Dodaj do ulubionych

W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo"

23.09.05, 18:48
To chyba ja dzisiaj, tak?
Jeśli tak, to w nadchodzącym tygodniu wszyscy się zachwycą płytą (tu
zaskoczenie) - Dredg pt. "EL CIELO" z 2002r. <aplauz>
Obserwuj wątek
      • bleri Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 24.09.05, 13:30
        ayya napisała:

        > Ja słyszałam płytę DREGD z tego roku i zespół brzmi dla mnie dość komicznie
        > (jak popowa wersja Iron Maiden przez ten wokal), ale spróbuję z nim jeszcze
        > raz :)


        Ale weź przestań, wogóle nie Iron Maiden i weź, ale Catch without arms z tego
        roku to im wogóle nie wyszło i zła jestem, bo El Cielo naprawdę świetne jest,
        hej.
    • pytajnick ! 24.09.05, 14:11
      Och, cóż za doskonały wybór - gratuluję!
      Opinię o płycie znajomego znajdziecie tu:
      www.caladan.art.pl/recenzje_sc.php?id=332
      o ich debiucie - już mojego pióra, tu:
      www.caladan.art.pl/recenzje_sc.php?id=653
      a co do nowej, niestety bardzo słabej, a w porównaniu z fenomenalnym El Cielo
      wręcz fatalnej, płyty, to odsyłam do ostatniego TR.

      Tymczasem życzę miłego poznawania tej wspaniałej płyty jaką jest El Cielo,
      jakkolwiek świadom jestem, że wielu jej może nie przetrawić (bo obok
      przebojowości i melodyjności niezwykłej jest zarazem pokręcona niesamowicie,
      miesza różne pomysły i style a do tego wyskakuje wciąż z niespodziewankami,
      żaden tam przewidywalny poproczek).

      Viel Spass!
      ex

      n.p. the national | alligator, czyli jedyna tegoroczna płyta za którą stęskniłem
      się przez wakacje (no, jeszcze trochę za Antonym, ale jeszcze nie słucham bo się
      boję, czy dalej mi się bedzie podobać :)
      • ihopeyouwilllikeme Re: ! 24.09.05, 15:30
        > wielu jej może nie przetrawić (bo obok
        > przebojowości i melodyjności niezwykłej jest zarazem pokręcona niesamowicie,
        > miesza różne pomysły i style a do tego wyskakuje wciąż z niespodziewankami,
        > żaden tam przewidywalny poproczek).

        Nie do końca rozumiem, wydaje mi się, że na forum SF znalazłoby się niewiele
        osób tolerujących tylko " przewidywalny poproczek ", a z drugiej strony nie
        tolerujących " mieszania różnych pomysłów i stylów ", a już tym bardziej
        " niespodziewanek " :D Toż to jest to, co lubimy najbardziej !
        • pytajnick Re: ! 24.09.05, 18:12
          > Nie do końca rozumiem, wydaje mi się, że na forum SF znalazłoby się niewiele
          > osób tolerujących tylko " przewidywalny poproczek ", a z drugiej strony nie
          > tolerujących " mieszania różnych pomysłów i stylów ", a już tym bardziej
          > " niespodziewanek " :D Toż to jest to, co lubimy najbardziej !

          Ale jednak wiele osób obraca się _głównie_ (na szczęście nie wyłącznie) w
          kręgach indie/revival/poprock/grunge itd. A ta płytka dredg ma, moim zdaniem,
          przedziwne elementy wykraczające znacząco ponad to, ocierające się o rzeczy do
          których można własnie mieć pewne uprzedzenia. Ale może się mylę - mam taką
          nadzieję! - i niepotrzebnie takie rzeczy piszę. Może obawy moje wynikają z
          niedawnej lektury recenzji "El Cielo" na Pitchforku, wykazującej moim zdaniem
          kompletne niezrozumienie tematu (chyba 2/3 recenzji i większość zarzutów dotyczy
          tekstów, LOL), a Pitchfork to jest - a szczególnie było te dwa czy trzy lata
          temu - mocno "niezalowe" towarzystwo.
          • pytajnick Re: ! 24.09.05, 19:17
            pytajnick napisał:
            > Ale jednak wiele osób obraca się _głównie_ (na szczęście nie wyłącznie) w
            > kręgach indie/revival/poprock/grunge itd. A ta płytka dredg ma, moim zdaniem,
            > przedziwne elementy wykraczające znacząco ponad to, ocierające się o rzeczy do
            > których można własnie mieć pewne uprzedzenia.

            Żeby nie być z tymi uprzedzeniami gołosłownym - np. w owym pitchforku
            najbardziej recenzenta chyba przeraził fakt, że "El Cielo" jest albumem
            koncepcyjnym i już tego zespołowi nie odpuścił. Pewnie mu się z progrockiem
            skojarzyło... Osobiście dowiedziałem się o tej koncepcyjności albumu dopiero od
            niego, więc się nie jest to specjalnie zauważalne. ;)

            pozdr
            ex

            n.p. alanis morissette | jagged little pill acoustic (mi się podoba, aczkolwiek
            ja Alanis akustyczną lubię najbardziej, więc nic dziwnego).
            • ihopeyouwilllikeme Re: ! 24.09.05, 21:54
              > n.p. alanis morissette | jagged little pill acoustic (mi się podoba,
              aczkolwiek
              > ja Alanis akustyczną lubię najbardziej, więc nic dziwnego).

              Mi tez się podoba, ale o co chodzi ? :)
    • ethan26 Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 24.09.05, 14:21
      gdy wracam do tej płyty po tych kilkunastu miesiącach nie robi takiego wrażenia.
      są tutaj fajne fragmenty, ale też i jest podobnie jak w przypadku toola trochę
      przerostu formy nad treścią. ale znakomitego koncertu z overdrive sprzed 3 lat
      nigdy nie zapomnę. w sumie jeszcze można kojarzyć to z life of agony.
        • pytajnick Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 29.09.05, 21:39
          ethan26 napisał:

          > tak btw to płyta Leitmotif jest nieco lepsza.

          Jest bardzo fajna, ale jednak przewyższa "El Cielo" wyłącznie pod względem
          "czadowości". Melodie, brzmienia, pomysły, oryginalność kompozycji i struktury
          płyty, wokal, (...) i jeszcze raz melodie, to jednak atuty "El Cielo.
          Zdecydowanie "Leitmotif", powtórzę - płytka naprawdę godna uwagi - może być
          szczególne cenna dla fanów "post-grunge'u" (obok "Ten" jedyna "okołogrunge'owa"
          płyta, która mnie zachwyciła), mocniejszego rocka, i w ogóle bardziej
          drapieżnego grania, bo to głównie przyciężkie gitary i krzyk. W razie czego
          odsyłam skromnie do recenzji do której już wcześniej w tym wątku link wklejałem...

          ex

          n.p. radio tok fm - mówią o "Glissandzie" i zakładaniu własnego pisma. Arcyciekawe.
                • pytajnick Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 25.09.05, 17:22
                  roar napisał:

                  > nemrrod napisał:
                  >
                  > > Ale przecież glitch jest ok ;)
                  >
                  > Najgorsze są glitche w nagraniach z gatunku glitch. I dojdź tu, człowieku, czy
                  > to tak miało być... :\

                  Tak z którymś Ovalem miałem, a że w tamtych latach nagrywarki jeszcze nie
                  działały tak dobrze jak dziś, i co którąś płytę psuły, no to nigdy się końcu nie
                  dowiedziałem, że dobrze mam płytkę nagraną, czy też nie...
                • pagaj_75 ACHTUNG WNIMANJE. 26.09.05, 20:46
                  roar napisał:

                  > Najgorsze są glitche w nagraniach z gatunku glitch. I dojdź tu, człowieku, czy
                  > to tak miało być... :\

                  Heh, miałem tak raz, że różne niedoskonałości dźwięku w ściągniętych
                  empetrójkach brałem za zamierzony efekt, ale tylko do momentu gdy z ciekawości
                  ściągnąłem inną wersję tego albumu ;)

                  No dobra, my tu gadu gadu, a ORZEŁ WYLĄDOWAŁ ponownie. Jeśli są jeszcze na sali
                  sierotki Marysie, które nie wiedzą gdzie czego szukać, to zapraszam na priv.
          • neandertalski tempo 27.09.05, 07:32
            > Zastanawiam się czy to tempo nie zamorduje nam zabawy. Może na Dredga i
            jeszcze
            > Augie zamiast tygodnia 10 dni?

            jeśli można to dołączyłbym się do tego glosu, tempo rzeczywiscie jest trochę
            duże....
            pomysł 10 dni wg mnie bardzo dobry, może niech to nie będą piątki tylko
            poniedziałki i piątki? Wg mnie jakby się trzymac sztywno tych dwóch dni w
            tygodniu tak żeby utrzymać +/- 10 dni między nimi to też byłoby sympatycznie a
            może nawet bardziej. Mówię teraz za siebie ale z praktyki wynika mi,
            ze "wybraną" płytę mam do odsłuchania najwcześniej gotową we wtorek wieczorem.
            Sam nie wiem jak to się dzieje, ze płyty "nie-wybrane" szybciej mi jakoś się
            zaciągają a nie ukrywam, ze biorąc pod uwagę, ze tak powiem merytoryczność
            płyt "wybranych" trudno mi odmówić sobie przyjemności ściągania też innych płyt
            w tym czasie;)
    • mmakowski Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 01.10.05, 21:49
      Sekcja rytmiczna na początku "Same Ol' Road" nastawiła mnie bardzo pozytywnie,
      wejście wokalu zapał mój jednak ostudziło i już do końca płyty nie pojawiło się
      nic, co by zaspokoiło oczekiwania rozbudzone na początku. Sekcja jest bardzo
      dobra, miło że próbują grać czasem na 3/4, ale to trochę za mało na na prawdę
      ciekawy album. Maniera wokalna kojarzy mi się miejscami z Belewem z okresu płyt
      czerwonej, niebieskiej i żółtej
    • ayya Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 02.10.05, 14:06
      Ja się prawie w całości zgadzam z recenzją z Piczforka (nie rozumiem tylko tej
      koncepcyjności). Generalnie taka muzyka mi nie podchodzi, a wokalista mnie
      koszmarnie irytuje (jest moim zdaniem patetyczny aż do bólu). Natomiast jest na
      tej płycie coś, co mi się nawet spodobało - to piosenka nr 2. Nic więcej na "El
      Cielo" nie przykuło mojej uwagi, aczkolwiek po zapoznaniu się z oboma krążkami
      grupy Dredg potrafię wyobrazić sobie, dlaczego autorka wątku, pisząc kiedyś o
      najlepszym koncercie, na jakim była (right?:))), napisała właśnie o tym zespole.
      • bleri Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 02.10.05, 14:24
        Not right ;) Napisałam, że jeden z lepszych, naprawdę szczególny, bardzo
        kameralny, "łatwy" w odbiorze. Trudno zresztą porównywać koncerty dla choćby 15
        tysięcy ludzi w wielkiej hali, a takie w małych klubach na 70 osób. Ale ja
        lubię Dredg i El Cielo się zachwycam, może dlatego... ;)
      • kkrzysiekk Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 02.10.05, 14:38
        Znajomość z zespołem Dredg rozpocząłem od przeczytania informacji nt. grupy na
        allmusic. Do słuchania płyty podszedłem z pewną obawą - na podstawie uzyskanych
        informacji o gatunku muzyki (post-grunge)oraz podobieństwa do innych zespołów
        (Linkin Park, Lostpropeths) uznałem, że chyba jej nie pokocham ;-). Jedyne, co
        napawało mnie nadzieją, to wypowiedź Pytajnicka (przebojowość i
        melodyjność, "pokręconość" ;)itp. itd.). Niestety, moje obawy się potwierdziły -
        nie jest to muzyka dla mnie - przebojowość i melodyjność przywodzi mi na myśl
        dokonania "tuzów" melodyjnego metalu - The Rasmus; eksperymentów, na które
        warto byłoby zwrócić uwagę też jest jak na lekarstwo, o "patosie w głosie"
        wspomniała już Ayya. Jedyny utwór z płyty, który jeszcze kiedykolwiek będę miał
        ochotę usłyszeć, to "An elephant in the delta waves"(lubię Dead Can Dance ;-).
        Ogólna ocena 2/10.
        • pytajnick Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 02.10.05, 15:39
          No i jednak potwierdza się trochę to, co nico wcześniej mówiłem. Potwierdza
          znacznie bardziej niż się spodziewałem, co mnie bardzo dziwi. Nie potrafię nawet
          sobie tego wyjaśnić, że _wszyscy_ moi "nieforumowi" znajomi, którzy z płytą
          mieli do czynienia, niezależnie czy byli to ludzie z klimatów ninja tune, czy
          amon tobin i te sprawy, czy fani art-rocka, czy fun lovin' criminals, aż nie
          sposób mi wymienić bo choroba 'dredg' strasznie szybko się rozprzestrzeniała.

          Powiem szczerze, że myślałem/miałem nadzieję, że tu też się przynajmniej w
          pewnym stopniu rozprzestrzeni, bo tak byłem śmiertelnie przekonany co do
          "obiektywnej" jakości muzyki zawartej na drugiej płycie El Cielo. No i już nie
          jestem, zachwiała się moja pewność, i już mi się nie wydaje, że gdyby ta płyta
          miała szanse promocji w świecie muzyki niezależnej, zrobiłaby ogromną karierę.
          Być może jednak by nie zrobiła...

          A może to kwestia zaczynania od allmusic/pitchforka, gdzie moim zdaniem o
          zespole piszą bzdury? Nie ukrywajmy, nastawienie jest często kluczowe...
          "Post-grunge" dotyczył tylko pierwszej płyty, druga jest przecież, hm,
          nieklasyfikowalna? Chyba tak. A z grungem ma chyba mniej wspólnego niż z gotykiem...

          Wiele mam "ulubionych płyt", co do których jestem pewien że tylko garstka ludzi
          włącznie ze mną coś w nich dziwnym trafem znalazła, i nawet nieszczególnie
          zabieram się do wielkiego polecania ich innym, bo sam może w innych
          okolicznościach nawet bym ich nie zauważył. Ale "El Cielo" wydawało mi się płytą
          lekką, sympatyczną, niemal dla każdego, bo ma to co większość szybko
          chwytających płyt. Dlatego, powtórzę, jestem zdziwiony, bo wychodzi, że jednak
          to w niej może być coś takiego, co uczyniło ją płytą dość "niszową", a nie fakt
          braku promocji i odrobiny szczęścia by dotrzeć do szerszej publiczności.

          Co, oczywiście, w moich oczach niczego jej nie ujmuje :-)

          pozdr
          ex.

          n.p. erykah badu | baduizm
          • pytajnick Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 02.10.05, 15:40
            nie dokończyłem zdania:

            > No i jednak potwierdza się trochę to, co nico wcześniej mówiłem. Potwierdza
            > znacznie bardziej niż się spodziewałem, co mnie bardzo dziwi. Nie potrafię nawe
            > t
            > sobie tego wyjaśnić, że _wszyscy_ moi "nieforumowi" znajomi, którzy z płytą
            > mieli do czynienia, niezależnie czy byli to ludzie z klimatów ninja tune, czy
            > amon tobin i te sprawy, czy fani art-rocka, czy fun lovin' criminals, aż nie
            > sposób mi wymienić bo choroba 'dredg' strasznie szybko się rozprzestrzeniała.

            ...zakochiwali się w niej w większości przypadków natychmiast, zaskoczeni tym
            bardziej, że wcześniej sceptycznie odnosili się do kompletnie nieznanej nazwy.

            • pytajnick Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 02.10.05, 17:26
              ayya napisała:

              > Mnie
              > zniechęcili swoją tegoroczną płytą, którą kilka razy przesłuchałam w wakacje :)

              Niestety, panowie z dredg są mniej roztropni niż by się wydawało, wydali
              wielkiego przeciętniaka :(

              Ale są tacy, którym się ona bardzo spodobała - dla nich jednakże, tak myślę, "El
              Cielo" będzie zbyt skomplikowane, namieszane, przekombinowane, bo "Catch Without
              Arms" to jest taka 1/10 "El Cielo"...
          • mmakowski Re: grunge 02.10.05, 16:50
            pytajnick napisał:

            > "Post-grunge" dotyczył tylko pierwszej płyty, druga jest przecież, hm,
            > nieklasyfikowalna? Chyba tak. A z grungem ma chyba mniej wspólnego niż z
            > gotykiem...

            Ja tam żadnych recenzji na Pitchfork czy AMG nie czytałem, nie znam się ani na
            gotyku, ani na grunge, ani tym bardziej na post-grunge, ale na podstawie tych
            kilku utworów grunge'owych, które słyszałem, uważam, że "Sorry But It's Over"
            wpisuje się w ten gatunek.
    • humbak Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 02.10.05, 20:51
      Skończę jako maruda. Zgodzę się z Mmakowskim że sekcja rytmiczna ma coś w
      sobie. Jest też parę innych fajnych pomysłów na tym albumie. Niestety nie daje
      rady ich docenić, ponieważ totalnie odrzuca mnie wokal. Jest niefajny i już.
      Stłumiony i jakiś taki pseudoliryczny:/ Do tego koncepcja refrenów (głośno i
      dużo gitarami + meldoyjka w wokalu) przypomina mi hicior Evanescence... a to
      niedobrze. Suma sumarum średnio.
      • jack9 Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 02.10.05, 21:23
        Ja nie czytałem recenzji więc nie jestem "uprzedzony" a mimo to płyta mnie nie
        zachwyca, choć zachwycać teoretycznie powinna ...;)
        Ktoś napisał że "El Cielo" jest eklektyczna i to chyba właściwe okreslenie -
        jesteśmy wszystki po trochu i w sumie jestśmy niczym -mogliby sobie powiedzieć
        Niby art-prog czy jak to zwał, niby cięzkie gitary ale i Linking Park i Dead
        Can Dance.
        I wszystko fajne i nawet melodyjne ale jakieś płytkie i jakby drugoligowe
        DREDG "El Cielo" przypomina mi jak oceniano A Natural Disaster Anathemy -
        jedni byli zachwyceni inni zupełnie nie czuli tej płyty.
        Kawałki 2, 3, 6, 7, 13 wyróżnieją się.. ale to za mało.
        Trudno ocenić obiektywnie
        hmmm...4/10
    • jarecki32 Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 03.10.05, 01:22
      Troche sobie poczytalem o tym albumie zanim go posluchalem. Dowiedzialem sie
      zatem, ze klucz do zrozumienia jego tresci
      zawiera sie w utworze wstepnym : "dcbtfoabaaposba" co jest skrotem od
      "Dream Caused By The Flight Of A Bee Around A Pomegranate One Second Before
      Awakening".

      A to znowu tytul znanego obrazu Salvatore Dali , ktory wyglada tak :
      www.masterworksartgallery.com/dali/dali32.html
      Aha, wiec to tak, panowie z Dredg wysoko mierza: art-rock na temat art.
      Sam pomysl oczywiscie nie jest wielce oryginalny, ostatnio malowal obrazy
      muzyka Bill Frisell, a nieco dawniej
      czynil to niejaki Musorgski.
      Ale nie ma to jak grac abstrakcjonistow, czy surrealistow szczegolnie w
      konwencji stanu znanego jako
      "sleep paralysis".
      Na instrumentach panowie z Dredg sie znaja sie bardzo dobrze. Oprocz
      tradycyjnego rockowego instrumentarium
      pobrzmiewaja nam wiolonczele, skrzypce, saksofony, fortepiany, trabki, nie
      brak oczywiscie syntetycznych noisow.
      Na gitarze gra bardzo sprawnie Mark Engles. Moze to jeszcze nie ta sama liga co
      Peter Lindgren (Opeth) czy Adam Jones (Tool)
      ale z zadania wywiazal sie znakomicie. Jeszcze sporo dobrego uslyszymy o tym
      panu.
      Najbardziej spodobala mi sie jednakowoz gra perkusisty Dino Campanelli. Gra z
      jazzowym smakiem, kiedy trzeba to dyskretnie,
      a kiedy potrzeba to z wykopem. Tempa zreszta sa niebanalne jak chociazby to
      w "Eighteen People Living in Harmony "
      czy "Scisor lock" albo "Who is Me".
      I wreszcie wokal.
      Gavin Hayes czasem brzmi dla mnie jak Mikael Akerfeldt z Opeth czyli bardzo
      ciekawie. G.H. potrafi spiewac i nie slysze
      w tym wokalu pretensjonalnosci czy maniery.
      Aranze sa takie jakich sie od art-rocka oczekuje czyli crescenda (szczegolnie
      to na finalowym Canyon Behind Her ) przeplatane
      z oscylujaca dynamika (Who is me).
      Egzotyczna wokaliza "An Elephant in the Delta Waves ", pani spiewajaca po
      japonsku na "Canyon Behind Her " : "Ten album oparty jest
      na temacie z obrazu Salvadora Dali "..." , dopelniaja obrazu tego znakomitego
      albumu. 8/10

    • neandertalski sędzia DRED 03.10.05, 08:04
      powiem tak, na początku jak słuchałem to myślałem, ze będę miał niezłe
      polewanie z tej płyty, ale... mi przeszło :)
      zgodnie z nieistniejącą zasadą wielokrotnych powtórzeń naprawdę spodobała mi
      się ta płyta, nawet ta obciachowa wstawka gitarowa pomiędzy ref. i zwrotką w
      Convalescent mi się zaczęła podobać. W ogóle z upływem czasu ta płyta coraz
      bardziej wydawała mi się spójna, czego z kolei na początku nie moglem złapać.
      Nie zgodzę się tylko, ze to płyta pokręcona.
      Co do obrazu Salvadora Dali, jeżeli jest tak z tą inspiracją - ilustracją to
      tylko znak, ze chłopaki z kapeli mają jednak plytką wyobraźnię, równie dobrze
      mogliby nagrać ilustrację do Mona Lisy albo do sloneczników van Gogha.
      Tak więc wątek ilustracyjny jak dla mnie jest trochę za mocno naciągany i
      pretensjonalny.
      Ale plyta mi się podobała, w zasadzie wszystko mi się podobało (najbardziej
      perkusja), zwłaszcza porównując pomysly niejakiego Craiga Armstronga, musze
      powiedziec, ze tu chłopaki pokazali jak można nawet instrumentów smyczkowych
      używać i nie robić poruty, armstrong można chyba zresztą tłumaczyć jako "cięzka
      ręka"? WIele to by tłumaczyło w jego kowalskiej muzyce symfonicznej:)W każdym
      razie DREDż naprawdę posługują się instrumentami finezyjnie.
      Dla mnie płyta naprawdę wciąga od utworu nr 6, wciąga powoli ale od utworu nr
      10 wciąga na całego. W dodatku fajny mieli pomysł z tymi utworami nr 2 same ol'
      road i utworem 11 czyli reprise (powtórzenie?) Nie wiem jak czasowo wygląda
      podzielenie płyty w ten sposób czyli 1-10 i 11-16 ale na winylu taki podział
      nadałby płycie dodatkowo pozytywny charakter koncepcyjny.
      Wokal mi przypominał z jednej strony trochę manierę tego gościa z de smis, a
      trochę tego z pier dzim.
      Ogólnie pomimo tych dętych zestawień z Salvadorem Dali płyta przemyślana ale
      nie wydumana, solidna ale nie monotonna, no i pozytywnie zyskuje z każdym
      kolejnym posłuchaniem;)
      • pytajnick Re: sędzia DRED 03.10.05, 13:12
        Jeśli te dwa ostatnie komentarze to ze względu na mnie, to dziękuję! ;-)
        Przynajmniej już się tak dziwował nie będę, bo przyznam, że desperacko
        poszukiwałem racjonalnego wyjasnienia, dlaczego w ciągu ostatnich kilku lat
        trafiałem wyłącznie na pozytywne (entuzjastyczne!) opinie nt. tego albumu, a tu
        nagle cała fala wyłącznie negatywnych. A poza tym, wszyscy to znamy, cieszy mnie
        po prostu, że płyta, która mnie cieszy, cieszy również innych.

        Cieszy mnie również, że jednak nie jest to płyta jednoznaczna, choć niektóre
        wypowiedzi zdawały się temu zaprzeczać. Dla mnie wystarczy, że jedni wspomnieli
        o grunge'u, inni o art-rocku, porównania były przeróżne. Osobiście mi niezbyt
        pasują - gdy poznawałem "El Cielo" siedziałem jeszcze mocno w art-rocku,
        przedzierałem się tez przez podstawy grunge'u, i płyta zrobiła nie zrobiła na
        mnie wrażenia ani grunge'owej, ani art-rockowej. Raczej miksu "wszystkiego po
        trochu", co rzeczywiście może się podobać lub odrzucać. Ale to nieważne. Sam nie
        pamiętam, czy płytą zachwyciłem się od razu, czy jednak trochę ją musiałem
        "pomęczyć". Chyba to drugie..
        • neandertalski Re: sędzia DRED 03.10.05, 14:47
          > Jeśli te dwa ostatnie komentarze to ze względu na mnie, to dziękuję! ;-)

          ?
          nie zrozumiałem dowcipu więc zaczałęm szukać wyjasnienia i pomyślałem, że może
          chodziło o recenzje które wkleiłeś a ktorych nie czytalem :-) No i chyba się
          nie pomyliłem, w każdym razie przepraszam, jeżeli powtórzyłem czyjeś myśli, nie
          zrobiłem tego świadomie. Nie czytałem tych wklejonych recenzji bo jakoś
          nieludzkie wydaje mi się w takiej ludziej zabawie, tego typu wrzucanie tego
          co "ja" czy ktoś inny już gdzieś napisał.
          ja z kolei nie rozumiem tylko jednego co to jest art rock?
          • pytajnick Re: sędzia DRED 04.10.05, 00:58
            neandertalski napisał:

            > > Jeśli te dwa ostatnie komentarze to ze względu na mnie, to dziękuję! ;-)
            >
            > ?
            > nie zrozumiałem dowcipu więc zaczałęm szukać wyjasnienia i pomyślałem, że może
            > chodziło o recenzje które wkleiłeś a ktorych nie czytalem :-) No i chyba się
            > nie pomyliłem, w każdym razie przepraszam, jeżeli powtórzyłem czyjeś myśli, nie
            >
            > zrobiłem tego świadomie. Nie czytałem tych wklejonych recenzji bo jakoś
            > nieludzkie wydaje mi się w takiej ludziej zabawie, tego typu wrzucanie tego
            > co "ja" czy ktoś inny już gdzieś napisał.

            Nie, zupełnie nie o to mi chodziło.
            Miałem na myśli moje narzekania niesamowite, że ludzie ze SF nie zachwycili
            Dredgiem, a wręcz przeciwnie, płyta się im raczej nie podoba.

            No i jak ponarzekałem, pojawiły się dwie pozytywne recenzje - dlatego pozwoliłem
            sobie zażartować, że to może ze względu na mnie, żebym już nie płakał :)

            pozdr
            ex
    • roar DREDG - "Cielę" 03.10.05, 13:12
      Chciałem napisać, że uninspired, a tu się okazało, że inspired. By a painting. Whatever.

      W ogóle to chciałem coś sensownego napisać, ale nie mogę i się poddaję. A za poniższe przepraszam.

      Zasadniczo to jestem na tak i na nie jednocześnie. Na tak, bo panowie mają fajne brzmienie, parę dobrych pomysłów, ciekawego wokalistę i ogólnie dobrze się zapowiadają. No ale, kurde, nie można się tylko dobrze zapowiadać przez całą płytę i nic później nie pokazać. No i na nic zdadzą się setki lepszych lub gorszych aranżacyjnych "smaczków", jeśli właściwie nie ma czego aranżować.

      To nie jest zła płyta. Naprawdę. Ale na pewno irytująca, przynajmniej przy próbie uważnego wsłuchania się. Miałbym o wiele lepsze wrażenia, gdybym ją po dwóch czy trzech razach odłożył i więcej nie wrócił.

      PS: To porównanie z Craigiem Armstrongiem pozwolę sobie potraktować jako żart.
      PS2: Tak sobie obliczałem, że według starego terminarza zgłoszeń przy mojej pozycji w alfabecie (w którym "r", jak wiadomo, jest ostatnią literą) będę mógł zgłosić swoją płytę za niewiele ponad pół roku. A tu wygląda na to, że po ostatnich zmianach czekam gdzieś do sierpnia 2006. Oh, well. :)
      • neandertalski Re: DREDG - "Cielę" 04.10.05, 07:32
        > PS: To porównanie z Craigiem Armstrongiem pozwolę sobie potraktować jako żart.

        no cóż poważnie to się w trumnie leży;) ale z drugiej strony nie jest do konca
        niedorzeczne. Tak samo ciężka ręka jak i sędzia dred postawili na, że tak
        powiem zastosowania instrumentalne, jednak z odmiennym skutkiem. Na tym polu
        dla mnie swój duzo skromniejszy efekt ciężka ręka chciał zatuszować zmasowanym
        dźwiękiem orkiestrowym, sędzia z kolei postawił na skład kameralny, nie musiał
        niczego tuszować. To trochę tak jak ze sprawdzianem perkusisty, dobry
        perkusista wcale nie potrzebuje do tego, zeby pokazać klasę zestawu na cztery
        stopy, dwóch ton blach i dzwonu zygmunta w tle, dobry perkusista żeby pokazać
        co potrafi bierze tylko dwie pałki i werbel, wystarczy.
        Nie uważam tej cielęcej płyty za plytę wielką ale jest całkiem udana, zresztą
        nie dałoby się słuchać chyba samych płyt przełomowych i kluczowych. Wg mnie
        zarówno ciężka ręka jak i dred są przedstawicielami tego samego popowego czasu
        i jeżeli mam porównywać wykonawców tego czasu to zdecydowanie wolę akurat takie
        granie jak to.
        Cała ta zabawa 5 15 25 nasuwa porównania kolejnych płyt również ze sobą, ktoś
        tu zapodał nawet zestawienie miejscami. Wg mnie nikomu to krzywdy nie czyni,
        nawet FAUSTowi
        ;-)))
                • good_morning Re: DREDG - "Cielę" 04.10.05, 13:42
                  powinienes odpowiedziec "na szczescie tak" ;) ja sie tak dopytuje, bo we mnie
                  tkwi jakas niespelniona perkusistka (wyslali na fortepian niestety)
                  a cichutko i rowniutko to zachwycajaco gra terry bozzio. ciekawi mnie, jaki
                  masz wzor?
                    • obly Re: DREDG - "Cielę" 04.10.05, 14:25
                      wlasnie nie bluznij!!!

                      pewnie mało znasz kawałów o perkusistach ;))) ja się już nasłuchałem...

                      a kto tachał na koncerty swoje graty to wie co jest grane, gitarzyści to tylko
                      walizeczki pakowali i w długą do baru po piwko.
                      Raz! Raz niezłożyłem swojej perkusji przychodze następnego dnia rano a tam
                      imprezka na całego i każdy kto tylko jeszcze stał na nogach używał sobie na
                      moich bębnach!!!! Instrument jest jak naga pijana kobieta jak ją zostawisz na
                      chwilę zaraz ktos przylezie i będzie gmerał tam swoimi paluchami. Ale cośj a
                      chyba nie na temat...

                      A co do perkusistów to myślę że jednak dopiero zestaw mini by określił co kto
                      potrafi:
                      stopa, hi-hat i werbel
                      sam werbel moze roztaczać tylko piekne wizje ;))

                  • neandertalski Re: DREDG - "Cielę" 04.10.05, 14:46
                    na szczeście to nie powiem bo jednak perkusistą nie zostałem...
                    ale kilka lat spędzonych w szkole muzycznej nie uważam za czasu straconego
                    bynajmniej, po prostu za cienki byłem na więcej. No i też nie zgodzę się
                    na "niestety" fortepian, w końcu to najprawdziwszy instrument perkusyjny, od
                    takiej celesty różni się tylko tym, ze uderza młoteczkami w struny a nie w
                    blaszki. W ogóle wg mnie fortepian to król instrumentów, to jak mozna położyć
                    palce na klawiszach i po prostu pozwolic im grać nie da sie porównać z niczym
                    innym...
                    A perkusja jako taka w wydaniu szkolnym z graniem na zestawie ma w sumie
                    niewiele wspólnego, ja przynajmniej w szkole dużo wiecej czasu spędzałem przy
                    ksylofonie, marimbie czy wibrafonie, no i oczywiście przy werblu :-) Wcale nie
                    narzekam z tego powodu, każdy z instrumentów jest inny każdy daje zupełnie
                    inny rodzaj zabawy.
                    Kolega po szkole zdawał na akademię do Wrocka, to było kilka lat temu chodził
                    nawet ćwiczyć do Woty ale odpadł wydaje mi się, ze na egzaminie grał tylko na
                    werblu.
                    Co do moich ulubionych perkusistów to chyba nie mam jakichś szczególnie
                    ulubionych, mam może sentyment do niejakiego Chrisa Cutlera? Cholera sam nie
                    wiem :-)
                    • good_morning Re: DREDG - "Cielę" 04.10.05, 19:01
                      neandertalski napisał:

                      > na szczeście to nie powiem bo jednak perkusistą nie zostałem...
                      > ale kilka lat spędzonych w szkole muzycznej nie uważam za czasu straconego
                      > bynajmniej,

                      wiesz, ja tych lat 'straconych' przy fortepianie ogolnie tez nie uwazam za
                      stracone, bo cos mi one jednak daly.

                      wg mnie fortepian to król instrumentów, to jak mozna położyć
                      > palce na klawiszach i po prostu pozwolic im grać nie da sie porównać z niczym
                      > innym...

                      ale wazne jest tez pozwolic dziecku grac na czym chce (co prawda dziecko
                      chcialo wowczas na organach, no ale niewazne ;)), a nie doprowadzac do
                      sytuacji, kiedy przestawia wszystkie zegary w domu w celu skrocenia mak przy
                      klawiaturze. zapomnialam jednak,ze rodzice posiadali rowniez zegarki nareczne.
                      wynik: cwiczenia karne.


                      • neandertalski Re: DREDG - "Cielę" 05.10.05, 08:01
                        > ale wazne jest tez pozwolic dziecku grac na czym chce (co prawda dziecko
                        > chcialo wowczas na organach, no ale niewazne ;))

                        no ja byłem w lepszej sytuacji, załozyliśmy z kumplami kapelę gdzies w siódmej
                        klasie podstawówki, choć nikt z nas nie umiał grać na niczym. Idę wiec do ojca
                        i mówię, ze trzeba kupić perkusję, ten podchodzi jednak do sprawy dosyć
                        sceptycznie :-) Ale nie jestem bez szans, powiada mi nie ma sprawy ale najpierw
                        zapisz się do szkoły muzycznej i naucz grać, no więc w zasadzie też zostałem
                        zmuszony :-)
                        A poźniej to juz samo poszło i tak mi się spodobało, że nawet nie zauważyłem po
                        latach, że mi ojciec tej perkusji wcale nie kupił :-) Szkoła muzyczna to bez
                        wątpienia coś co poszerza, no wiesz trochę jak z tym faustem, nawet jak czasami
                        człowiekowi coś się nie podoba to jednak wychodzi poszerzony;)
                        Tylko cholera z tym zmuszaniem do grania to właśnie sprawa wg mnie
                        nierozwiązywalna. Najlepiej zaczynać jak najwcześniej, wtedy jednak dzieciaki
                        najczęściej są najmniej zainteresowane, kiedy chce sie człowiek uczyć grać w
                        miarę świadomie jest już w zasadzie za późno, mi się udało o tyle, że w szkole
                        I stopnia byłem tylko dwa lata, później jednak II stopień skończylem w czwartej
                        klasie i dwóch lat mi zabrakło, żeby w ogóle myśleć o czymś na poważnie, po
                        prostu zdałem maturę i trzeba było ruszać w świat. Inna rzecz gdy ktoś jest w
                        liceum muzycznym, ale to już zupełnie inna liga :-)
                        Zresztą za cienki byłem na cos więcej, tak swoją drogą. U perkusisty sluch jest
                        tak samo ważny jak u każdego innego muzyka i choćby z tego powodu wiedziałem,
                        że nie mam szans;)

                        • good_morning Re: DREDG - "Cielę" 05.10.05, 08:21
                          no a czy ja moglam poprosic, zeby mi kupili kosciol z organami ;D
                          i jeszcze bardziej mnie wtedy interesowalo skakanie z gorki przez choinki. bo,w
                          mysl tego, co slusznie zauwazyles,rodzice zaczeli bardzo wczesnie :)
                          • obly Re: DREDG - "Cielę" 05.10.05, 08:53
                            no trzeba było no... ten kosciół
                            może ksiedzem trzeba było zostać i w niedzielne bezkacowe poranki rozrywać
                            sakralną ciszę sklepień kaskadami dzwięków muzyki organowej.

                            co do El Cielo - posłuchałem niedużo ale krytyczność mnie zjadła
                            dla mnie to muzyka bez fundamentów, oparta na iluzjii oczekwiań określonych
                            odczuć...
                            czyli strasznie monumentalnie rzewnie...
                            to jest klimat który mnie jako człowiekowi nigdy nie pasował, wydawał sie zbyt
                            wydumany i wymyślony niż to człowieka (mnie) rzeczywiście kopie i to jest chyba
                            powód że mi uszy nie zadrgały przy tym.
                            Brak mi tu szaleństwa, chaosu czy choćby impulsywnej radości ... brak jest
                            emocji które przystaja do mojego odczuwania świata...


                          • neandertalski Re: DREDG - "Cielę" 05.10.05, 09:56
                            > no a czy ja moglam poprosic, zeby mi kupili kosciol z organami ;D

                            dobre organy dzis kupić w dobrej cenie to mogłoby być trudne ale kosciól za
                            złotówke jezeliby Cię interesował to proszę bardzo

                            wroclaw.hydral.com.pl./33126,foto.html
                            wroclaw.hydral.com.pl./40527,foto.html
                            wroclaw.hydral.com.pl./40528,foto.html
                            kościół jest kulą u nogi samorządowców i wszyscy czekają aż się wreszcze zawali
                            a miejsce naprawdę urocze, nazwa miejscowości katastroficzna: Zatonie.
                            Na cmentarzu obok miejscowi ulożyli ołtarz polowy z poniemieckich nagrobków,
                            przy okazji sami nie zauważyli jak są śmieszno-straszni i zmajstrowali krzyżyk
                            do gory nogami, mimo tego odbywaja sie tam regularne msze (bynajmniej nie
                            satanistyczne - przynajmniej na razie)
                            www.zinfo.hostings.pl/Pinio5/Zw097.jpg
                            ot taka dygresyjna ciekawostka, przepraszam za ten wątek poboczny, w każdym
                            razie wszystko co napisałem w tym wątku nie jest żartem, ten kościól naprawde
                            można kupic za złotówkę.


        • roar Re: DREDG - "Cielę" 04.10.05, 20:41
          Porównanie smyczkowych dokonań Dredża z Craigiem Armstrongiem (tylko o te mi chodziło, inne płaszczyzny wrzućmy w wielki wór z napisem "De Gustibus... Lupus Est") pozwoliłem sobie potraktować jako żart z tej oto racji, że w przypadku Armstronga do czynienia mamy z treścią płyty na smyczkach zagraną. Można dyskutować o poziomie tej treści, jasne, i z powodzeniem to robiliśmy parę tygodni temu. Natomiast że w przypadku Dredża wartość spożywcza partii smyczkowych wynosi równo zero. Być może, że są ładne, gustowne. Nic to nie daje.

          ...to może przy okazji jeszcze. Coś, co powinienem był napisać od razu. Kiedy słucham Dredża, przychodzą mi na myśl zespoły takie, jak AFI (z okresu "Sing the Sorrow") czy My Vitriol. Też nad-ambitne, też próbujące wyjść poza alt-rockowe schematy bez porzucania źródeł. I w sumie podobnie brzmiące, choć ile w tym wszystkim zasługi studyjnego perfekcjonizmu i sterylizacji, nie wiem. W Dredżu zwyczajnie brakuje mi emocji, agresji, którą mają dwie wymienione wyżej grupy. I być może moja ocena tej płyty jest przez to skażona. Nie będę przeczył. Cały czas czekałem na eksplozję, na kulminację artystyczną i emocjonalną budowanego w kompozycjach klimatu. Nie doczekałem się. Zamiast tego były smyczki.
          • roar Jeszcze ocena 04.10.05, 20:49
            ...mimo wszystko 6/10. Dobra płyta. Irytacja mi minęła i mogę znowu spokojnie i bez obiekcji po prostu słuchać. I już bez większych oczekiwań. Tak.
          • roar Re: DREDG - "Cielę" 04.10.05, 21:37
            Cholera, no, słucham teraz jeszcze raz i autentycznie mi się podoba. Jak nigdy dotąd. To niemal na pewno kwestia braku jakichkolwiek oczekiwań i prób wpychania grupy w ramy, do których nie pasuje. (Aha, Pytajnicku, nie martw się, to wszystko nie przez ciebie. Przynajmniej nie w moim przypadku. :)

            Dalej wolę My Vitriol. Dalej uważam, że ozdobniki są tu zupełnie nie na miejscu. Ale złego słowa na Dredża już nie powiem.
            • neandertalski Re: DREDG - "Cielę" 05.10.05, 08:03
              > Cholera, no, słucham teraz jeszcze raz i autentycznie mi się podoba. Jak
              nigdy
              > dotąd.

              :-)
              miałem dokładnie tak samo z każdym kolejnym odsłuchaniem, normalnie jakbym
              zupełnie innej płyty słuchał niż za pierwszym razem
          • neandertalski Re: DREDG - "Cielę" 06.10.05, 07:39
            > Porównanie smyczkowych dokonań Dredża z Craigiem Armstrongiem (tylko o te mi
            chodziło, inne płaszczyzny wrzućmy w wielki wór z napisem "De Gustibus... Lupus
            Est") pozwoliłem sobie potraktować jako żart z tej oto racji, że w przypadku
            Armstronga do czynienia mamy z treścią płyty na smyczkach zagraną. Można
            dyskutować o poziomie tej treści, jasne, i z powodzeniem to robiliśmy parę
            tygodni temu. Natomiast że w przypadku Dredża wartość spożywcza partii
            smyczkowych wynosi równo zero. Być może, że są ładne, gustowne. Nic to nie daje.

            Wybacz może upierdliwie będę tę kwestię drążył ale jakoś nie daje mi to
            spokoju, chodzi mi o tę treść Armstrongową zagraną smyczkowo czy orkiestrowo,
            wg mnie niezależnie od tego na czym byłaby zagrana bedzie trescią tak samo
            popową i jako taka nigdy nie będzie na innej półce. Sędzia dred siedzi na tej
            samej gałęzi tyle, ze instrumenty smyczkowe ma z zupełnie innej półki :)
            Przepraszam za upierdliwość ale po nocach mi teraz te orkiestracje spać nie
            dają, ciągle byłem pod wrażeniem Murcofa a teraz jeszcze zaczałem słuchać taką
            śmieszna płytę Dagmar Krause & Marie Goyette "A Scientific Dream and a French
            Kiss" z 1999 roku. Nie wiedziałem, ze Dagmar Krause to nie tylko przebrzmiała
            legenda andergrandu i nagrywa jeszcze cokolwiek, no i płyta mnie powaliła, w
            dodatku jest płytą pozornie orkiestrową. Choć tu się uśmiałem naprawdę jak
            wywaliło mi w medialplejerze informacje o płycie pochodzące od wielkiego źródła
            BMG ktore sklasyfikowało tę płytę w kategorii ROCK :) No i tak sobie myśle,
            jesli wielka centrala tak dzis widzi muzyke rockową to nic juz nie jest na tym
            świecie wcale proste i oczywiste.
            pozdrawiam i przepraszam :)
            • roar Re: DREDG - "Cielę" 06.10.05, 08:51
              > Wybacz może upierdliwie będę tę kwestię drążył ale jakoś nie daje mi to
              > spokoju, chodzi mi o tę treść Armstrongową zagraną smyczkowo czy orkiestrowo,
              > wg mnie niezależnie od tego na czym byłaby zagrana bedzie trescią tak samo
              > popową i jako taka nigdy nie będzie na innej półce. Sędzia dred siedzi na tej
              > samej gałęzi tyle, ze instrumenty smyczkowe ma z zupełnie innej półki :)

              Nie, nie, nie. Ja już mówiłem w wątku Armstrongowym, i się powtórzę - tę płytę należy traktować jako muzykę elektroniczną. (Właściwie - najlepiej jako New Age, który skupia w końcu kierunki m.in. z pogranicza klasyki, elektroniki i popu. Popowe są u Armstronga wokale. Smyczki są "klasycznie" zagrane i potraktowane jak sample.)

              Poza tym Dredg nie ma w sobie wiele popowego. Znaczy, aranż i sterylną produkcję, ale to pomińmy. ;) Cały jego rdzeń to jest jednak jakieś tam alternatywno-rockowe granie, mniejsza o szczegóły, jakie. To są zupełnie różne półki. A nawet zupełnie różne regały.

              Chyba, że mówimy pop o tej nieszczęsnej "muzyce popularnej", która tak naprawdę jest po polsku rozrywkowa i jest określeniem tak szerokim, że właściwie na serio używają go tylko "poważni" coby sobie użyć na nie-akademickiej muzyce. To wtedy zgoda, ale ten wątek zostawmy. :)

              > No i tak sobie myśle,
              > jesli wielka centrala tak dzis widzi muzyke rockową to nic juz nie jest na tym
              > świecie wcale proste i oczywiste.

              No nie, IMHO jedna rzecz jest w tym wszystkim oczywista - do tego, co wypisuje AllMusic, trzeba podchodzić z DUUUŻYM dystansem. I od nawietrznej. ;)
              • neandertalski Re: DREDG - "Cielę" 06.10.05, 10:36
                > Nie, nie, nie. Ja już mówiłem w wątku Armstrongowym, i się powtórzę - tę
                płytę
                > należy traktować jako muzykę elektroniczną. (Właściwie - najlepiej jako New
                Age
                > , który skupia w końcu kierunki m.in. z pogranicza klasyki, elektroniki i
                popu.
                > Popowe są u Armstronga wokale. Smyczki są "klasycznie" zagrane i potraktowane
                > jak sample.)

                > Poza tym Dredg nie ma w sobie wiele popowego. Znaczy, aranż i sterylną
                produkcj
                > ę, ale to pomińmy. ;) Cały jego rdzeń to jest jednak jakieś tam alternatywno-
                ro
                > ckowe granie, mniejsza o szczegóły, jakie. To są zupełnie różne półki. A
                nawet
                > zupełnie różne regały.

                będę dalej ględził po swojemu :-)
                nie mogę się zgodzić na te klasycznie zagrane smyki u armstronga, nawet w opcji
                zsamplowanej. Owszem nie jestem żadnym wybitnym słuchowcem ale na moje zezowate
                ucho to takiej orkiestry jaka tam jest nie da się nazwac klasyczną, harmonia
                tego brzmienia jest zwyczajnie tandetnie nieskomplikowana, dziecko w szkole
                muzycznej by im ciekawiej partie rożnych głosów rozpisało, często mam wrażenie,
                ze w ogóle powtarzają tylko ten sam dźwięk, co się chyba fachowo zwie unissono,
                efekt ten potęgowany wielością instrumentow jest jednak zwykłą kichą. I nie
                zmienia tego nawet to jeżeli dla bardziej bajeranckiego efektu całość się
                zsampluje, król jest nagi. Porównując do tego partie smyków od dreda zaryzykuję
                stwierdzenie, ze tak je rozpisać musiało starsze dziecko z muzycznej, ktore
                miałoby nie tylko pojęcie o podstawach harmonii ale jeszcze włożyłoby w to
                trochę inwencji własnej. Porównanie takiego zastosowania instrumentów
                klasycznych dla mnie wygląda w ten sposób.
                No i nie mogę, nie mogę przełknąć stwierdzenia, że sedzia dred ma korzen
                alternatywno rockowy, równie dobrze można by twierdzić że bon jovi to metal :-)
                A pop dla mnie jest muzyką która pozbawiona jest pazurów i sierści uznanych za
                zbyt rażące dla szerszego ogółu i w związku z tym obcięto jej to co odstaje
                tak, żeby pasowało dla większego elektoratu. Proszę wybaczyć określenie ale
                armstrong wg mnie będzie raczej uchodził za muzykę klasyczną dla mniej
                inteligentnych niż za muzykę elektroniczną, podobnie dred może być tylko jakimś
                łatwiej przyswajalnym rockiem. Dlatego dla mnie to jedna półka.
                • roar Re: DREDG - "Cielę" 06.10.05, 11:35
                  Okay, masz własny układ półek. Dziwny trochę, ale nie mi oceniać. Problem w tym, że postanowiłeś sobie te półki nazwać słowami, które mają już w klasyfikacji muzyki inne znaczenia. Co oczywiście zawsze będzie prowadziło do jałowych dyskusji takich, jak ta powyżej.
              • pytajnick pop 06.10.05, 14:54
                > Chyba, że mówimy pop o tej nieszczęsnej "muzyce popularnej", która tak naprawdę
                > jest po polsku rozrywkowa i jest określeniem tak szerokim, że właściwie na ser
                > io używają go tylko "poważni" coby sobie użyć na nie-akademickiej muzyce.

                Ale i oni mają z tym podziałem ogromny problem - choćby z powodu istnienia
                czegoś takiego, jak minimal music. Chyba nawet "ich" ten temat bardziej męczy
                niż "nas" (przepraszam za ten równie niedobry podział ;).

                Polecam dyskusję na ten temat na
                www.glissando.pl/forum/viewtopic.php?t=10
                Każdy post jak małe wypracowanie (prawie jak w naszym - Waszym - wakacyjnym
                wątku "pseudofilozoficznym").
                • roar Re: pop 06.10.05, 15:43
                  Dlatego mówię - tylko kiedy chcą sobie ulżyć. ;)

                  pytajnick napisał:

                  > Chyba nawet "ich" ten temat bardziej męczy
                  > niż "nas" (przepraszam za ten równie niedobry podział ;).

                  Ee, myślę, że jest tu u nas parę osób z "tamtej" strony barykady. A takie, co są po stronach obu, to już na pewno. :)

                  > Polecam dyskusję na ten temat na
                  > www.glissando.pl/forum/viewtopic.php?t=10
                  > Każdy post jak małe wypracowanie (prawie jak w naszym - Waszym - wakacyjnym
                  > wątku "pseudofilozoficznym").

                  Kurczę, nawet chyba bardziej... U nas taki poziom był tylko w najlepszych momentach. Jestem pod wrażeniem. Chciałbym nauczyć się tak pisać o tym moim kochanym popie... :)

                  Wydaje mi się, że w całym wątku ta wypowiedź to jest to, co angole nazywają "hitting it on the head":
                  "Przez wieki muzykę poważną tworzyły elity, lub przynajmniej do tych elit była ona kierowana. Jednocześnie istniała cały czas kultura ludowa, czy mieszczańska, która jednak nie była utrwalana, wiadomo czemu, nie istniała więc w tradycji powszechniejszej niż lokalna. Elity się nią nie zajmowały. Kultura tych elit to nasza kultura europejska. XX w. miał to do siebie, że rozwinęło się w nim społeczeństwo masowe, ujednolicone - wszyscy są równi, mają równe prawo do wykształcenia, przez co, z jakiej warstwy by się nie wywodzili, teraz stają twarzą w twarz z całym (lub niecałym) bagażem kultury. Taki uniformizm doprowadził też do zrównania ze sobą (chyba z rozprzestrzenieniem mediów?) muzyki poważnej i ludowej/mieszczańskiej - rozrwykowej. Zrównania oczywiście w sensie takim, że ludzie którzy się za nie brali byli z grubsza tacy sami. Powstał więc ferment. Doprowadził nas dziś do zupełnego bałaganu w zakresie utrawalanych "przez wieki" pojęć."

                  ...ale to już zupełny off-topic...
                  • roar Re: pop 06.10.05, 15:47
                    roar napisał:

                    > Kurczę, nawet chyba bardziej... U nas taki poziom był tylko w najlepszych momentach.

                    Chociaż, czy ja wiem...? Może inaczej. U nas nie było nigdy takiej łatwości w posługiwaniu się terminami muzykologicznymi. Poza tym chyba nie odstajemy. No, przynajmniej koledzy nie odstają, ja w sumie trochę tak... ;)
                  • pytajnick Re: pop 06.10.05, 15:51
                    roar napisał:

                    > > Chyba nawet "ich" ten temat bardziej męczy
                    > > niż "nas" (przepraszam za ten równie niedobry podział ;).
                    >
                    > Ee, myślę, że jest tu u nas parę osób z "tamtej" strony barykady. A takie, co s
                    > ą po stronach obu, to już na pewno. :)

                    No więc własnie dlatego z góry przepraszałem.

                    > Kurczę, nawet chyba bardziej... U nas taki poziom był tylko w najlepszych momen
                    > tach. Jestem pod wrażeniem. Chciałbym nauczyć się tak pisać o tym moim kochanym
                    > popie... :)

                    Trochę lektury "Glissanda" oraz owego forum i będziesz mykał kadencjami i
                    alikwotami ile wlezie.

                    Osobiście chciałbym *potrafić* tak pisać o muzyce, ale już wykorzystywać to -
                    raczej nie (najwyżej w tego typu dyskusjach).
    • nemrrod Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 03.10.05, 15:45
      Nie będę do tej płyty wracał. Nie podoba mi się i to nie dlatego, że jest
      "pokręcona" (bo moim zdaniem nie jest), ani nie ze względu na "nieoczekiwane"
      elementy (bo moim zdaniem są bardzo przewidywalne), ale po prostu dlatego, że
      jest nudna. W ogóle dość już mam zespołów, które nie mają odwagi zerwać ze
      zwrotkowo-refrenowym schematem czy poważnie pokombinować z brzmieniem, ale
      dodają różne "smaczki", krótkie przerywniki itp., żeby było bardziej "art". (A
      żeby było jeszcze bardziej "art" można nawiązać do malarstwa, LOL).
      Co my tutaj mamy? Elektroniczne wstawki, orientalne zaśpiewy, skrzypce, trąbkę,
      fragment po japońsku (och, jakie to egzotyczne), połamany beat... słuchając tego
      wszystkiego pomyślałem sobie: "Jeszcze jakichś telewizyjnych sampli brakuje..."
      I co mamy na końcu "Whoa Is Me"? Rotfl. Sęk w tym, że te wszystkie usilne
      starania nie dodają płycie artyzmu, ale sprawiają, że wydaje mi się żałosna i
      pretensjonalna. I jeśli to jest eklektyzm, to bardzo tani i przewidywalny.
      Możliwe że "w swojej kategorii" to dobra płyta. Możliwe że jeśli ktoś słucha
      Nickelback albo Creed i trafi na Dredg, to wyda to mu się oryginalne i
      inteligentne. Natomiast dla mnie to jest taki właśnie "poproczek", który bardzo
      łatwo przetrawiłem i szybko wydaliłem. Aplauzu nie będzie. Next please ;-)
      • geigo Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 04.10.05, 18:55
        W zasadzie nie czytałam niczego o Dredg przed przesłuchaniem "El Cielo" - więc żadnych uprzedzeń nie miałam, prędzej już oczekiwania - po tym, jak Pytajnick zareklamował ten album jako przebojowy, pokręcony i z niespodziankami. No i niestety, moje oczekiwania się nie spełniły. W zasadzie mogę się podpisać pod większością krytycznych wypowiedzi z tego wątku - ot, taki to post-grandżyk linkinowo parkowy, przyprószony co nieco melodiami i ozdobnikami na modłę A Perfect Circle (żeby nie było nieporozumień, tych akurat dość lubię). Co gorsza, o ile jeszcze po pierwszym przesłuchaniu skłonna byłam dać "El Cielo" kredyt zaufania, o tyle za każdym następnym razem coraz bardziej mnie ta płyta nużyła i rozczarowywała. Konkludując - rzecz raczej do zapomnienia.
        • pytajnick Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 04.10.05, 20:31
          geigo napisała:

          > W zasadzie nie czytałam niczego o Dredg przed przesłuchaniem "El Cielo" - więc
          > żadnych uprzedzeń nie miałam, prędzej już oczekiwania - po tym, jak Pytajnick z
          > areklamował ten album jako przebojowy, pokręcony i z niespodziankami.

          Bo gupio zrobiłem i tyle. Przesadne zachęcanie też potrafi zniechęcić, sam się
          na tym często łapię. Jak poznawałem tę płytę to nie miałem o niczym i nikim
          pojęcia, o żadnych konceptach i innych obrazach, o instrumentach egzotycznych i
          nazwiskach członków zespołu, ot ktoś podrzucił i nie miałem żadnych oczekiwań.
          No i mi się spodobało, a potem porwało - nie potrafię nawet podać tytułów
          utworów, nie potrafię powiedziec który muzyk mi się podoba a który nie, mam
          wręcz wrażenie że wiecie o płycie wiecej niż ja po kilku latach słuchania. Może
          kwestia podejścia tez jest tu ważna, poza - oczywiście - gustem, czyli podstawą.
          Nigdy jednak nie miałem skojarzeń z Nickelback czy Linkin Park... to mnie trochę
          dziwi (a moze i boli ;), bo to jak porównanie REM do Brainstorm. Moim zdaniem.

          Inna sprawa, że - moim zdaniem, przepraszam za odwagę - istnieje jednak coś
          takiego, jak pewien "gust zbiorowy" znacznej częsci ludzi z naszego forum.
          Jakkolwiek rozmyty i niejasny, to w takich momentach jednak wyraźnie się
          ujawnia. Wczesniej musiałem być w zupełnie innym "otoczeniu", skoro spotykałem
          się z samymi entuzjastycznymi opiniami. A tu takie przeciwieństwo! Może jakieś
          nisze wyłączone z powszechnej akceptacji albo własnie wyjątkowo zachwycające, po
          obu stronach.

          Idealny to także dowód na nieistnienie czegoś takiego jak "obiektywna wartość
          płyty". Bo zarówno ludzie na tym forum, jak i owi "zachwycający się", o których
          wspominałem (wyłączając mnie), to ludzie w mojej opinii niesamowicie osłuchani,
          bardzo wiarygodni i z wyrobionym już od dawna gustem. Subiektywizm znów górą.
    • good_morning Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 04.10.05, 19:40
      pora cos sensownego napisac, a ja nie wiem,co, bo nie moge sie przymusic do
      wysluchania tego w skupieniu. odplywam gdzies w trakcie myslami. i pytam, gdzie
      ta pokreconosc wielka, bo nie slysze, a juz sie ucieszylam na wstepie.
      melodyjnosc i owszem, nie mowie,ze nieladne, ale nieskomplikowane,
      niezaskakujace oraz przydlugie. nie dla mnie. nie pamietam z tej plyty ani
      jednego fragmentu. moze gdyby ktos rozwinal tematy z łącznikow...

      mam prosbe:
      nie piszcie nic o plytach, ktorych mamy sluchac. czlowiek oczekuje czegos
      konkretnego (vide obiecanki: "niesamowicie pokrecona, zaskakuje,
      niespodziewanki"), a potem sie wkurza i to w jakims stopniu wplywa na odbior :)
      • pytajnick Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 04.10.05, 20:48
        > i pytam, gdzie
        >
        > ta pokreconosc wielka, bo nie slysze, a juz sie ucieszylam na wstepie.

        No widzę że to słowo jest przekleństwem wątku, największym moim błędem i
        prawdopodobnie dla częsci z Was może i przyczyną rozczarowania. Żałuję że
        cokolwiek pisałem - masz racje, nie powinno się zanim ludzie nie poznają płyty.
        Musimy tę "pokręconość" inaczej rozumieć, i tyle.

        Pewnie miałem na myśli nietypowe struktury części utworów, zaskakiwanie głosnymi
        refrenami po przyjemnych zwrotkach i na odwrót, umiejętne stosowanie
        niezliczonych efektów na wokalu i gitarach, ciągłym mieszaniem rocka z
        drobiazgami elektronicznymi, z instrumentarium nierockowym, z dźwiękami
        nieokreślonego pochodzenia... Ech, wystarczy włączyć utwór trzeci i to już jest
        moim zdaniem mocno "pokręcone". "Musimy tę "pokręconość" inaczej rozumieć, i tyle."

        Aż nie wytrzymałem i musiałem sprawdzić, czy to ten sam album...

        Wrzucam płyte, po minutowym wstępie zaczyna sie drugi utwór. Ładna melodia
        bardzo mi się podobającego wokalu w zwrotce, fantastyczne przejście w
        zajawkę-refrenu, i tu już melodia nie ładnego, ale pięknego. Świetny dwugłos,
        riff gitarki w tle dodaje jej uroku, elektroniczne smaczki, i wreszcie TO
        WEJŚCIE w 1:38! A potem rozbrajające wyciszenie, z detalami jakie kocham -
        perkusja wypływająca z tła, odrobina elektroniki, sympatyczna kobieca
        miniwokaliza... Dla mnie płyta dlatego bliska ideałowi, bo spełnia nie jeden z
        warunków na godną dla mnie uwagi płytę - albo a) "ładna" albo b) "ciekawa", ale
        oba jednocześnie! Zjawisko rzadkie, ale dla mnie bezcenna.

        To wszystko wydaje mi się tak oczywiste, przebojowe, ultramelodyjne - bo to
        melodie są dla mnie w okołorockowej muzyce najważniejsze.. A tu je słyszę
        wszędzie - w wokalu, w basie, w gitarach, wokalizach, okruchach elektroniki.

        No cóż, mógłbym tak niemal o każdej sekundzie każdego utworu (własnie wszedł
        wokal trójki!), ale jak napiszę jeszcze jedno takie zdanie to już przekroczę
        wszelkie granice dobrego smaku i wpychania ludziom na siłę. Pewnie dlatego tak
        robię, że przy braku związku "emocjonalnego" z płytą, co zwykle uzasadnia chore
        (ale jakże miłe!) przecenianie pewnych albumów, myślałem, że "El Cielo" jest po
        prostu płytą "bardzo dobrą" i dlatego mi się tak bardzo podoba. Mnie taki sam
        instrumentalny, dwuakordowy wstęp do piątki rozwala.. A tu figa!

        Przepraszam, już w tym wątku nic więcej nie napiszę. Nie traktujcie proszę tego
        mojego uporu jako coś złego i wrednego; tak naprawdę jedynym celem tego typu
        zachowań jest chęć podzielenia się radością z płyty. Inna sprawa, że cel mogłem
        osiągnąć zgoła odwrotny do zamierzonego.. za co również przepraszam, bo może
        przez to straciliście trochę muzycznej radości.

        ex

        n.p. dredg | el cielo
        • good_morning napisz napisz napisz 04.10.05, 20:58
          ale wlasnie tak co do sekundy. ja strasznie lubie taka metode. mowie serio.
          ktos mi juz tu zarzucil nieludzkie rozkladanie utworu na sekundy, ale ja po
          prostu chce wiedziec dokladnie, co slyszysz Ty i co slysze/czego nie slysze
          ja :)
          • geigo Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 04.10.05, 22:46
            Pytajnicku - Tobie głupio, i mnie też głupio, że - chcąc nie chcąc - swoimi uwagami przyczyniłam się do tego, że tak się poczułeś :) Bo można by z moich słow wysnuć wniosek, że pod wpływem Twojej opinii tak silnie nastawiłam się na jakieś rewelacyjne doznania estetyczne, a tu nagle spotkało mnie ogromne i bolesne rozczarowanie ;) A to nie tak, ja po prostu wykorzystałam Twój tekst przede wszystkim dlatego, że był on dla mnie wygodnym punktem zaczepienia do napisania własnego (i chyba niewiele się pomylę, zgadując że podobne zamiary miała większość osób, które użyły podobnego chwytu). Wcale też nie uważam, że Twoje pisanie o tej płycie w samych pozytywach ani też zachwalanie jej od początku jest wpychaniem nam czegoś na siłę i na upartego. Wprost przeciwnie - moim zdaniem właśnie to podejście, pełne emocji i zaangażowania, gwarantuje ruch i życie na forum (wolę nie myśleć, co by się działo gdyby wszyscy piszący byli takimi introwertykami jak ja, co to nawet jeśli mocno jakąś muzykę przeżywa, to ani pary z ust ;)) ). Zatem naprawdę, nie miej sobie absolutnie nic do zarzucenia.
    • pagaj_75 Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 04.10.05, 23:11
      No dobra, to ja już chyba ostatecznie dobiję i Bleri i Pytajnicka. Jakkolwiek
      absurdalnie by nie brzmiał ten zarzut, ale ta płyta jest tak piękna, że aż za
      piękna. Jest jak tort, który ktoś obsypał za dużą ilością lukru. Ale też jest to
      tort, który próbuje udawać dzieło życia wielkiego cukiernika, podczas gdy mamy
      do czynienia z wprawką zaledwie pomocnika mistrza (choć przyznać trzeba, że
      zdolnego pomocnika). Niezłe umiejętności techniczne, ambicja i chęć stworzenia
      czegoś więcej niż zbioru zwykłych piosenek, zostaje przyćmiona przez rzewne i
      patetyczny melodie, nieznośnie płaczący głos i nieludzko czystą produkcję i
      brzmienie. Nie wyrabiam gdy słyszę te przeciągle śpiewane refreny w "Sanzen" czy
      "Eighteen People Living in Harmony". Ta płyta jedzie ciągle na tej samej nucie,
      niemal zero wytchnienia od podniosłych tematów. Gdzieś w połowie zaczynam
      niecierpliwie czekać aż skończą. I owszem, mi też się to kojarzy z jakimiś
      Linkin Parkami, Nickelbackami czy Evanesence. No przykro mi, może się nie znam.
      Czasami zdarzy się coś ciekawego, odezwie się jakiś nietypowy instrument, jakaś
      melodia (mimo wspomnianej patetyczności) nawet na chwilę chwyci (jak ta na
      początku "Triangle"). Ba, czasami nawet zaskoczą, jak w tym fragmencie ala Dead
      Can Dance. Ale to wszystko i tak ginie w całym tym lukrze. Podobnie jak
      wspomniany tort, "El Cielo" wywołuje u mnie tylko jedno - ból zębów.

      Niby próbują kombinować, wyjść poza schematy swojego gatunku (jakikolwiek by to
      gatunek nie był), ale jeśli mam być szczery, to jeśli chodzi o mieszanie muzyki
      gitarowej (choć trochę innego pochodzenia) z elementami art-rocka, to ktoś to
      już zrobił, i to o wiele lepiej, trzy lata przed "El Cielo". Ale o tym pewnie
      napisze Ilhan. ;)
      • grimsrund Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 04.10.05, 23:27
        :))

        Do EL CIELO nie mam dostępa, no to i nie będę słuchał. Słucham sobie za to
        nowej, czyli CATCH WITHOUT ARMS - taki mocniejszy rock-popik, do wyrzygu
        mejnstrimowy. Nic odkrywczego, ale przynajmniej melodyjne. Poza tym maczał tu
        swoje paluszki Chris DeGarmo (gitarzysta Queensryche) - dobrze wiedzieć, że
        chłopak COŚ w ogóle robi :)

        I faktycznie, coś za czyste to wszystko, linkinparkowe takie :((
    • ilhan Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 05.10.05, 18:38
      Na początek: bez urazy proszę i góry przepraszam za może ostre słowa, ale trudno mi ukryć rozgoryczenie i rozczarowanie Dredgem. A to dlatego, że w ciągu ostatnich miesięcy spotkałem się z prawdziwą lawiną pozytywnych opinii o tej płycie, tym zespole w ogóle. I oczekiwałem czegoś naprawdę dobrego i ważnego. Tymczasem: jest źle.

      Wokalista jest dla mnie zupełnie niestrawny; pretensjonalny i płaczliwy. To chyba przez niego zespół brzmi jak karykaturalny emo-prog przefiltrowany przez nu-metalową "wrażliwość". Wątki orientalne odstraszają, a nietypowe akcenty instrumentalne sprawiają wrażenie poupychanych usilnie.

      Muzycznie brakuje mi treści. Melodycznie wydaje mi się "El Cielo" nieświeże i nieporywające. Boli mnie i męczy słuchanie tej płyty, bo w graniu, które na codzień mi nie leży (to właśnie estetyka Dredga), jestem w stanie docenić tylko najlepszych i tylko rzeczy wybitne. A Dredg to, wydaje mi się, przeciętniacy z przerostem ambicji.

      Patrzyłbym może na ten album ciut inaczej, gdybym w dziesiątce wszechczasów nie znajdował pewnego miejsca na płytę "Six" zespołu Mansun. Z opisu obie kapele powinny brzmieć podobnie, a jednak w praktyce przepaść w każdym aspekcie jest dla mnie olbrzymia. Także odsyłam do "Six", a potem popatrzę jak bijecie się w piersi ;-)
      • geigo Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 05.10.05, 19:35
        A ja wzięłam się za pracę nadobowiązkową ;) , czyli słuchanie nie tej płyty Dredga, która została zadana. Wszystko stąd, że Ethan w jednym z wcześniejszych postów napisał o albumie "Leitmotif" - że lepszy i ciekawszy od "Nieba". Posłuchałam - no i faktycznie. Zdecydowanie lepszy jak na moje ucho - mniej przewidywalny, bardziej interesujący pod względem melodii, a przede wszystkim mniej wymuszony, naturalniejszy, nie taki wyszlifowany i wymuskany do nijakości. Na plus także zapisuję mu to, że jest dużo krótszy (ledwie pół godziny z minutami) - to sprawia, że jest spójniejszy i nie nużący. Tu co prawda też są "artystowskie" ozdobniki - np. jakieś elektroniczne robotowate plumkania, niby-operowy zaśpiew - ale tym razem wszystko do siebie pasuje bez wywoływania uczucia przesytu. Nadal nie jest to rodzaj muzyki, za którą dałabym się pokroić ;) , ale to oblicze Dredga całkiem mi się podoba.
      • pytajnick Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 05.10.05, 20:10
        > Patrzyłbym może na ten album ciut inaczej, gdybym w dziesiątce wszechczasów nie
        > znajdował pewnego miejsca na płytę "Six" zespołu Mansun. Z opisu obie kapele p
        > owinny brzmieć podobnie, a jednak w praktyce przepaść w każdym aspekcie jest dl
        > a mnie olbrzymia. Także odsyłam do "Six", a potem popatrzę jak bijecie się w pi
        > ersi ;-)

        Obiecałem nic już nie pisać w tym wątku, ale nie będę o dredg, więc pozwólcie...
        Prawie rok temu [o, sprawdziłem: styczeń '05 - przyp.] zabrałem się za "Six" -
        pod wpływem podobnych jak teraz przy okazji dredg entuzjastycznych recenzji i
        opinii. Co ja mówię podobnych - na skalę znacznie przecież większą, od
        najważniejszych pism i portali po równie (hm, w sumie nawet bardziej) dla mnie
        wiarygodne opinie ludzi z tego tu Forum, z Ilhanem na czele.

        Prosta myśl: "Jeśli świat około-indie nie tylko przyznaje się wszem o wobec, że
        słucha czegoś związanego z progiem, ale wręcz się tym tak bardzo zachwyca - to
        musi być coś naprawdę wyjątkowego i to zupełnie ponad podziałami. Co dopiero dla
        osoby dobry progrock bardzo sobie ceniącej."

        No i "Six" do poznawania którego czaiłem się kilka miesięcy, okazał się jak na
        razie jednym z największych rozczarowań tego roku (wyłączając nowości - vide
        choćby nowy dredg). Mimo swej "doniosłości historycznej" i ogólnej ważności, co
        zwykle wystarcza by jednak dostać stałe miejsce na półce, było dla mnie tak źle,
        że aż płytka poszła do szuflady. W pewnym stopniu mogłem się tego spodziewać,
        bo w "Attack of the grey lantern" najbardziej podobały mi się intro i outro, no
        ale "Six" to jednak pozycja znacznie głośniejsza.

        Nie piszę tego "z zemsty", tylko a) niejako odpowiadając na Twoją sugestię, by
        poznać ;) b) bo to jednak pokazuje, że jakaś wyraźna, nieprzekraczalna różnica
        gustów w pewnych miejscach po prostu istnieje, o dziwo w naszym przypadku
        oznacza to wzajemne wykluczanie bardzo szanowanych przez 'drugą stronę' płyt.

        pozdr
        ex

        n.p. tuner | totem, czyli Markus Reuter i Pat Mastelotto szaleją. Dla fanów
        THRaKaTTaK i temu podobnych, lekko awangardowych rzeczy.
        • ilhan Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 05.10.05, 20:57
          Tak, pamiętam jak mówiłeś, że "Attack" nie podoba Ci się. Szczerze mówiąc, to dużo wyższe noty w źródłach dostaje właśnie debiut. "Six" to trochę obiekt kultu takiej małej grupki, ale kultu doprawdy bardzo intensywnego. Lud się cieszy "Attack Of The Grey Lantern", ale dla dziennikarzy z brytyjskiej prasy "Six" było już zbyt progowe, zbyt pretensjonalne i za długie. Więc miłośnicy tej płyty są nieco jak masoni z montypythonowskiego skeczu, "wiedzą lepiej", wzajemnie się popierają, mrugają do siebie porozumiewawczo i rzucają tylko dla siebie zrozumiałe zaklęcia ;-)

          Nie musiałeś dodawać, że nie "z zemsty". Ja to wiem :-)

          Pozdr.
    • aasiek Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 05.10.05, 22:02
      Czy mogę napisać, że płyta nie jast tak bardzo "zakręcona"? ;P
      Ok, ok, już przestaję, to był żart :)
      Mam z "El Cielo" problem... Jak dla mnie, nieco za długa. Ale żeby tylko to.
      Przyznaję, jestem z natury pozytywnie nastawiona do większości rzeczy, z jakimi
      się spotykam, zwłaszcza do muzyki :) I musiałaby mi sie ta płyta bardzo nie
      podobać, żebym ją zjechała. Z drugiej strony... Chyba jednak nie jest tak źle :)
      Raczej na plus w każdym razie jestem nastawiona. I trudno pisac mi o którymś z
      utworów konkretnie; przyznaję, nie znalazłam tyle czasu, żeby w miarę gruntownie
      zapoznać się z płytą. Ale niektóre kawałki zostały mi w pamieci.
      7/10
      • perlagina Re: W tym tygodniu słuchamy - DREDG "El Cielo" 10.10.05, 23:41
        Witam po długiej nieobecności:)) Wiem, że już dawno powinnam tę płyte ocenić,
        ale niestety pewne powody osobiste uniemożliwiły mi raz, że spokojne
        przesłuchanie owej płytki, a dwa, że spokojne napisanie recenzji... Choć w moim
        przypadku naprawdę ciężko nazwać to coś, co wychodzi spod mojej umęczonej
        klawiaturki, recenzją... Nie podoba mi się to zdanie pod względem stylistycznym,
        ale już go nie wymażę:) W ogóle przed wakacjami nastawiałam się na wykonywanie
        zawodu ściśle pragmatycznego, jakim jest tłumaczenie dokumntów różnego rodzaju,
        ale mój szef skutecznie mnie zniechęcił do tego typu Berufu i doszłam do wniosku
        (szkoda tylko,że tak późno), że moim prawdziwym powołaniem jest tłumaczenie
        literackie:) Dlatego staram się zwracać uwagę na moje notoryczne błędy, co
        pewnie każdy już zdąrzył zauważyć;)
        Alem się rozpisała. Aż to tak nieprzyzwoicie;) To może ja już teraz na temat:)
        A więc, jakby tego nie powiedzieć, płyta mi się podobała. Oczekiwałam wszak
        czegoś innego, może większej energii płynącej z tej muzyki, ale to, że moje
        oczekiwania nie do końca się spełniły, nie wpłynęło wcale na negatywną ocenę tej
        muzyki. Przede wszystkim spodobał mi się głos wokalisty. Kogoś mi przypominał, z
        tym, że nie bardzo mogę sobie przypomnieć, kogo:( Ale jest taki spokojny,
        kojący... Miło się słucha tego pana, tak w oderwaniu od wszystkiego. Muzyka
        kojarzy mi się z miodem akacjowym, winnymi jabłkami i gorzką czekoladą. Bardzo
        dobrze pali się przy niej papierosy i dobrze jej słuchać po ciemku.
        Płyta jest długa, ale mnie nie nudzi. Bardzo urzekło mnie to, że dość długie
        kompozycje są 'przerywane' krótkimi instrumentalnymi. Nadaje to płycie pewną
        niepowtarzalność, przynajmniej dla takiego laika i muzycznej niemoty jak ja;)
        Co by tu jeszcze dodać? Sama nie wiem... Może ulubiona piosenka? Zdecydowanie
        'Eighteen people live in harmony'.
        To by było na tyle. Dziękuję za uwagę:) Pozdrawiam:)
        • pytajnick miód akacjowy i inne smakołyki 11.10.05, 00:35
          perlagina napisała:

          > Muzyka
          > kojarzy mi się z miodem akacjowym, winnymi jabłkami i gorzką czekoladą.

          ..czemu tacy ludzie nie piszą zawodowo recenzji? ;)

          a z innej beczki: jak smakuje miód akacjowy?
          wstyd powiedzieć, mój tata jest od lat pszczelarzem, a ja nie przypominam sobie
          smaku akacji w miodzie - a chyba nawet i nie w miodzie.. może w moich okolicach
          - południe kraju - nie ma takiego miodu?

          dobrej nocy,
          mariusz

          n.p. art ensemble of chicago - theme je do-do, wow!~!!
          [czyli z cyklu wszyscy znamy ten motyw, ale nie wiemy skąd. tu w 20 minutowej,
          soulowo-freejazzowej wersji]

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka