Dodaj do ulubionych

Co do cholery z tym ambientem?

08.04.07, 15:27
Ok, przy okazji odsłuchu nowej płyty Eluvium pojawiło się trochę pytań w
kwestiach gatukowych. Bazą niech będzie ten wątek który założyłem na scr na
temat Copii:

www.screenagers.pl/forum/viewtopic.php?t=1795
mam wrażenie że na tym forum więcej osób jest w temacie wiec możnaby coś
uporządkować

dzięki
Obserwuj wątek
    • grimsrund Re: Co do cholery z tym ambientem? 08.04.07, 17:52
      Sie Pszemcio nie denerwuje, bo Pszemciu żyłka pęknie, no :)

      Napisałbym coś na temat, ale się nie znam. Tyle wiem, że lubię ogromnie Brajana
      Ino i Hałarda Bada, i innych takich, co w 70. latach ładnie działali, Cluster
      na ten przykład. I że tzw. ambient lubi podać se ręce z tzw. minimalizmem, i że
      występuje w kilku odmianach, a niektóre skórę zdzierać z pleców lepiej potrafią
      niż najokrutniejszcy metal (na ten przykład to, co wyprawia Mick Harris jako
      Scorn albo razem z Billem Laswellem albo/i innymi podobnymi odmieńcami), i że w
      ostatnich latach dobrze się ma tzw. dark ambient, w którym dobrze się czuje na
      przykład taki pan jak Brian Williams (czyli Lustmord), i że Max Richter nagrywa
      fajowe płyty z fortepianem.

      No i oczywiście że Japończycy robią go tak, że ho ho, a kto nie wierzy, niech
      se posłucha choćby PALMLESS PRAYER / MASS MURDER REFRAIN Mono i World's End
      Girlfriend, ale niech potem nie ma do mnie pretensji, że wyrosły mu rogi i
      kopyta.
      • braineater Re: Co do cholery z tym ambientem? 08.04.07, 19:25
        do tego mozna jeszce dorzucić Norwegów zbastardziałych z kosmitami z Jensenem na czele, co to i z góró Namlockiem popłynąć potrafi i z Tybetańczyków UFO na własna miare przykroić; i Rey'a co to niby sie Oldfieldem struchlałym podnieca i za raczkę z nim chadza, ale sam sadzi płyty takiej gęstości, że spokojnie by się nadawały do kazdego Pałacu Strachów (w kategori spooky Hiden Vibrations mocno rzadzą); albo z innej beczki całkiem pieprzniętego Ryana Teague, co to najpierw nasmęcił w fortepian na Preludes, a teraz walnął po uszach coins & crosses i to tak, że mię gacie spadli, bo w mientki sposób zrobił to, co Richter robi na twardo i w kategoriach muzyka do windy wskoczył na level dotychczas zastrzeżony dla szlachetnych emerytów, co ich Grim tak ładnie wymienił; a na deser jeszce zostaje germański pociotek Kraftwerków, co próbuje pożenić ambient z dubami, znaczy się Chris Zippel, któren tam jeszce dorzuca hip-hopowe sample i robi z tego muzykę dla ujaranych fanów Kronik Marsjańskich.

        Znaczy się definicja ambientu jest prosta w sumie: muzyka, która przestajesz zauważac po 15 minutach od puszczenia płyty, ale zapomniec się idzie na 1000 sposobów.

        P:)
            • grimsrund Re: Co do cholery z tym ambientem? 09.04.07, 13:13
              > Brian Eno The Pearl:)

              Eno i Budd właściwie :)

              Poza tym do ambientu, skoro tak szeroko zakreślamy granice (i słusznie)
              zaliczyłbym chętnie plumkanie gitarowe w stylu ścieżki dźwiękowej Neila Younga
              do DEAD MAN. Mało co tak odpręża. W podobnym stylu z niedawnych rzeczy bardzo
              do serca przypadły mi DIALOGUE baj Hisato Higuchi oraz Australijczyków z
              Seaworthy płyta MAP IN HAND.

              Skoro o Japończykach mowa, do serca warto też przytulić MINIMA MORALIA pana
              Chihei Hatakeyamy. Wydał ją lejbel Kranky do którego, podobnie jak do Temporary
              Residence (wydawcy m.in. Eluvium oraz Mono/WEG) walić należy jak w dym, gdy
              poszukuje się ambientu na tzw. poziomie.
                  • braineater Re: Co do cholery z tym ambientem? 09.04.07, 14:04
                    Wiesz, Pszemcio, zarzucilim tu takimi nazwami, z tak róznych półek, że w sumie za chwile nam wyjdzie, że ambient to wszystko, w czym struktura rytmiczna utworu odgrywa poslednia rolę. W takim razie Fennesz by pasował a Otoszre nie:) Z klasyków to jeszce możesz sięgnąc po solówki Holgera Czukaya - Moving Pictures choćby, popróbowac się z Namlockiem (tu sąznisty wykład za pazucha trzyma albo Pytajnick albo Pagaj <nie pamietam któryt z nich popadł w maniaczne odsłuchiwanie Namlocka w całości i po kolei:)>).
                    Możesz sobie tez na przykład sprawdzic At Home With ALP, by posłuchac ambientu na szumach, trzaskach i dronach, gdzie pierwszy fragment z rytmem pojawia się około 50 minuty i urywa uep:), może też poszukać wśród sine-wawe'owców typu Tetsou Innue <straszydło yapońskie, na koncertach człowiek się boi podejśc bliżej niz 10 metró, żeby wiedźma nie dosięgnęła Złym Okiem:)>; możesz też zorientowac się w działaniach kolesia, co zwie się Saturo Wono i nagral płyte pod wszystko mówiącym tytułem Sonata for Sine-Wawe & White Noise, gdzie p[rzez 40 pare minut przecudownie zgrzyta, skrzeczy i stuka elektronika. A możesz podejśc od strony w sumie najbardziej podstawowej, czyli od ambientu okrojonego tylko i wyłacznie do pojedyńczych dźwięków oddziałujących bezpośrednio na mózg lub bezpośrednio z mózgu wypływających - tu masz przykład, że tak powiem sztandarowy, czyli Alvina Lucier'a "Music for solo performer" pierwszy na świecie kawałek, w którym wykonawca uzywa tylko detektora przepływu fal mózgowych (to któryś z tych EEcoś tam) i przetworników, do tego, by oddziaływac na instrumenty. Od tego czasu trochę takich jazd powstało, więc można poszukac:
                    video.google.com/videoplay?docid=4968700469119720679
                    P:)
                    • grimsrund Re: Co do cholery z tym ambientem? 09.04.07, 15:50
                      > Tetsou Innue <straszydło yapońskie

                      Coś w tym musi być. Przetestowałem jego najspokojniejsze, jak mniemałem,
                      wydawnictwo - AMBIANT OTAKU - na osobie bardzo lubiącej delikatny ambiencik.
                      Choć dla mnie (fakt, że chama niewrażliwego jak pień dębowy) była to kojąca
                      płyta - słuchacz zwrócił ją po paru dniach z adnotacją do streszczenia mniej
                      wiecej w słowach: "złe wibracje! można dostać zawału!"

                      Co zaś do przelicznych Namlooków - miałem pecha, bo z całego jego dorobku
                      zakosztowałem jeno dwóch edycji FIRES OF ORK, czyli współpracy z Geirem
                      Jenssenem. O ile ta nowsza okazała się znakomita i jak najbardziej w stylu
                      Biosphere'a, to tę starszą zapamiętam na zawsze jako wielkie, śmierdzące techno-
                      kupsko. Teraz mam pod ręką nową płytę, którą Namlook wysmażył z Gaudim, ale aż
                      się boję zapuścić, bo kto wie, co tym razem na mnie wyskoczy? :(

                      • braineater Re: Co do cholery z tym ambientem? 09.04.07, 16:37
                        No bo z Innoue jest tak, że jak się go podejdzie od płyt typu Ambiant Otaku, to on się wydaje w miare normalnie rypnięty, znaczy dziwny, ale bezbolesny. Gorzej jak się sięgnie już po takie jazdy jak Monochrome Existenze z Laswellem, albo po pict.soul, gdzie chłopak juz przestaje wierzyć w muzykę, a zaczyna wyznawać prymat modulatora częstotliwości nad wszystkimi innymi generatorami dźwięków. A na modulatorze da się zrobić dużo, ale wszystko jest bolesne dla odbiorcy i bez róznych wspomagaczy raczej przyswajalne w niewielkich fragmentach.
                        A takiego misia jak Ryoji Ikeda i jego dwupłytowy Matrix to znasz Pą? Bo jak zwykle słuchałem tego via słuchawy, to tak raz nieopatrznie o 2 w nocy cos robiąc, puściłem to przez kolumnadę i jak mi się cały czas wydawało, że to i owszem mało strawna, ale fajna relaksująca muzyczka jest, tak Maj Lovli Łajf grożaca mi eksmisją uświadomiła mi, że wcale tak nie jest:) Ageneralnie to sa własnie dwie godziny modulatora częstotliwości, cichutkich trzasków pisków i ogólnej psychodelii wydobywanej z maszyn. Fajne bardzo - zaczyna się podobac gdzieś w okolicach 20 przesłuchania:)

                        A wracając do klasyki, a nawet do praźródeł, to Pszemcio poszukaj jeszcze u takich gości jak Karheinz Stockhausen, Edvard Varese (koszmar w słuchaniu, 150% cukru w cukrze, ale bez niego nie byłoby Oldfildów i Żarów), Erick Satie i jego Ouvres Mystiques i ogólnie cała koncepcja 'muzyki do wnętrz', u Klausa Schulze, co najperw się udzielał w takim koszmarze pt Tangerine Dream, a potem zmądrzał i zaczął solo; u pierwszych elektroakustyków - Pierre Shaeffera i jego koncapcjach serializmu, u niemców powalonych totalnie Eimerta i Epplera z których drugi był fizykiem, odpowiedzialnym za stowrznie modulatora czestotliwości; u gości związanych z ruchem Sound Sculpture - Maryanne Amacher nagrywająca dla Tzadika, Phil Kline i rewelacyjne "Zippo songs" czy pojedź sobie nad nasze morze, zanim sie to jeszce wszystko nie rozpadło w pizdu i zobacz sobie robione z betonu Rzeźby Wiatrowe Władysława Hasiora, gdzie Matka Natura przy pomocy wiatru napierdala po betenowych piszczłkach robiąc przecudną muzykę. Jak to nagrasz, będziesz miał najczystszy ambient:)

                        P:)
                        • grimsrund Re: Co do cholery z tym ambientem? 09.04.07, 16:48
                          > Ryoji Ikeda

                          Jest już na liście "do przeczołgania" :))

                          A skoro o Tangerine Dream mowa, to ten zachwycająco martwy już od ponad 30 lat
                          bend wypluł z siebie właśnie nową płytę - MADCAP'S FLAMING BEAUTY. Mało, że
                          jest toto w założeniu hołdem na cześć zmarłego stosunkowo niedawno Syda
                          Barretta - Edgar Froese zbzikował już do tego stopnia, że najął jakiegoś
                          festiwalowego... wokalistę i kazał mu śpiewać wiersze wybitnych literatów, w
                          tym Blake'a, Shelley'a, Emersona i Whitmana.

                          Równie traumatycznego muzyczno-odpustowego doznania nie doznałem już dawno -
                          przy nim braineaterowe modulatory to kołysanki dla dzieciątek :)
    • pagaj_75 Re: Co do cholery z tym ambientem? 09.04.07, 23:58
      Jezusiemaryjo, Pszemcio, nie masz większych problemów W ŚWIĘTA? ;)
      Co do ambientu, to kaźdy to sobie jakoś intuicyjnie definiuje, co jednak ma tą
      wadę, źe prędzej czy później każdy termin się dewaluuje, bo zawsze znajdzie się
      cwaniak, dla którego Metallica to ambient ;)

      Kilka moich uwag do tego co napisaliście wszyscy:

      1) ambient nie musi być muzyką elektroniczną - to odnośnie wątpliwości Pszemcia
      w kwestii instrumenarium na Copii (coś zupełnie innego powoduje, źe moim zdaniem
      to nie do końca ambientowa płyta jest). muzyka Harolda Budda z elektroniką
      (nawet na płytach z Eno) niewiele ma wspólnego.

      2) na początku lat 90. za sprawą The Orb zapanowała mania łączenia róźnych
      odłamów muzyki tanecznej z ambientem eno-pochodnym, w ten sposób upadł
      wspomniany przez Braineatera dogmat o poślednim znaczeniu rytmu w tej muzyce. w
      związku z czym pierwsze płyty Autechre - Incunabula i Amber - jakoś wpisują się
      w zjawisko ambient techno, późniejsze już raczej nie.

      3) ta, to ja usiłowałem przesłuchać Namlooka i poległem. u kolegi Kuhlmanna
      ilość nie przechodzi w jakość. facet wydaje 50 płyt rocznie, z czego do
      słuchania nadaje się jedna, a ze 2-3 w całej dyskografii wnoszą cokolwiek nowego
      do gatunku.

      4) Fennesz czy Tim Hecker - ciekawa sprawa, bo jeszcze do niedawna uważałem, że
      ambient to muzyka, która w ogóle nie powinna angażować słuchacza emocjonalnie. a
      ten dogmat również upada w przypadku tych panów. w dodatku nie da się ukryć, że
      jeśli chodzi o środki wyrazu sięgają oni w tereny kiedyś rezerwowane tylko dla
      artystów noise'owych, co dobitnie pokazuje, że ambientem może być wszystko ;)
      uwaga dla Pszemcia: z twórczością obu dżentelmenów miałeś już okazję się
      zapoznać przy okazji składanki od Nemrroda i z tego co pamiętam - poległeś. ale
      może pora wrócić i spróbować jeszcze raz, tylko całe płyty?
      (z tym, że jakoś do tej pory nie przyszło mi do głowy, że Fennesz to ambient)

      5) no i zostaje jeszcze niewspomniany nurt landrynkowego ambientu spod znaku
      Steve'a Roacha czy Roberta Richa i im podobnych - to jest dopiero kurwa 1500%
      cukru w cukrze. o ile jeszcze "Structures from Silence" i "Dreamtime Return"
      Roacha przyswajam i traktuję jako ważne pozycje, o tyle reszty tego towarzystwa
      już nie trawię.

      6) ambientowy hardcore czyli dzieła Williama Basinskiego na czele z
      "Disintegration Loops" - ktoś, kto jest w stanie przesłuchać wszystkie cztery
      płyty za jednym posiedzeniem (przysypianie traktuję jako cheating ;)) zasługuje
      na mój największy szacunek.
      inny przykład to wypływający gdzieś z berlińskiego minimal techno Wolfgang Voigt
      aka Gas i jego cudne płyty z mrocznym leśno-nocnym buczeniem do akompaniamentu
      głuchego techno beatu. no i tu znów pewnie trzeba by się rozpisać o labelach
      Basic Channel i Chain Reaction, które mnóstwo kapitalnego ambientującego minimal
      techno wypuściły w swoim krótkim źywocie. klasyka.

      7) no aż głupio mi, że Brain nie wspomniał o FaSOLkach ;)

      8) a w ogóle, to nie rozumiem w czym problem ;P
      • pszemcio1 Re: Co do cholery z tym ambientem? 10.04.07, 08:30
        pagaj_75 napisał:

        > Jezusiemaryjo, Pszemcio, nie masz większych problemów W ŚWIĘTA? ;)

        a bo jak za duzo wolnego to se człowiek wyszukuje problemy:)

        > 1) ambient nie musi być muzyką elektroniczną - to odnośnie wątpliwości
        Pszemcia
        > w kwestii instrumenarium na Copii (coś zupełnie innego powoduje, źe moim
        zdanie
        > m> to nie do końca ambientowa płyta jest).

        Pianiko organizujące całość?

        > 2) na początku lat 90. za sprawą The Orb zapanowała mania łączenia róźnych
        > odłamów muzyki tanecznej z ambientem eno-pochodnym, w ten sposób upadł
        > wspomniany przez Braineatera dogmat o poślednim znaczeniu rytmu w tej muzyce.
        w
        > związku z czym pierwsze płyty Autechre - Incunabula i Amber - jakoś wpisują
        się
        > w zjawisko ambient techno, późniejsze już raczej nie.

        a własnie. wczoraj zapuściłem kilka wczesnych nagrań aphex twina z płyty
        Selected Ambient Works 85-92 . Fakt że pobieżnie, ale pierwsza reakca : "WTF?
        to jest ambient? ta dyskoteka?"

        > uwaga dla Pszemcia: z twórczością obu dżentelmenów miałeś już okazję się
        > zapoznać przy okazji składanki od Nemrroda i z tego co pamiętam - poległeś.
        ale
        > może pora wrócić i spróbować jeszcze raz, tylko całe płyty?
        > (z tym, że jakoś do tej pory nie przyszło mi do głowy, że Fennesz to ambient)

        poległem, acz teraz umysła mam duzo bardziej otwarty:) wczorajszy wieczór
        spedzłem z Hotel Paral.lel Fennesza. Muszę przyznac że zaskoczony jestem mocą z
        jaką wciągnął mnie ten album no i moja reakcją na muzykę, która jeszcze
        niedawno wydawałby mi się niesłuchalna
        • p.o.box.77 Re: Co do cholery z tym ambientem? 10.04.07, 10:07
          >>kilka wczesnych nagrań aphex twina z płyty
          > Selected Ambient Works 85-92<<

          kogo jak kogo ale do nazewnictwa nagran Richiego nie przywiązywał bym większej
          uwagi.

          ciekawy temat. ja w swieta nie mam czasu na takie sprawy, a dzis juz wpracy i
          trzeba pogadac.
        • pagaj_75 Re: Co do cholery z tym ambientem? 10.04.07, 17:18
          pszemcio1 napisał:

          > > coś zupełnie innego powoduje, źe moim zdaniem
          > > to nie do końca ambientowa płyta jest).
          >
          > Pianiko organizujące całość?

          Nie, taka ogólna nachalność (tutaj nie w jakimś pejoratywnym sensie; po prostu
          brakuje mi odpowiedniejszego słowa) melodyczna i ogólny brak zabaw brzmieniem.
          Włącz sobie na przykład ostatni album duetu Stars of the Lid, który mierzy mniej
          więcej w te same rejony co "Copia", a to powinno Ci wyjaśnić co rozumiem przez
          ambient, a co nie (mam nadzieję).

          > a własnie. wczoraj zapuściłem kilka wczesnych nagrań aphex twina z płyty
          > Selected Ambient Works 85-92 . Fakt że pobieżnie, ale pierwsza reakca : "WTF?
          > to jest ambient? ta dyskoteka?"

          Hehe, w porównaniu z innymi rzeczami, które on w tym czasie robił, to ta
          dyskoteka jest bardzo ambientowa :) Ale możesz zawsze sobie włączyć S.A.W. II i
          tam już nie ma bitów.

          > poległem, acz teraz umysła mam duzo bardziej otwarty:) wczorajszy wieczór
          > spedzłem z Hotel Paral.lel Fennesza. Muszę przyznac że zaskoczony jestem mocą z
          > jaką wciągnął mnie ten album no i moja reakcją na muzykę, która jeszcze
          > niedawno wydawałby mi się niesłuchalna

          A "Paral.lel" to nawet nie najlepsza jego rzecz :)
          • pytajnick Re: Co do cholery z tym ambientem? 15.04.07, 17:17
            Dobrze poczytać czasem takie dyskusje, bo rzeczywiście okazuje się, że każdy ten
            ambient rozumie nieco inaczej. Dla przykładu ściąga Brejnitera to dla mnie w
            ponad 1/3 nie jest "ambient" tylko coś innego z domieszką ambientu. Już to
            minimale przeróżne, już to ambient house (nie traktuję ambient house'u jako
            podgatunku ambientu, raczej jako coś odrębnego), czy inne gałęzie szufladkowe. A
            Plastikman to już w ogóle...

            Może dlatego, że jeśli miałbym jednym jedynym słowem zdefiniować ambient, byłoby
            to: "leiście" (nawet jesli w słownikach tego słowa pewnie nie ma).

            Np. takie FTSOL nie jest "leiste", więc zawsze mi się mało z ambientem kojarzyło.
    • braineater Ściąga 10.04.07, 11:04
      znaczy po przeglądnięciu dysków i cdków, zestaw 25 płyt w sensie must have w temacie ambient. Lista jest mocno subiektywna i przykrojona z założeniem, że skoroś poczatkujący, to nie ma Cię co na początek traktować Lustmordem czy ALP'em:). Prócz tego, z rzeczy radykalnie przecukrzonych i przymędzonych typu Oldfield i Żar i Xenakis, kompletnie zrezygnowałem, zostawiłem tylko duo Sylvian Czukay, choć z bólem:) Płyty sa zasadniczo łatwo dostępne:)

      01 - Brian Eno - Ambient 1: Music for Airports
      02 - Harold Budd - Lovely Thunder
      03 - Biosphere - Patashnik
      04 - Steve Reich - Music for 18 Musicians
      05 - David Sylvian & Holger Czukay - Plight & Premonition
      06 - Holger Czukay - Moving Pictures
      07 - Tetsu Inoue - Ambiant Otaku
      08 - Harold Budd & Brian Eno - The Pearl
      09 - Higher Intelligence Agency - Colourform
      10 - Plastikman - Sheet One (choć plastik to w sumie w całości)
      11 - BBC Radiophonic Workshop - Out of this World
      12 - Harold Budd - By the Dawns early light
      13 - Philip Glass - Mishima
      14 - Haruomi Hosono - Medicine compilation from the Quiet Lodge
      15 - Ken Ishii - Reference to Difference
      16 - Mo Buma - Myths of the Near Future Part 1
      17 - Klaus Schulze - Picture Music
      18 - FSOL - Lifeforms
      19 - FSOL - Dead Cities
      20 - Tim Hecker - Radio Amor
      21 - Steve Roach & Kevin Braheny & Michael Stearns - Desert Solitaire
      22 - Mira Calix - One on one
      23 - Boards of Canada - Music has the Right to Children
      24 - Chris Zippel - Nu
      25 - Pan American - 360 business 360 bypass

      Po przesłuchaniu tego zestawu, będziesz miał za sobą etap szkoły podstawowej:)
      Nie ma tu oczywiście całego mnóstwa fajnych rzeczy, ale jako podstawowa orientacja powinno wystarczyć

      P:)
      • settembrini Re: Ściąga 10.04.07, 15:24
        znalazlem fajna "legende" do nr 1, briana eno i jego 'music for airports'
        www.youtube.com/watch?v=QbtxhXynjuM
        spodobala mi sie wypowiedz eno- 'well, if you die, it doesn't really matter' :)
        to powinna byc czesc oficjalnej wykladni czym jest ambient :D
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka