki mocno. Takie rzeczy to teraz się chyba epką azywają:) Wokale u
      Fausta sprawiają wrażenie jakby tworzył je chór Ifle- Jones- Gilliam. A
      pierwszy kawałek nawet melodycznie zdaje się nieco Pytonowski:) Nawiasem mówiąc
      we fragmentach wokalnych w "marchewkach" występuje perkusja, która bardzo mi
      się podoba. Ogólnie głównie bawi mnie ten utwór. Drugi zaczyna się jak muzyka
      made in High Brazil, ale ten kawałek zdecydowanie najbardziej mi przypada do
      gustu- zwłaszcza fragmenty wokalne.O trzecim nic nie napisze... taka muzyka
      jakoś mi nie przechodzi na pismo, choć robi zdecydownie dobre wrażenie.
      Album oceniam wysoko, mozna to rzecz jest. Bardzo fajne brzmienie gitar (choć w
      innej muzyce mogłoby wkurzać), bardzo dobre perkusje i klawisze. Super.
      Przypuszczam że do lektury Aimarka będę wracał z przyjemnością.
        • aimarek Re: Faust, s/t 17.09.05, 14:26
          Piszecie o chaosie, nieładzie, nieuporządkowaniu muzyki zawartej na tej płycie.
          Oczywiście się zgadzam, ale wydaje mi się, że ma to wszystko głębszą podbudowę.
          Nie zgodziłbym się z Nemrrodem, że nie ma tu punktu zaczepienia. Ja odbieram
          wręcz debiut Fausta jak pewnego rodzaju koncept-album. Pagaj zwrócił uwagę na
          początek płyty. Dla mnie jest to być może najbardziej genialne otwarcie albumu,
          jakie słyszałem. To trwające niespełna minutę sprzężenie to jak teleportacja w
          inny wymiar. Jakby przechodzenie na drugą stronę lustra, rozpad materii,
          przełamanie barier świadomości, symboliczne zniszczenie „Satisfaction” i „All
          You Need Is Love” – hymnów świata „na powierzchni”, zanegowanie tradycji
          rockandrollowych piosenek, może całej kultury masowej. I zejście „pod
          powierzchnię”, gdzie świat jest podobny, ale wykrzywiony, przerysowany, gdzie
          dominuje chaos, a proporcje są zakłócone. Muzyka „Why Don’t You Eat Carrots”
          brzmi jak z jakiegoś psychodelicznego cyrku, albo diabelskiego młynu, wywołuje
          groteskowe, surrealistyczne skojarzenia. Ja tu odnajduję pytania. Może
          dociekanie reguł działania naszej świadomości, próbę odnalezienia granicy między
          tym, co normalne a nienormalne, poszukiwania jakiejś nowej zasady, wyzwolenia z
          konwencji. Nazwa zespołu (i jednocześnie tytuł płyty) jest symptomatyczna. Tu
          też mamy poszukiwanie wolności, transgresję, jakąś piekielną aurę. Ten album to
          jakby podróż przez zupełnie nieznany świat, im dalej brniemy, tym bardziej
          jesteśmy zaskakiwani przez nowe, nieznane obrazy i zjawiska.
          Przy tym wszystko jest chwilami bardzo śmieszne (zgodziłbym się, że unosi się
          nad tym klimat Monty Pytona): dadaistyczne, absurdalne teksty, dziwne odgłosy,
          zaśpiewy. Pod koniec ósmej minuty w „Miss Fortune” słyszę fragment hymnu
          niemieckiego, lecz nie jest on ani trochę ważniejszy od reszty tej idiotycznej
          kompozycji, zostaje błyskawicznie zanurzony ponownie w chaosie, ośmieszony i
          unieważniony. Wreszcie puenta albumu, finał podróży, który może być równie
          dobrze poważnym manifestem filozoficznym jak i wygłupem.
          Wszystkie wymienione niejednoznaczności i przeciwieństwa, podobnie jak w
          przypadku wielu innych ulubionych przeze mnie płyt („Velvet Underground & Nico”,
          „Loveless”, „Spiderland”, „In The Aeroplane Over The Sea”, „Endless Summer”)
          sprawiają, że muzyka tu zawarta przemawia do mnie bardzo silnie.

          Więcej o tej płycie:

          www.serpent.pl/faust/jezinski.html
          • neandertalski Re: Faust, s/t 19.09.05, 09:09
            Nazwa zespołu (i jednocześnie tytuł płyty) jest symptomatyczna. Tu
            > też mamy poszukiwanie wolności, transgresję, jakąś piekielną aurę.

            tu nie do konca bym się zgodził, nie wiem do końca jak to było z ich nazwą ale
            mi bardzej pasuje bezpośrednie tłumaczenie slowa Faust z j. niemieckiego,
            czyli "pięść", nawiązywanie do Goethego byłoby chyba zbyt pretensjonalne. Z tą
            metafizyką nie przesadzajmy, żeby nie popaść w śmieszność. Muzycy wiązali się
            późnej ze Slapp Happy, koncertowali z Henry Cow, sprawiali wiec wrażenie ludzi
            normalnych a nie nawiedzonych.
            • mmakowski Re: Faust, s/t 19.09.05, 09:39
              neandertalski napisał:

              > Muzycy wiązali się
              > późnej ze Slapp Happy, koncertowali z Henry Cow, sprawiali wiec wrażenie ludzi
              > normalnych a nie nawiedzonych.

              Nie wiem, czy koncertowanie z Henry Cow swiadczy o normalnosci
              • neandertalski Re: Faust, s/t 19.09.05, 11:19
                koncertowali razem w 1973 roku, HC promowali wtedy swoją pierwszą
                płytę "Legend", czyli Faust był wtedy starszy stażem.
                Co do muzyki HC to nie wiem czy potrafię się wypowiedzieć, chyba jeszcze jej
                nie polknałem, choc trwa to już kilka lat :-) Ale zakładam, ze cos w tym
                powinno być. Z trójki formującej na początku kapelę Frith i Cutler praktycznie
                z upływem czasu wykuwają nowe kanony awangardy, ciężko ot tak olać ich
                pierworodny wspólny projekt. Płyta Legend w każdym razie raczej uchodzi za
                najbardziej rockową w ich dokonaniach :-) No i wystąpili też u Johna Peela a
                ten rzadko sie mylił.
                Nawiedzona to później była ta cała Lindsay Cooper, zgodzę się bez dwóch zdań,
                ta to miałą dopiero nawiedzone wizje :-)
                Jednak na początku lat siedemdziesiątych i Faust i Henry Cow wg mnie jeszcze
                sami nie wiedzieli czego dokonują i stąd tych wizji to bym im odpuścił, to było
                zbyt swieże i czyste by ubierać to teraz w jakieś koncepcje. Nawet do wielkich
                bitew często po fakcie dorabiano taktykę, co dopiero do muzyki;)
                • mmakowski Re: Faust, s/t 19.09.05, 12:06
                  neandertalski napisał:

                  > pierworodny wspólny projekt. Płyta Legend w każdym razie raczej uchodzi za
                  > najbardziej rockową w ich dokonaniach :-) No i wystąpili też u Johna Peela a
                  > ten rzadko sie mylił.
                  > Nawiedzona to później była ta cała Lindsay Cooper, zgodzę się bez dwóch zdań,
                  > ta to miałą dopiero nawiedzone wizje :-)

                  Ja z kolei najlepiej znam "Unrest", na ktorym Lindsay odgrywa (na fagocie) dosc
                  istotna role
                  • neandertalski Re: Faust, s/t 19.09.05, 13:19
                    no ogólnie rzecz biorąc to było dziwne towarzystwo, kotłowali się praktycznie
                    pod wieloma nazwami w podobnych składach Slapp Happy, Henry Cow, Art Bears to
                    jedna wielka rodzina, swoje solowe projekty zresztą też często wzajemnnie
                    później wspierali. Chris Cutler grywał np w takiej kapeli Cassiber razem z
                    niejakim Heinerem Goebbelsem i Alfredem Harthem, z którymi z kolei plyty w trio
                    nagrywala też Dagmar Krause. Ogólnie pomieszanie z poplątaniem później przez
                    lata wszystkich nazwisk, chyba żadnej konfiguracji nie pominięto, ale dzięki
                    temu powstała cala masa przedziwnej muzyki, ktorą naprawdę poznać warto,
                    nagrali całą masę płyt. Fred Frith nawet ze swoimi koncertami w Polsce bywał.
                • aimarek Re: Faust, s/t 19.09.05, 20:20
                  neandertalski napisał:

                  > Jednak na początku lat siedemdziesiątych i Faust i Henry Cow wg mnie jeszcze
                  > sami nie wiedzieli czego dokonują i stąd tych wizji to bym im odpuścił, to było
                  >
                  > zbyt swieże i czyste by ubierać to teraz w jakieś koncepcje. Nawet do wielkich
                  > bitew często po fakcie dorabiano taktykę, co dopiero do muzyki;)

                  Wiesz, no to jest ogólnie głębsze pytanie. Czy Kafka przewidywał, że będzie
                  odczytywany na milion różnych sposobów? Przywoływany czasem w kontekście Fausta,
                  Burroughs był pewnie po prostu ćpunem spisującym swoje majaki. Ważne i wybitne
                  płyty, książki, obrazy tym różnią się od przeciętnych, że podlegają
                  nadinterpretacjom, używając szkolnego języka - "żyją własnym życiem".
                  • neandertalski Re: Faust, s/t 20.09.05, 07:38
                    w ogóle ktoś kiedyś powiedzial, ze największe dzieła to te które przerastają
                    swego autora, tzn, on nawet nie wie, że napisał coś co napisał;) To już chyba
                    trochę a propo pseudofilozofii i pytania czy autor jest autorem swojego dzieła
                    czy ściąga je tylko z półki w nieskończoności, skoro po pewnym czasie dzieło
                    jest większe niż pomysł pierwotny.
                    W sumie cholera wie jakimi to się rządzi prawami. Jednak z tym Twoim
                    prowokacyjnym określeniem Burrourhsa zgodzić sie nie mogę i ostro
                    zaprotestuję :-) Ja myśle, ze gdyby nie beatnicy nie byłoby wielu rzeczy które
                    później nastąpiły. W zasadzie to tak patrząc szerzej, wszystkim i tak chyba
                    najbardziej rządzi po prostu przypadek, aż strach pomyśleć ilu artystów nie
                    zostało artystami, choć pewnie przerastali tzw "uznanych" o głowę albo i dwie.
                    • aimarek Re: Faust, s/t 20.09.05, 09:03
                      neandertalski napisał:

                      > Jednak z tym Twoim
                      > prowokacyjnym określeniem Burrourhsa zgodzić sie nie mogę i ostro
                      > zaprotestuję :-) Ja myśle, ze gdyby nie beatnicy nie byłoby wielu rzeczy które
                      > później nastąpiły.

                      No zgadza się, ale czy uważasz, że Burroughs - nafaszerowany barbituranami,
                      kwasem i gałką muszkatołową - zdawał sobie w pełni sprawę z tego, do czego
                      zmierza? Idąc Twoim tropem, też można by powiedzieć, że błądził po omacku, a
                      wiele teorii dopisano mu później.
                      • neandertalski Re: Faust, s/t 20.09.05, 12:38
                        Co do Burroughsa to nie zgodze się z tym do konca, równie dobrze mogłbyś
                        sprobować odsiać z muzyki tę która powstala na jakimś koksie jako
                        bezwartościową. Czytałem tylko trzy jego książki, Ćpun i Pedał wg mnie to
                        zupełnie zwyczajne książki z ktorych jednoznacznie wynika, ze byl dobrym
                        pisarzem, to w zasadzie klasyczny sprawdzian warsztatu. Nagi lunch to już
                        trochę inny wymiar ale o w tym wymiarze się porusza doskonale, choc szczerze
                        móiac film mi sie bardziej podobał;) Może to przez tę muzykę? No bo chyba nei
                        przez skojarzenia z innym filmem Cronenberga ;)
                        W Nagim lunchu Burroughs po prostu maluje swój świat odmiennymi stanami
                        świadomości, tak jak swoje światy kreują muzycy instrumentami, malarze
                        pędzlami. Dla mnie jego nafaszerowania były narzędziem, był artystą i kleił
                        swój świat z produktów farmaceutycznych, ciężko nazwać to co robił, tym
                        bardziej, ze uwalanie się narkotykami w naszym społeczeństwie z góry
                        kwalifikowane jest jednoznacznie. Czy on był tego świadomy, nie wiem ale wg
                        mnie nie byl wcale bardziej nieświadomy od innych artstów, podobnie można się
                        zastanawiać czy kuchnia jest sztuką, jego pisarstwo to chyba odpowiednik
                        podróży kulinarnych Makłowicza :-)
            • aimarek Re: Faust, s/t 19.09.05, 20:22
              neandertalski napisał:

              > tu nie do konca bym się zgodził, nie wiem do końca jak to było z ich nazwą ale
              > mi bardzej pasuje bezpośrednie tłumaczenie slowa Faust z j. niemieckiego,
              > czyli "pięść", nawiązywanie do Goethego byłoby chyba zbyt pretensjonalne.

              Jedno nie wyklucza drugiego. Postać Fausta to archetyp obecny w kulturze
              europejskiej od ponad 400 lat, nie tylko u Goethego, więc niewykluczone, że w
              jakiś sposób zainspirował także członków zespołu.
      • ilhan Re: Faust, s/t 17.09.05, 19:29
        Hm, dlaczego epka? Całość dobija prawie 35 minut, więc nie ma podstaw żeby nie traktować jako regularnego albumu. Polemizowałbym też jakoby nie można było obcować z tym albumem, a przynajmniej z jego obszernymi fragmentami, z przyjemnością. Natura nie obdarzyła mnie wielkimi ciągotami w kierunku muzyki awangardowej, a mimo wszystko takiego „Why Don’t You Eat Carrots” przez bite dziesięć minut słucham cały zaintrygowany i słuchałbym pewnie nawet gdyby trwało z czternaście, motyw przewodni przefajny (jako debil, który na co dzień słucha prostackich melodyjek na trzy akordy skupiam się głównie na tym).

        Podchodzę do tej płyty tak nieco od przysłowiowej dupy strony, bo co tu po 70 postach jeszcze można? Co tu się powtarzać na temat jej wpływu na to co później, burzenia ówczesnych schematów muzyki rozrywkowej (?) czy tego tutaj nigdy-w-życiu-nie-słyszałem-żeby-ktoś-tak-grał brzmienia? Nawet ja, zorientowany w rocku eksperymentalnym mniej więcej jak Szpakowski w składzie Oląpik Marsej, słyszę że tu i ówdzie, wcześniej i później, wkradały się różne zespoły i podbierały z tej płyty to i tamto. Obawiam się jednak, że bez odpowiedniego przygotowania teoretycznego próba analizy takiego „Miss Fortune” (w okolicach 10-11 minuty trochę miażdży) mogłaby skończyć się w 9 przypadkach na 10 klasyczną grafomanią, więc nie będę nawet próbował, zwłaszcza że i tak mi posta w tym kierunku ciągnie.

        Naturalnie pomimo całego nowatorstwa i wywalania wszystkiego do góry nogami zalatuje to wciąż po części tamtą epoką. Trochę różnych tego typu zapomnianych nagrań wysłuchałem i wiem już na pewno, że rzeczy w stylu solo w „Meadow Meal” to nie jest to, co mi się podoba.

        Na pewno mi poszerzyło. Bez oceny naturalnie, bo takie płyty w sumie ich nie potrzebują. Zwłaszcza że nie miałem czasu przesłuchać więcej niż 3 razy.

    • roar Zacieki na dyskusji 17.09.05, 19:20
      Się za bardzo guzdrałem, ale też nie jest to łatwy album do przesłuchania...
      Ale może i dobrze, widzę, że ostatnio trochę tu za dużo się zrobiło kombatanctwa w komentarzach. Profan bez szacunku do legendy (i bez szacunku dla "awangardy dla awangardy") się akurat przyda.

      Na początku mnie odrzuciło w całości. Potem się powoli wsłuchałem w muzykę i zacząłem doceniać. Problem w tym - że te wszystkie wstawki, dodatki, przeszkadzajki - nie łączą się ze sobą, nie układają w jedną, spójną całość. Nie nazwałbym tego chaosem - poszczególne fragmenty kompozycji wyglądają na ściśle przemyślane i uważnie zagrane - bardziej bezładem, niepotrzebnym zaburzaniem "flowu" płyty. Ach, i teatralności wokali nie znoszę, a tej jest tu w nadmiarze. Piosenka aktorska, psia ich mać. Da się przyzwyczaić, zwłaszcza w przypadku "Meadow Meal", gdzie w sumie są integralną częścią kompozycji, ale mimo wszystko...

      "Why Don't You Eat Carrots?" - główna melodia (ta "cyrkowa") niezła, świetnie wkomponowane efekty elektroniczne. Koniec nieudany, rozumiem, że chodzi o tworzenie "klimatu", ale efekt jest momentami przeciwny.

      "Meadow Meal" - chyba najlepsza kompozycja na płycie, do burzy tworzy spójną całość, dopiero organy na końcu nic nie wnoszące, niepotrzebne.

      "Miss Fortune" - dwie całkiem udane psychodeliczne improwizacje (zwłaszcza pierwsza - miodzio), przerywane jakimiś tragicznymi pijackimi zaśpiewami. Pod koniec fragment elektroniczny, przywołuje na myśl industrial - taki sobie.

      To nie jest dobra płyta jako całość. Sprawia bardziej wrażenie rzeczy nagranej przez, owszem, utalentowanych i zgranych muzyków, ale dla zabawy, "po godzinach", i przez to ze znikomą dawką samokrytycyzmu. 5.5/10
    • ayya Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 18.09.05, 10:34
      W końcu się wypowiam, bo jestem już po kilku przesłuchaniach tej płyty. Nie
      zachwyciła mnie, co więcej trochę mnie irytuje. Po pierwsze, dlatego że mimo
      wszystko ja wolę krótsze formy piosenkowe (choć w przypadku Faust wcale nie
      odczuwa się tej długości kawałków). Po drugie, za bardzo to jakieś udziwnione
      dla mnie, muzyka awangardowa to nie jest moja działka. Ja bym nie powiedziała,
      że ten album jest chaotyczny, bo mam wrażenie, że każdy dziwny dźwięk w
      przypadku Faust jest jak najbardziej celowy. Jedno, co na pewno można o tym
      krążku powiedzieć to to, że na pewno nie jest nudny. I generalnie powiem to
      samo co ajhołp, że ja się nie znam i dlatego już więcej nic nie napiszę na
      temat Faust :)
      • kkrzysiekk Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 18.09.05, 15:43
        jakbym miał coś napisać, toby wyszło coś pośredniego między Jackiem9 i Ayyą,
        więc nic nie napiszę, żeby nie marnować miejsca i czasu ;)

        PS. Pozdrowienia dla Fausta, który spowodował, że na razie jednak nie zabiorę
        się za zgłębianie krautrocka ;-P (no chyba, że ta płyta nie ma nic wspólnego z
        krautrockiem ?).
    • jarecki32 Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 18.09.05, 16:25

      Trudno recenzowac plyte, ktora muzyczni krytycy prawie zgodnie oceniaja
      jako10/10 a czasem 11/10.

      Tym bardziej, ze muzyki w tradycyjnym pojeciu slowa na tej plycie nie moge
      doszukac sie za wiele. Jest za to duzo szumow bialych i czarnych,
      atonalnosci, celowych falszow, recytowania, znieksztalconych szeptow i krzykow.
      Dla mnie ten intrygujacy material to raczej idealny podklad dzwiekowy pod
      spektakl abstrakcyjnej pantomimy, ktory opowiada jakas historie ale
      przede wszystkim ma szokowac i zadziwiac.
      Wychodzac wlasnie z takiego zalozenia, moge latwiej zaakceptowac fakt, ze nie
      znajduje, niestety, zadnej przyjemnosci w sluchaniu tej muzyki.
      Ale kto powiedzial, ze muzyka musi dostarczac przyjemnosci. Jesli dziala
      silnie na wyobraznie, przestrasza lub jest zrodlem innych silnych emocji
      to juz osiaga wiele. Tyle, ze ja musze byc chyba hedonista, bo oczekuje od
      sluchania muzyki dostarcznia wrazen estetycznych. I dlatego za muzyka
      eksperymentalna, awangardowa, intelektualna, oparta na manifestach odwolujacych
      sie do zasad Heissenberga zwyczajnie nie przepadam.

      Jesli potrzebuje silnych wrazen to ide na wyscig albo sam siadam w auto i gnam.
      W tym wypadku, nie podejmuje sie zadnej oceny cyferkowej.
    • mechanikk Re: W tym tygodniu słuchamy: Faust, s/t 21.09.05, 14:40
      No dobrze, to ja się streszczę w paru spostrzeżeniach, bo juz dużo zostało
      powiedziane. Faust mi sie podoba, choć takie dżwięki nieczęsto w mojem domu się
      rozchodzą. A na spacerze wcale nie polecam słuchania, chyba że ktoś ma ze sobą
      ibuprom, czy aspirynę chociaż. Jedyną miarę jaką ja, skromna guła, mogę
      przyłożyc do tego rodzaju muzyki, jest współczynnik niechęci do prostych
      piosenek, jaki z reguły rośnie pod wpływem dobrej awangardowej muzyki. Jak na
      razie najlepiej podziałała Ścianka i "Dni wiatru", po której tak z miesiąc nie
      mogłem znieść żadnej prostej melodii (poza melodią "The iris sleeps under the
      snow"). Także po wczesnym Ensturzende Neubauten jestem z reguły dobrze
      przewrażliwiony na obecność elementów piosenkowości w muzyce.

      Do rzeczy. Faust mi sie podoba, niedługo zapoznam się też z drugą płytą ("So
      Far", 1972), bo akutat sie składa, że mam w domu. Powala mnie szczególnie ten
      końcowy dialog w 3 kawalku, nie wiem, coś niesamowitego w tym jest, mogę go
      słuchać na repeacie do 10 razy pod rząd. A co do wspominianego "współczynnika",
      to chyba niewielki jest bo ostatnio Hal'a słucham :P

      Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka