Dodaj do ulubionych

Nowa płyta Beatlesów!

03.10.06, 09:35
Serio, w listopadzie:

muzyka.onet.pl/0,1412196,newsy.html
Przeczytałem kilka wątków na temat tej płyty, ale chyba jestem niekumaty, bo
ciągle nie wiem, czy będzie to premierowy materiał, czy zmiksowane znane już
utwory Beatlesów czy jakiś inny czort.
No, w każdym razie coś tam nowego beatlesowskiego będzie za miesiąc.
Obserwuj wątek
    • internetauta Re: Nowa płyta Beatlesów! 03.10.06, 16:45
      Rany, i na tak poważnym forum cytuje się radosne wieści spod znaku Onet.pl?!
      Przecież to - jeżeli chodzi o tzw. newsy-plotki- największy internetowy
      brukowiec! I żadne to wiarygodne źrodło.

      Co się zaś tyczy samego tematu- już od jakiegoś czasu obija mi się ta wieść o
      uszy, jednak z nie potwierdzonych źródeł.
      • cze67 Re: Nowa płyta Beatlesów! 04.10.06, 09:54
        Nie bardzo rozumiem zarzut, znaczy się w onecie wymyślili wypowiedź Martina,
        że "zrobił się z tego album Beatlesów"?

        Dzisiaj nieco szersze info na Interii:
        muzyka.interia.pl/info/infid/797687
        • cze67 Re: Nowa płyta Beatlesów! 04.10.06, 11:08
          O przedsięwzięciu napisał onegdaj Brzozowicz w Dzienniku, a przepisał Maveric z
          forum www.beatles.kielce.com.pl/phpbb2/index.php

          "Premiera musicalu Love powaliła amerykańską krytykę. W Las Vegas po raz
          pierwszy, a zapewne i ostatni, spotkali się żyjący Beatlesi i rodzinych tych,
          którzy już odeszli. 30 czerwca na premierę w hotelu Mirage przybyli sir Paul
          McCartney, Ringo Starr, Yoko Ono, Olivia Harrison z synem Dhanim i pierwsza
          żona Johna Lennona i ich syn Julian.
          Musical Love jest pierwszym przedsięwzięciem teatralnym, któremu firma Aplle,
          zajmująca się spuścizną po Beatlesach, dała licencje na wykorzystywanie
          oryginalnych piosenek zespołu. Pomysł spektaklu zrodził się jeszcze za życia
          Georga Harrisona, który przyjaźnił się z Gayem Lalibertem, założycielem Cirque
          du Solei. Obaj panowie dzielili pasję wyścigów Formuły 1. I właśnie podczas
          party, jakie Lalibert wystawił z okacji Grand Prix w Montrealu w 2000 roku,
          zrodził się pomysł zrealizowania musicalu. Trzy lata później przyjaciele
          podpisali umowę [?] . "Dali mi na produkcję 80 minutowego kolażu z nagrań
          Beatlesów". - wyjaśnia magazynowi "Rolling Stones" George Martin, słynny
          producent muzyczny Wielkiej Czwórki. Sir George Martin wraz z synem Guseem
          (nagrywał już z Elvisem Costello i ENXS) przez dwa lata pracowali nad
          skompletowaniem ścieżki do musicalu. W jedną całość połączyli fragmenty ponad
          100 piosenek. Co więcej, zmiksowali razem różne urywki z różnych utworów. I tak
          do perkusji z "Tommorow Never Knows" dodano wokale z "With You Without You".
          W "Girl" gości fragment z "Lucy In The Sky With Diamonds". oraz perkusyjne
          przejście z "Benefit Of Mr Kite" i gitarowa figura z "And I Love Her" . Tak
          zwana podwodna wersja "Octopus's Garden" zaczyna się od smyków z "Good Night",
          które są zmiksowane z perkusją z "Lovely Rita, a w środkowej części pojawia się
          fragment "Polthyme Pam".

          Reżyser spektaklu Dominie Champagne pragnął w jednej ze scen pokazać proces
          powstawania utworu muzycznego. Martinowie stworzyli razem nową
          wersję "Strawberry Fields Forever". Zaczyna się od domowego nagrania Johna
          Lennona, a następnie stopniowo przechodzi w wielokuralową (?) orgię dźwiękową.
          Jednak tylko akustyczne demo do piosenki "While My Guitar Gently Weeps"
          wzbogacone o symboliczną aranżacje jest jedynym fragmentem muzycznym specjalnie
          skomponowanym na potrzeby musicalu.

          W spektaklu uczestniczy 60 aktorów akrobatów, a obsługa techniczna liczy 100
          osób. Inscenizacja opiera się na jednym, ale podstawowym - nikt na scenie nie
          odgrywa postaci samych muzyków. "To jest opowieść o Beatlesach bez Beatlesów" -
          wyjaśnia Dominie Champagne. "Love" zabiera widzów na częściowo chronologiczną,
          a częściowo fantastyczną po czasach beatlemanii. Akrobaci, breakdancerzy,
          skoczkowie na trampolinie _-_ wcielają się w rolę Sierżanta Pieprza, Lady
          Madonny, czy bajecznych postaci z piosenki "Octopus's Garden". Jak podał "New
          York Times", początek premiery przypominał bardziej sceny znane z walk
          bokserskich niż z ___ teatralnych. Tysiące fanów zebrało się wokół lobby
          hotelu, oczekując, że choć na mignięcie oka przedefilują przed nimi po
          czerwonym dywanie Beatlesi i słynne wdowy z dziećmi.

          "Muzyczna ekstrawagancja" jak recenzenci ochrzcili spektakl "Love", jest
          bardziej tanecznym niż cyrkowym przedstawieniem, a właśnie z akrobatycznych
          popisów słynie Cirque du Solei. Oczywiście i tym razem nie odbyło się bez __
          rozwiązań scenograficznych o choreograficznych. Recenzenci wyróżniają popisy
          wrotkarzy podczas piosenki "Help!" czy wspaniale zsynchronizowane przewroty
          akrobatek podczas "Back In The U.S.S.R." Spośród bardziej spokojnych uwtworów
          najbardziej entuzjastycznie przyjęto inspirowaną jogą choreografię do "Here
          Comes The Sun". Przyjęcie oraz recenzje spektaklu były tak dobre, że dyrekcja
          hotelu Mirage jak przewiduje, że przedstawienie nie zejdzie ze sceny przez
          następne 10 lat. Oczywiście planowane jest wydanie soundtracku do "LOVE", ale
          data jego edycji nie jest jeszcze znana."

          No i mniej więcej wszystko jasne.
    • pytajnick z newslettera EMI 12.10.06, 18:48
      Sir George Martin, legendarny producent The Beatles został poproszony przez
      dwóch żyjących członków legendarnego kwartetu z Liverpoolu – Ringo i Paula oraz
      przez Yoko Ono Lennon i Olivię Harrison o zrobienie eksperymentalnych miksów na
      podstawie oryginalnych taśm nagraniowych na potrzeby Cirque du Soleil *.

      Sir George przyjął propozycję i czerpiąc z zasobów całego archiwum nagrań
      Beatlesów, wraz z synem Gilesem Martinem, stworzył „LOVE”.



      Rezultatem tego przedsięwzięcia jest płyta niezwykła w swym podejściu do muzyki.
      Za pomocą oryginalnych taśm z sesji nagraniowych, Sir George i Giles stworzyli w
      studiach EMI przy Abbey Road unikalną scenerię dźwiękową. Muzyka z tego
      niecierpliwie wyczekiwanego albumu wykorzystana została również w przedstawieniu
      o tym samym tytule wystawianym w teatrze Mirage, w Las Vegas. Przedstawienie
      LOVE stanowi wspólne dzieło Cirque Du Soleil i The Beatles.

      ”Muzyka przeznaczona była do spektaklu LOVE wystawianego w Las Vegas, ale przy
      okazji powstał nowy album Beatlesów” mówi Sir George. “Beatlesi zawsze szukali
      nowych dróg ekspresji i oto wykonali kolejny krok do przodu.”

      Giles dodaje: “Zebraliśmy wszystkie nagrania Beatlesów ze wszystkich taśm,
      oryginały nagrane na czterech, ośmiu bądź dwóch ścieżkach i za pomocą tej palety
      dźwięków stworzyliśmy podstawę brzmieniową. Na tej płycie można usłyszeć
      Beatlesów w nowym wymiarze i ponownie przeżyć historię ich muzyki.”
      • jarecki32 Re: z newslettera EMI 12.10.06, 19:06
        przy okazji nadmienie, ze cyrk du Soleil to jeden z lepszych produktow
        eksportowych miasta Montreal. Jesli ktos jeszcze nie byl na ich spektaktlu to
        goraco zachecam ( oprocz Montrealu, Las Vegas, Orlando chyba maja tez budynek
        gdzies w Europie). Nie ma tam meczenia zwierzat, za to jest sporo dobrej muzyki
        i chinskiej akrobatyki.
        • cze67 Re: z newslettera EMI 13.10.06, 09:14
          jarecki32 napisał:

          > przy okazji nadmienie, ze cyrk du Soleil to jeden z lepszych produktow
          > eksportowych miasta Montreal. Jesli ktos jeszcze nie byl na ich spektaktlu to
          > goraco zachecam ( oprocz Montrealu, Las Vegas, Orlando chyba maja tez budynek
          > gdzies w Europie).

          Odbieram ten post, szczególnie słowa "jeśli ktoś jeszcze nie był" jako
          niezamierzony żart.
          • cze67 List utworów 19.10.06, 12:57
            za onetem:

            Trzydzieści utworów The Beatles
            Znamy już zawartość albumu "Love" firmowanego nazwą legendarnego kwartetu The
            Beatles.
            Na płytę, będącą ścieżką dźwiękową do zainspirowanego twórczością grupy
            przedstawienia Cirque du Soleil, trafi 30 kompozycji. Produkcją materiału
            ponownie zajął się George Martin. O jego zaangażowanie się w projekt poprosili
            Ringo Starr i Paul McCartney, a także wdowa po Johnie Lennonie - Yoko Ono oraz
            wdowa po George'u Harrisonie - Olivia Harrison.

            Oto pełna zawartość "Love":
            "Because"
            "Get Back"
            "Glass Onion"
            "Eleanor Rigby"
            "Julia (Transition)"
            "I Am The Walrus"
            "I Want To Hold Your Hand"
            "Drive My Car/The Word/What You're Doing"
            "Gnik Nus"
            "Something"
            "Blue Jay Way (Transition)"
            "Being For The Benefit of Mr. Kite!/I Want You (She's So Heavy)/Helter Skelter"
            "Help!"
            "Blackbird/Yesterday"
            "Strawberry Fields Forever"
            "Within You Without You/Tomorrow Never Knows"
            "Lucy In The Sky With Diamonds"
            "Octopus's Garden"
            "Lady Madonna"
            "Here Comes The Sun"
            "The Inner Light (Transition)"
            "Come Together/Dear Prudence"
            "Cry Baby Cry (Transition)"
            "Revolution"
            "Back In The U.S.S.R."
            "While My Guitar Gently Weeps"
            "A Day In The Life"
            "Hey Jude"
            "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band (Reprise)"
            "All You Need Is Love"


            Nie wiem, co to jest to Transition przy niektórych numerach...
            • cze67 Re: List utworów 19.10.06, 13:54
              I jeszcze, z oficjalnej strony zespołu:

              We are releasing the LOVE album in stereo and 5.1, November 20th. This will be
              the first Beatles album available in 5.1.
              The stereo CD will contain 78 minutes of music. The DVD surround sound version
              on DVD disc album will be a slightly extended version with 81 minutes of music.

              After being asked by the remaining Beatles, Ringo and Paul, along with Yoko Ono
              Lennon and Olivia Harrison, to make experimental mixes from their master tapes
              for a collaboration with Cirque du Soleil, Sir George Martin, The Beatles
              legendary producer, and his son Giles Martin have been working with the entire
              archive of Beatles recordings to create LOVE. The result is an unprecedented
              approach to the music. Using the master tapes at Abbey Road Studios, Sir George
              and Giles have created a unique soundscape. The release of this album, which is
              also featured in the Cirque du Soleil/Beatles collaborative production of the
              same name at The Mirage in Las Vegas, has been much anticipated.
              “This album puts the Beatles back together again, because suddenly there’s John
              and George with me and Ringo,” said Paul McCartney. “It’s kind of magical.”
              “George and Giles did such a great job combining these tracks. It’s really
              powerful for me and I even heard things I’d forgotten we’d recorded.” commented
              Ringo Starr.
              “The album has the feeling of love and that’s why the title is Beatles LOVE,“
              added Yoko Ono Lennon, "They have let everything that is beautiful and daring
              come out.”
              “The music is stunning. I think the most amazing thing about it is that you can
              pull it apart and all the elements carry with it the essence of the entire
              song,” said Olivia Harrison.
              Tony Wadsworth, Chairman and CEO of EMI Music UK and Ireland said, “George and
              Giles’ highly original work in creating the LOVE album gives us a genuinely new
              Beatles album. It makes us respect even more, if that were possible, the
              creativity and brilliance of the band behind the greatest catalogue in the
              history of recorded music.”

              The 5.1 disc is a DVD-Audio/DVD-Video hybrid. The audio is presented in high-
              resolution 96/24 5.1 surround on the DVD-Audio part of the disc. The DVD-Video
              part carries 5.1 surround in DTS and Dolby Digital as well as a PCM stereo mix.
              This DVD album is designed to be played on DVD video equipment but will carry
              no video component.

              The LOVE CD and DVD track listing is:
              1. Because
              2. Get Back
              3. Glass Onion
              4. Eleanor Rigby
              Julia (Transition)
              5. I Am The Walrus
              6. I Want To Hold Your Hand
              7. Drive My Car/The Word/What You’re Doing
              8. Gnik Nus
              9. Something
              Blue Jay Way (Transition)
              10. Being For The Benefit of Mr. Kite!/I Want You (She’s So Heavy)/Helter
              Skelter
              11. Help!
              12. Blackbird/Yesterday
              13. Strawberry Fields Forever
              14. Within You Without You/Tomorrow Never Knows
              15. Lucy in the Sky With Diamonds
              16. Octopus’s Garden
              17. Lady Madonna
              18. Here Comes The Sun
              The Inner Light (Transition)
              19. Come Together/Dear Prudence
              Cry Baby Cry (Transition)
              20. Revolution
              21. Back In The U.S.S.R.
              22. While My Guitar Gently Weeps
              23. A Day In The Life
              24. Hey Jude
              25. Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (Reprise)
              26. All You Need Is Love
    • theagata Re: Nowa płyta Beatlesów! 02.11.06, 23:34
      co można powiedzieć po jednorazowym wysłuchaniu materiału który ukaże się na CD?
      pierwsze ogólne wrażenie - dobre, szczególnie spodobały mi się:
      I Am The Walrus
      Being For The Benefit of Mr. Kite!/I Want You (She's So Heavy)/Helter Skelter
      Within You Without You/Tomorrow Never Knows
      Strawberry Fields Forever
      wszystko rzeczywiście brzmi trochę inaczej, bardziej rockowo(?) jakby bogatsze
      instrumentarium, pełniejsze mocniejsze dźwięki, rozbudowane motywy, a w
      truskawkowych polach pyszna nowa końcówka z fajnym motywem;)
          • cze67 Re: Nowa płyta Beatlesów! 07.11.06, 14:04
            SFF - podoba mi się, miks wersji próbnej, tej znanej z płyty oraz fragmenty
            kilku innych numerów w końcówce;
            Octopus Garden - mniej - początek wokalny na siłę wciśnięty w podkład z Good
            Night nie pasuje, potem już lepiej;
            Lady Madonna - fajna, choć może nieco za dużo się tam dzieje; w ogóle to pewnie
            będzie główna wada tej płyty: przesyt, łączenie wersji odrzuconych, z doskonale
            znanymi, to, że w poszczególnych utworach znajdować będziemy wiele motywów z
            innych piosenek;
            While My Guitar... - znakomita, wczesna wersja (zamieszczona zdaje się na
            Antologii trzeciej) ze współczesnymi smykami w tle.
                • gripweed Re: Nowa płyta Beatlesów! 17.11.06, 09:16
                  I znowu Lady Madonna w radiu - czyżby to był singiel promujący tę płytę? Nie
                  wydaje mi się, żeby to był najlepszy wybór. Zawsze to była taka sobie
                  pioseneczka (i te dęciaki - typowy utwór Paula, a jednak John to napisał).
                  Więc za chwilę przekonamy się, czy cały album to kolejny sposób na zarobienie
                  szmalu na Firmie The Beatles, czy może coś więcej.
                  Zawsze marzyłem o czymś takim: o nowych miksach, wyrażniejszym rozłożeniu
                  akcentów, wydobyciu smaczków i podrasowaniu oryginałów aby pasowały do
                  dzisiejszych czasów. Tak by małolatom pospadały kapcie i opadły szczęki na
                  wieść o tym kto gra! I jak się to będzie miało do rzeczywistości?
                  Na razie nie biegnę do sklepu - czekam na Wasze opinie.
                  • cze67 Re: Nowa płyta Beatlesów! 17.11.06, 09:50
                    gripweed napisał:

                    > I znowu Lady Madonna w radiu - czyżby to był singiel promujący tę płytę? Nie
                    > wydaje mi się, żeby to był najlepszy wybór. Zawsze to była taka sobie
                    > pioseneczka (i te dęciaki - typowy utwór Paula, a jednak John to napisał).
                    Znaczy się, dęciaki napisał John?

                    > Na razie nie biegnę do sklepu - czekam na Wasze opinie.
                    No, ja niezależnie od opinii w poniedziałek stawiam się w sklepie. Se
                    pomyślałem: ile można słuchać w kółko tak samo brzmiących utworów, niech
                    wydadzą wreszcie coś nowego/innego. No i wydali i trzeba kupić.
                  • theagata Re: Nowa płyta Beatlesów! 17.11.06, 19:59
                    gripweed napisał:

                    > Zawsze marzyłem o czymś takim: o nowych miksach, wyrażniejszym rozłożeniu
                    > akcentów, wydobyciu smaczków i podrasowaniu oryginałów aby pasowały do
                    > dzisiejszych czasów.

                    bywa że marzenia się spełniają, biegnij do sklepu ;)
                    • maff1 po pierwszym przesłuchaniu płyty 18.11.06, 15:44
                      narazie bezapelacyjnie nr 1 to kompilacja "Tomorrow newer knows" z "within you,
                      without you". Nigdy nie sadziłem ze mozna te dwa utwory nałozyc na siebie, i
                      uzyskać nową jakość. Niesamowite.
                      A ogólne wrazenie - dobra robota panowie Martin. Czapki z głów!
                          • pszemcio1 Re: po pierwszym przesłuchaniu płyty 19.11.06, 00:09
                            na prawdę takim wielkim zaufaniem darzycie to wydawnictwo? no ja mam spore
                            obawy. taki skok na kasę kolejny. poukładajmy to na nowo , pomiksujmy ,
                            zamieszajmy i mamy nowy album beatlesów. może to dobre (nie słuchałem ) ale na
                            prawdę tak wszyscy bezkrytycznie do tego podchodzicie?
                              • pszemcio1 Re: po pierwszym przesłuchaniu płyty 19.11.06, 00:17
                                mechanikk napisał:

                                > Niee, ja podchodzę dość sceptycznie. Ale to co usłyszałem zadziałało. Może i
                                > skok na kasę, ale świetnie zrealizowany.

                                tzn nawet nie chodzi o tą kasę (każdy kto coś wydaje chce zarobić) ale sama
                                idea odgrzewania kotleta na kolejne sposoby jednak może dawać do myślenia. może
                                się mylę, może to rewolucja jakaś - nie wiem, nie słuchałem
                                • mechanikk Re: po pierwszym przesłuchaniu płyty 19.11.06, 00:24
                                  > ale sama
                                  > idea odgrzewania kotleta na kolejne sposoby jednak może dawać do myślenia

                                  Ale o to własnie chodzi, że ten kotlet momentami wygląda na nieco świeższy niż
                                  przed odgrzaniem. Takie SFF chociażby. Oczywiście: rewolucja niekoniecznie, ale
                                  świetne i tak.
                                  • theagata Po kolejnym przesłuchaniu płyty 19.11.06, 11:27
                                    delektuję się już bez umiaru tym żółto - pomarańczowym krążkiem i utknęłam na
                                    wstępie, na Because, na kolanach; nowa aranżacja jest po prostu cudowna - A
                                    capella a w tle słychać tylko delikatny śpiew ptaków trzepot skrzydeł
                                    przelatującą osę pohukującą sowę i lekki wiherek + jeszcze ten tekst, po prostu
                                    LOVE.
                                    być może całość nie jest powalająca, ale są tu momenty zachwycające nie-fankę
                                    zespołu i jest ich wiele.
                                      • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 20.11.06, 09:22
                                        Jeżeli chodzi o skok na kasę - przypominam, że najpierw była idea z tym
                                        cyrkiem, co to skakał i tańczył do utworów Beatlesów w nowych wersjach i nie
                                        było mowy o płycie. Dopiero potem okazało się, jak mówi Martin, że można z tego
                                        sprokurowac płytę. I, jak mówił wczoraj Mann, przecież nowe wersje "nie kasują"
                                        starych, można słuchać i tego i tego.

                                        Płyty w sobotę w MM nie było, dzień wcześniej za to pojawiła się w Kolporterze
                                        (69,95zł) i Empiku (72,99). Poczekam na cenę nie dla idiotów.
                                          • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 20.11.06, 09:50
                                            Rzeczpospolita:

                                            Najlepsze są klasyczne płyty

                                            "Love" EMI/Apple, 2006
                                            Jeśli najmłodsi słuchacze, którzy nie znali wcześniej Beatlesów, nie polubią
                                            płyty " Love" z remiksami ich największych przebojów - pewnie nie zaakceptuje
                                            jej nikt. To przedsięwzięcie pozbawione artystycznej klasy i nastawione
                                            wyłącznie na zysk.

                                            Nie będę ukrywał powodu mojego świętego oburzenia: wychowałem się na
                                            Beatlesach, ich dokonania są dla mnie biblią współczesnej muzyki rozrywkowej: w
                                            niej jest wszystko! Nowe wersje nagrań uważam za owoc chorego i absurdalnego
                                            pomysłu, by popsuć to, co idealne. Jestem niemal pewien, że wiernym fanom
                                            większość remiksów wyda się po prostu idiotyczna. Weźmy pierwszy przykład z
                                            brzegu: partie wokalne " Because" zostały pozbawione akompaniamentu
                                            instrumentów klawiszowych, przez co przerwy między nimi dłużą się, że trudno
                                            wytrzymać. Najgorszy jest powtarzany do znudzenia patent polegający na łączeniu
                                            kilkusekundowych fragmentów utworów, partii perkusji i gitar. Daje żenujący
                                            efekt dancingowej wiązanki przebojów. Zanim zdążyłem się na dobre rozsmakować
                                            w " Get Back", już muszę nucić " Glass Onion". Ledwie zacząłem się zachwycać
                                            riffem " Drive My Car" - już przechodzi on w akord " The Word".

                                            Nie znaczy to, że producent Giles Martin w ogóle nie miał niezłych pomysłów.
                                            Napewno intrygujące jest połączenie dwóch z hinduska brzmiących kompozycji
                                            Harrisona " Within You Without You" oraz " Tomorrow Never Knows". Nową
                                            aranżację otrzymało też " While My Guitar Gently Weeps". Piosenkę zrealizowano
                                            tak jak " Yesterday" - George śpiewa z dogranymi współcześnie smykami.
                                            Genialnie brzmią przeboje " ADay In The Life", " Hey Jude" czy "I Am The
                                            Walrus", ale żadna w tym zasługa nowych rozwiązań. Po prostu jest ich tak mało,
                                            że od biedy da się je przeżyć. Moim zdaniem byłoby najlepiej, gdyby przy okazji
                                            premiery " Love" wydano podwójny album: pierwszy z oryginalnymi wersjami
                                            piosenek, drugi ze ścieżką muzyczną widowiska, ale tylko w charakterze
                                            ciekawostki. Jeśli żyjącym Beatlesom naprawdę zależy na ciekawych remiksach,
                                            powinni zaprosić do współpracy któregoś z najlepszych didżejów. Mnie osobiście
                                            wystarczą ich oryginalne płyty. To dzięki nim, a nie takim potworkom jak "
                                            Love", Beatlesi pozostają najważniejszym zespołem w historii rocka.

                                            Jacek Cieślak

                                            .........

                                            MUZYKA Ukazująca się dziś płyta "Love" nie jest tak dobra jak musical.
                                            Zapowiada komercjalizację mitu czwórki z Liverpoolu

                                            Beatlesi wystawieni na sprzedaż

                                            Love sprawia, że Beatlesi znów są razem, bo nagle przy mnie i Ringo pojawiają
                                            się John i George. To magia!

                                            Wydawało się, że pomysły na przypomnienie muzyki Beatlesów się wyczerpały.
                                            Tymczasem z przyjacielską pomocą pospieszył George Harrison, choć od kilku lat
                                            jest na tamtym świecie. Gitarzysta zachwycał się spektaklami najsłynniejszego
                                            na świecie Cyrku du Soleil, zaprzyjaźnił z jego założycielem Guyem Laliberte'em
                                            i razem z nim planował, by cyrkowcy z Las Vegas przygotowali widowisko z
                                            piosenkami Beatlesów.

                                            Po śmierci Harrisona żyjący muzycy postanowili zrealizować marzenie George'a, a
                                            jednocześnie przypomnieć o wspólnym dorobku. Za sprawą Beatlesów znowu stała
                                            się rzecz bez precedensu. Zmyślą o cyrkowym spektaklu zaprojektowano i
                                            zbudowano w Las Vegas od podstaw Teatr Mirage. W ten sposób Beatlesi, choć już
                                            nie mogą występować, dołączyli do grona takich gwiazd, jak Celine Dion, Elton
                                            John i Rod Stewart, które zarabiają w Vegas miliony dolarów.

                                            Zasady i... po zasadach

                                            To kolejny dowód na to, że supergrupa wszech czasów jest już tylko fabryką
                                            dorobienia pieniędzy. Jako jedyna na świecie pobiła rekord miliarda sprzedanych
                                            albumów, jednak znany z przedsiębiorczości sir Paul McCartney - jedyny muzyk z
                                            miliardem dolarów na koncie - jest przekonany, że oba wyniki można podwoić.
                                            Przeszkodę stanowi śmierć Johna Lennona i George'a Harrisona oraz kodeks
                                            starych beatlesowskich zasad, które stały na straży legendy. Choć stale
                                            proponowano grupie niebotyczne sumy, nigdy po rozpadzie zespołu muzycy nie
                                            zgodzili się na zagranie choćby jednego koncertu. Nie pozwolili też
                                            wykorzystywać swoich nagrań w reklamach, na płytowych składankach, w filmach i
                                            przedstawieniach. Nawet w dobie rewolucji internetowej nie dali zgody na
                                            sprzedaż piosenek w cyberprzestrzeni. Są dostępne tylko na płytach i to w
                                            najwyższej cenie de luxe.

                                            A jednak w latach 90. znaleziono sposób na ożywienie sprzedaży albumów.
                                            Wielomilionowy nakład sześciopłytowej "Antologii" z niepublikowanymi wersjami
                                            przebojów wypromował singiel " Free as a Bird" powstały po zmontowaniu
                                            archiwalnego nagrania Johna Lennona z motywami dogranymi przez żyjących
                                            muzyków. W 30 mln rozeszła się płyta "1" z hitami, które zajęły pierwsze
                                            miejsca na listach przebojów. Ukazało się " Let It Be" bez motywów smyczkowych
                                            dogranych kiedyś bez zgody McCartneya, a także amerykańskie wydania albumów z
                                            innym układem repertuaru niż w brytyjskich. Teraz przyszedł czas na
                                            sprzedaż "Miłości".

                                            Niesamowity show

                                            Sądząc po rejestracji DVD, widowisko " Love" jest warte każdych pieniędzy. W
                                            magiczno-bajkowy świat liverpoolczyków wprowadzają bohaterowie ich utworów.
                                            Lady Madonna jest Murzynką słodką jak czekoladka, a jej radość tłumaczy ciążowa
                                            sukienka! Maszeruje cyrkowa orkiestra sierżanta Pieprza ze staromodnymi tubami
                                            i bębnami. Gnie się do rytmu człowiek harmonia. Tańczy zębaty Mors z cudownej
                                            piosenki Lennona - w podwodnym towarzystwie krewetek, meduz i kalmarów, które
                                            widać tak dobrze, jakbyśmy znaleźli się na pokładzie żółtej łodzi. W powietrze
                                            ulatuje garbaty volkswagen, jeszcze piękniejszy niż ten z okładki " Abbey
                                            Road" - bo cały w hippisowskich kwiatkach. Wokół fikają w napowietrznych
                                            piruetach mistrzowie breakdance'u, lalkarze animują armię stepujących butów,
                                            akrobaci zaś pokonują prawa grawitacji.

                                            Efekty wizualne i dźwiękowe wzmocnione są najnowocześniejszą techniką, którą
                                            naszpikowano Mirage. Salę okala krąg panoramicznego ekranu, na którym
                                            wyświetlane są sylwety muzyków, ich fotosy, fragmenty filmów i teledysków, a
                                            także animacje inspirowane okładkami płyt. Lasery i reflektory nasycają
                                            przestrzeń kolorami współgrającymi z tematyką piosenek: podczas " Revolution"
                                            teatr jest skąpany w czerwieni. Najnowocześniejszą aparaturę audio zamontowano
                                            w zagłówkach foteli, tak by każdy mógł chłonąć każdy dźwięk odświeżonej
                                            komputerowo muzyki.

                                            Koniec miłości

                                            Dzięki premierze " Love" Paul i Ringo mogli przypomnieć, że wraz Johnem i
                                            George'em stanęli na czele hippisowskiej rewolty, zmienili muzykę, obyczaje i
                                            świat. Wylansowali psychodelię, brzmienia orientalne, symfoniczne i hard rocka.
                                            Wymyślili loopy i sample będące dziś podstawą muzyki klubowej i hip-hopu. Tego
                                            im odmówić nie można. Jednak to, co kiedyś było powodem do dumy, symbolem
                                            młodzieńczego idealizmu i niewinności, dziś jest częścią marketingowej
                                            strategii. Bo przecież do premiery " Love" doszło również dlatego, by można
                                            było sprzedać stare przeboje w nowych miksach - niczym zrecyklingowany towar.

                                            Yoko Ono Lennon i Olivia Harrison podkreślały w Las Vegas, że najważniejsze
                                            jest płynące ze spektaklu przesłanie miłości. Wystarczyło spojrzeć na pierwszą
                                            żonę Lennona, Cyntię, i jego pierworodnego syna Juliana, przypomnieć o
                                            rozpadzie pierwszych małżeństw George'a i Ringa, by pomyśleć, że najważniejsze
                                            hasło epoki Beatlesów -stało się nic nieznaczącym komunałem. Smutek wywołują
                                            doniesienia z londyńskiego sądu, gdzie McCartney rozstaje się z drugą żoną
                                            Heather Mills, która oskarżyła męża o psychiczne i fizyczne znęcanie się nad
                                            nią. Oby zarzuty okazały się nieprawdziwe. Ale powiedzmy sobie szczerze: " All
                                            You Need Is Love" już nigdy nie zabrzmi tak wiarygodnie jak w 1967 r., kiedy
                                            Beatlesi zapowiadali lato miłości.

                                            JACEK CIEŚLAK
                                            • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 20.11.06, 10:18
                                              Wg fanów, to jedna z najlepszych płyt zespołu:-)
                                              rateyourmusic.com/artist/the_beatles
                                              A specjaliści przewidują, że...

                                              The Beatles: to będzie wielki komercyjny sukces

                                              Eksperci z branży muzycznej oraz handlowcy przewidują, że album "Love" grupy
                                              The Beatles, który ukaże się w poniedziałek, 20 listopada, będzie wielkim
                                              komercyjnym sukcesem.
                                              Gary Rolfe z sieci sklepów HMV, która działa na terenie Wielkiej Brytanii i
                                              Irlandii, jest przekonany, że nowy krążek Beatlesów spotka się z wielkim
                                              zainteresowaniem odbiorców.

                                              "Każda płyta The Beatles zawsze będzie się cieszyć zainteresowaniem – zarówno u
                                              wielkich fanów zespołu, jak i bardziej mainstreamowych klientów. Poza tym przed
                                              zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia ma szanse sprzedać się jeszcze
                                              lepiej niż o innej porze roku. Dodatkową atrakcją jest wyjątkową oprawę oraz
                                              fakt, że produkcją materiału zajął się George Martin" – tłumaczy Gary Rolfe.

                                              "Zapotrzebowanie sklepów przed premierą były tak duże, że »Love« znalazł się na
                                              pierwszym miejscu listy przedpremierowych zamówień w serwisie Amazon.com" –
                                              mówił Tony Wadsworth z brytyjskiego oddziału wytwórni EMI, która wyda płytę.

                                              (onet)
                                              • gripweed Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 20.11.06, 10:30
                                                Słuchałem u Metza (któren jest wielki)! Doskonałe, niesamowite, kosmiczne i
                                                popieprzone na maksa cudo! Bardzo mi przykro ale trzeba to mieć. Obawiam się
                                                tylko, że kiedyś ludzie będą kupować tylko tę płytę (zamiast całej dyskografii)
                                                bo tu jest WSZYSTKO.
                                                • theagata Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 20.11.06, 11:02
                                                  gripweed napisał:

                                                  > Obawiam się tylko, że kiedyś ludzie będą kupować tylko tę płytę (zamiast
                                                  całej dyskografii)

                                                  ci którzy traktują muzykę powierzchownie nie kochają jej nie przeżywają - być
                                                  może tak. podam przykład z autopsji - nigdy nie przepadałam za The Beatles [mam
                                                  lekką awersję do wokalu pana McCartneya] znałam tylko to co usłyszałam w radiu
                                                  nigdy nie czułam potrzeby żeby poznać ich twórczość w pełni, dogłębnie; do
                                                  czasu gdy niedawno usłyszałam najpierw Butchering The Beatles: A Headbashing
                                                  Tribute i bardzo mi się to spodobało a potem Love, i stało się to co musiało -
                                                  sięgnęłam do oryginałów chcąc poznać WSZYSTKO a także żeby mieć punkt
                                                  odniesienia do wspaniałych kowerów i mistrzowskiego LOVE.

                                                  > bo tu jest WSZYSTKO.

                                                  do pełni szczęścia brakuje mi bardzo dwóch kompozycji: Taxman, A Taste Of Honey
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 21.11.06, 09:36
                                                    Słuchałem wczoraj dwa razy, najpierw na słuchawkach a potem na głośnikach.
                                                    Czułem się, jakbym wrócił (zabrzmi nieco podniośle) z magicznej misternej
                                                    podróży. Jestem zdruzgotany i chcę jeszcze. Nowa wersja A Day In The Life
                                                    (właściwie różniąca się tylko początkiem, ale JAK WYPRODUKOWANA) zabija na
                                                    miejscu. Nie gorzej jest ze SFF, oryginał składał się z dwóch różnych wersji,
                                                    kopia z LOve chyba z czterech. Hey Jude jest wspaniałe, choć szkoda, że o
                                                    połowę skrócone. Ale i tak najbardziej kopie Within You Without You/Tommorow
                                                    Never Knows, połączenie wokalu z pierwszego kawałka z sekcją z drugiego PASUJE
                                                    IDEALNIE, rozłożyło mnie na łopatki kompletnie. I tak dalej, i tak dalej.
                                                    Ostatni raz tak poddałem się muzyce i tak wielką, estetyczno-ekstatyczną radość
                                                    z niej czerpałem słuchając "Smile" Briana Wilsona. Zresztą, puszczone od tyłu
                                                    Sun King ma dużo z Beach Boysów:-) Cudo.

                                                    Na razie tyle. Ale jeszcze się odezwę.
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 22.11.06, 14:46
                                                    cze67 napisał:
                                                    Ale i tak najbardziej kopie Within You Without You/Tommorow
                                                    > Never Knows, połączenie wokalu z pierwszego kawałka z sekcją z drugiego
                                                    PASUJE IDEALNIE, rozłożyło mnie na łopatki kompletnie.

                                                    Taki moment podczas pierwszego słuchania tego kawałka: w chwili, gdy perkusja
                                                    przestaje grać (czy też: gdy jej gra ZOSTAJE przerwana) zacząłem się modlić:-),
                                                    by przy następnej zwrotce znowu zabębniła. No i co powiecie - tak się właśnie
                                                    stało.

                                                    Się nawet chyba do siebie uśmiechłem.
                                            • obly Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 20.11.06, 11:12
                                              bo to jest taki gwiazdkowy prezent czyli zagospodarowanie pieniązków z funduszu
                                              prezentowego. w sumie dlaczego by tego nie robic? robic trzeba bo jak nie to to
                                              inny szajs. jakas spritney bears czy inne miski zdziski.
                                              ja tam chrzanie nie ciekawi mnie to nawet;)) ale rozumiem zachwyt fanów.

                                              niemniej czasami stoje i nic nie rozumiem co sie dzieje dookoła.
                                              • ilhan Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 20.11.06, 15:30
                                                A ja rozumiem że wielu fanów to interesuje (mnie niezbyt, skok na kasę i tyle, jak im się zachce to będą takie "Love" co roku wydawać na święta), natomiast mierzi mnie nieco nazywanie tegoczegoś "nową płytą The Beatles". No szkoda jeszcze że nie "follow-up do Let It Be".
                                                • internetauta Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 20.11.06, 20:11
                                                  O, wg mnie album zasługuje na dwie oceny. Pierwsza, trójka za sam pomysł
                                                  marketingowy. Bo tylko szukanie pretekstu by zarobć. Druga, wyższa, za
                                                  zawartość. W końcu to George Martin! A to jak wiadomo nie byle kto. No i, w
                                                  gruncie rzeczy, po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że... to dobrze że takie
                                                  płyty się ukazują. "Let it be...naked", "Anthology", "Love" itp. Jednak (o
                                                  doskonałości oryginałów z wiadomych względów nawet nie wspomnę) po dzieła
                                                  TAKIEGO zespołu powinno się co jakiś czas sięgać (byle nie za często). O.

                                                  P.S. Kto oglądał dziś dziennik polsatowki? Ja natknąłem się zupełnym
                                                  przypadkiem. Zrobili materiał o płycie i o ... Jerzym Tolaku. Pokazali
                                                  przeogromne zbiory tego Beatlefana.. ciarki po plecach przechodzą. Wszystko to,
                                                  o czym się tylko w książkach i gazetach czytało! Pełny szacunek.
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 21.11.06, 09:37
                                                    internetauta napisał:

                                                    > P.S. Kto oglądał dziś dziennik polsatowki? Ja natknąłem się zupełnym
                                                    > przypadkiem. Zrobili materiał o płycie i o ... Jerzym Tolaku. Pokazali
                                                    > przeogromne zbiory tego Beatlefana.. ciarki po plecach przechodzą. Wszystko
                                                    to,
                                                    > o czym się tylko w książkach i gazetach czytało! Pełny szacunek.

                                                    Widziałem, facet ma tyle płyt Beatlesów ile ja mam wszystkich płyt.
                                                • pytajnick Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 21.11.06, 12:56
                                                  ilhan napisał:

                                                  > A ja rozumiem że wielu fanów to interesuje (mnie niezbyt, skok na kasę i tyle,
                                                  > jak im się zachce to będą takie "Love" co roku wydawać na święta), natomiast mi
                                                  > erzi mnie nieco nazywanie tegoczegoś "nową płytą The Beatles". No szkoda jeszcz
                                                  > e że nie "follow-up do Let It Be".

                                                  Hehe, pierwsze zdanie recenzji na Stylusie:

                                                  "It’s a complete oxymoron, but “new Beatles album” is one of the most overused
                                                  of phrases in music."

                                                  www.stylusmagazine.com/reviews/the-beatles/love.htm
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 21.11.06, 15:03
                                                    Przekrój:

                                                    Miłość w pigułce
                                                    Bartek Chaciński

                                                    Ścieżka dźwiękowa spektaklu „Love”, czyli prawie cali Beatlesi w jednym długim
                                                    miksie.

                                                    Wystawiany w Las Vegas „Love” grupy cyrkowo-tanecznej Cirque du Soleil robi
                                                    wrażenie, nawet gdy oglądać go tylko we fragmentach. To luźne impresje
                                                    choreograficzne do muzyki The Beatles. Ale reżyser spektaklu namówił żyjących
                                                    Beatlesów, by zezwolili na świętokradztwo, na które dotąd nie pozwalali nikomu –
                                                    wykonanie do ścieżki dźwiękowej „Love” miksu, w którym pokleiliby w jedno
                                                    bogaty repertuar. Około 30 tematów w godzinę – sam ekstrakt. Zadanie musieli
                                                    wykonać ludzie, którym Apple Corps jest w stanie zaufać, stąd wybór
                                                    legendarnego producenta George’a Martina i jego syna Gilesa. Wszystko zostało w
                                                    rodzinie, a chorobliwie strzeżone taśmy nie wyszły daleko z korporacyjnego
                                                    archiwum. Efekt to autorski, niezbyt odkrywczy miks, w którym zabawnie
                                                    wyciągnięto hity, ze szczególnym uwzględnieniem środkowego okresu zawierającego
                                                    najbardziej cyrkowe w charakterze momenty z historii grupy. Warto posłuchać.
                                                    Poszukać połączeń motywów z różnych piosenek, gdy ktoś jest zagorzałym fanem
                                                    Wielkiej Czwórki. Albo też westchnąć nad tym, jak dobrze brzmią po przeróbkach
                                                    we współczesnym studiu, jeśli dorobek zna się słabiej. Warto – powtarzam –
                                                    posłuchać, ale czy kupić warto? Pieniądze lepiej ulokować w jednym z
                                                    regularnych albumów. Seks może i lubi pigułki, ale żeby od razu miłość w
                                                    pigułce?
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 22.11.06, 11:35
                                                    Se tak pomyślałem odnośnie tej płyty, że nie można jej słuchać będąc "na nie"
                                                    do całego projektu, ponieważ wtedy każda niemal zmiana, każda nowa wstawka,
                                                    dźwięk, wywołuje niechęć i zgrzyt tudzież irytację i myśl - a nie mówiłem -
                                                    wyszło gówno. Bo zawsze będzie się miało w uszach pierwowzór, swego rodzaju
                                                    ideał i świętość, której ta płyta, zabiegi producentów, jest skalaniem. Więc
                                                    albo się człowiek podda wizji panów Martinów, albo może sobie darować słuchanie.
                                                    Ja się poddałem i nie żałuję. Choć kilka utworów (np. Get Back) uważam za
                                                    przekombinowane, niepotrzebnie zaśmiecone i gdyby tylko takie na "Love"
                                                    przeważały sam bym tej płycie dał kopa.
                                                  • gripweed Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 22.11.06, 13:36
                                                    "Miłość w pigułce" - wyjątkowo durny tekst. Najłatwiej jest narzekać i psy
                                                    wieszać, albo stanąć w obronie jedynie słusznej wersji (wiary?), więc jakie ma
                                                    znaczenie zdanie tego Pana? Wspomnienia melodii i odczuwane przy tym wrażenia,
                                                    wyżłobiły w naszej pamięci głębokie bruzdy. Ale wszystko jest nietrwałe i
                                                    przemijające. Świat nie stoi w miejscu, a zmiany są sposobem na istnienie w
                                                    zmieniających się okolicznościach. Nie chodzi wcale o dostosowanie się do
                                                    gustów współczesnych (pfuj!), a jedynie o przedstawienie tej samej rzeczy z
                                                    innego poziomu - na inny sposób. Brak elastyczności i zamknięcie na nową
                                                    rzeczywistość - to Martinom (w przeciwieństwie do autora tamtej recenzji) nie
                                                    grozi. Podziwiam ich odwagę. Jeśli kompozycje Beatlesów są Świętym Graalem, to
                                                    podziękujmy im za to, że możemy znów z niego pić.
                                                    Słucham płyty od wczoraj - na poważnie tylko raz przesłuchałem. Pierwsze co
                                                    przychodzi na myśl, to doskonałe brzmienie - ostre i soczyste. Każdy powie, że
                                                    wybór utworów mógłby by być inny - ale jest taki i tyle. Trochę grochu z
                                                    kapustą też jest, ale czemu nie? Zadziwiająco dużo kameralnych i orkiestrowych
                                                    aranżacji jak na zespół rockowy, prawda? Kilka genialnych chwil i całe mnóstwo
                                                    radości z doskonałej muzyki. C
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 22.11.06, 13:44
                                                    gripweed napisał:

                                                    > Acha, utwory Georga w tym zestawieniu, błyszczą naprawdę doskonale!

                                                    Dzisiaj rano, słuchając po raz kolejny Here Comes The Sun pomyślałem sobie, że
                                                    George to cichy bohater tej płyty. Cokolwiek ta nieoczekiwana myśl znaczy...
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 22.11.06, 13:43
                                                    A mnie się ta recenzja podobała, choć nie podzielam części opinii Chacińskiego.
                                                    Ale ma do nich prawo.

                                                    > Słucham płyty od wczoraj - na poważnie tylko raz przesłuchałem. Pierwsze co
                                                    > przychodzi na myśl, to doskonałe brzmienie - ostre i soczyste.

                                                    Pytaniem pozostaje, czy nie lepiej byłoby po prostu w tak znakomity sposób
                                                    zremasterować nagrań w ich oryginalnych wersjach. Mam nadzieję, że coś takiego
                                                    jeszcze przed nami. Bo słuchanie basu Paula w nowej wersji Lucy... czy perkusji
                                                    Ringo w A Day In The Life było dla mnie nie lada przeżyciem.
                                                  • gripweed Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 22.11.06, 14:32
                                                    "Pytaniem pozostaje, czy nie lepiej byłoby po prostu w tak znakomity sposób
                                                    zremasterować nagrań w ich oryginalnych wersjach" - Jestem absolutnie
                                                    przekonany, że jeszcze doczekamy tych czasów! (I to chyba wcale niedługo, czego
                                                    wszystkim życzę).
                                                    Tak popuściwszy wodzy fantazji - wymyśliłem, że dysponując takim materiałem
                                                    jaki mieli Panowie M&M - można by się pokusić o wypuszczenie miksów (oczywiście
                                                    opartych w 100% na oryginalnych nagraniach) Beatlesów w wersjach np.
                                                    disco/punk, easy leistening, psychodelia, world music, heavy, etc. Przegięcie?
                                                    A ja bym chciał to usłyszeć!
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 24.11.06, 09:57
                                                    Pytaniem pozostaje, czy nie lepiej byłoby po prostu w tak znakomity sposób
                                                    > zremasterować nagrań w ich oryginalnych wersjach. Mam nadzieję, że coś
                                                    takiego jeszcze przed nami.

                                                    W "Dzienniku" (recenzent płytę zjechał niemiłosiernie, przyrównując, nie
                                                    wiedzieć czemu, wydanie tej płyty z nieudanymi reaktywacjami Blondie, Sex
                                                    Pistols czy The Doors) napisano, iż Neil Aspinal (współpracownik Fab Four)
                                                    potwierdził, że prace nad "odświeżaniem" beatlesowskiego katalogu już trwają.
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 28.11.06, 11:53
                                                    Z "Dziennika":

                                                    Rozmowa z sir George’em i Gilesem Martinami, producentami płyty „LOVE”.

                                                    PIOTR STELMACH: „Miłość”, która występuje w tytule płyty, nierozerwalnie
                                                    kojarzy się z The Beatles. Jak muzycy rozumieli to słowo?
                                                    SIR GEORGE MARTIN: Miłość była podstawową wartością w twórczości bitelsów.
                                                    Ujawniała się w wielu ich utworach, choćby „All You Need Is Love”. Zresztą było
                                                    całe mnóstwo ich piosenek z miłością w tekście. Dziś to słowo jest frazesem,
                                                    ponieważ występuje w zbyt wielu popowych piosenkach. W przypadku bitelsów było
                                                    inaczej – od kiedy w 1962 roku zacząłem z nimi pracować, zawsze byłem świadomy
                                                    wielkiego uczucia pomiędzy tymi czterema chłopakami. Zawsze się kochali. The
                                                    Beatles nigdy nie robili nic dla pieniędzy. Oczywiście mieli ich mnóstwo, ale
                                                    tworzyli dla muzyki i z miłości do siebie nawzajem. Doświadczyłem tego uczucia,
                                                    przebywając z nimi w studiu, i dlatego uważam, że słowo „love” to doskonały
                                                    tytuł dla tej płyty.

                                                    Czy po wszystkich latach spędzonych z bitelsami ich muzyka stanowi dla pana
                                                    jakąś tajemnicę?
                                                    Sir George Martin: Gdy kilka lat temu pracowałem nad albumem „Anthology”
                                                    bitelsów, przestudiowałem cały zbiór utworów grupy. I kiedy poproszono mnie o
                                                    stworzenie muzyki do przedstawienia „Love”, znów zrobiliśmy to samo, ale tym
                                                    razem bardzo pomocny był mój syn. Giles ma świeże spojrzenie na ich twórczość.
                                                    Musiał poznać ich muzykę tak dobrze jak ja, a nawet lepiej. Siedzieliśmy razem
                                                    nad taśmami przez pół roku i w kółko słuchaliśmy tych nagrań. Słuchając muzyki
                                                    bitelsów, za każdym razem odkrywa się nowe, fascynujące dźwięki. Tym razem też
                                                    było podobnie. W każdym utworze, w każdej ścieżce kryją się niespodzianki.
                                                    Słuchając „LOVE”, ludzie czują tę świeżość. Często zwracają uwagę na fragmenty,
                                                    których nie pamiętali. Słuchają od nowa całej dyskografii bitelsów, po to, by
                                                    odkryć ich na nowo.

                                                    „Anthology” przełamało tabu. Dzięki tej kompilacji można było wreszcie usłyszeć
                                                    piosenki w ich pierwotnym brzmieniu. W tych nowych wersjach w pewien sposób
                                                    wynaleźliście zupełnie nowy wzór na czwórkę z Liverpoolu. To wprawdzie już
                                                    nieco inna muzyka, a jednak wciąż bardzo w stylu The Beatles.
                                                    GILES MARTIN: Pierwszą zasadą, którą kierowaliśmy się podczas pracy, było
                                                    delikatne podejście do muzyki bitelsów. Nie mieliśmy zamiaru popisywać się
                                                    talentem i możliwościami technicznymi. Naszym zamiarem było przyjęcie roli
                                                    medium dla ich pomysłów i brzmienia. Efektem jest ten album, który powstał na
                                                    podstawie materiału z nieprzetworzonych taśm. Dzięki temu brzmienie zespołu
                                                    jest fantastyczne. W żadnym wypadku nie brzmi staro, a przecież ta muzyka
                                                    została nagrana 40 lat temu! Zmiany, których dokonaliśmy, polegają na przykład
                                                    na poprawieniu słyszalności perkusji Ringo. Nie zmieniliśmy jego sposobu gry,
                                                    to wciąż on! Z kolei w „Something” podkreśliliśmy linię basu Paula McCartneya.
                                                    Reszta wciąż jest taka sama. Ten album to rodzaj hołdu, jaki składamy bitelsom
                                                    i temu, co stworzyli. Dla nas są oni wciąż czteroosobowym, dobrze grającym
                                                    zespołem. Na „LOVE” stworzyliśmy „technologię widzenia”. Gdy słyszysz naszą
                                                    nową wersję „Come Together”, wydaje ci się, że widzisz ich grających razem w
                                                    studiu. The Beatles stworzyli naprawdę dobre brzmienie.

                                                    Fascynujący w ich muzyce jest sposób, w jaki łączyli wszystkie swoje pomysły.
                                                    Jak wy z kolei wpadliście na połączenie różnych utworów w taką całość?
                                                    GILES MARTIN: Głównie metodą prób i błędów. Pamiętam, że siedziałem w wannie i
                                                    myślałem o „Being for the Benefit of Mr Kite” przechodzącym w „I Want You
                                                    (She’s So Heavy)”. Zadzwoniłem do taty z prośbą o radę. Chciałem, żeby perkusja
                                                    Ringo w „Goodnight” była sama. Próbowałem wstawić smyczki na koniec „Glass
                                                    Onion”, ale brzmiały trochę przerażająco – sprawiły, że cały utwór zabrzmiał
                                                    jak soundtrack z horroru. Partie smyczków z kilku utworów ustawiliśmy według
                                                    odpowiedniej tonacji i sprawdziliśmy, jak to brzmi. Tak wyglądała praca – ja
                                                    próbowałem wszystko poukładać, a tata był producentem i dawał mi wskazówki,
                                                    np.: „Spróbuj powtórzyć pierwszy wers, nie zostawiaj go tak, jak jest”. Robiłem
                                                    to i wszystko wychodziło.
                                                  • gripweed Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 29.11.06, 12:29
                                                    Po tygodniu słuchania, ciągle nie mam dość. Radość z odnajdywania ukrytych
                                                    dźwięków, odkrywanie na nowo starych melodii, tropienie wątków i połączeń oraz
                                                    fenomenalne brzmienie spowodują, że często będzie się wracać do tej płyty. Jest
                                                    kilka fragmentów które robią wrażenie i cieszę się, że mogłem je usłyszeć:
                                                    śpiew ptaków w Because, dynamiczne smyki w Eleanor Rigby, nowoczesne
                                                    oldskulowe brzmienie I Want To Hold Your Hand, Gnik Nus jako wstęp do
                                                    Something, świetny początek Yesterday (znów zacząłem słuchać tego kawałka),
                                                    absolutnie rewelacyjne Within You, Without You, moment gdy pojawia się Lucy In
                                                    The Sky, początek i koniec Octopus's Garden, nową Lady Madonnę (a jednak),
                                                    potężne Come Together (szkoda, że końcówka zdupiona), gitary w Revolution (!) i
                                                    magiczne While My Guitar.
                                                    Nie słuchałem wersji 5.1, ale podejrzewam, że dźwiękowe zamieszanie w końcówce
                                                    Being For Benefit, Strawberry, na końcu płyty i w innych miejscach, może mieć
                                                    sens właśnie w odsłuchu przestrzennym. Na normalej wersji jest to raczej
                                                    kiepskie. Może ktoś inny niż Martinowie, mógłby zrobić to lepiej, ale nikt inny
                                                    nie mógł zrobić tego bardziej "bitlesowsko".
                                                    Powoli dociera do mnie też, sens i przekaz całego albumu, a jest coś takiego -
                                                    zapewniam:)
                                                  • ihopeyouwilllikeme Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 29.11.06, 17:06
                                                    Nie podoba mi się, i nie przemawia do mnie. Dla mnie zabiegi typu '' weźmy smyki
                                                    z Good Night i połączmy hmmm.. z czym by to połączyć ? może z Octopus's Garden ?
                                                    Gra ? Super ! Dajemy ! No, to co by tu jeszcze spieprzyć panowie ? '' są
                                                    nonsensowne, nie mam pojęcia czemu mają służyć, i nie rozumiem, dlaczego nazywa
                                                    się to '' nowym odczytaniem muzyki Beatlesów ''.
                                                  • gripweed Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 01.12.06, 14:27
                                                    Ale jakie to ma w gruncie rzeczy znaczenie? Po co świadomie odcinać się od
                                                    przyjemności obcowania z tym wydawnictwem? Nawet przyjmując argumenty, że to
                                                    tylko nabijanie kasy, nie zrezygnuję z tego. Ani nie czuję się naciągnięty, bo
                                                    zapłaciłem za płytę, ani też, nie chciałbym się czuć kimś lepszym lub
                                                    mądrzejszym rezygnująć z tego.

                                                    "We were talking about the space between us all
                                                    And the people who hide themselves behind a wall of illusion
                                                    Never glimpse the truth, then it's far too late, when they pass away
                                                    We were talking about the LOVE we all could share
                                                    When we find it, to try our best to hold it there with our LOVE
                                                    With our LOVE, we could save the world, if they only knew" (!)

                                                  • ihopeyouwilllikeme Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 02.12.06, 12:57
                                                    Wiesław Weiss w najnowszym TR zjechał Love dokumentnie ( jedna gwiazdka ),
                                                    pisząc właściwie to samo co ja, tylko szerzej. Zacytuję więc samo wymowne
                                                    zakończenie: " Ciekaw jestem, czyją muzykę EMI weźmie na warsztat w dalszej
                                                    kolejności. The Rolling Stones ? Genesis ? Pink Floyd ? Sex Pistols ? A może
                                                    czas najwyższy połączyć wszystko w jedno: stworzyć postmodernistyczną wersję The
                                                    Wall z refrenem z Angie w Comfortably Numb i krzykiem Rottena: God save the
                                                    Queen, and her fascist regime! zamiast chórku dziecięcego w Another Brick In The
                                                    Wall. Wszystko da się zrobić, prawda ? Tylko, na Boga, po co !? ". A w recenzji
                                                    dominują określenia typu " tortury ", " kuriozalne ", " słuchać się nie da " itd..
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 04.12.06, 13:11
                                                    "Love" święci tryumfy sprzedaży na rodzimym rynku. Album, który ukazał się 20
                                                    listopada sprzedał się w Polsce w nakładzie przekraczającym 20 tys.
                                                    egzemplarzy, co oznacza, że krążek stał się w naszym kraju złotą płytą!
                                                    Jak donoszą notowania Oficjalnej Listy Sprzedaży ("Olis") - "Love" znajduje się
                                                    w czołówce najchętniej kupowanych albumów, zaś w notowaniu Top 20 salonów sieci
                                                    EMPiK plasuje się ma drugim miejscu.
                                                  • maff1 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 05.12.06, 12:13
                                                    cze67 napisał:

                                                    > OK., masz swoje zdanie, on ma i ja ma. Tylko denerwuje mnie w tej recenzji
                                                    ten
                                                    > patetyczny ton i wspomniane darcie szat. Histeryczne reakcje wielu
                                                    przeciwników
                                                    >
                                                    > tej płyty wydają mi się po prostu straszliwie przesadzone.

                                                    własnie, tez tak uwazam.
                                                    Zrezsta spójrzmy na to tak - mamy ere sampli, korzystania z cudzych bitów itd,
                                                    ale jak do tej pory nikt nie odwazył sie na coś takiego z czym mamy do
                                                    czynienia na LOVE. To jest wg mnie kopletnie nowa jakość - i nie sadze by ktos
                                                    spróbował coś takiego zrobic z repertuarem innego zespołu.
                                                    Mamy wg mnie mamy do czynienia z przełomem w słuchaniu (raczej słyszeniu) i
                                                    montowaniu nagrań.
                                                    To coś takiego czego doswiadczylismy (zapewne nie wszyscy) słuchajac płyty
                                                    ZOOLOOK J.M.Jarre'a. Wtedy mówiło sie ze Jarre wytycza nowy kierunek, lecz nikt
                                                    nie odwazył sie (zapewne z braku wyobrażni) go kontynuować.
                                                    Zauwazmy ze zyjacy beatlesi w pełni akceptuja ten projekt (i nie sadzę ze tylko
                                                    z powodów budzetowych), wiec darcie szat, lamentowanie wg mnie swiadczy raczej
                                                    o niedojrzałosci muzycznej (albo wrecz jakims samoograniczeniu w słuchaniu
                                                    muzyki) niż o jej rozumieniu.
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 05.12.06, 12:39
                                                    No więc właśnie. Ja sam nie jestem bez grzechu, bo kiedyś od czci i wiary
                                                    osądzałem hip-hopowców nazywając ich złodziejami i wyżywając się na nich w
                                                    nieprzyzwoity sposób. Ale w końcu przejrzałem na uszy:-) i w tej chwili nawet
                                                    jestem umiarkowanym fanem samplowania, wyznając starożytną zasadę, że dobry
                                                    sampel nie jest zły. A samplowanie w obrębie jednego wykonawcy to rzeczywiście,
                                                    przynajmniej dla mnie, nowość. I podobnie jak w wypadku innych rodzajów tego
                                                    rodzaju dziłalności, tak i na płycie Love mamy do czynienia z rzeczami
                                                    genialnymi i mniej udanymi. Z tym, że według mnie, tych pierwszych jest
                                                    zdecydowanie więcej. Ja po prostu cieszę się tymi wszystkimi wyizolowanymi,
                                                    wyciągniętymi na pierwszy plan instrumentami, których wcześniej nie słyszałem,
                                                    np. genialny bas w końcówce Hey Jude, tymi kolażami, "fruwającymi" dźwiękami.
                                                    Dla mnie to swego rodzaju koncert zespołu, który bawi się swymi utworami
                                                    przerabiając je i grając w inny sposób (np. wspomniane Hey Jude, gdzie w pewnym
                                                    momencie przestaje grać perkusja, normalnie widzę ten zespół i orkiestrę na
                                                    wyimaginowanej scenie).

                                                    I zwyczajnie słuchanie tej płyty sprawia mi przyjemność.
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 07.12.06, 11:31
                                                    I jeszcze, cgm:

                                                    THE BEATLES - "Love"

                                                    Leszek Gnoiński, 2006.11.30

                                                    Bałem się tej płyty. Zarówno jako dawny fan, jako miłośnik tradycji (a co)
                                                    i „Rejsowego” inżyniera Mamonia (też się zdarzało). Chodziłem, jak pies koło
                                                    jeża przez ładnych kilka dni zanim odważyłem się wrzucić „Love” do odtwarzacza.
                                                    Nie zachęcały mnie do tego pojedyncze próbki słyszane w radiu. Ale bałem się
                                                    wrażenia porównywalnego z zabraniem mi części mlodzieńczych lat.

                                                    Na szczęście stało się inaczej. „LOVE” zasługuje na miano nowej płyty Wielkiej
                                                    Czwórki. George Martin i jego syn Giles ze znanych już od lat elementów
                                                    stworzyli zupełnie nową jakość. Każda z piosenek znów zachwyca, dzięki miksowi
                                                    zauważa się w nich dźwięki, które wcześniej umykały. Z niezwykłym znawstwem i
                                                    poczuciem estetyki zmiksowali ze sobą tak różne piosenki jak na
                                                    przykład „Blackbird” i „Yesterday”. Do niektórych nagrań dodali nowe „smaczki”,
                                                    jak choćby w przepięknej wersji „While My Guitar Gently Weeps”, gdzie pojawiła
                                                    się współcześnie nagrana partia smyczków. Wszystkie nagrania zostały połączone
                                                    ze sobą w pachnącą świeżością całość, a nowoczesna technika nie naruszyła tego,
                                                    co w tych piosenkach najważniejsze, czyli piękna.

                                                    Pojawiają się głosy niezadowolenia, że świętości ruszać się nie powinno, że te
                                                    piosenki świetnie brzmią w oryginale. Ale nie od parady George Martin nazywany
                                                    jest „piątym Beatlesem”. To on odpowiedzialny był w latach 60. za większość
                                                    płyt muzyków z Liverpoolu. Poza tym wszystko zostało zrobione przy aprobacie
                                                    żyjących członków zespołu, czyli Paula McCartneya i Ringo Starra oraz Olivii
                                                    Harrison i Yoko Ono, czyli wdów po George’u Harrisonie i Johnie Lennonie.

                                                    Płyta dostała w Polsce status „złotej”. Chwalić się za bardzo nie ma czym, bo
                                                    dziś „złoto” oznacza, w przypadku płyt zagranicznych, raptem 10 tysięcy
                                                    egzemplarzy. Świat jednak trochę więcej wydaje na płyty i tam rozeszła się ona
                                                    już w ilości 2 milionów sztuk.

                                                    Album ma dwie wersje, normalną i specjalną, gdzie pojawił się dodatkowy dysk
                                                    będący hybrydą DVD Audio i Video z dźwiękiem nagranym w formacie 5.1 surround.
                                                    Dzięki temu „LOVE” jest pierwszą płytą Beatlesów nagraną w tym systemie. Teraz
                                                    czekam na pozostałe płyty z ich dyskografii zrobione w ten sposób.
                                                  • jarecki32 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 07.12.06, 18:59
                                                    Album ma dwie wersje, normalną i specjalną, gdzie pojawił się dodatkowy dysk
                                                    będący hybrydą DVD Audio i Video z dźwiękiem nagranym w formacie 5.1 surround.
                                                    Dzięki temu „LOVE” jest pierwszą płytą Beatlesów nagraną w tym systemie. Teraz
                                                    czekam na pozostałe płyty z ich dyskografii zrobione w ten sposób.

                                                    Ja wlasnie pozwolilem sobie zanabyc 5.1. CD dostal ( wiadomo kto ) a ja
                                                    przesluchalem sobie LOVE uzywajac mojego ostatniego zakupu czyli Logitech Z-
                                                    5500 5.1. Przyjemnie sie gralo. Jesli chodzi o wrazenia to jestem poki co
                                                    gdzies posrodku. Ani sie zbytnio nie zachwycam ani nie grymasze. Calosc wydaje
                                                    mi sie zrobiona wlasnie pod styl Cirque du Soleil. Sluchajac tej muzyki wydaje
                                                    mi sie, ze ogladam ich przedstawienie. Nie za bardzo rowniez czuje te dlugie
                                                    pauzy w ``Because¨. One swietnie sie nadaja do sceny z du soleil, ale nie
                                                    bardzo mi leza jako osobna calosc.
                                                  • maff1 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 07.12.06, 12:42
                                                    czyli wychodzi na nasze - Cze.
                                                    Zasdkakuje mnie brak w tych recenzjach oceny ze to kolejny przełom w realizacji
                                                    muzyki - i dziwie sie ze nikt jeszcze nie wpadł na moje porównanie z zoolook.
                                                    nie wydaje mi sie oddkrywcze... stad zdziwienie.
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 07.12.06, 14:31
                                                    Hmm, a ja zamierzałem podać wymienone przez Ciebie tytuły z takim oto
                                                    komentarzem: Jak to dobrze być fanem Beatlesów, zespół nie istnieje od tylu lat
                                                    a tyle ich nowych dźwięków można odnaleźć i słuchać.
                                                    Nie rozumiem, co złego jest w wydawaniu nieznanych/niepublikowanych/innych
                                                    wersji utworów tego zespołu. Przecież to dla fanów największa frajda poznać,
                                                    posiadać takie nagrania.

                                                    Ja tam prywatnie się bardzo się z takiej polityki wydawniczej bardzo cieszę.
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 07.12.06, 15:35
                                                    "Uwierzyć trudno, iż rzecz firmuje George Martin, nadworny producent Beatlesów,
                                                    chociaż z komentarzy na okładce wynika raczej, że główną część roboty wykonał
                                                    jego syn Giles Martin. Facet przyznaje, że przerabiając przez trzy lata muzykę
                                                    liverpoolskiej czwórki na własną modłę czuł się czasem, jakby domalowywał wąsy
                                                    Mona Lisie. Cóż, pytanie brzmi: jaką Mona Lisę wolicie oglądać, oryginalną,
                                                    namalowaną przez Leonarda da Vinci, czy tę z dodanymi wąsami? Bo ja zaakceptuję
                                                    każdą, byle nie miała wąsów."

                                                    A mnie się akurat właśnie Mona Lisa z wąsami podoba a oryginał bez wąsów
                                                    uważam, że to przeciętne portrecidło (choć ta moja analogia, tak jak u Weissa,
                                                    jest kulawa, bo oryginały Beatlesów są jak najbardziej). Poza tym,
                                                    zwrot "facet" uchodzi na forach dyskusyjnych:-), ale w druku nie za bardzo,
                                                    brzmi tu, według mnie, obraźliwe.

                                                    I jeszcze:
                                                    "Projekt pobłogosławił podobno przed śmiercią George Harrison, który przyjaźnił
                                                    się z Guyem Laliberté, założycielem Cirque du Soleil, ale sam gitarzysta na ten
                                                    temat nigdy się nie wypowiedział, musimy więc wierzyć wydawcom, że tak było
                                                    naprawdę."
                                                    W domyśle - "pewnie to tylko chwyt marketingowy, bo jak Harrison mógł
                                                    pobłogosławić COŚ TAKIEGO!"

                                                    Wniosek: emocje nie sprzyjają rzetelnej recenzji. A, według mnie, owe emocje są
                                                    zupełnie niepotrzebne.
                                                  • pytajnick Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 07.12.06, 16:05
                                                    cze67 napisał:

                                                    > Wniosek: emocje nie sprzyjają rzetelnej recenzji.

                                                    Ano niemało tam emocji, coś w sumie rzadkiego w TRowych tekstach i niech to
                                                    chociaż będzie małą zaletą tekstu, bo większośc tradycyjnie <zieeeeeW>.

                                                    Emocje też przywróciły chyba do życia trochę odwagi. Myślałem, że już w ogóle
                                                    oficjalnie zakazali w TRze "ważne płyty ważnych wytwórni" oceniać niżej niż na 3
                                                    gwiazdki - a tu hit EMI numer jeden dostaje... jeden.

                                                    Szkoda tylko, że przełamali się najwyraźniej przy niewłaściwej płycie.
                                                  • ihopeyouwilllikeme Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 08.12.06, 12:34
                                                    > > Wniosek: emocje nie sprzyjają rzetelnej recenzji.

                                                    Jasne, recenzja nierzetelna = recenzja, z którą JA się nie zgadzam. Panowie, o
                                                    czym Wy tutaj ? Fakt, że ktoś krytykuje Love świadczy o " niedojrzałości
                                                    muzycznej " ? Czy rzeczywiście jest tak, że pewne rzeczy NALEŻY lubić na tym
                                                    forum ( w ogóle ), inaczej jest się " niedojrzałym " ? Co to znaczy, że " nie
                                                    dałoby się czegoś takiego zrobić z innym artystą " ? Dałoby się z każdym,
                                                    zaręczam, po za tym co to za " nowa jakość ", której nie da się powtórzyć ? Na
                                                    tym ma polegać postęp ? Ta płyta to tak, jakby wziąć ułożone puzzle, rozwalić, i
                                                    złożyć ponownie, przypadkowo. Dla jednych być może powstanie z tego " postęp ",
                                                    " nowa jakość ", a np. dla mnie powstanie kupa gówna, i tym właśnie jest ( dla
                                                    mnie ) Love. Jeżeli jestem niedojrzały, i nie dorastam do towarzystwa -
                                                    przepraszam.
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 08.12.06, 12:50
                                                    Ihope, idziesz tropem red. Weissa - emocje, niepotrzebne emocje. Ja nie pisałem
                                                    o niedojrzałości muzycznej (ktoś napisał? nie mam czasu sprawdzać). Ja rozumiem
                                                    krytyczne oceny tej płyty (ba!, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że ta
                                                    płyta "w innych okolicznościch przyrody", mi by się także nie spodobała i być
                                                    też bym ją krytykował). Ja tylko chcę powiedzieć, że nie ma się co tak (jak to
                                                    zrobił red. Weiss) emocjonować, bo to przede nie sprzyja rzetelnej ocenie
                                                    recenzowanego podmiotu, pisanie "na górnym ce" jest według mnie,
                                                    pretensjonalne, czy jest to chwalenie pod niebiosa, czy równanie z glebą. Poza
                                                    tym, świat się nie skończył, wszyscy, mam nadzieję, zdrowi, i pytanie się
                                                    Stwórcy po co takie rzeczy, jak Love, się robi, jest niepotrzebnym zawracaniem
                                                    mu głowy.
                                                    Możemy się również licytować porównaniami: Ty napiszesz: rozrzucone puzzle, z
                                                    których wyszło gówno, ja, równie patetycznie - niezwykły kalejdoskop utworzony
                                                    ze dobrze znanych kamieni. I co? Oba porównania równie mądre, co puste.
                                                  • mechanikk Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 08.12.06, 19:14
                                                    Ja tam nigdy fanem BITLI nie byłem, ale tego słucham trzeci dzień bez przewy.
                                                    Płyta jest świetna i jest w tym jakieś 5% zasługi panów Martinów. Resztę robią
                                                    piosenki. Koniec kropka. Ten zespół żyje i żyć będzie długo jeszcze. Co za
                                                    banał. "Love" mobilizuje mnie do skompletowania wreszcie podstawowej
                                                    dyskografii Żuków, bez patrzenia na ceny. Zadanie na 2007 rok.
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 11.12.06, 10:00
                                                    mechanikk napisał:

                                                    > Ja tam nigdy fanem BITLI nie byłem, ale tego słucham trzeci dzień bez przewy.
                                                    > Płyta jest świetna i jest w tym jakieś 5% zasługi panów Martinów. Resztę
                                                    robią piosenki. Koniec kropka. Ten zespół żyje i żyć będzie długo jeszcze. Co
                                                    za banał. "Love" mobilizuje mnie do skompletowania wreszcie podstawowej
                                                    > dyskografii Żuków, bez patrzenia na ceny. Zadanie na 2007 rok.

                                                    Tak sobie właśnie myślałem, czy ta płyta przekona do zespołu kogoś, kogo
                                                    Beatlesi nie przekonywali/nie interesowali/nudzili. Cieszę się, że niektórych
                                                    tak.
                                                  • ihopeyouwilllikeme Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 09.12.06, 13:13
                                                    Ok, tyle jeszcze odniosę się do innego pustego porównania - dla mnie postęp
                                                    polega na tworzeniu czegoś piękniejszego i doskonalszego od Mony Lisy, a nie na
                                                    domalowywaniu jej wąsów, gdyż to drugie jest zwykłym chuligaństwem ( ew.
                                                    wandalizmem - a co za tym idzie budzi to u mnie, i najwyraźniej u red. Weissa
                                                    też, emocjonalny sprzeciw, podobnie bym zareagował, gdyby np. jakiś gówniarz
                                                    zamalował mi sprayem ścianę domu ), a nie żadnym " postępem ". Chyba nic już nie
                                                    mam do dodania.
                                                  • mechanikk Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 09.12.06, 13:28
                                                    >dla mnie postęp
                                                    > polega na tworzeniu czegoś piękniejszego i doskonalszego od Mony Lisy, a nie
                                                    >na domalowywaniu jej wąsów, gdyż to drugie jest zwykłym chuligaństwem ( ew.
                                                    >wandalizmem

                                                    Hmm?
                                                    www.understandingduchamp.com/
                                                    > budzi to u mnie, i najwyraźniej u red. Weissa
                                                    > też, emocjonalny sprzeciw, podobnie bym zareagował, gdyby np. jakiś gówniarz
                                                    > zamalował mi sprayem ścianę domu ), a nie żadnym " postępem ". Chyba nic już
                                                    > nie mam do dodania.

                                                    Serio słuchałeś "Love"?
                                                  • maff1 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 09.12.06, 18:15
                                                    rozumiem ze oprócz LOVE, wstret i obrzydzenie budzi w tobie płyta "Oj dana,
                                                    dana" Ciechowskiego i wspomniany przeze mnie wczesniej Zoolook Jarre'a?

                                                    Ja wciąz sie upieram że LOVE to nowa jakośc której nikt wczesniej nie wymyslił.
                                                    I w dodatku piękna.
                                                  • ihopeyouwilllikeme Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 11.12.06, 10:27
                                                    > rozumiem ze oprócz LOVE, wstret i obrzydzenie budzi w tobie płyta "Oj dana,
                                                    > dana" Ciechowskiego i wspomniany przeze mnie wczesniej Zoolook Jarre'a?

                                                    Płyta Ciechowskiego nazywa się '' oj DADA na '', i nie budzi we mnie wstrętu,
                                                    tak samo jak Zoolook. Zresztą w jakim celu je przywołujesz, skoro..

                                                    > Ja wciąz sie upieram że LOVE to nowa jakośc której nikt wczesniej nie
                                                    > wymyslił.

                                                    No to jak w końcu ? Nowa czy nie nowa ? Wymyślił czy nie ? Hmm, no to dobra, a
                                                    więc przyszłość muzyki polega na tym, że teraz będziemy brać klasyczne płyty
                                                    różnych zespołów, będziemy je ciąć i składać, otrzymując mnóstwo '' nowych
                                                    jakości ''. Po prostu genialna perspektywa. Właśnie wpadłem na pomysł jak
                                                    połączyć wokal Bono z '' All I Want Is You '' z klawiszami z '' The First Time
                                                    '', dokładając jeszcze partie gitary Edge'a z '' Heartland ''. Dajcie mi ścieżki
                                                    z tych trzech kawałków i jakiś program miksujący a to zrobię, słowo. Czy już
                                                    mogę się uważać za genialnego TWÓRCĘ ?
                                                  • mechanikk Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 11.12.06, 20:48
                                                    > Dajcie mi ścieżki
                                                    > z tych trzech kawałków i jakiś program miksujący a to zrobię, słowo. Czy już
                                                    > mogę się uważać za genialnego TWÓRCĘ ?

                                                    A Sir Martin gdzieś powiedział, że się za takowego ma? :>
                                                    Poza tym nie widzę żadnego związku "Love" z malowaniem wąsów na dziele Leonarda
                                                    (zupełnie pomijam fakt, że nazywanie owego malowania wandalizmem przypomina mi
                                                    wypowiedź pewnego znanego historyka sztuki Antoniego Maciarewicza, który
                                                    orzekł, że sztuka jest wtedy, gdy ktoś mu coś "ładnie wymaluje").
                                                  • ihopeyouwilllikeme Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 12.12.06, 10:42
                                                    > zupełnie pomijam fakt, że nazywanie owego malowania wandalizmem

                                                    Zawsze uważałem, że dzieło jest po to, by je oglądać ( podziwiać, krytykować,
                                                    interpretować itd. ), a nie po to, by po nim bazgrolić. Czy możesz mi szerzej
                                                    wyjaśnić o co chodzi ? Jestem laikiem. Czy jeżeli pójdę do galerii z
                                                    flamastrami, i dorysuję telefony komórkowe Krzyżakom na '' Bitwie pod Grunwaldem
                                                    '' to też będzie to sztuka ? Podejrzewam, że raczej zostałbym wykopany z hukiem,
                                                    i jeszcze bym stosownie za to odpowiedział... I jak chcesz odpisać, że '' nie
                                                    widzę różnicy '', no to mi ją właśnie wyjaśnij. Najlepiej w możliwie prostych
                                                    słowach.
                                                    -
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 12.12.06, 10:54
                                                    Jak też jestem laikiem, ale według mnie domalowanie wąsów Monie Lisie, o którym
                                                    to dziele, niezwykle tajemniczym uśmiechu (według mnie to po prostu brzydka
                                                    baba była) napisano tomy, i zrobiono bógwieco, było ciekawym, przewrotnym i w
                                                    ogóle fajnym działaniem artystycznym. Odmitologizowaniem arcydzieła, które,
                                                    według mnie, na to miano absolutnie nie zasługuje.
                                                    Nie wiem, czy widziałeś taki film "Schody" Zbigniewa Rybczyńskiego
                                                    (twórcy "Tanga"). W skrócie - wykorzystał oryginalną słynną scenę z Pancernika
                                                    Potiomkina ze schodami właśnie, i wstawił tam współczesnych amerykańskich
                                                    turystów, którzy, jak to oni, chodzą, fotografują, i takie tam. A carskie
                                                    wojska w tym czasie mordują demonstrantów. Powstała nowa jakość,
                                                    kontrowersyjna, ale też wieloznaczeniowa, uznana i nagradzana.
                                                    Tak więc dzieło sztuki niekoniecznie musi wisieć w galerii i po prostu być, być
                                                    podziwiana. Może być także obiektem wielorakich działań artystycznych. Może być
                                                    odbrązowiana, można dodawać jej znaczeń, tworzyć z niej coś, czego twórca
                                                    pierwowzoru nawet nie podejrzewał.
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 12.12.06, 11:41
                                                    ihopeyouwilllikeme napisał:

                                                    Czy jeżeli pójdę do galerii z flamastrami, i dorysuję telefony komórkowe
                                                    Krzyżakom na '' Bitwie pod Grunwaldem'' to też będzie to sztuka ? Podejrzewam,
                                                    że raczej zostałbym wykopany z hukiem, i jeszcze bym stosownie za to
                                                    odpowiedział...

                                                    W sumie z tymi komórkami to fajny pomysł:-) Mam nadzieję, że był to skrót
                                                    myślowy, bo nie mówimy oczywiście O NISZCZENIU ORYGINAŁU, o wdzieraniu się do
                                                    galerii i mazaniu po obrazach, bo to jest oczywiście wandalizm. Duszamp też nie
                                                    przyszedł i nie namalował wąsów oryginalnej Monie Lisie. Nie mieszajmy pojęć.
                                                    Był w tym pewien zamysł, którego efekt dawał pole do różnorodnych
                                                    interpretacji. Podobnie panowie Martinowie nie wykasowali oryginalnych wersji
                                                    SFF (akurat w wypadku muzyki to zupełnie niemożliwe, ale niech będzie), tylko z
                                                    dostępnych im materiałów muzycznych, wykorzystując fragmenty różnych wersji tej
                                                    i innych kompozycji Beatlesów stworzyli tej piosenki nową/inną wersję.

                                                    PS. Odnośnie nowej wersji A Day In The Life - dodanie na początku tej piosenki
                                                    lennonowskiego odliczania "Sugarplum fairy" wywołuje u mnie wzruszenie.
                                                  • kubasa Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 12.12.06, 17:55
                                                    Nie no wydaje mi się że rozmawiamy o sprawach na wskroś oczywistych.

                                                    Dla mnie muzyka The Beatles ani żadna muzyka nie jest świętościa i nie oburza
                                                    mnie żadne eksperymentowanie. Po prostu bardzo często okazuje się, że
                                                    remiksujący nie ma nic icekawego do powiedzenia, albo to co mowi nie jest
                                                    specjalnie wartościowe. Np. słucham sobie remixu piosenki "bossy" Kelis w
                                                    wykonaniu Alana Braxe'a i Freda Falke'a i jest to dużo ciekawsze niż oryginał,
                                                    bo z mdlego RnB robi zajebisty house. Albo inny przykład: kapitalne "In The
                                                    Morning" Junior Boys przerobione przez Alexa Smoke'a. Nikt na tym nie stracił,
                                                    zyskali wszyscy. W przypadku "love" mam wrazenie, że oczekiwanie tak cieżkiej
                                                    kasy, za tego typu średnio udane twory jest mało fajne. Trzeba przyznac,
                                                    że "Love" częściej niż dylemat o remixowaniu towarzyszy dylemat czy płytę dac
                                                    cioci Zosi czy wujkowi Frankowi, bo chyba w całym tym wydawnictwie to o
                                                    gwiazdkę chodziło.
                                                  • cze67 Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 14.12.06, 10:50
                                                    kubasa napisał:
                                                    W przypadku "love" mam wrazenie, że oczekiwanie tak cieżkiej
                                                    > kasy, za tego typu średnio udane twory jest mało fajne. Trzeba przyznac,
                                                    > że "Love" częściej niż dylemat o remixowaniu towarzyszy dylemat czy płytę dac
                                                    > cioci Zosi czy wujkowi Frankowi, bo chyba w całym tym wydawnictwie to o
                                                    > gwiazdkę chodziło.

                                                    Nie zgadzam się. Traktowanie tej płyty w kategoriach "bambosze dla cioci" jest
                                                    według mnie nieporozumieniem. Nie dalej jak przedwczoraj słuchałem tej płyty z
                                                    moją piżmaczą siostrą i usłyszałem coś, co mi chyba nieco wcześniej umknęło:
                                                    jedynie 40 lat temu, czyli w czasach wydawania swoich płyt, Beatlesi brzmieli
                                                    tak współcześnie i nowowcześnie. I nie jest to tylko zasługa remasteringu tych
                                                    nagrań, ale też odpowiedniego "dobrania składników" przez producentów.
                                                    Jak powiedział mechanikk, jest to po prostu dobra płyta.
                                                  • mechanikk Re: Po kolejnym przesłuchaniu płyty 12.12.06, 19:33
                                                    > Mam nadzieję, że był to skrót
                                                    > myślowy, bo nie mówimy oczywiście O NISZCZENIU ORYGINAŁU, o wdzieraniu się do
                                                    > galerii i mazaniu po obrazach

                                                    Dobrze Cze, że to wyjaśniłeś, bo mi się nie chciało, dlatego tylko wkleiłem
                                                    tego linka i wkleję go jeszcze raz, bo to warto przejrzeć:
                                                    www.understandingduchamp.com/
                                                    A tak przy okazji Duchampa: znają chyba wszyscy jego najsłynniejsze dzieło,
                                                    mianowicie "Fontannę" (dla niewtajemniczonych - najsłynniejszy przykład
                                                    duchampowskich readymades: zwyczajny pisuar postawiony do góry nogami,
                                                    podpisany wymyślonym zdaje się nazwiskiem R. Mutt). Zdarzyło się ponoć pewnemu
                                                    artyście, podczas jednej z wystaw, "zniszczenie" oryginału instalacji Marcela.
                                                    Kolega po prostu się do niego odlał. Ot, taki hepening. Co zresztą otworzyło
                                                    pole do jeszcze różnorodniejszych, śmielszych i niezwykle zapładniajacych
                                                    interpretacji ;)

                                                    No a "Love" w gruncie rzeczy nie nastraja do żadnych intelektualnych rozrywek,
                                                    tudzież rozrywania konceptu na czynniki pierwsze. To po prostu dobra płyta.
    • kubasa Re: Nowa płyta Beatlesów! 09.12.06, 18:34
      Słsyzałem trzy fragmenty "Love" w Trójce. Wykastrowane Because słabe. SFF
      dostało jakiegoś nowego ducha - mellotron głębszy, bardziej psychodeliczny, ale
      końcowa wiązanka przebojów iście żenująca. Cieślak tu akurat ma rację. Pokazuje
      to bardziej odpustową stronę calego fenomenu Beatlesów, czyli taki tani,
      rosnący po śmierci Harrisona sentymentalizm.

      Połaczenie Within You Without You z Tomorrow raczej nudzi.
    • jarecki32 Re: Nowa płyta Beatlesów! 11.12.06, 21:12
      dyskusja po trosze zeszla na inny temat, a mianowicie czy remiksy znakomitych
      piosenek moga byc nadal znakomitymi piosenkami. Ja twierdze, ze tak. Nie
      przecenial bym ich wartosci alez tez nie potepial bym w czambul. Mozna
      wytworzyc nowa jakosc poprzez dadaizm czy mozajkowosc w sztuce, mozna podobny
      efekt uzyskac w muzyce. Wszysko zalezy od tego kto te ciecia robi. Ktos malo
      zdolny nawet jesli bedzie ukladal z samych perelek moze uzyskac fatalny efekt
      koncowy. I odwrotnie, ktos super-zdolny moze uzyskac swietny efekt nawet jesli
      bedzie uzywac gorszej jakosci tworzywo. I tyle.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka