goto - hit. line -1 - love

08.11.06, 20:57
exe.
goto - hit.
line 2 - birds.
exe.
chords.exe.
#load error

i tak dalej

Znaczy poczytałem:
tinyurl.com/y3rct8
i choć to tekst bardziej z branzy literackiej, to fakty w temacie muzyki też
są raczej z tych zasmucających.
Jestem ostatnia osoba, która mogłaby narzekac w temacie nowych technologii w
starych sztukach, ale wybitnie mi się tegol typu projektowanie songów nie
podoba. Szczególnie, że "Unwritten" pani o brzydkich stopach było kawałkiem,
który na dłuższa chwilę wżarł mi się w czachę i uczepił dośc mocno. Znaczy
jeszcze go potrafię zanucić:(

Taki mały przyczynek do dyskusji kiedy kończy się uzywanie technologii w
celach twórczych, a zaczyna ogromna manipulacja słuchaczem, rynkiem i całą
muzyką.

P:)
<Państwo informatycy wybacza tą nieudolną próbę zapisania czegoś w rodzaju
piosenki informatycznej, ale ostatni język programowania z jakim miałem
stycznośc, to był basic prezentowany na łamach 'Bajtka':)>
    • roar Re: goto - hit. line -1 - love 08.11.06, 21:58
      braineater napisał:

      > <Państwo informatycy wybacza tą nieudolną próbę zapisania czegoś w rodzaju
      > piosenki informatycznej, ale ostatni język programowania z jakim miałem
      > stycznośc, to był basic prezentowany na łamach 'Bajtka':)>

      Wybaczamy, ale następnym razem prosimy o disclaimer PRZED kodem. Cobyśmy nie musieli czasu tracić na nieudaną próbę zrozumienia, co to cholerstwo ma niby robić.

      Ja się tu jeszcze później rozpiszę, jak przemyślę sprawę, ale... ale przecież to jest piękne. Uwalniamy sztukę od twórcy.

      Czy raczej sami stajemy się twórcami, bo przecież kustomizacja tego typu programów do potrzeb poszczególnych użytkowników jest sprawą oczywistą i przyjdzie szybko. A raczej nie tyle twórcami, co odkrywcami. Zamiast skończonego, z definicji dyskretnego zbioru dzieł autorskich otrzymujemy ciągłą, olbrzymią, wielowymiarową przestrzeń, w eksploracji której programy będą nam tylko pomagały, ułatwiając nawigację. Być może za paręnaście lat zamiast tytułami płyt będziemy się tu dzielili dopieszczonymi w pocie czoła ustawieniami takiego komputerowego generatora. Może nie. Ale bać się na zapas naprawdę nie ma powodu, jak nie wypali, to nie wypali i tyle, a potencjalne korzyści zapierają dech w piersiach.
      • braineater Re: goto - hit. line -1 - love 08.11.06, 22:23
        Reprymenda przyjeta, teraz do meritum.
        To co rozwijasz w swoim poście na milę smierdzi mi proponowaniem gumowej lali
        model 3Otwory+Niespodzianka, zamiast zywej kobiety z futra i pierza. Niby fan
        jest ten sam, ale po wszystkim wszytstko śmierdzi lateksem i trzeba uważać z
        papierosem w łóżku.
        W wypadku takich softów, nie grozi nam uwolnienie sztuki od twórcy, co i może
        by było fajne jako eksperyment, ale o ile dobrze pamiętam o dobrych
        kilkadziesiat lat juz spóźnione. tu chodzi o uwolnienie sztuki od sztuki, po
        prostu. O zamienienie, (uwaga, lece w górnym rejstrze), drgań ducha, cierpień
        egzystencjalnych, porannych kacy i rzygania po fecie z których od wieków
        powstawała muzyka, na bezduszne 2+2=4 i 4 dodane do słuchacza wywołuje taką a
        nie inną reakcję.
        Nie ma sztuki bez twórcy po prostu, to jest jakby dogmat, wyrazany po wielokroć:

        The position of the artist is humble. He is essentially a channel - Mondrian

        The ideal artist is he who knows everything, feels everything, experiences
        everything, and retains his experience in a spirit of wonder and feeds upon it
        with creative lust - ktos inny

        W sztuce, w muzyce przeciez nie chodzi tylko o układ dźwięków na skali, o
        prawidłowe stosowanie harmonii, o umiewjętne wykorzystywanie chórków, wokali i
        teł. Jak dla mnie kryje się za tym coś więcej - a przynajmniej miewam takie
        złudzenia. Kryje się osobowośc, kryje się jakis zyciorys, którego moge nawet
        nie znac i nie chciec znac ale nie pozostaje on bez wpływu na dźwieki.
        Muzyka robiona przez maszynki, typu projektowany przez ciebie generator, będzie
        muzyka dla robocopów, rdzewiajacych z nudy cyborgów, klasycznym lift music,
        która nic ze soba nie niesie, niczego nie wyraza, niczego nie prowokuje,
        pozstawia obijetnym, jak gumowa lal z 3Otworami +Niespodzienką.

        P:)
        • pagaj_75 Re: goto - hit. line -1 - love 08.11.06, 22:49
          braineater napisał:

          > O zamienienie, (uwaga, lece w górnym rejstrze), drgań ducha, cierpień
          > egzystencjalnych, porannych kacy i rzygania po fecie z których od wieków
          > powstawała muzyka, na bezduszne 2+2=4 i 4 dodane do słuchacza wywołuje taką a
          > nie inną reakcję.

          Ale dlaczego zakładasz, że to będzie "bezduszne 2+2=4"? Taka bezduszność
          obowiązuje już teraz w świecie komercyjnego popu - bierzesz jakąś plastikową
          laskę lub nażelowanego kolesia, zatrudniasz mu producenta, który zna się na tym
          jakie triki i zagrania powinny chwycić, który bierze po prostu gotowe i
          sprawdzone klocki i kleci przebój. Czym to naprawdę różni się od takiego programu?

          > Nie ma sztuki bez twórcy po prostu

          A teraz spróbuj sobie wyobrazić coś takiego: któregoś pięknego dnia piszę do
          Ciebie "stary, ale fajną muzykę odkryłem, zaraz Ci podeślę kawałek". Słuchasz i
          stwierdzasz, że rzecz jest absolutnie zajebista, rytm buja człowiekiem na
          wszystkie strony, bas pięknie pyka, a kolo przy mikrofonie przejmująco i
          wzruszająco opowiada o tym, jakie to życie jest chujowe, bo jego dziewczyna
          nagle stwierdziła, że jest lesbijką, a wódka, fajki i forsa się skończyły.
          I wracasz kompletnie podjarany do mnie z pytaniem "ale kto to? kto tak pięknie
          gra?" A ja odpowiadam od niechcenia "no wiesz, zsyntezowałem to sobie wczoraj na
          kompie, bo taki program do tego napisałem". I co teraz robisz? Niszczysz w sobie
          tą podjarkę? Czujesz się oszukany? Dlaczego?
          • braineater Re: goto - hit. line -1 - love 08.11.06, 23:25
            Jo. Jesli to ty mi wkręcisz taka bajkę, to wszystko luz, nie wychodzi to poza
            pewien krag krewnych i znajomych Królika. Mogę to potraktowac jako eksperyment,
            albo ogólne haha, się kuna dałem wpuścic...
            Inaczej się ma to z muzyką dla szerszego grona odbiorców. Gdybym był 13 letnia
            lasią zakochaną w Timberlejku, to ostatnią rzeczą jakiej chciałbym się
            dowiedziec o tymże, to fakt, że jest cyborgiem, tworem powstałym na styku Sony
            i Majkrosofta. Mam świadomośc, że muzyka Timberlejka jest sztuczna, jest
            produktem <przyjmijmy, że jestem kumatą 13 letnia lasią>, ale do tej muzyki
            dostaje cos - dostaje jakąs osobowość. I tu jest dla mnie najwiekszy problem -
            ta osobowość może byc równiez kompletnie sztuczna, od podstaw stworzona w
            agencjach reklamowych i pijarskich, ale nie zmienia to faktu, że wypełnia ją
            jakiś człowiek - choćby był to li jednynie cokolwiek żałosny chłopaczyna z
            twarzą kozy w depresji. to mi zapewnia jakis poziom identyfikacji, ba moge
            nawet władować w tę postac cąły ocean uczuc, jaki tylko 13 latka jest w stanie
            władować w swojego idola.
            To co wy proponujecie, wypierdlala z muzyki ten ostatni bastion
            człowieczeństwa, no bo po ch zatrudniac jakiegos pajaca do skakania na scenie,
            skoro mozna odpalić wizuale. Kłania się casus Idoru z powieści gibsona i
            japońskiej rzeczywistości - cąłkowicie sztucznych tworów marketingowych,
            służacych li jedynie sprzedazy dzwonków telefonicznych i robiacych to pod
            przykrywka uprawiania bukwie jakiej sztuki.
            I szczerze mówiac pierdole taki interes. Potrzebuję pajaca który miota sie po
            scenie/studio i swoja osoba uwiarygadnia, uczłowiecza produkty z fabryk
            dźwieków. Potrzebuje Robbiego Williamsa, choć jego piosenki mógłaby zaspiewac
            sekretarka w moim telefonie, nawet sie przy tym nie pocąc.
            Człowiek jest muzyce tak samo niezbędny, jak muzyka człowiekowi.
            W tej bajce, którą próbujesz mi wkręcic jest miejsce na pomysł - a zrobie figla
            brejnitrowi nie będzie chuj sie wymondszał, jest miejsce na Pagaja, co z
            złośliwym usmieszkiem miesza wajhami, by zrobic kawałek stargetowany tylko pode
            mnie. W zrobieniu czegoś takiego na wielka skalę, to miejsce znika, pozostaje
            tylko matematyka, podstawy ekonomii i money, money, it's oooooh, like it...

            P:)
    • pagaj_75 Re: goto - hit. line -1 - love 08.11.06, 22:25
      braineater napisał:

      > Taki mały przyczynek do dyskusji kiedy kończy się uzywanie technologii w
      > celach twórczych, a zaczyna ogromna manipulacja słuchaczem, rynkiem i całą
      > muzyką.

      Kolega, jak zwykle, z punkowym przytupem (manipulacja, komercha, itepe) :)
      A tak poważniej - tutaj zdecydowanie pomaga odpowiedź (której każdy musi sobie
      udzielić sam) na pytanie: co tak naprawdę kręci mnie w muzyce czy w sztuce w
      ogólności? Czy fakt, że za sztuką stoi jakiś człowiek, który ma jakąś opowieść
      do przekazania czy też sama opowieść dla opowieści?
      Jeśli to pierwsze, to co poczniemy jeśli technologia stanie się na tyle cwana,
      że będzie w stanie udawać wszelkie znamiona człowieczeństwa, włącznie z
      przebłyskami geniuszu czy emocjami? Myślę, że wtedy pojawi się ciekawy problem o
      wiele większy niż to czy jest to manipulacja czy też oryginalna twórczość, a
      także wykraczający daleko poza świat samej sztuki.
      Jeśli to drugie, to czym właściwie jest sztuka i na cholerę nam ona? ;)

      Moim zdaniem, to jest jeden z tych problemów, o których fajnie jest
      podyskutować, ale które jedynie słusznego rozwiązania nie posiadają.

      > <Państwo informatycy wybacza

      Łaskawie wybaczam ;)
    • kubasa Re: goto - hit. line -1 - love 11.11.06, 02:47
      Brain: dziwię się Twojemu absmakowi, tzn. też go może trochę mam, ale teraz
      przez 6 dni oglądałem Vivę (ok. 10 teledysków na krzyż, w kółko: DJ Magic,
      Pakito, Nelly Furtado, Kalwi & Remi, Virgin, Justin Timberlake, Holly Dolly,
      Nelly Furtado 2, Ania, Gosia Andrzejewicz) i miałbym problem z nazywaniem tego
      sztuką. Nie chodzi nawet o jakość teledysków i muzyki, ale o ten napór. Nigdy
      chyba człowiek w calej swojej liczącej dwieście tysięcy lat historii nie miał
      do czynienia z taką masą "sztuki". Więc jesli pożera ją w takich ogromnych
      ilościach i potrzebuje jej coraz więcej to zrozumiałe, że ekonomicznie
      uzasadnione jest wysługiwanie się tańszymi maszynami niż
      drogimi "specjalistami" (nie znoszę cudzysłowów, ale tu muszę ich uzywać). Tym
      bardziej, że nawet Twój timberlejkowy przykład trochę kuleje, bo teraz równie
      dobrze można szaleć na punkcie Holly Dolly czy Crazy Frog, czyli... no właśnie
      sztucznego tworu.
    • pytajnick Re: goto - hit. line -1 - love 11.11.06, 10:17
      Duchem i jakby z przekonań, to jestem największym na świecie przeciwnikiem tego
      typu pomysłów.

      Ale gdy próbuję porównać sytuację do innych sztuk... łatwo mi sobie przypomnieć
      niezliczone minuty wpatrywania się w (nie)zwykły fraktalowy wygaszacz ekranu na
      Linuksowym serwerze, jeszcze w liceum.

      Więc jak będzie piękne, to się będę wpatrywał. (Zapominając o autorze).
    • pytajnick Podobny artykuł z Przekroju 11.11.06, 10:54
      Chaciński pisał na ten temat w lipcu jakoś. Znacznie szerzej, bo chyba tylko o
      muzyce.
      www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1900&Itemid=52
      • grimsrund Re: Podobny artykuł z Przekroju 11.11.06, 12:04
        Podobnym pomysłom mówimy stanowcze NIE!!!

        Weźcie nie straszcie ludzie, co? :((

        Swoją drogą zastanawiam się nad kwestią istnienia jakiejś korelacji między
        natrętną promocją "dzwonko-komórkowego" podejścia do konsumpcji muzyki i równie
        namiętną deprecjacją przywiązania do tzw. tradycyjnych nośników, które wkrótce
        okaże się zapewne objawem "snobizmu" i "antydemokratyzmu" (a może
        i "antysemityzmu"?). Ot, takie rojenia obrzydliwej konserwy...
        • kubasa Re: Podobny artykuł z Przekroju 11.11.06, 12:30
          grimsrund napisał:

          > Swoją drogą zastanawiam się nad kwestią istnienia jakiejś korelacji między
          > natrętną promocją "dzwonko-komórkowego" podejścia do konsumpcji muzyki i
          równie
          >
          > namiętną deprecjacją przywiązania do tzw. tradycyjnych nośników, które
          wkrótce
          > okaże się zapewne objawem "snobizmu" i "antydemokratyzmu" (a może
          > i "antysemityzmu"?). Ot, takie rojenia obrzydliwej konserwy...

          Tak i nie. Z jednej strony sprzeciwiając się płytom cd strategicznie uderzasz w
          samo jądro królestwa szatana, z drugiej podważa się tradycje, wyrzuca frak i
          surdut i w slipach siada się do kolacji wigilijnej.
          • janek0 kubasa ty jesz kolację wigilijną we fraku ?!!! n/t 11.11.06, 13:07

            • pytajnick kubasa ty jeszcze jesz kolację wigilijną?!! [n/t] 11.11.06, 13:22
              • grimsrund Re: kubasa ty jeszcze jesz kolację wigilijną?!! [ 11.11.06, 13:27
                A co, nie wolno?

                Poeta Dehnel zapyla sobie w takim stroju po mieście i nikt się nie dziwi, a
                Kubasie będziecie odmawiali Wigilii w surducie? ;)
                • kubasa Re: kubasa ty jeszcze jesz kolację wigilijną?!! [ 11.11.06, 13:34
                  Elo, ale w sumie muszę jednak zaprotestować bo to było rozłączne (coś tam
                  rozłączne, nie wiem czy zdanie może być rozłączne bo już nie pamiętam, w każdym
                  razie dwie czynności - wyrzucanie fraka i siadanie przy kolacji wigilijnej w
                  slipach). Dehnela niedawno widziałem na UW. Wygląda dziwnie.
                  • pytajnick Re: kubasa ty jeszcze jesz kolację wigilijną?!! [ 11.11.06, 13:43
                    kubasa napisał:

                    Dehnela niedawno widziałem na UW. Wygląda dziwnie.

                    Dosyć: tygodnik.art.pl/grafika/dehnel.jpg
Pełna wersja