Dodaj do ulubionych

Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze

05.07.08, 00:24
...bo, że radio pada z powodu burz w okolicach Wa-wy, to wiadomo, ale, że
skróty tv z koncertów mają taki lichy sound, to już rozczarowanko...
Obserwuj wątek
    • cze67 Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 05.07.08, 12:51
      Coś napiszę, choć stary jestem i zmęczony. Dzień pierwszy był
      rozczarowujący w dużej części. Oddaję tu honor koledze pszemciowi,
      którego zbeształem za krytykowanie line-upu. Miał słuszność ów
      dzielny młodzieniec. To jest kaszanka. Po wczorajszym koncercie
      Mitch and Mitch Big Band nie było co robić, przez godzinę nic się
      nie działo! A potem za jednym niemal machem Editors, Cribs i
      Devotchka! Tak samo nie rozumiem, dlaczego dzisiaj Erykah występuje
      na dużej scenie jako pierwsza (wczoraj w tej roli Muchy jutro Lao
      Che). Największa dla mnie gwiazda festiwalu w roli supportu. A za
      wydarzenie, takie jak wczorajsza Roisin, robi CKOD!
      Jakoś mi to wcześniej nie robiło, ale po wczorajszych przeżyciach
      już tak. Nie padało, ale wiał zimy wiatr. A TEMPERATURA koncertów
      niestety nie zawsze rozgrzewała. Z wyjątkiem pierwszego, trzeciego i
      czwartego. Mitch and Mitch Big Band był dla mnie najważniejszym, jak
      się później okazało, koncertem wczorajszego dnia, co już może Wam
      coś tam powiedzieć. Zespół Macia z sekcją dętą robił jednocześnie za
      zeszłoroczny Afro Kolektyw (początek festiwalu) i Dick4Dick
      (performerskość). Macio zagadywał, czasami niepotrzebnie, po
      angielsku, co mnie jakoś śmieszyło, a poza tym świetnie SZYŁ na
      basie. Pozostali muzycy (w składzie wielbiony przeze mnie wibrafon!)
      też NIE W KIJ DMUCHALI. Wyglądali trochę jak jakiś bardziej
      elegancki band z Chorwacji (garnitury bez krawata i takie tam) a
      grali mieszankę spagetti-contry-heavy-level42-czegośtam. Zachrypłem.
      Potem pałętałem się po miasteczku z powodu nicniedziania. Nastepnie
      wyszli Editors, którzy grali w kółka dwa te same utwory i pomyślałem
      sobie, że wolałbym, żeby Curtis nie umarł i nikt go nie zaczął
      naśladować.
      Więc poszedłem na The Cribs, co ich wcześniej nie znałem, i chociaż
      bardzo mi się podobało, to pomyślałem sobie, że jestem już za łysy
      na punka. Choć było SKOCZNIE I Z PRZYTUPEM. I właśnie na tym
      koncercie DOZNAŁEM przeżycia dnia podczas ostatniego utworu, swego
      rodzaju hymnu, trwającego z 10 minut, podczas którego na ekranie
      jakiś facet (gitarzysta Sonic Youth?) coś tam gadał i pokazywał
      (m.in. amerykańskie płyty Beatlesów) i w jakiś sposób było to
      przejmujące.
      Ledwo wyszedłem a tu Jack White i jego Zeppelini już dawali czadu,
      więc stanąłem sobie i słuchałem i bardzo mi się podobało. Im też, bo
      klaskali nam na koniec, i widać, że wszyscy byli happy, choć swjego
      sztandarowego Dayzed and Confused nie zagrali jednak.
      Następnie stanąłem blisko sceny (przeżywając TRAUMĘ wpychania się
      przede mnie innych wielbicieli muzyki), żeby zobaczyć ubraną w
      obcisły biały sweterek Roisin. I nie zawiodła mnie owa piękna dama,
      nadal go nosi. Ale w sopockim Sfinksie rok temu bardziej mi sie
      podobała, na wielkiej scenie jakoś mi to jej show się rozmyło, więc
      żałowałem, że zostałem, bo potem czekał mnie dramatyczny powrót
      autobusowo-pociągowy, ale o tym kiedy indziej, jak mnie wkurw minie,
      bo jeszcze ktoś by się zbulwersował.
      Podsumowując - przed wojną było lepiej, jak mawia mój ojciec.
      • cze67 Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 06.07.08, 13:52
        Dzień drugi był lepszy, choć organizacyjnie zmierza ku upadkowi, co
        ilustruje m.in. taki teledysk:
        pl.youtube.com/watch?v=79a2kkDAvOE
        Za to muzycznie było SPOKO. Kilka chwil spędzonych przy muzyce New
        York Crasnals bardzo mnie ustosunkowało do życia pozytywnie, a potem
        już było lepiej. W namiocie ładnie zagrała synth-popowa (chyba)
        grupa Loco Star z fajną wokalistką i trąbką. Potem znów czas
        nicniedziania, i Interpol, który jednak był tylko niewiele lepszy
        niż Editorsi. Tak więc w temacie "POGROBOWCY Joy Division na żywo"
        mamy już jasność - wystarczą płyty. Skoro ten fakt po półgodzinnym
        występie stał się dla mnie jasny jak przysłowe słońce oraz dlatego,
        że jestem otwarty na muzyczne eksperymenty i nie chciałbym już
        zawsze pozostać w przegródce muzycznej z napisem heavy-metal,
        wybrałem się na koncert sióstr CocoRosie. Tłok w namiocie był
        niesamowity, ale po chwili się już temu nie dziwiłem, bo takich
        głosów, takiej wyobraźni muzycznej i FANU dawno nie słyszałem i nie
        widziałem. Te panie ( i pan beatboxer) spadły prosto z kosmosu i
        dobrze, że wylądowały na Babich Dołach. Wreszcie się uśmiechnąłem...
        ...by natychmiast zacząć się wkurwiać na tabuny ludzi, którzy po to
        wepchali się w środek namiotu, by gdzieś tak w połowie koncertu się
        z niego wymiksować, powodując niepowetowane straty. Ale chuj, warto
        było.
        Na dużej scenie już grał i rapował Jay-Z i był to chyba fajniejszy
        koncert niż zeszłoroczni Rootsi. Sekcja dęta, wskrzeszenie na chwilę
        czasów The Jacksons i w ogóle świetny szoł. Nawet (a może -
        szczególnie) z daleka wyglądał imponująco.
        Z występu Sex Pistols musiałem zrezygnować, bo następiła korekta
        programu i Erykah nie wystąpiła o 19.00 (grały Cool Ki) a o 1.00. A
        ja chciałem zająć strategiczną pozycję w okolicach sceny, więc po
        koncercie Jaya uderzyłem właśnie tam. Poza tym pamiętam tłum z Coco,
        i przewidywałem, że na SP może być jeszcze większy, a ja już jestem
        za bardzo rozwydrzony na taki survival (nefil był, potwierdził tłok,
        ale mówi, że koncert był w pytę, czy jakoś tak).
        Eryka spóźniła się kolejne pół godziny (więc w sumie je opóźnienie
        wzrosło do pięciu i pół godziny), ale łaskawie jej to wybaczliśmy,
        bo dała koncert niemal porównywalny z zeszłoroczną Bjork. O ciarkach
        na całym ciele i uniesieniu nie będę pisał bo to zbyt osobiste. I w
        ogóle nie będę więcej pisał, chciałem tylko zaznaczyć, że od tej
        pory nie mówimy o niej tutaj inaczej jak Królowa.
        A potem znowu było czekanie na autobus i kolejkę, co w tym roku jest
        szczególnie uciążliwe (więcej ludzi?, niemoc organizacyjna?) i jest
        to niestety jeden z wielu nieprzyjemnych zgrzytów. Alter Art
        dostanie bęcki i musi się poważnie nad sobą zastanowić.

        PS. Lans w tym roku jest niemożebny i do wyżygania. Niestety,
        festiwal wszedł w fazę potrzeby pokazania się niż wysłuchania.
        Chodząc po miasteczku namiotowym pomyślałem sobie, że dla wielu samo
        to przemieszczanie się jest celem, sensem bycia na festiwalu. Zdało
        mi się, że oni tak sobie chodzą, potem zawracają, i znowu, i tak w
        kółko. Że to jakiś wybieg dla modelek i modeli, gdzie trzeba się
        pokazać, pokazać, jacy to my jesteśmy alternatywni, wyluzowani i
        fajni.
        I jakoś zesmutniałem z powodu tej konstatacji. I poczułem się jak
        zgred a nie nowoczesny i otwarty na świat obywatel Unii
        Europejskiej. Więc już zmilczę. Dobranoc Państwu.
          • nefil Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 06.07.08, 14:50
            Oj organizacyjnie posypał się festiwal. Opóźnienia koncertów, tłok w
            autobusach i kolejkach. Niezrozumiałe dla mnie koncerty ciekawych
            kapel w tych samych godzinach, przez ten fakt ominęły mnie koncerty
            CocoRosie, The Racounters i Jay-Z, gdy tego samego dnia były chwile,
            kiedy przez godzinę nic się ciekawego na scenach nie działo.
            Poza tym, o czym już wspomniał Pan Cze, mega-lans. Chwilami czuję
            się jak w Arcadii albo w Złotych Tarasach, nastoletnie dziewczynki,
            które stojąc pod sceną zajmują się wysyłaniem sms-ów, szukaniem
            przez komórkę swoich zagubionych koleżanek lub pierdoleniem o tym co
            zjadły na obiad. Muzykę i artystów mając głęboko w dupie. Myślałem,
            że takie klimaty to tylko na Juwenaliach i Wiankach nad Wisłą.
            Muzycznie też jakoś słabo. Jak do tej pory najbardziej wymiatało
            CocoRosie i The recounters, ale widziałem dzięki świetnemu line-
            upowi tylko końcówki koncertów. Interpol bardzo nierówno, Editors
            wręcz słabo, Sex Pistols o dziwo się obronili, ale działy się sceny
            dantejskie. Kolejny świetny pomysł organizatorów, żeby taki koncert
            umiejscowić w namiocie. Dobrze, że wszysy przeżyli, ale łokcie i
            barki były w ruchu. Ale w końcu jak punk to punk.
            Jak na razie spore rozczarowanie. Niestety.
            --
            In every eye there's a secret tear, in every heart there's a secret
            fear
        • cze67 Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 06.07.08, 14:54
          cze67 napisał:

          > Dzień drugi był lepszy, choć organizacyjnie zmierza ku upadkowi,
          co
          > ilustruje m.in. taki teledysk:

          Który został wywalony, a opowiadał o tym, że fani, którzy
          przyjechali z różnych stron świata na drugi i trzeci dzień musieli
          kupować karnet na CAŁY festiwal. Co jest jakimś HORRENDUM!
          • sss9 Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 06.07.08, 15:01
            cze67 napisał:

            > cze67 napisał:
            >
            > > Dzień drugi był lepszy, choć organizacyjnie zmierza ku upadkowi,
            > co
            > > ilustruje m.in. taki teledysk:
            >
            > Który został wywalony, a opowiadał o tym, że fani, którzy
            > przyjechali z różnych stron świata na drugi i trzeci dzień musieli
            > kupować karnet na CAŁY festiwal. Co jest jakimś HORRENDUM!

            pachnie raczej chamskim oszustwem.
            • cze67 Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 07.07.08, 11:22
              Bracia i siostry! Po latach smutku i gnuśności nadeszło czarne
              słońce zbawienia!A mię jego Massive "Miażdżący" Attack! A siostra
              jego Allison "Zniewalająca" Goldfrapp! A bracia jego
              Chemicals "Porywający" Brothers!

              Jeżeli chcecie znać szczegóły - zapraszam na czata, tam wyjaśnie
              wszystkie nurtujące Was wątpliwości. Pamiętajcie - nie ma głupich
              pytań, są tylko nie zadane (P. Wysocki).

              przepraszam, jestem nienaturalnie pobudzony, trzy noce nie spałem
            • cze67 Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 07.07.08, 11:26
              sss9 napisał:
              > > Który został wywalony, a opowiadał o tym, że fani, którzy
              > > przyjechali z różnych stron świata na drugi i trzeci dzień
              musieli
              > > kupować karnet na CAŁY festiwal. Co jest jakimś HORRENDUM!

              > pachnie raczej chamskim oszustwem.

              Coś pomieszałem, chyba chodziło o jeden dzień, bo jakby zmuszeni
              byli kupić całokoncertowy karnet na dwa dni to i tak by im się
              opłacało (karnet - 279, bilety na pojedyńcze dni po 140 zł).
        • sss9 Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 06.07.08, 14:59
          z "+" to jednak trochę za mało jak na taki gigant fest. tymczasem 2:0 dla mnie.
          lanserka w czołgach już dotarła? :) w ub. roku widziałem kompletnie przypadkową
          i pokaźną liczebnie grupę, która z przerażeniem na obliczach konstatowała, że
          Opener, to nie jest największy zlot disco polo. kłopoty z busikami dziwią, bo
          dotąd to one czekały na chętnych. rotacja Badu oczywista - niepojętym dla mnie
          była wersja jej występu o 19, kogoś chyba piorun popieścił.
          w "Trujce" nieustający zachwyt wszystkim. ma padać. żeby dojechać na czas
          polecają wyruszać już teraz.
          • nefil Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 07.07.08, 12:09
            Massive Attack wgnietło w ziemię. Najlepszy koncert Festiwalu. Bardzo dobry
            Goldfrapp, Chemicals też, chociaż kompletnie nie moje klimaty. Dzień, który
            zapowiadał się mało ciekawie, skończył się pełnym sukcesem.
            --
            In every eye there's a secret tear, in every heart there's a secret fear
              • noizzy Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 07.07.08, 17:13
                hej ho! Lanserka na tym feście rządziła i dzieliła. Jak to powiedział ktoś ze
                sceny: "Open`er to impreza dla nowego mieszczaństwa.". Nawet tłumy na koncertach
                bawiły się jakoś tak nie-teges. Ale olać to (podobnie jak chujową organizację -
                na DARMOWYM Woodstocku wszystko było lepiej poukładane).

                Pierwszy dzień: Mitch & Mitch - zajebisty koncert i "one finger solo" ;)
                Przedtem niestety posłuchałem L.Stadt, które okazało się okropnym gównem.
                Editorsi zawiedli w chuj. Płacę kurwa te ponad 200 zeta, żeby posłuchać
                porządnego koncertu, a oni "spieszą się na samolot". To ja w takim razie
                pierdolę ich serdecznie. Natomiast muzycznie było całkiem dobrze (choć o 1-2
                tempa szybciej grali - nie wiem czy to wersje koncertowe, czy ze względu na ten
                pośpiech). Największym rozczarowaniem była jednak DeVotchKa... Uwielbiam ich
                płyty, mogę ich słuchać na okrągło, ale na żywo wypadło to strasznie przeciętnie
                (może też z powodu takiego-sobie nagłośnienia), więc uciekłem na The Raconteurs,
                którzy... dali super-koncert. Masa energii, porządny rock`n`roll etc. Na koniec
                dnia Roisin Murphy. Nie mam, jak Cze, porównania z koncertem w Sopocie, więc
                ani jednego minusika nie mogę znaleźć. Genialny włos, genialna kobieta.

                Drugi dzień to Cool Kids Of Death. Pamiętam jak dawno, dawno temu nagrałem sobie
                ich koncert w Trójce, a potem słuchałem go na okrągło, do starcia taśmy
                magnetofonowej, a teraz? Teraz to pis of szit jest. Dalej California Stories
                Uncovered. Całkiem nieźle na tych gitarach poginają. Interpol raczej mnie
                wynudził. Niby taka do tupania i skakania muzyka, ale koncert taki raczej na
                odwal. Jak to napisał dziennikarz Wybiórczej: "żadnemu z nich nawet krawat się
                nie poluzował", czy jakoś tak. Później Jay-Z dał zajebiaszczy popis i tak coś
                się mi wydaje, że z tych wszystkich bandów, co to na nie specjalnie nie czekała,
                on najbardziej wkręcił. No i Sex Pistols, którzy dali totalnie zakręcony
                koncert. Ich muzyki po prostu nie mogę słuchać. Ale na koncercie wyszedł z tego
                niesamowicie wciągający jazgot nie do zniesienia (?). Poza tym pogowałem z
                kolesiem w wieku mojego ojca :) Może i odcinają te kupony itd., ale warto było
                wpaść. Badu raczej już przeleżałem, bo nogi odmówiły posłuszeństwa, ale, mimo
                tego że jestem fanem jej głosu, to jednak wolałbym posłuchać jej w jakimś
                mniejszym gronie, w jakiejś sali czy klubie.

                Trzeci dzień to świetny koncert Lao Che, mały i zabawny one-man-show Bajzla. Co
                do reszty to...yyy...nie jestem fanem MA i Chemicznych Braci, a koncert ani
                jednego, ani drugiego mnie nie przekonał. Stąd nie ma między mną a Cze
                porozumienia, jeśli chodzi o "wciskanie w ziemię" pierwszych utworów, które
                zagrał Massive Attack, bo dla mnie to było nudne smęcenie. Sorry :)
                • teddy4 Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 07.07.08, 22:30
                  Na początku chciałem serdecznie podziękować panu Ziółkowskiemu, za
                  zorganizowanie festiwalu na którym nie wystąpi nigdy zespół Kult albo Strachy na
                  Lachy, a Muniek Staszczyk co najwyżej pojawi się jako widz. I niestety jest
                  to jedyna rzecz, za jaką pragnę w tym roku podziękować temu panu - bo
                  organizacja Openera jest z każdym rokiem coraz gorsza. Podobnie zresztą jak
                  publiczność, aczkolwiek zdarzyło się że przy Massive Attack klaskano na 2, a
                  przy Oszibaracku nawet na "raz i", co jest wyższą szkołą jazdy dla narodu polskiego.
                  MUCHY. Zespół był u stylisty, co było widać. W tym problem, że nie był to dobry
                  stylista:) Maniera wokalna pana Kupichy, tj. przepraszam, pana Wiraszko jest
                  całkowicie nie do zniesienia. Zespół Muchy różni się od zespołu Feel właściwie
                  tylko tym, że gitary częściej chodzą przez chorusy i dileje.
                  MITCH AND MITCH. Zgranie zespołu jest wręcz absurdalne. Podziwiałem przez 15
                  minut, a potem jednak ziewnąłem.
                  EDITORS. Bardzo chciałem ich zobaczyć, ale potwornie mnie rozczarowali. Nawet
                  kawałki ze sprytnej pierwszej płyty mnie jakoś tu nie powaliły. Tak złego
                  wykonania "Munich" to nawet nie byłem sobie w stanie wyobrazić. Właściwie tylko
                  basista zagrał naprawdę ok. Chris Urbanowicz musiał dużo słuchać Willa
                  Sergeanta, a perkusista najwyraźniej eksplorował rytmy z płyty "Nowa Aleksandria":)
                  THE RACONTEURS. Założę się o każde pieniądze, że stylizacja na wczesne lata
                  70-te w ich przypadku nie kończy się na spodniach, koszulach itp. Sądzę, że
                  majtki też mają z epoki:) Fakt, zagrali świetnie. Ale w tym, co robią nie ma
                  muzycznie NICZEGO ORYGINALNEGO.
                  ROISIN MURPHY. Ciekawa postać, ciekawy głos. Ale kompozycyjnie jakoś nie daje
                  rady bez Brydona. Sorry.
                  INTERPOL. Jak dla mnie najlepszy koncert festiwalu. Chociaż nie jestem ich
                  jakimś wielkim fanem, to oni naprawdę grają świetnie na żywo. Szkoda tylko, że
                  Carlos Dengler pozbył się wąsa:))))
                  JAY-Z. Myślę, że gdybym był z Bronxu bankowo by mi się podobało:)))))
                  SEX PISTOLS. Bardzo pozytywna niespodzianka. I co z tego, że dla kasy? Dobre
                  piosenki w oryginalnym wykonaniu najwyraźniej się nie starzeją. Przegięciem jest
                  to, że grali w namiocie, zamiast np. "buntowników" z CKOD.
                  BENZYNA. Przechodziłem i przystanąłem, bo lubię płytę "Sons and fascinations"
                  Simple Minds. Wokalista może trochę za bardzo amerykański i teksty co najmniej
                  ryzykowne, ale widzę w tej kapeli bardzo duży potencjał komercyjny. Będę się
                  przyglądać.
                  LAO CHE. Znakomity koncert i tego zupełnie się nie spodziewałem. Płyta
                  "Powstanie warszawskie" będzie tak samo dobra za 30 lat i żaden PiSowiec mi jej
                  nie obrzydzi:)
                  KOBIETY. One song band i to się niestety potwierdza. Znakomicie grają, kol.
                  Nawrocki świetnie śpiewa, ale jakoś nie wciąga.
                  OSZIBARACK. Napisać, że Agim na scenie dwoi się i troi, byłoby z gruntu
                  nieprawdziwe. On się dziesięcioi! Nie widziałem z oczywistych powodów do końca,
                  ale zespół moim zdaniem miewa problemy z kompozycjami. Produkcyjnie natomiast
                  jest perfekcyjny.
                  GOLDFRAPP. Wytrzymałem trzy numery. 4 lata temu było bardziej z wykopem.
                  MASSIVE ATTACK. Cze napisał wszystko i się z nim zgadzam. Nie rozumiem tylko
                  dlaczego dwóch perkusistów grało to samo? Stephanie Dosen to prawie Rykarda
                  Parasol:) Nawet wiesło ma takie samo:)
                  CHEMICAL BROTHERS. W zasadzie to Cze i ja też moglibyśmy wejść na scenę i nikt
                  by się nie skapował, że jest coś nie tak. W sumie odpalanie laptopów nie wydaje
                  się być jakoś szczególnie trudne:) Z ich całego koncertu najlepiej wypadł
                  Kraftwerk puszczony na rozgrzewkę.

                  W tym roku nie widziałem dużo. Natomiast słyszałem całą masę różnych dziwnych
                  komentarzy i opinii wygłaszanych przez publiczność. Dawno już nie miałem takiej
                  zabawy:))))
                  • cze67 Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 07.07.08, 23:12
                    ROISIN MURPHY. Ciekawa postać, ciekawy głos. Ale kompozycyjnie jakoś
                    nie daje
                    rady bez Brydona. Sorry.

                    Dokładnie, niestety. Z jej pierwszej płyty zapamiętałem tylko
                    Jamalamę, chyba najbardzie molokopodobny numer, reszta jakoś znikła
                    w mroku.
                    Oszibarak, oglądany w przelocie między Goldfrappem a Massivem
                    spodobał mi się i zaintrygował (w sumie dosyć golfrappowe granie),
                    może dlatego, że pociągają mnie piękne kobiety i sekcje sęte, czsami
                    nie wiem co bardziej. Natomiast fryzura lidera - nie do przyjęcia.
                    Ściąć!
                    Wspomnę jeszcze o dobrym koncerice Hatifnatów (poleciłem nefilowi
                    ten zespół jako shoegaze z kobietą na wokalu, który na żywo okazał
                    się generowany przez mężczyznę), chociaż bardziej podobali mi się
                    mniej przewidywalni chłopacy z Gasoline. Szkoda, że tak wczesną
                    porą, szkoda, że na Scenie Młodych Talentów, a nie jakimś przytulnym
                    miejscu oraz, iż zagłuszali ich ostrzy Hatifnatowie...
                    Na Lao Che zaszałem, choć nie zamierzałem, ale wreszcie znałem
                    teksty któregoś z wykonawców, więc trzeba się było popisać.
                    Żałuję, że nie byłem na Fisherspooner, DJ Vadimie (podobno pani
                    ślicznie śpiewała) i Sex Pistols. Więcej grzechów nie pamiętam.
                • cze67 Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 07.07.08, 23:01
                  Stąd nie ma między mną a Cze porozumienia, jeśli chodzi o "wciskanie
                  w ziemię" pierwszych utworów, które
                  > zagrał Massive Attack, bo dla mnie to było nudne smęcenie. Sorry :)

                  Wiesz, w trakcie koncertu nawet myślałem o tym, że w sumie jest to
                  taki rodzaj muzyki, że jedni padną na kolana a inni wzruszą
                  ramionami. Bez żadnej klasyfikacji na lepszych (którzy doznali) i
                  gorszych (co nie). Nie potrafię tego wyjaśnić (może wczoraj bym
                  potrafił), tak mi się po prostu przyplątało. Mnie powaliło i na
                  długo zapamiętam.
    • carmody Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 08.07.08, 02:12
      Carska Rosja. Pojawiłem się tam tylko dlatego, że nie miałem co ze sobą zrobić w
      ten weekend. Mogłem spać, odpocząć po trudach ostatnich miesięcy. Ale pewnie by
      tak nie było, to dlaczego miałbym nie styrać się jak kamieniarz po wypłacie w
      Babich Dołach...

      Dlatego muszę zaoponować przywałkom do lansu itede. Mi to nie przeszkadzało.
      Ubieram się jak mi pasuje i nie czuję dyskomfortu stając obok wystudiowanych
      chłopców w designerskich ciuchach, ale popatrzyć na tak spreparowane kobiety
      lubię. Trzeba kochać siebie zioms.
      Łażenie w kółko, olewanie artystów i generalnie szlaja zamiast koncertowania też
      nie wiem czemu razi. Mnie tam żaden koncert nie podjarał, nie chciało mi się
      specjalnie nic oglądać. Łaziłem po terenie festiwalu rozmawiając ze znajomymi i
      nieznajomymi o pierdołach, kulturzesztuce, filmach bez fabuły i zespołach z
      dupy. Oblewałem się cały czas tym cholernym wodnym piwem i rozprowadzałem wokół
      siebie dym papierosowy w stężeniu niebezpiecznym wręcz. I co? Czy komuś
      przeszkadzałem? Wątpię. Co więcej - dzięki takim lujom jak ja MIELIŚCIE (że z
      capsa polecę w nie tym co NALEŻY momencie) więcej miejsca na koncertach. A że
      reszta była lepiej ubrana i miała fajniejsze komórki to inna sprawa. I tak czuję
      jedność. No prawie...

      Najlepszy koncert festiwalu to bez dwóch zdań Dj Vadim. Wykurw. Niestety,
      zupełnie nie wiem dlaczego wyszedłem z niego po pół godziny i gdzieś polazłem.
      Nie wiem co robiłem, bo nie pamiętam, ale na pewno nie było to tak fajne jak te
      30 minut. Żałuję potwornie bo te 30 minut to była jedna z najlepszych koncertowo
      rzeczy jakie słyszałem ever.

      Wcześniej chciałem sprawdzić czy Devotchka na żywo denerwuje mnie tak samo jak z
      płyt. No więc jest jeszcze gorzej. Dałem im szansę, spierdolili to. Odpuszczam
      ich na zawsze chyba.

      Jay-Z fajny, prawie cały. Nawet nie wiedziałem, że znam teksty Jiggasa. Małpie
      harce i jołowanie rękami było. Spooookooo. Ale potem poleciał w kiszkę straszną
      - "Umbrella", "Crazy Right Now" i koszmar na koniec "Encore"... eeee.

      Na CocoRosie nie chciało mi się dopychać do namiotu. Na Pistolsów tym bardziej.
      Tego dnia jeszcze Erykah była. Fajna. Acz wolałbym bardziej żywo. Nie usnąłbym
      wtedy.

      Widziałem jeszcze połowę The Racounters. Ale tak naprawdę nie pamiętam.

      Trzeci dzień nastawiałem się tylko na zobaczenie Massive Attack i Chemicalsów.
      Kurde, to był straszny wysiłek na cokolwiek się nastawiać, dobrze, że nie
      robiłem tego w dni poprzednie. W efekcie nastawienia się na Massive Attack
      usnąłem po 4 kawałkach. Jakoś to po mnie spływało, nie czułem kopa o którym
      piszecie.
      Potem zaczęła się Chemia. Skoro nie widziałem Dj Vadima do końca, to muszę
      stwierdzić, że Chemical Brothers wygrali te zawody. Czego się jakby kompletnie
      nie spodziewałem. No i niby jestem tutaj najgorszym członkiem jury jakie jury
      miało, bo prawie nic nie widziałem innego, ale z staję za tym, że to był
      największy czad tego festynu.
      W Carewicza wstąpił wtedy diabeł. Gibałem się cały koncert, co jakiś czas
      wkręcając się na tyle w te proste bity, że akcentowałem co grubsze z nich
      wyskokiem z karata i napierdzielaniem do niewidocznych przeciwników. Ubawiłem
      się. No i atrakcja były też dziewczęta tańczące przede mną w samych
      biustonoszach. Pozdrowienia! Szkoda, że w końcu nie poszłyście z nami na plażę,
      ale piwo o świcie i rozmowa o tym co zjedliśmy na obiad była świetna. Aje.
      A ja jakoś nigdy mocno fascynatem Chemical Brothers nie byłem.

      a i jeszcze jedno
      Nie wierzę, że jeszcze ten przedmiot istnieje na tym smutnym padole - ale może
      ktoś znalazł pomarańczowe okulary przeciwsłoneczne, takie same jak nosił Raul
      Duke, grany przez Deppa w "Las Vegas Parano" na podstawie Thompsona? Kochałem te
      bryle...

      --
      My smile is a rifle.
      Won't you give it a try?
      Słuchanie zabija
      • pszemcio1 Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 08.07.08, 10:31
        Muchy - tak se, tzn. może dlatego że to był pierwszy koncert na
        dużej i jeszcze nie czyłem.

        Editors - no trochę nie czaje narzekań (chyba że na długość). To
        było moim zdanie niezłe, owszem - bardziej na scenie to coldplay
        jakiś niż Ednitors z debiutu, ale było ciekawie jak na stadiony. Ja
        się nie nudziłem. Gorzej Interpol, bo chociaż mają o niebo lepszy
        materiał niż Editors to po prostu odgrywają nuta w nutę wszystko z
        albumów. Z drugiej strony rzekomej słabości ostatniego krążka na
        żywo w ogóle nie słychać więc niskie oceny tegoż tłumaczę już tylko
        produkcją.

        Cocorosie - może z pół godziny - zachwyt miesza się z irytacją. ale
        w sumie lepsze to uczucia niż żadne.

        Na początku trochę mnie nawet pobudził Sex Pistols ale szybko mi
        przeszło - bez historii , a przecież miało być z historią. Marzył mi
        się jakiś cyrk. Wiecie, np. nikt nie przyjdzie, albo wokalista kogoś
        z tłumu zbluzga , albo skończą po dwóch kawałkach, albo ich
        wygwizdają, a tu nudy;P

        Rosin - słabo znałem a najlepszy koncert jak dla mnie - jej gesty,
        cały ten teatrzyk no i muzyka. no oczarowany byłem

        Massive - nigdy nie odlatywałem przy tym, a na koncercie jednak
        zawodostwo. Mają - przynajmniej na scenie - wiele do powiedzenia

        Erika - sorry , starczyło sił na 40 minut. Po prostu zasypiałem na
        stojąco. Koncert brzmiał pięknie, brzmienie najpiękniejsze chyba z
        wszystkich występów. No i klasa, przestrzeń, naprawdę żałuję że nie
        dociągnąłem do końca

        Jack White - spoko, czasem sie za bardzo rozpędzał i odlatywali w
        klimaty które kręcą już chyba tylko ich samych, ale potem wracali i
        dawali kopa. Bez emocji dla mnie, ale nawet solidnie i na poziomie

        Goldfrapp - sorki ale ja nie czaję tego i się wynudziłem

          • hennessy.williams Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 09.07.08, 11:07
            Open'er przeszedł do histerii, więc czas i na moje podsumowanie:

            Hajlajty:
            - The Raconteurs - za witalność
            - CocoRosie - za klimat (tylko po kiego wała w namiocie?)
            - Erykah Badu - za czucie (tylko po kiego wała już padałem na ryj?)

            Dobrzebyło:
            - Massive Attack
            - Goldfrapp
            - Mitch & Mitch Big Band
            - Lao Che (zaskok dla mnie - "Powstanie" słyszałem raz, "Gospelu" nie słuchałem, a tu się okazuje, że koncert bardzo wporzo)
            - BIFF
            - Sex Pistols (przy odpowiednim podejściu mogło się podobać)

            Mogłobyćlepiej:
            - Roisin Murphy (na szczęście byłem na koncercie w Poznaniu)
            - Muchy (nierówno, ale za to nieczysto ;)
            - Editors (warszawski koncert jednak mi wystarczy)

            Niesłyszałemitrochężałuję:
            - Jay Z
            - Interpol
            - Devotchka
            - The Cribs
            - Gentleman
            - Martina Topley Bird

            Niesłyszałemboniekciałem:
            - Chemical Brothers
            - Cool Kids Of Death (a nawet gdybym kciał, to i tak bym nie dał rady, bo byłem uwięziony w autobusie)

            W kategorii Chujciwdupę pragnę pozdrowić taksówkarza z dworca Gdynia Główna, który chciał mnie obrabować z ciężko zarobionych dukatów. Wprawdzie nogi mi odpadły parę godzin wcześniej, więc nie mogłem go skopać, ale na szczęście głowa jeszcze działała i wiedziałem, ile powinienem zapłacić za qrs.

            A z całego Open'era i tak najlepszy był wczorajszy Radiohead w Berlinie.
            --
            Hennessy Williams X.O.
            exhib
      • carmody Re: Open'er '08 radio + tv uwagi i komentarze 11.07.08, 13:04
        aa mnie się przypomniało, że jeszcze Ściankę widziałem!
        ależ byli ciency!
        co się stało ze Ścianką?
        no dramat, nudny jak fiordy
        i byłem trzeźwy! (dlatego zapomniałem, że widziałem koncert)

        --
        My smile is a rifle.
        Won't you give it a try?
        Słuchanie zabija
    • nienietoperz NIE-OPENER 08.07.08, 10:39
      Poczytawszy o wrazeniach z FESTIWALU krajowego dziele sie pokrotce wrazeniami z
      rownolegle odbywajacej sie imprezy zamiejscowej, czyli z Eurockeennes w Belfort.
      Trafilem na E-nnes dosc przypadkowo, ale nie zaluje, co wiecej, polecam w miare
      mozliwosci na przyszlosc pod rozwage. Po pierwsze super organizacja, zarowno na
      miejscu koncertowym, jak i na oddalonym o 3 km campingu. Oczywiscie na koniec
      dnia na transport miedzy jednym a drugim trzeba bylo troche poczekac, ale zawsze
      mozna bylo isc piechota w przyjemnej atmosferze i bez obawy o bycie przejechanym
      (czujne i dobrze nastawione sluzby porzadkowe). Po drugie swietne naglosnienie w
      zasadzie na kazdej scenie, bez irytujacych odglosow innych koncertow, za to z
      krysztalowym dzwiekiem kapeli aktualnie przygrywajacej. Po trzecie brak opoznien.

      A teraz muzyka - poki co dzien 1szy (festiwalu drugi).

      Xavier Rudd ++

      kompletnie nieznany mi Australijczyk przy uzyciu dzwonkow, bebenkow, didgeridoos
      i kolegi grajacego na perkusji tworzacy przyjemne techno-eco-reggae. Na poczatek
      festiwalu super przyjemna godzina w sloncu.

      Tunng -

      niby z wdziekiem, niby melodyjnie, ale jakos straszliwie bez pasji. Malo zabawne
      proby zagadywania publicznosci, troche nie wiadomo po co komu 4 gitary, skoro i
      tak melodia glownie z podkladu. Tak graloby Belle and Sebastian, gdyby bylo 10
      razy gorszym zespolem. Festiwalowo - skip.

      Vampire Weekend +

      Pierwsze wieksze oczekiwanie, bez zawodu, ale nie da sie ukryc, ze pozostale
      elementy trio pt. New American Music wypadly duzo lepiej. Troche chyba jeszcze
      brakuje materialu, i to wcale nie znaczy, ze brakuje przebojow. Byly 2-3 nowe
      piosenki trzymajace poziom, ale tez troche wypelniaczy. Wokalista dopiero po
      zdjeciu okularow slonecznych okazal sie nie byc Harrym Potterem, klawiszowiec za
      to wygladal jak super sympatyczny typ mlodszego kuzyna (w okolicy lat 14tu).
      Plasy do `A-Punk' i `Oxford Comma' zgodnie z oczekiwaniami bardzo sympatyczne.
      Ogolnie ciagle w kategorii dobrze sie zapowiadamy.


      Sharon Jones & The Dap Kings +-

      W kategorii duza Murzynka z duzym glosem i duzy band z duza wprawa grajacy duzo
      soulu jak najbardziej poprawnie. Niestety niewiele wiecej moge powiedziec, jako
      ze duzo sie na takiej duzej muzyce nie znam.

      Phoebe Kildeer & The Short Straws ++-

      Niespodzianka zupelna, panna udajaca Patti Smith plus szalony gitarzysta plus
      basista wygladajacy niczym kopia Marka Sandmana + niewyrozniajacy sie
      perkusista. Dwa plusy za basiste i gitarzyste, minus za pseudo Patti. Sporo
      pokreconych rytmow, chetnie uslyszalbym cos wiecej.

      The Do --

      Allle o ssso chodzzi? Mialo byc wdziecznie, odkrywczo i melodyjnie. Byla ladna
      faktycznie wokalistko-gitarzystka, niestety bez glosu ani umiejetnosci grania na
      instrumencie oraz miotajacy sie klawiszowco-basista. Piosenki jak z
      popoludniowego RMF-FM. Wyszedlem po pol godzinie - dopiero wtedy, bo tlok byl
      duzy i nie moglem znalezc w sobie energii do przepychania sie.

      Grinderman ++++

      Juz w polowie pierwszego kawalka wszystko bylo jasne. Serce i mozg Cave'a sa juz
      wylacznie z Grindermanem, Bad Seeds niestety odeszli w przeszlosc, przynajmniej
      na zywo. Pisze to dosc odpowiedzialnie, bo na koncercie Seedsow bylem miesiac
      temu. Roznica olbrzymia. Tam swietny material odegrany cierpliwie, ale bez
      jakiejkolwiek widocznej pasji, braki w zgraniu, ogolnie nie liczac paru wyjatkow
      wrazenie: taka juz to praca, ze musimy grac po raz 764ty Red Right Hand,
      przeciez nie bedziecie jeszcze od nas wymagali, zebysmy sie do tego
      przygotowywali... Tutaj wrazenie pelnej koncentracji i skumulowanej energii.
      Super sprawny bas Caseya, Ellis kopiacy bebenki, skrzypce, wzmacniacze i
      kolegow, Sclavunos prowadzacy perkusje jakby znow gral w Sonic Youth i Cave
      rzadzacy publika jak za najlepszych lat. Highlighty - oparty na jednym loopie i
      hipnotyzujacym wokalu dlugo grany `Grinderman', zagrane bodaj w 1,5 minuty super
      dynamiczne 'Honey Bee (Let's Fly To Mars)', pokrecona linia basu w `(I Don't
      Need You To) Set Me Free'. No i na bis po usprawiedliwieniu `We have run out of
      our songs, sorry...' 10minutowa wersja `Tupelo', nqjlepsza, jaka do tej pory
      slyszalem.
      Mniam!

      N.E.R.D. +++

      Kompletne zaskoczenie. Postanowilem pojsc sie przyjrzec o co chodzi w tak zwanej
      muzyce Hip-Hop. Okazalo sie, ze przynajmniej w tym przypadku chodzi zgodnie z
      oczekiwaniami o swietne rytmy (dwoch dobrych bebniarzy), ale tez o mocne riffy
      (chwilami jazzujace, chwilami rodem z RATM), a przede wszystkim o doskonala
      zabawe. Mimo wstepnego sceptycyzmu juz po 10 minutach bujalem sie do `Backseat
      Love', a po godzinie skakalem razem z kilkunastoma tysiacami towarzyszy prujac
      sie 'Mister, look at Your Girl' do hard-core'owych gitar i sceny pelnej
      wciagnietej przez chlopakow publicznosci. Pelna rewelacja. Kiedy pomysle, ze na
      Openera sciagneli nudziarza Jay-Z... Ciut irytujace byly tylko wezwania w
      przerwach typu `Make some motherfucking noise', ale to juz chyba konwencja tak
      nakazuje...

      CSS --

      Moze po prostu po dwoch poprzednich wystepach trudno bylo sie wciagnac w cos
      nowego, ale mam wrazenie, ze obiektywnie bylo strasznie slabo. Nieruchawa
      LoveFoxxx, wszystkie kawalki na jedno kopyto i nawet normalnie bujajace piosnki
      takie jak `Alala' strasznie odwalone. Blleee.


      Kategoria Widziane tylko (na szczescie) kawalki: Midnight Juggernauts, The Wombats.

      W razie zainteresowania jutro opisze dzien 2gi (czyli 3ci).
      Z uklonami,
      NN

      --
      Though this be madness, yet there is method in 't.
      • martolka Re: NIE-OPENER 10.07.08, 14:00
        nienietoperz napisał:

        > > Grinderman ++++
        >
        > Juz w polowie pierwszego kawalka wszystko bylo jasne. Serce i mozg
        Cave'a sa juz
        > wylacznie z Grindermanem, Bad Seeds niestety odeszli w przeszlosc,
        przynajmniej
        > na zywo. Pisze to dosc odpowiedzialnie, bo na koncercie Seedsow
        bylem miesiac
        > temu. Roznica olbrzymia. Tam swietny material odegrany cierpliwie,
        ale bez
        > jakiejkolwiek widocznej pasji, braki w zgraniu, ogolnie nie liczac
        paru wyjatkow
        > wrazenie: taka juz to praca, ze musimy grac po raz 764ty Red Right
        Hand,
        > przeciez nie bedziecie jeszcze od nas wymagali, zebysmy sie do tego
        > przygotowywali...

        Nie no, kolega raczy przesadzać. :-P


        > Tutaj wrazenie pelnej koncentracji i skumulowanej energii.
        > Super sprawny bas Caseya, Ellis kopiacy bebenki, skrzypce,
        wzmacniacze i
        > kolegow, Sclavunos prowadzacy perkusje jakby znow gral w Sonic
        Youth i Cave
        > rzadzacy publika jak za najlepszych lat. Highlighty - oparty na
        jednym loopie i
        > hipnotyzujacym wokalu dlugo grany `Grinderman', zagrane bodaj w
        1,5 minuty supe
        > r
        > dynamiczne 'Honey Bee (Let's Fly To Mars)', pokrecona linia basu w
        `(I Don't
        > Need You To) Set Me Free'. No i na bis po usprawiedliwieniu `We
        have run out of
        > our songs, sorry...' 10minutowa wersja `Tupelo', nqjlepsza, jaka
        do tej pory
        > slyszalem.
        > Mniam!

        Zazdroszczę.

        --
        "The greatest deception men suffer is from their own opinions"
        • nienietoperz Re: NIE-OPENER 13.07.08, 13:04

          > nienietoperz napisał:
          >
          > > > Grinderman ++++
          > >
          > > Juz w polowie pierwszego kawalka wszystko bylo jasne. Serce i
          mozg
          > Cave'a sa juz
          > > wylacznie z Grindermanem, Bad Seeds niestety odeszli w
          przeszlosc,
          > przynajmniej
          > > na zywo. Pisze to dosc odpowiedzialnie, bo na koncercie Seedsow
          > bylem miesiac
          > > temu. Roznica olbrzymia. Tam swietny material odegrany
          cierpliwie,
          > ale bez
          > > jakiejkolwiek widocznej pasji, braki w zgraniu, ogolnie nie
          liczac
          > paru wyjatkow
          > > wrazenie: taka juz to praca, ze musimy grac po raz 764ty Red
          Right
          > Hand,
          > > przeciez nie bedziecie jeszcze od nas wymagali, zebysmy sie do
          tego
          > > przygotowywali...
          >
          > Nie no, kolega raczy przesadzać. :-P
          >

          Kolega chciałby przesadzać, ale niestety prawdę prawi.

          > > Tutaj wrazenie pelnej koncentracji i skumulowanej energii.
          > > Super sprawny bas Caseya, Ellis kopiacy bebenki, skrzypce,
          > wzmacniacze i
          > > kolegow, Sclavunos prowadzacy perkusje jakby znow gral w Sonic
          > Youth i Cave
          > > rzadzacy publika jak za najlepszych lat. Highlighty - oparty na
          > jednym loopie i
          > > hipnotyzujacym wokalu dlugo grany `Grinderman', zagrane bodaj w
          > 1,5 minuty supe
          > > r
          > > dynamiczne 'Honey Bee (Let's Fly To Mars)', pokrecona linia basu
          w
          > `(I Don't
          > > Need You To) Set Me Free'. No i na bis po usprawiedliwieniu `We
          > have run out of
          > > our songs, sorry...' 10minutowa wersja `Tupelo', nqjlepsza, jaka
          > do tej pory
          > > slyszalem.
          > > Mniam!
          >
          > Zazdroszczę.

          Sam sobie zazdroszczę. Ogólnie za rok na Openera reklamuję jeszcze z
          dnia numer 2 Battles, MGMT i Yeasayera.

          --
          Though this be madness, yet there is method in 't.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka